sobota, 1 grudnia 2012

Rozdział 7



            Dziewczyny niepewnie weszły do środka i poszły za Zaynem. Ten zaprowadził je do salonu gdzie siedziała reszta. Zayn zaczął:
-Chłopaki, poznajcie moje siostry. To jest Katy, a to Anna. Dziewczyny to jest Liam, Louis i Harry. Nialla już znacie…
-Zaraz, zaraz…. Czy to są te dziewczyny, które rapowały za kulisami?- zapytał rozbawiony Louis.
            Był wysokim brunetem o zielonych oczach. Ciężko było określić jego fryzurę. To było coś na kształt ,,artystycznego nieładu”. Dziewczyny zauważyły, że z twarzy nie schodzi mu uśmiech, z resztą jak innym chłopakom. Nie miały się czego dziwić, w końcu niedawno dowiedzieli się, ze ich marzenia mogą się spełnić.
-Tak to my…-powiedziała Katy.
-To było…
-To było świetne- skończył Harry za Louisa.
           Chłopak o bujnych lokach i czarującym uśmiechu spojrzał w stronę dziewczyn. Jego zęby były idealnie proste. Dosłownie jak z reklamy pasty do zębów. Niewiarygodne.
-Dziękujemy wam bardzo za opinię od zawodowych piosenkarzy- powiedziała żartobliwie Anna.
-Dajcie spokój dziewczyny. Dopiero zaczynamy…- odezwał się siedzący na kanapie Liam.
            Był on również wysokim brunetem. Wyglądał na bardzo rozsądnego ale bliźniaczki były pewne, że ma równie dobre poczucie humoru co reszta.
W końcu z kuchni wyszedł Niall. Nadal był lekko speszony ale mimo wszystko postanowił się odezwać.
-Wy naprawdę jesteście siostrami? Chodzi mi o to, że nie jesteście do siebie podobne…
-Tak na sto procent. To jest potwierdzone genetycznie. Łączy nas więcej niż możesz sobie wyobrazić- powiedziała Katy.
-No okey. Ale gdybym was spotkał razem z Zaynem na ulicy, nigdy w życiu bym nie wpadł na to, że jesteście z jednej rodziny. Do niego to już w ogóle nie jesteście podobne- rzucił Louis.
-No bo taka jest prawda….-odpowiedziała Katy patrząc chłopakowi prosto w oczy. Zastanawiała się po co mu w ogóle odpowiadała. Przecież to nie jego sprawa.
-Co ty gadasz?! Jesteśmy z jednej rodziny. I już. Przecież nie musimy być do siebie podobni- powiedział lekko zirytowany Zayn. Nigdy nie chciał, żeby dziewczyny myślały inaczej. Zawsze uważał je za rodzone siostry. Może dlatego się trochę zdenerwował.
-Daj spokój. Nie ma co kłamać. A zwłaszcza przed nimi. Teraz jesteście zespołem i nie powinniście mieć przed sobą żadnych tajemnic…- zaczęła Anna
Zayn chciał jej przerwać ale Katy mu na to nie pozwoliła i kontynuowała:
-Kiedy miałyśmy osiem lat nasza mama zginęła, a tata….
-Nie miałyśmy taty- wtrąciła nerwowo Anna. Wiedziała, że rozpoczynając ten drażliwy temat nie obejdzie się bez scen. Widziała już małe łezki zbierające się w oczach siostry. Rzuciła jej porozumiewawcze spojrzenie mówiące „Nie muszą znać szczegółów”- Mama Zayna nas zaadoptowała, jako że kiedyś była przyjaciółką rodziny.
-Przykro mi… Ja… Nie wiedziałem… Nie chciałem was urazić- odpowiedział zmieszany Louis.
-Nic się nie stało. A teraz chodźmy się bawić. W końcu to wasz dzień-powiedziała Anna chcąc rozluźnić atmosferę.
-To może jednak zamówimy tą pizzę…- powiedział głodny Niall.
-Nialler, ty to masz wyczucie czasu- odparł Harry pokazując swoje śliczne zęby.
-Nie, nie! To świetny pomysł. Muszę zjeść coś wysoko kalorycznego albo zwariuje- powiedziała Katy wzbudzając przy tym sympatię Nialla.
-Yyy… W lodówce powinny zostać jeszcze lody- powiedział Louis.
 W tym czasie Anna zauważyła u Niallera dziwny wyraz twarzy, który ją rozbawił. Wyglądał jakby chciał się zapaść pod ziemię.
-Nie trzeba. Pizza wystarczy- burknęła Katy. Jeszcze nie do końca wybaczyła chłopakowi za poruszenie tematu jej rodziny. Chociaż z drugiej strony skąd miał wiedzieć, że zada jej tym ból.
-Ufff…co za ulga. Tak się składa, że lody się skończyły…z niewiadomych przyczyn…- zaczął Irlandczyk.
-Ale jak to? Przecież kupiłem trzy całe opakowania, a razem zjedliśmy zaledwie półtora wiaderka…Niall…chcesz mi o czymś powiedzieć?- zapytał Liam.
-To było silniejsze ode mnie! Wiesz, że nie potrafię się powstrzymać…
-Oddajesz mi kasę za lody- żartował dalej Liam.
-Liam noooo…byłem głodny!
-Ty wiecznie jesteś głodny! Oddawaj kasę, mój portfel się kurczy między innymi dlatego!
-Nie oddam ci tych pieniędzy!
-Jak chcesz- powiedział Liam i rzucił się w stronę Nialla.
Zaczęli ganiać się po kuchni, gdy nagle blondyn wyciągnął zza pleców łyżkę.
-Ha! Nie spodziewałeś się tego, co?!- triumfował uradowany.
-Omówmy to na spokojnie…Niall pomyśl co robisz…to jest łyżka!- mówił przerażony Liam. Anna nie mogła zrozumieć o co chodzi. Czy Liam żartował? W jego oczach wyraźnie było widać strach…Ale kto normalny boi się łyżek? W końcu Anna skonfiskowała łyżkę Niallowi i odłożyła ją do szuflady.
-Ty się boisz łyżek czy se jaja robisz, bo ja już naprawdę nie wiem???
-Ja…dobra przyznaję się. Boję się łyżek. I to panicznie. Nie wiem czemu…
-Ooo biedaku…czym ty jesz zupę?- zaśmiała się Katy- Dobra nieważne. Pogódźcie się jakoś i wracajmy do salonu.
-Okey. Umówmy się tak Liam. Nie oddam ci kasy za lody, ale stawiam pizze-zaczął Niall.
-Dobra umowa stoi. I koniec z łyżkami, jasne?!
-Jasne.
-Pięknie- skomentowała Anna- Zamawiamy tą pizzę, czy nie?
-Oczywiście, że zamawiamy! To chyba formalność- żartował dalej Niall.
            W końcu po długim oczekiwaniu pizza przyjechała. Nareszcie. Gdy tylko bliźniaczki usłyszały dzwonek do drzwi rzuciły się w tamtą stronę, nie dając Niallowi żadnych szans. Kiedy je otworzyły w progu stał młody, przystojny chłopak.
-Dobry wieczór- rzucił obojętnie dostawca. Dla niego to była kolejna dostawa, za to dla dziewczyn kolejna okazja do podrywu.
-Siema, masz coś dla nas?- spytała energicznie Anna.
-Eeee….no tak. Przecież zamawiałyście pizzę- powiedział nieco zdezorientowany. Katy od razu zwróciła uwagę na plakietkę z imieniem.
-Josh…bardzo ładne imię. Ja jestem Katy.
-…Miło mi. Czyli to nie wy zamawiałyście pizzę? Bo już się pogubiłem…
-Tak zamawiałyśmy…-zaczęła Anna.
-Josh- skończyła Katy i ładnie się uśmiechnęła.
-A właśnie ja jestem Anna.
-Taaaak, super. Ja jestem…
-Josh, już wiemy. Josh, Josh…-mówiła Katy.
-Josh- zakończyła Anna. Dziewczyny czuły, że się kompromitują, ale nie mogły się powstrzymać. Zbyt dobrze się bawiły. Poza tym Katy była nieco zauroczona dostawcą, co zauważył Louis, który stał w progu. Nie mógł stać bezczynnie.
-Panu już dziękujemy, panie Josh. Ile płacę?- wtrącił lekko zazdrosny, co wyraźnie nie spodobało się dziewczynom.
-Dziesięć funtów…-zaczął biedny Josh.
-Aż tyle za pizzę?! Zdzierstwo…masz dwanaście i się ciesz. A teraz żegnam…Josh- skończył, po czym odebrał pizzę i zatrzasnął drzwi przed nosem zdezorientowanemu chłopakowi, po czym dorzucił- Josh co za ksywa….
-Louis……- zaczęła Anna ale Katy nie dała jej skończyć.
-Jak mogłeś?! To mogła być miłość mojego życia. A ty ją zostawiłeś za drzwiami!
-On nie jest miłością twojego życia!
-To kto jest jak taki mądry jesteś?
-Eeeeee….
-Pizza jest! Cieplutka, pachnąca pizzunia! Chodź do mnie kochanie!- zaczął się drzeć Niall, po czym zabrał pizzę i uciekł z nią do salonu. Oburzone dziewczyny poszły za nim. Mimo to Louis nie czuł się speszony, wręcz przeciwnie. Miał poczucie spełnienia.


8 komentarzy:

  1. Supeeeer ! czekam na nastepny,gratuluje talentu ♥ /adminki z Louis Tomlinson Polska xxxx

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahah...mimio ,ze 1D nie lubie to nawet fajny ten blog <3

    OdpowiedzUsuń
  3. fajowe,naprawde super .!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham to
    Pozdrawiam A. Styles <3333

    OdpowiedzUsuń
  5. ale extra .! xx

    OdpowiedzUsuń
  6. nareszcie.....dlugo czekalam hihihi :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha, Louis.. :D Down, to jednak down <3 Czeekam na nn ; **

    OdpowiedzUsuń