wtorek, 11 grudnia 2012

Rozdział 9



            Była ósma rano. Zayn nie wiedział co ma robić. Był zdezorientowany. Starał się wybudzić obydwie siostry ze snu. A raczej koszmaru. Dziewczyny płakały i krzyczały. Było mu ich żal. Nie potrafił im pomóc.
-Anna! Katy! Obudźcie się! To tylko sen!- krzyczał. Nagle do jego uszu dotarło głośne pukanie do drzwi od pokoju.
-Kochanie to ja wpuść mnie. Co tam się dzieje?- To była Tricia. Zayn od razu ją wpuścił. W tym samym momencie bliźniaczki się obudziły.
-Boże złapał mnie!- krzyczała przez łzy obudzona Anna.- Dlaczego mi nie pomogłaś Katy?! Widziałaś co się dzieje i nic nie zrobiłaś!
-Przepraszam! Chciałam ci pomóc ale nie mogłam nic zrobić! Powstrzymała mnie jakaś niewyjaśniona siła! Byłam bezsilna!- odpowiedziała jej zapłakana siostra.
-Ty zawsze jesteś bezsilna! Czemu?! Przecież ja też czasem potrzebuję twojej pomocy! Czemu tak rzadko ją otrzymuję?!
-Przestań tak mówić! Przecież zawsze jestem przy tobie!
-Samo „być” na nic mi się nie zda!
-Jak możesz tak mówić?! Czy ja ciebie kiedykolwiek zawiodłam?!
-Tak! Właśnie dziś mnie zawiodłaś!
-To był tylko sen ty idiotko! Ja nie miałam na to żadnego wpływu!
-Skoro to „tylko” sen, to czemu dzień w dzień budzisz się z płaczem?!
-Anna, przecież ty dobrze wiesz dlaczego!
-Wiem, ale nie wiem czemu beczysz! No proszę odpowiedz mi dlaczego?!
-Bo w odróżnieniu do ciebie nie zgrywam twardzielki!
-Gdybym nie zgrywała twardzielki skończyła byś w psychiatryku! Jesteś słaba! Tak słaba, że mnie mdli…
-Ty pusta małpo, jak możesz?!
-Jak widać mogę!- krzyknęła nadal płacząc Anna. Wstała, założyła na siebie cienką bluzkę i wyszła z pokoju, z hukiem zatrzaskując drzwi.
-Czy wam do cholery odbiło?! Co to było?! Przed czym uciekałyście, przed czym nie ochroniłaś Anny?! O co chodziło w tej całej scenie?! - krzyknął Zayn na Katy, która jeszcze siedziała w pokoju.
-Ja…wychodzę- powiedziała słabo. Z oczu cały czas leciały jej łzy. Tusz do rzęs spływał jej po policzkach. Wstała napięcie i wyszła. „Jestem słaba…obrzydliwie słaba…” cały czas powtarzała sobie w myślach. „Wyjadę stąd. Na tydzień, albo dwa…”.
            W tym czasie Anna znajdowała się już w parku. Długo błądziła nieznanymi ścieżkami, aż w końcu siadła na ławce. Łzy spływały jej po policzkach. Może za ostro potraktowała swoją siostrę? Może nie powinna na nią krzyczeć? Ale i tak już za późno. Nagle ktoś zaszedł ją od tyłu zakrył jej oczy swoimi dłońmi. Na początku Anna się przestraszyła ale zaraz wyczuła zapach męskich perfum. Czuła je dopiero drugi raz ale od razu wiedziała kto to. Harry.
-Cześć kochanie- zaśmiał się, ale szybko zorientował się, że coś nie jest tak- Co jest?- zapytał siadając obok niej.
-Nic. Tak se siedzę i rozmyślam- odpowiedziała, szybko wycierając łzy. Chciała ukryć przed nim, że płakała.
-Tak, tak. Anna, przecież widzę, że coś jest nie tak. Powiedz mi. A może coś poradzę.
-Ja…pokłóciłam się z siostrą!
-Każdy się kłóci. Minie z wiatrem…
-Harry…
-Aż tak źle?
-Aż tak?! To była moja pierwsza taka kłótnia w życiu!- powiedziała Anna, po czym wyżaliła się Harremu. Co jej pozostało? Poza tym w jego towarzystwie czuła się bardzo dobrze i w końcu nie musiała udawać twardzielki. Wypłakała mu się w ramię. On nic nie mówił. Annie bardzo to odpowiadało. Nie potrzebowała teraz reprymend, ani nauk na przyszłość. Teraz potrzebowała czułości i odrobiny wsparcia, które właśnie ofiarował jej Harry. Na koniec powiedziała:
-Dzięki.
-Za co? Nawet nic nie powiedziałem…
-Za to, że jesteś tu teraz.
-Ja…cieszę się, że mogłem ci pomóc.
-Wracajmy, zimno tutaj.
-Nie…zostańmy tu jeszcze Anna. Wycisz się. Masz- to mówiąc zdjął swoją fioletową bluzę z napisem Jack Wills. Anna z przyjemnością ją na siebie nałożyła. Harry miał rację. Powinna jeszcze trochę posiedzieć…przemyśleć całą sprawę. Nie potrafiłaby teraz tak po prostu wrócić do domu. Znała chłopaka jeden dzień, ale mimo wszystko się do niego przytuliła. Teraz obydwoje siedzieli na ławce wtuleni w siebie. Można by było ich pomylić z kochankami.
-Harry?
-Tak?
-Zostaniesz ze mną?- szepnęła.
-Tak- odpowiedział również szeptem.
***
            Katy stała na dworcu kolejowym. Był zupełnie pusty. Czuła się trochę samotna, jednak w sumie lepiej, że nie było tu ludzi. Nie chciała, żeby ktoś zobaczył ją w takim stanie. W ręku trzymała bilet. Miała wyjechać o 14, a była 12. „Wybacz Zayn…wybacz mamo…Anna miała rację jestem słaba. Nawet teraz. Uciekam. Po prostu uciekam. Idiotka. Wybacz Anna…”. To wszystko było takie głupie! Pozwoliła, aby ją i jej siostrę, jej najlepszą przyjaciółkę poróżnił zwykły sen!
Usiadła na dworcowej ławce. Bolała ją głowa. Nie miała już siły myśleć. Siedziała bezczynnie. Nawet nie drgnęła. Minęło może dwadzieścia minut? Trzydzieści? Nie ważne…nagle poczuła na swoim ramieniu czyjąś rękę. Należała ona do Louisa. Jeszcze jego tu brakowało…nie miała ochoty z nim rozmawiać.
-Eeee…hej. Co tu robisz? Coś się stało? Cały tusz ci się rozma…
-A co ciebie to obchodzi? Skąd taka wielka troska?! Hę?- warknęła.
-Ja…widzę, że jesteś rozdrażniona. Chcę ci tylko pomóc.
-Ale nie pomożesz. Idź już. Czego tu szukasz?
-Przyszedłem kupić bilet do domu. Za kilka tygodni będę chciał odwiedzić rodzinę.
-Super.
-A ty gdzie wyjeżdżasz?
-Skąd wiesz, że wyjeżdżam?!
-Katy, trzymasz w ręku bilet…
-A no tak…idź już sobie…
-Ale ja chcę ci pomóc!
-Ale nie pomożesz, rozumiesz?! Nie pomożesz mi! Jesteś pustym chłoptasiem i myślisz, że jesteś zabawny, ale wcale tak nie jest! Jesteś kretynem, idiotą….czemu tu jeszcze stoisz? Nie słyszałeś już dosyć?!
-Chcesz żebym sobie poszedł?
-Tak- na te słowa Louis się obrócił i zaczął odchodzić. Katy nie mogła w to uwierzyć. Właśnie sobie uświadomiła, że wcale nie chciała, aby Louis sobie poszedł.
-Louis!- natychmiast się zatrzymał. Katy wstała i szybko do niego podeszła.
-Przepraszam. Wcale tak nie uważam….to co o tobie mówiłam….
-Wiem Katy. Co się stało?- spytał z troską w głosie.
-Ja….ja jestem słaba!- krzyknęła po czym się rozpłakała.
-Ciiiiii….już dobrze- powiedział chłopak i mocno przytulił Katy. Ona odwzajemniła uścisk i powoli się uspokoiła. Resztę dnia spędziła siedząc z Louisem na ławce na dworcu. Siedzieli razem, rozmawiali, a nawet się śmiali. Katy zapomniała o kłótni, strasznym śnie i o pociągu, który już dawno odjechał.


Teraz taki tam mały cytacik dla was <33

"In moments like this,
 I wish so hard for you to be here,
 With me, just beside me.
 And with my head on your chest,
 And your arms around me,
 Even with no words uttered,
 I know, I will be alright!"
 <33

PS. Pamiętajcie, żeby śledzić nas na TT i napisać własne w komentarzu wraz z opinią, a robimy follow back!
KatyRaven1 i JustAnna4

Kochamy was<33
Anna&Katy

3 komentarze:

  1. Zajebisty rozdział,warto było czekać ♥ /Louis Tomlinson Polska

    OdpowiedzUsuń
  2. jest świetny./ Tak jak cały blog :D kiedy następny rozdział??

    OdpowiedzUsuń
  3. Supper jak zwykle !!!

    OdpowiedzUsuń