piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 32


Wszyscy byli już przebrani w pidżamy. To znaczy było na tyle ciepło, że chłopacy mieli na sobie tylko spodnie a góra była im zbędna. Dziewczyny czuły się jak w niebie. Same nie miały przecież ze sobą pidżam więc miały na sobie same majtki i luźną koszulkę pożyczoną od któregoś z chłopaków. Szykowali się już do spania. Katy i Lou w sumie już byli gotowi. Jakieś dziesięć minut wcześniej poszli razem spać i słuch o nich zaginął. Anna tymczasem skakała po kanapie w salonie.
-Co ty robisz jeśli mogę spytać- spytał zdziwiony Harry.
-A nic, sprawdzam tylko, z której strony sofa jest najbardziej miękka to tam położę poduszkę- wytłumaczyła mu.
-Nie. To znaczy ty tu nie śpisz. Śpisz dziś u mnie- powiedział jej. Dziewczyna przestała skakać
-Ale jak to?- zapytała zdziwiona- Masz na myśli, że śpimy we dwójkę w jednym łóżku?
-Nie! Chodziło mi o to, że ty śpisz w moim łóżku, a ja śpię na kanapie tutaj, w salonie- sprostował.
-Nie… nie mogę tak. To twoja sypialnia. Ja tu będę spać. Nie wygłupiaj się.
-Koniec dyskusji. Marsz do mnie- powiedział Harry i zaprowadził ją swojego pokoju. Kazał położyć się jej na łóżku. Mimo, iż było ciepło przykrył ją kołdrą pod samą szyję.
-No widzisz jakie to łóżko wygodne- uśmiechnął się- Dobra ja ci już nie przeszkadzam. Dobranoc. Śpij spokojnie- powiedział po czym pocałował ją w czoło, odwrócił się i już chciał iść w stronę drzwi gdy dziewczyna pociągnęła go za nadgarstek dość mocno, że aż ukucnął. Teraz mieli swoje głowy naprzeciwko siebie. Blondynka się uśmiechnęła i popatrzyła chłopakowi w oczy.
-Dziękuję. Dziękuję ci jeszcze raz za wszystko co dla mnie zrobiłeś, robisz i pewnie jeszcze zrobisz. Jestem ci dozgonnie wdzięczna. Naprawdę jesteś moim przyjacielem- powiedziała szczerze. Bardzo się cieszyła, że ma kogoś bliskiego jak on. Nie wiedziała co by bez niego zrobiła. Tyle rzeczy dla niej zrobił. Harold tylko się uśmiechnął, jeszcze raz pocałował w czoło i tym razem skutecznie podszedł do drzwi. Wychodząc jeszcze dodał:
-Dobranoc aniele.
Lou ścielił łóżko, podczas gdy Katy czesała włosy. Zauważyła, że sięgają jej już prawie za tyłek. Zerknęła jeszcze raz w łazienkowe lustro i wróciła do pokoju. Zauważyła, że Louis właśnie wyściela sobie małą sofkę obok łóżka. Cóż, przynajmniej całe łóżko było dla niej… Gdy chłopak zauważył, że Katy jest w pokoju uśmiechnął się.
-W mojej koszulce i bez spodni wyglądasz jeszcze drobniej niż zwykle- rzucił. Dziewczyna jedynie odwzajemniła uśmiech, po czym owinęła ręce wokół szyi chłopaka. On chwycił ją w talii i popatrzył w niebieskie oczy.
-Jest jedna, dosyć nietypowa sprawa, o której powinieneś wiedzieć…
-No to mów- zachęcił Katy chłopak.
-Ja… nie sypiam dobrze…- na te słowa Lou się nieco zdumiał i popatrzył pytająco na dziewczynę- Co noc mam koszmary. Krzyczę i z reguły noce ze mną nie należą do przespanych.
-No cóż… Wiesz, jak się kogoś kocha to nie ma chyba takiego znaczenia- odparł, a Katy poczuła jak zalewa ją rumieniec. Przytuliła się mocno do Lou, po czym położyła się na łóżku. Louis zrobił to samo, tyle że usadowił się na sofce. Obydwoje rozmawiali do późnej nocy, ale ostatecznie zmęczenie wzięło górę. Niestety Katy miała rację. Okropny koszmar nawiedził ją i tej nocy. Potworny krzyk dziewczyny zbudził Louisa, który z troską spojrzał na dziewczynę. Bez chwili zastanowienia położył się obok niej. Odgarnął brązowe kosmyki z czoła dziewczyny.
-Ciiii... Już dobrze. Jestem tu przy tobie, nic ci nie grozi- mówił cichym, aksamitnym głosem. Katy powoli się uspokajała. Obróciła się jego stronę i wtuliła w tors chłopaka ciężko oddychając. On z satysfakcją objął ją tak, jakby chciał ją osłonić przed koszmarami do końca tej i reszty nocy. Pocałował Katy w głowę, zamknął oczy i spokojnie zasnął, mając w objęciach swój cały, mały świat.
W tym czasie Anna również zerwała się z łóżka. Potworny koszmar nie dawał jej zasnąć. Wiedziała, że to samo dzieje się z Katy. Wstała z łóżka i na palcach przeszła do pokoju Louisa. Nie musiała się martwić o siostrę. Spała spokojnie w objęciach chłopaka. Przynajmniej jej się poszczęściło co do chłopaka i przynajmniej ona się wyśpi. Anna nie miała jednak wątpliwości, że Katy również dręczył koszmar. Po prostu jej siostrą miał się kto zająć. Anna do niedawna sama myślała, że ma kogoś kto się o nią zatroszczy, jednak w ciągu jednego dnia ta myśl pękła niczym bańka mydlana. Spokojna o siostrę, Anna powędrowała do kuchni. Musiała się czegoś napić. Szklanka soku wystarczyła, aby zaspokoić pragnienie. W drodze powrotnej do łóżka Anna zahaczyła o salon gdzie spał Harry. Musiał się nieźle kręcić w nocy, gdyż koc, pod którym rzekomo miał spać, leżał na podłodze obok sofy. Dziewczyna po cichu zakradła się w stronę Hazzy, podniosła z ziemi koc i delikatnie nakryła nim chłopaka, aby go nie obudzić. Przycupnęła na skrawku sofy. Delikatnie przeczesała burzę loków na głowie chłopaka. Gdy na niego patrzyła przepełniał ją spokój, a koszmar odchodził w niepamięć. Wiedziała, że nikt inny tak na nią nie działa i że do nikogo…nie czuje tego samego co do Harrego. Nie mogła tego dłużej przed sobą ukrywać. Po tych wszystkich wydarzeniach i przeżyciach zdążyła pokochać Hazzę, i już nie jako przyjaciela. Z resztą podobnie miała Katy. Czyżby obydwie miały dar do skrywania swoich uczuć? Tyle że Katy zdążyła je już ujawnić. Teraz była kolej Anny. Zerknęła jeszcze raz na Harrego, aby upewnić się czy śpi.
-Słuchaj… dużo się ostatnio działo… Nie tylko w moim życiu ale także między nami. Wiem, że ci się podobałam i że chciałeś czegoś więcej ale ja… ja się bałam. Bałam się… że… w sumie nie wiem czego się bałam. Ale wszystko sobie przemyślałam i wiem, że zasługujesz na ma kogoś więcej niż niezdecydowana blondyneczka z Bradford, ale nie mogę więcej udawać, że jesteś tylko moim przyjacielem- mimo, iż Anna była pewna, że chłopak śpi, ta wypowiedź kosztowała ją sporo nerwów. Po tych wszystkich wspólnych przeżyciach uświadomiła sobie, że to nie kto inny jak Harry zawsze był przy niej. Zawsze mogła na niego liczyć. Trudno jej się było przyznać ale pokochała go i to nie tylko tak jak przyjaciela. Popatrzyła jeszcze chwilę na przyjaciela, po czym na koniec ucałowała chłopaka w policzek i wróciła do sypialni. Gdy kroki dziewczyny w korytarzu ucichły, kąciki ust Harrego uniosły się w górę, a jego oczy rozbłysły.
Katy czuła dziwny ciężar oplatający jej talię. Uchyliła powieki i ujrzała dłoń. No tak, wszystkie wydarzenia wróciły do jej głowy. Uniosła głowę. Zobaczyła Lou wpatrującego się w nią uparcie. Gdy zobaczył, że wstała przeniósł rękę z jej talii, aby móc pogładzić Katy po policzku. Dziewczyna ponownie przymknęła oczy. Była jeszcze zaspana.
-Długo nie śpisz?- spytała lekko zachrypniętym głosem.
-Od jakiejś godziny- odparł Lou, po czym dodał- To już drugi raz kiedy ze sobą śpimy- zaśmiał się.
-Słucham?
-Pamiętasz… Po tej imprezie co się tak pięknie spiłaś…
-Dobra wystarczy. Już pamiętam, ale nie mam zamiaru wliczać tego do udanych nocy…
-A dziś?
-Dziś?- mówiła dziewczyna zarazem przejeżdżając palcem po torsie chłopaka- Dziś była bardzo udana- uśmiechnęła się, a chłopak odpowiedział jej całusem. Tą chwilę przerwał im Zayn. Starszy brat nie był dumny z tego co widział.
-Myślałem, że masz spać na sofce…- odparł z sarkazmem.
-Plany się zmieniły- wybraniał się Lou, ale Zayna to nie ruszyło.
-Liczę do trzech i macie być na dole na śniadaniu. Liam wszystko przygotował, chyba nie chcecie mu sprawić przykrości- powiedział mulat.
-Dałbyś chociaż minutę, a nie trzy sekundy…- kontynuował dyskusję Lou.
-Raz…radziłbym się pospieszyć…Dwa…- mówił niewzruszony Zayn. Katy wstała, dała buziaka Louisowi, a potem bratu.
-Daj mi minutkę- powiedziała do Zayna świecąc niebieskimi oczkami i poszła do łazienki się ogarnąć. Zayn stał jeszcze chwilę w progu z założonymi rękami i kiwał głową.
-No co?- spytał Louis zakładając koszulkę. Zayn chwycił leżącą niedaleko poduszkę i wymierzył nią w Lou.
-Mam cię na oku. To moja siostra- rzucił, już bardziej żartobliwie, jednak dalej z poważną miną, i wyszedł.
-A moja dziewczyna- dodał pod nosem Louis z łobuzerskim uśmieszkiem i również poszedł na śniadanie.
***
Wszyscy jedli śniadanie w wyśmienitym nastroju. Liaś się postarał. Wszyscy oprócz Anny. Dręczyła ją myśl, że w szkole nieuniknione jest dla niej spotkanie z Benem. Niezdarnie gryzła swoją kanapkę.
-Anna?- spytał ktoś ale ona nie słyszała- Anna? Halo? Żyjesz?- teraz usłyszała.
-Tak? Przepraszam zamyśliłam się. O co chodzi?- spytała.
-Pytałem czy chcesz kanapki do szkoły…- odpowiedział Liam bacznie przypatrując się dziewczynie.
-Nie, dziękuję. Katy na nas chyba już czas. Za 30 minut mamy pierwszą lekcję- powiedziała do siostry.
-Ach, rzeczywiście. Będziemy się zbierać- odpowiedziała jej wstając od stołu w pośpiechu dopijając swoją herbatę, którą przygotował jej Liam. Anna zrobiła to samo, a chłopcy ustawili się w rządku pod drzwiami niemal jak krasnoludki w „Królewnie Śnieżce”. Nieźle sobie to wymyślili. Dziewczyny popatrzyły na siebie i wybuchły śmiechem.
-Jesteście nienormalni- rzuciła Katy.
-I tak nas kochacie- odpowiedział jej Niall wskazując palcem na swój policzek. Dziewczyny znów się zaśmiały, zgarnęły swoje telefony do ręki i udały się w stronę wyjścia. W rządku stali po kolei: Niall, Zayn, Lou, Harry i Liam. Siostry po kolei podchodziły każdego z nich i dawały słodkiego buziaka w policzek. No z jednym wyjątkiem. Katy pocałowała swojego chłopaka w usta. Na co jej brat tylko westchnął. Katy już doszła do Liama, a jej siostra dochodziła do Harolda. Tak jak reszcie dała buziaka w policzek, a Harold jakoś dziwnie się uśmiechnął. Przykuło to jej uwagę ale nie miała zamiaru o to go pytać. Poszła do Liama i zrobiła to samo co przed chwilą.
-Pogadamy wiesz o czym jak wrócę ze szkoły- puściła do niego oczko- Miłego dnia!- powiedziała do wszystkich i zamknęła za sobą drzwi.
Idąc do szkoły Katy korciła jedna myśl. Ostatni zauważyła jak Anna i Liam co chwile szepczą sobie na ucho i dyskretnie się do siebie uśmiechają. Kompletnie nie wiedziała co ma o tym myśleć.
-Anna?
-Hm?
-Nie możesz mieć przede mną tajemnic. Jesteśmy bliźniaczkami, to zobowiązuje- zaszantażowała siostrę z góry.
-Do czego zmierzasz?
-Ty i Liam… Powiesz mi o co chodzi?- na to pytanie Anna niemal wybuchła śmiechem. Katy chyba zmierzała do tego, że ona i Liaś ze sobą kręcą.
-Katy, błagam cię… chyba nie pomyślałaś, że my… Katy nie wierzę- śmiała się. Jej siostra również zaczęła. W sumie nie wiedziała dlaczego mogła tak pomyśleć.
-Przepraszam cię… nie wiem co mnie naszło. Ale po prostu zauważyłam, że ostatnio jakoś lepiej się dogadujecie i w ogóle…
-To prawda. Ale masz rację, po prostu mu  pomagam- wytłumaczyła się.
-Pomagasz mu? Niby w czym?- zdziwiła się brunetka.
-Chodzi o pewną dziewczynę. I tu właśnie jesteś mi potrzebna.
-Zamieniam się w słuch- odpowiedziała siostrze. Anna idąc z siostrą przez park wszystko jej opowiedziała. Opowiedziała jak przyłapała chłopaka na gapieniu się na Danielle podczas finału i o tym jak dał jej swój numer- Chyba sobie żartujesz?! Dał jej swój numer? O mój boże. Czy to jest nie jest oczywiste, że numer telefonu się bierze, a nie daje?
-No widocznie dla facetów nie- zaśmiała się Anna. W dalszej drodze do szkoły rozmawiały o tym, jak pomóc Liamowi. Gdy stały już w holu budynku szybko się pożegnały i każda poszła w swoją stronę.
Katy siedziała na ławce pod klasą. Uczyła się historii kiedy komórka w jej torebce zawibrowała. Dostała smsa od Lou. „Zapomniałaś wziąć swoich kanapek, które przygotował ci Liam. Wpadnę i ci je podrzucę po 2 lekcji” przeczytała szybko. Kochany był. Uśmiechnęła się pod nosem, po czym schowała z powrotem telefon.
-Katy- odezwał się nagle męski głos gdzieś tuż koło niej. Podniosła głowę z nad podręcznika. Nie wierzyła własnym oczom- Jak tam twoja siostra? Słyszałem, że miała pewne nieprzyjemne doświadczenie.
-Czego chcesz Ben?- nie mogła uwierzyć, że miał czelność poruszać ten temat.
-Od ciebie nic. Ale mam pewną sprawę do twojej siostry- uśmiechnął się złośliwie.
-Odczep się od niej, albo…
-Albo co?- zrobił krok w jej stronę- Grozisz mi?- spytał patrząc dziewczynie prosto w oczy. Katy przeraziła się i nic nie odpowiedziała- Tak myślałem. Pogadamy później- odpowiedział jej i oddalił się tak samo szybko jak się pojawił.
Katy stała przed szkołą. Czekała na Lou, który miał jej przynieść drugie śniadanie. Nigdzie go nie widziała. Już chciała do niego dzwonić gdy usłyszała niespodziewany pisk dziewczyn. Popatrzyła w ich stronę. Stały w kółku i strasznie piszczały.
-Boże to Louis z One Direction!- krzyczała jedna.
-Dasz mi autograf?!- krzyczała druga. Katy się zaśmiała. I pomyśleć, że to jej chłopak.
-Witam- odezwał się głos za jej plecami. To znów był Ben. Czego on chciał? Harry dał mu chyba zbyt małą nauczkę- Ooo czy to przypadkiem nie jest ten chłoptaś od tego całego Harrego?- spytał wskazując głową na Lou.
-Nic ci do tego- powiedziała twardo. Szczerze mówiąc bała się ale nie chciała tego okazać.
-Jakiś problem?- usłyszała za sobą głos jej chłopaka i odetchnęła z ulgą. On objął ją w talii i spiorunował wzrokiem Bena.
-Nie, skądże właśnie kończyliśmy rozmowę. Do zobaczenia Katy- powiedział ale dziewczyna mu nie odpowiedziała. Był bezczelny. Louis się jej przypatrywał zatroskany. Zauważył, że coś nie gra.
-Kto to był?- spytał.
-To… to był Ben- odpowiedziała mu. Chłopak popatrzył się na nią porozumiewawczo- Tak ten Ben- oczy chłopaka rozbłysły. Zdenerwował się.
-Czego on od ciebie chciał?
-Nie wiem, coś gadał o Annie, że ma do niej jakąś sprawę.
-Jeszcze on ma czelność w ogóle o nią pytać? Jak ja go dorwę…- już chciał iść za Benem gdy Katy go zatrzymała.
-Lou. Nie. Zostaw go. Jeszcze będziesz miał jakieś kłopoty. Odpuść sobie- chłopak zgodził się uśmiechnął i sięgnął ręką do torby, którą przyniósł ze sobą. Podał swojej dziewczynie dwie dokładnie zapakowane kanapki. Widać było, że to robota Liama.
-Dziękuję, kochany jesteś- powiedziała, złapała go za szyję, po czym przyciągnęła do siebie i pocałowała w usta. Louis objął ją w tali i odwzajemnił pocałunek. Po chwili oderwał się od niej i odgarnął jej włosy z czoła.
-Lepiej już idź, bo się spóźnisz na chemię- powiedział.
-Skąd wiesz jaką teraz mam lekcję?- spytała zdziwiona dziewczyna.
-Słońce ty moje, jestem twoim chłopakiem. Mam swoje źródła- uśmiechnął się łobuzersko na co Katy odpowiedziała śmiechem.
-No dobrze już dobrze. Idę sobie- powiedziała, pocałowała go jeszcze raz i szybko uciekła w stronę klasy.
Anna wróciła do swojego mieszkania w wyśmienitym humorze. Rzuciła torbę na krzesło w kuchni i walnęła się na sofę. Cieszyła się, że już jest w domu. W szkole cały czas oglądała się za siebie i patrzyła czy nie ma gdzieś Bena. Poszczęściło się jej. Nie widziała go dziś ani razu. Ani razu też nikt jej nie zaczepił czyli jest szansa, że Ben się nie chwalił nikomu co zaszło. Włączyła radio i w spokoju oczekiwała na Katy, która miała przyjść za godzinę. W radiu leciała właśnie Lady Gaga. Zaczęła nucić pod nosem piosenkę gdy ktoś zaczął dobijać się do jej drzwi. Słychać było, że za wszelką cenę ten ktoś chciał się dostać do środka. Dziewczyna się przestraszyła. Podeszła na palcach do drzwi i popatrzyła przez Judasza. Odetchnęła z ulgą. To był Josh. Szybko przekręciła zamki i otworzyła mu drzwi.
-Co się stało?- spytała chłopaka zapraszając go do środka.
-Mi? Nic? To ty mi powiedz co się stało wczoraj, że Katy wybiegła z domu nawet nie zamykając drzwi- no tak, przecież Katy napisała do niego, żeby zamknął drzwi od ich mieszkania, bo ona nie zdążyła. Nie chciała mu mówić całej historii.
-Miałam pewien problem z Benem- odpowiedziała krótko i odwróciła wzrok na wspomnienie tego zdarzenia. Josh się speszył. Zauważył reakcję dziewczyny i stwierdził, że musiało być to coś nieprzyjemnego i osobistego. Nie zamierzał dalej drążyć tematu.
-Wszystko już ok?- spytał tylko, na co Anna kiwnęła głową i się uśmiechnęła- To dobrze. Jakby co to wiesz gdzie mnie znaleźć- uśmiechnął się- Dobra ja lecę, mam przesłuchanie.
-O! Daj znać jak ci poszło! Powodzenia- pożegnała się z nim i zamknęła za nim drzwi. Znów usiadła na kanapie w salonie i w spokoju czekała siostrę. Po 20 minutach wróciła ze szkoły.
-Minęłam się właśnie z Joshem na klatce schodowej- zaczęła- Znosił całą swoją perkusję. Wyprowadza się czy co?- spytała Katy siadając koło siostry na sofie.
-Nie, jedzie na jakieś przesłuchanie- odpowiedziała jej.
-Yhm. A ty skąd wiesz?- dociekała się brunetka.
-Był tu za nim przyszłaś. Chciał się spytać co się stało wczoraj, że to on musiał zamykać drzwi od naszego mieszkania. Martwił się- wytłumaczyła siostrze Anna- Dobra, masz jakieś lekcje do zrobienia czy możemy już iść?
-Nie, nie mam. Ale dokąd iść?- spytała zdziwiona.
- No jak to gdzie? Do Liama. Miałyśmy mu pomóc pamiętasz?
-Ach, no tak. Chodźmy- powiedziała, po czym dziewczyny wstały i poszły do Liama. Po 15 minutach były pod apartamentem chłopców. Kulturalnie zadzwoniły do drzwi, choć dobrze wiedziały, że jest otwarte i mogłyby spokojnie wejść. Po chwili usłyszały kroki zbliżające się do wejścia. Na ich szczęście otworzył Liam.
-I jak Romeo? Jesteś gotowy?

Loffki! Co tam u Was misie pysie? Anna jest już po egzaminach więc mamy duuuuuuużo czasu na pisanie nowych rozdziałów :D ^^ Ktoś jeszcze z was pisał? Jak poszło?  A i chciałam serdecznie pozdrowić: @forever_crazy_x ; @Dosia27 i pikseloze, które zawsze nam poprawiają humor swoimi komentarzami! <3 Kochamy komentarze hehe. Loveczki

Anna&Katy

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział 31


Katy odebrała telefon. Gdy usłyszała co się stało wybiegła z mieszkania nawet nie zamykając drzwi na klucz. Może to było nieodpowiedzialne z jej strony ale to teraz było mało ważne. Wsiadła w metro i pojechała do apartamentu chłopców. W międzyczasie jeszcze napisała do Josha, aby zamknął drzwi od jej mieszkania zapasowymi kluczami, które właśnie on miał. W końcu dojechała na miejsce. Otworzyła drzwi od apartamentu i ujrzała czwórkę ponurych chłopaków siedzących w salonie. Nikt się nie odezwał. Lou rzucił jej tylko przelotne spojrzenie i wskazał drogę gdzie jest jej siostra. Katy odkiwnęła mu na podziękowanie i pobiegła w stronę sypialni. Zanim weszła do środka wzięła głęboki oddech. W sumie nie wiedziała w jakim stanie jest Anna. W końcu otworzyła drzwi i wpierw zobaczyła Zayna, który siedział na łóżku. Podeszła do niego bliżej i dopiero wtedy zauważyła, że płacze. Głaskał swoją siostrę po włosach. Katy miała łzy w oczach. Chyba nigdy wcześniej nie widziała Zayna tak załamanego. Złapała go za ramię i powiedziała:
-Czy to wszystko aby na pewno prawda?- nadal nie mogła uwierzyć w to co opowiedział jej Zayn. Takie rzeczy zdarzają się tylko na filmach, a nie jej siostrze!
-Tak- odpowiedział wycierając łzy z policzków- Możesz teraz ty z nią trochę pobyć? Ja muszę napić się wody. Zawołaj mnie jak się obudzi- dodał i wyszedł. Katy chwile stała bez ruchu. W końcu usiadła na fotelu koło łóżka i zaczęła mówić do siostry mimo tego iż nie miała pewności czy ją w ogóle słyszy.
-Ja… Wiesz co, zastanawiam się czy nad nami nie wisi jakaś czarna chmura. Nasz matka popełniła samobójstwo przez psychicznego ojca, który za dwa lata ma wyjść z więzienia… Boję się o tym myśleć, chociaż wiem, że nas tu nie znajdzie. Myślałam, że nie może się nam już nic stać. Znalazłyśmy dom. Mamy wspaniałą rodzinę, wspaniałego brata, przyjaciół… I nagle dzieje się coś takiego…- Katy nie mówiła wprost o ostatniej sytuacji. Kątem oka zauważyła, że siostra patrzy na nią z pod zmrużonych jeszcze powiek. Postanowiła nieco zmienić temat. Ten był zbyt drażliwy i nawet ją przyprawiał o dreszcze. Poza tym było już po wszystkim i nie było sensu aby drążyć tego dalej- Ale wiesz co… ostatnio… a właściwie tego wieczoru… Ja i Lou jesteśmy parą!- na te słowa Anna uśmiechnęła się i ponownie zamknęła oczy. Była wykończona. Normalnie zadałaby siostrze miliardy pytań dotyczące wieczoru gdy ich dwójka stała się parą, ale teraz nie miała do tego głowy. Oczywiście Katy doskonale to rozumiała.
-Śpij spokojnie- powiedziała Katy. Nie miało sensu dalsze gawędzenie z nieprzytomną niemalże siostrą. Potrzebowała odpoczynku. Oby tylko nie śnił jej się koszmar. Gdy dziewczyna zasnęła Katy poprawiła jej nakrycie i wyszła z pokoju. Zayn zdziwił się na jej widok. Oczekiwał, że wyjdzie z pokoju cała zapłakana i załamana jak to miała w zwyczaju.
-Anna zasnęła. Nie chce jej budzić, ale jak ona ma wrócić do naszego mieszkania? Raczej nie będziecie jej nieśli na rękach przez pół miasta…- powiedziała zagarniając brązowe włosy w niesfornego koczka.
-Nie, nie będziemy. Śpicie dzisiaj u nas- powiedział Liam.
-Czy ja dobrze usłyszałam, „śpicie”?- spytała Katy.
-Tak, dobrze usłyszałaś. Chyba nie myślisz, że puścimy cię teraz samą do pustego mieszkania… Nie ma mowy- tym razem odezwał się Lou. Dziewczyna oczywiście chętnie przystała na tą propozycję.
Po godzinie Anna wróciła do żywych. Nikt nie pytał co się stało. Wszyscy wiedzieli, że jak nadejdzie odpowiednia pora Anna się otworzy i porozmawia z nimi. Wszyscy starali się funkcjonować w miarę normalnie. Niall jak zwykle jadł, Lou rozmawiał ze swoją dziewczyną, Zayn na chwilę gdzieś wyszedł, Liam oglądał coś w TV, a Harold niespokojnie kręcił się po apartamencie. Trudno mu było zachowywać się tak jakby nic się nie stało. W końcu dobrze pamiętał w jakim stanie Anna przyszła do niego. Usiadł w końcu na kanapie i przyłączył się do oglądania filmu z Liamem. Po chwili do salonu weszła siostra Katy. Wszystkie oczy zwrócone były ku niej. Musiała czuć się bardzo nie komfortowo.
-Możemy porozmawiać?- odezwała się z lekką chrypką w głosie. Chciała wszystkim powiedzieć co się stało. W końcu i tak wszyscy widzieli załamanego Zayna. Na jej słowa nikt się nie odezwał, Liam tylko wyłączył telewizor- Na początku chciałabym Was prosić o dyskrecję. Nikt nie może się dowiedzieć o tym zaszło. Nikt rozumiecie?
-Ale Anna chyba masz zamiar powiedzieć mamie?- spytał Zayn, który najwyraźniej przed chwilą wrócił. Anna przemilczała pytanie, co jej brat niestety zrozumiał jako zaprzeczenie.
-No więc poszłam do Bena bo… chciałam się dowiedzieć prawdy. Po tym co powiedział mi Harry, ja po prostu musiałam wiedzieć. Zadałam mu tylko jedno, proste pytanie. No a potem… no… potem- głos jej się wahał. Nadal ciężko było jej o tym mówić. Na widok łamiącego się głosu dziewczyny Niall wstał podszedł do niej i mocno przytulił. Ona odwzajemniła uścisk. Starała się już nie płakać i nawet dobrze jej to szło.
-Nie musisz nam tego opowiadać. Zayn nam wszystko opowiedział królewno- na te słowa Nialla na twarzy Anny w końcu pojawił się uśmiech.
-Dzięki Zayn- rzuciła do brata i szybko go uściskała- No dobra zmiana tematu. Nie chcę żebyście traktowali mnie teraz jak jakąś ofiarę. Po prostu spędźmy resztę tego popołudnia razem i będzie ok- Wszyscy przystali na jej propozycję i zaczęli normalnie funkcjonować. Padały różne pomysły na spędzenie razem reszty dnia ale w końcu postanowili zostać w domu i zagrać w Twistera. Rozłożyli matę i ustawili się wokół niej. Zabawa się zaczęła. Początek, jak to w tej grze był łatwy, dopiero potem zaczęły się schody. Każdy prawie leżał na kimś innym. Katy natomiast stała w mostku chyba już od trzech rund i szybko cierpły jej ręce. Teraz była kolej Louisa. Musiał położyć lewą rękę na żółte, czyli tuż przy głowie Katy. W efekcie czego stał nad nią, a ich twarze były blisko siebie. Jak wiadomo cwaniaczek Lou postanowił dać jej szybkiego buziaka, przez co upadła, a za nią cała reszta. Wszyscy zaczęli się śmiać. Bez wyjątku.
-Bardzo zabawne Lou, nie powiem- drażniła się z nim, na co tylko on się na nią rzucił i zaczął łaskotać. To był jej słaby punkt. Tarzała się po ziemi ze śmiechu gniotąc całą matę do gry. Reszta tylko patrzyła i się uśmiechała pod nosem. Tymczasem Annie się coś przypomniało. Liam miał jej przecież opowiedzieć co z Danielle! Szybkim krokiem do niego podeszła i poczochrała jego włosy.
-Mieliśmy o czymś porozmawiać Liaś- powiedziała rzucając mu skromny uśmiech. Chłopak na to wstał i zaprowadził ją do kuchni, gdzie mogli w spokoju pogadać.
-No co ja mam ci powiedzieć? Anna, Anna, nie odpuścisz mi tego, prawda?- spytał z sarkazmem.
-Nie ma mowy. Możecie stworzyć coś naprawdę fajnego. Kto wie czy to nie jest ta jedyna?...- zaczęła- Podszedłeś do niej chociaż?
-No…. Tak ale zrobiłem z siebie idiotę- westchnął Liam.
-Proszę Cię, na pewno nie zrobiłeś nic głupiego. Masz jej numer?- dociekała się dziewczyna.
-Nie… Ona tylko ma mój- odpowiedział.
-Moment… Ona ma twój numer? Jakim cudem?- spytała zdziwiona.
-No tak normalnie. Dałem jej- odpowiedział Daddy Direction. Nie rozumiał dlaczego ją to dziwiło.
-A jednak zrobiłeś coś głupiego. Czy chcesz mi przez to powiedzieć, że do niej podszedłeś i dałeś jej swój numer…- drążyła dalej temat. Przecież podstawową zasadą jest BRANIE numeru, a nie jego dawanie osobie, którą jesteśmy zainteresowani.
-No tak właśnie zrobiłem… Czy to źle?
-Liam, kochanie ty moje przecież każdy wie, że od dziewczyny bierze się numer, a nie się go daje… Ale dobra. Trudno. Stało się. Potrzebny nam będzie nowy plan. Jeszcze wam się uda. Już moja w tym głowa- pocieszyła chłopaka. Chwilę jeszcze pogadali, po czym wrócili z powrotem do salonu.
Był już wieczór. Wszyscy byli w wyśmienitych nastrojach. Siedzieli na kanapie i po prostu gadali.
-Nie no błagam was, będziecie znani na całym świecie- powiedziała Katy. Rozmawiali właśnie o karierach chłopców.
-Nie no bez przesady. Wystarczy nam jakaś mała grupka fanów. A spełnieniem marzeń już by było, przynajmniej dla mnie, gdyby cała Wielka Brytania nas znała- powiedział Harry.
-Oj tam, Simon to przecież jest gość, on będzie wiedział jak was wypromować. Będzie dobrze. A tak w ogóle to gadaliście z nim od czasu finału Xfactora?- spytała Anna.
-No tak. Raz. Jesteśmy umówieni z nim na jakąś rozmowę pojutrze w Syco/Sony Music- odpowiedział jej Niall.
-Woow. Pewnie będziecie rozmawiać o biznesplanie albo czymś takim- stwierdziła Katy.
-Oby. Mam straszną ochotę już śpiewać, tworzyć i w ogóle. Wy też?- spytał podekscytowany Louis. Wszyscy pokiwali zgodnie głowami. Anna wpadła na pewien pomysł.
-Może pójdziemy do baru karaoke?! Pośpiewamy sobie, pobawimy się… Chodźcie będzie super!- zaproponowała. Jej pomysł spodobał się wszystkim. Zaczęli się zbierać i po kilku minutach wyszli.
Cała paczka siedzieła przy siedmioosobowym stoliku. Bar był malutki i przytulny. Znajdował się w północnej części Londynu, więc nie było zbyt wiele osób. Byli największą grupą w środku. Na scenie stał teraz chłopak z dziewczyną i razem śpiewali piosenkę Bruno Marsa „Just The Way You Are”. Chyba byli parą. Ładnie śpiewali. Po kilku minutach piosenka się skończyła i na scenę wszedł prowadzący.
-Brawa dla naszych zakochanych Ashley i Brada!- posypały się oklaski, po których para zeszła ze sceny- Kto będzie taki odważny i postawi tutaj swoje pierwsze kroki śpiewając? Może piękna młoda dama w pierwszym rzędzie?... Nie? No dobrze. To może pan w trzecim w śmiesznych butach… bez urazy oczywiście.
-Ja zaśpiewam!- po sali rozległ się damski głos. To była Anna. Chłopacy zaczęli bić brawo, a w międzyczasie Anna zgarnęła Katy i już po chwili stały razem na scenie. Teraz pozostał tylko wybór piosenki. Anna nawet miała już pomysł. Powiedziała tytuł na ucho siostrze i dała znak gościowi od sprzętu żeby puścił muzykę.
-Tą piosenkę chcę zadedykować pewnemu chłopakowi…- zaczęła starsza siostra- pewnemu chłopakowi, który okazał się frajerem i mnie rzucił, bo nie chciałam się z nim przespać- mówiła dalej, a na sali zapanowała cisza- Ben, pieprz się!- Nastąpiły gromkie brawa ze strony widowni. Ale i tak najgłośniej klaskało 1D. Dziewczyny zaczęły śpiewać piosenkę „Fuck You” Cee Lo Greena. Śpiewały na zmianę. Do tego stopnia udało im się rozpalić publikę, że refren śpiewała już cała sala. Siostry świetnie się bawiły. To był dobry pomysł tu przyjść i się pobawić. Piosenka się skończyła, a dziewczyny z gracją się ukłoniły i ustąpiły miejsca prowadzącemu.
-Jeszcze raz gromkie brawa dla tych młodych dziewczyn!- i znów liczne oklaski- Muszę przyznać, że to był najlepszy występ od czasu kiedy tu pracuję! A pracuję już od dawna…
-To prawda!- odezwał się ktoś z widowni co wywołało śmiech na sali.
-Dzięki bardzo… Ale wracając do naszych młodych gwiazdeczek… mam dla was prezent! Wasze wykonanie podobało się wszystkim dlatego chcę wam wręczyć dożywotni kupon na darmowy sok pomarańczowy w naszym barze tuż po lewej! Brawa!- dziewczyny zaczęły się śmiać. Odebrały kupon i zeszły ze sceny nadal obsypywane oklaskami. Chłopcy zdobyli się nawet na owację na stojąco. Katy podeszła do Lou, który chciał ją uściskać.
-Dlaczego nie wiedziałem, że tak ślicznie śpiewasz?- spytał obejmując ją w talii.
-Dużo rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz- powiedziała po czym szybko go pocałowała i usiadła z powrotem na swoim krześle. Jej siostra tym czasem rozmawiała z Zaynem.
-Jestem z ciebie dumny siostro- powiedział do niej dając jej kuksańca w bok. Ona tylko poczochrała mu włosy i poszła usiąść na swoje miejsce.
-Dobra robota- odezwał się Harry, który siedział koło niej i przybił jej piątkę.
-Dzięki dzięki. Jakoś tak samo wyszło- odpowiedziała i słuchała kolejnej pary, która odważyła się zaśpiewać na scenie. Dobrze im szło. Dziewczyna klaskała i śmiała się z chłopaka na scenie, który dość specyficznie poruszał biodrami. Cała sala się śmiała.
-Pożyczysz mi może swój kupon na sok pomarańczowy? Zachciało mi się pić- spytał Harold.
-Tak jasne- odpowiedziała mu blondynka i podała karteczkę- Mi też możesz wziąć jeden.
-Pewnie. Zaraz wracam- odpowiedział i udał się do baru, który rzeczywiście znajdował się po lewej stronie. Za ladą stała młoda dziewczyna. Z plakietki wynikało, że ma na imię Jessica.
-Dwa soki pomarańczowe poproszę.
-Już się robi- odpowiedziała mu i poszła na zaplecze po świeże pomarańcze do wyciśnięcia. W tym czasie Hazza się odwrócił i patrzył na swoją przyjaciółkę, która dalej obserwowała kolejny występ. Widać było, że dobrze się bawiła. Harry uśmiechnął się pod nosem. Był zadowolony, że chociaż na chwilę dziewczyna zapomniała o tej całej nieprzyjemnej sytuacji- Długo jesteście razem?- spytała Jessica kładąc na ladę dwie szklanki z sokiem.
-Kto? Ja? Z kim?- spytał zdezorientowany loczek.
-No ty z tą blondyneczką co się przez cały jej występ na nią patrzyłeś jak na anioła- wyjaśniła mu.
-A Anna… Nie my się tylko przyjaźnimy- wytłumaczył się ale po głowie chodziły mu słowa barmanki: patrzyłeś na nią jak na anioła. Rzeczywiście dla niego ona była aniołem. Była jego ideałem. Jego marzeniem.
-O, rozumiem. Szkoda, pasujecie do siebie- powiedziała dziewczyna i poszła obsłużyć kolejnego klienta. Harold wziął szklanki i zaniósł je do stolika.
-Proszę bardzo. Świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy i to za darmo!- zaśmiał się chłopak i podał do jej do ręki napój.
-Dzięki- powiedziała po czym wzięła małego łyczka- Nieźle śpiewają co?- spytała o parę występującą w tym czasie.
-Nawet nawet. Ale trudno wam dorównać po takim występie jaki dałyście- zaśmiał się- A szczególnie podobało mi się twoje przemówienie na początku.
-Jakoś słowa same mi na usta się cisnęły i tak wyszło- sprostowała Anna- Chyba niedługo będziemy się zbierać co? Robi się już dość późno, a jutro muszę z Katy iść do szkoły więc…
-No jasne. Zaraz powiemy reszcie i idziemy do nas- odpowiedział jej chłopak.
-Zaczekaj. Jak to do was?
-Aaaa zapomniałem. Ty nie wiesz. Jak spałaś ustaliliśmy, że dziś razem z Katy śpicie u nas.
-Aha. No dobra- odpowiedziała i zwróciła się do reszty- Kochani czas się chyba zbierać. My z Katy cały czas chodzimy do szkoły pamiętajcie o tym- Na jej słowa wszyscy zaczęli się zbierać. Gdy wszyscy się ogarnęli, wstali od stołu i ruszyli w stronę wyjścia.

Uwielbiamy ten rozdział! Jak wam się on podobał? My osobiście jesteśmy z niego bardzo dumne.:d Co tam u was słychać? Czy tak jak ja (Anna) macie testy gimnazjalne next week? Ja sram bo nic nie umiem :< trzymajcie za mnie kciuki plisssss. No i oczywiście komentarze!! PROSIMY... Loffki <3
Anna&Katy

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 30



         Chłopcy przechadzali się kolorowymi ścieżkami Londynu. Niall co chwilę zatrzymywał się pod jakimiś stoiskami z jedzeniem, a pozostali cierpliwie czekali aż niebieskie oczy odlepią się od najróżniejszych smakołyków. Zayn i Liam nieustannie gawędzili i się śmiali, natomiast Lou był jakby…nieobecny.
-Hej stary? Mówi się do ciebie…
-Niall…co? Czego chcesz?
-Ty w ogóle jesteś tu z nami? Halo, tu ziemia…- naśmiewał się Liam.
-Bardzo zabawne…-mruknął pod nosem Louis, wsadził ręce do kieszeni i poszedł dalej przed siebie. Reszta chłopców popatrzeli na siebie zdziwieni. Po chwili ruszyli za nim. Na nowo zaczęli się wygłupiać, oczywiście bez Lou, który znowu znalazł się w swoim świecie.
-Halo?- tym razem próbę obudzenia podjął Zayn.
-Słuchajcie chłopaki coś mi wypadło. Muszę iść. Może potem was dogonię- odpowiedział Louis i bez zastanowienia odszedł od paczki.
-A temu co? To on jest od rozkręcania imprez- rzucił nieco zdziwiony Zayn.
-Cóż, dziś ktoś będzie musiał przejąć jego rolę- odpowiedział mu Liam, po czym cała trójka poszła w swoją stronę.
         Lou szedł w stronę domu bliźniaczek. Nie mógł z tym czekać do jutra, po prostu nie mógł. Kosztowało go to zbyt dużo nerwów. Musiał porozmawiać z Katy o dosyć ważnej, przynajmniej dla niego, sprawie. Poza tym musiał pobyć z nią, choć kilka chwil. Bez jej towarzystwa czuł się jakby jego druga połowa była gdzieś daleko. Nie miał pomysłów na żarty, a jeżeli już coś wymyślił nie satysfakcjonowały go śmiechy ludzi. Zauważył, że od ostatniego czasu zależało mu tylko na uśmiechu Katy, nikogo więcej. Jeżeli ona się nie śmiała to oznaczał, że żart jest do niczego. To nie była zwykła dziewczyna. Nie ulegała na jedno skinienie, zawsze była szczera, ale i wrażliwa. Idealna. W mgnieniu oka znalazł się pod drzwiami niewielkiego mieszkanka. Wziął kilka wdechów i zapukał, chociaż nie miał tego w zwyczaju, jeżeli chodziło o mieszkanie bliźniaczek. Lou wziął się w garść, i postarał się zachować jasność umysłu. Po kilku sekundach w drzwiach pojawiła się Katy. Na widok Lou uśmiechnęła się.
-Fajnie, że przyszedłeś. Zaczynałam się już nudzić, a jakoś głupio mi było do was wracać, po tym jak tak niegrzecznie wyszłam…
-Daj spokój…
-No to…może wejdziesz? Dziwne, zazwyczaj nie musiałam cię o to prosić.
-Jakiś spięty ten dzisiejszy wieczór…- odparł chłopak i pewnie wszedł do środka. Usiadł na sofie w salonie, a po chwili dołączyła do niego Katy.
-No to co robiłaś do tej pory?- spytał.
-Oglądałam wasze występy w X-Factorze. Nie mogę uwierzyć, że niedługo nagracie płytę…wasza piątka strasznie zamąciła mi w życiu…i myślę, że Annie też…- odpowiedziała dziewczyna, ale widząc wyczekujący wzrok Lou dodała- Myślę, że wyjdzie nam to raczej na dobre- na te słowa chłopak zdobył się na lekki uśmiech.
-Louis? Coś się stało? Nie poznaję cię jakoś…
-Chciałem z tobą pogadać- stwierdził wstając- A raczej…spytać.
-No, czekam. Co znowu wymyśliłeś?- spytała zaciekawiona Katy i stanęła obok niego.
-Dużo o tobie myślę- palnął. Poczuł wstyd, pierwszy raz od kilku dobrych lat Louis Tomlinson poczuł się zawstydzony- Chciałbym, żebyśmy wiesz… Myślę, że to coś więcej niż przyjaźń…
-To powiedz- powiedziała Katy, a jej oczy rozbłysły. Wiedziała co chce powiedzieć chłopak, ale pragnęła to usłyszeć.
-No wiesz…
-Powiedz Lou, to cię nie zaboli- nalegała dziewczyna i ujęła jego twarz w dłonie, aby spojrzał w jej oczy.
-Chciałbym abyśmy byli oficjalnie parą. Ale nie wiem czy ty…- nie musiał kończyć, gdyż już uzyskał odpowiedź w postaci delikatnego pocałunku. Dziewczyna wplątała palce w jego włosy, a drugą dłoń opierała o tors chłopaka. Lou był w siódmym niebie i nie zamierzał w najbliższym czasie wracać na ziemię. Kiedy Katy miała zamiar oderwać się od niego, on przysunął ją do siebie jeszcze bliżej obejmując w pasie. Jedną dłonią wędrował po jej plecach, ale ostatecznie wplątał ją w długie włosy dziewczyny. Katy czuła jak po jej ciele rozpływa się przyjemne ciepło, a żeby poczuć go jeszcze więcej niemal całą sobą przylgnęła do rozpalonego Lou. Czuła jak dosłownie rozpływa się w ramionach chłopaka. Po całej serii namiętnych pocałunków w końcu odsunęli się od siebie na odległość może pięciu milimetrów.
-To znaczyło „tak”?- spytał się Louis, mimo że doskonale znał odpowiedź.
-Tak- odparła dziewczyna. Wkrótce ponownie usiedli razem na sofie i zaczęli rozmawiać. Jednak już nie jako zwykli przyjaciele, a para. W głowie Lou krążyło tysiące myśli, oczywiście każda dotycząca Katy. Gdyby dziś wieczorem nie przyszedł tutaj, jakby to wyglądało jutro? Na szczęście był tu i teraz z Katy i nic innego się nie liczyło. Była teraz jego dziewczyną. Musiał ją chronić, spełniać jej zachcianki, być przy niej zawsze, dbać o nią i rozśmieszać kiedy będzie miała zły humor. Miał ją kochać i okazywać jej to każdego dnia, zawsze miał być z nią szczery. Oczywiście żaden z tych warunków nie sprawiał mu problemu. Dla niej rzuciłby się w ogień. Katy czuła to samo. Kiedyś przez głowę by jej nie przeleciało, że ona i Lou mogą być parą. Bardzo się różnili. Przez te wszystkie tygodnie zdążyli się do siebie zbliżyć. Co prawda mieli swoje wzloty i upadki ale teraz to nie miało znaczenia. Po dłuższej chwili rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Lou spojrzał na Katy.
-Spodziewałaś się kogoś?- spytał się, na co dziewczyna pokręciła przecząco głową.
-Katy? Jesteś tu? Lou nam gdzieś zwiał, bo miał coś do załatwienia. Pomyśleliśmy, że może potowarzysz nam zamiast niego- rozległ się głos Zayna. Gdy Katy tylko to usłyszała zatkała usta dłonią, aby się nie roześmiać.
-Katy żyjesz? Czemu się nie odzywasz? No chodź, przecież nie będziesz tu siedziała sama- mimo to dziewczyna nadal się nie odzywała i zakrywała usta dłonią, śmiejąc się cicho. Zaraziła nawet Lou, którego kąciki ust zaczęły się powoli unosić.
-Katy???- spytał ponownie coraz bardziej zaniepokojony Zayn i pojawił się w progu drzwi. Jego mina była bezcenna, gdy ujrzał w pokoju siedzących Lou i Katy wtulających się w siebie. Na widok mulata raptownie się odsunęli od siebie. Katy nie mogła dłużej wytrzymać i wybuchnęła śmiechem.
-Skoro nalegasz Zayn to Lou pójdzie z tobą- powiedziała w końcu.
-Pójdziemy- poprawił ją Louis.
-Poczekam na zewnątrz- odparł Zayn i wyszedł.
-No to idziemy- podsumował Lou i podał Katy rękę.
-Ty idziesz. Mi się nie chce. Będzie tam trójka nieznośnych facetów i jedna ja. Bez Anny nie idę, nie będę miała co z wami robić. Poza tym męski wypad wam się przyda.
-Jak sobie życzysz Katy- powiedział po czym podszedł do niej i pocałował w czoło, a następnie wyszedł z mieszkania.
***
         Anna siedziała na kanapie w pustym apartamencie. Nadal nie mogła się pozbierać po tym co zaszło w mieszkaniu jej chłopaka. A raczej byłego chłopaka. Przykryła się kocem i próbowała myśleć o czymś innym niż Ben. Przychodziło jej to z trudem. Była na siebie zła. Jak mogła nie zauważyć tego, kim naprawdę jest Ben? Po policzku spłynęła jej łza. Do tego Harry cały czas miał rację, a ona mu nie wierzyła. Zawsze chciał ją chronić, o nią dbać, a Anna potraktowała go jak jakiegoś śmiecia. Harrego nie było już dość długo co było dziwne bo bar z chińszczyzną nie był daleko. Tłumaczyła sobie, że może była kolejka albo… właśnie albo co? Nie wiedziała co myśleć. Po chwili usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Podniosła się z kanapy i popatrzyła w tamtą stronę.
-Już jestem- powiedział Hazza ale coś w jego głosie nie grało. Chłopak wszedł do salonu i udawał, że nic się nie stało- Mam tą chińszczyznę.
-Co ci się stało??- powiedziała przerażona Anna na widok zakrwawionego czoła Harrego.
-A to? To nic.
-Przestań pieprzyć, gdzie byłeś oprócz tego baru? Chyba nie poszedłeś do…
-Bena? Tak poszedłem i dałem mu nauczkę. Już nigdy więcej nic ci nie zrobi. Mówiłem, że to załatwię tak? To załatwiłem- powiedział, odłożył jedzenie na stół po czym jakby nigdy nic usiadł na sofie. Wyglądał jakby w ogóle nie czuł bólu.
-Czy ty siebie słyszysz? Jesteś cały we krwi!- powiedziała ze łzami w oczach dziewczyna. Przez nią kolejna osoba cierpi. Czuła się temu wszystkiemu winna-Muszę to opatrzyć, czekaj tu i nie dotykaj rany- rzuciła i udała się do kuchni w poszukiwaniu wody utlenionej i innych środków. W końcu je znalazła i wróciła do salonu, usiadła naprzeciw Hazzy i powiedziała:
-No pokaż to- chłopak na to odwrócił głowę w jej stronę i lekko się uśmiechnął. Anna nalała odrobinę wody utlenionej na gazę i przyłożyła delikatnie do rany.
-Au!- pisnął. Zapewne go szczypało, z resztą nie ma się co dziwić, tyle tam było krwi.
-Przepraszam ale musisz teraz trochę pocierpieć- powiedziała i ujęła jego twarz w swoje dłonie- Dziękuję… dziękuję za to co zrobiłeś dla mnie. Ale następnym razem tego nie rób. Nie jestem tego warta. Gdyby stało ci się coś poważniejszego w życiu bym sobie tego nie wybaczyła, rozumiesz?- zaczęła szlochać- I wiem, że miałeś rację ale naprawdę się nie spodziewałam, że Ben… że on… Ja nie…- rozpłakała się na dobre.
-Już dobrze… nie martw się- odpowiedział łagodnie po czym przysunął dziewczynę bliżej siebie i mocno przytulił. Ona uczepiła się go mocniej- Wiem, że to dla ciebie trudne, nawet nie wyobrażam sobie jak się musisz teraz czuć. Ale wiedz, że zrobię dla ciebie wszystko. Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić, rozumiesz? Przejdziemy przez to razem Anna. Razem- powiedział na co dziewczyna powoli zaczęła się uspakajać.
-Mogę tu chwilę z tobą zostać?- spytała ocierając łzy z policzków.
-Jak długo zechcesz- odpowiedział po czym zasugerował, aby położyła swoją głowę na jego kolanach. Anna zrozumiała i się położyła. Potrzebowała teraz chwili snu, chwili odpoczynku od tych niemiłych zdarzeń. Ułożyła się wygodnie i zamknęła oczy. Hazza nadal lekko krwawił ale teraz ważne było to, aby Anna poczuła się bezpiecznie. Przykrył ją kocem i zaczął gładzić po jej blond włosach. Chwilę jeszcze słyszał ciche szlochanie dziewczyny, aż w końcu nie słyszał nic. Zasnęła.
         Po kilkunastu minutach siedzenia na kanapie zdrętwiało mu ciało. Nie mógł się ruszyć bo na jego kolanach leżała śpiąca Anna. Nie miał serca jej budzić. Po tym co dziś przeszła musiała odpocząć. Po chwili usłyszał huk otwierających się drzwi i głośne krzyki Zayna, Nialla, Lou i Liama. Weszli do salonu i gdy zobaczyli śpiącą dziewczynę ucichli.
-Bądźcie ciszej, niedawno zasnęła- powiedział Harry na ich widok. Chłopacy się zdziwili. Nie spodziewali się, że zastaną ich razem po tej kłótni. Zayn stwierdził, że coś musiało się stać. Rzucił Hazzie porozumiewawcze spojrzenie. Loczek zrozumiał i powiedział:
-Zayn, mógłbyś ją zanieść? Może spać dzisiaj u mnie. Zaraz ci wszystko opowiem. Mulat kiwnął głową, wziął na ręce swoją siostrę i udał się w stronę sypialni chłopaka. Zgrabnie położył ją na łóżku, przykrył kocem i pocałował w czoło. Wrócił do Hazzy, który zaproponował spacer, podczas którego wszystko by mu opowiedział. Harry pomyślał, że tylko najbliższa rodzina powinna o tym wiedzieć, a kiedy Anna będzie gotowa powie reszcie. Chłopcy wyszli. Po chwili ciszy Zayn zaczął:
-Chodzi o Bena, prawda?
-Tak… chodzi o to, że on… jakby to delikatnie ująć- Hazza nie wiedział jak ma to powiedzieć. To była delikatna sprawa- Chodzi o to, że Ben chciał się z nią przespać mimo tego iż dawała mu wyraźne znaki, że nie jest na to gotowa.
-Czy ty… czy ty chcesz mi powiedzieć, że on próbował ją… ją zgwałcić?- spytał z gulą w gardle Zayn.
-Przykro mi Zayn…- odpowiedział mu ze smutkiem w głosie loczek.
-Zabije go… zabije tego!!!!!!!!!!!!- wykrzyknął z całych sił chłopak.
-Nie, Zayn ja już to zrobiłem. To znaczy nie zabiłem ale dałem mu nauczkę.
-Harry, nie wiem jak ci dziękować, gdyby nie ty… nie wiem co Anna by bez ciebie zrobiła. Przepraszam cię, że na ciebie naskoczyłem wtedy po waszej kłótni ale rozumiesz, ja chcę dla niej jak najlepiej. Przepraszam- odpowiedział z wyrzutami mulat. Do tego wszystkiego czuł, że zawiódł swoją siostrę. Był przecież jej starszym bratem. Powinien jej bronić, a on gdzie w tym czasie był? Bawił się z kumplami w mieście. Był na siebie wkurzony. Musiał się teraz zobaczyć z siostrą. Przeprosić ją i wspierać w tych trudnych dla niej chwilach- Wracajmy do domu Harry, muszę się z nią zobaczyć.
-Jasne, rozumiem- odpowiedział mu chłopak i udali się w stronę domu. Podczas tej drogi Zayn zdecydował, że potrzebna będzie mu pomoc. Wybrał numer w komórce i zadzwonił.


Przepraszamy, że tak długo nie wstawiałyśmy rozdziału :ccc postaramy się wam to jakoś wynagrodzić :D Może w tym tygodniu wstawimy więcej niż jeden rozdział...? A w ogóle planujecie już wakacje? Bo ja i Anna już mamy wszystko ustalone :p jedziemy na obóz siatkówki^.^ może któraś z was gra, któryś z was? My dzisiaj ćwiczyłyśmy na dworze serwy ;) jak tam pogoda? Bo u nas wreszcie wiosna *.* 
PS. Mamy nadzieję, że rozdział się wam spodoba ;**
Kochamy Was<33
Anna&Katy

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 29



Program przyrodniczy się skończył. Po nim miał być kolejny. Znudzony Liam zgarnął pilota i zmienił kanał. Na jednym z nich leciał „5 morderstw”. Bliźniaczki zaczęły narzekać, że to będzie bardzo dużo krwi ale wiadomo dwie dziewczyny na pięciu chłopaków nie miały szans. Siostry się nie myliły. Było krwawo. I to bardzo. Natomiast na facetach to nie robiło wrażenia. Nastąpiła scena zabójstwa. Katy wtuliła się w Lou na co on tylko ją mocniej uścisnął i pocałował w czoło. Co chwile sprawdzała czy krwawe sceny już minęły. Odruchowo zaczęła się bawić włosami Louisa. Uspokajało ją to. Bardzo się cieszyła, że się nie odsuwał. Nie miał powodu. Podobało mu się. Z Katy było mu dobrze. Czuł się potrzebny. Podczas kolejnej sceny uniósł lekko głowę dziewczyny, popatrzył w jej niebieskie oczy i delikatnie pocałował na znak tego, że czuje się potrzebny. Że ona jest mu potrzebna.
Anna natomiast siedziała sama na fotelu. Czuła na sobie czyjś wzrok. Wiedziała kogo. Ale starała się skupić na filmie. Gdy nadeszła kolejna scena, w której morderca wypruwa flaki swojej ofierze nie wytrzymała. Nie widziała sensu w oglądaniu takiego… czegoś. Wstała i wyszła do kuchni. Chyba nawet nikt nie zauważył, że wyszła. Nalała wody do szklanki i szybko ją wypiła. Szczerze mówiąc widok wnętrzności przyprawił ją o lekkie nudności, co nigdy wcześniej jej się nie zdarzało.
-Musimy porozmawiać, nie sądzisz?- odezwał się ktoś zza jej pleców. A jednak ktoś zauważył, że odeszła od telewizora.
-Tak Harry, musimy. Nie spodobało mi się to, co odwaliłeś podczas finału. Dobrze wiesz, że mam chłopaka ale mam też ciebie. Jesteś moim przyjacielem, rozumiesz? Przyjacielem Harry. A Ben to mój chłopak…
-A pro po Bena. Nie bierzesz go za tego kogo się uważa- zaczął chłopak.
-Proszę cię… nie zaczynaj. Doceniam to, że się o mnie martwisz ale to jest moja prywatna sprawa!- podeszła do niego bliżej i niemal wykrzyczała mu w twarz- Nie - masz – prawa – się - wtrącać!
-Żebyś tylko potem do mnie nie przychodziła z podkulonym ogonem! Zobaczymy do kogo się zwrócisz jak się sama przekonasz, że jest kłamcą i cię zdradza!- odpowiedział już zdenerwowany Herold. Na jego słowa Anna uderzyła go w policzek.
-Nie wierze. Wiedziałam, że jesteś wstanie wiele rzeczy wymyślić ale tego to się nie spodziewałam! Wiesz co…nie odzywaj się do mnie… zaczynam żałować tego, że cię w ogóle poznałam!- krzyknęła i wyszła z kuchni. Gdy weszła do salonu wszystkie oczy zwrócone były ku niej. Chyba słyszeli całą kłótnię. I dobrze może w końcu dowiedzą się kim naprawdę jest ich kolega z zespołu. Anna popatrzyła na swoich przyjaciół i wyszła z apartamentu.
-Pójdę za nią- powiedział Harry, który niemal wybiegł za dziewczyną z kuchni.
-Nie- powiedział lekko wzburzony Zayn- Już dosyć zrobiłeś. Co to w ogóle było?
-Nazwijmy to małą sprzeczką małżeńską- mruknął Harry, usiłując nieco rozluźnić atmosferę, jednak efekt okazał się zupełnie przeciwny.
-To przestaje być zabawne. Nie zapominaj, że jestem jej bratem. Spróbuj ją zranić, a będziesz miał do czynienia ze mną.
-Nigdy bym jej nie zranił Zayn- warknął Harry i spiorunował chłopaka wzrokiem- Staram się ją…chronić.
-To nazywasz ochroną?!
-Dosyć!- wybuchnęła Katy- Wątpię aby wasz jakże inteligentny spór w czymkolwiek teraz pomógł- mówiła dalej i wstała z sofy- Ile wy macie lat?- skończyła i również wyszła z apartamentu.
-Gdzie idziesz?- spytał Lou, na co dziewczyna odkrzyknęła mu już z klatki schodowej:
-Do domu!
-W takim razie ja idę do Anny- odparł spokojnie Liam i zostawił czwórkę nabuzowanych chłopaków na pastwę losu. Po chwili, niemal szeptem, odezwał się Niall:
-To może dropsika na zgodę…?
***
Liam zdążył dogonić Anne.
-Chcesz porozmawiać o tym co się stało?- spytał z troską w głosie.
-Nie! To znaczy tak… nie…Harry to idiota!
-Dlaczego?
-Bo chce zniszczyć mój związek! Nienawidzę go…przez niego nie mogę się skupić na Benie!
-W jakim sensie?
-Bo…skupiam się na nim… Liam, ja ciągle o nim myślę.
-No to chyba bez powodu… Nie możesz myśleć o Benie, bo w głowie siedzi ci Harry. To chyba coś znaczy. No ale też zależy co takiego sobie o nim myślisz- powiedział Liam i uśmiechnął się ciepło.
-No…o tym jak nienawidzę go za te jego kocie oczy, uroczy uśmiech, włosy…i te dołeczki! Nienawidzę go bo mnie pociąga jak nikt inny!- wykrzyczała z siebie dziewczyna, czując, że właśnie wyrzuciła z siebie wszystko to, co tak bardzo leżało jej na sercu i nie potrafiła się do tego przyznać, nawet przed samą sobą.
-No właśnie…to chyba już wszystko wiemy…- podsumował Liam.
-Jesteś pewien, że chcesz śpiewać?
-Hmm…tak…ale nie widzę związku.
-Byłby z ciebie dobry psycholog, mój ty Daddy Direction- odparła Anna i przytuliła się do niego- A jak tam Danielle?- spytała po chwili z chytrym uśmieszkiem.
-Co tu opowiadać…
-Oj no weź rozwiązaliśmy moje problemy miłosne…czas na twoje!
-No nie wiem…
-Ooooo widzę, że tu trzeba pomocy bliźniaczek…bez obaw. Jeszcze w tym miesiącu Danielle będzie twoja. A teraz wracajmy, zanim pomyślą, że obydwoje postanowiliśmy uciec…
-Haha… to chodźmy- odpowiedział Liam i objął dziewczynę ramieniem.
W drodze z powrotem Anna zaczęła się obawiać ponownej konfrontacji z Harrym. Cały czas była na niego zła.
-Wiesz co Liaś, ty idź do domu a ja chyba pójdę do Bena- powiedziała- Dziękuję ci za te wszystkie miłe słowa. Tylko mógłbyś nie mówić reszcie o tych moich… no wiesz…
-Uczuciach?- spytał.
-Tak, dokładnie. Dzięki. I przeproś resztę w moim imieniu za zepsucie popołudnia. Pa!- pożegnała się i zniknęła z pola widzenia chłopaka. Liam wrócił do apartamentu. Panowała cisza, a atmosfera nadal była nijaka.
-Może wyjdziemy na miasto? Zjemy coś, pobawimy się albo coś- wyszedł z propozycją.
-Tak, to dobry pomysł- odpowiedział z entuzjazmem Nialler. Louis i Zayn też potaknęli i poszli w stronę wyjścia. Jedynie Harry nie ruszył się z miejsca.
-Stary, nie idziesz z nami?- spytał Louis.
-Nie. Jakoś nie mam na to ochoty. Zostanę tutaj. Bawcie się dobrze- odpowiedział siadając na kanapie i włączając TV.
-Jak chcesz. Jeśli zmienił byś zdanie to dzwoń- odpowiedział Zayn zamykając za sobą drzwi. Harry został sam w wielkim domu i z przepracowanym mózgiem, który myślał tylko o jednym: Anna.
***
Anna zadzwoniła do drzwi. Po kilku sekundach otworzyły się.
-Anna? Co ty tu robisz?
-Cześć Ben. Mogę wejść?
-No…jasne kochanie, wejdź- powiedział chłopak i uśmiechnął się uroczo. Anna odwzajemniła ten gest i weszła do środka. Gdy zdjęła kurtkę Ben zaczął ich standardową rozmowę:
-Słuchaj jaka akcja była na meczu, to se nie wyobrażasz. Sfaulowali mojego kolegę i zostałem sam na boisku…
-Tak wiem! Nabiłeś punkty ble, ble, ble…- warknęła Anna. Sama nie wiedziała czemu to zrobiła. Ten wieczór nie należał do jej najlepszych.
-Coś się stało? Jesteś jakaś inna dzisiaj…
-Kochasz mnie?- spytała prosto z mostu.
-No jasne, że tak, a…
-Nie Ben. Pytam się czy mnie kochasz- powiedziała.
-Anna, nie wiem skąd to pytanie ale mnie to niepokoi. Przecież chyba jestem z tobą tak? Pokazuję się z tobą w szkole i w ogóle. Czego chcieć więcej? Udowodnić ci, że cię kocham?- zrobił krok do przodu i objął dziewczynę w pasie- Udowodnić?- jego ręka powędrowała pod jej bluzkę.
-Ben co ty robisz?
-A jak ci się wydaje? Coś co powinniśmy już zrobić dawno temu- powiedział i spróbował włożyć ręce pod spodnie dziewczyny.
-Ben! Przestań! Ja nie chcę!- krzyknęła Anna ale on jej nie słuchał i kontynuował to co zaczął.
-Chcesz, chcesz.
-Ben przestań!- jej stanowczy dotąd ton zaczął przeradzać się w krzyk. Starała mu się wyrwać, ale silny koszykarz nie dawał jej szans.
-Nie hałasuj tak, co sobie pomyślą sąsiedzi? No Anna, chciałaś to proszę. Dowód mojej miłości- szeptał jej chłopak do ucha. W końcu udało mu się ściągnąć z dziewczyny koszulkę. Zaczął ją całować, gdzie tylko mógł.
-Ben! Błagam!- mówiła Anna niemal przez łzy. Nie wiedziała, że jej chłopak jest do tego zdolny. Przecież wydawał się taki… idealny. A teraz co? Próbuje się z nią przespać chociaż daje mu wyraźne znaki, że jeszcze nie jest gotowa. Krzyczała ale nikt jej nie słyszał. Była zdana sama na siebie. Musiała jakoś uciec. Korzystając z momentu kiedy Ben zdejmował spodnie kopnęła go w krocze. Upadł na ziemię zwijając się z bólu.
-Uuuuu. Tak się bawimy tak?- powiedział z pogardą.
-Zostaw mnie w spokoju!- odpowiedziała i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
-Co? Wolisz się przespać ze swoim Harrym, tak? Z tymi swoimi One Direction, tak? Śmiało! I tak dostałem już to czego chciałem! Ale z tego co widzę, będę musiał się póki co zadowolić Alice!
-Alice?... Ty sukin…- nie dokończyła zarazem przerażona jak i rozwścieczona Anna i wybiegła z mieszkania Bena. Od razu skierowała się w stronę apartamentu chłopaków. Czuła potworny ból. Jeszcze nigdy nie dała się nikomu tak wrobić. Została oślepiona tą całą „aurą idealności” Bena… przysłoniła jej ona nawet Harrego. Właśnie, Harry. Cały czas miał rację, starał się jej pomóc, a ona po prostu go odrzuciła. Teraz wyszło na to, że to nie Harry, a ona była zawsze samolubna i bezwzględna. Zapłakana i cała roztargniona wparowała do mieszkania. Nie spodziewała się, że zobaczy tam jedynie nadal rozgniewanego Hazzę. Chłopak jednak gdy dostrzegł ją w takim stanie wstał z fotela, na którym do tej pory przesiadywał.
-Gdzie reszta?- spytała nadal roztrzęsiona Anna.
-Co ci się stało?!
-Gdzie…
-Boże Anna…- ignorował jej pytania chłopak- Powiedz mi co się stało- na te słowa Anna bezsilnie zaczęła:
-Ben…- na to słowa po całym pomieszczeniu rozległ się jej płacz- Miałeś rację…On jest zupełnie kimś innym niż się podaje! Wszystko popsułam… Wybacz mi Harry!
-Ciii…Już dobrze… Jestem tu…- przytulił ją delikatnie, po czym wziął na ręce i posadził na kanapie. Nie miał zamiaru drążyć tematu z Benem, ale również nie mógł odpuścić w tej sprawie. Miał już nawet plan.
-Jesteś głodna?
-Może…- stwierdziła niepewnie Anna. Nie do końca wiedziała czy teraz coś przełknie, ale wiedziała za to, że w tym momencie nie da rady odmówić Harremu.
-To poczekaj tu na mnie, a ja polecę po chińszczyznę. Czy przypadkiem nie można zdobyć dobrej koło Bena?
-Ach tak…ulica…masz- podała mu karteczkę z nazwą ulicy. Chłopak przytulił ją jeszcze raz i udał się w stronę wyjścia.
-Nie martw się wszystko załatwię- rzucił szybko po czym wyszedł.
***
Harry stał przed ciemnymi drzwiami. To musiało być tu. Zapukał do drzwi, które po chwili otworzył niezwykle wysoki chłopak. Ben. Nie zdążył nawet zareagować, gdyż Loczek jednym ruchem wepchnął go do mieszkania i przekręcił zamek.
-Wyluzuj koleś- mruknął zaskoczony nieco Ben- Czego chcesz?
-To czego ty chcesz?! Anny? Jej względów? A może tylko jej dupy?!
-Aha…no to już wszystko jasne…ta gówniara przybiegła do ciebie z płaczem! Haha…nie spodziewałbym się tego po niej…Zwłaszcza, że wygląda na silną. Przynajmniej tak mi się zdawało, kiedy mi się wyrywała…- na te słowa pięści Harrego coraz to mocniej się zaciskały- Wiesz, że nawet krzyczała? „Ben nie, o boże Ben przestań!”- parodiował Ben, a Harry dorwał go jednym ruchem. Zaczęła się ostra bójka, ale ostatecznie to Harry, pod impulsem złości, wygrał. Ben leżał bezwładnie na ziemi, ledwo żywy.
-Myślałem, że stać cię na więcej- powiedział Harry- Z chęcią bym ci jeszcze dowalił, ale pewna wyjątkowa dziewczyna, na którą z pewnością nie zasłużyłeś, czeka na chińszczyznę.

Siemson misie ^^ Jak się podoba ten rozdział? Co wgl u Was słychać? Jak święta? Piszcie wszystko w kom! Jesteśmy jak rodzina<33 A teraz takie pytanie czy któraś z Was czyta może to opowiadanie "DARK"? Wiecie to o Harrym... Tak chcemy wiedzieć, bo my się w nim zakochałyśmy, dosłownie! Pamiętajcie żeby zostawić komentarz!
Loveczki<333
Anna&Katy

środa, 27 marca 2013

Rozdział 28


Bliźniaczki stały za kulisami i trzymały mocno kciuki. Lada moment miały usłyszeć werdykt. Z resztą nie tylko one. Na scenie stał Matt, Rebbeca i One Direction. No właśnie One Direction, siostry tak bardzo chciały żeby wygrali ten program. Wiedziały jak bardzo im na tym zależy. Nie mogli tak teraz po prostu odpaść… A jednak. Mogli. Prowadzący Diamond właśnie ogłosił, że do ścisłego finału nie wchodzi One Direction. To był koniec. Koniec końców. Po policzku Katy spłynęła łza. Oczami wyobraźni widziała minę brata, który zapewne się rozczarował. Wszyscy chyba wierzyli, że przejdą dalej, a tu… Chłopcy zeszli ze sceny smutni. Bliźniaczki nie wiedziały co im powiedzieć. Co mogłoby im poprawić humor? Zayn podszedł do nich i powiedział:
-Nic nie mówcie. Po prostu…-zaczął szlochać-po prostu mnie przytulcie-mówił przez łzy. Dziewczyny nic nie mówiąc tak po prostu spełniły życzenie brata. Nadal nie mogły uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. Jedno, może dwa słowa zawaliły wszystko, nad czym trzeba było pracować tygodniami. Takie życie. Bliźniaczki nie wypuszczając brata z uścisku rozejrzały się za resztą zespołu. Po pewnym czasie dostrzegły po kolei każdego z nich. Stali przy swoich rodzinach, starając się opanować płacz i rozpacz. Zauważyły również, że Louis właśnie przytula jedną ze stojących przy nim dziewczynek. A więc i on miał siostry, które tak jak one trzymały kciuki, za swojego brata. Miały ochotę wszystkich poprzytulać i pocieszyć, ale uznały, że pozwolą się wyręczyć rodzinom chłopców. Jedyne co im teraz pozostało to patrzeć jak Matt i Rebbeca toczą krwawą walkę o zwycięstwo. Już po chwili na scenie zabrzmiały ponownie piękne głosy, a publiczność siedziała oczarowana, jurorzy dalej siedzieli z twarzami bez wyrazu i od czasu do czasu zapisywali coś beznamiętnie, za kulisami panował nadal chaos, zupełnie tak jakby nic przed chwilą nie stało. Widzowie przed telewizorami pewnie dalej oglądali, kibicowali i wysyłali smsy na pozostałą dwójkę. Już nikt nie pamiętał, że przed chwilą piątka chłopaków opuściła program i straciła wszelką nadzieję na wygraną. Program trwał dalej, a bliźniaczki przytulały brata. Ani na chwilę nie przestał płakać. Bardzo to przeżywał. Po pewnym czasie się uspokoił i poszedł do łazienki. Katy nadal przychodziło to z trudem. Jak to ona, nie potrafiła zapanować nad emocjami. Tricia siedziała z nią na ławce i starała się ją pocieszyć. Zabawne, bo tak naprawdę powinna teraz pocieszać Zayna, a nie Katy. Anna natomiast zdążyła się uspokoić przed wszystkimi. Teraz czuła jak suszy ją w gardle. Bez słowa poszła w stronę skromnego sklepiku. Stanęła przed szklaną szybą i patrzyła w nią bez celu. Naprawdę nie było z czego wybierać. Sama woda, i kilka napojów nieznanych jej marek. W pewnym momencie w szklanej szybie zobaczyła o jedno odbicie za dużo. Spokojnie się obróciła.
-Przykro mi Harry- powiedziała smutno.
-Jest okej- powiedział, jednak bez przekonania- Wiesz, zaczynam widzieć plusy w tym wszystkim- dodał i zrobił krok do przodu.
-Plusy?
-Tak. Gdyby nie to wszystko, nie poznałbym czwórki wspaniałych przyjaciół- kolejny krok- Nie miałbym pewności, że to co robię…to, że śpiewam ma sens- mówił znowu przesuwając się do przodu- Nie wpadłbym, na śpiewanie w zespole- zrobił czwarty i chyba najdłuższy krok w stronę Anny tak, że omal nie stykali się nosami- Nie poznałbym wyjątkowej, cudownej dziewczyny i nie rozmawiałbym z nią teraz- dodał niskim, aksamitnym głosem. Anna czuła jak miękną jej kolana, a wszystko wokół wiruje. Kurczowo złapała się koszulki chłopaka, i uparcie wpatrywała się w ziemię, żeby odzyskać kontrolę nad własnym ciałem. Czy on musiał tak na nią działać? Jego bliskość, oczy, uśmiech…on cały…
-Harry…Ben…Właśnie Ben, mam chłopaka Harry! A ty ze mną flirtujesz! Przykro mi za to co się stało, że nie przeszliście i w ogóle, ale to nie znaczy, że tobie ulegnę. Przykro mi- powiedziała szybko, najszybciej jak potrafiła. Obróciła się i odeszła. Zapomniała nawet w jakim celu przyszła do tej budy, nie drażniła już ją suchość w gardle, a potworny ból brzucha. Wkrótce usiadła obok Katy i Zayna, który wrócił już z łazienki, i zaczęła rozmawiać o wszystkim, oby tylko nie myśleć o Harrym. Nawet jej to wychodziło, zauważyła jednak, że nie myślenie o Loczku przychodziło jej znacznie trudniej niż nie myślenie o Benie. Właśnie, czy ona kiedykolwiek myślała o Benie dłużej niż pięć sekund? Na pewno nie…o Harrym zdarzało jej się myśleć dwadzieścia cztery godziny na dobę.
-Już niedługo wyniki- powiedziała Tricia, aby przerwać ciszę.
-No to kogo obstawiamy? Rebecę czy Matta?- odezwał się Niall. Siostrom wydawało się to nieco dziwne z jego strony, iż niedawno sam przegrał, a teraz miał zamiar obstawiać zwycięzców. Z drugiej strony jak miał się zachować? Starał się uporać z tym wszystkim, jednak sam nie dałby rady. Bliźniaczki wiedziały, że w takim momencie nawet rodzina nie zastąpi chłopakom zespołu, osób, które wiedziały co w tej chwili przeżywały.
-Ja obstawiam Matta- rzucił Harry, który nagle pojawił się w ich towarzystwie- Ma naprawdę dobry głos- dodał.
-To prawda, ale ja jestem chyba za Rebeccą- odparł Zayn- A tak w ogóle to gdzie Louis i Liam?
-Pewnie z rodziną…Pójdę po Liama- powiedziała Anna- A ty Katy idź po Louisa- rzuciła uśmiechając się pod nosem, po czym poszła szukać chłopaka. Katy uczyniła to samo udając obojętną, ale w głębi duszy bardzo się cieszyła, że idzie po Lou. Nie było go trudno znaleźć. Nadal siedział otoczony piątką sióstr. Katy chwilowo się zawahała. Chyba nie powinna przeszkadzać chłopakowi, poza tym nie znała jego rodziny i czułaby się nieswojo. Już miała zamiar się wycofać, ale Louis dostrzegł ją w ostatniej chwili i pomachał zachęcająco ręką. Teraz nie mogła się wycofać. Nieśmiało podeszła w ich stronę.
-To jest Katy- przedstawił dziewczynę Lou- Siostra Zayna.
-Ta Katy?- spytała jedna, chyba najstarsza, z dziewczynek.
-Jak to „TA” Katy?- spytał zdezorientowany chłopak.
-No ta co o niej tak ciągle gadasz…
-Lottie…-burknął Lou, a Katy czuła jak się czerwieni.
-Wychodzi na to, że to ja- stwierdziła dziewczyna ukrywając zawstydzenie- Mogę porwać na chwilę waszego brata?
-Ale oddasz go? Prawda?- spytała drobna dziewczynka. Kiedy otwierała buźkę było widać szparki po wpadniętych mlecznych ząbkach.
-Jasne, że oddam. No wiesz, za długo to raczej z nim nie wytrzymam- odparła Katy, po czym chwyciła Lou za rękę i poprowadziła w stronę Zayna, Nialla i Harrego.
Anna była zdziwiona. Liama nie było z rodziną, nie było go też przy stoliku z napojami. Może był w toalecie? Jednak dziewczyna nie odważyła się tam zajrzeć. Rozejrzała się po kulisach. Wtedy go zobaczyła. Zapatrzony był w coś co było na scenie. Anna podeszła bliżej. To nie było coś. To był ktoś. Liaś patrzył na tańczącą koło Rebecci tancerkę. Była bardzo ładna. Była mulatką, miała bujne loki, piękne długie nogi i świetnie tańczyła.
-Kto to?- zapytała chłopaka na co on się speszył.
-Yyyy…. Ale kto? O kim ty mówisz?- odpowiedział.
-Daj spokój od 10 minut wpatrujesz się w tą dziewczynę…
-Nie wiem o co ci chodzi- odpowiedział dyplomatycznie.
-Liam błagam cię… Reszta może jest ślepa ale mnie nie oszukasz. Podoba ci się, prawda?
-Nie no proszę cię tak sobie tylko patrzę…- jąkał się- No dobra. Masz rację. Podoba mi się. I to już od dawna.
-To czemu do niej nie podszedłeś i nie zagadałeś?- spytała zdziwiona.
-No bo… wstydziłem się. Na pewno jej się nie spodobam- westchnął. Na te słowa Anna uderzyła go w ramię- Auć! Za co to?!
-Nigdy więcej tak nie mów. Jesteś wspaniałym facetem. Każda dziewczyna marzy o takim chłopaku jak ty. Gdybym nie miała chłopaka to zaprosiłabym cię na randkę- wytłumaczyła mu.
-A nie Harrego?- zaśmiał się.
-Nie rozumiem…- zdziwiły ją słowa Liama- Ale nie ważne. Trzeba być
skończoną idiotką, żeby nie zauważyć, że jesteś świetnym chłopakiem. Pogadaj z nią. Co masz do stracenia?
-Dobra masz rację. Jeszcze dziś z nią pogadam. Dzięki.
-Nie ma sprawy, a teraz chodźmy do reszty bo na nas czekają.
-Ok. Ale Anna… mam do ciebie prośbę. Nie mów reszcie, o Danielle.
-Ooooo czyli ona ma na imię Danielle- uśmiechnęła się ironicznie- Spoko będę milczeć.
-Dzięki Anna- powiedział i ruszyli w stronę reszty.
Harry się nie mylił. W górę wystrzeliły armatki z serpentynami, a na środek sceny wszedł roześmiany Matt, tegoroczny zwycięzca siódmej edycji X-factora. Sypały się owacje, pochwały, radosne okrzyki na cześć zwycięzcy. Wkrótce na scenie znaleźli się wszyscy finaliści X-factora- w tym One Direction- i odśpiewali ze sobą ostatnią piosenkę, ostatni raz stojąc na tej wielkiej scenie, gdzie wszystko miało swój początek, ale i koniec.
***
Minął tydzień. Wszystko wróciło do normy, cały świat przestał się w końcu kręcić wokół X-Factora. Dziewczyny wraz z Zaynem i Tricią zostali w Londynie, aby cała trójka mogła tam skończyć szkołę. Harry, Louis, Liam i Niall również zostali na miejscu, z jednego prostego powodu- wujek Simon zaproponował kontrakt całemu zespołowi One Direction. Do tego oddał im w posiadanie jeden ze swoich apartamentów, aby chłopcy mogli tam swobodnie „ćwiczyć”. Tak więc kariera muzyczna chłopców nie była stracona. Wszystko na nowo zaczęło się układać.
***
-Gdzie Słodziak?
-Katy, znając życie znalazł kuchnię…- odpowiedział jej Liam.
-Wow! Ile tu jedzenia! Chcecie coś? Może zrobimy popcorn?- spytał Niall wystawiając głowę znad drzwi lodówki.
-Jasne! Tylko nie zrób sobie krzywdy- powiedział zatroskany Daddy Direction.
Wszyscy usiedli w salonie oczekując na popcorn. Po kilku minutach rozległ się charakterystyczny dźwięk, który oznaczał kukurydza się uprażyła. Louis wstał i poszedł do kuchni. Po kilku sekundach przyszedł z powrotem z wielką miską w ręku. Położył ją na ławie i chciał usiąść na miejscu koło Katy ale zauważył, że to miejsce zostało zajęte przez Zayna. Bez wahania podszedł i „na chama” wcisnął się między nich.
-Nie za wygodnie ci?- spytała Katy. Louis na te słowa wziął i objął ją ramieniem.
-Teraz w sam raz- odpowiedział usatysfakcjonowany i pocałował ją w policzek, na co tylko Katy się uśmiechnęła. Harry sięgnął po pilota i włączył TV. Leciał program dokumentalny o przepięknej faunie. Po kilku sekundach na ekranie pojawiły się dwa tygrysy podczas stosunku… Było to dosyć kompromitujące, ale nikt nie dał tego po sobie poznać. Po chwili odezwał się Harry:
-Tak powinno wyglądać nasze życie…
-Czyli powinniśmy żyć w dżungli…- przerwał mu Niall, a po nim dokończył Louis:
-I ruchać się wszędzie i o każdej porze? Cóż, ja bym nie miał nic przeciwko…
-Nie to miałem na myśli… Powinniśmy siedzieć tak codziennie, naszą całą siedmioosobową rodzinką i słodko leniuchować…
-Byłoby uroczo- odparła Anna.
-Wręcz idealnie- rzuciła z sarkazmem Katy, a po niej Lou:
-Jeżeli wliczamy w to ruchanie, tak, byłoby idealnie…

No to macie kontynuację misie pysie :D Mamy nadzieję, że się podobał... No przecież wiemy, że tak! ^^ Już niedługo Wielkanoc! My się cieszymy, bo wiadomo święta= jedzenie <3 Wiecie już co dostaniecie na święta, a może jakieś skryte marzenia?? Piszcie w kom! A tak btw to Anna kupiła sobie niedawno rybkę i nazwała go(bo to samiec:P)  Harold :D Życzymy Wam Wesołych Świąt!

Kochamy Was <333
Anna&Katy

środa, 20 marca 2013

Rozdział 27



Kolacja zapowiadała się przyjemnie, dopóki nie przyszedł Ben. W jego towarzystwie ciągle zapadała niezręczna cisza, a wspólne tematy nagle wygasły. Anna zaczynała mieć lekkie wyrzuty sumienia- odnosiła wrażenie, że zepsuła wspólną kolację zapraszając na nią Bena. On natomiast zupełnie się tym nie przejmował. Z przyjemnością częstował się wszystkim co tylko leżało na stole. Takim zachowaniem zawstydził nawet Nialla, który nagle stracił ochotę na ucztowanie. Tricia ze zdziwieniem patrzyła na wybranka swojej córki. Cóż, może w środku krył się wrażliwy chłopak, w sam raz dla Anny? Tricia bardzo chciała w to wierzyć. W końcu nieudana kolacja się skończyła. Anna postanowiła odprowadzić Bena, ale Zayn nie mógł się na to zgodzić. Było już ciemno, a poza tym nie polubił chłopaka siostry i zupełnie mu nie ufał. Skończyło się na tym, że razem z Anną odprowadzał Bena. Reszta pomogła zebrać wszystko ze stołu. Katy i Tricia miały już zamiar zabrać się do mycia naczyń, gdy nagle matka dziewczyny gwałtownie przykucnęła.
-Mamo?!
-Ach to nic… To tylko plecy. Troszkę mnie bolą. Starzeję się już- odpowiedziała Tricia i zmusiła się na lekki uśmiech.
-Wiesz co…może lepiej idź się połóż, a ja sama pozmywam?
-Oj samej to ci zajmie wieki- mówiła uparcie Tricia.
-Ja jej pomogę- za progu wyłonił się Louis.
-Och, prawdziwy skarb. Dziękuję- powiedziała do chłopaka Tricia i oddaliła się do sypialni. W tym czasie Katy zdążyła już umyć kilka talerzy, w końcu dołączył do niej Lou i już po chwili byli po łokcie w pianie. Oporządzanie naczyń minęło im szybko i w ciszy.
-Dzięki- powiedziała Katy i delikatnie się uśmiechnęła.
-Nie ma za co- rzucił Lou i dotknął nosa Katy, pozostawiając na nim pianę. Dziewczyna nie miała jednak siły, żeby się z nim droczyć. Starła pianę i chwilowo oparła się o stół. Chłopak postanowił to wykorzystać, nadrabiając nieudane pocałunki w parku. Przysunął się do Katy i delikatnie ją objął. Jednak tym razem nie poczuł tego samego ciepła, które czuł w parku. Wręcz przeciwnie. Katy nagle go od siebie odsunęła.
-Co ty robisz?- spytała. Speszyła tym Lou, nie wiedział kompletnie co ma powiedzieć- To się dzieje zbyt szybko. Znam cię krótko, nawet nie wiem czy cię lubię…A ty się do mnie dobierasz…To nie jest okej- powiedziała niezadowolona.
-Przesadziłaś- rzucił chłodno Lou i odsunął się od niej jeszcze o kilka kroków.
-Ja? Ja przesadziłam?!
-Tak! Sam się teraz pogubiłem! Ciężko cię zadowolić…Masz nagłe zmiany nastrojów! I to zaczyna być irytujące! Najpierw mnie nienawidzisz, nie dajesz mi się nawet dotknąć. Następnie rzucasz mi się na szyję z nagłą miłością! Wtedy w parku…Myślałem, że coś było…Ale jak mogłem się tak pomylić? Przecież znowu mnie nienawidzisz, a za dwa dni znowu będziesz się łasić…Jesteś taka fałszywa!- wybuchnął Louis.
-Fałszywa, tak? A z resztą… Wyjdź- odwarknęła mu dziewczyna. Chwilę się wahał po czym obrócił się napięcie i z przyjemnością spełnił jej rozkaz. Katy stała jeszcze oniemiała, jeszcze nie do końca dotarły do niej słowa Louisa. W końcu poszła do sypialni ze świadomością, że chłopak miał rację. Mimo to w najbliższym czasie nie miała zamiaru z nim rozmawiać, a już na pewno nie przepraszać. Umyła się, przebrała w piżamę i ułożyła w łóżku. Z początku nie mogła spać, w końcu jednak jej powieki same jej się zamykały. Przed snem słyszała jeszcze ciche kroki Anny, która wróciła z małego spaceru.
***
Mieszkanie było naprawdę ładne. Przytulne, na ścianach wisiały zdjęcia rodzinne. Każdy się na nich uśmiechał i wydawał się być szczęśliwym. Jednak od ostatniego czasu sporo się zmieniło. Panował tu straszny chaos, wszędzie walały się jakieś śmieci, w kuchni wszystkie talerze brudne leżały w najróżniejszych miejscach. Było tak, ponieważ mama wyjechała. Małe ośmiolatki nie widziały jej już bardzo długo, i tęskniły. Teraz zajmował się nimi tata, ale jego nigdy nie lubiły. Uwielbiał krzyczeć i cały czas był zły. Nie to co mamusia.
-Gdzie ona jest? Czemu nie wraca?- pytała drobna, długowłosa, ośmioletnia brunetka.
-Może wydłużyły jej się te…no…warsztaty fryzjerskie w Londynie- odpowiedziała siostrze mała, krótkowłosa blondynka. Wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Osoba za nimi nie czekała na zaproszenie. Weszła śmiało.
-Tatuś…- szepnęła brunetka z przerażeniem.
-Spokojnie Katy- mówiła ze spokojem blondynka. W progu stanął wysoki mężczyzna. Czarne włosy odstawały na wszystkie strony i równie czarne oczy wpatrywały się w dwie ośmiolatki. Panowała cisza.
-Tatusiu… Kiedy wróci mama?- spytała w końcu jedna z nich.
-Katy, kochanie… Mama nie wróci. Nie kocha już ani ciebie ani Anny- odpowiedział mężczyzna.
-Kłamiesz!- krzyknęła Anna i od razu tego pożałowała. Ojciec zamachnął się i z całej siły uderzył dziewczynkę w ramię. Katy pobiegła z krzykiem w kąt i zasłoniła twarz dłońmi.
-Nie krzycz! Nie krzycz rozumiesz?! Sąsiedzi słyszą!- wrzeszczał ojciec i podszedł do krzyczącej ośmiolatki. Chciał ją uderzyć, gdy poczuł ból w prawej nodze. Anna kopnęła go prosto w piszczel. Obraz powoli zaczął się rozmazywać, siostry czuły, że podłoga osuwa im się spod nóg. Spojrzały na siebie. Nagle znów były szesnastolatkami.
-Przestań! Nie wiem co robisz, ale przestań!- krzyczała do ojca Anna. Bliźniaczki zamknęły oczy, a gdy je otworzyły nie widziały nic. Nic poza parą oczu, które niebezpiecznie się zbliżały.
-Idź stąd! Odejdź!- krzyczała Katy przez łzy. Jej długie brązowe włosy przypominały jednego wielkiego kołtuna. Jednak zmora nie słuchała i była coraz bliżej.
-Anna, Katy! Uciekajcie!- usłyszały w głębi głos ich matki. Ich prawdziwej matki, Vicky.
***
-Katy! Zapomniałaś kanapek!- krzyknęła do siostry Anna, która stała już w progu drzwi- Czy ja zawsze muszę o wszystkim pamiętać?!
-Przepraszam. Jestem wyczerpana, całą noc się uczyłam się fizyki- odpowiedziała Annie.
-Ty? Uczyłaś się?! Weź mnie nie rozśmieszaj!
-No tak. Muszę dzisiejszy sprawdzian napisać na co najmniej cztery bo inaczej pan Martin nie postawi mi dwói. Mam przecież zagrożenie!- wybroniła się.
-A no chyba, że tak. A już myślałam, że mam dzwonić po lekarza.
-Hahaha. Bardzo śmieszne. Pa! odparła po czym wzięła kanapki z kuchni i wyszła do szkoły, z zazdrością spoglądając na Annę, która wyjątkowo dziś miała na późniejszą godzinę. Anna uśmiechnęła się pod nosem i usiadła na sofie przed telewizorem. Wyjęła pilota i włączyła ITV1. Akurat leciały reklamy. Przełączyła na inny kanał. „A tymczasem to już ostatni tydzień przygotowań uczestników siódmej edycji programu X-factor. Już w ten weekend ostatecznie zmierzą się ze sobą: Matt Cardle, Rebbeca Ferguson i One Direction. Kto zostanie tegorocznym zwycięzcą? Dowiemy się już w tą sobotę o 20:00 na kanale ITV2”.
Anna nie mogła uwierzyć, że to już ostatni tydzień. Przecież jeszcze niedawno były z Zaynem w Manchesterze na castingu, a teraz słyszą o nim w telewizji. Tyle wydarzyło się od czasu kiedy ostatnim razem się widziały z chłopakami. Katy nie rozmawiała z Lou, a Harry nie gadał z Anną. Westchnęła bo nie wiedziała dlaczego się obraził. Poza tym raczej nie widywały się z Zaynem, do czego zupełnie nie przywykły. A dodatkowo stęskniły się za Niallem i Liamem. Ale nie narzekały. Dość często wychodziły na miasto razem z Joshem. Czasami przywoził im pizzę za free, więc nie musiały przejmować się co zjeść na kolacje. Koszmary męczyły je nadal ale starały się je ignorować. Nagle zadzwonił telefon. Anna wstała i odebrała
-Hej mała, jesteś już gotowa? Czekam pod domem. Pośpiesz się, bo się spóźnimy- to był Ben. Na szczęście Anna miała go przy sobie.
-Już biegnę- odpowiedziała po czym wyłączyła telewizor i wyszła do swojego chłopaka.
Katy siedziała na fizyce i pisała test zaliczeniowy. Kończyła już przedostatnie zadanie. Jednak całonocna nauka nie poszła na marne. Po kilku minutach skończyła cały test i zabrała się za sprawdzanie i ewentualne wprowadzenie poprawek. Nieoczekiwanie zgłosiła się Megan i powiedziała do pan Martina:
-Profesorze! Chciałam powiedzieć, że przyłapałam Katy na ściąganiu.
-Katy, czy to prawda?- spytał nauczyciel podchodząc do niej.
-Nie! To nieprawda!
-Prawda! Sama widziałam jak zerka na ściągi w plecaku! Proszę sprawdzić jeśli mi pan nie wierzy.
-Ja wcale nie ściągałam!- powiedziała oburzona Katy rzucając piorunujące spojrzenie „przyjaciółce”.
-Jeśli rzeczywiście byłaś uczciwa to nie będziesz miała nic przeciwko jeśli sprawdzę co masz w plecaku…
-Proszę bardzo! Nic pan tam nie znajdzie- pan Martin schylił się i zaczął przeszukiwać jej torbę. Po chwili rzucił na ławkę kilka kartek papieru z odpowiedziami do testu. Katy nie wierzyła własnym oczom. Dopiero po chwili do niej dotarło. Ktoś musiał ją wrobić- To Megan! Ona musiała mi je podrzucić! To nie moje!
-Jak śmiesz mnie oskarżać. Nie dość że ściąga to jeszcze kłamie!- odpowiedziała złośliwie Megan.
-Katy Malik. Proszę wziąć swoje rzeczy i udać się wraz ze mną do gabinetu dyrektora- dziewczyna posłusznie wstała, wzięła torbę i wyszła z sali.
Po powrocie ze szkoły bliźniaczki jak zwykle zajadały się pizzą z Joshem. Anna postanowiła zapytać siostrę jak poszedł jej sprawdzian. Jednak nie spodziewała się takiej odpowiedzi.
-Nadal jestem zagrożona.
-Co?! Ale jak to?! Przecież tyle się uczyłaś!
-Wszystko byłoby idealnie gdyby nie Megan!
-Co z nią?- spytała Anna.
-Podrzuciła mi ściągi do torby i doniosła profesorowi! Rozumiesz to?!
-Co z niej za świnia!- powiedziała z oburzeniem.
-Próbowałaś się chociaż jakoś wybronić?- włączył się do dyskusji Josh.
-Tak, ale pan Martin w ogóle mnie nie słuchał. Od razu zaprowadził mnie do dyrektorki- burknęła Katy i odłożyła nieskończony kawałek pizzy na talerz- Chyba nie jestem już głodna. Ostatnio wszystko się wali- dorzuciła po chwili.
-No wiesz…nie jest za późno, żeby naprawić niektóre sprawy…- odpowiedziała siostrze Anna i popatrzyła na nią porozumiewawczo.
-To samo mogłabym powiedzieć i tobie- odegrała się Katy. Anna zgromiła ją wzrokiem i powiedziała:
-Przepraszam, muszę iść. Jestem umówiona. Z Benem.
Harry przechadzał się w okolicach mieszkania Anny i Katy. Korzystał z dwóch godzin wolnych od prób. Szedł i rozmyślał, ile zmieniło się w jego życiu, i ile jeszcze pewnie się zmieni. Wtedy zauważył Bena. Szedł chyba do Anny. Nie lubił go. Gdy tylko zobaczył go na kolacji u bliźniaczek od razu mu się nie spodobał. Z resztą nie jemu jednemu. Zayn również mu się zwierzył, iż uważa nowego chłopaka Anny za totalne pomylenie. Harry znowu przeniósł wzrok na chłopaka i omal go nie zatkało. Ben całował się z jakąś dziewczyną, i to jeszcze przed blokiem bliźniaczek! Co za palant. Nagle ze klatki schodowej wyłoniła się Anna. „Przyjaciółka” Bena szybko się usunęła. Koszykarz przywitał się czule z Anną i odszedł z nią w przeciwną stronę. Harry nie miał zamiaru trzymać tego co widział w tajemnicy.
***
Emocje miotały Zaynem już od samego rana. Dzisiaj wielki finał. Tyle pracy i przygotowań. Zaszedł z One Direction dalej, niż jakby zaszedł jako Zayn Malik. Teraz nawet jeżeli przegrają, będzie czuł się wyróżniony. Jest przecież w finałowej trójce! Spośród tysięcy ludzi, to on teraz stanie na scenie, jako jeden z najlepszych. Obiecał dać z siebie wszystko. Dla One Direction, dla bliźniaczek, dla rodziców, sióstr, które trzymały za niego kciuki w Bradford. No i oczywiście dla siebie. Za chwilę miał wyjść na scenę. Starał się nie myśleć o stresie. Rozmawiał i żartował z chłopakami i bliźniaczkami jakby nigdy nic.
-Będzie dobrze- nagle odezwał się Liam. Dobrze wiedział, jak Zayn przeżywa ich występ.
-Musi być- odparł po chwili Zayn. W tym czasie Anna i Katy rozmawiały z Niallem.
-Królewno i ślicznotko, nie zawiodę was- powiedział z wyniosłością. Katy omal się nie popłakała.
-O Boże! Słodziaku! Jestem z was taka dumna!- mówiła i przytuliła się do Irlandczyka. Anna zrobiła to samo, tyle, że bez łez w oczach. Niall cały czerwony dołączył do Zayna i Liama. Dziewczyny zajęły się więc sobą nawzajem.
-Myślę, że powinnaś podejść do Lou…
-Anna! Jesteś taka mądra to idź do Hazzy- warknęła Katy.
-Dobrze- odparła Anna i podeszła do chłopaka. Katy stała z wytrzeszczonymi oczami.
-Hej- zaczęła Anna, jednak Harry jej nie odpowiadał- Nie wiem dlaczego się do mnie nie odzywasz, ale chcę żebyś wiedział, że zależy mi na tobie i na tym, żeby ci się udało. Więc proszę cię, daj z siebie wszystko.  Życzę ci powodzenia. I przepraszam, jeżeli zrobiłam coś nie tak- wydusiła z siebie. Harry nadal stał cicho, ale już nie dlatego, że był obrażony, ale dlatego, że rozważał, czy powiedzieć Annie o tym co wiedział niedawno przed jej blokiem.
-Dzięki- odpowiedział i nawet nie wiedział ile radości sprawił tym Annie. Odezwał się do niej!
-Nie ma za co- odpowiedziała Anna. Wtedy rozległ się głos prowadzącego.
-Uwaga, a już za chwilę One Direction w piosence ’’Your Song’’
Na te słowa chłopcy zaczęli się szykować do wyjścia na scenę. Katy stała bezradnie. W końcu zebrała się w sobie i podbiegła do Louisa. Chwyciła go za ramię i obróciła go w swoją stronę.
-Louis- zaczęła szybko. Miała mało czasu- Zrobiłam straszne głupstwo! Nie chciałam…To znaczy…Miałeś rację! Jestem taka głupia! Przepraszam! Daj z siebie wszystko, wiem że dasz…że dacie radę! Ale proszę nie gniewaj się już na mnie!- niemal wykrzyczała z siebie Katy- To co mówiłam to nie prawda! No i…- nie skończyła Katy bo Lou zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem zarazem przysuwając  do siebie.
-Trzymaj kciuki- rzucił Louis i rzucił jej łobuzerski uśmieszek. Wypuścił ją z objęć i poszedł na scenę.

Elo melo 3 2 0 <33 Co tam u Was? Oglądałyście już Adventurous Adventures of One Direction 2?? Ja(Anna) właśnie oglądam, a Katy mówi że jest genialne! Tak więc jak wam się podoba rozdział? Piszecie w komentarach plissss.

Kochamy Was <333
Anna&Katy

sobota, 16 marca 2013

Rozdział 26



Do występu One Direction pozostało 15 minut. Bliźniaczki stały za kulisami i czekały na chłopaków. Bardzo się za nimi stęskniły. A szczególnie za Zaynem. Ledwo dostrzegły wyłaniającą się zza rogu czarną grzywkę i od razu ku niej ruszyły.
-Katy! Anna! Chodźcie do brata!- powiedział rozchylając ręce do uścisku. Siostry rzuciły się w jego ramiona- Boże jak mi was brakowało!
-My też tęskniłyśmy!- powiedziała Katy.
-Nie wiem czy wiecie ale One Direction liczy pięciu członków, a nie tylko jednego…- wtrącił się Louis.
-Anna, idź się nim zajmij bo zaraz nam zrobi awanturę, że jest niedopieszczany- powiedziała Katy do siostry.
-Haha na pewno- odpowiedziała żartobliwie po czym poszła uściskać Lou. Gdy Katy odczepiła się od Zayna podeszła do Harrego. Przytuliła go na powitanie
-Hej, jak tam samopoczucie?
-Lekko zdenerwowany ale i podekscytowany- odpowiedział jej.
-Nie martw się. Występ będzie idealny- powiedziała oddalając się w stronę Nialla. „Występ będzie idealny. Oby rozmowa z Anną też wyszła idealnie”- pomyślał Harry.
-Cześć słodziaku!- rzuciła się na szyję Irlandczyka Katy.
-Cześć śliczna! Co tam słychać?
-A nic! Sporo nauki. Ale jakoś idzie. Głodny?- spytała wyciągając zza pleców paczkę chrupek.
-Jeszcze pytasz? Pewnie!- odpowiedział uradowany. Wszyscy zaczęli się śmiać. Katy w końcu podeszła do Louisa. Gdy popatrzyła w jego zielone oczy przypomniała sobie jego nieudane próby pocałunku w parku. Poczuła motylki w brzuchu. To z jaką czułością ją wtedy obejmował…kiedy ujął jej twarz w swoje dłonie. Chętnie by to powtórzyła. Owinęła jego szyję swoimi rękoma i wtuliła w jego pierś. On jedną dłonią objął ją w talii. W tym miejscu Katy poczuła niesamowite ciepło, przemieszczające się po całym jej ciele, a następnie zamieniające się w dreszcze. Palce drugiej dłoni Lou wplątał w brązowe włosy dziewczyny, która niemal się na nim oparła. I wtedy Katy sobie coś uświadomiła: do niedawna nie dałaby się dotknąć Louisowi. Teraz wręcz tego potrzebowała.
-Hej- szepnął jej do ucha, wywołując kolejną jeszcze mocniejszą falę dreszczy.
-Hej Lou- odpowiedziała mu, również szepcząc mu do ucha. Harry w tym czasie podszedł do Anny.
-Hej…- zaczął niepewnie. Jednak był zdenerwowany tym co zaraz jej wyzna.
-Cześć!- powiedziała pewnie Anna po czym pocałowała w policzek Harrego i uściskała go. Tak w końcu robią przyjaciele. Nie wiedziała, że Hazza rzuci zupełnie inne światło na sprawę.
-Ja… muszę powiedzieć ci coś bardzo ważnego- powiedział z poważną miną.
-Boże, przerażasz mnie z takim wyrazem twarzy. Ja też muszę ci coś ważnego powiedzieć. Myślę, że to ważniejsze niż twoje. Ale byłeś pierwszy. Ty zacznij.
-Nie ty zacznij- zaczął się z nią droczyć na rozluźnienie atmosfery.
-Weź się nie wygłupiaj. Ty zacznij.
-No dobra… Więc ja…- nie zdążył dokończyć bo przyszedł ktoś z ekipy.
-One Direction za 5 sekund wchodzicie!
-Powiesz mi po występie- powiedziała podekscytowana występem Anna- No idź bo zaraz śpiewacie. Harry niechętnie oddalił się z chłopakami w stronę wejścia nad sceny.
Zapowiadała się pogodna niedziela. Bezchmurne niebo i świecące słońce…Dzień po występie chłopaków. Dzień bez stresu, pracy. One Direction mieli dzisiaj wolne. Zasłużyli sobie na to. Ich ciężka praca nie poszła na marne. Udało się, znowu przeszli dalej. Ludzie znowu docenili ich talent. Dzisiaj Tricia szykowała obiad, więc „młodzież”- jak to nazywała całą ich siódemkę- postanowiła jej nie przeszkadzać przy gotowaniu i wybrali się na spacer do parku. Szli, rozmawiając i śmiejąc się. Bliźniaczki oczywiście zabroniły im podpisywania autografów i robienia sobie zdjęć z fankami, które udało im się w ostatnim czasie zdobyć. Mieli wolne, i ten czas mieli poświęcić i wyłącznie im- nieznośnym, ale kochającym Annie i Katy. Druga sprawa to było to, że bliźniaczki były nieco zazdrosne. A nawet bardzo. Mimo to cieszyły się z sukcesu chłopaków.
-Przypomniało mi się co zrobiła raz Anna, kiedy byliśmy na spacerze w parku…mieliśmy wtedy chyba dziesięć lat…- zaczął Zayn.
-Zayn nie waż się…- ostrzegła brata siostra.
-Hah…tak, z parkami wiąże się sporo…wspomnień- powiedział Lou i zerknął na Katy. Zarumieniła się bo doskonale wiedziała o co mu chodzi. Oczywiście Lou dostrzegł wypieki na jej policzkach i nie odpuszczał. Podszedł do niej i delikatnie musnął dłoń Katy swoją, jakby pytając o pozwolenie. Po pewnym czasie delikatnie przeplótł swoje palce między jej. Katy nie zabierała dłoni. Louis mimowolnie się uśmiechnął. To już coś. Szedł właśnie z nią za rękę po parku. Czego chcieć więcej?
-Cześć!- tą przyjemną chwilę przerwał czyjś głos, który Katy dobrze znała.
-Hej Megan- powiedziała. Dziewczyna stanęła przed nią i Louisem.
-Cześć Louis! Ja…zawsze chciałam cię poznać. Wszystkich was! Ale ty…- w tym momencie Megan zerknęła na splecione dłonie Louisa i Katy. Jej ożywiona dotychczas mina nieco zrzedła. Katy zauważyła, że gdy Louis, Zayn, Niall i Liam zauważyli reakcję Megan powstrzymywali się od śmiechu. Właściwie, to Katy nie widziała w tym nic zabawnego. Podczas tego całego zamieszania Harry stwierdził, że albo teraz, albo nigdy. Po wczorajszym występie jakoś nie było okazji żeby porozmawiać z Anną. Oddalił się z Anną od towarzystwa. Postanowił jednak dać jej pierwszeństwo.
-To…co chciałaś mi powiedzieć?- spytał.
-No…- Anna miała mu tyle do powiedzenia, a nagle zbrakło jej słów i zrobiło jej się głupio. Zupełnie nie rozumiała dlaczego- No myślę, że jako mój…przyjaciel…dość bliski przyjaciel powinieneś wiedzieć- zaczęła. Harry spojrzał na nią zachęcająco, aby mówiła dalej- Mam chłopaka!
-Masz…co?- spytał zupełnie zdezorientowany. Nie…nie…nie…tak nie miało być! Czuł jak wszystko w nim buzuje… Gdyby mógł wydarłby się teraz na całe gardło, zniszczyłby wszystko co stanęłoby na jego drodze. A teraz na jego drodze stanął ON. Był gotowy zabić. W końcu postarał się uspokoić.
-Harry??? Tu Ziemia…
-To…wspaniale- odpowiedział Annie i odszedł w stronę towarzystwa. Dziewczyna siedziała zdezorientowana.
-Harry?! Hej, ty też chciałeś mi coś powiedzieć!- krzyczała za nim, ale on udawał, że jej nie słyszy. Anna wkrótce również poszła do reszty, nadal analizując co zrobiła nie tak. Gdy dotarła do przyjaciół słyszała podenerwowany głos stojącej przy Katy i Lou dziewczyny.
-Ale w przecież nie jesteście razem- mówiła z naciskiem Megan.
-No…ale od tego czasu wiele się zmieniło- mówiła Katy.
-Katy! Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami! To koniec- niemal pisnęła Megan i odeszła z napięciem.
-Co tu się dzieje?- spytała Anna, kiedy Megan była już wystarczająco daleko.
-No co? Musiałam się jej jakoś pozbyć…- mruknęła Katy- To miał być nasz dzień, no nie? Ale ona nie rozumiała, że to taki a’la rodzinny spacer i koniecznie chciała dołączyć. Dopiero jak powiedziałam, że jestem z Lou to se odpuściła…
-No ładnie- skomentowała Anna.
-Możemy kontynuować spacer?- spytał Zayn. Na jego prośbę wszyscy ruszyli. Rozbawiony Lou zagadał po cichu do Katy:
-No to jak kochanie? Czy ja miałem wrażenie, czy byłaś o mnie zazdrosna?- Katy zerknęła na niego z oburzeniem i puściła jego rękę, którą wciąż trzymała. Potem dołączyła do siostry i oddała się plotkowaniu, głównie o zachowaniu Harrego.
-Ooooooo, czyżby dziewczyna cię rzuciła- walnął do Lou Niall.
-Horan…- warknął Louis i trzepnął chłopaka w łeb. Ten tylko zaśmiał się szyderczo i z przyjemnością mu oddał. Wkrótce cała siódemka wróciła do mieszkania bliźniaczek. Tam czekała na nich prawdziwa uczta- Tricia nie marnowała czasu podczas ich nieobecności. Stół zdobiły półmiski z różnymi pysznościami. Jednak królem dzisiejszej kolacji okazał się być krem. Nikt nie mógł zgadnąć, z czego był zrobiony i oczywiście Tricia nie miała zamiaru im pomóc. Stwierdziła, że to jej kuchenny sekret, i że postara się aby nim pozostał. Gdy Anna i Katy były w połowie swojej porcji kremu, Niall brał już dokładkę. Anna, która siedziała koło Harrego, znowu się zamyśliła, wpatrując się w jego bujną czuprynę.
-Coś jest nie tak?- spytał po chwili chłopak, podnosząc głowę znad prawie pustej miski.
-O to samo mogłabym spytać- odpowiedziała mu Anna. Zapowiadała się nieprzyjemna rozmowa, gdy nagle obydwoje oderwali od siebie wzrok, słysząc cichy śmiech Lou.
-Katy…znowu jesteś brudna…- powiedział po chwili.
-Jak to znowu?- spytała dziewczyna nerwowo wycierając usta serwetką.
-Jak jedliśmy spaghetti…
-Dobra już pamiętam- burknęła na wspomnienie, o tej niezręcznej sytuacji.
-Ale tym razem- kontynuował Lou- Wytarłaś usta skutecznie. Za pierwszym razem!- powiedział z uznaniem.
-Królewno …nalejesz mi herbaty?- usłyszała za plecami Anna- Księżniczko- to był Niall. Zniecierpliwiony postukał Anne w ramię.
-Ja?
-No ty! Przecież nie Katy, no nie? Ona to ślicznotka…
-Aha…dobrze słodziaku, królewna naleje ci herbaty- odpowiedziała rozpogodzona Anna i nalała Irlandczykowi gorącego napoju. Skończyło się jednak na tym, że nalała go wszystkim. Gdy zajęła miejsce, Zayn wstał.
-Chciałbym wznieść toast, za moją rodzinę, która ostatnimi czasy się nieco powiększyła. Chcę, żebyście wiedzieli, że mimo wszystko, zawsze pozostaniecie moją rodziną- powiedział uroczyście, unosząc kubek z herbatą.
-Chcesz wznosić toast…herbatą? Nie lepiej…
-Lou, nie zaczynaj- burknął Zayn. Na te słowa Louis wstał.
-Za poszerzoną rodzinkę- powiedział z uśmieszkiem i również uniósł kubek z herbatą. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę- powiedziała Anna i grzecznie wstała od stołu. Gdy otworzyła drzwi…akurat teraz nie spodziewała się tej osoby.
-Cześć kotku.
-Hej…Ben.
-Słuchaj…z tym kinem…głupio wyszło. Przepraszam. Ale teraz przyszedłem specjalnie do ciebie, żeby ci to wynagrodzić- powiedział chłopak i zdobył się na uśmiech.
-Ben…Słuchaj…A wiesz co? Bardzo dobrze, że przyszedłeś! Choć zapraszam, mam akurat kolację rodzinną. Poznasz moją mamę i bliskich, właściwie to przyjaciół- rzuciła dziewczyna i wyciągnęła zachęcająco rękę do chłopaka. On pewnie ją chwycił i dał się poprowadzić Annie do kuchni. Gdy się tam znaleźli, Anna poczekała, aż wszyscy odwrócą wzrok w jej stronę.
-Chciałam wam przedstawić Bena- w tym momencie, sama nie wiedziała czemu, zerknęła na Harrego- Mojego chłopaka.

Hejjo :D Na wstępie przepraszamy, że tak długo musiałyście czekać na nowy rozdział ale mamy nadzieję, że się opłacało^^ Chciałyśmy powiedzieć, że jesteśmy bardzo dumne z chłopców za całą akcję z Red Nose Day Comic Relief ! Po prostu kisski i loffki. A na koniec mała sonda, która jest nam bardzo potrzebna... Jesteście raczej Katy i Louis shipper czy Anna i Harry shipper, a może widzicie jakieś inne połączenia...? Piszcie w kom! A i weźcie nas follow na tt bo coś ostatnio same unfollow a nie follow :/

Kochamy Was! <333
Anna&Katy