niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 30



         Chłopcy przechadzali się kolorowymi ścieżkami Londynu. Niall co chwilę zatrzymywał się pod jakimiś stoiskami z jedzeniem, a pozostali cierpliwie czekali aż niebieskie oczy odlepią się od najróżniejszych smakołyków. Zayn i Liam nieustannie gawędzili i się śmiali, natomiast Lou był jakby…nieobecny.
-Hej stary? Mówi się do ciebie…
-Niall…co? Czego chcesz?
-Ty w ogóle jesteś tu z nami? Halo, tu ziemia…- naśmiewał się Liam.
-Bardzo zabawne…-mruknął pod nosem Louis, wsadził ręce do kieszeni i poszedł dalej przed siebie. Reszta chłopców popatrzeli na siebie zdziwieni. Po chwili ruszyli za nim. Na nowo zaczęli się wygłupiać, oczywiście bez Lou, który znowu znalazł się w swoim świecie.
-Halo?- tym razem próbę obudzenia podjął Zayn.
-Słuchajcie chłopaki coś mi wypadło. Muszę iść. Może potem was dogonię- odpowiedział Louis i bez zastanowienia odszedł od paczki.
-A temu co? To on jest od rozkręcania imprez- rzucił nieco zdziwiony Zayn.
-Cóż, dziś ktoś będzie musiał przejąć jego rolę- odpowiedział mu Liam, po czym cała trójka poszła w swoją stronę.
         Lou szedł w stronę domu bliźniaczek. Nie mógł z tym czekać do jutra, po prostu nie mógł. Kosztowało go to zbyt dużo nerwów. Musiał porozmawiać z Katy o dosyć ważnej, przynajmniej dla niego, sprawie. Poza tym musiał pobyć z nią, choć kilka chwil. Bez jej towarzystwa czuł się jakby jego druga połowa była gdzieś daleko. Nie miał pomysłów na żarty, a jeżeli już coś wymyślił nie satysfakcjonowały go śmiechy ludzi. Zauważył, że od ostatniego czasu zależało mu tylko na uśmiechu Katy, nikogo więcej. Jeżeli ona się nie śmiała to oznaczał, że żart jest do niczego. To nie była zwykła dziewczyna. Nie ulegała na jedno skinienie, zawsze była szczera, ale i wrażliwa. Idealna. W mgnieniu oka znalazł się pod drzwiami niewielkiego mieszkanka. Wziął kilka wdechów i zapukał, chociaż nie miał tego w zwyczaju, jeżeli chodziło o mieszkanie bliźniaczek. Lou wziął się w garść, i postarał się zachować jasność umysłu. Po kilku sekundach w drzwiach pojawiła się Katy. Na widok Lou uśmiechnęła się.
-Fajnie, że przyszedłeś. Zaczynałam się już nudzić, a jakoś głupio mi było do was wracać, po tym jak tak niegrzecznie wyszłam…
-Daj spokój…
-No to…może wejdziesz? Dziwne, zazwyczaj nie musiałam cię o to prosić.
-Jakiś spięty ten dzisiejszy wieczór…- odparł chłopak i pewnie wszedł do środka. Usiadł na sofie w salonie, a po chwili dołączyła do niego Katy.
-No to co robiłaś do tej pory?- spytał.
-Oglądałam wasze występy w X-Factorze. Nie mogę uwierzyć, że niedługo nagracie płytę…wasza piątka strasznie zamąciła mi w życiu…i myślę, że Annie też…- odpowiedziała dziewczyna, ale widząc wyczekujący wzrok Lou dodała- Myślę, że wyjdzie nam to raczej na dobre- na te słowa chłopak zdobył się na lekki uśmiech.
-Louis? Coś się stało? Nie poznaję cię jakoś…
-Chciałem z tobą pogadać- stwierdził wstając- A raczej…spytać.
-No, czekam. Co znowu wymyśliłeś?- spytała zaciekawiona Katy i stanęła obok niego.
-Dużo o tobie myślę- palnął. Poczuł wstyd, pierwszy raz od kilku dobrych lat Louis Tomlinson poczuł się zawstydzony- Chciałbym, żebyśmy wiesz… Myślę, że to coś więcej niż przyjaźń…
-To powiedz- powiedziała Katy, a jej oczy rozbłysły. Wiedziała co chce powiedzieć chłopak, ale pragnęła to usłyszeć.
-No wiesz…
-Powiedz Lou, to cię nie zaboli- nalegała dziewczyna i ujęła jego twarz w dłonie, aby spojrzał w jej oczy.
-Chciałbym abyśmy byli oficjalnie parą. Ale nie wiem czy ty…- nie musiał kończyć, gdyż już uzyskał odpowiedź w postaci delikatnego pocałunku. Dziewczyna wplątała palce w jego włosy, a drugą dłoń opierała o tors chłopaka. Lou był w siódmym niebie i nie zamierzał w najbliższym czasie wracać na ziemię. Kiedy Katy miała zamiar oderwać się od niego, on przysunął ją do siebie jeszcze bliżej obejmując w pasie. Jedną dłonią wędrował po jej plecach, ale ostatecznie wplątał ją w długie włosy dziewczyny. Katy czuła jak po jej ciele rozpływa się przyjemne ciepło, a żeby poczuć go jeszcze więcej niemal całą sobą przylgnęła do rozpalonego Lou. Czuła jak dosłownie rozpływa się w ramionach chłopaka. Po całej serii namiętnych pocałunków w końcu odsunęli się od siebie na odległość może pięciu milimetrów.
-To znaczyło „tak”?- spytał się Louis, mimo że doskonale znał odpowiedź.
-Tak- odparła dziewczyna. Wkrótce ponownie usiedli razem na sofie i zaczęli rozmawiać. Jednak już nie jako zwykli przyjaciele, a para. W głowie Lou krążyło tysiące myśli, oczywiście każda dotycząca Katy. Gdyby dziś wieczorem nie przyszedł tutaj, jakby to wyglądało jutro? Na szczęście był tu i teraz z Katy i nic innego się nie liczyło. Była teraz jego dziewczyną. Musiał ją chronić, spełniać jej zachcianki, być przy niej zawsze, dbać o nią i rozśmieszać kiedy będzie miała zły humor. Miał ją kochać i okazywać jej to każdego dnia, zawsze miał być z nią szczery. Oczywiście żaden z tych warunków nie sprawiał mu problemu. Dla niej rzuciłby się w ogień. Katy czuła to samo. Kiedyś przez głowę by jej nie przeleciało, że ona i Lou mogą być parą. Bardzo się różnili. Przez te wszystkie tygodnie zdążyli się do siebie zbliżyć. Co prawda mieli swoje wzloty i upadki ale teraz to nie miało znaczenia. Po dłuższej chwili rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Lou spojrzał na Katy.
-Spodziewałaś się kogoś?- spytał się, na co dziewczyna pokręciła przecząco głową.
-Katy? Jesteś tu? Lou nam gdzieś zwiał, bo miał coś do załatwienia. Pomyśleliśmy, że może potowarzysz nam zamiast niego- rozległ się głos Zayna. Gdy Katy tylko to usłyszała zatkała usta dłonią, aby się nie roześmiać.
-Katy żyjesz? Czemu się nie odzywasz? No chodź, przecież nie będziesz tu siedziała sama- mimo to dziewczyna nadal się nie odzywała i zakrywała usta dłonią, śmiejąc się cicho. Zaraziła nawet Lou, którego kąciki ust zaczęły się powoli unosić.
-Katy???- spytał ponownie coraz bardziej zaniepokojony Zayn i pojawił się w progu drzwi. Jego mina była bezcenna, gdy ujrzał w pokoju siedzących Lou i Katy wtulających się w siebie. Na widok mulata raptownie się odsunęli od siebie. Katy nie mogła dłużej wytrzymać i wybuchnęła śmiechem.
-Skoro nalegasz Zayn to Lou pójdzie z tobą- powiedziała w końcu.
-Pójdziemy- poprawił ją Louis.
-Poczekam na zewnątrz- odparł Zayn i wyszedł.
-No to idziemy- podsumował Lou i podał Katy rękę.
-Ty idziesz. Mi się nie chce. Będzie tam trójka nieznośnych facetów i jedna ja. Bez Anny nie idę, nie będę miała co z wami robić. Poza tym męski wypad wam się przyda.
-Jak sobie życzysz Katy- powiedział po czym podszedł do niej i pocałował w czoło, a następnie wyszedł z mieszkania.
***
         Anna siedziała na kanapie w pustym apartamencie. Nadal nie mogła się pozbierać po tym co zaszło w mieszkaniu jej chłopaka. A raczej byłego chłopaka. Przykryła się kocem i próbowała myśleć o czymś innym niż Ben. Przychodziło jej to z trudem. Była na siebie zła. Jak mogła nie zauważyć tego, kim naprawdę jest Ben? Po policzku spłynęła jej łza. Do tego Harry cały czas miał rację, a ona mu nie wierzyła. Zawsze chciał ją chronić, o nią dbać, a Anna potraktowała go jak jakiegoś śmiecia. Harrego nie było już dość długo co było dziwne bo bar z chińszczyzną nie był daleko. Tłumaczyła sobie, że może była kolejka albo… właśnie albo co? Nie wiedziała co myśleć. Po chwili usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Podniosła się z kanapy i popatrzyła w tamtą stronę.
-Już jestem- powiedział Hazza ale coś w jego głosie nie grało. Chłopak wszedł do salonu i udawał, że nic się nie stało- Mam tą chińszczyznę.
-Co ci się stało??- powiedziała przerażona Anna na widok zakrwawionego czoła Harrego.
-A to? To nic.
-Przestań pieprzyć, gdzie byłeś oprócz tego baru? Chyba nie poszedłeś do…
-Bena? Tak poszedłem i dałem mu nauczkę. Już nigdy więcej nic ci nie zrobi. Mówiłem, że to załatwię tak? To załatwiłem- powiedział, odłożył jedzenie na stół po czym jakby nigdy nic usiadł na sofie. Wyglądał jakby w ogóle nie czuł bólu.
-Czy ty siebie słyszysz? Jesteś cały we krwi!- powiedziała ze łzami w oczach dziewczyna. Przez nią kolejna osoba cierpi. Czuła się temu wszystkiemu winna-Muszę to opatrzyć, czekaj tu i nie dotykaj rany- rzuciła i udała się do kuchni w poszukiwaniu wody utlenionej i innych środków. W końcu je znalazła i wróciła do salonu, usiadła naprzeciw Hazzy i powiedziała:
-No pokaż to- chłopak na to odwrócił głowę w jej stronę i lekko się uśmiechnął. Anna nalała odrobinę wody utlenionej na gazę i przyłożyła delikatnie do rany.
-Au!- pisnął. Zapewne go szczypało, z resztą nie ma się co dziwić, tyle tam było krwi.
-Przepraszam ale musisz teraz trochę pocierpieć- powiedziała i ujęła jego twarz w swoje dłonie- Dziękuję… dziękuję za to co zrobiłeś dla mnie. Ale następnym razem tego nie rób. Nie jestem tego warta. Gdyby stało ci się coś poważniejszego w życiu bym sobie tego nie wybaczyła, rozumiesz?- zaczęła szlochać- I wiem, że miałeś rację ale naprawdę się nie spodziewałam, że Ben… że on… Ja nie…- rozpłakała się na dobre.
-Już dobrze… nie martw się- odpowiedział łagodnie po czym przysunął dziewczynę bliżej siebie i mocno przytulił. Ona uczepiła się go mocniej- Wiem, że to dla ciebie trudne, nawet nie wyobrażam sobie jak się musisz teraz czuć. Ale wiedz, że zrobię dla ciebie wszystko. Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić, rozumiesz? Przejdziemy przez to razem Anna. Razem- powiedział na co dziewczyna powoli zaczęła się uspakajać.
-Mogę tu chwilę z tobą zostać?- spytała ocierając łzy z policzków.
-Jak długo zechcesz- odpowiedział po czym zasugerował, aby położyła swoją głowę na jego kolanach. Anna zrozumiała i się położyła. Potrzebowała teraz chwili snu, chwili odpoczynku od tych niemiłych zdarzeń. Ułożyła się wygodnie i zamknęła oczy. Hazza nadal lekko krwawił ale teraz ważne było to, aby Anna poczuła się bezpiecznie. Przykrył ją kocem i zaczął gładzić po jej blond włosach. Chwilę jeszcze słyszał ciche szlochanie dziewczyny, aż w końcu nie słyszał nic. Zasnęła.
         Po kilkunastu minutach siedzenia na kanapie zdrętwiało mu ciało. Nie mógł się ruszyć bo na jego kolanach leżała śpiąca Anna. Nie miał serca jej budzić. Po tym co dziś przeszła musiała odpocząć. Po chwili usłyszał huk otwierających się drzwi i głośne krzyki Zayna, Nialla, Lou i Liama. Weszli do salonu i gdy zobaczyli śpiącą dziewczynę ucichli.
-Bądźcie ciszej, niedawno zasnęła- powiedział Harry na ich widok. Chłopacy się zdziwili. Nie spodziewali się, że zastaną ich razem po tej kłótni. Zayn stwierdził, że coś musiało się stać. Rzucił Hazzie porozumiewawcze spojrzenie. Loczek zrozumiał i powiedział:
-Zayn, mógłbyś ją zanieść? Może spać dzisiaj u mnie. Zaraz ci wszystko opowiem. Mulat kiwnął głową, wziął na ręce swoją siostrę i udał się w stronę sypialni chłopaka. Zgrabnie położył ją na łóżku, przykrył kocem i pocałował w czoło. Wrócił do Hazzy, który zaproponował spacer, podczas którego wszystko by mu opowiedział. Harry pomyślał, że tylko najbliższa rodzina powinna o tym wiedzieć, a kiedy Anna będzie gotowa powie reszcie. Chłopcy wyszli. Po chwili ciszy Zayn zaczął:
-Chodzi o Bena, prawda?
-Tak… chodzi o to, że on… jakby to delikatnie ująć- Hazza nie wiedział jak ma to powiedzieć. To była delikatna sprawa- Chodzi o to, że Ben chciał się z nią przespać mimo tego iż dawała mu wyraźne znaki, że nie jest na to gotowa.
-Czy ty… czy ty chcesz mi powiedzieć, że on próbował ją… ją zgwałcić?- spytał z gulą w gardle Zayn.
-Przykro mi Zayn…- odpowiedział mu ze smutkiem w głosie loczek.
-Zabije go… zabije tego!!!!!!!!!!!!- wykrzyknął z całych sił chłopak.
-Nie, Zayn ja już to zrobiłem. To znaczy nie zabiłem ale dałem mu nauczkę.
-Harry, nie wiem jak ci dziękować, gdyby nie ty… nie wiem co Anna by bez ciebie zrobiła. Przepraszam cię, że na ciebie naskoczyłem wtedy po waszej kłótni ale rozumiesz, ja chcę dla niej jak najlepiej. Przepraszam- odpowiedział z wyrzutami mulat. Do tego wszystkiego czuł, że zawiódł swoją siostrę. Był przecież jej starszym bratem. Powinien jej bronić, a on gdzie w tym czasie był? Bawił się z kumplami w mieście. Był na siebie wkurzony. Musiał się teraz zobaczyć z siostrą. Przeprosić ją i wspierać w tych trudnych dla niej chwilach- Wracajmy do domu Harry, muszę się z nią zobaczyć.
-Jasne, rozumiem- odpowiedział mu chłopak i udali się w stronę domu. Podczas tej drogi Zayn zdecydował, że potrzebna będzie mu pomoc. Wybrał numer w komórce i zadzwonił.


Przepraszamy, że tak długo nie wstawiałyśmy rozdziału :ccc postaramy się wam to jakoś wynagrodzić :D Może w tym tygodniu wstawimy więcej niż jeden rozdział...? A w ogóle planujecie już wakacje? Bo ja i Anna już mamy wszystko ustalone :p jedziemy na obóz siatkówki^.^ może któraś z was gra, któryś z was? My dzisiaj ćwiczyłyśmy na dworze serwy ;) jak tam pogoda? Bo u nas wreszcie wiosna *.* 
PS. Mamy nadzieję, że rozdział się wam spodoba ;**
Kochamy Was<33
Anna&Katy

2 komentarze:

  1. Nie rozumiem jednej rzeczy. Przecież Lou pocałował się z Jaty przed wejściem na scenę i w czasie filmu ona była w jego ramionach. Az tu nagle wyskakujecie że oni są parą. Ten pocałunek. Przecież oni się już wcześniej całowali. Może i nie byli oficjalnie parą .
    Może mi to wytłumaczycie. Rozdział jak zwykle genialny. Pozdrowionka ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. <3 pomysł z zwiększeniem liczby umieszczonych w tym tygodniu bardzo mi się podoba, trzymajcie się tego...
    rozdział cudo <3
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń