Chłopcy przechadzali się
kolorowymi ścieżkami Londynu. Niall co chwilę zatrzymywał się pod jakimiś
stoiskami z jedzeniem, a pozostali cierpliwie czekali aż niebieskie oczy
odlepią się od najróżniejszych smakołyków. Zayn i Liam nieustannie gawędzili i
się śmiali, natomiast Lou był jakby…nieobecny.
-Hej stary? Mówi się do ciebie…
-Niall…co? Czego chcesz?
-Ty w ogóle jesteś tu z nami? Halo, tu ziemia…- naśmiewał się Liam.
-Bardzo zabawne…-mruknął pod nosem Louis, wsadził ręce do kieszeni i
poszedł dalej przed siebie. Reszta chłopców popatrzeli na siebie zdziwieni. Po
chwili ruszyli za nim. Na nowo zaczęli się wygłupiać, oczywiście bez Lou, który
znowu znalazł się w swoim świecie.
-Halo?- tym razem próbę obudzenia podjął Zayn.
-Słuchajcie chłopaki coś mi wypadło. Muszę iść. Może potem was dogonię-
odpowiedział Louis i bez zastanowienia odszedł od paczki.
-A temu co? To on jest od rozkręcania imprez- rzucił nieco zdziwiony
Zayn.
-Cóż, dziś ktoś będzie musiał przejąć jego rolę- odpowiedział mu Liam,
po czym cała trójka poszła w swoją stronę.
Lou szedł w stronę domu
bliźniaczek. Nie mógł z tym czekać do jutra, po prostu nie mógł. Kosztowało go
to zbyt dużo nerwów. Musiał porozmawiać z Katy o dosyć ważnej, przynajmniej dla
niego, sprawie. Poza tym musiał pobyć z nią, choć kilka chwil. Bez jej
towarzystwa czuł się jakby jego druga połowa była gdzieś daleko. Nie miał
pomysłów na żarty, a jeżeli już coś wymyślił nie satysfakcjonowały go śmiechy
ludzi. Zauważył, że od ostatniego czasu zależało mu tylko na uśmiechu Katy,
nikogo więcej. Jeżeli ona się nie śmiała to oznaczał, że żart jest do niczego.
To nie była zwykła dziewczyna. Nie ulegała na jedno skinienie, zawsze była
szczera, ale i wrażliwa. Idealna. W mgnieniu oka znalazł się pod drzwiami
niewielkiego mieszkanka. Wziął kilka wdechów i zapukał, chociaż nie miał tego w
zwyczaju, jeżeli chodziło o mieszkanie bliźniaczek. Lou wziął się w garść, i
postarał się zachować jasność umysłu. Po kilku sekundach w drzwiach pojawiła
się Katy. Na widok Lou uśmiechnęła się.
-Fajnie, że przyszedłeś. Zaczynałam się już nudzić, a jakoś głupio mi
było do was wracać, po tym jak tak niegrzecznie wyszłam…
-Daj spokój…
-No to…może wejdziesz? Dziwne, zazwyczaj nie musiałam cię o to prosić.
-Jakiś spięty ten dzisiejszy wieczór…- odparł chłopak i pewnie wszedł
do środka. Usiadł na sofie w salonie, a po chwili dołączyła do niego Katy.
-No to co robiłaś do tej pory?- spytał.
-Oglądałam wasze występy w X-Factorze. Nie mogę uwierzyć, że niedługo
nagracie płytę…wasza piątka strasznie zamąciła mi w życiu…i myślę, że Annie
też…- odpowiedziała dziewczyna, ale widząc wyczekujący wzrok Lou dodała- Myślę,
że wyjdzie nam to raczej na dobre- na te słowa chłopak zdobył się na lekki
uśmiech.
-Louis? Coś się stało? Nie poznaję cię jakoś…
-Chciałem z tobą pogadać- stwierdził wstając- A raczej…spytać.
-No, czekam. Co znowu wymyśliłeś?- spytała zaciekawiona Katy i stanęła
obok niego.
-Dużo o tobie myślę- palnął. Poczuł wstyd, pierwszy raz od kilku
dobrych lat Louis Tomlinson poczuł się zawstydzony- Chciałbym, żebyśmy wiesz…
Myślę, że to coś więcej niż przyjaźń…
-To powiedz- powiedziała Katy, a jej oczy rozbłysły. Wiedziała co chce
powiedzieć chłopak, ale pragnęła to usłyszeć.
-No wiesz…
-Powiedz Lou, to cię nie zaboli- nalegała dziewczyna i ujęła jego twarz
w dłonie, aby spojrzał w jej oczy.
-Chciałbym abyśmy byli oficjalnie parą. Ale nie wiem czy ty…- nie
musiał kończyć, gdyż już uzyskał odpowiedź w postaci delikatnego pocałunku.
Dziewczyna wplątała palce w jego włosy, a drugą dłoń opierała o tors chłopaka.
Lou był w siódmym niebie i nie zamierzał w najbliższym czasie wracać na ziemię.
Kiedy Katy miała zamiar oderwać się od niego, on przysunął ją do siebie jeszcze
bliżej obejmując w pasie. Jedną dłonią wędrował po jej plecach, ale ostatecznie
wplątał ją w długie włosy dziewczyny. Katy czuła jak po jej ciele rozpływa się
przyjemne ciepło, a żeby poczuć go jeszcze więcej niemal całą sobą przylgnęła
do rozpalonego Lou. Czuła jak dosłownie rozpływa się w ramionach chłopaka. Po
całej serii namiętnych pocałunków w końcu odsunęli się od siebie na odległość
może pięciu milimetrów.
-To znaczyło „tak”?- spytał się Louis, mimo że doskonale znał
odpowiedź.
-Tak- odparła dziewczyna. Wkrótce ponownie usiedli razem na sofie i
zaczęli rozmawiać. Jednak już nie jako zwykli przyjaciele, a para. W głowie Lou
krążyło tysiące myśli, oczywiście każda dotycząca Katy. Gdyby dziś wieczorem
nie przyszedł tutaj, jakby to wyglądało jutro? Na szczęście był tu i teraz z
Katy i nic innego się nie liczyło. Była teraz jego dziewczyną. Musiał ją
chronić, spełniać jej zachcianki, być przy niej zawsze, dbać o nią i
rozśmieszać kiedy będzie miała zły humor. Miał ją kochać i okazywać jej to
każdego dnia, zawsze miał być z nią szczery. Oczywiście żaden z tych warunków
nie sprawiał mu problemu. Dla niej rzuciłby się w ogień. Katy czuła to samo.
Kiedyś przez głowę by jej nie przeleciało, że ona i Lou mogą być parą. Bardzo
się różnili. Przez te wszystkie tygodnie zdążyli się do siebie zbliżyć. Co
prawda mieli swoje wzloty i upadki ale teraz to nie miało znaczenia. Po
dłuższej chwili rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Lou spojrzał na Katy.
-Spodziewałaś się kogoś?- spytał się, na co dziewczyna pokręciła
przecząco głową.
-Katy? Jesteś tu? Lou nam gdzieś zwiał, bo miał coś do załatwienia.
Pomyśleliśmy, że może potowarzysz nam zamiast niego- rozległ się głos Zayna.
Gdy Katy tylko to usłyszała zatkała usta dłonią, aby się nie roześmiać.
-Katy żyjesz? Czemu się nie odzywasz? No chodź, przecież nie będziesz
tu siedziała sama- mimo to dziewczyna nadal się nie odzywała i zakrywała usta
dłonią, śmiejąc się cicho. Zaraziła nawet Lou, którego kąciki ust zaczęły się
powoli unosić.
-Katy???- spytał ponownie coraz bardziej zaniepokojony Zayn i pojawił
się w progu drzwi. Jego mina była bezcenna, gdy ujrzał w pokoju siedzących Lou
i Katy wtulających się w siebie. Na widok mulata raptownie się odsunęli od
siebie. Katy nie mogła dłużej wytrzymać i wybuchnęła śmiechem.
-Skoro nalegasz Zayn to Lou pójdzie z tobą- powiedziała w końcu.
-Pójdziemy- poprawił ją Louis.
-Poczekam na zewnątrz- odparł Zayn i wyszedł.
-No to idziemy- podsumował Lou i podał Katy rękę.
-Ty idziesz. Mi się nie chce. Będzie tam trójka nieznośnych facetów i
jedna ja. Bez Anny nie idę, nie będę miała co z wami robić. Poza tym męski
wypad wam się przyda.
-Jak sobie życzysz Katy- powiedział po czym podszedł do niej i
pocałował w czoło, a następnie wyszedł z mieszkania.
***
Anna siedziała na kanapie
w pustym apartamencie. Nadal nie mogła się pozbierać po tym co zaszło w
mieszkaniu jej chłopaka. A raczej byłego chłopaka. Przykryła się kocem i
próbowała myśleć o czymś innym niż Ben. Przychodziło jej to z trudem. Była na
siebie zła. Jak mogła nie zauważyć tego, kim naprawdę jest Ben? Po policzku
spłynęła jej łza. Do tego Harry cały czas miał rację, a ona mu nie wierzyła.
Zawsze chciał ją chronić, o nią dbać, a Anna potraktowała go jak jakiegoś
śmiecia. Harrego nie było już dość długo co było dziwne bo bar z chińszczyzną
nie był daleko. Tłumaczyła sobie, że może była kolejka albo… właśnie albo co?
Nie wiedziała co myśleć. Po chwili usłyszała dźwięk otwieranych drzwi.
Podniosła się z kanapy i popatrzyła w tamtą stronę.
-Już jestem- powiedział Hazza ale coś w jego głosie nie grało. Chłopak wszedł
do salonu i udawał, że nic się nie stało- Mam tą chińszczyznę.
-Co ci się stało??- powiedziała przerażona Anna na widok zakrwawionego
czoła Harrego.
-A to? To nic.
-Przestań pieprzyć, gdzie byłeś oprócz tego baru? Chyba nie poszedłeś
do…
-Bena? Tak poszedłem i dałem mu nauczkę. Już nigdy więcej nic ci nie
zrobi. Mówiłem, że to załatwię tak? To załatwiłem- powiedział, odłożył jedzenie
na stół po czym jakby nigdy nic usiadł na sofie. Wyglądał jakby w ogóle nie
czuł bólu.
-Czy ty siebie słyszysz? Jesteś cały we krwi!- powiedziała ze łzami w
oczach dziewczyna. Przez nią kolejna osoba cierpi. Czuła się temu wszystkiemu
winna-Muszę to opatrzyć, czekaj tu i nie dotykaj rany- rzuciła i udała się do
kuchni w poszukiwaniu wody utlenionej i innych środków. W końcu je znalazła i
wróciła do salonu, usiadła naprzeciw Hazzy i powiedziała:
-No pokaż to- chłopak na to odwrócił głowę w jej stronę i lekko się
uśmiechnął. Anna nalała odrobinę wody utlenionej na gazę i przyłożyła
delikatnie do rany.
-Au!- pisnął. Zapewne go szczypało, z resztą nie ma się co dziwić, tyle
tam było krwi.
-Przepraszam ale musisz teraz trochę pocierpieć- powiedziała i ujęła
jego twarz w swoje dłonie- Dziękuję… dziękuję za to co zrobiłeś dla mnie. Ale
następnym razem tego nie rób. Nie jestem tego warta. Gdyby stało ci się coś
poważniejszego w życiu bym sobie tego nie wybaczyła, rozumiesz?- zaczęła
szlochać- I wiem, że miałeś rację ale naprawdę się nie spodziewałam, że Ben… że
on… Ja nie…- rozpłakała się na dobre.
-Już dobrze… nie martw się- odpowiedział łagodnie po czym przysunął
dziewczynę bliżej siebie i mocno przytulił. Ona uczepiła się go mocniej- Wiem,
że to dla ciebie trudne, nawet nie wyobrażam sobie jak się musisz teraz czuć.
Ale wiedz, że zrobię dla ciebie wszystko. Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić,
rozumiesz? Przejdziemy przez to razem Anna. Razem- powiedział na co dziewczyna
powoli zaczęła się uspakajać.
-Mogę tu chwilę z tobą zostać?- spytała ocierając łzy z policzków.
-Jak długo zechcesz- odpowiedział po czym zasugerował, aby położyła
swoją głowę na jego kolanach. Anna zrozumiała i się położyła. Potrzebowała
teraz chwili snu, chwili odpoczynku od tych niemiłych zdarzeń. Ułożyła się
wygodnie i zamknęła oczy. Hazza nadal lekko krwawił ale teraz ważne było to,
aby Anna poczuła się bezpiecznie. Przykrył ją kocem i zaczął gładzić po jej
blond włosach. Chwilę jeszcze słyszał ciche szlochanie dziewczyny, aż w końcu
nie słyszał nic. Zasnęła.
Po kilkunastu minutach
siedzenia na kanapie zdrętwiało mu ciało. Nie mógł się ruszyć bo na jego
kolanach leżała śpiąca Anna. Nie miał serca jej budzić. Po tym co dziś przeszła
musiała odpocząć. Po chwili usłyszał huk otwierających się drzwi i głośne
krzyki Zayna, Nialla, Lou i Liama. Weszli do salonu i gdy zobaczyli śpiącą
dziewczynę ucichli.
-Bądźcie ciszej, niedawno zasnęła- powiedział Harry na ich widok.
Chłopacy się zdziwili. Nie spodziewali się, że zastaną ich razem po tej kłótni.
Zayn stwierdził, że coś musiało się stać. Rzucił Hazzie porozumiewawcze
spojrzenie. Loczek zrozumiał i powiedział:
-Zayn, mógłbyś ją zanieść? Może spać dzisiaj u mnie. Zaraz ci wszystko
opowiem. Mulat kiwnął głową, wziął na ręce swoją siostrę i udał się w stronę
sypialni chłopaka. Zgrabnie położył ją na łóżku, przykrył kocem i pocałował w
czoło. Wrócił do Hazzy, który zaproponował spacer, podczas którego wszystko by
mu opowiedział. Harry pomyślał, że tylko najbliższa rodzina powinna o tym
wiedzieć, a kiedy Anna będzie gotowa powie reszcie. Chłopcy wyszli. Po chwili
ciszy Zayn zaczął:
-Chodzi o Bena, prawda?
-Tak… chodzi o to, że on… jakby to delikatnie ująć- Hazza nie wiedział
jak ma to powiedzieć. To była delikatna sprawa- Chodzi o to, że Ben chciał się
z nią przespać mimo tego iż dawała mu wyraźne znaki, że nie jest na to gotowa.
-Czy ty… czy ty chcesz mi powiedzieć, że on próbował ją… ją zgwałcić?-
spytał z gulą w gardle Zayn.
-Przykro mi Zayn…- odpowiedział mu ze smutkiem w głosie loczek.
-Zabije go… zabije tego!!!!!!!!!!!!- wykrzyknął z całych sił chłopak.
-Nie, Zayn ja już to zrobiłem. To znaczy nie zabiłem ale dałem mu
nauczkę.
-Harry, nie wiem jak ci dziękować, gdyby nie ty… nie wiem co Anna by bez
ciebie zrobiła. Przepraszam cię, że na ciebie naskoczyłem wtedy po waszej
kłótni ale rozumiesz, ja chcę dla niej jak najlepiej. Przepraszam- odpowiedział
z wyrzutami mulat. Do tego wszystkiego czuł, że zawiódł swoją siostrę. Był
przecież jej starszym bratem. Powinien jej bronić, a on gdzie w tym czasie był?
Bawił się z kumplami w mieście. Był na siebie wkurzony. Musiał się teraz
zobaczyć z siostrą. Przeprosić ją i wspierać w tych trudnych dla niej chwilach-
Wracajmy do domu Harry, muszę się z nią zobaczyć.
-Jasne, rozumiem- odpowiedział mu chłopak i udali się w stronę domu.
Podczas tej drogi Zayn zdecydował, że potrzebna będzie mu pomoc. Wybrał numer w
komórce i zadzwonił.
Przepraszamy, że tak długo nie wstawiałyśmy rozdziału :ccc postaramy się wam to jakoś wynagrodzić :D Może w tym tygodniu wstawimy więcej niż jeden rozdział...? A w ogóle planujecie już wakacje? Bo ja i Anna już mamy wszystko ustalone :p jedziemy na obóz siatkówki^.^ może któraś z was gra, któryś z was? My dzisiaj ćwiczyłyśmy na dworze serwy ;) jak tam pogoda? Bo u nas wreszcie wiosna *.*
PS. Mamy nadzieję, że rozdział się wam spodoba ;**
Kochamy Was<33
Anna&Katy
Nie rozumiem jednej rzeczy. Przecież Lou pocałował się z Jaty przed wejściem na scenę i w czasie filmu ona była w jego ramionach. Az tu nagle wyskakujecie że oni są parą. Ten pocałunek. Przecież oni się już wcześniej całowali. Może i nie byli oficjalnie parą .
OdpowiedzUsuńMoże mi to wytłumaczycie. Rozdział jak zwykle genialny. Pozdrowionka ;p
<3 pomysł z zwiększeniem liczby umieszczonych w tym tygodniu bardzo mi się podoba, trzymajcie się tego...
OdpowiedzUsuńrozdział cudo <3
pozdrawiam