sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 41



        -Josh?....- zająkała się Anna. Chłopak podskoczył. Dopiero teraz zorientował się, że nie jest sam. Odwrócił się w jej stronę. Wyglądał tak jak zawsze. Dobrze ubrany, uczesany jedynie jego oczy zdradzały, że coś z nim jest nie tak. Błądziły po pomieszczeniu. Wyglądało jakby był na haju.
-Anna! Uciekaj, proszę!- mówił dalej jakby nie był świadomy tego, że już po wszystkim. Miał łzy w oczach. Anna podeszła do niego i przytuliła go. On się wyrywał jakby chciał działać. Jakby chciał dalej ratować. Jakimś cudem dziewczynie udało się go zatrzymać w swoich objęciach. Pogładziła go po głowie gdy usłyszała jego szloch na jej ramieniu.
-Josh… jesteśmy w szpitalu… pożar został ugaszony… już wszystko dobrze- mówiła- Uratowałeś mnie i Katy. Nic nam nie jest. Kilka blizn i oparzeń. Josh jesteś bohaterem.
-Jakim bohaterem? Jakim bohaterem Anna?- pytał przez łzy- Chciałem skoczyć z okna. Poddałem się. Zostawiłem Katy na pastwę losu. Gdyby nie ci strażacy pewnie ja i twoja siostra dawno byśmy już nie żyli. Co ze mnie za bohater?
-Ale żyjemy Josh! I to ty nas uratowałeś! To ty, nie nikt inny wyważył drzwi od naszego mieszkania i po nas przyszedł. Mogłeś nas zostawić i ratować siebie ale ty po nas przyszedłeś. Gdyby nie ty… byłybyśmy martwe- odpowiedziała mu chcąc go uspokoić. Osiągnęła zamierzony cel. Chłopak się uspokoił, wyprostował i popatrzył jej w oczy.
-Nie zostawiłbym was.
-Wiem Josh. Dziękuję- chłopak zachowywał się już normalnie. Był już w pełni świadomy tego gdzie jest i co się wydarzyło.
-Chyba nie powinno cię tu być. Powinnaś leżeć i odpoczywać. Nie bez przyczyny przecież masz podłączoną to kroplówkę co nie?- spytał obejmując ją ramieniem i udając się w stronę drzwi.
-To samo mogłabym powiedzieć o tobie- odpowiedziała mu uśmiechnięta. Wyszli na korytarz- Na jakim oddziale leżysz?
-Na oparzeniówce- odpowiedział zamykając drzwi od pomieszczenia, w którym przed sekundą się znajdowali.
-Słuchaj, ja powinnam już wracać. Jeśli chłopaki się zorientowali, że wstałam chyba mnie zabiją.
-Masz szczęście, że masz takich przyjaciół.
-Wiem Josh. Jesteś jednym z nich- odpowiedziała mu i ruszył w stronę swojej sali.
         Chłopacy skończyli jeść. Byli już w nieco lepszych humorach. Bliźniaczki się obudziły i wszystko było z nimi w porządku. Siedzieli jeszcze chwilę przy stoliku w szpitalnej stołówce gdy Liam się odezwał.
-Nie chcę się wtrącać Zayn ale chyba powinieneś zadzwonić do swojej mamy- chłopak miał rację. Nie dało by się przecież tego ukryć. Z mieszkania dziewczyn nie zostało raczej nic. Rodzice musieli się dowiedzieć.
-Masz rację- westchnął- Już dzwonię- wstał od stołu i udał się w miejsce, gdzie będzie mógł spokojnie porozmawiać z mamą. Wybrał numer telefonu i nacisnął zieloną słuchawkę. Odebrała po dwóch sygnałach.
-Cześć synku! Co się tak długo nie odzywałeś?- zaczęła pogodna jak zawsze.
-Cześć mamo. Miałem dużo na głowie. Muszę coś ci powiedzieć… ale nie denerwuj się dobrze?
-Chodzi o bliźniaczki? Znów poszły na jakąś imprezę tak? A prosiłam, żeby…
-Nie. One są w szpitalu- głos po drugiej stronie słuchawki ucichł na jego słowa- Mamo?
-Co się stało?- spytała po chwili. Po głosie wywnioskować można było, że jest w szoku.
-Mamo… był pożar. Blok, w którym mają mieszkanie się spalił- wytłumaczył cicho. Tricia zaczęła płakać- Mamo nie płacz, nic im nie jest. Wyciągnął je Josh, wiesz ten ich sąsiad. Mają kilka oparzeń nic poważnego. Wyjdą z tego- mama trochę się uspokoiła.
-Przylecimy z tatą najszybciej jak się da. I nawet nie próbuj protestować. Wiem, że byś się nimi zajął ale w tej sytuacji rodzice muszą przejąć pałeczkę- powiedziała- Zayn?
-Tak mamo?
-Jesteś najlepszym synem i bratem pod słońcem. Kocham cię.
-Ja ciebie też mamo. Jak dolecicie dajcie znać. Dam wam namiary na szpital albo nasz apartament, zależy czy wypiszą już dziewczyny czy nie.
-Dobrze Zayn. Ucałuj ode mnie siostry.
-Ty ode mnie też- powiedział po czym się rozłączył. Cieszył się, że ma tą rozmowę już za sobą. Teraz chciał porozmawiać z lekarzem sióstr. Z tego co widział dziewczyny miały się dobrze ale żadnym doktorem on tam nie był, więc chciał się upewnić. Poszedł w stronę gabinetu lekarskiego, licząc że tam kogoś znajdzie. Zapukał do drzwi i po kilku sekundach wychylił się zza nich starszy mężczyzna.
-Słucham pana?
-Dzień dobry. Nazywam się Zayn Malik i leżą tu moje dwie siostry Anna i Katy Malik. Chciałbym się dowiedzieć…- zaczął ale niespodziewanie lekarz mu przerwał.
-Proszę wejść- zaprosił go do środka. Gabinet był mały i skromnie umeblowany. Na ścianach wisiały przeróżne tablice z objawami różnych, nieznanych chłopakowi chorób. John Davis- jak wyczytał z plakietki lekarza Zayn, machnął ręką na znak, żeby usiadł na krześle przy biurku. On sam zajął miejsce po jego drugiej stronie. Zdjął okulary, które miał na nosie i odłożył je do szuflady. Nerwowo przetarł pozbawioną włosów głowę i spojrzał na mulata- Panie Malik, na początku chciałbym wyrazić wyrazy współczucia z ….
-Co z moimi siostrami- przerwał mężczyźnie Zayn. Czuł, że lekarz nie ma najlepszych wieści. Po prostu wiedział. Lekarz oblizał wargi dobierając ostrożnie słowa.
-Generalnie pańskie siostry miały dużo szczęścia, że ten młody chłopak przyszedł im z pomocą. Jeśli chodzi o Anne to miała ona najwięcej szczęścia, udało jej się wyjść o własnych siłach i to dość szybko. Jej zdrowiu nic nie zagraża. Musi teraz po prostu pooddychać czystym tlenem i unikać stresu- zaczął lekarz- A jeśli chodzi o Katy…
-Proszę mówić dalej- powiedział niemalże błagalnym tonem Zayn.
-Katy straciła przytomność będąc jeszcze w budynku. Jej organizm ogólnie jest bardzo osłabiony, a do tego nawdychała się dużej ilości dymu. Jeden płat płuca został lekko zniszczony przez co ciężej jej się będzie przez najbliższy czas oddychać. Dlatego też podłączona została do tych maszyn. Wspomagają one oddychanie pańskiej siostry- chłopakowi do oczu napłynęły pojedyncze łzy, które szybko otarł. Lekarz na ten widok szybko dodał- Nic jej nie będzie, musi po prostu pobyć jakiś czas w szpitalu.
-Jak długo panie doktorze? Ile jeszcze będą musiały tu przebywać?
-Jeśli chodzi o Anne to może wyjść już jutro z rana, a jeśli chodzi o drugą siostrę myślę, że nie prędzej niż za dwa dni- Zayn odetchnął z ulgą. Wszystko było ok. Najgorsze już za nimi. Podziękował uprzejmie doktorowi i wrócił do chłopaków. Nadal siedzieli na stołówce. Gdy tylko Zayn usiadł na krześle popatrzyli na niego pytalnym wzrokiem.
-Wszystko jest ok- na jego słowa wszyscy wypuścili powietrze z ust- Anna może wyjść jutro, a Katy za dwa dni. Nic im nie będzie.
-Boże, jak się cieszę, że wszystko w porządku- odezwał się Niall prostując się na krześle.
-Wiem Niall. Wszyscy się cieszymy- odpowiedział mu uśmiechem Zayn- Rozmawiałem z mamą. Przyleci tu razem z tatą najbliższym samolotem.
-Zayn?- spytał po chwili niepewnie Lou- Co z nimi teraz będzie? To znaczy chodzi mi o to, gdzie będą mieszkać. Mieszkanie spaliło się doszczętnie… Twoja mama nic nie mówiła na ten temat?
-Nie, nic nie mówiła. Nie wiem co teraz będzie Louis. Mama chyba było w zbyt głębokim szoku, żeby o tym pomyśleć. Ale nie martw się na pewno nie zabierze ci Katy na długo- kopnął go lekko pod stołem tym samym rozluźniając lekko atmosferę. Lou się zaśmiał i odpowiedział mulatowi uśmiechem.
-Dobra chłopaki wracajcie do domu. Nic tu po was. Dziewczyny i tak śpią- zaproponował Zayn na widok ziewającego Nialla.
-Może i masz rację. Ale ty też wracasz z nami w takim razie. Jak powiedziałeś dziewczyny śpią, a twoja mama jak przyleci to da ci znać- powiedział Liam- Chodźmy odpocząć. Jutro wrócimy- wszyscy przytaknęli i zaczęli się zbierać.
-Pójdę pożegnać się tylko z Anną- oznajmił Harold i pośpiesznie udał się do pokoju, w którym leżała dziewczyna. Po cichu otworzył drzwi podszedł do jej łóżka. Spała. Uśmiechnął się pod nosem. Przypomniało mu się kiedy razem z Lou zostali na noc u bliźniaczek. Obudził się w nocy i zobaczył, że w jego dłoni zaciśnięta jest jej malutka dłoń. Harry odgarnął jej kosmyk włosów, który opadł jej na czoło i delikatnie ucałował w policzek, żeby jej nie obudzić.
-Przyjdę jutro. Kocham cię- szepnął, jeszcze raz na nią popatrzył i wyszedł.
         Anna otworzyła powieki. Na jej twarz padały promienie słońca. Od razu poczuła się lepiej. Przekręciła się na drugi bok i wtedy zobaczyła skromny bukiet kwiatów goździków. Powąchała je. Pachniały pięknie. Pewnie były od Harolda. Wydawało jej się właśnie, że ktoś u niej był ale była w pół śnie, z którego nie chciała się budzić. Usiadła wygodnie i poprawiła swoje blond włosy. Spojrzała na zegar wiszący na ścianie naprzeciwko. Była jedenasta. Wow, długo spała. Miała nadzieję, że ktoś z jej znajomych tu zaraz przyjdzie i ją odwiedzi, bo zaczynało jej się nudzić. Sięgnęła po telefon i zaczęła pisać smsa do Harrego z pytaniem czy dziś do niej przyjdzie.
-Z kim ty tak tam piszesz? Mam być zazdrosny?- usłyszała czyjś głos w drzwiach. Obróciła głowę w tamtą stronę. Harry. Jego loczki pięknie opadały mu na czoło, a zielone oczy wpatrywały się w nią. Anna się uśmiechnęła na jego słowa i odłożyła telefon. W tym czasie chłopak podszedł do niej i nachylił się, żeby ją pocałować. Dziewczyna odwzajemniła gest i ich usta spotkały się w słodkim pocałunku. Zamknęła oczy. Miała motylki w brzuchu. I pomyśleć, że jeszcze nie dawno byli „przyjaciółmi”
-Jak się czujesz?- spytał w końcu chłopak, gdy odczepił swoje usta od jej ust. Usiadł jednak koło niej i trzymał ją za rękę smyrając ją kciukiem.
-Bardzo dobrze- odparła opierając głowę o poduszkę- Kwiaty od ciebie poprawiły mi humor. Dziękuję.
-Jakie kwiaty?- spytał zdziwiony chłopak- To nie ode mnie- Anna wolną ręką sięgnęła bukiet kwiatów. Obejrzała go jeszcze raz i dopiero teraz zobaczyła mały liścik. Wcześniej go nie widziała. Harry przyglądał się zaciekawiony. Dziewczyna popatrzyła na swojego chłopaka i uniosła brwi. Uwielbiała się z nim drażnić. Wróciła jednak to czytania. Z każdą linijką jednak uśmiech schodził jej z twarzy. Harry niemal wyrwał jej liścik na widok jej miny. Spochmurniał, ręce zacisnęły się w pięść, a na jego szyi pojawiła się charakterystyczna żyła. Zdenerwował się. Gotowało się w nim.
-Ja to załatwię- powiedział niemal przez zaciśnięte zęby. Zaczął się zbierać.
-Harry, zostań ze mną. Proszę- powiedziała cicho, niemal błagalnie- Nie idź. Zostań- chłopak słysząc jej słowa stanął w miejscu. Z jednej strony chciał iść i zrobić co miał zamiar zrobić, a z drugiej chciał tu zostać z Anną. W końcu wybrał tą drugą opcję. Dał znak żeby się przesunęła i położył się obok niej pozwalając dziewczynie, żeby się w niego wtuliła.
-Tylko nie płacz. Jestem tu z tobą. Nigdzie się nie wybieram- powiedział chcąc dać jej poczucie bezpieczeństwa. Annie jednak chodziła po głowie treść liściku. „Na górze ogień na dole dym,
a twoje mieszkanie płonie jak Rzym.
                                       Zrobiło ci się gorąco?
                                       Ben”




I jak się podoba nowy rozdział po dosyć sporej przerwie..? Mamy nadzieję, że bardzo <3 Dzisiaj w ramach rekompensaty za naszą nieobecność dokładnie o godzinie 18:oo wstawimy kolejny rozdział :D liczymy na komentarze i Wasze przebaczenie...

Kochamy Was<33
Anna&Katy






         

2 komentarze:

  1. JEJ!!! Rutynowa kontrola przyniosła mi dwa rozdziały!
    Ten pierwszy cudowny, a ten drugi... jeszcze nie wiem. Idę się dowiedzieć :-*

    xoxo pikseloza

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział, uwielbiam xo
    A ten Ben to chyba jakiś psychopata xd
    Jesteście wspaniałe <3
    @forever_crazy_x

    OdpowiedzUsuń