-Josh?....- zająkała się Anna. Chłopak
podskoczył. Dopiero teraz zorientował się, że nie jest sam. Odwrócił się w jej
stronę. Wyglądał tak jak zawsze. Dobrze ubrany, uczesany jedynie jego oczy
zdradzały, że coś z nim jest nie tak. Błądziły po pomieszczeniu. Wyglądało
jakby był na haju.
-Anna! Uciekaj,
proszę!- mówił dalej jakby nie był świadomy tego, że już po wszystkim. Miał łzy
w oczach. Anna podeszła do niego i przytuliła go. On się wyrywał jakby chciał
działać. Jakby chciał dalej ratować. Jakimś cudem dziewczynie udało się go
zatrzymać w swoich objęciach. Pogładziła go po głowie gdy usłyszała jego szloch
na jej ramieniu.
-Josh… jesteśmy w
szpitalu… pożar został ugaszony… już wszystko dobrze- mówiła- Uratowałeś mnie i
Katy. Nic nam nie jest. Kilka blizn i oparzeń. Josh jesteś bohaterem.
-Jakim bohaterem? Jakim bohaterem Anna?- pytał przez łzy- Chciałem
skoczyć z okna. Poddałem się. Zostawiłem Katy na pastwę losu. Gdyby nie ci strażacy
pewnie ja i twoja siostra dawno byśmy już nie żyli. Co ze mnie za bohater?
-Ale żyjemy Josh! I to ty nas uratowałeś! To ty, nie nikt inny wyważył
drzwi od naszego mieszkania i po nas przyszedł. Mogłeś nas zostawić i ratować
siebie ale ty po nas przyszedłeś. Gdyby nie ty… byłybyśmy martwe- odpowiedziała
mu chcąc go uspokoić. Osiągnęła zamierzony cel. Chłopak się uspokoił,
wyprostował i popatrzył jej w oczy.
-Nie zostawiłbym was.
-Wiem Josh. Dziękuję- chłopak zachowywał się już normalnie. Był już w
pełni świadomy tego gdzie jest i co się wydarzyło.
-Chyba nie powinno cię tu być. Powinnaś leżeć i odpoczywać. Nie bez
przyczyny przecież masz podłączoną to kroplówkę co nie?- spytał obejmując ją
ramieniem i udając się w stronę drzwi.
-To samo mogłabym powiedzieć o tobie- odpowiedziała mu uśmiechnięta.
Wyszli na korytarz- Na jakim oddziale leżysz?
-Na oparzeniówce- odpowiedział zamykając drzwi od pomieszczenia, w
którym przed sekundą się znajdowali.
-Słuchaj, ja powinnam już wracać. Jeśli chłopaki się zorientowali, że
wstałam chyba mnie zabiją.
-Masz szczęście, że masz takich przyjaciół.
-Wiem Josh. Jesteś jednym z nich- odpowiedziała mu i ruszył w stronę
swojej sali.
Chłopacy skończyli jeść.
Byli już w nieco lepszych humorach. Bliźniaczki się obudziły i wszystko było z
nimi w porządku. Siedzieli jeszcze chwilę przy stoliku w szpitalnej stołówce
gdy Liam się odezwał.
-Nie chcę się wtrącać Zayn ale chyba powinieneś zadzwonić do swojej
mamy- chłopak miał rację. Nie dało by się przecież tego ukryć. Z mieszkania dziewczyn
nie zostało raczej nic. Rodzice musieli się dowiedzieć.
-Masz rację- westchnął- Już dzwonię- wstał od stołu i udał się w
miejsce, gdzie będzie mógł spokojnie porozmawiać z mamą. Wybrał numer telefonu
i nacisnął zieloną słuchawkę. Odebrała po dwóch sygnałach.
-Cześć synku! Co się tak długo nie odzywałeś?- zaczęła pogodna jak
zawsze.
-Cześć mamo. Miałem dużo na głowie. Muszę coś ci powiedzieć… ale nie
denerwuj się dobrze?
-Chodzi o bliźniaczki? Znów poszły na jakąś imprezę tak? A prosiłam,
żeby…
-Nie. One są w szpitalu- głos po drugiej stronie słuchawki ucichł na
jego słowa- Mamo?
-Co się stało?- spytała po chwili. Po głosie wywnioskować można było,
że jest w szoku.
-Mamo… był pożar. Blok, w którym mają mieszkanie się spalił-
wytłumaczył cicho. Tricia zaczęła płakać- Mamo nie płacz, nic im nie jest.
Wyciągnął je Josh, wiesz ten ich sąsiad. Mają kilka oparzeń nic poważnego.
Wyjdą z tego- mama trochę się uspokoiła.
-Przylecimy z tatą najszybciej jak się da. I nawet nie próbuj
protestować. Wiem, że byś się nimi zajął ale w tej sytuacji rodzice muszą
przejąć pałeczkę- powiedziała- Zayn?
-Tak mamo?
-Jesteś najlepszym synem i bratem pod słońcem. Kocham cię.
-Ja ciebie też mamo. Jak dolecicie dajcie znać. Dam wam namiary na
szpital albo nasz apartament, zależy czy wypiszą już dziewczyny czy nie.
-Dobrze Zayn. Ucałuj ode mnie siostry.
-Ty ode mnie też- powiedział po czym się rozłączył. Cieszył się, że ma
tą rozmowę już za sobą. Teraz chciał porozmawiać z lekarzem sióstr. Z tego co
widział dziewczyny miały się dobrze ale żadnym doktorem on tam nie był, więc
chciał się upewnić. Poszedł w stronę gabinetu lekarskiego, licząc że tam kogoś
znajdzie. Zapukał do drzwi i po kilku sekundach wychylił się zza nich starszy
mężczyzna.
-Słucham pana?
-Dzień dobry. Nazywam się Zayn Malik i leżą tu moje dwie siostry Anna i
Katy Malik. Chciałbym się dowiedzieć…- zaczął ale niespodziewanie lekarz mu
przerwał.
-Proszę wejść- zaprosił go do środka. Gabinet był mały i skromnie
umeblowany. Na ścianach wisiały przeróżne tablice z objawami różnych,
nieznanych chłopakowi chorób. John Davis- jak wyczytał z plakietki lekarza Zayn,
machnął ręką na znak, żeby usiadł na krześle przy biurku. On sam zajął miejsce
po jego drugiej stronie. Zdjął okulary, które miał na nosie i odłożył je do
szuflady. Nerwowo przetarł pozbawioną włosów głowę i spojrzał na mulata- Panie
Malik, na początku chciałbym wyrazić wyrazy współczucia z ….
-Co z moimi siostrami- przerwał mężczyźnie Zayn. Czuł, że lekarz nie ma
najlepszych wieści. Po prostu wiedział. Lekarz oblizał wargi dobierając
ostrożnie słowa.
-Generalnie pańskie siostry miały dużo szczęścia, że ten młody chłopak
przyszedł im z pomocą. Jeśli chodzi o Anne to miała ona najwięcej szczęścia,
udało jej się wyjść o własnych siłach i to dość szybko. Jej zdrowiu nic nie
zagraża. Musi teraz po prostu pooddychać czystym tlenem i unikać stresu- zaczął
lekarz- A jeśli chodzi o Katy…
-Proszę mówić dalej- powiedział niemalże błagalnym tonem Zayn.
-Katy straciła przytomność będąc jeszcze w budynku. Jej organizm
ogólnie jest bardzo osłabiony, a do tego nawdychała się dużej ilości dymu. Jeden
płat płuca został lekko zniszczony przez co ciężej jej się będzie przez
najbliższy czas oddychać. Dlatego też podłączona została do tych maszyn.
Wspomagają one oddychanie pańskiej siostry- chłopakowi do oczu napłynęły
pojedyncze łzy, które szybko otarł. Lekarz na ten widok szybko dodał- Nic jej
nie będzie, musi po prostu pobyć jakiś czas w szpitalu.
-Jak długo panie doktorze? Ile jeszcze będą musiały tu przebywać?
-Jeśli chodzi o Anne to może wyjść już jutro z rana, a jeśli chodzi o
drugą siostrę myślę, że nie prędzej niż za dwa dni- Zayn odetchnął z ulgą.
Wszystko było ok. Najgorsze już za nimi. Podziękował uprzejmie doktorowi i
wrócił do chłopaków. Nadal siedzieli na stołówce. Gdy tylko Zayn usiadł na
krześle popatrzyli na niego pytalnym wzrokiem.
-Wszystko jest ok- na jego słowa wszyscy wypuścili powietrze z ust-
Anna może wyjść jutro, a Katy za dwa dni. Nic im nie będzie.
-Boże, jak się cieszę, że wszystko w porządku- odezwał się Niall prostując
się na krześle.
-Wiem Niall. Wszyscy się cieszymy- odpowiedział mu uśmiechem Zayn- Rozmawiałem
z mamą. Przyleci tu razem z tatą najbliższym samolotem.
-Zayn?- spytał po chwili niepewnie Lou- Co z nimi teraz będzie? To
znaczy chodzi mi o to, gdzie będą mieszkać. Mieszkanie spaliło się doszczętnie…
Twoja mama nic nie mówiła na ten temat?
-Nie, nic nie mówiła. Nie wiem co teraz będzie Louis. Mama chyba było w
zbyt głębokim szoku, żeby o tym pomyśleć. Ale nie martw się na pewno nie
zabierze ci Katy na długo- kopnął go lekko pod stołem tym samym rozluźniając
lekko atmosferę. Lou się zaśmiał i odpowiedział mulatowi uśmiechem.
-Dobra chłopaki wracajcie do domu. Nic tu po was. Dziewczyny i tak
śpią- zaproponował Zayn na widok ziewającego Nialla.
-Może i masz rację. Ale ty też wracasz z nami w takim razie. Jak
powiedziałeś dziewczyny śpią, a twoja mama jak przyleci to da ci znać-
powiedział Liam- Chodźmy odpocząć. Jutro wrócimy- wszyscy przytaknęli i zaczęli
się zbierać.
-Pójdę pożegnać się tylko z Anną- oznajmił Harold i pośpiesznie udał
się do pokoju, w którym leżała dziewczyna. Po cichu otworzył drzwi podszedł do
jej łóżka. Spała. Uśmiechnął się pod nosem. Przypomniało mu się kiedy razem z
Lou zostali na noc u bliźniaczek. Obudził się w nocy i zobaczył, że w jego
dłoni zaciśnięta jest jej malutka dłoń. Harry odgarnął jej kosmyk włosów, który
opadł jej na czoło i delikatnie ucałował w policzek, żeby jej nie obudzić.
-Przyjdę jutro. Kocham cię- szepnął, jeszcze raz na nią popatrzył i
wyszedł.
Anna otworzyła powieki.
Na jej twarz padały promienie słońca. Od razu poczuła się lepiej. Przekręciła
się na drugi bok i wtedy zobaczyła skromny bukiet kwiatów goździków. Powąchała
je. Pachniały pięknie. Pewnie były od Harolda. Wydawało jej się właśnie, że
ktoś u niej był ale była w pół śnie, z którego nie chciała się budzić. Usiadła
wygodnie i poprawiła swoje blond włosy. Spojrzała na zegar wiszący na ścianie
naprzeciwko. Była jedenasta. Wow, długo spała. Miała nadzieję, że ktoś z jej
znajomych tu zaraz przyjdzie i ją odwiedzi, bo zaczynało jej się nudzić.
Sięgnęła po telefon i zaczęła pisać smsa do Harrego z pytaniem czy dziś do niej
przyjdzie.
-Z kim ty tak tam piszesz? Mam być zazdrosny?- usłyszała czyjś głos w
drzwiach. Obróciła głowę w tamtą stronę. Harry. Jego loczki pięknie opadały mu
na czoło, a zielone oczy wpatrywały się w nią. Anna się uśmiechnęła na jego
słowa i odłożyła telefon. W tym czasie chłopak podszedł do niej i nachylił się,
żeby ją pocałować. Dziewczyna odwzajemniła gest i ich usta spotkały się w słodkim
pocałunku. Zamknęła oczy. Miała motylki w brzuchu. I pomyśleć, że jeszcze nie
dawno byli „przyjaciółmi”
-Jak się czujesz?- spytał w końcu chłopak, gdy odczepił swoje usta od
jej ust. Usiadł jednak koło niej i trzymał ją za rękę smyrając ją kciukiem.
-Bardzo dobrze- odparła opierając głowę o poduszkę- Kwiaty od ciebie
poprawiły mi humor. Dziękuję.
-Jakie kwiaty?- spytał zdziwiony chłopak- To nie ode mnie- Anna wolną
ręką sięgnęła bukiet kwiatów. Obejrzała go jeszcze raz i dopiero teraz
zobaczyła mały liścik. Wcześniej go nie widziała. Harry przyglądał się
zaciekawiony. Dziewczyna popatrzyła na swojego chłopaka i uniosła brwi. Uwielbiała
się z nim drażnić. Wróciła jednak to czytania. Z każdą linijką jednak uśmiech
schodził jej z twarzy. Harry niemal wyrwał jej liścik na widok jej miny. Spochmurniał,
ręce zacisnęły się w pięść, a na jego szyi pojawiła się charakterystyczna żyła.
Zdenerwował się. Gotowało się w nim.
-Ja to załatwię- powiedział niemal przez zaciśnięte zęby. Zaczął się
zbierać.
-Harry, zostań ze mną. Proszę- powiedziała cicho, niemal błagalnie- Nie
idź. Zostań- chłopak słysząc jej słowa stanął w miejscu. Z jednej strony chciał
iść i zrobić co miał zamiar zrobić, a z drugiej chciał tu zostać z Anną. W
końcu wybrał tą drugą opcję. Dał znak żeby się przesunęła i położył się obok
niej pozwalając dziewczynie, żeby się w niego wtuliła.
-Tylko nie płacz. Jestem tu z tobą. Nigdzie się nie
wybieram- powiedział chcąc dać jej poczucie bezpieczeństwa. Annie jednak
chodziła po głowie treść liściku. „Na
górze ogień na dole dym,
a twoje
mieszkanie płonie jak Rzym.
Zrobiło
ci się gorąco?
Ben”
I jak się podoba nowy rozdział po dosyć sporej przerwie..? Mamy nadzieję, że bardzo <3 Dzisiaj w ramach rekompensaty za naszą nieobecność dokładnie o godzinie 18:oo wstawimy kolejny rozdział :D liczymy na komentarze i Wasze przebaczenie...
Kochamy Was<33
Anna&Katy
JEJ!!! Rutynowa kontrola przyniosła mi dwa rozdziały!
OdpowiedzUsuńTen pierwszy cudowny, a ten drugi... jeszcze nie wiem. Idę się dowiedzieć :-*
xoxo pikseloza
Świetny rozdział, uwielbiam xo
OdpowiedzUsuńA ten Ben to chyba jakiś psychopata xd
Jesteście wspaniałe <3
@forever_crazy_x