środa, 27 marca 2013

Rozdział 28


Bliźniaczki stały za kulisami i trzymały mocno kciuki. Lada moment miały usłyszeć werdykt. Z resztą nie tylko one. Na scenie stał Matt, Rebbeca i One Direction. No właśnie One Direction, siostry tak bardzo chciały żeby wygrali ten program. Wiedziały jak bardzo im na tym zależy. Nie mogli tak teraz po prostu odpaść… A jednak. Mogli. Prowadzący Diamond właśnie ogłosił, że do ścisłego finału nie wchodzi One Direction. To był koniec. Koniec końców. Po policzku Katy spłynęła łza. Oczami wyobraźni widziała minę brata, który zapewne się rozczarował. Wszyscy chyba wierzyli, że przejdą dalej, a tu… Chłopcy zeszli ze sceny smutni. Bliźniaczki nie wiedziały co im powiedzieć. Co mogłoby im poprawić humor? Zayn podszedł do nich i powiedział:
-Nic nie mówcie. Po prostu…-zaczął szlochać-po prostu mnie przytulcie-mówił przez łzy. Dziewczyny nic nie mówiąc tak po prostu spełniły życzenie brata. Nadal nie mogły uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. Jedno, może dwa słowa zawaliły wszystko, nad czym trzeba było pracować tygodniami. Takie życie. Bliźniaczki nie wypuszczając brata z uścisku rozejrzały się za resztą zespołu. Po pewnym czasie dostrzegły po kolei każdego z nich. Stali przy swoich rodzinach, starając się opanować płacz i rozpacz. Zauważyły również, że Louis właśnie przytula jedną ze stojących przy nim dziewczynek. A więc i on miał siostry, które tak jak one trzymały kciuki, za swojego brata. Miały ochotę wszystkich poprzytulać i pocieszyć, ale uznały, że pozwolą się wyręczyć rodzinom chłopców. Jedyne co im teraz pozostało to patrzeć jak Matt i Rebbeca toczą krwawą walkę o zwycięstwo. Już po chwili na scenie zabrzmiały ponownie piękne głosy, a publiczność siedziała oczarowana, jurorzy dalej siedzieli z twarzami bez wyrazu i od czasu do czasu zapisywali coś beznamiętnie, za kulisami panował nadal chaos, zupełnie tak jakby nic przed chwilą nie stało. Widzowie przed telewizorami pewnie dalej oglądali, kibicowali i wysyłali smsy na pozostałą dwójkę. Już nikt nie pamiętał, że przed chwilą piątka chłopaków opuściła program i straciła wszelką nadzieję na wygraną. Program trwał dalej, a bliźniaczki przytulały brata. Ani na chwilę nie przestał płakać. Bardzo to przeżywał. Po pewnym czasie się uspokoił i poszedł do łazienki. Katy nadal przychodziło to z trudem. Jak to ona, nie potrafiła zapanować nad emocjami. Tricia siedziała z nią na ławce i starała się ją pocieszyć. Zabawne, bo tak naprawdę powinna teraz pocieszać Zayna, a nie Katy. Anna natomiast zdążyła się uspokoić przed wszystkimi. Teraz czuła jak suszy ją w gardle. Bez słowa poszła w stronę skromnego sklepiku. Stanęła przed szklaną szybą i patrzyła w nią bez celu. Naprawdę nie było z czego wybierać. Sama woda, i kilka napojów nieznanych jej marek. W pewnym momencie w szklanej szybie zobaczyła o jedno odbicie za dużo. Spokojnie się obróciła.
-Przykro mi Harry- powiedziała smutno.
-Jest okej- powiedział, jednak bez przekonania- Wiesz, zaczynam widzieć plusy w tym wszystkim- dodał i zrobił krok do przodu.
-Plusy?
-Tak. Gdyby nie to wszystko, nie poznałbym czwórki wspaniałych przyjaciół- kolejny krok- Nie miałbym pewności, że to co robię…to, że śpiewam ma sens- mówił znowu przesuwając się do przodu- Nie wpadłbym, na śpiewanie w zespole- zrobił czwarty i chyba najdłuższy krok w stronę Anny tak, że omal nie stykali się nosami- Nie poznałbym wyjątkowej, cudownej dziewczyny i nie rozmawiałbym z nią teraz- dodał niskim, aksamitnym głosem. Anna czuła jak miękną jej kolana, a wszystko wokół wiruje. Kurczowo złapała się koszulki chłopaka, i uparcie wpatrywała się w ziemię, żeby odzyskać kontrolę nad własnym ciałem. Czy on musiał tak na nią działać? Jego bliskość, oczy, uśmiech…on cały…
-Harry…Ben…Właśnie Ben, mam chłopaka Harry! A ty ze mną flirtujesz! Przykro mi za to co się stało, że nie przeszliście i w ogóle, ale to nie znaczy, że tobie ulegnę. Przykro mi- powiedziała szybko, najszybciej jak potrafiła. Obróciła się i odeszła. Zapomniała nawet w jakim celu przyszła do tej budy, nie drażniła już ją suchość w gardle, a potworny ból brzucha. Wkrótce usiadła obok Katy i Zayna, który wrócił już z łazienki, i zaczęła rozmawiać o wszystkim, oby tylko nie myśleć o Harrym. Nawet jej to wychodziło, zauważyła jednak, że nie myślenie o Loczku przychodziło jej znacznie trudniej niż nie myślenie o Benie. Właśnie, czy ona kiedykolwiek myślała o Benie dłużej niż pięć sekund? Na pewno nie…o Harrym zdarzało jej się myśleć dwadzieścia cztery godziny na dobę.
-Już niedługo wyniki- powiedziała Tricia, aby przerwać ciszę.
-No to kogo obstawiamy? Rebecę czy Matta?- odezwał się Niall. Siostrom wydawało się to nieco dziwne z jego strony, iż niedawno sam przegrał, a teraz miał zamiar obstawiać zwycięzców. Z drugiej strony jak miał się zachować? Starał się uporać z tym wszystkim, jednak sam nie dałby rady. Bliźniaczki wiedziały, że w takim momencie nawet rodzina nie zastąpi chłopakom zespołu, osób, które wiedziały co w tej chwili przeżywały.
-Ja obstawiam Matta- rzucił Harry, który nagle pojawił się w ich towarzystwie- Ma naprawdę dobry głos- dodał.
-To prawda, ale ja jestem chyba za Rebeccą- odparł Zayn- A tak w ogóle to gdzie Louis i Liam?
-Pewnie z rodziną…Pójdę po Liama- powiedziała Anna- A ty Katy idź po Louisa- rzuciła uśmiechając się pod nosem, po czym poszła szukać chłopaka. Katy uczyniła to samo udając obojętną, ale w głębi duszy bardzo się cieszyła, że idzie po Lou. Nie było go trudno znaleźć. Nadal siedział otoczony piątką sióstr. Katy chwilowo się zawahała. Chyba nie powinna przeszkadzać chłopakowi, poza tym nie znała jego rodziny i czułaby się nieswojo. Już miała zamiar się wycofać, ale Louis dostrzegł ją w ostatniej chwili i pomachał zachęcająco ręką. Teraz nie mogła się wycofać. Nieśmiało podeszła w ich stronę.
-To jest Katy- przedstawił dziewczynę Lou- Siostra Zayna.
-Ta Katy?- spytała jedna, chyba najstarsza, z dziewczynek.
-Jak to „TA” Katy?- spytał zdezorientowany chłopak.
-No ta co o niej tak ciągle gadasz…
-Lottie…-burknął Lou, a Katy czuła jak się czerwieni.
-Wychodzi na to, że to ja- stwierdziła dziewczyna ukrywając zawstydzenie- Mogę porwać na chwilę waszego brata?
-Ale oddasz go? Prawda?- spytała drobna dziewczynka. Kiedy otwierała buźkę było widać szparki po wpadniętych mlecznych ząbkach.
-Jasne, że oddam. No wiesz, za długo to raczej z nim nie wytrzymam- odparła Katy, po czym chwyciła Lou za rękę i poprowadziła w stronę Zayna, Nialla i Harrego.
Anna była zdziwiona. Liama nie było z rodziną, nie było go też przy stoliku z napojami. Może był w toalecie? Jednak dziewczyna nie odważyła się tam zajrzeć. Rozejrzała się po kulisach. Wtedy go zobaczyła. Zapatrzony był w coś co było na scenie. Anna podeszła bliżej. To nie było coś. To był ktoś. Liaś patrzył na tańczącą koło Rebecci tancerkę. Była bardzo ładna. Była mulatką, miała bujne loki, piękne długie nogi i świetnie tańczyła.
-Kto to?- zapytała chłopaka na co on się speszył.
-Yyyy…. Ale kto? O kim ty mówisz?- odpowiedział.
-Daj spokój od 10 minut wpatrujesz się w tą dziewczynę…
-Nie wiem o co ci chodzi- odpowiedział dyplomatycznie.
-Liam błagam cię… Reszta może jest ślepa ale mnie nie oszukasz. Podoba ci się, prawda?
-Nie no proszę cię tak sobie tylko patrzę…- jąkał się- No dobra. Masz rację. Podoba mi się. I to już od dawna.
-To czemu do niej nie podszedłeś i nie zagadałeś?- spytała zdziwiona.
-No bo… wstydziłem się. Na pewno jej się nie spodobam- westchnął. Na te słowa Anna uderzyła go w ramię- Auć! Za co to?!
-Nigdy więcej tak nie mów. Jesteś wspaniałym facetem. Każda dziewczyna marzy o takim chłopaku jak ty. Gdybym nie miała chłopaka to zaprosiłabym cię na randkę- wytłumaczyła mu.
-A nie Harrego?- zaśmiał się.
-Nie rozumiem…- zdziwiły ją słowa Liama- Ale nie ważne. Trzeba być
skończoną idiotką, żeby nie zauważyć, że jesteś świetnym chłopakiem. Pogadaj z nią. Co masz do stracenia?
-Dobra masz rację. Jeszcze dziś z nią pogadam. Dzięki.
-Nie ma sprawy, a teraz chodźmy do reszty bo na nas czekają.
-Ok. Ale Anna… mam do ciebie prośbę. Nie mów reszcie, o Danielle.
-Ooooo czyli ona ma na imię Danielle- uśmiechnęła się ironicznie- Spoko będę milczeć.
-Dzięki Anna- powiedział i ruszyli w stronę reszty.
Harry się nie mylił. W górę wystrzeliły armatki z serpentynami, a na środek sceny wszedł roześmiany Matt, tegoroczny zwycięzca siódmej edycji X-factora. Sypały się owacje, pochwały, radosne okrzyki na cześć zwycięzcy. Wkrótce na scenie znaleźli się wszyscy finaliści X-factora- w tym One Direction- i odśpiewali ze sobą ostatnią piosenkę, ostatni raz stojąc na tej wielkiej scenie, gdzie wszystko miało swój początek, ale i koniec.
***
Minął tydzień. Wszystko wróciło do normy, cały świat przestał się w końcu kręcić wokół X-Factora. Dziewczyny wraz z Zaynem i Tricią zostali w Londynie, aby cała trójka mogła tam skończyć szkołę. Harry, Louis, Liam i Niall również zostali na miejscu, z jednego prostego powodu- wujek Simon zaproponował kontrakt całemu zespołowi One Direction. Do tego oddał im w posiadanie jeden ze swoich apartamentów, aby chłopcy mogli tam swobodnie „ćwiczyć”. Tak więc kariera muzyczna chłopców nie była stracona. Wszystko na nowo zaczęło się układać.
***
-Gdzie Słodziak?
-Katy, znając życie znalazł kuchnię…- odpowiedział jej Liam.
-Wow! Ile tu jedzenia! Chcecie coś? Może zrobimy popcorn?- spytał Niall wystawiając głowę znad drzwi lodówki.
-Jasne! Tylko nie zrób sobie krzywdy- powiedział zatroskany Daddy Direction.
Wszyscy usiedli w salonie oczekując na popcorn. Po kilku minutach rozległ się charakterystyczny dźwięk, który oznaczał kukurydza się uprażyła. Louis wstał i poszedł do kuchni. Po kilku sekundach przyszedł z powrotem z wielką miską w ręku. Położył ją na ławie i chciał usiąść na miejscu koło Katy ale zauważył, że to miejsce zostało zajęte przez Zayna. Bez wahania podszedł i „na chama” wcisnął się między nich.
-Nie za wygodnie ci?- spytała Katy. Louis na te słowa wziął i objął ją ramieniem.
-Teraz w sam raz- odpowiedział usatysfakcjonowany i pocałował ją w policzek, na co tylko Katy się uśmiechnęła. Harry sięgnął po pilota i włączył TV. Leciał program dokumentalny o przepięknej faunie. Po kilku sekundach na ekranie pojawiły się dwa tygrysy podczas stosunku… Było to dosyć kompromitujące, ale nikt nie dał tego po sobie poznać. Po chwili odezwał się Harry:
-Tak powinno wyglądać nasze życie…
-Czyli powinniśmy żyć w dżungli…- przerwał mu Niall, a po nim dokończył Louis:
-I ruchać się wszędzie i o każdej porze? Cóż, ja bym nie miał nic przeciwko…
-Nie to miałem na myśli… Powinniśmy siedzieć tak codziennie, naszą całą siedmioosobową rodzinką i słodko leniuchować…
-Byłoby uroczo- odparła Anna.
-Wręcz idealnie- rzuciła z sarkazmem Katy, a po niej Lou:
-Jeżeli wliczamy w to ruchanie, tak, byłoby idealnie…

No to macie kontynuację misie pysie :D Mamy nadzieję, że się podobał... No przecież wiemy, że tak! ^^ Już niedługo Wielkanoc! My się cieszymy, bo wiadomo święta= jedzenie <3 Wiecie już co dostaniecie na święta, a może jakieś skryte marzenia?? Piszcie w kom! A tak btw to Anna kupiła sobie niedawno rybkę i nazwała go(bo to samiec:P)  Harold :D Życzymy Wam Wesołych Świąt!

Kochamy Was <333
Anna&Katy

środa, 20 marca 2013

Rozdział 27



Kolacja zapowiadała się przyjemnie, dopóki nie przyszedł Ben. W jego towarzystwie ciągle zapadała niezręczna cisza, a wspólne tematy nagle wygasły. Anna zaczynała mieć lekkie wyrzuty sumienia- odnosiła wrażenie, że zepsuła wspólną kolację zapraszając na nią Bena. On natomiast zupełnie się tym nie przejmował. Z przyjemnością częstował się wszystkim co tylko leżało na stole. Takim zachowaniem zawstydził nawet Nialla, który nagle stracił ochotę na ucztowanie. Tricia ze zdziwieniem patrzyła na wybranka swojej córki. Cóż, może w środku krył się wrażliwy chłopak, w sam raz dla Anny? Tricia bardzo chciała w to wierzyć. W końcu nieudana kolacja się skończyła. Anna postanowiła odprowadzić Bena, ale Zayn nie mógł się na to zgodzić. Było już ciemno, a poza tym nie polubił chłopaka siostry i zupełnie mu nie ufał. Skończyło się na tym, że razem z Anną odprowadzał Bena. Reszta pomogła zebrać wszystko ze stołu. Katy i Tricia miały już zamiar zabrać się do mycia naczyń, gdy nagle matka dziewczyny gwałtownie przykucnęła.
-Mamo?!
-Ach to nic… To tylko plecy. Troszkę mnie bolą. Starzeję się już- odpowiedziała Tricia i zmusiła się na lekki uśmiech.
-Wiesz co…może lepiej idź się połóż, a ja sama pozmywam?
-Oj samej to ci zajmie wieki- mówiła uparcie Tricia.
-Ja jej pomogę- za progu wyłonił się Louis.
-Och, prawdziwy skarb. Dziękuję- powiedziała do chłopaka Tricia i oddaliła się do sypialni. W tym czasie Katy zdążyła już umyć kilka talerzy, w końcu dołączył do niej Lou i już po chwili byli po łokcie w pianie. Oporządzanie naczyń minęło im szybko i w ciszy.
-Dzięki- powiedziała Katy i delikatnie się uśmiechnęła.
-Nie ma za co- rzucił Lou i dotknął nosa Katy, pozostawiając na nim pianę. Dziewczyna nie miała jednak siły, żeby się z nim droczyć. Starła pianę i chwilowo oparła się o stół. Chłopak postanowił to wykorzystać, nadrabiając nieudane pocałunki w parku. Przysunął się do Katy i delikatnie ją objął. Jednak tym razem nie poczuł tego samego ciepła, które czuł w parku. Wręcz przeciwnie. Katy nagle go od siebie odsunęła.
-Co ty robisz?- spytała. Speszyła tym Lou, nie wiedział kompletnie co ma powiedzieć- To się dzieje zbyt szybko. Znam cię krótko, nawet nie wiem czy cię lubię…A ty się do mnie dobierasz…To nie jest okej- powiedziała niezadowolona.
-Przesadziłaś- rzucił chłodno Lou i odsunął się od niej jeszcze o kilka kroków.
-Ja? Ja przesadziłam?!
-Tak! Sam się teraz pogubiłem! Ciężko cię zadowolić…Masz nagłe zmiany nastrojów! I to zaczyna być irytujące! Najpierw mnie nienawidzisz, nie dajesz mi się nawet dotknąć. Następnie rzucasz mi się na szyję z nagłą miłością! Wtedy w parku…Myślałem, że coś było…Ale jak mogłem się tak pomylić? Przecież znowu mnie nienawidzisz, a za dwa dni znowu będziesz się łasić…Jesteś taka fałszywa!- wybuchnął Louis.
-Fałszywa, tak? A z resztą… Wyjdź- odwarknęła mu dziewczyna. Chwilę się wahał po czym obrócił się napięcie i z przyjemnością spełnił jej rozkaz. Katy stała jeszcze oniemiała, jeszcze nie do końca dotarły do niej słowa Louisa. W końcu poszła do sypialni ze świadomością, że chłopak miał rację. Mimo to w najbliższym czasie nie miała zamiaru z nim rozmawiać, a już na pewno nie przepraszać. Umyła się, przebrała w piżamę i ułożyła w łóżku. Z początku nie mogła spać, w końcu jednak jej powieki same jej się zamykały. Przed snem słyszała jeszcze ciche kroki Anny, która wróciła z małego spaceru.
***
Mieszkanie było naprawdę ładne. Przytulne, na ścianach wisiały zdjęcia rodzinne. Każdy się na nich uśmiechał i wydawał się być szczęśliwym. Jednak od ostatniego czasu sporo się zmieniło. Panował tu straszny chaos, wszędzie walały się jakieś śmieci, w kuchni wszystkie talerze brudne leżały w najróżniejszych miejscach. Było tak, ponieważ mama wyjechała. Małe ośmiolatki nie widziały jej już bardzo długo, i tęskniły. Teraz zajmował się nimi tata, ale jego nigdy nie lubiły. Uwielbiał krzyczeć i cały czas był zły. Nie to co mamusia.
-Gdzie ona jest? Czemu nie wraca?- pytała drobna, długowłosa, ośmioletnia brunetka.
-Może wydłużyły jej się te…no…warsztaty fryzjerskie w Londynie- odpowiedziała siostrze mała, krótkowłosa blondynka. Wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Osoba za nimi nie czekała na zaproszenie. Weszła śmiało.
-Tatuś…- szepnęła brunetka z przerażeniem.
-Spokojnie Katy- mówiła ze spokojem blondynka. W progu stanął wysoki mężczyzna. Czarne włosy odstawały na wszystkie strony i równie czarne oczy wpatrywały się w dwie ośmiolatki. Panowała cisza.
-Tatusiu… Kiedy wróci mama?- spytała w końcu jedna z nich.
-Katy, kochanie… Mama nie wróci. Nie kocha już ani ciebie ani Anny- odpowiedział mężczyzna.
-Kłamiesz!- krzyknęła Anna i od razu tego pożałowała. Ojciec zamachnął się i z całej siły uderzył dziewczynkę w ramię. Katy pobiegła z krzykiem w kąt i zasłoniła twarz dłońmi.
-Nie krzycz! Nie krzycz rozumiesz?! Sąsiedzi słyszą!- wrzeszczał ojciec i podszedł do krzyczącej ośmiolatki. Chciał ją uderzyć, gdy poczuł ból w prawej nodze. Anna kopnęła go prosto w piszczel. Obraz powoli zaczął się rozmazywać, siostry czuły, że podłoga osuwa im się spod nóg. Spojrzały na siebie. Nagle znów były szesnastolatkami.
-Przestań! Nie wiem co robisz, ale przestań!- krzyczała do ojca Anna. Bliźniaczki zamknęły oczy, a gdy je otworzyły nie widziały nic. Nic poza parą oczu, które niebezpiecznie się zbliżały.
-Idź stąd! Odejdź!- krzyczała Katy przez łzy. Jej długie brązowe włosy przypominały jednego wielkiego kołtuna. Jednak zmora nie słuchała i była coraz bliżej.
-Anna, Katy! Uciekajcie!- usłyszały w głębi głos ich matki. Ich prawdziwej matki, Vicky.
***
-Katy! Zapomniałaś kanapek!- krzyknęła do siostry Anna, która stała już w progu drzwi- Czy ja zawsze muszę o wszystkim pamiętać?!
-Przepraszam. Jestem wyczerpana, całą noc się uczyłam się fizyki- odpowiedziała Annie.
-Ty? Uczyłaś się?! Weź mnie nie rozśmieszaj!
-No tak. Muszę dzisiejszy sprawdzian napisać na co najmniej cztery bo inaczej pan Martin nie postawi mi dwói. Mam przecież zagrożenie!- wybroniła się.
-A no chyba, że tak. A już myślałam, że mam dzwonić po lekarza.
-Hahaha. Bardzo śmieszne. Pa! odparła po czym wzięła kanapki z kuchni i wyszła do szkoły, z zazdrością spoglądając na Annę, która wyjątkowo dziś miała na późniejszą godzinę. Anna uśmiechnęła się pod nosem i usiadła na sofie przed telewizorem. Wyjęła pilota i włączyła ITV1. Akurat leciały reklamy. Przełączyła na inny kanał. „A tymczasem to już ostatni tydzień przygotowań uczestników siódmej edycji programu X-factor. Już w ten weekend ostatecznie zmierzą się ze sobą: Matt Cardle, Rebbeca Ferguson i One Direction. Kto zostanie tegorocznym zwycięzcą? Dowiemy się już w tą sobotę o 20:00 na kanale ITV2”.
Anna nie mogła uwierzyć, że to już ostatni tydzień. Przecież jeszcze niedawno były z Zaynem w Manchesterze na castingu, a teraz słyszą o nim w telewizji. Tyle wydarzyło się od czasu kiedy ostatnim razem się widziały z chłopakami. Katy nie rozmawiała z Lou, a Harry nie gadał z Anną. Westchnęła bo nie wiedziała dlaczego się obraził. Poza tym raczej nie widywały się z Zaynem, do czego zupełnie nie przywykły. A dodatkowo stęskniły się za Niallem i Liamem. Ale nie narzekały. Dość często wychodziły na miasto razem z Joshem. Czasami przywoził im pizzę za free, więc nie musiały przejmować się co zjeść na kolacje. Koszmary męczyły je nadal ale starały się je ignorować. Nagle zadzwonił telefon. Anna wstała i odebrała
-Hej mała, jesteś już gotowa? Czekam pod domem. Pośpiesz się, bo się spóźnimy- to był Ben. Na szczęście Anna miała go przy sobie.
-Już biegnę- odpowiedziała po czym wyłączyła telewizor i wyszła do swojego chłopaka.
Katy siedziała na fizyce i pisała test zaliczeniowy. Kończyła już przedostatnie zadanie. Jednak całonocna nauka nie poszła na marne. Po kilku minutach skończyła cały test i zabrała się za sprawdzanie i ewentualne wprowadzenie poprawek. Nieoczekiwanie zgłosiła się Megan i powiedziała do pan Martina:
-Profesorze! Chciałam powiedzieć, że przyłapałam Katy na ściąganiu.
-Katy, czy to prawda?- spytał nauczyciel podchodząc do niej.
-Nie! To nieprawda!
-Prawda! Sama widziałam jak zerka na ściągi w plecaku! Proszę sprawdzić jeśli mi pan nie wierzy.
-Ja wcale nie ściągałam!- powiedziała oburzona Katy rzucając piorunujące spojrzenie „przyjaciółce”.
-Jeśli rzeczywiście byłaś uczciwa to nie będziesz miała nic przeciwko jeśli sprawdzę co masz w plecaku…
-Proszę bardzo! Nic pan tam nie znajdzie- pan Martin schylił się i zaczął przeszukiwać jej torbę. Po chwili rzucił na ławkę kilka kartek papieru z odpowiedziami do testu. Katy nie wierzyła własnym oczom. Dopiero po chwili do niej dotarło. Ktoś musiał ją wrobić- To Megan! Ona musiała mi je podrzucić! To nie moje!
-Jak śmiesz mnie oskarżać. Nie dość że ściąga to jeszcze kłamie!- odpowiedziała złośliwie Megan.
-Katy Malik. Proszę wziąć swoje rzeczy i udać się wraz ze mną do gabinetu dyrektora- dziewczyna posłusznie wstała, wzięła torbę i wyszła z sali.
Po powrocie ze szkoły bliźniaczki jak zwykle zajadały się pizzą z Joshem. Anna postanowiła zapytać siostrę jak poszedł jej sprawdzian. Jednak nie spodziewała się takiej odpowiedzi.
-Nadal jestem zagrożona.
-Co?! Ale jak to?! Przecież tyle się uczyłaś!
-Wszystko byłoby idealnie gdyby nie Megan!
-Co z nią?- spytała Anna.
-Podrzuciła mi ściągi do torby i doniosła profesorowi! Rozumiesz to?!
-Co z niej za świnia!- powiedziała z oburzeniem.
-Próbowałaś się chociaż jakoś wybronić?- włączył się do dyskusji Josh.
-Tak, ale pan Martin w ogóle mnie nie słuchał. Od razu zaprowadził mnie do dyrektorki- burknęła Katy i odłożyła nieskończony kawałek pizzy na talerz- Chyba nie jestem już głodna. Ostatnio wszystko się wali- dorzuciła po chwili.
-No wiesz…nie jest za późno, żeby naprawić niektóre sprawy…- odpowiedziała siostrze Anna i popatrzyła na nią porozumiewawczo.
-To samo mogłabym powiedzieć i tobie- odegrała się Katy. Anna zgromiła ją wzrokiem i powiedziała:
-Przepraszam, muszę iść. Jestem umówiona. Z Benem.
Harry przechadzał się w okolicach mieszkania Anny i Katy. Korzystał z dwóch godzin wolnych od prób. Szedł i rozmyślał, ile zmieniło się w jego życiu, i ile jeszcze pewnie się zmieni. Wtedy zauważył Bena. Szedł chyba do Anny. Nie lubił go. Gdy tylko zobaczył go na kolacji u bliźniaczek od razu mu się nie spodobał. Z resztą nie jemu jednemu. Zayn również mu się zwierzył, iż uważa nowego chłopaka Anny za totalne pomylenie. Harry znowu przeniósł wzrok na chłopaka i omal go nie zatkało. Ben całował się z jakąś dziewczyną, i to jeszcze przed blokiem bliźniaczek! Co za palant. Nagle ze klatki schodowej wyłoniła się Anna. „Przyjaciółka” Bena szybko się usunęła. Koszykarz przywitał się czule z Anną i odszedł z nią w przeciwną stronę. Harry nie miał zamiaru trzymać tego co widział w tajemnicy.
***
Emocje miotały Zaynem już od samego rana. Dzisiaj wielki finał. Tyle pracy i przygotowań. Zaszedł z One Direction dalej, niż jakby zaszedł jako Zayn Malik. Teraz nawet jeżeli przegrają, będzie czuł się wyróżniony. Jest przecież w finałowej trójce! Spośród tysięcy ludzi, to on teraz stanie na scenie, jako jeden z najlepszych. Obiecał dać z siebie wszystko. Dla One Direction, dla bliźniaczek, dla rodziców, sióstr, które trzymały za niego kciuki w Bradford. No i oczywiście dla siebie. Za chwilę miał wyjść na scenę. Starał się nie myśleć o stresie. Rozmawiał i żartował z chłopakami i bliźniaczkami jakby nigdy nic.
-Będzie dobrze- nagle odezwał się Liam. Dobrze wiedział, jak Zayn przeżywa ich występ.
-Musi być- odparł po chwili Zayn. W tym czasie Anna i Katy rozmawiały z Niallem.
-Królewno i ślicznotko, nie zawiodę was- powiedział z wyniosłością. Katy omal się nie popłakała.
-O Boże! Słodziaku! Jestem z was taka dumna!- mówiła i przytuliła się do Irlandczyka. Anna zrobiła to samo, tyle, że bez łez w oczach. Niall cały czerwony dołączył do Zayna i Liama. Dziewczyny zajęły się więc sobą nawzajem.
-Myślę, że powinnaś podejść do Lou…
-Anna! Jesteś taka mądra to idź do Hazzy- warknęła Katy.
-Dobrze- odparła Anna i podeszła do chłopaka. Katy stała z wytrzeszczonymi oczami.
-Hej- zaczęła Anna, jednak Harry jej nie odpowiadał- Nie wiem dlaczego się do mnie nie odzywasz, ale chcę żebyś wiedział, że zależy mi na tobie i na tym, żeby ci się udało. Więc proszę cię, daj z siebie wszystko.  Życzę ci powodzenia. I przepraszam, jeżeli zrobiłam coś nie tak- wydusiła z siebie. Harry nadal stał cicho, ale już nie dlatego, że był obrażony, ale dlatego, że rozważał, czy powiedzieć Annie o tym co wiedział niedawno przed jej blokiem.
-Dzięki- odpowiedział i nawet nie wiedział ile radości sprawił tym Annie. Odezwał się do niej!
-Nie ma za co- odpowiedziała Anna. Wtedy rozległ się głos prowadzącego.
-Uwaga, a już za chwilę One Direction w piosence ’’Your Song’’
Na te słowa chłopcy zaczęli się szykować do wyjścia na scenę. Katy stała bezradnie. W końcu zebrała się w sobie i podbiegła do Louisa. Chwyciła go za ramię i obróciła go w swoją stronę.
-Louis- zaczęła szybko. Miała mało czasu- Zrobiłam straszne głupstwo! Nie chciałam…To znaczy…Miałeś rację! Jestem taka głupia! Przepraszam! Daj z siebie wszystko, wiem że dasz…że dacie radę! Ale proszę nie gniewaj się już na mnie!- niemal wykrzyczała z siebie Katy- To co mówiłam to nie prawda! No i…- nie skończyła Katy bo Lou zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem zarazem przysuwając  do siebie.
-Trzymaj kciuki- rzucił Louis i rzucił jej łobuzerski uśmieszek. Wypuścił ją z objęć i poszedł na scenę.

Elo melo 3 2 0 <33 Co tam u Was? Oglądałyście już Adventurous Adventures of One Direction 2?? Ja(Anna) właśnie oglądam, a Katy mówi że jest genialne! Tak więc jak wam się podoba rozdział? Piszecie w komentarach plissss.

Kochamy Was <333
Anna&Katy

sobota, 16 marca 2013

Rozdział 26



Do występu One Direction pozostało 15 minut. Bliźniaczki stały za kulisami i czekały na chłopaków. Bardzo się za nimi stęskniły. A szczególnie za Zaynem. Ledwo dostrzegły wyłaniającą się zza rogu czarną grzywkę i od razu ku niej ruszyły.
-Katy! Anna! Chodźcie do brata!- powiedział rozchylając ręce do uścisku. Siostry rzuciły się w jego ramiona- Boże jak mi was brakowało!
-My też tęskniłyśmy!- powiedziała Katy.
-Nie wiem czy wiecie ale One Direction liczy pięciu członków, a nie tylko jednego…- wtrącił się Louis.
-Anna, idź się nim zajmij bo zaraz nam zrobi awanturę, że jest niedopieszczany- powiedziała Katy do siostry.
-Haha na pewno- odpowiedziała żartobliwie po czym poszła uściskać Lou. Gdy Katy odczepiła się od Zayna podeszła do Harrego. Przytuliła go na powitanie
-Hej, jak tam samopoczucie?
-Lekko zdenerwowany ale i podekscytowany- odpowiedział jej.
-Nie martw się. Występ będzie idealny- powiedziała oddalając się w stronę Nialla. „Występ będzie idealny. Oby rozmowa z Anną też wyszła idealnie”- pomyślał Harry.
-Cześć słodziaku!- rzuciła się na szyję Irlandczyka Katy.
-Cześć śliczna! Co tam słychać?
-A nic! Sporo nauki. Ale jakoś idzie. Głodny?- spytała wyciągając zza pleców paczkę chrupek.
-Jeszcze pytasz? Pewnie!- odpowiedział uradowany. Wszyscy zaczęli się śmiać. Katy w końcu podeszła do Louisa. Gdy popatrzyła w jego zielone oczy przypomniała sobie jego nieudane próby pocałunku w parku. Poczuła motylki w brzuchu. To z jaką czułością ją wtedy obejmował…kiedy ujął jej twarz w swoje dłonie. Chętnie by to powtórzyła. Owinęła jego szyję swoimi rękoma i wtuliła w jego pierś. On jedną dłonią objął ją w talii. W tym miejscu Katy poczuła niesamowite ciepło, przemieszczające się po całym jej ciele, a następnie zamieniające się w dreszcze. Palce drugiej dłoni Lou wplątał w brązowe włosy dziewczyny, która niemal się na nim oparła. I wtedy Katy sobie coś uświadomiła: do niedawna nie dałaby się dotknąć Louisowi. Teraz wręcz tego potrzebowała.
-Hej- szepnął jej do ucha, wywołując kolejną jeszcze mocniejszą falę dreszczy.
-Hej Lou- odpowiedziała mu, również szepcząc mu do ucha. Harry w tym czasie podszedł do Anny.
-Hej…- zaczął niepewnie. Jednak był zdenerwowany tym co zaraz jej wyzna.
-Cześć!- powiedziała pewnie Anna po czym pocałowała w policzek Harrego i uściskała go. Tak w końcu robią przyjaciele. Nie wiedziała, że Hazza rzuci zupełnie inne światło na sprawę.
-Ja… muszę powiedzieć ci coś bardzo ważnego- powiedział z poważną miną.
-Boże, przerażasz mnie z takim wyrazem twarzy. Ja też muszę ci coś ważnego powiedzieć. Myślę, że to ważniejsze niż twoje. Ale byłeś pierwszy. Ty zacznij.
-Nie ty zacznij- zaczął się z nią droczyć na rozluźnienie atmosfery.
-Weź się nie wygłupiaj. Ty zacznij.
-No dobra… Więc ja…- nie zdążył dokończyć bo przyszedł ktoś z ekipy.
-One Direction za 5 sekund wchodzicie!
-Powiesz mi po występie- powiedziała podekscytowana występem Anna- No idź bo zaraz śpiewacie. Harry niechętnie oddalił się z chłopakami w stronę wejścia nad sceny.
Zapowiadała się pogodna niedziela. Bezchmurne niebo i świecące słońce…Dzień po występie chłopaków. Dzień bez stresu, pracy. One Direction mieli dzisiaj wolne. Zasłużyli sobie na to. Ich ciężka praca nie poszła na marne. Udało się, znowu przeszli dalej. Ludzie znowu docenili ich talent. Dzisiaj Tricia szykowała obiad, więc „młodzież”- jak to nazywała całą ich siódemkę- postanowiła jej nie przeszkadzać przy gotowaniu i wybrali się na spacer do parku. Szli, rozmawiając i śmiejąc się. Bliźniaczki oczywiście zabroniły im podpisywania autografów i robienia sobie zdjęć z fankami, które udało im się w ostatnim czasie zdobyć. Mieli wolne, i ten czas mieli poświęcić i wyłącznie im- nieznośnym, ale kochającym Annie i Katy. Druga sprawa to było to, że bliźniaczki były nieco zazdrosne. A nawet bardzo. Mimo to cieszyły się z sukcesu chłopaków.
-Przypomniało mi się co zrobiła raz Anna, kiedy byliśmy na spacerze w parku…mieliśmy wtedy chyba dziesięć lat…- zaczął Zayn.
-Zayn nie waż się…- ostrzegła brata siostra.
-Hah…tak, z parkami wiąże się sporo…wspomnień- powiedział Lou i zerknął na Katy. Zarumieniła się bo doskonale wiedziała o co mu chodzi. Oczywiście Lou dostrzegł wypieki na jej policzkach i nie odpuszczał. Podszedł do niej i delikatnie musnął dłoń Katy swoją, jakby pytając o pozwolenie. Po pewnym czasie delikatnie przeplótł swoje palce między jej. Katy nie zabierała dłoni. Louis mimowolnie się uśmiechnął. To już coś. Szedł właśnie z nią za rękę po parku. Czego chcieć więcej?
-Cześć!- tą przyjemną chwilę przerwał czyjś głos, który Katy dobrze znała.
-Hej Megan- powiedziała. Dziewczyna stanęła przed nią i Louisem.
-Cześć Louis! Ja…zawsze chciałam cię poznać. Wszystkich was! Ale ty…- w tym momencie Megan zerknęła na splecione dłonie Louisa i Katy. Jej ożywiona dotychczas mina nieco zrzedła. Katy zauważyła, że gdy Louis, Zayn, Niall i Liam zauważyli reakcję Megan powstrzymywali się od śmiechu. Właściwie, to Katy nie widziała w tym nic zabawnego. Podczas tego całego zamieszania Harry stwierdził, że albo teraz, albo nigdy. Po wczorajszym występie jakoś nie było okazji żeby porozmawiać z Anną. Oddalił się z Anną od towarzystwa. Postanowił jednak dać jej pierwszeństwo.
-To…co chciałaś mi powiedzieć?- spytał.
-No…- Anna miała mu tyle do powiedzenia, a nagle zbrakło jej słów i zrobiło jej się głupio. Zupełnie nie rozumiała dlaczego- No myślę, że jako mój…przyjaciel…dość bliski przyjaciel powinieneś wiedzieć- zaczęła. Harry spojrzał na nią zachęcająco, aby mówiła dalej- Mam chłopaka!
-Masz…co?- spytał zupełnie zdezorientowany. Nie…nie…nie…tak nie miało być! Czuł jak wszystko w nim buzuje… Gdyby mógł wydarłby się teraz na całe gardło, zniszczyłby wszystko co stanęłoby na jego drodze. A teraz na jego drodze stanął ON. Był gotowy zabić. W końcu postarał się uspokoić.
-Harry??? Tu Ziemia…
-To…wspaniale- odpowiedział Annie i odszedł w stronę towarzystwa. Dziewczyna siedziała zdezorientowana.
-Harry?! Hej, ty też chciałeś mi coś powiedzieć!- krzyczała za nim, ale on udawał, że jej nie słyszy. Anna wkrótce również poszła do reszty, nadal analizując co zrobiła nie tak. Gdy dotarła do przyjaciół słyszała podenerwowany głos stojącej przy Katy i Lou dziewczyny.
-Ale w przecież nie jesteście razem- mówiła z naciskiem Megan.
-No…ale od tego czasu wiele się zmieniło- mówiła Katy.
-Katy! Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami! To koniec- niemal pisnęła Megan i odeszła z napięciem.
-Co tu się dzieje?- spytała Anna, kiedy Megan była już wystarczająco daleko.
-No co? Musiałam się jej jakoś pozbyć…- mruknęła Katy- To miał być nasz dzień, no nie? Ale ona nie rozumiała, że to taki a’la rodzinny spacer i koniecznie chciała dołączyć. Dopiero jak powiedziałam, że jestem z Lou to se odpuściła…
-No ładnie- skomentowała Anna.
-Możemy kontynuować spacer?- spytał Zayn. Na jego prośbę wszyscy ruszyli. Rozbawiony Lou zagadał po cichu do Katy:
-No to jak kochanie? Czy ja miałem wrażenie, czy byłaś o mnie zazdrosna?- Katy zerknęła na niego z oburzeniem i puściła jego rękę, którą wciąż trzymała. Potem dołączyła do siostry i oddała się plotkowaniu, głównie o zachowaniu Harrego.
-Ooooooo, czyżby dziewczyna cię rzuciła- walnął do Lou Niall.
-Horan…- warknął Louis i trzepnął chłopaka w łeb. Ten tylko zaśmiał się szyderczo i z przyjemnością mu oddał. Wkrótce cała siódemka wróciła do mieszkania bliźniaczek. Tam czekała na nich prawdziwa uczta- Tricia nie marnowała czasu podczas ich nieobecności. Stół zdobiły półmiski z różnymi pysznościami. Jednak królem dzisiejszej kolacji okazał się być krem. Nikt nie mógł zgadnąć, z czego był zrobiony i oczywiście Tricia nie miała zamiaru im pomóc. Stwierdziła, że to jej kuchenny sekret, i że postara się aby nim pozostał. Gdy Anna i Katy były w połowie swojej porcji kremu, Niall brał już dokładkę. Anna, która siedziała koło Harrego, znowu się zamyśliła, wpatrując się w jego bujną czuprynę.
-Coś jest nie tak?- spytał po chwili chłopak, podnosząc głowę znad prawie pustej miski.
-O to samo mogłabym spytać- odpowiedziała mu Anna. Zapowiadała się nieprzyjemna rozmowa, gdy nagle obydwoje oderwali od siebie wzrok, słysząc cichy śmiech Lou.
-Katy…znowu jesteś brudna…- powiedział po chwili.
-Jak to znowu?- spytała dziewczyna nerwowo wycierając usta serwetką.
-Jak jedliśmy spaghetti…
-Dobra już pamiętam- burknęła na wspomnienie, o tej niezręcznej sytuacji.
-Ale tym razem- kontynuował Lou- Wytarłaś usta skutecznie. Za pierwszym razem!- powiedział z uznaniem.
-Królewno …nalejesz mi herbaty?- usłyszała za plecami Anna- Księżniczko- to był Niall. Zniecierpliwiony postukał Anne w ramię.
-Ja?
-No ty! Przecież nie Katy, no nie? Ona to ślicznotka…
-Aha…dobrze słodziaku, królewna naleje ci herbaty- odpowiedziała rozpogodzona Anna i nalała Irlandczykowi gorącego napoju. Skończyło się jednak na tym, że nalała go wszystkim. Gdy zajęła miejsce, Zayn wstał.
-Chciałbym wznieść toast, za moją rodzinę, która ostatnimi czasy się nieco powiększyła. Chcę, żebyście wiedzieli, że mimo wszystko, zawsze pozostaniecie moją rodziną- powiedział uroczyście, unosząc kubek z herbatą.
-Chcesz wznosić toast…herbatą? Nie lepiej…
-Lou, nie zaczynaj- burknął Zayn. Na te słowa Louis wstał.
-Za poszerzoną rodzinkę- powiedział z uśmieszkiem i również uniósł kubek z herbatą. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę- powiedziała Anna i grzecznie wstała od stołu. Gdy otworzyła drzwi…akurat teraz nie spodziewała się tej osoby.
-Cześć kotku.
-Hej…Ben.
-Słuchaj…z tym kinem…głupio wyszło. Przepraszam. Ale teraz przyszedłem specjalnie do ciebie, żeby ci to wynagrodzić- powiedział chłopak i zdobył się na uśmiech.
-Ben…Słuchaj…A wiesz co? Bardzo dobrze, że przyszedłeś! Choć zapraszam, mam akurat kolację rodzinną. Poznasz moją mamę i bliskich, właściwie to przyjaciół- rzuciła dziewczyna i wyciągnęła zachęcająco rękę do chłopaka. On pewnie ją chwycił i dał się poprowadzić Annie do kuchni. Gdy się tam znaleźli, Anna poczekała, aż wszyscy odwrócą wzrok w jej stronę.
-Chciałam wam przedstawić Bena- w tym momencie, sama nie wiedziała czemu, zerknęła na Harrego- Mojego chłopaka.

Hejjo :D Na wstępie przepraszamy, że tak długo musiałyście czekać na nowy rozdział ale mamy nadzieję, że się opłacało^^ Chciałyśmy powiedzieć, że jesteśmy bardzo dumne z chłopców za całą akcję z Red Nose Day Comic Relief ! Po prostu kisski i loffki. A na koniec mała sonda, która jest nam bardzo potrzebna... Jesteście raczej Katy i Louis shipper czy Anna i Harry shipper, a może widzicie jakieś inne połączenia...? Piszcie w kom! A i weźcie nas follow na tt bo coś ostatnio same unfollow a nie follow :/

Kochamy Was! <333
Anna&Katy

poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział 25



            Lou i Katy wparowali przerażeni do mieszkania.
-Anna! Gdzie jesteś?! Odezwij się!- krzyczała dziewczyna. Po chwili jej siostra odezwała się spokojnie z sofy:
-Czego się drzesz? Pali się czy co?
-To ty mi powiedz! Co się stało? O co chodziło w tym smsie?
-Jakim…. Aaaaa nie to chciałam cię tylko poprosić o pomoc w posprzątaniu naszego pokoju… Z Benem trochę nabałaganiliśmy, a mama zaraz przychodzi razem z Zaynem- Katy stała wryta. Ona biegła przez pół miasta bo myślała, że jej siostrze grozi niebezpieczeństwo, a ona…
-Louis trzymaj mnie! Zaraz ją zabiję! Myślałam, że coś ci się stało idiotko!
-Dobrze spokojnie… Przepraszam… Nie wiedziałam, że tak to odbierzesz…
-To ja już chyba pójdę…- powiedział pod nosem Lou, po czym speszony wyszedł z mieszkania dziewczyn.
***
            Było już po kolacji. Wszystkie naczynia, leżały dokładnie umyte w szafkach. Tricia i Zayn już dawno opuścili mieszkanie, mając w ustach pyszny smak spaghetti. Dziewczyny poprzebierały się w piżamy, umyły się, wyszczotkowały włosy i poszły do łóżek. Mimo pozornego zmęczenia, bliźniaczki nie mogły zasnąć. Dla umilenia czasu zaczęły rozmawiać i plotkować na wszystkie tematy. W końcu zmorzył je sen. Obie przymknęły oczy, sen był już bardzo blisko, gdy nagle po całym pomieszczeniu rozległ się łomot. Anna i Katy gwałtownie otworzyły oczy i zerwały się na nogi. Na początku były pewne, że to włamanie, jednak po dłuższym nasłuchiwaniu zorientowały się, że dźwięk dochodzi z mieszkania nad nimi- ktoś grał tam na perkusji. Były wściekłe, że ktoś o tej porze hałasuje. Przecież nie był sam! Bez zastanowienia postanowiły złożyć krótką wizytę sąsiadowi. Takie zachowanie wymagało nagany, a kto inny, jak nie bliźniaczki, mógł zrobić to lepiej. Siostry narzuciły na siebie bluzy i trampki i wyszły na klatkę schodową. Szybko wspięły się po schodach. Gdy stanęły przed drzwiami mieszkania, Katy stanowczo i donośnie zapukała do drzwi. Sąsiad nie zdążył jeszcze dobrze otworzyć drzwi, gdy Katy wybuchnęła:
-Czy ty masz pojęcie, która jest godzina?! Leżałam z godzinę w łóżku i czekałam na sen! G-o-d-z-i-n-ę! I gdy już zasypiałam ty obudziłeś mnie tym swoim łomotem, ty…- dziewczyna na chwilę się wyciszyła, gdy zobaczyła młodego mężczyznę, stojącego bez koszulki w progu. Znała go. Po chwili namysłu odezwała się niepewnie:
-Jo…Josh? Ten od pizzy?- chłopak skinął głową- Bardzo ładnie grasz na perkusji. Możemy posłuchać?
-Naprawdę dobrze grasz! Od ilu lat, jeżeli możemy wiedzieć?- wtrąciła Anna, żeby podtrzymać rozmowę.
-Możecie wejść- odpowiedział z opóźnieniem chłopak. Wydawał się zdziwiony. Być może uznawał je za wariatki, ale mimo to wpuścił je do środka, więc nie było źle. Siostry bez wahania przekroczyły próg skromnego mieszkanka. Już z przedsionka dostrzegły okazałą perkusję, która stała w salonie. Tam też usiadły na sofie i czekały na gospodarza, który wkrótce ukazał się w pokoju- niestety- w T-shircie.
-Katy i Anna…Tak?- spytał w końcu.
-Nie inaczej…- zaczęła Anna.
-Josh- skończyła Katy.
-Eeeeeeee a tak właściwie to co wy tu robicie?
-My tu mieszkamy- odparła zadowolona Katy.
-O… Świetnie… Macie ochotę czegoś się napić?
-Nie, nie rób sobie kłopotu- odpowiedziała żeby się podlizać.
-… To ja wam coś przyniosę. Poczekajcie chwilkę- powiedział po czym udał się do kuchni. W trakcie nalewania wody do szklanek usłyszał fragment rozmowy jego nowych sąsiadek.
-Przytulnie tu- powiedziała Anna.
-Racja. Powinnyśmy częściej tu wpadać!- odpowiedziała jej Katy.
-Boże, dlaczego ja?- skomentował pod nosem Josh. Po kilku minutach cała trójka siedziała w salonie i piła wodę z sokiem malinowym. Panująca cisza była dosyć krępująca, ale chłopak nie miał zamiaru jej przerywać. Wolał siedzieć cicho i poczekać aż bliźniaczki znudzą się i wyjdą. Jednak nic nie wskazywało na to, żeby dziewczyny miały ochotę w najbliższym czasie go opuścić. Siedząc tak, powoli zaczął się cieszyć, że Anna i Katy tu są. Przypomniał sobie jak dowoził do nich pizzę. Zabawne, była to jedyna dostawa, którą do tej pory aż tak dobrze pamiętał i wiedział, że nie zniknie z jego głowy.
-Hmmm… To może nam zagrasz?- odezwała się Anna. Josh wstał i posłał bliźniaczkom pierwszy szczery uśmiech od czasu ich przyjścia. Usiadł przy perkusji i zaczął grać. Był stukrotnie lepszym perkusistą niż dostawcą pizzy. Gdy grał, na usta Anny i Katy cisnęło się tylko jedno słowo: Wow.
***
            Chłopcy leżeli w swoim pokoju. Louis rozejrzał się dookoła. Wszędzie panował chaos, niemal wszystko znajdowało się na podłodze. Po chwili stwierdził, że to w większości jego zasługa. Od kiedy pamiętał, nie umiał utrzymać porządku. Oczywiście do syfu panującego w pokoju z przyjemnością dołożyli się reszta chłopaków. Harry, Zayn, Niall, Liam… w ciągu kilku chwil stali się jego drugą rodziną. Właśnie Harry…
-Hazza? Śpisz już?- spytał szeptem, aby przypadkiem nikogo nie obudzić.
-Nie…nie. A co?- odezwał się po chwili zaspany głos Harrego.
-Musimy pogadać.
-O czym? O tej porze…
-O Annie- na to słowo zapanowała chwilowa cisza.
-O czym tu gadać…- burknął Loczek.
-Lubisz ją, prawda?- spytał ostrożnie Lou.
-Czy ją lubię?
-No ale wiesz, chodzi mi, że ją lubisz tak…
-Louis, pytasz się czy ją lubię?!- mówił Harry i powoli usiadł na łóżku- Ta dziewczyna… Znamy się krótko, ale jest inna. Ja to wiem. Mądra, zabawna, stanowcza, szczera, wrażliwa. Piękna. Najpiękniejsza, ze wszystkich dziewczyn jakie kiedykolwiek widziałem! Widziałeś jej włosy, oczy… I jest… Po prostu jest. W swoim stylu. Wyjątkowa. Czuję, że do siebie pasujemy. Idealnie się uzupełniamy- mówił Harry. Jego kocie, zielone oczy na myśl o Annie coraz bardziej się rozpromieniały- Jest cudowna! Nawet nie wiesz jak na mnie działa… Na sam jej widok dostaje gęsiej skórki! I mimo, że może ona nie odczuwa tego samego co ja… to ja jestem…szczęśliwy. Szczęśliwy, że mogę się chociaż z nią przyjaźnić- skończył. Jego twarz przyozdobił piękny uśmiech i para czarujących dołeczków. Właściwie to Louis miał zamiar powiedzieć przyjacielowi, że jego wybranka właśnie umawia się z innym- słynnym Benem. Jednak widząc szczęście Harrego nie umiał, tak po prostu mu tego powiedzieć. Postanowił więc dać mu tylko drobną sugestię.
-Harry, kochasz ją?- spytał.
-Tak- odpowiedział mu przyjaciel bez zastanowienia.
-To powiedz jej to, zanim zrobi to ktoś inny- powiedział Lou. Miał ochotę dodać „I póki nie jest za późno”, jednak ugryzł się w język. Ta drobna podpowiedź musiała Harremu wystarczyć.
-Powiem jej. Powiem jej jeszcze przed występem w sobotę…Dobranoc- usłyszał od Hazzy.
-Do jutra.
***
            Anna i Katy wstały pół przytomne do szkoły. Było to oczywiście spowodowane nocnym spotkaniem z Joshem. Bliźniaczki nie pamiętały nawet, o której godzinie wróciły do swojego mieszkania. Wiedziały jednak, że dobrze się bawiły, i że tym razem nie miały problemu z zaśnięciem. Mimo to dni w szkole szybko im mijały. Póki co ze stopniami nie było najgorzej, i dziewczyny w miarę odnalazły się w nowym środowisku. Dotychczas chodziły do małej szkółki, gdzie wszyscy się znali. Teraz wszystko się zmieniło, ale raczej na lepsze. Jedyną wadą było to, że bliźniaczki miały dwa zupełnie różne plany lekcji i w ciągu dnia w ogóle się nie widywały. Ale radziły sobie- Anna miała przy sobie swojego nowego chłopaka Bena, którego każdy jej zazdrościł, a Katy nową przyjaciółkę- Megan.
            Był piątek, który ciągnął się w nieskończoność. Chyba dlatego, że w sobotę miał się odbyć występ chłopaków w chłopaków X-factorze. Ich również teraz rzadko widywały, i dlatego bardzo czekały na ten dzień.
-Hej Katy- rzuciła Megan idąc w stronę dziewczyny.
-Hej!
-Teraz fizyka…- powiedziała niezadowolona Megan i nagle zmieniła temat- Jak tam twój brat?
-W porządku. Ostatnio dużo ćwiczy…- zaczęła Katy, ale Megan jej przerwała.
-A jak tam Lou? Ciekawe czy on lubi fizykę…ja nie cierpię.
-Szczerze to…nie wiem- odpowiedziała Katy.
-Co?! Jesteś jego dziewczyną i nie wiesz o nim takich podstawowych rzeczy?!
-Nie jesteśmy parą…- odparła Katy, niezadowolona, że rozmowa wpadła na ten tor.
-Ale jesteście blisko- drążyła temat Megan, a Katy tylko wzruszyła ramionami- A zamierzacie być razem? Całowaliście się?
-Megan!- warknęła Katy. Zachowanie dziewczyny zaczęło jej się coraz mniej podobać. O co jej chodziło?
-Ach, za dwie minuty dzwonek. Pójdę sprawdzić czy mamy jakieś zastępstwa- odpowiedziała jej Megan i poszła do tablicy ogłoszeniowej. Katy natomiast udała się w stronę klasy od fizyki. Po drodze minęła Anne, ale posłała jej tylko przelotny uśmiech, gdyż siostra szła z Benem.
            Anna szła za rękę z Benem. Odwzajemniła uśmiech, który rzuciła jej siostra. Ciekawe jaką lekcję teraz miała? Ciekawe co robiła podczas przerw? Z kim się zadawała? Nic z tych rzeczy nie wiedziała, i zaczynało ją to irytować. Ale teraz to nie miało znaczenia, gdyż szła za rękę z dwumetrowym przystojniakiem, przystojniakiem o którym wiele dziewczyn mogło jedynie pomarzyć.
-I wtedy on go sfaulował! Zostałem sam, jedyny na boisku. Otaczali mnie przeciwnicy. I wiesz co? Trafiłem za trzy punkty!- opowiadał Ben.
-Woooow…- powiedziała Anna. Słyszała tą historię chyba już piąty raz, ale i tak udawała, że jest zachwycona wyczynami Bena. Była ciekawa ile razy usłyszy jeszcze usłyszy tą opowiastkę…
-A na koniec…
-Może wybierzemy się do kina- zaproponowała Benowi.
-Spoko. A na koniec…- jedyne co usłyszała Anna to „spoko”. Dalej tylko bla, bla, bla…Ben szedł z nią do kina i teraz tylko to się liczyło.
-Halo? Anna? Słuchałaś mnie w ogóle?- wyrwał ją z rozmyślań.
-Tak, oczywiście. Na koniec udało ci się wrzucić dwa kosze, mimo, że twoja noga bardzo cię bolała. W ostatnich trzech sekundach trafiłeś jeszcze trzy kosze, mimo, że byłeś już wyczerpany. Dzięki twojemu oddaniu, drużyna wygrała i przeszła do międzyszkolnych finałów- wyrecytowała z pamięci Anna i w tym samym momencie zadzwonił dzwonek.
-Dobra, uciekam- powiedział Ben i pocałował ją w czoło, po czym pobiegł w stronę swojej klasy.
            Ostatecznie Annie udało się umówić do kina, w konkretnym miejscu, o konkretnej godzinie, na konkretny film. Teraz stała wystrojona i czekała, aż Ben również się zjawi. Już sobie go wyobrażała- ubranego schludnie, ale nie z przesadą. Już nie mogła się doczekać ich spotkania. Ciekawe co będą robić po kinie? Może poprzechadzają się po parku? Myślała Anna i czekała z niecierpliwością. Zerknęła na zegarek. Wytrzeszczyła oczy. Film zaczął się już ponad 10 minut temu. A gdzie Ben??? Już chciała dzwonić, gdy dostała wiadomość. „Kochanie, nie będzie mnie w kinie. Zapomniałem na śmierć, że mam w tym czasie mecz! Wybacz mi proszę…Wynagrodzę ci to! <33 Twój Ben ;*”. Anna przeczytała tą wiadomość setki razy. To nic, powtarzała sobie. Ben to koszykarz, więc… Dostosuję się. Anna obróciła się i ruszyła samotnie pustą uliczką…

Przepraszamy, że tak długo nic nie dodawałyśmy! Ale ostatnio dużo pisałyśmy, więc jakoś Wam to wynagrodzimy ;* Awww kolejny rozdział, gdyby nie Wy i Wasze komentarze, pewnie by go tu nie było... Mamy nadzieję, że się spodoba :D
Kochamy Was<33
Anna&Katy

czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 24



Anna z Harrym weszli do supermarketu. Wzięli wózek na kółkach i zaczęli jeździć po alejkach w poszukiwaniu niezbędnych składników. Sklep był ogromny. Postanowili się rozdzielić. Harry miał znaleźć sos i mięso, a Anna resztę składników. Dziewczyna weszła w dział z makaronem i zaczęła szukać typowego do spaghetti. Niestety wszędzie widziała tylko kolorowe wstążki, rurki i kokardki. Po chwili zorientowała się gdzie leży ten, którego szukała. Opakowanie leżało na ostatniej półce wysokiego regału. Próbowała go dosięgnąć ale bez skutku. Była za niska. Nawet skacząc nie sięgała do tej półki. Inni klienci supermarketu spoglądali na nią z politowaniem ale mimo to nikt nie pofatygował się i jej nie pomógł. Nikt oprócz Hazzy. Bez problemu dosięgnął pudełka po czym powiedział:
-Nie musiałaś tak skakać- uśmiechnął się ładnie- Wystarczyło poprosić.
-Zapamiętam. Następnym razem jak wybierzemy się na zakupy to jakoś to nadrobię- odpowiedziała mu odbierając opakowanie.
-Czy mam uznać to za zaproszenie?- spytał.
-Może… Dobra wracajmy. Katy została sama z czwórką „odpowiedzialnych” chłopaków.
-Nie, jeszcze nie. Nie mogę pozwolić, aby nasze pierwsze wspólne zakupy obeszły się bez wrażeń…
-Co masz na myśli?
-Właź do koszyka. Powydurniamy się trochę- zaproponował.
-Nie ma mowy. Oszalałeś? Poza tym nie mamy 5 lat- odparła.
-Dobra, skoro nie chciałaś po dobroci to muszę rozegrać to inaczej- to mówiąc wziął dziewczynę na ręce i włożył do wózka. Anna nie zdążyła zaprotestować bo po chwili jeździli po całym sklepie z zabójczą prędkością. Ciężko jej było to przyznać ale dobrze się bawiła. Do czasu kiedy nie zatrzymał ich ochroniarz. Wtedy zabawa się skończyła. Dziewczyna cała czerwona ze wstydu wyszła z koszyka i oboje z Harrym udali się w stronę kasy. Kiedy nadeszła ich kolej okazało się, że Anna nie wzięła z domu portfela.
-Cholera! Zapomniałam wziąć forsy- powiedziała do chłopaka. Ten się tylko uśmiechnął i wyjął z kieszeni własny portfel.
-Spoko, ja zapłacę.
-Oddam ci wszystko zaraz tylko jak wrócimy do domu.
-Nie trzeba. Tą randkę funduję ja.
Tymczasem Katy kończyła rozpakowywać ciuchy z drugiej walizki. Chciała zabrać się za trzecią, w której była bielizna. Po chwili zorientowała się, że nie ma jej w pokoju. Poszła więc do salonu zapytać chłopaków czy jej nie widzieli. Dziewczyna weszła do pokoju po czym usłyszała Nialla:
-Katy, Harry miał rację! W tej najlżejszej walizce rzeczywiście jest bielizna! Patrz to chyba mój rozmiar!- powiedział Irlandczyk przymierzając sobie różowy stanik Katy.
-Niall zostaw to! To moje!- powiedziała poirytowana po czym zobaczyła Lou wychodzącego z łazienki w czerwonych stringach. Jej stringach. Na szczęście miał je założone na spodnie.
-O ty kocico! To twoje? Zobacz jak idealnie na mnie pasują!- powiedział rozbawiony. Katy zaczęła go gonić wokół sofy. W końcu znudzony bieganiem w kółko chłopak zatrzymał się, a rozpędzona Katy wparowała na niego z całej siły. Razem wylądowali na kanapie. W tym samym czasie Anna i Harry wrócili ze sklepu. Kiedy siostra zobaczyła Katy leżącą na Lou, który w dodatku był w jej stringach, a zaraz za nimi Nialla w staniku również należącym do jej siostry, nie wiedziała co powiedzieć. Na szczęście Katy ją wyręczyła.
-Jak dobrze, że wróciliście! Już nie dawałam sobie rady…
-Nie no jak dla mnie to na razie radzisz sobie świetnie- rzucił rozbawiony Hazza.
-A Zayn i Liam? Oni powinni ci pomóc!- powiedziała Anna.
-Zapomnij…oni sobie smacznie śpią na naszych łóżkach…
-No tak, mogłam się domyślić…
***
Dzisiaj odbyła się pierwsza kolacja w mieszkaniu bliźniaczek. Zaprosiły mamę, chłopców już nie musiały, ponieważ cały dzień przesiedzieli u nich. Chciały, żeby tata i ich siostry też mogli tu teraz być. Niestety to nie było możliwe. Siostry oczywiście dzwoniły do nich codziennie. Najbardziej tęskniły za małą Safaą. Ale w końcu nie można mieć wszystkiego. Będąc w Londynie nie mogły mieć przy sobie swojej małej siostry. Będąc w Bradford nie mogły być przy swoim bracie. Tricia za to była szczęśliwa, że jej córki znów były przy niej. Kolacja trwała do 22. Bliźniaczki chętnie posiedziałyby dłużej, ale Tricia powiedziała:
-Nic z tego. Jutro szkoła. Panom dziękujemy, a panie idą spać. Ja pozmywam.
-No dobra…- burknęła pod nosem niezadowolona Katy.
-Szkoła…bleee…- rzuciła zaraz po niej również nie zachwycona Anna.
W tym czasie chłopcy zaczęli się zbierać. Zayn pomagał jeszcze mamie w zbieraniu talerzy. Kiedy już każdy z każdym się pożegnał, a trochę to trwało, bo w końcu najprawdopodobniej w tygodniu nie mają co liczyć na spotkanie, każdy był bardzo zapracowany, chłopcy wyszli.
-Tylko grzecznie- dorzucił Zayn wychodząc.
-Oczywiście…- powiedziała Anna z podstępnym uśmieszkiem, udając się w stronę sypialni.
Następnego dnia dziewczyny wstały wcześnie rano. Były zawiedzione, bo kiedy weszły do kuchni na stole nie stały wędliny, sery, chleb ani herbata. Wszystko musiały przygotować sobie same, nie to co kiedyś. Kiedy mieszkały w Bradford to Tricia zawsze wcześniej wstawała i szykowała wszystkim śniadanie. Tyle się od tego czasu zmieniło…Z resztą kanapki do szkoły też musiały zrobić sobie same.
-Pierwsza jest…matematyka- mruknęła zaspana Anna pod nosem.
-Co ty gadasz? Ja pierwszy mam angielski…- odpowiedziała jej siostra.
-Co? Pokaż, może nie patrzysz na ten dzień co trzeba. Znając ciebie to możliwe…Ty rzeczywiście. O co chodzi? Może nam plany pomylili?
-Albo każda z nas ma swój plan.
-Czyli?
-Mamy osobno lekcje…
-Katy chyba żartujesz…o nie…czyli całe dnie nie będziemy się widywać?
-Czekaj…codziennie kończymy o tej samej porze. Chociaż tyle…
-Zapowiada się bardzo sympatycznie…
***
Szkoła była ogromna. Wraz z dzwonkiem z klas wychodziło miliony osób, nie zwracających uwagi na drobne bliźniaczki. Zagubione szły po korytarzu. Co chwile czuły na sobie spojrzenia innych. Nie zwracając na nich uwagi, siostry z trudem się rozdzieliły i każda poszła do swojej sali.
Kiedy Katy weszła do klasy, dzwonek jeszcze nie zadzwonił. W sali panował harmider. Dziewczyna zajęła miejsce i z nudów zaczęła przeglądać podręcznik. W końcu podeszła do niej jakaś dziewczyna. Miała rude włosy i kasztanowe oczy. Była nawet ładna.
-Cześć- zagadała do Katy.
-Hej…
-Jesteś tu nowa, tak?
-Tak. Dzisiaj mój pierwszy dzień.
-Wiesz co kojarzę cię skądś…
-Serio?
-Tak…chyba z telewizji.
-Słucham? Nie, musiałaś mnie z kimś pomylić…
-Nie, to na pewno ty. Już wiem gdzie ciebie widziałam. Oglądałam ostatni odcinek X-factora na żywo. A ty stałaś z drugą dziewczyną i dopingowałaś za kulisami One Direction…Kocham ich! Są genialni!
-Skąd wiesz, że byłyśmy za kulisami?
-No…za kulisami też są kamery. Zazdroszczę ci, widziałam jak rzuciłaś się na Louisa…Jesteście razem?
-Nie rzuciłam się na niego…i nie, nie jesteśmy razem.
-A i Megan jestem tak przy okazji- powiedziała po czym uścisnęła dłoń Katy.
-Katy- w tym momencie zadzwonił dzwonek. Lekcje rozpoczęły się, razem z pierwszym dniem szkoły. Szukanie sal lekcyjnych podczas przerw zajmowało bliźniaczkom tyle czasu, że nie miały nawet jak porozmawiać. Umówiły się więc, że porozmawiają dopiero w domu.
Katy czekała w domu. Anna nie przychodziła. Z początku Katy nie zwracała na to uwagi, zdążyła przynajmniej spokojnie odrobić wszystkie lekcje. Ale minęły już trzy godziny i zaczynała się martwić. W końcu usłyszała otwierające się drzwi.
-Gdzie ty byłaś?! Zaczęłam się denerwować, nie dzwonisz ani…- nie zdążyła skończyć po kiedy stanęła w holu nieco ją wryło. Jej siostra przyprowadziła do domu przystojnego chłopaka. Pierwszego dnia szkoły i już taka zdobycz…Katy patrzyła zachwycona. Patrzyła na twarz chłopaka i zorientowała się, że zna go z szkolnych plakatów. Dopiero potem skojarzyła, że to gwiazda szkolnej drużyny koszykówki. Ben.
-No, no, no…- powiedziała Katy, ale Anna spiorunowała ją spojrzeniem- Znaczy, cześć. Jestem Katy.
-Hej, jestem Ben…
-Ben, chodźmy do mojego pokoju…- rzuciła Anna.
-Twojego?- odparła Katy i od razu zrozumiała swój błąd- Znaczy…miłej zabawy…Ach! Przepraszam, ale jestem umówiona. Uciekam…Pa!- dodała szybko. Wychodząc miała wrażenie, że Ben puścił do niej oko. W końcu doszła do wniosku, że tylko jej się wydawało. Kiedy była już na zewnątrz, nie wiedziała co ze sobą zrobić. Tak naprawdę nie była z nikim umówiona. Nie chciała po prostu przeszkadzać Annie. W końcu wzięła telefon i wybrała numer Lou. Sama nie wiedziała czemu…Chłopak odebrał po drugim sygnale.
-Halo? Katy?
-Hej Lou. Masz chwilę?
-Jasne, dla ciebie zawsze- zaśmiał się- Coś się stało?
-Nie po prostu chcę się spotkać.
-Akurat ze mną? Jestem zaszczycony…
-Uwierz, gdybym miała inne opcje, nie dzwoniłam bym po ciebie.
-No dobra…gdzie się spotkamy?
-Może w parku?
-Okey. Do zobaczenia.
W parku było mało ludzi. Louis i Katy przechadzali się wąskimi ścieżkami. Z początku nie odzywali się do siebie. Dla chłopaka ta cisza była bardzo niezręczna.
-Katy? A tak serio…czemu chciałaś się spotkać?
-A tak po prostu…zdążyłam się już stęsknić…
-Haha…myślisz, że uwierzę?
-Jak możesz…- zaśmiała się. W końcu postanowiła się jednak przyznać- Anna przyszła z chłopakiem do domu. Domyślam się, że bym ich krępowała, więc…więc łażę z tobą po parku.
-Aha…Harry nie byłby zadowolony.
-Z pewnością.
-Dobra nie gadajmy już o nich.
-W ogóle nie gadajmy. Berek!- powiedziała Katy i zaczęła uciekać. Czasami miała takie przypływy dziecinności. Schowała się za drzewem. Louis z początku nie wiedział jak ma się zachować. Uśmiechnął się pod nosem i zakradł się do drzewa, za którym schowała się dziewczyna. Postanowił się zakraść do Katy od tyłu. Udało mu się. Zwinnie złapał ją w pasie. Wystraszona Katy podskoczyła w jego ramionach. Potem obróciła się twarzą w jego stronę.
-Wystraszyłeś mnie!- krzyknęła. Nie była zła, wręcz przeciwnie śmiała się razem z chłopakiem. Lou delikatnie ją do siebie przysunął. Ich czoła się stykały. Potem spotkały się ich nosy. Katy przymknęła oczy, podobnie jak Louis. Objęła jego szyję. Czuła jego ciepły oddech na swoich ustach. Zapragnęła, aby ją pocałował. Ich wargi prawie się styknęły, gdy nagle dosłownie przy nich „przeleciał” rowerzysta. Katy odsunęła się od Lou.
-O Boże! Nic panu nie jest! Louis dzwoń po karetkę! Jakby co umiem udzielać pierwszej pomocy…coś pana boli? Może pan ruszać kończynami? Czemu pan się do mnie nie odzywa?! Lou czemu nie dzwonisz?!- krzyczała przerażona Katy. Chłopak jednak stał i śmiał się w najlepsze.
-Nic mi nie jest- odezwał się wyraźnie znużony rowerzysta, po czym wstał i odjechał. Katy stała jak wryta.
-Co to w ogóle było?!- krzyknęła wściekła- Mogłam być obojętna, dać mu zdechnąć na tej trawie…
-Katy uspokój się…- wydusił przez śmiech Lou na co dziewczyna wstała z ziemi i strzepała ziemię ze swojej sukienki.
-Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne Louis, bardzo śmieszne…
-No przyznaj sama, że to było komiczne!- odpowiedział nie przestając się śmiać- Chodźmy na kawę.
-Nie pije kawy. I ty też nie powinieneś. To wypłukuje magnez z organizmu.
-Nie wymądrzaj się- powiedział na co Katy skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i udawała obrażoną. Ale Louis znał sposób jak przywrócić jej humor. Ujął jej twarz w swoje dłonie. Posmyrał kciukiem jej policzek po czym się uśmiechnął. Zbliżył swoją twarz do jej na co Katy słodko się zaśmiała. Ich usta dzieliły milimetry. Znowu. Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że zaraz stanie się to co myśli. Ale się nie stało. Telefon w kieszeni dziewczyny raptownie zawibrował, a Katy odruchowo go wyciągnęła. Dostała smsa od siostry. Louis przewrócił oczami. Zerknął na Katy. Jej źrenice znacznie się powiększyły, a sama strasznie zbladła. Lou wyciągnął jej z rąk telefon i przeczytał treść wiadomości. „S.O.S”

No i mamy :D Przepraszamy, że wczoraj nie dodałyśmy ale byłyśmy zbyt podekscytowane BRITs!!! Wygrali, wygrali, wygrali.... Ale do rzeczy. NASI CHŁOPCY WYGRALI!  Jesteśmy takie dumne!
Mamy nadzieję, że rozdział się spodoba i jeśli to czytasz to rusz 4 litery i zostaw komentarz <3 A! no i jeszcze " One Way or Another"! Lou idący przez pasy.... sam sex(wspólna opinia) a Harry na rękach dwóch facetów.... wygląda jak kotek (opinia Anny), a Niall.... no cóż Nialler... te jego kocie ruchy!(Jak w Viva la vida w XF nie?!<3) Standardowo
TT:
Anna: @JustAnna4
Katy: @KatyRaven1
Kochamy Was <333
Anna&Katy

środa, 13 lutego 2013

Rozdział 23



Dziewczyny stały za kulisami. Patrzyły jak piątka niesamowitych chłopaków śpiewa na wielkiej scenie. Zabawne…nie mieli pojęcia, że bliźniaczki tam na nich czekają. Cały czas żyli ze świadomością, że oglądają ich w telewizorze. To już ich czwarty występ na żywo. Oczywiście dwa poprzednie, na których bliźniaczek nie było, oglądały w domu w Bradford. Jednak na żywo to zupełnie coś innego.
-Wiesz, tęsknię troszkę za Safą…
-Tsaaaa…ja też Katy…płakała jak wyjeżdżałyśmy…
-Nasza malutka…O kurde, skończyli śpiewać! Szykujmy się…no wiesz mogą zemdleć na nasz widok.
-No jasne…- odparła uśmiechnięta Anna. Już nie mogła się doczekać spotkania z chłopakami. W końcu weszli za kulisy. Gdy zobaczyli Anne i Katy byli nieco oszołomieni.
-Widać, że nie było nas długo…wyglądacie fatalnie…znowu- zaczęła Anna.
-Ale śpiewacie całkiem, całkiem- skomentowała Katy. Zayn podbiegł do sióstr i zaczął je przytulać. Miał wrażenie jakby nie widział ich od trzech lat. Kiedy się od nich oderwał Katy podbiegła w stronę Lou i zawiesiła mu się na szyi, zarazem oplatając nogi wokół jego pasa. Chłopak zupełnie się tego nie spodziewał, zwłaszcza nie po Katy.
-Co ci jest?
-A nic, stęskniłam się troszkę…
-Eeee…czekaj chyba źle usłyszałem. Możesz powtórzyć?
-Lou…
-Wiecie co? Ten wyjazd dobrze im zrobił- powiedział do chłopaków odwzajemniając uścisk. Tymczasem Niall podszedł do Anny.
-Oooo słodziaku… Co ty jadłeś przez te dwa tygodnie?- zapytała się go mocno  przytulając.
-Przeszedłem na dietę…- odpowiedział smutno. Wszyscy zamilkli- Żartowałem!
-Wiedziałam! Niedługo zaproszę cię na kolację- rzuciła.
-A mnie? Czy mnie też zaprosisz?- to Harry.
-Może jak sobie zasłużysz…- zaczęła się z nim droczyć Anna.
-Co mam zrobić?
-Może byś się ze mną przywitał chociaż…- zrobiła maślane oczka, które zawsze działały. Tym razem też nie zawiodły. Harry uśmiechnął się i pewnym krokiem podszedł do niej. Anna też się uśmiechnęła i wtuliła się w chłopaka.
-Stęskniłem się za tobą- powiedział jej.
-Ja za tobą też. A i kolację masz jak w banku- powiedziała i poszła się przywitać z Lou. Do Harrego podeszła Katy.
-Hej!- powiedziała i przytuliła się do chłopaka.
-Hej Katy, miło cię widzieć.
Podczas gdy Anna witała się z Lou, ten postanowił się ją o coś spytać.
-Dawałaś coś Katy?
-Eeee…nie…
-A przekupywałaś ją może czymś? Albo czy przegrała jakiś zakład?
-Nie…Lou o co ci chodzi?!
-No bo…ona mnie przytuliła i powiedziała, że się za mną stęskniła! A ja zawsze myślałem, że to jest pierwsza osoba, która by mnie zabiła…
-Weź przestań. Katy lubiła cię od początku, po prostu nie chciała się do tego przyznać!
-Będę musiał się przyzwyczaić…
-Daj spokój! Jak się postara potrafi być…miła i fajna.
-Tsaaa…zwłaszcza dla mnie.
-O matko….ale ty zrzędzisz…na twoim miejscu bym się cieszyła.
-A w ogóle, to jak w tak krótkim czasie zarobiłyście na bilet do Londynu? No i jeszcze internat…- przerwał im Zayn.
-No wiesz mama…- powiedziała Anna, po czym dodała Katy:
-I załatwiła nam mieszkanie na stancji, rozumiesz nie chce żebyśmy w internacie zaszły…no wiesz.
-A co to za różnica? I tu, i tu jest masa napalonych chłopaków…
-Harry, proszę oszczędź nam- skomentowała Anna na co chłopak się tylko uśmiechnął pod nosem.
-Ale jak to? Będziecie miały własne mieszkanie? Przecież to niebezpieczne! Nigdy nie wiadomo na jakiego sąsiada traficie…- powiedział troskliwie Zayn.
-Mój kochany...Poza tym w internacie nie jest bezpieczniej- odparła Katy i przytuliła brata.
-I tak, klamka zapadła. Wszystko już załatwione. Jutro się wprowadzamy. I wasza rola tu się zaczyna…- dodała Anna.
-No wiecie, walizki same się nie wniosą…- zaśmiała się Katy.
-No tak…- powiedział Liam.
Przed ponownym wyjściem na scenę chłopaków, w celu zapoznania się z wynikami, zdążyli się jeszcze raz przywitać każdy z każdym. To niesamowite, że w tak krótkim czasie nawiązali ze sobą taki bliski kontakt. Bliźniaczki miały przynajmniej kilka bliskich osób w Londynie. Teraz siedziały cicho za kulisami, trzymając kciuki za One Direction. Nie miały wątpliwości co do ich przejścia dalej. Tak jak i nie miały ich tydzień, ani dwa tygodnie temu. Ich pewność wynikała z ilości wysyłanych przez nie sms-ów. Dziś też były nieomylne. Tak jak sądziły- chłopaki przeszli dalej. Widać było dumę na twarzy Simona. Siostry uznały to jednak za zbyt oficjalne, tak więc od tego dnia nazywały go „wujek Simon”. Wydawał się im być bardzo sympatyczny. Wiedziały, że jest z niego świetny mentor, i że chłopaki mają szczęście, iż na niego trafili.
***
Anna i Katy były bardzo podekscytowane. W końcu będą miały swój własny kąt. Mały, ale zawsze. Nie mogły się doczekać, aż zobaczą swoje nowe mieszkanko. Na razie stały na chodniku i patrzyły jak chłopcy zmagają się z ich walizkami.
-Co wy tam macie?! Kamienie? Nie przepraszam, to za mało powiedziane…- zaczął Harry, unosząc jedną z sześciu walizek.
-Wzięłyśmy tylko niezbędne rzeczy…to nie może być aż tak ciężkie!- odpowiedziała Anna.
-Zaraz same się o tym przekonacie. Walizek jest sześć, a nas pięciu…jedną musicie wziąć na spółę…- dodał Liam.
-O nie…nie wiem czy to dobry pomysł…a nie moglibyście wy…- zaczęła wykręcać się Katy.
-Hej! To są wasze walizki!- powiedział Lou.
-Ojej…dobra już…weźmiemy tą jedną…- burknęła pod nosem dziewczyna.
-Bierzmy się do roboty- rzucił Zayn i zaczął wnosić jedną z walizek na czwarte piętro, gdzie czekało mieszkanie sióstr.
-No! Raz, raz, raz!- dopingowała chłopaków Anna.
-No weź mi pomóż!- rzuciła Katy, która tarabaniła się już z kolejną z walizek.
-A no tak. Już idę- odpowiedziała jej siostra.
Kiedy w końcu wszyscy znaleźli się na czwartym piętrze, bliźniaczki postanowiły uroczyście otworzyć drzwi. Prawie im się to udało, gdyby nie to, że Katy zagrzebała w swojej torebce klucze. Zrobiła to tak perfidnie, że za żadne skarby nie mogła ich znaleźć. Znudzeni chłopcy wymyślili sobie zabawę. Każdy z nich porównywał wagę walizki, którą wnosił, do innych. Harry zabrał się za walizkę Nialla.
-Twoja walizka jest lżejsza od mojej. Pewnie trzymają tam bieliznę…
-Zatem sprawdźmy to- dorzucił Lou.
-Ani mi się waż- warknęła Katy nadal szukając kluczy.
-No weź…- burknął Niall.
-Słyszałeś co mówiła Katy? Nie ruszać mi tych walizek!- dorzuciła Anna.
-Mam! Znalazłam te przeklęte klucze…Wchodzimy!
-Aaaaaaa! Nie wierzę! Mamy własne mieszkanko!- krzyczała Anna.
W końcu weszły do środka. Nigdy wcześniej nie widziały mieszkania- Tricia chciała zrobić im niespodziankę. Mieszkanie było naprawdę ładne i przytulne, nawet jak na stancję. Najładniejsza była sypialnia dziewczyn. Nie była ogromna, ale też nie za mała. W sam raz.
Ściany pomalowane na beżowo. Na wprost wejścia było okno. Po prawej stronie stało jedno, a po lewej drugie łóżko. Przy każdym była szafka nocna. Na podłodze leżał włochaty dywan. W kącie stała duża szafa. Katy patrzyła wniebowzięta. Podbiegła i rzuciła się na lewe łóżko.
-Jest moje- powiedziała.
-Okej- powiedziała Anna i wyszła z pokoju, żeby obejrzeć łazienkę- Katy! Mamy własną wannę!
-Nie gadaj! Jakie luksusy…kąpię się dziś pierwsza!
-Okej…
-Nie chcę nic mówić, ale należy nam się jakieś podziękowanie. Targaliśmy wasze walizki aż na czwarte piętro!- powiedział oburzony Niall.
-Ty to jeszcze miałeś dobrze. Tobie się trafiła ta lekka…z bielizną…- zaśmiał się Harry, po czym dorzucił Lou:
-No, to może jakiś melanżyk?
-Przypomnij mi Lou, co się działo na poprzedniej imprezie? Bo ja kompletnie nic nie pamiętam. Albo inaczej: Jakie były konsekwencje?- spytał Zayn.
-No dobra…to może jakieś inne pomysły?- spytał zawiedziony Lou. Katy była pewna, że chłopak już przygotował z trzy butelki szampana, albo innego świństwa.
-Może by tak kolacyjka?- spytał Niall.
-No dobra…to kto idzie do sklepu po składniki do spaghetti?- spytała Katy- Anna, Harry? Wyglądacie na chętnych…
-Co???- spytała Anna, ale Harry w ogóle jej nie słuchał. Otworzył drzwi wyjściowe i powiedział:
-Panie przodem.

Moje panie jak się podoba? ^^ Co u Was? Macie ferie czy szkoła? My w szkole zapieprzamy ale staramy się również Was zadowalać nowymi rozdziałami :D (zadowalać jak to brzmi... hehe<3) A! I obserwować nas na TT!! Robimy follow back :D
Anna: @JustAnna4
Katy: @KatyRaven1
No i oczywiście kocchamy Was!! <333
Anna&Katy

sobota, 9 lutego 2013

Rozdział 22



Poszukiwania pracy były żmudne i męczące. A szczególnie dla dwóch 16-letnich dziewczyn bez żadnego doświadczenia. Nikt nie chciał ich zatrudnić. Po 3 godzinach poszukiwań postanowiły wrócić do domu. W drodze zaczęły rozmawiać o wszystkim co je do tej pory spotkało. To dziwne, że dwie nastolatki mają więcej doświadczeń życiowych niż niejeden 70-latek.
-Anna, a powiedz mi jak tam twoje sny?
-Nic nowego.  W kółko to samo. Ale wiesz, przyzwyczaiłam się- odpowiedziała jej siostra.
-No to tak samo jak u mnie. Wszystko po staremu. Ale muszę przyznać, że coraz rzadziej płaczę.
-To faktycznie postęp. Na szczęście to tylko sny.
-Wiesz… właśnie sobie uświadomiłam, że za dwa lata wychodzi z więzienia…- zauważyła Katy.
-No… jak ten czas szybko leci… A pro po taty… Zauważyłaś, że nie zrobił nam żadnej awantury od czasu naszego przyjazdu do domu?
-Ale co masz na myśli?- zapytała Katy.
-Mam na myśli to, że do domu wróciłyśmy za karę, a nie dla przyjemności. No pomyśl. Upiłyśmy się i spędziłyśmy noc z czwórką obcych chłopaków. Myślisz, że tata od tak przymknął by na to oko? Żadnej reprymendy, ani nic…to jest dziwne.
-Może pomyślał, że mama już dosyć nam dowaliła…- zasugerowała Katy.
-Ale on nie wspomniał o tym nawet słowem! Nie był nawet na nas zły…
-Czyli…
-Katy, ja myślę, że mama nie powiedziała tacie wszystkiego…- zaczęła Anna.
-Żebyśmy uniknęły kolejnej awantury- skończyła Katy.
-Wiesz co? Mam teraz wyrzuty sumienia…ona mimo wszystko jest wobec nas taka kochana…a my ją tak strasznie potraktowałyśmy na lotnisku…
-No… nawet się z nią nie pożegnałyśmy jak trzeba…
-Może do niej dziś zadzwonimy?- spytała Anna.
-Nie…myślę, że zarówno ona jak i my powinnyśmy ochłonąć…
-Masz rację. Umówmy się, że jak znajdziemy pracę to wtedy zadzwonimy.
-Zgoda.
Gdy bliźniaczki wróciły do domu w salonie zastały tatę.
-Hej, i jak tam poszukiwania?
-Raczej kiepsko…nic nie znalazłyśmy- burknęła Anna. Była niezadowolona. W takim tempie nigdy nie dojadą do Londynu.
-To bardzo dobrze się składa…- zaczął.
-Że co?! Tato przecież wiesz jak nam na nich… znaczy na tym zależy! A ty mówisz nam, że to się dobrze składa?!- powiedziała Katy.
-Dziewczynki, nie dałyście mi dokończyć. Dobrze, że nie znalazłyście, bo w barze mojego kolegi brakuje akurat dwóch kelnerek i zaproponował wam pracę- dokończył.
-Czyli… mamy robotę?- zapytała Katy.
-Tak! Zaczynacie od poniedziałku! Macie tam być równo o siedemnastej, pracujecie do dwudziestej pierwszej- odpowiedział uradowany ojciec. Był z siebie dumny, że tak pomógł swoim córkom. Kiedy chciał wyjść Anna szybko go zaczepiła:
-Tato, co powiedziała ci mama, kiedy dowiedziałeś się, że wracamy do Bradford?
-No, że wracacie do szkoły. A czemu pytasz?
-A nie…tak mnie wzięło…- odparła Anna. Kiedy została sama z siostrą zaczęła:
-Wiedziałam, przeczuwałam, że mama nas nie wyda!
-Taaa…mi też coś nie pasowało. Ale teraz wszystko jasne.
-Słuchaj, co do naszej pracy. Mamy stawić się w tym barze jutro o siedemnastej. To jest od razu po lekcjach. I pracujemy aż do dwudziestej pierwszej. Zero czasu na odrabianie lekcji, ani na naukę…
-Anna…oj tam…damy sobie radę! Dwudziesta pierwsza to nie znowu tak późno…a lekcje możemy odrabiać w barze, kiedy nie będzie klientów. Damy sobie radę.
-Musimy sobie dać radę Katy. Nie widzę innej opcji.
-Ja też nie.
***
Od poniedziałku dziewczyny wzięły się ostro do pracy. Najpierw szkoła, potem robota. Okazało się, że bycie kelnerką nie jest takie proste. Poza tym klienci siedzieli w barze zazwyczaj  nieco dłużej niż wskazywała godzina zamknięcia. Tak więc często siedziały godzinę, nawet dwie dłużej. Po powrocie do domu od razu szły do łóżek. Anna miała rację. Nie miały nawet czasu pomyśleć o szkole, co było bardzo wyraźnie widać po ich stopniach. Ale wiedziały, że robią to wszystko na własne życzenie. Dziennie zarabiały 20 funtów. Nie było źle. Pewnego dnia Katy przypomniała sobie o telefonie, który miały wykonać do mamy, po znalezieniu pracy. Minęły już od tego czasu dwa tygodnie. Dziewczyna postanowiła zawołać Anne, i w spokoju porozmawiać z mamą. Gdy już siedziały razem w swoim pokoju zadzwoniły. Po trzecim sygnale po drugiej stronie słuchawki usłyszały znajomy głos.
-Halo?- spytała Tricia, jakby nie wiedziała z kim rozmawia.
-Cześć mamo…- zaczęła Anna.
-Chciałyśmy ciebie bardzo przeprosić…- kontynuowała Katy, po czym znowu dalej mówiła Anna.
-A zarazem podziękować.
-Za co?
-Za to, że nie wydałaś nas tacie- odpowiedziała Katy.
-Ach nie ma sprawy…a pro po taty. Wiem co wy tam wyczyniacie.
-Ale…znowu coś sknociłyśmy?- spytała wystraszona Katy.
-W pewnym sensie tak. Dowiedziałam się o waszych wspaniałych inaczej stopniach. I jak wy chcecie zdać do następnej klasy? Ale dowiedziałam się też, skąd te oceny się wzięły. Wiem, że zarabiacie pieniądze, ciężko pracując, żeby mieć na bilet do Londynu i internat. Zgadza się?
-Tak…- powiedziały siostry.
-Aż tak wam na tym zależy? Na przyjeździe do Londynu?
-Tak mamo, nawet nie wiesz jak bardzo!- powiedziała Anna.
-Dobra, umówmy się tak. Zapłacę za wasz bilet do Londynu i mieszkanie. Tylko mam dwa warunki. Warunek numer jeden, najważniejszy: sytuacja sprzed trzech tygodni nigdy się nie powtórzy. Numer dwa: skończycie pracować, a w ten weekend jeszcze wrócicie do Londynu.
-Mamo naprawdę?! Czy mówisz serio?! Już się nie złościsz?! I czemu powiedziałaś, że zapłacisz za mieszkanie? Chodziło nam o internat…- zaczęła wykrzykiwać Anna.
-Tak zapłacę za wszystko. I nie będziecie mi w żadnym internacie mieszkać! Dzieci w waszym wieku tam zachodzą w ciążę! Mieszkanie na stancji musi wam wystarczyć…i nie, nie złoszczę się już moje kochane! Mamusia tak się już za wami stęskniła! Dużo o was myślałam…moje małe dziewczynki!
-Och mamo! Nawet nie wiesz jak się cieszymy!- krzyczały.
-A! Jeszcze trzeci warunek…
-Jaki??? Zrobimy wszystko!
-Ani słowa Zaynowi, ani reszcie chłopaków. Niech to będzie mała niespodzianka…
-Oczywiście mamo!
-Dobra kończę. Zayn zaraz ma wrócić do domu…
-Okey…papa!
-Cześć!- po tych słowach Tricia się rozłączyła. Bliźniaczki siedziały osłupiałe. Jeszcze nie do końca dotarło do nich to wszystko. W końcu Anna się odezwała:
-Katy, wracamy do Londynu…

I oto jesteśmy:D Mamy nadzieję, że Wam się podoba... Bitch please my to wiemy <33 U nas ferie się kończą i w poniedziałek zapitalamy do szkoły. RATUNKU!! No ale trudno. Tymczasem mamy WIELKĄ prośbę o to, żebyście obserwowały nas na TT bo mamy za mało followersów -,- heheh
TT:
Anna: @JustAnna4
Katy: @KatyRaven1

I pamiętajcie, że Was KOCHAMY!! <333
Anna&Katy