środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 38



         Powoli robiło się ciemno i chłodno. Wagoniki stały w miejscu już od ponad czterdziestu minut. Pasażerów, którzy byli stosunkowo nisko nad ziemią ściągnięto na drabinach. Jednak cała paczka nie miała na co liczyć. Zaczynając od Harrego i Anny, którzy byli na samym szczycie, kończąc na Niallu i Zaynie, których wagonik był w ponad połowie wysokości. Nikt nawet się nie łudził, że ktoś może ich ściągnąć. Po kolejnych dwudziestu minutach zrobiło się kompletnie ciemno. Pod koniec lutego nadal szybko robiło się ciemno. Dochodziła godzina dziewiętnasta.
-Jak jeszcze dłużej nas tu potrzymają to chyba zamarznę- powiedziała Anna pocierając rękoma swoje ramiona. Harry siedział na ławce. Mu też powoli robiło się zimno. Dał jej znak ręką aby usiadła koło niego. Anna pośpiesznie to uczyniła. Chłopak objął ją swoim silnym ramieniem i pocierał swoją ręką o jej ramię, żeby było jej cieplej. Anna swoje dłonie schowała do kieszeni kurtki ale Harold po chwili je z nich wyjął i włożył je między swoją smyrając je kciukiem. Dziewczyna czuła się jak w niebie. Już od jakiegoś czasu przestała postrzegać chłopaka tylko jako przyjaciela. Do głowy wpadły jej wszystkie wspomnienia związane z Hazzą. Przypomniało jej się jak go poznała, jak wyżaliła się mu w parku, jak dała mu kosza. Przypomniała sobie też co wyprawiał podczas słynnej imprezy, jak jej pomógł po całej sytuacji z Benem… W tym momencie zrozumiała, że nikt inny nie był dla niej tak ważną w postacią w jej życiu. Zawsze mogła na niego liczyć. Mogła się z nim pośmiać, popłakać i robić wszystko na co ma ochotę. Przy nim nie musiała nikogo udawać. On ją tolerował taką jaką jest. Uwielbiała jego oczy, loki, dołeczki i uśmiech. Był…idealny. Wcześniej była zaślepiona „idealnością” Bena i nie zauważyła prawdziwej miłości, która cały czas był pod jej nosem. Spojrzała na niego. Po chwili szybko odwróciła swój wzrok, gdy chłopak zauważył, że się na niego patrzy. Harold uśmiechnął się pod nosem i zacisnął pewniej swoją rękę na jej ramieniu. Ta chwila ciągnęła się w nieskończoność. Po kilku minutach ponownie rozległ się dźwięk głośników.
-Jeszcze raz przepraszamy za awarię. Naprawa nie powinna nam zająć dużo czasu. Jednak dla pasażerów wagoników znajdujących się na górze w ramach rekompensaty przygotowaliśmy pokaz fajerwerków. Przepraszamy i prosimy o wyrozumiałość i cierpliwość- na te słowa Anna wstała cała podekscytowana i oczekiwała na pokaz przygotowany między innymi dla niej, podobnie zareagowała Katy. Cała promieniała gdy usłyszała o sztucznych ogniach. Lou bawiły tego typu zachowania dziewczyny- tak jak teraz cieszyła się jak małe dziecko, tylko z powodu jakiś fajerwerk. Nie mógł powstrzymać uśmiechu i kiedy zniecierpliwiona nadęła się.
-No i gdzie te fajerwerki?- spytała z grymasem na twarzy- Zimno mi…
-No to chodź tu- powiedział. Katy nie mogła zrozumieć czemu go tak wszystko śmieszyło. Poza tym nie miała zamiaru przybiegać do niego na każde zawołanie. Zamiast tego zerknęła do wagoniku niżej, gdzie siedział Zayn i Niall. Pomachała im. Chłopcy odwzajemnili gest.
-Komu machasz?- spytał Lou.
-W wagoniku niżej są niezłe ciacha…- powiedziała ponętnym głosem. Louis zerwał się na nogi i w ułamku sekundy był przy barierce. Gdy ujrzał Zayna i Nialla odetchnął z ulgą.
-Oj nie bądź już taki zaborczy… Lou, obchodzisz mnie tylko ty.
-Jakoś rzadko dajesz mi to do zrozumienia- naburmuszył się Louis.
-Och, jaki ty biedny- powiedziała Katy. Przeczesała włosy chłopaka- W takim razie trzeba dać ci to jakoś do zrozumienia…- dodała i mocniej zacisnęła palce wpleciona w brązowe włosy Lou. Drugą podtrzymywała jego tors, chcąc zachować lekką odległość. Oczywiście Louis nie był za tym i przesunął jej rękę na swoją szyję, przy okazji zmniejszając dystans między nimi do zera. Wkrótce całkowicie przejął inicjatywę, nie dając Katy się wykazać. Coraz zachłanniej całował brunetkę. Co chwilę pomrukiwał z zadowolenia, a Katy cicho chichotała. Nieszczęsny Zayn nie mógł na to nic poradzić i przyglądał się temu wszystkiemu.
-Stary odpuść nic na to nie poradzisz…- powiedział Irlandczyk widząc zatroskanego Zayna.
-Może i masz rację… No bo w końcu się kochają… Katy jest duża i wie co robi, a mi nic do tego- przekonywał sam siebie mulat.
-Zuch chłopak- zaśmiał się blondyn. Zayn chciał się już oderwać od barierek gdy ujrzał dłonie Louisa na pupie Katy.
-Nie no… trzymaj mnie Niall, albo go zabiję.
-Kogo?
-Louisa!- krzyczał Zayn, oglądając rozwój sytuacji.
-Za co?
-Obmacuje moją siostrę!
-To chyba normalne, jak się kogoś kocha… Zayn, nie będziesz mógł wiecznie kontrolować życia bliźniaczek. Zgarniasz je z imprez, na wszystko muszą mieć twoją zgodę… Jeszcze tego brakuje, żebyś zakazał im spotykania się z chłopakami! Wyluzuj…
-Może i masz rację… Ale ja się o nie martwię…
-Umówmy się… Jak któryś z nas skrzywdzi twoje siostry to dorwiemy go razem, okej? A teraz siadaj i wyluzuj Zayn.
-Dobra… już siadam…-odpowiedział i posłusznie usiadł na swoje miejsce.
         Fajerwerki miały zacząć się za dwie minuty. Ludzie zebrali się na placu pod diabelskim młynem.
-No chodź tu Harry! Stąd będzie lepszy widok!- zawołała go robiąc dla niego miejsce przy barierce. Chłopak posłusznie do niej podszedł. Od rozpoczęcia dzieliły ich sekundy. Po chwili Anna usłyszała dźwięk wystrzeliwanych fajerwerków. Podskoczyła lekko. Było głośniej niż się spodziewała. Ale to całe czekanie opłaciło się. Widok był niesamowity.
-To jest piękne- powiedziała po chwili Anna.
-Ty jesteś piękna- usłyszała słowa loczka i poczuła jak obraca ją tak, że teraz stali naprzeciw siebie- Jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek widziałem. Spodobałaś mi się już tego dnia kiedy przyszłaś razem z Katy do pokoju Liama. Uwielbiam spędzać z tobą czas, rozmawiać z tobą, patrzyć jak się śmiejesz. Uwielbiam też twoje oczy, włosy…zapach- odgarnął jej włosy z czoła- Jesteś taka piękna. I wiem, że ty nie czujesz tego samego ale musisz wiedzieć, że ja będę czekać. Nie chcę nikogo innego. Chce ciebie- w oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Jeszcze nikt wcześniej nie mówił o niej takich rzeczy- Kocham cię. Pamiętaj, będę czekać. Nie…- nie zdążył dokończyć bo poczuł na swoich ustach smak jej ust. Nie mógł w to uwierzyć. Miał ochotę wykrzyczeć na cały głos, jak bardzo się cieszył. Nie mógł się jednak ruszyć. Był w głębokim szoku. Oczywiście był też szczęśliwy. Przyciągnął ją bliżej siebie nie przestając jej całować. Anna była usatysfakcjonowana. W tym momencie wiedziała, że to on jest tym jedynym. Całował ją tak delikatnie, a dodatkowo masował jej plecy swoimi dłońmi, co tylko dalej ją motywowało. Wpięła swoje dłonie w jego bujne loki. Uwielbiała się nimi bawić. Nie przestawali się całować. Fajerwerki nad ich głowami dodawały tylko romantyzmu całej sytuacji. Harold przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie o ile to było możliwe. Powoli zaczęło im brakować powietrza w płucach mimo tego nikt nie chciał przerywać tej chwili. Po kilku sekundach jednak Anna otworzyła oczy i powoli odsunęła się od chłopaka. Popatrzyła mu głęboko w oczy, a po jej policzku spłynęła łza. Łza szczęścia.
-Dlaczego płaczesz piękna?- spytał się zatroskany ocierając kciukiem łzę z jej policzka. Dziewczyna uśmiechnęła się.
-Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mi się w życiu przytrafiła- powiedziała jeszcze raz bawiąc się jego lokami, po czym znów go pocałowała. Po chwili usłyszała dziki krzyk z wagonika pod sobą. Oderwała swoje usta od jego i spojrzała w dół. To była jej siostra.
-Bożeeeeeeeee!!! Wreszcie! Dobry plan Hazza nie powiem!- krzyczała szczęśliwa Katy- Ale nie przeszkadzajcie sobie gołąbeczki moje!- Anna uśmiechnęła się i wtuliła się w Harolda. Chłopak chwilę jeszcze patrzył na wagonik pod nimi. Kiwnął głową na znak podziękowania Lou, za to że pomógł mu zrealizować jego niecny plan. Przeniósł wzrok z powrotem na dziewczynę, którą trzymał w objęciach. Podniósł jej podbródek tak aby mógł widzieć jej śliczne zielone oczy.
-Nawet nie wiesz jak długo na ciebie czekałem- powiedział powodując uśmiech na jej twarzy. Poczuł wewnętrzne ciepło i satysfakcję. Potrafi sprawić, że się uśmiecha.
-W końcu się doczekałeś. Warto było?- spytała ale nie otrzymała odpowiedzi bo chłopak przycisnął jej usta do swoich. Anna miała motylki w brzuchu. Nigdy w życiu chyba nie była jeszcze tak szczęśliwa-Uznam to jako potwierdzenie- powiedziała odrywając się od niego. Wtuliła się w niego zaciągając się jego zapachem.
-Harry?- spytała po chwili.
-Hm?- mruknął gładząc ręką po jej włosach.
-Kocham cię- odpowiedziała pewnie, bo teraz była stu procentowo pewna, że to co czuje do tego chłopaka to właśnie miłość. Hazza na jej słowa przytulił ją mocniej i pocałował w czubek głowy. Stali tak razem wtuleni i wpatrywali się w niebo pełne fajerwerków.
         Katy nie mogła usiedzieć w miejscu. Tak bardzo chciała znów spojrzeć na szczęśliwą siostrę i Harrego. Postanowiła jednak dać im trochę prywatności.
-Usiądź wreszcie Katy- powiedział do niej jej chłopak. Dziewczyna uczyniła to lecz po chwili znów wstała i zaczęła chodzić w tam i z powrotem.
-Czyż oni nie są uroczy? Widziałeś jej minę? W życiu nie widziałam jej takiej szczęśliwej! Boże jak ja się cieszę, że Harry w końcu jej to powiedział!- mówiła w kółko.
-Mam wrażenie, że zapomniałaś, że ja też tu jestem…- westchnął Lou.
-Ah Louis! Rzeczywiście! Nie zauważyłam cię wcześniej!- zaśmiała się Katy i podeszła do niego bliżej całując go w policzek. On obrócił ją tyłem do siebie i objął w pasie.
-Głupia ty. Patrz o tam!- wskazał na białe fajerwerki tuż nad ich głowami. Po chwili poczuli jak wagonik powoli rusza z miejsca. Widocznie pracownicy już, a raczej w końcu naprawili awarię. Po kilku minutach byli już na samym dole gdzie czekała Anna przyciśnięta plecami do klatki Harolda. Po chwili zauważyli też wysiadającego Nialla i Zayna. Ah jaką oni dopiero mieli romantyczną przejażdżkę.
-Co ty się tak darłaś tam na górze?- spytał Zayn Katy stając naprzeciwko niej. Dziewczyna kiwnęła tylko głową w stronę gdzie Harry stał razem z Anną.
-Oh… rozumiem. Widzę, że czeka mnie jeszcze jedna rozmowa z chłopakiem mojej siostry- powiedział i mrugnął okiem do Louisa, który widocznie taką rozmowę już przeszedł. Katy spojrzała na niego z zaciekawieniem próbując wyczytać z jego twarzy jakieś emocje związane z tym doświadczeniem, jednak nic nie wyczytała. Po upłynięciu cała szóstka zobaczyła jak Liam wychodzi z wagonika trzymając Danielle za rękę. Niall westchnął i popatrzył na wszystkie zakochane pary wokoło. Prawie każdy stał teraz ze swoją drugą połówką. Słodziak rozejrzał się dookoła placu, na którym stali. Wokół niego było dużo stoisk z mini grami, mini barów i kilka knajpek.
-Może pogramy w coś chwilę?- zaproponował Irlandczyk całej grupie. Wszyscy chętnie pokiwali głowami. Podeszli do pierwszego stanowiska. Gra polegała na zrzuceniu trzech puszek za pomocą małych piłeczek. Gra z początku wydawała się nie trudna lecz po kilku minutach nieudanych prób większość się poddała. Na placu boju został tylko Zayn i Liam. Toczyli zawziętą walkę o nagrodę- pluszową małpkę. Mulat zestrzelił już dwie puszki. Została mu ostatnia piłeczka. To od niej zależało czy wygra czy nie. Przymrużył jedno oko, żeby mieć lepszą widoczność, wymierzył i rzucił. Piłeczka o milimetry minęła puszkę. Wzruszył ramionami i dołączył do reszty siedzącej na ławce i dalej obserwował jak radzi sobie Daddy Direction. Liam spojrzał na swoją małą widownie. Przejechał wzrokiem po twarzach swoich przyjaciół i zatrzymał się na tej, dla niego najważniejszej. Wskazał na nią palcem w geście, że to dla niej chce wygrać. Danielle się zaśmiała i zarumieniła. Chłopak wziął do ręki małą kulkę i po chwili wszyscy usłyszeli dźwięk upadającej na ziemię pierwszej puszki. Nie minęła minuty kiedy pracownik stoiska musiał zdejmować z wysokiej półki pluszaka. Facet z obsługi podał go Liamowi, a ten podszedł z nagrodą do Dan.
-Bardzo proszę- powiedział wręczając misia dziewczynie, na co ona cicho zachichotała.
-Dziękuję- odpowiedziała oblana cały czas rumieńcem.
         Dziewczyny zamknęły za sobą drzwi od mieszkania i rzuciły się w stronę sypialni. Były wykończone. Ten wypad do wesołego miasteczka je zmęczył. Obydwie opadły na swoje łóżka. Sen cisnął im się na powieki kiedy Katy nagle się coś przypomniało.
-Anna! Opowiadaj jak było! Dobrze całuje? Co ci powiedział? Wyznał ci miłość?- zadała serię pytań prostując się. Siostra oparła się plecami o ścianę i szeroko się uśmiechnęła na samo wspomnienie. Wydawało jej się, że zdarzenia z parku rozrywki były snem. Wszystko było idealnie. Miejsce, czas, osoba… Nie mogła sobie tego lepiej wyobrazić. W żadnej komedii romantycznej czegoś takiego nie widziała.
-Było… idealnie- odpowiedziała wreszcie- To było… coś pięknego. Nigdy się tak nie czułam jak wtedy. Cały czas nie mogę uwierzyć, że to się zdarzyło!- powiedziała do siostry- kontynuowała swoją opowieść jeszcze do późnych godzin nocnych opowiadając Katy wszystkie szczegóły tego niezapomnianego wieczoru.
         Nastał ranek, a z nim kolejny dzień szkoły. Bliźniaczki szły do szkoły kiedy telefon blondynki zawibrował w jej kieszeni. Dostała smsa. „Mam nadzieję, że dobrze spałaś, po wczorajszym wieczorze… Ucz się pilnie na lekcjach i do zobaczenia po szkole. Przyjdę po Ciebie. Harry” Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny uśmiech, który oczywiście zauważyła jej siostra.
-Napisał do ciebie tak wcześnie rano??- spytała zszokowana- Bożeee jaki on romantyczny! Louis może się przy nim schować!- zaśmiała się. Anna uśmiechnęła się pod nosem odpisała „Spało mi się wyjątkowo dobrze, śnił mi się pewien przystojniak z burzą loków na głowie… Nie będę mogła się skupić na lekcjach! Nie wytrzymam do piętnastej! Do zobaczenia! <3”. Gdy wiadomość została wysłana, schowała komórkę z powrotem do kieszeni i ruszyła dalej z siostrą. Gdy doszły pod budynek szkoły, pożegnały się i każda z nich poszła na swoją lekcję.
         Harry niespokojnie stukał palcami o kuchenny blat. Lada chwila miał pojawić się Zayn, który chciał z nim odbyć poważną rozmowę. Loczek spodziewał się na jaki temat. Usłyszał za sobą ciche kroki i pośpiesznie się odwrócił. To był Louis.
-Stary wyluzuj trochę- zaczął brunet- Ja już to przeszedłem. Nie było, aż tak tragicznie. On po prostu się o nie martwi i chce dla nich jak najlepiej- wytłumaczył mu już doświadczony Lou.
-Może i masz rację- zamyślił się Hazza. W sumie co mógłby Zayn zrobić? Chce z nim tylko pogadać, tak dla zasady. Louis wyjął z lodówki sok i poszedł do swojego pokoju. Harold znów został sam w kuchni i oczekiwał. Obrócił się na krześle i wtedy go zobaczył. Zayn szedł już w jego stronę trzymając w ręku kilka kartek i dużych zeszytów.
-Dobra Hazza, przyszedł twój czas- powiedział mulat i układać przyniesione rzeczy na blacie. Otworzył jeden z zeszytów, który jak się okazało był albumem ze zdjęciami.
-Czemu przyniosłeś album?- spytał zdziwiony loczek. Nie spodziewał się raczej żadnych rekwizytów.
-To ja tu zadaję pytania- odpowiedział oschle, co nie było do niego podobne- Zacznijmy od tego, że Anna jest od ciebie młodsza. O kilka miesięcy, prawie o rok. Nie waż się tego wykorzystywać. Moja siostra, z resztą obydwie dużo przeszły. Jak już wiesz są adoptowane ale ja zawsze uznawałem je za moje rodzone siostry. One są Polkami. Tam się urodziły i spędziły osiem lat swojego życia. Te lata były dla nich bardzo ciężkie dlatego pod żadnym pozorem nie poruszaj tego tematu. Chyba, że Anna sama zdecyduje się ci powiedzieć ale to już jej decyzja. Ma alergie na pieczarki, musisz o tym pamiętać- Harry uważnie słuchał swojego przyjaciela. Ciekawy był czego się jeszcze o niej dowie- Anna uwielbia adrenalinę. Kocha gdy się dużo dzieje. To widać na przykład na tym zdjęciu- Zayn przewertował kartki w albumie i pokazał Harremu zdjęcie, na którym jego siostra jeździ hulajnogą po dachu altanki w ich ogrodzie- Jak się przyjrzysz to pod brodą ma bliznę od uderzenia się o kominek- chłopak mówił i mówił. Harold rozluźnił się. Lou miał rację, nie było aż tak źle. Było w sumie fajnie. Zayn mówił o samych przydatnych rzeczach. Chłopak opowiedział mu jakie jedzenie lubi, czego się boi i tym podobne. Na końcu jednak dorzucił- Ale jeśli spadnie jej choć jeden włos z głowy albo po policzku spłynie jej choć jedna łza, nie ukryjesz się przede mną Harry- zakończył Zayn. Harry przełknął głośno ślinę i posłusznie pokiwał głową, na znak że zrozumiał. Usatysfakcjonowany mulat uśmiechnął się. Bawiło go to, że zarówno Harry jak i Louis mieli przy nim pietra jeżeli szło o jego siostry. I tak też miało być. W tym momencie coś mu się przypomniało.
-Idź, bo nie zdążysz po Anne do szkoły- powiedział już nieco łagodniejszym tonem.
-A tak, tak…- odparł zamurowany loczek. Oszczędził sobie pytań skąd Zayn wie o tym, że miał iść po dziewczynę do szkoły. Postanowił zachować milczenie. Ubrał się i po cichu wymknął się z mieszkania.
***
         Bliźniaczki szły przez dziedziniec. Rozmawiały i się śmiały, gdy Anna wypatrzyła w tłumie Harrego. Miał na sobie zwykły T-shirt i czarne spodnie, ale nawet w tak skromnym stroju wyglądał zniewalająco. Dziewczyna pomachała do niego. Gdy Katy również ujrzała zbliżającego się do nich chłopaka, również mu pomachała. Harry odwzajemnił gesty. Przywitał się z Anną delikatnie całując w usta i z Katy przytulając ją. Potem w jego objęcia wpadła Anna i nie miała zamiaru w najbliższym czasie z nich uciekać. Katy nie dała tego po sobie poznać, ale nieco spochmurniała. Siostra nie mówiła nic o tym, że Harry po nią przyjdzie. Myślała, że będą wracać razem, a teraz nie wiedziała jak się zachować. Nie chciała przeszkadzać parze. Jednak główną przyczyną jej niezadowolenia był Louis. Jemu do głowy nie przyszło, żeby odprowadzić ją do domu ze szkoły. Nie chciała tego przyznać samej sobie, ale w końcu musiała- miała wrażenie, że Lou w ogóle się nie stara. Nie tak jak Hazza. Co prawda Loczek był z Anną od jakiś 24 godzin, ale to nie zmieniało faktu, że był o wiele romantyczniejszy od jej chłopaka. Wiedziała doskonale, że Louis to typ łobuza, ale od czasu do czasu mógł się zmusić do… do takiego zachowania jak Harry. Z rozmyślań wyrwała ją Anna.
-Ziemia do Katy! Idziemy do domu?- powiedziała.
-Nie, nie… sama się przejdę- odparła brunetka, ale oczywiście wspaniałomyślny Hazza musiał się przeciwstawić.
-No nie żartuj. Chodź z nami- na jego słowa Katy nie pozostało nic innego jak przytaknąć. Droga do mieszkania ciągnęła się w nieskończoność. Harry i Anna żartowali i nie szczędzili sobie czułości. Oczywiście Katy była prawie tak szczęśliwa jak Anna, patrząc na to wszystko, jednak po jej głowie nadal chodził Lou. Może powinna z nim zerwać? Nie, bez przesady. Po prostu musiała z nim porozmawiać, i tyle. Brunetka nie wróżyła jednak wspaniałej przyszłości tej rozmowie. Znając życie zakończyłaby się kłótnią. W mieszkaniu Katy odstąpiła Annie i Hazzie jej i siostry pokój. Niech mają trochę prywatności… W tym czasie postanowiła się pouczyć- a to coś nowego. W końcu wyłączyła się z otaczającego ją świata. Nawet nie drgnęła gdy zadzwonił jej telefon. Po kilku nieudanych próbach dodzwonienia się do brunetki telefon ucichł, dzięki czemu ona mogła ponownie spokojnie oddać się światu fizyki. Po niecałych dwudziestu minutach rozległ się dzwonek do drzwi. Oczywiście Katy wytrwale go lekceważyła. Na Anne nie miała co liczyć. Zdumiało ją gdy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Wkrótce jednak dostrzegła kątem oka czuprynę Louisa. Nie była zachwycona jego obecnością, zwłaszcza nie w takim momencie. Chłopak uśmiechnął się do niej jednak nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Wszedł do salonu i usiadł koło Katy. Zerknął jej przez ramię aby zobaczyć co tak uparcie czyta. Gdy ujrzał, że to podręcznik od fizyki bez wahania zamknął książkę w jej rękach.
-Uczę się- powiedziała chłodno Katy i ponownie otworzyła podręcznik.
-Jasne, jasne…- mruknął i schował twarz we włosach Katy- Dzwoniłem. Czemu nie odbierałaś?- w odpowiedzi dziewczyna odsunęła się na drugi koniec kanapy. Lou stwierdził, że brunetka się jedynie droczy i przysunął się do niej z powrotem. Z twarzy dziewczyny wyczytał jednak, że coś jest nie tak. Ucałował ją w czoło i spytał:
-Co jest?
-Nic- burknęła Katy, jednak po chwili jakby zmieniła zdanie- A właściwie to jest- odparła i położyła książkę na stolik- Chodzi o… ciebie.
-No więc słucham.
-Myślisz może czasem? O mnie?
-Dniami i nocami- zaśmiał się Lou, ale dla Katy to wcale ni było zabawne.
-O tym, żeby przyjść po mnie do szkoły? Zaprosić mnie gdzieś? Kupić… no nie wiem, kwiatka? Nawet zerwać jakiegoś chwasta po drodze…- kontynuowała.
-Dobrze wiesz, że gdybyś tylko chciała wykupił bym dla ciebie całą kwiaciarnię.
-Och Louis! Tu nie chodzi o to! Nie chodzi o jakieś durne kwiaty!
-To o co chodzi?- spytał Louis spokojnym tonem. Miał nadzieje, że to nieco uspokoi rozgniewany głos Katy.
-O inicjatywę. O to, żebyś zrobił coś dla mnie bezinteresownie… Nawet jeżeli cię o to nie poproszę. Żebyś wykazał się jakimś romantyzmem czy czymś… Abyś na każdym kroku chciał mi pokazać jak bardzo ci na mnie zależy. A ty się nawet nie fatygujesz, żeby zrobić cokolwiek.
-Nie mam wcale tak dużo czasu. Pragnę spędzać z tobą cały mój czas! Ale mimo, że nie chodzę do szkoły to…
-To co? To nie masz czasu? Harry jakoś ma. Właśnie teraz siedzi z Anną w pokoju i pewnie mówi jej jaka to jest piękna i cudowna i jak ją kocha…
-Aaaa… więc o to chodzi. Porównujesz mnie do Harrego?- spytał Louis a Katy odpowiedziała mu wymownym milczeniem- Więc skoro on jest taki idealny, to co ja tu jeszcze robię? Wybacz Katy, że nie jestem idealny. Wybacz, że nie jestem chłopakiem z twoich marzeń. Wybacz że nie jestem Harrym! Zadowolona? O to ci chodziło?! Dlaczego nie widzisz jak się staram?- tym razem to Louis przybrał na tonie- Może dlatego, że widzisz tylko to co chcesz? Może dlatego, że patrzysz przez pryzmat idealności Harrego? Już sam nie wiem- mówił. Gdy się obrócił zobaczył w progu Anne i Harrego. Zrobiło mu się strasznie głupio. Musieli usłyszeć jak wytrząsa się nad Katy, która teraz siedziała skulona na kanapie. I znowu to on wyszedł na tego złego. Nie mógł dłużej siedzieć w tym mieszkaniu. Wstał gwałtownie, wziął kurtkę z wieszaka i ruszył schodami w dół. Usłyszał za sobą nawoływanie i kroki Harrego, ale w tej chwili wszystko było mu obojętne.

 UWAGA! 
ANNA ZAKWALIFIKOWAŁA SIĘ DO DRUGIEGO ETAPU KONKURSU ORGANIZOWANEGO PRZEZ ESKĘ GDZIE MOŻNA WYGRAĆ KSIĄŻKĘ 1D! WIEC BARDZO PROSIMY A SZCZEGÓLNIE ANNA O GŁOSOWANIE NA JEJ PRACĘ! BARDZOOOOOOOOO. DAJEMY LINKA: http://www.eska.pl/news/konkurs_zaglosuj_na_najladniejsze_wiersze_o_one_direction_glosowanie/84475
I TRZEBA TAM GŁOSOWAĆ NA WIERSZ 4!!  POMÓŻMY JEJ WYGRAĆ! Z GÓRY DZIĘKUJEMY A TERAZ WRACAJMY DO RZECZYWISTOŚCI :D JAK SIĘ PODOBA ROZDZIAŁ? BO ANNA JEST NIM ZACHWYCONA... KOMENTOWAĆ MISIE PYSIE

P.S SORRY ZA CAPS
KOCHAMY WAS<333
Anna&Katy

         

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 37


         Katy gwałtownie otworzyła oczy. Co nocny koszmar nie dawał jej spokoju. Ujrzała przed sobą puste i pościelone łóżko. No tak, Anna była już w szkole. Brunetka poszła do łazienki i nieco się odświeżyła. Dziś czuła się już na siłach. Przebrała się z piżamy i usiadła na łóżku. Dla pewności zmierzyła temperaturę. Uśmiechnęła się pod nosem gdy termometr wskazał 36.6. W takiej sytuacji nie miała zamiaru bezczynnie siedzieć w mieszkaniu. Miała już powoli dość tego miejsca, po tym jak siedziała tu bezczynnie przez kilka dni. Musiała się gdzieś wyrwać. Ostatecznie postawiła na dobrą kawę w pobliskiej kafejce. Zabrała torbę i zameldowała Joshowi, że wychodzi. Po chwili była na miejscu. Dziś pogoda dopisywała. Bezchmurne niebo i świecące słońce idealnie ze sobą współgrały. Katy właśnie odchodziła ze swoją kawą od kasy, gdy nagle wpadła na nią zaczytana dziewczyna. Połowa kawy wylądowała na podłodze, druga zaś została w filiżance, którą Katy dzielnie trzymała. Jakimś cudem brunetka uniknęła pochlapania gorącym płynem. Dziewczyna z książką momentalnie się ocknęła.
-Och! Bardzo przepraszam!- mówiła zdenerwowana.
-Spokojnie, nic się nie stało…
-Naprawdę bardzo przepraszam. Zaczytałam się… Proszę usiądź. Zaraz odkupię pani tą kawę.
-To naprawdę nie jest konieczne- powiedziała Katy, jednak kobieta nie odpuszczała. W końcu zrezygnowana Katy usiadła, gdy dołączyła do niej dziewczyna trzymająca dwie kawy i książkę pod pachą. Katy pomogła jej ustawić filiżanki na stoliku.
-Bardzo panią przepraszam, naprawdę…
-Katy.
-Bardzo cię przepraszam Katy…
-Naprawdę nic się nie stało. Żyję- uśmiechnęła się.
-No tak… Eleonor- przedstawiła się- Ale wołają na mnie El- dodała. Chyba była starsza od Katy. Tak jak ona miała brązowe włosy, jednak już nie tak długie, a do tego ciemno-brązowe oczy. Była śliczna. Katy przyjrzała się książce leżącej na stoliku.
-Nicholas Sparks?
-Tak. Uwielbiam go…
-To tak jak ja. Mam w domu kilka jego książek, większość wypożyczałam.
-Hmmm… Ja podobnie. Wiem, że to nie na temat, ale ile zapuszczałaś włosy?
-Och, już nawet nie pamiętam…- odpowiedziała Katy. Dziewczyny zaczęły rozmawiać na najróżniejsze tematy. Dobrze się dogadywały i naprawdę miło spędzały czas. Pogawędki przerwał im telefon. Katy spojrzała przepraszająco na Eleonor.
-Pozwolisz…?
-Jasne, odbierz- powiedziała dziewczyna i upiła łyka już drugiej kawy. Katy odebrała telefon.
-Zayn?...Nie, już dobrze się czuję…Tak…Jestem teraz w kawiarence…Spoko, skoro macie czas…Tylko, że jestem z koleżanką…Mogę ją przyprowadzić?...No to super…Kocham cię…Do zobaczenia, pa.
-Nie chcę być wścibska…to twój chłopak?- zapytała El, gdy Katy odłożyła telefon.
-Nie, nie…brat. Chce, żebym do niego wpadła. Jakby co to jesteś również zaproszona, chyba że masz inne plany.
-Jeżeli nie masz ty ani twój brat nic przeciwko to chętnie wpadnę. Mam wolne po południe…
-No to świetnie- uśmiechnęła się Katy. Kiedy skończyły pić kawę zaczęły się powoli zbierać. Po drodze do Zayna jeszcze długo rozmawiały. Eleonor wydawała się być bardzo miłą i ciepłą osobą. Do tego nie brakowało jej poczucia humoru. Wkrótce były na miejscu. Zayn zaprosił dziewczyny do środka. Wszyscy chłopcy siedzieli w salonie. Prawie wszyscy- brakowało tylko Lou.
-Hej wszystkim- przywitała się- To jest Eleonor. Wpadłyśmy na siebie dzisiaj w kawiarence.
-Właściwie to ja na ciebie- zaśmiała się dziewczyna i popatrzyła na twarze chłopaków. Kogoś jej przypominali. Miała nadzieję, że się jednak myli. Po pewnym czasie rozległ się głos otwieranych drzwi.
-Wróciłem! Udało mi się nawet kupić dwie pepsi w cenie jednej!- krzyknął z korytarza Lou. Uśmiech zniknął z jego twarzy gdy ujrzał niespodziewanych gości w salonie. Eleonor spoważniała.
-Katy właśnie mi się coś przypomniało… coś mi wypadło, muszę iść- rzuciła szybko i już jej nie było. Lou jak stał tak stał w progu. Katy patrzyła zdziwiona, z resztą jak cała reszta.
-Nie jesteś już chora?- spytał chłopak.
-Nie…
-Skąd znasz tą dziewczynę?
-Louis powiesz mi, o co ci chodzi?
-O nic- powiedział oschle i poszedł do swojego pokoju. Brunetka siedziała oniemiała. Nie rozumiała zachowania ani swojego chłopaka, ani Eleonor.
-Idź z nim pogadaj- rzucił Zayn.
-Zaraz wracam- odpowiedziała Katy i również udała się do pokoju Lou. Ten siedział na łóżku. Dziewczyna usiadła koło niego i uważnie mu się przyjrzała.
-Znasz Eleonor, prawda?
-Mówiła ci coś?
-Nie Lou, ja to widzę. Powiedz mi- prosiła. Chłopak ciężko westchnął.
-To moja była- burknął pod nosem. Katy z początku była nieco oniemiała ale w końcu jej przeszło.
-I co z tego?
-Nie przepadamy za sobą. Że tak powiem, nie zdążyliśmy się jeszcze do końca pogodzić- powiedział. Zapanowała cisza, którą po chwili znowu przerwał Louis- Nie chcę abyś się z nią przyjaźniła- dodał i spojrzał w niebieskie oczy Katy.
-Tylko dlatego, że to twoja była? Jest bardzo miła i w ogóle… O co ty mnie prosisz? Czy ty siebie słyszysz? Przecież to jest śmieszne- oburzyła się Katy, tak więc Louis postanowił nieco rozładować atmosferę żartując.
-Po prostu nie chcę się tobą dzielić- mruknął i przysunął się do Katy. Chciał ją pocałować ale ona odsunęła się i postanowiła wrócić do reszty. Lou chwycił ją jednak za rękę i z powrotem posadził na łóżku.
-No przepraszam…
-Nie gniewam się- powiedziała dziewczyna i w dowodzie złożyła pocałunek na ustach Lou- Po prostu chcę wrócić do salonu. Najlepiej z tobą.
-To idziemy.
***
         Anna szła na ostatnią lekcję. Po drodze skoczyła do kiosku po coś do picia. Miała przerwę dwudziestominutową, więc miała czas. Usiadła pod drzewem na wielkim dziedzińcu. Mimo pięknej pogody było na nim pusto. Jednak po chwili cudowny spokój zakłócił jej znajomy głos.
-Zdążyłem się stęsknić- to był Ben. Anne oblała fala strachu, ale nie dała tego po sobie poznać. Powoli zebrała swoje rzeczy z powrotem do torby zachowując milczenie i spokój. Podniosła się i otrzepała z trawy. Miała zamiar odejść ale silne ręce ją zatrzymały.
-Chyba nie uciekasz- mówił przyciszonym głosem koszykarz.
-Puść mnie psychopato. Puść albo zacznę krzyczeć.
-Tak jak ostatnio?- spytał Ben przywołując bolesne wspomnienia. Mimo to Anna trzymała się twardo.
-Nie każ mi powtarzać. Puść mnie- mówiła stanowczo i ku jej zdziwieniu uścisk w jej ramionach znaczenie zmalał. Otrząsnęła się z rąk Bena i pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Gdy jednak upewniła się, że zniknęła z pola widzenia Bena nogi same się pod nią ugięły. Zsunęła się powoli przy ścianie. Cała się trzęsła. To nie mogło tak wyglądać. Nie mogła każdego dnia przychodzić pełna obaw do szkoły. To musiało się skończyć. Musiała porozmawiać z siostrą. Wyjęła telefon z kieszenie i wykręciła jej numer.
-Tak Anna?- odezwał się głos po drugiej stronie.
-Hej, słuchaj możemy porozmawiać?- spytała nadal próbując się uspokoić.
-To raczej nie jest rozmowa na telefon, prawda? Słuchaj ja jestem teraz u Zayna. Możesz tu przyjść? Wtedy pogadamy- zaproponowała siostra.
-Dobra będę za godzinę- odpowiedziała Anna i się rozłączyła. Wzięła głęboki oddech i w głębi duszy miała nadzieję, że dziś już nigdzie nie spotka Bena.
          Anna siedziała z Katy na łóżku w pokoju Nialla. Zgodnie z jej prośbą chłopcy zostawili siostry na osobności, choć Zaynowi przyszło to z trudnością. Czuł, że coś jest nie tak, mimo że Annie w miarę udawało się kłębić w sobie tą całą sytuację. Katy siedziała zniecierpliwiona. Starała się wyczytać z zielonych oczu Anny o co chodzi. Nie szło jej jednak najlepiej. Blondynka widząc wyczekującą brunetkę nie zwlekała dłużej.
- W szkole spotkałam Bena- na jej słowa oczy Katy otworzyły się szeroko.
-Co zrobił…?- zapytała Katy.
-Właściwie to nic… Moim zdaniem on nie chce mnie wykończyć… no wiesz fizycznie. Może to dziwnie zabrzmi dziwnie, ale moim zdaniem on się nade mną znęca. Psychicznie.
-Czego on do cholery od nas chce?!- wybuchła Katy.
-Jak to od „nas”?- spytała Anna. Katy nie miała szans już odwołać tego co powiedziała. Przed jej siostrą nic nie mogło się ukryć.
-Niedawno w szkole mnie zaczepił. Na szczęście Lou tam był, przyniósł mi kanapki od Liama, i kazał Benowi się ode mnie odwalić.
-Czemu mi o tym nie powiedziałaś?
-Nie chciałam ci zawracać tym głowy. Poza tym to w tej chwili nie ma żadnego znaczenia. Teraz trzeba skupić się, jak pozbyć się Bena.
-Nie mam pojęcia…- odparła Anna i zapanowała cisza. Dziewczyny były pochłonięte myśleniem. Wtedy do pokoju wparował Niall.
-Co tam Słodziaku?- spytała wyrwana z namysłu Katy.
-No więc przyszedłem udawać, że szukam czegoś w moim pokoju, ale tak naprawdę to Zayn mi kazał tu przyjść i sprawdzić czy wszystko u was okey.
-Hahaha…- nie mogła powstrzymać śmiechu Anna- Już do was idziemy, znając życie siedzicie w kuchni, czyż nie?
-Tak… no to chodźcie- powiedział blondyn i wrócił do chłopaków. Po kilku sekundach w kuchni znalazły się również Anna i Katy. Ich oczy w jednej chwili skierowały się na Liama, który rozmawiał przez telefon.
-No to jak? Czyli w wesołym miasteczku? Dobra… Do zobaczenia Danielle- mówił chłopak. Bliźniaczki jedynie dyskretnie puściły mu oko. Były z niego dumne. Nie przewidziały jednak dalszego przebiegu wydarzeń. Harry wstał z krzesła i uklęknął przed Anną. Katy aby im nie przeszkadzać postanowiła się nieco odsunąć.
-Anna, nie będę gorszy od Liama! Czy ty, Anna Margaret Malik, pójdziesz ze mną, Harrym Edwardem Stylesem, do wesołego miasteczka?
-Skąd znasz moje drugie imię?
-Anna…
-Tak Harry Edwardzie Styles, pójdę z tobą do wesołego miasteczka- uśmiechnęła się blondynka. Louis podszedł do Katy i złapał ją za ręce- nie chciało mu się zbytnio klękać.
-Pójdziesz ze mną do wesołego miasteczka młoda?- spytał. Katy przewróciła oczami. Harry był taki oficjalny i romantyczny… Prychnęła pod nosem.
-Ok- powiedziała niemrawo pod nosem. Oczywiście nie mógł przewidzieć co wpadnie Louisowi do łowy. Ten przewiesił ją sobie przez ramie i zaczął się drzeć.
-Katy idzie ze mną do wesołego miasteczka! Jestem bogiem! Mówcie mi mistrzu!
-Lou postaw mnie na ziemię!- próbowała go przekrzyczeć brunetka. Zayn i Niall siedzieli zrezygnowani. Trójka pozostałych chłopców była umówiona z fajnymi dziewczynami, oni byli zdani na siebie. Wkrótce Niall nie wytrzymał i klęknął przed Zaynem.
-Zayn, będę zaszczycony jeżeli pójdziesz ze mną do wesołego miasteczka- powiedział blondyn oficjalnym głosem. Zayn udał wzruszonego.
-Oczywiście kotku- odpowiedział na co Niall podszedł do Louisa.
-Mów mi mistrzu mistrzów.
-Co?- spytał Lou jakby się przesłyszał.
-Nie ważne co… postaw mnie wreszcie- błagała zapomniana już Katy.
-A tak, tak… - odpowiedział Louis i ze swoim uśmieszkiem odstawił brunetkę z powrotem na podłogę.
***
         Podczas gdy Niall zajadał się watą cukrową, Zayn sędziował w samochodowej bitwie. Bliźniaczki kontra Louis i Harry- Liam i Danielle byli w swoim świecie i nie warto było ich z niego wyciągać. Przegrani mieli nieść wygranych na barana i spełniać ich wszystkie zachcianki aż do końca pobytu w wesołym miasteczku. Tak więc zarówno chłopcy jak i dziewczyny byli mocno zdeterminowani. Drobne bliźniaczki nie miały zamiaru targać na plecach dwóch olbrzymów. Katy siedziała za kierownicą, natomiast Anna mówiła jej co ma robić. W samochodziku przeciwnika prowadził Harry, a planował Louis.
-Zajedź ich teraz! W bok! Wjedź im w bok!- krzyczała Anna. Katy posłusznie robiła co kazała siostra. Z impetem uderzyła w pojazd chłopaków.
-Cztery dwa dla dziewczyn!- krzyczał uradowany Zayn, który wyraźnie dopingował siostrom. Dziewczyny przybiły sobie piątkę.
-Louis jesteś marnym strategiem- prowokowała chłopaka Anna. Jak zwykle jednak najbardziej się denerwował Harry, który nienawidził przegrywać.
-I tak dajemy wam w fory!- powiedział Loczek starając się wycofać. Już wymierzał w dziewczyny gdy wszystkie pojazdy raptownie się zatrzymały.
-Co jest?- spytał zaskoczony.
-Koniec jazdy, wysiadamy- powiedział znużonym głosem pracownik. Bliźniaczki wyskoczyły z autka i uściskały się nawzajem.
-Wygrałyśmy! Bliźniaczki górą!- zaczęły śpiewać, żeby jeszcze bardziej zezłościć przegranych chłopców.
-No, proszę. Czekam na szofera- powiedziała wyniosłym głosem Anna. Harry podszedł do niej i nastawił plecy. Dziewczyna wskoczyła na niego i owinęła nogi wokół jego pasa, a ręce wokół szyi. Złość Harrego powoli minęła gdy z przyjemnością chwycił pod uda blondynkę. Kiedy Katy wdrapała się na grzbiet Louisa popatrzyła triumfalnie na siostrę.
-Wio!
-Właśnie, wio! Pić mi się chce. Podejdźcie pod ławki, posadźcie nas i pójdźcie po dwa shake’i czekoladowe- rozkazywała Anna.
-Może kocyk do tego?- spytał z sarkazmem Harry.
-Obejdzie się- rzuciła żartobliwie Katy- Wio!- na te słowa chłopcy ruszyli. Dziewczyny jednak nie były ciężkie i po kilku krokach zapomnieli, że mieli je na plecach. Posadzili dziewczyny na ławce i poszli zaspokoić ich zachcianki. Stanęli w kolejce.
-To jak? Nasz plan nadal aktualny?- zapytał Harry. Lou od razu rozszerzył usta w szerokim uśmiechu.
-No jasne. Tylko pamiętaj, musisz stać za Anną w kolejce, bo inaczej nie wypali.
-Dobra…
-Stary… To twój dzień. Wierzę w ciebie- skomentował Louis po czym zamówił dwa napoje. Po kilku chwilach chłopcy wrócili do dziewczyn, rozmawiających na przemian z Zaynem i Niallem. Na Liama nie miały co liczyć. Zapatrzony był w cudowną Danielle, z resztą z wzajemnością.
-To jak? Diabelski młyn?- spytał Harry i podał Annie shake’a.
-Spoko, jeżeli się nie boicie to możemy iść- odpowiedziała Katy. Gdy dziewczyny skończyły pić ponownie wgramoliły się na grzbiety chłopaków, przy czym Louis lekko podrzucił Katy. Dziewczyna pisnęła.
-Nie mogłem się powstrzymać- zaśmiał się, a w odpowiedzi dostał w łeb. Gdy wszyscy dotarli do celu, dziewczyny leniwie zsunęły się z pleców Louisa i Harrego. Musiały przyznać, że byli całkiem wygodni. Długo stali w kolejce i mieli nadzieję, że ich cierpliwość się opłaci. Wkrótce nadjechał wagonik, do którego mieli rzekomo się wszyscy zmieścić. Pierwsza weszła Anna, a za nią wcisnął się Harry. Katy już miała wejść gdy Lou dosłownie zatrzasnął przed jej nosem drzwiczki wagonika. Zaskoczona zachowaniem chłopaka patrzyła jak wagonik rusza. Tak bardzo chciała jechać z siostrą. Nim się obejrzała nadjechał kolejny wagonik. Lou pchnął ją do niego lekko i sam również wszedł szybko zamykając za nimi drzwiczki. Katy nie wierzyła w to co widzi. Było oczywiste, że Harry i Louis to zaplanowali. Ostatecznie wszyscy podzielili się na grupki: Anna jechała z Harrym, Katy z Louisem, Liam z Danielle, a Zayn z Niallem. Jakby nie patrzeć plan był dobry. Anna usiadła na małej ławeczce w wagoniku i zaczęła zastanawiać się co plan Hazzy ma na celu. Przyglądała się mu z zaciekawieniem. Ciekawe co kombinował.
-Długo nad tym myślałeś?- zapytała robiąc mu miejsce na ławeczce.
-Ale nad czym?- odpowiedział udawając, że nie wie o co chodzi. Usiadł koło niej- Nie wiem o czym mówisz.
-Proszę cię… chcesz mi powiedzieć, że Lou tak sam z siebie po prostu zamknął za nami te drzwiczki od wagonu?
-No tak. Wiesz przecież jaki on jest. Ale nie powiem, że nie jestem mu za to wdzięczny- powiedział dotykając ręką jej kolana. Anna oblała się rumieńcem. Powoli chyba zaczynała rozumieć do czego dąży chłopak. Tym razem nie cofnęła jego ręki tylko się uśmiechnęła. W głębi duszy wiedziała, że chce tego samego co on. Wstała jednak z miejsca podchodząc do barierki i przyglądając się panoramie Londynu. Widok zabierał dech w piersiach. Kurczowo złapała się barierki gdy wagonik niespodziewanie zahamował. Dziewczyna popatrzyła w dół i od razu się cofnęła, wpadając na Harrego, który objął ją w pasie.
-Chyba tu trochę sobie razem posiedzimy- powiedział gładząc kciukami jej talię.
         Danielle westchnęła i usiadła koło Liama. Chłopak posmutniał. Chciał, aby dziewczyna dobrze się bawiła w jego towarzystwie, a nie siedziała w wagoniku, który nie wiadomo na jak długo się zatrzymał.
-Przepraszam cię Dan. Gdybym wiedział, że wagoniki się zatrzymają nie zabrał bym cię na nie…- powiedział. Dziewczyna tylko się uśmiechnęła. Był uroczy. Widać, że się starał.
-Proszę cię… jest cudownie. Lepszej randki nie mogłam sobie wyobrazić- odpowiedziała przesuwając się bliżej do Liama- Jest fajnie, naprawdę- Liam się uśmiechnął i objął ją w tali. Zapowiadało się, że trochę czasu będą tu jeszcze siedzieć więc przynajmniej niech ten czas miło im minie. Po chwili z głośników wewnątrz wagonika rozległ się głos pracownika diabelskiego młynu.
-Uwaga, uwaga! Z przykrością musimy państwa poinformować, że nastąpiła awaria systemu. Staramy się ją jak najszybciej naprawić- na te słowa Liam nie wiedział czy się cieszyć czy martwić. Uśmiech na twarzy Danielle pozwolił mu jednak wybrać pierwszą opcję.
-Co my będziemy robić? Znając życie awaria będzie trwała kilka godzin…
-Spokojnie na pewno coś wymyślimy. Nie stresuj się tak Liam. Wystarczy, że będziemy tu razem- uśmiechnęła się i oparła głowę na jego ramieniu- Naprawdę cieszę się, że wtedy do mnie podszedłeś Liam- chłopak uśmiechnął się i pocałował ją w czubek głowy.
         Louis się śmiał z niewiadomego powodu jakby usłyszał najlepszy żart na świecie. Łzy nawet dopłynęły mu do oczu.
-Czego rżysz pajacu?- zapytała złośliwie Katy. Twarz Louisa spochmurniała, a donośny śmiech ustał.
-Nie mów tak do mnie. Jestem twoim chłopakiem. Możesz nazywać mnie Louis, Lou, Louiś, jak chcesz ale nie tak- dziewczyna zdziwiła się. Wydawał się… urażony. Pierwszy raz widziała go takiego. Bez wahania podeszła do niego i usiadła okrakiem na jego kolanach. Ujęła twarz w jego dłonie i ciepłym wzrokiem spojrzała mu w oczy.
-Louis, przepraszam cię kotku- powiedziała i pocałowała go w usta- Kocham cię pajacu ty mój- dorzuciła wtulając się w jego klatkę. Wiedziała, że teraz już nic nie powie. Zmiękczyła go.
-Też cię kocham wariatko- szepnął jej do ucha miziając nosem jej szyję-Moja wariatka- oznajmił jakby chciał powiedzieć całemu światu, że ona jest JEGO dziewczyną. Tylko jego.
-Louis?
-Hm?- zamruczał jak kotek.
-Kto wymyślił ten plan?- spytała nie odrywając się od jego piersi.
-Jaki plan?- spytał głaszcząc ją po długich brązowych włosach.
-No Anna… Harry… wagonik… no wiesz o co mi chodzi.
-Aaa. To był jego pomysł ja tylko mu pomogłem go zrealizować- odpowiedział przygryzając delikatnie jej ucho, na co dziewczyna jęknęła cicho.
-Louis?
-Hm?- odpowiedział znowu.
-On ją kocha prawda?- spytała odrywając się od niego i spoglądając na wagonik nad nimi, w którym siedziała jej siostra z Harrym.
-Tak Katy. Od dawna. Nigdy chyba nie widziałem żeby ktoś tak kochał jakąkolwiek dziewczynę…Chociaż nie. Ja kocham cię bardziej- powiedział odgarniając jej włosy za ucho- Możesz być spokojna. Dobrze się nią zajmie… Jeśli o to ci chodzi oczywiście.
-Jak myślisz, ile czasu zajmie naprawa tej awarii systemu?- spytała schodząc z jego kolan i wychylając się za barierkę patrząc na to co dzieje się w wagoniku pod nimi.
-Nie wiem. Mam nadzieję, że długo- odpowiedział.
-Długo? Przecież my się tu zanudzimy na śmierć!- powiedziała odwracając się w jego stronę. Louis uśmiechnął się i zaczął iść w jej stronę.

-Katy, ze mną nigdy się nie będziesz nudzić.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ. 
CHCE WIDZIEĆ SPAM! 
No to formalności mamy już za sobą;D Więc w tym tygodniu to ja, Anna przejmuje dowodzenie bo nasza kochana Katy wyjechała na zieloną szkołę. Przy okazji chciałabym powiedzieć, że mamy NAJLEPSZYCH czytelników na świecie. Z naszych badań wynika, że czytają to nie tylko ludzie, którzy mieszkają w Polsce ale min. w USA, Rosji czy Indonezji (Ahhh ten fejm<3) To nie byłoby możliwe dzięki wam. Czasami mamy ochotę przestać pisać ale wiemy, że WY czekacie na nowe rozdziały. Piszemy to dla was. Boże rozpisałam się. Katy mnie zabije. Ale ciiiii. Może się nie dowie.
A! I WIELKA PROŚBA! WEŹCIE NAS FOLLOWNIJCIE CO?....
Anna: @JustAnna4 (mam nowe ikonki i nowe wszystko wiec się nie zdziwcie;D)
Katy: @KatyRaven1 (a Katy jak zwykle ma wszystko po staremu czyli ślicznie)

Kochamy Was! <333
Anna&Katy

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 36


       One Direction siedzieli w swoim mieszkaniu. Byli bardzo szczęśliwi z tego co udało im się ustalić z Simonem. Wydają płytę! Wiedzieli, że oznacza to dużo pracy, ale przecież właśnie o tym marzyli. O tłumie fanów krzyczących ich imiona i nazwę zespołu… Trasach koncertowych po wszystkich zakątkach świata, a przede wszystkim śpiewaniu. Oczywiście w głowie Liama podążały za sobą dwie myśli. Kariera i piękna Danielle. Tak pięknie się uśmiechała… i zgodziła się pójść z nim na randkę! Problem był jedynie w tym, że nie wiedział ani gdzie ją zabierze, ani jak to wszystko będzie miało wyglądać… a miało być idealnie. Z jedną rzeczą nie miał jednak problemu: doskonale wiedział do kogo ma się zwrócić o pomoc. Wyjął telefon z kieszeni i wybrał numer Anny. Po kilku sygnałach odebrała.
-Uwijaj się szybko, mam chemię- odezwała się mówiąc niemal szeptem. Liam nie pochwalał jej zachowania ale postanowił dokończyć z nią rozmowę.
-Eee przyjdziecie dziś do nas?- spytał.
-No ja tak ale na Katy raczej nie ma co liczyć, bo leży przeziębiona w łóżku.
-No dobra. To wbij jak skończysz lekcje- odpowiedział.
-Ok. Do zobaczenia- powiedziała i już miała się rozłączać gdy usłyszała po drugiej stronie.
-Anna?- spytał pośpiesznie.
-Hm?
-Nie odbieraj więcej telefonów podczas lekcji- rzucił na koniec i się rozłączył.
         Anna zadzwoniła dzwonkiem do drzwi. Chwile to trwało zanim ktoś pofatygował się i poszedł jej otworzyć. W drzwiach ukazał się loczek.
-Jest Liam?- spytała od razu, zauważając schodzący uśmiech z twarzy Hazzy. Chyba myślał, że przyszła do niego…
-Cześć Anna, też miło cię widzieć- burknął- Przywitać się to nie łaska?
-Cześć Harold- powiedziała, pocałowała go w policzek i kontynuowała- Co u ciebie? Wszystko w porządku? Jak żyjesz?- mówiła złośliwie po czym poczochrała jego włosy i minęła go w drzwiach- Liam?!- krzyknęła z korytarza.
-Tu jestem!- odpowiedział jej wstając z fotela, po czym podszedł i dał jej buziaka w policzek witając się.
-Rozumiem, że chcesz pogadać o tym o czym myślę, prawda?- spytała puszczając do niego oczko, rozbawiając tym tylko Liama.
-No tak… Może pójdziemy do sklepu… Chyba nie mamy już mleka…- rzucił dając jej znak, że chce pogadać z nią na osobności. Bez obecności chłopaków. Oboje udali się w stronę wyjścia mijając po chwili wracającego do salonu Harrego.
-Gdzie ją znów porywasz?- spytał niezadowolony- Co wy macie ostatnio jakieś wspólne tajemnice?
-Nawet nie wiesz ile…- powiedziała już wychodząca Anna z chytrym uśmieszkiem. Po chwili wraz z Liamem zniknęli za progiem zostawiając naburmuszonego Harrego. Nie minęło pięć minut gdy Liam i Anna znaleźli się u Katy. Dziewczyna czuła się już nieco lepiej, ale nadal męczyła ją temperatura. Gdy ujrzała Liama z jej siostrą miała wrażenie jakby właśnie ją uzdrowili. Uśmiechnęła się blado.
-Hej Katy. Nie wiedziałem, że jest aż tak źle…- przywitał się Liam.
-Aż tak okropnie wyglądam?- zaśmiała się brunetka.
-Nie jesteś po prostu bardzo blada… pójdę zrobić ci okład na czoło…- mówił Liam zupełnie zapominając po co przyszedł do bliźniaczek. Anna postanowiła mu przypomnieć:
-Liam, może podzieliłbyś się najpierw swoimi troskami, hm?- zapytała z sarkazmem. Liam od razu spoważniał, ale się nie odezwał. Anna przejęła inicjatywę.
-Liam ma randkę z Danielle! I zgadnij kto mu pomoże to wszystko ogarnąć?
-Zgaduje, że my- rozpogodziła się Katy- Gdzie ją zabierasz?
-Jeszcze nie zdecydowałem ale myślałem nad zabraniem jej do restauracji… co wy na to?- spytał niepewnie.
-Oooo to takie romantyczne! To świetny pomysł! Danielle będzie zachwycona!- stwierdziła pełna entuzjazmu Katy.
-Do jakiej restauracji konkretnie chcesz ją zaprosić?- spytała Anna podając wszystkim herbatę.
-Nie wiem… miałem nadzieję, że wy będziecie miały jakiś pomysł- uśmiechnął się.
-Co myślisz o Barney’s? Podobno jest tam świetna atmosfera i dobre jedzenie- zaproponowała blondynka.
-Zdaje się na was- uśmiechnął się chłopak. Bliźniaczki wzięły jego słowa bardzo dosłownie. Wystarczyła godzina, a dziewczyny wiedziały już w co ubierze się Liam, jakie kwiaty weźmie ze sobą i jak będzie mniej więcej wyglądał jego dialog z Danielle. Liam bez namysłu przystawał na wszystkie propozycje sióstr.
-No to jak? Gotowy?- spytała Katy.
-Jak nigdy…
-No dobra. Teraz trzeba cię jakoś przygotować. Chodźmy do ciebie, może uda mi się coś wygrzebać z twojej szafy…- odparła Anna i pociągnęła za sobą Liama.
-Papa!- krzyknęła za nimi podekscytowana Katy. Przy okazji Anna z Liamem dosłownie minęli w progu Louisa. Przyszedł odwiedzić swoją dziewczynę. Miał wyrzuty sumienia- cały czas obwiniał się, że to przez niego Katy się rozchorowała. Gdyby nie zatrzymali się wtedy po imprezie w parku, może sprawy potoczyłyby się inaczej. Uchylił drzwi pokoju bliźniaczek. Na łóżku zauważył zwiniętą w kłębek Katy. Była odwrócona do niego plecami, nawet go nie usłyszała. Pomimo wyrzutów sumienia psotliwa natura Lou zwyciężyła. Zakradł się do łóżka brunetki. Stał przy jego krawędzi i gwałtownie usiadł koło leżącej dziewczyny obejmując ją ramionami. Wystraszona Katy podskoczyła i pisnęła. Gdy jednak dotarł do niej zapach perfum chłopaka raptownie się uspokoiła i ponownie opadła na łóżko.
-Jak możesz… mam temperaturę i źle się czuję, a ty zamiast się o mnie zatroszczyć, przytulić i pocałować w czoło jak przystało na chłopaka straszysz mnie…- powiedziała niezadowolona Katy i zabrał ręce chłopaka z swojej talii. Lou starał się powstrzymać od śmiechu. Gdy mu się to udało zastosował się do wskazówek dziewczyny. Ucałował ją w tył głowy i przytulił.
-Hej kochanie, jak się czujesz? Przynieść ci coś do picia? Masz na coś ochotę?
-Już lepiej- burknęła Katy i schowała twarz w poduszce.
-Przepraszam- powiedział Lou ale dziewczyna nadal się nie odzywała- Przepraszam- powtórzył chowając się w brązowych włosach Katy. Nie wytrzymała i już z uśmiechem na ustach powiedziała:
-Zrób mi herbaty.
-Się robi- powiedział i poszedł do kuchni. Nastawił wodę i wyjął szklankę z szafki. Tyle razy był już w mieszkaniu bliźniaczek, że dobrze wiedział gdzie co leży. Po chwili czajnik zagwizdał. Sprawnie zalał herbatę i zaniósł ją Katy.
-Dziękuję- odpowiedziała i wzięła szklankę do swoich małych dłoni, po czym wzięła małego łyka- Bardzo dobra ta herbata- pochwaliła Lou.
-Zrobiona specjalnie dla ciebie kochanie- powiedział po czym machnął ręką na znak aby z powrotem się położyła. Katy odłożyła kubek na szafkę nocną i zrobiła to co Louis jej zaproponował. Ułożyła się wygodnie na poduszce po czym poczuła dotyk jego nosa na swojej szyi.
-Chyba wiem jak możemy cię wyleczyć…- powiedział po czym zaczął składać słodkie pocałunki na jej rozpalonym od temperatury ciele. Katy zachichotała kiedy jego usta dotknęły jej brzucha- Ty się tu śmiejesz a ja staram się być romantyczny!- udawał obrażonego Lou, na co dziewczyna jeszcze bardziej zaczęła się śmiać- Kocham cię Katy- powiedział szczerze Lou patrząc jej w oczy. Katy przestała się śmiać.
-Ja też cię kocham Louis- powiedziała uśmiechnięta po czym pocałowała go w usta- A teraz możesz kontynuować to co zacząłeś.
         Liam przytrzymał Annie drzwi aby spokojnie mogła wejść do mieszkania. Od razu udała się do jego sypialni. Po drodze minęła Zayna.
-A ty gdzie idziesz? Sypialnie chyba ci się pomyliły. Pokój Harrego jest na lewo- dogryzł swojej siostrze. Ona rzuciła mu piorunujące spojrzenie, a Zayn zrozumiał swój błąd. Szybko postanowił zmienić temat.
-Muszę wyjść i zobaczyć się z Katy. Martwię się o nią, poza tym nie powinna być tak cały czas sama…
-Nie jest i lepiej do niej nie idź. Louis jest u niej…- odpowiedział Liam.
-Tym bardziej powinienem tam być. Cześć- rzucił i niemal wybiegł z mieszkania. Anna miała ochotę wybuchnąć śmiechem. Postanowiła się jednak skupić na Liamie. Już po chwili grzebała w jego szafie, a konkretnie wyrzucała z niej wszystko co tylko wpadło jej w ręce. Liam przechwycił elegancką koszulę.
-Może to?
-Nie… nie możesz iść ubrany jak na apel… Masz być elegancki i na luzie…- mówiła nie odrywając wzroku od szafy chłopaka. W końcu wyciągnęła z niej biały T-shirt, czarną marynarkę i spodnie. Liam posłusznie poszedł do łazienki i się przebrał. Gdy znowu pojawił się w progu drzwi Annie rozbłysły oczy.
-No, no, no jaki z ciebie przystojniak. Danielle ci się nie oprze- skomentowała i puściła do Liama oko. On zaśmiał się.
-A umówiłeś się już z nią tak w ogóle?
-Tak. Na 19.oo- odparł Liam, na co Anna wytrzeszczyła oczy.
-Liam jest 18.3o!
-Mamy jeszcze kupę czasu- powiedział Liam i wzruszył ramionami.
-A kwiaty? Trzeba iść po te głupie kwiaty! I masz być w restauracji przed Danielle, bo tak wypada!
-Skoro tak mówisz…
-Skoro tak mówię, to rusz cztery litery!- powiedziała Anna i kopnęła Liama w tyłek- To na szczęście. Będzie super- dodała. Zestresowany Liam kiwnął do niej i wyszedł z mieszkania. Anna zdążyła mu jeszcze pomachać z okna i poszła do kuchni gdzie pozostali już tylko Hazza i Niall.
-Zjesz coś?- spytał Irlandczyk i podszedł do lodówki.
-Nie dzięki… Nie jestem głodna- odpowiedziała Anna i zajęła miejsce koło Harrego. Wiedziała, że jest na nią obrażony, z resztą on dawał jej to wyraźnie do zrozumienia. Bawiło ją jego nastawienie do całej sytuacji z Liamem. Trąciła go łokciem.
-Może Harry jest głodny?- powiedziała.
-Nie, nie… nie przejmuj się mną. Spytaj Liama- powiedział unikając kontaktu wzrokowego z dziewczyną. Ułatwił to sobie siadając tyłem do niej.
-Och przestań… ponoć nie jadłeś śniadania. Co powiesz na jogurt?- nie odpuszczała blondynka, jednak chłopak jej nie odpowiedział. Poszła więc do lodówki, przed tym odrywając od niej Nialla. Po chwili wyjęła z niej jogurt owocowy. Wyjęła łyżkę, wyrzuciła wieczko i usiadła naprzeciw Harrego. Nabrała jogurtu na łyżkę i wymierzyła w buzię Harrego.
-No już, otwórz buźkę. Samolocik leci- mówiła, a Harry kręcił głową aby łyżka nie trafiła do jego ust. W końcu się poddał i niechętnie nie chętnie zgarnął z niej jogurt. Anna z satysfakcją nabrała kolejną łyżkę. Harold dalej jednak stawiał opór. Zniecierpliwiona Anna przez przypadek umazała cały podbródek chłopaka. Chcąc odsunąć łyżkę dodatkowo musnęła jego policzek. Siedział wysmarowany owocowym jogurtem, lecz mimo to Anna zauważyła przelotny uśmiech na jego twarzy. Wyrwał brudną łyżkę z rąk dziewczyny i zanim zdążyła zareagować usmarował jej twarz. Nabrał kolejną łyżkę, ale Anna zdążyła zerwać się na równe nogi i uciec do salonu. Harry zerwał się z miejsca, zupełnie zapominając o tym, że teoretycznie jest nadal na nią obrażony.
-Spoko, jakby co jestem w kuchni- powiedział do siebie Niall. Towarzystwa mogła mu jedynie dotrzymać kanapka, którą właśnie sobie zrobił. W tym czasie Anna uciekła do sypialni Zayna, która była najbliżej salonu. Chciała zamknąć za sobą drzwi i najlepiej czymś zabarykadować, ale opór stawiał Harry, który całym ciężarem ciała oparł się o drzwi. Oczywiście silniejszy chłopak bez trudu otworzył drzwi. Anna nie miała gdzie uciec. Stała pod ścianą, gdy Harry zbliżał się do niej przy okazji mieszając jogurt. Dziewczyna śmiała się bezradnie czekając na swój wyrok. Ku jej zdziwieniu chłopak nie pomazał jej fioletową substancją.
-No, otwórz buźkę samolocik leci- powiedział i tak jak wcześniej Anna wymierzał łyżką w jej usta.
-Nigdy- powiedziała Anna i pchnęła dłoń chłopaka, tak że jogurt ponownie wylądował na jego twarzy.
-To nie fair!- powiedział zaskoczony, podczas gdy Anna trzymała się za bolący ze śmiechu brzuch. Hazza z rezygnacją odłożył jogurt na podłogę.
-Wygrałaś- powiedział i również zaczął się śmiać. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, gdyby nie telefon Anny. Dziewczyna odebrała. Po chwili zaczęła się kierować ku drzwiom.
-Siostra mnie potrzebuje- uśmiechnęła się.
-Pójść z tobą?
-Pod warunkiem, że zabierzemy Słodziaka.
-Obowiązkowo.

-No to ubieraj się już.
***
         Liam nie pamiętał już, kiedy się tak ostatnio denerwował- oczywiście pomijając czasy X-Factora. Anna miała rację- klimat restauracji był w sam raz i co najważniejsze w jego stylu. Wszystko urządzone było ze smakiem, i oby jedzenie również. Cierpliwie czekał na Danielle, gdy nagle ta pokazała się w drzwiach. Burza loków spokojnie opadała na odsłonięte ramiona. Lekki makijaż idealnie podkreślał jej egzotyczne rysy twarzy, a biała sukienka podkreślała opaleniznę. Jej ciemne oczy rozbłysły na widok Liama. Od razu ruszyła w jego stronę. Chłopak poczuł suchość w gardle. Nie miał pojęcia co powiedzieć, na szczęście Danielle go wyręczyła.
-Wow, Liam. Świetnie wyglądasz. Serio, prawie cię nie poznałam- powiedziała. Jej ciepły uśmiech jak zwykle dodał mu odwagi.
-Przy tobie mogę się schować. Wyglądasz… pięknie- powiedział Liam i odsunął krzesło, aby Danielle mogła spokojnie usiąść. Gdy to zrobiła spokojnie przysunął je z powrotem do stolika i również zajął miejsce.
-To jak? Przejrzymy menu?- spytał Liam, aby zacząć jakoś rozmowę.
-Szczerze to nie jestem głodna… W każdym razie nie przyszłam tu żeby jeść- mówiła i uśmiechnęła się nieśmiało- Chciałabym cię poznać- dokończyła- Wydajesz się taki inny… nie chcę żeby to brzmiało żałośnie. Może faktycznie coś zamówmy…
-Nie… To wcale nie było żałosne. Nigdy czegoś takiego nie słyszałem.
-Wiesz jakie wrażenie na mnie wywarłeś kiedy pierwszy raz cię zobaczyłam? Pomyślałam, że jesteś na pewno uroczy i miły, ale bałam się do ciebie podejść. A ty jakbyś czytał w moich myślach podszedłeś i zagadałeś do mnie… i dałeś mi swój numer. Myślałam, że śnie…- Liam siedział i nie mógł uwierzyć w to co słyszał- Myślę, że się nie myliłam… że jesteś miły i uroczy ale i tak chciałabym cię jeszcze poznać…- powiedziała, po czym zapanowała niezręczna cisza.
-Przepraszam, może nie potrzebnie to wszystko mówiłam… ale tak właśnie jest. Przy tobie mam ochotę mówić i mówić… nie wiem czemu…
-A ja mam ochotę cię słuchać i słuchać. Też nie wiem czemu Danielle, ale wiem, że ty też jesteś inna. Wyjątkowa. Nie trzeba cię znać, żeby to wiedzieć…- odpowiedział jej Liam, i o dziwo ani razu się nie zająkał. Danielle patrzyła na niego jak zaczarowana. Jeszcze żaden chłopak jej tak nie traktował. Oczywiście, kilkoro z którymi miała się okazję spotykać byli mili, ale to było coś innego. Żaden z nich jej nie słuchał. Każdy potrafił się skupić tylko na to co trzyma pod ubraniami, a nie na to co właśnie mówi. Liam był inny. Słuchał jej, nie próbował nawet przerwać. Myślał nad odpowiedzią, dobierał ostrożnie słowa... Dlatego tak łatwo przychodziła jej rozmowa z nim. Nie mogła również zaprzeczyć, że Liam był uroczy i naprawdę przystojny. Cieszyła się każdą chwilą spędzoną z nim. Tak samo jak i on. Pytania leciały z obu stron. Zarówno Liam i Danielle chcieli poznać siebie nawzajem. W między czasie zamówili coś do picia, a potem wybrali się na spacer. Liam już kompletnie się nie denerwował. Przy Danielle wszystko było proste i przyjemne. Czuł się przy niej jak przy żadnej innej dziewczynie. Znali się krótko, to była ich pierwsza prawdziwa randka. Mimo to czuł, jak Danielle powoli skrada jego serce.

Tak z okazji Dnia Dziecka dodajemy ekstra rozdział! :D hehe co tam ze obie jesteśmy już nastolatkami i tak czujemy się dziećmi! A pamiętacie nasze kochane bobaski w X Factorze... (Momencik prosimy, chwila wzruszenia) ONI TAK SZYBKO DORASTAJĄ! NASZE DZIECI! <333 No więc mamy nadzieję, że się Wam dzieciaczki podoba:D Please leave comment below :D
Anna&Katy

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 35




         Głośny dzwonek rozbrzmiał po całym pokoju. Niezadowolona Anna otworzyła leniwie oczy. Nie pamiętała aby Katy nastawiała budzik. Postarała się zignorować powtarzający się wciąż od nowa dźwięk i ponownie przymknęła oczy. Wtedy usłyszała niski i zachrypnięty głos. Należał on do Louisa. Co on tu robił o tej porze? W umyśle Anny panowała totalna zaćma.
-Harry masz w łeb- burknął bardzo niezadowolonym głosem chłopak. Właśnie, Harry. Anna niepewnie uchyliła oczy i ujrzała męską rękę na swojej talii. Poczuła, że jej twarz oblewa rumieniec. Sama nie wiedziała czemu, ale poczuła się zawstydzona. Delikatnie zsunęła z siebie rękę chłopaka i wstała z łóżka. Gdy ujrzała na sobie wygniecioną przez noc sukienkę wszystko stało się jasne. Przycupnęła na skraju swojego łóżka. Nawet się nie zorientowała kiedy zaspany Harry zajął miejsce tuż obok niej. Tymczasem powoli już nieznośny dzwonek telefonu dzwonił w najlepsze. Dziewczyna zauważyła jak Katy niezadowolona zakrywa uszy poduszką.
-Harry odbierz ten telefon bo mnie szlag trafi!- powtórzył głośnie Louis.
-Harry!- dołączyła się Katy.
-No już, już…- wymamrotał Loczek i leniwie pogrzebał w tylnej kieszeni spodni. Gdy wyjął telefon nagle się ożywił, jednak nie było to raczej spowodowane przypływem radości, a adrenaliny.
-To Zayn- powiedział. Na jego słowa Katy zerwała się siadając na łóżku. Dopiero dotarło do niej gdzie jest, co się do końca dzieje, a co ważniejsze, co działo się wczorajszego wieczoru.
-No to odbierz! Na co czekasz- powiedziała lekko zdenerwowana Anna. Zayn na pewno zamartwiał się gdzie ona i Katy są. Był przecież stuprocentowo pewny, że znajdzie je na imprezie. A tak naprawdę to jedynie zgubił dwójkę chłopaków…
-I daj na głośnik!- dodała Katy zanim chłopak zdążył przycisnąć zieloną słuchawkę.
-Halo?
-Gdzie wy do cholery jesteście?! Ty i Louis! Mieliście mi pomóc poszukać sióstr, a sami się zgubiliście! Idioci!- wybuchł przez telefon Zayn. Było go słychać tak wyraźnie, że siostry miały wrażenie jakby dosłownie stał przed nimi i właśnie do nich mówił- Strasznie się o nie martwię… Słyszałem jak rozmawiały z Joshem… może jednak nie poszły na tą imprezę… Nie mogłem spać. A co jeżeli ktoś zrobił im krzywdę?- zamartwiał się Zayn. Bliźniaczki poczuły wyrzuty sumienia. Jak zwykle z ich winy Zayn musiał się zamartwiać.
-Czekaj stary. Jesteśmy niedaleko ich mieszkania. Możemy sprawdzić czy są u siebie, całe i zdrowe. Z tego co pamiętam mają dzisiaj na dziewiątą do szkoły-właśnie. Szkoła!- więc powinniśmy z Lou je jeszcze zastać w domu…- skłamał lekko Harry aby uspokoić Zayna.
-No dobra… A i jeszcze jedno. Nie wiem czy pamiętacie ale dzisiaj mamy spotkanie z Simonem Cowellem!- Zayn wrócił do surowego tonu- Byłoby miło gdybyście mieli ochotę wpaść- na tą nowinę zarówno Harry jak i Louis zrobili, jakby nie patrzeć, zabawne miny. Zupełnie zapomnieli o spotkaniu. A to była ich życiowa szansa.
-Za pięć minut jesteśmy w domu- odpowiedział Harry.
-Okey…- spuścił nieco z tonu Zayn- Jak odwiedzicie moje siostry macie od razu zadzwonić! I nie mówcie, że się martwiłem czy coś, bo zaraz one zaczną. Głupio wyszło z tą imprezą…
-Spoko- odpowiedział Harry. Nawet jego zaczęły dopadać wyrzuty sumienia, ale za żadne skarby nie chciał wydać bliźniaczek.
-A w ogóle to gdzie ty i Louis jesteście?- zapytał Zayn, jednocześnie gdy Harry nacisnął czerwoną słuchawkę.
-Dobrze to rozegrałeś- podsumował Louis. Harry jedynie lekko się uśmiechnął, a Katy kichnęła.
-Dobra zarówno my, Katy, jak i wy chłopaki musimy się zbierać!- powiedziała Anna. Na jej słowa zareagowali jednak tylko Louis i Harry. Wstali i zdaje się, że poszli robić dziewczynom śniadanie. Po drodze stwierdzili, że prysznic wezmą już u siebie- mimo to dziewczyny musiały przyznać, że nie wyglądali najgorzej. Katy natomiast dalej leżała dalej w łóżku. Anna przewróciła oczami. Prędzej czy później i tak wstanie. Wzięła kilka świeżych ciuchów i poszła się ogarnąć do łazienki. Zdziwiła się gdy po powrocie z łazienki Katy dalej leżała. Nawet nie zmieniła swojej pozycji.
-Katy mamy jakieś pół godziny, żeby zdążyć do szkoły!
-Boli mnie głowa, mam katar i jest mi zimno. Nigdzie nie idę.
-Oj już nie wydziwiaj- burknęła Anna i podeszła do łóżka siostry. Przyłożyła rękę do jej czoła, a potem dla upewnienia usta- Cholera…- mruknęła, po czym wyszła do salonu w poszukiwaniu termometru.
-Śniadanie na stole!- rozległ się głos Harrego.
-Nie teraz- burknęła Anna- Katy ma chyba gorączkę- kontynuowała wyciągając z szuflady termometr.
-Jak to ma gorączkę?- z kuchni wyszedł zatroskany już od stóp do głów Lou- W takim razie ktoś będzie musiał z nią zostać, kiedy ty będziesz w szkole…- mówił dalej, a Anna wyczuła, że chłopak ma na myśli siebie.
-O nie Louis… nie ma mowy. Jeżeli już ma ktoś z nią dzisiaj zostać, to albo ja albo mama- odparła, na co Lou utracił swój nagły entuzjazm- Poza tym nikt nie pójdzie ani za ciebie ani za całą waszą piątkę na to spotkanie- dodała i ruszyła do pokoju, gdzie czekała na nią Katy. Po kilku minutach trzymania termometru pod pachą dziewczyna pospiesznie go wyjęła, aby sprawdzić co najlepszego się z nią dzieje.
-Trzydzieści osiem i dziewięć…- powiedziała zrezygnowanym tonem Katy. Anna niemal wyrwała jej z rąk termometr i popatrzyła czy siostra się nie myli. Niestety miała rację.
-Moje biedactwo… Idę zadzwonić do mamy- powiedziała i wyszła z pokoju w poszukiwaniu komórki.
-Świetnie…- burknęła brunetka.
-Spokojnie Katy, na pewno szybko z tego wyjdziesz. Dopilnujemy tego- uśmiechnął się do dziewczyny Harry, a ona odwzajemniła gest- Chodź stary, musimy się zbierać- zwrócił się do Louisa.
-Trzymaj się piękna- rzucił Lou całując Katy w rozgrzane czoło i razem z Harrym wyszli z mieszkania. Po drodze udało im się jeszcze wyciskać zamartwioną Anne. Gdy wyszli, poszła do siostry. Wygodnie usadowiła się koło Katy, okrywając kocem.
-W takim razie ja też nie idę do szkoły- odparła. Katy spojrzała na nią i upewniła się, że Anna nie żartuje.
-Przestań… idź. Poradzę sobie- powiedziała po chwili, na co jej siostra jedynie zaprzeczyła głową.
-Nie zostawię cię samej. Mama nie odbiera… poza tym i tak nie zdążę już na pierwszą lekcję.
-Ale zdążysz na drugą. Poza tym Josh dziś nie pracuje i może mnie odwiedzi. Idź, ze mną i tak nie będziesz miała co robić.
-No już dobra. Pójdę, skoro tak bardzo chcesz się mnie pozbyć- zaśmiała się Anna- Czasem mam wrażenie, że jestem twoją starszą siostrą.
-O nie, tak dobrze nie ma… pięć minut nie czyni cię starszą- zażartowała Katy.
-Wiesz co? Dziś w nocy nie mogłam zasnąć. Zgadnij o czym myślałam.
-Zaskocz mnie- rzuciła Katy.
-Więc myślałam, że fajnie by było odwiedzić kiedyś Polskę- powiedziała Anna. Katy zrzedła nieco mina. Tym razem naprawdę myślała, że siostra żartuje. Gdy Anna to zobaczyła kontynuowała:
-Katy, urodziłyśmy się tam. Wychowywałyśmy… Czasem mam takie przebłyski. Różne wspomnienia. Plac zabaw, stary kiosk przy parku… Jakby to było wczoraj.
-Wiesz Anna, mi takie przebłyski wcale nie służą. Moje wspomnienia zbiegają się do jednego- burknęła Katy- I nie wiem czy pamiętasz ale właśnie w Polsce, w więzieniu siedzi psychopata, którego niegdyś nazywałam ojcem. Niedługo mamy urodziny, a wiesz co to oznacza? Że pozostał mu tylko rok aby wrócić na wolność. Niezasłużoną wolność! To mama powinna cieszyć się życiem, nie ten gnój!- mówiła Katy. Anna mogła przewidzieć, że to tak się skończy. Bo policzkach jej siostry zaczęły spływać pojedyncze łzy. Doskonale ją rozumiała. Ale czy nienawiść do ojca miała przenosić się na ich ojczysty kraj? Anna była pewna, że ich najukochańsza matka, Vicky, nie chciałaby tego dla nich. Dla Katy było to po prostu zbyt ciężkie do zrozumienia. Anna postanowiła nieco uspokoić siostrę. Wiedziała, że temat, który zaczęła był dla nich obu drażliwy, ale nie mogły go unikać do końca życia. Objęła mocno Katy i powiedziała przyciszonym głosem.
-Ja uważam, że mama jest na wolności, o której on może sobie pomarzyć- nie mówiła już nic o przyjeździe do Polski, ale i tak prędzej czy później będzie chciała porozmawiać o tym z siostrą. Kto wie, może tam mieszkają gdzieś ich kuzyni czy kuzynki? Z zamyśleń wyrwała ją Katy.
-Idź już, bo nie zdążysz nawet na drugą lekcję- powiedziała do Anny i uśmiechnęła się delikatnie. Siostra skinęła głową i niechętnie wygramoliła się z ciepłego łóżka.
-Na pewno dasz sobie radę? Jakby co to może jeszcze mama oddzwoni, a gdyby nie… Dobra pobiegnę szybko po Josha- mówiła już na wyjściu Anna. Katy chciała ją powstrzymać, ale było już za późno. Po klatce schodowej rozległy się drobne kroczki Anny, a zaraz potem już nieco cięższe, jak się domyślała, Josha. Katy zdołała jeszcze usłyszeć zza drzwi wejściowych krótkie „Pa”, gdy w progu drzwi od jej pokoju pojawił się chłopak. W rękach trzymał nieduże pudełko.
-Wziąłem chińczyka, więc raczej nie będziemy się nudzić- uśmiechnął się.
-Dobra. Ja biorę niebieskie pionki- zaśmiała się Katy, podczas gdy Josh rozkładał planszę do gry.
***
         Anna nie szła w dobrym nastroju. Po jej głowie chodziło wiele myśli, które ją dodatkowo stresowały. Wiedziała, że zostawiając Katy z Joshem robi dobrze, ale mimo to miała nadzieję, że ich mama w końcu oddzwoni. Przyczyną jej licznych trosk byli również One Direction- modliła się w myślach, aby nic nie spieprzyli na rozmowie z wujkiem Simonem. Jednak jej główną obawą, do której nie chciała się przyznać przed samą sobą, było to, że w szkole istnieje ryzyko spotkania z Benem. W razie czego nie miała przy sobie nawet siostry. Nikogo. Oczywiście miała w szkole przyjaciół, ale nie na tyle bliskich aby móc im się zwierzyć. W razie czego mogła liczyć tylko na siebie. Pokrzepiała ją jedynie myśl, że szkoła to miejsce, tak więc Ben nie będzie miał zbyt dużego pola do popisu. Łudziła przynajmniej taką nadzieję.
***
         Chłopcy siedzieli zdenerwowani w holu. Był ogromny, i naprawdę pięknie wyposażony. Byli ciekawi co usłyszą od Simona. Każda minuta ciągnęła się w nieskończoność. W końcu Liam wstał z krzesła i zaczął przechadzać się w tą i z powrotem, aż w końcu zniknął w jednym z korytarzy. Był zamyślony. Oczu nie odrywał od podłogi. Nagle wpadł na kogoś. Zrobiło mu się strasznie głupio gdy przed sobą ujrzał piękną, wysoką dziewczynę. Loki okalały jej śliczną buzię, nie zasłaniając śmiejących się, brązowych oczu. Chłopakowi odjęło mowę.
-Hej Liam!- powiedziała i przytuliła go. Liam stał jak wryty. Danielle znała jego imię!
-Cześć- odpowiedział jej i postarał się uśmiechnąć jak najładniej umiał. Uśmiechnięta twarz Danielle dodała mu nieco odwagi- Ładnie wyglądasz- dodał, na co ona cicho zachichotała.
-Ty też. I co tam? Słyszałam, że dzisiaj wasz wielki dzień.
-Tak… podpisujemy kontrakt z Simonem.
-Wow…- powiedziała z aprobatą w głosie.
-A co tam…co tam…u ciebie?- spytał tym razem Liam.
-Jakoś leci. Dużo trenuję. Bardzo dużo, i dlatego muszę już iść- powiedziała Danielle z nutką smutku w głosie. Kiwnęła do Liama i zaczęła odchodzić. Chłopak jednak nie miał zamiaru odpuszczać, jak mu kazały bliźniaczki.
-A będziesz miała czas? Dziś wieczorem?- na jego słowa dziewczyna obróciła się rozpromieniona, jakby tylko czekała jak Liam to powie. Podeszła do niego i szybko powiedziała:
-No to do zobaczenia. Masz mój numer, jakoś się zgadamy- przytuliła Liama na pożegnanie, i tym razem chłopak odwzajemnił uścisk. W ułamku sekundy dziewczyna zniknęła za drzwiami. Zdążyła jeszcze szybko pomachać Liamowi i już jej nie było.
-Błagam, żeby to nie był sen!- powiedział do siebie Liam. Wrócił do chłopaków oddając się ponownie oczekiwaniom na Simona, który pojawił się w progu.
-Wybaczcie, że musieliście czekać. Zapraszam- powiedział na widok całej piątki i poprowadził ich za sobą. Po chwili wszyscy znaleźli się w gabinecie Simona, który nie odstawał wyposażeniem od holu. Wszystko utrzymane w nowoczesnym i gustownym stylu. Simon zauważył, że żaden z całej paczki nie wie jak się zachować. Wskazał więc ręką na pięć przyszykowanych foteli. Chłopcy posłusznie usiedli.
-Miło was znowu widzieć- zaczął z uśmiechem na twarzy Cowell- Wasze występy w X-factorze dały mi do myślenia, dlatego tu się znajdujecie. Dałem wam szansę, kolejną szansę- podkreślił Simon- I wykorzystajcie ją, tak jak poprzednie- dodał. Chłopcy nadal siedzieli cicho, nie wiedząc co powiedzieć. Simon nie mógł powstrzymać śmiechu.
-Nie stresujcie się aż tak. Co tam u was? Podoba wam się mieszkanie?
-Tak jest… świetne. Niczego nam nie brakuje. Bardzo dziękujemy- odparł Liam.
-Czyli mam rozumieć, że wszystko gra. A co tam u sióstr Zayn?- spytał niespodziewanie Simon. Zayn spojrzał na niego pytająco.
-Masz na myśli Anne i Katy?
-Tak. Ciężko było nie zauważyć jak miotały się po kulisach dobierając wam stroje na występy- mówił Simon i zaśmiał się na samo wspomnienie, po czym spoważniał- Widziałem jak przeżywały każdy wasz występ.
-Takie już są- odparł Zayn i również się uśmiechnął.
-No dobrze, koniec pogawędek. Czas przejść do interesów- powiedział już poważnie Simon i zaczął poszukiwania po półkach i szufladach. W końcu z jednej z szafek wydobył plik kartek- Zapoznajcie się z tym- rzekł rzucając papiery na biurko, przed nosy chłopców- To jest kontrakt, od którego właściwie zależy wasza przyszłość, kariera muzyczna- odparł. Cała piątka zabrała się za czytanie. Dosłownie pochłaniali każdą linijkę pisma. Po kilku minutach każdy był już zapoznany z tekstem. Simon usiadł naprzeciwko nich przy biurku. Zebrał kartki i stuknął nimi o blat aby stworzyć z nich równy kopczyk, po czym znowu ułożył je na biurku.
-Jakieś pytania?- chłopcy zaprzeczyli głowami- Zatem wszystko jest jasne. Mam nadzieję, że zwróciliście uwagę na wytłuszczony punkt kontraktu, który mówi…
-Że mamy wydać co najmniej jedną płytę rocznie- dokończył za Cowella Harry.
-Będą z was ludzie- uśmiechnął się Simon- Czytanie umów jest bardzo ważne. Każda linijka jest ważna. Ale widzę, że wam nie trzeba tego mówić. No to jak?
-Zgoda- powiedział Louis i spytał jeszcze raz pytająco na chłopców.
-Zgoda- odparł po nim każdy po kolei.
-Jak zgoda to zgoda- odparł Simon i wręczył Liamowi długopis. Cała piątka złożyła na kontrakcie swoje podpisy, łącznie z Simonem. Potem odbyły się kolejne rozmowy. Chłopcy musieli podpisać jeszcze kilka papierów, oczywiście przedtem uważnie je czytając. Ogólnie spotkanie trwało w okolicach dwóch godzin. Na koniec Simon podsunął Zaynowi małą kopertę i szepnął aby przekazał ją siostrom. Pod żadnym względem nie wolno mu było do niej zaglądać. Na pożegnanie powiedział uroczyście:
-Zatem, witam was w Syco Music One Direction- po tych słowach zespół opuścił gabinet. Simon korzystając z prywatności mruknął pod nosem- Będą z nich ludzie…

Siemeczka! Przepraszamy, że dopiero dziś dodajemy rozdział ale miałyśmy ciężki tydzień. Jak tam wam mija ostatni miesiąc szkoły? Annie wolno, a chce już iść do LO hehs :D Komentarze jak zawsze mile widziane. Kochamy Was miśki :*

Anna&Katy

poniedziałek, 13 maja 2013

Rozdział 34



         Katy nie pamiętała kiedy ostatnio miała nakładany tak profesjonalny makijaż. Jakoś nigdy nie było czasu aby o siebie w ten sposób zadbać. To samo czuła Anna, która właśnie rysowała na oczach siostry delikatne kreski, podkreślające błękitne oczy siostry. Obydwie ubrane były w sukienki opinające ich talie, a od pasa w dół tworzących bombki. W przedpokoju czekały na nie wysokie szpilki do kompletu. Postanowiły nie spinać włosów, a nawet je lekko poczochrać.
-Dobra, skończyłam- odetchnęła Anna i popatrzyła na swoje dzieło. Cieniutkie kreski idealnie obramowywały oczy Katy.
-Wyglądasz ślicznie- odparła Anna.
-I ty też siostrzyczko- powiedziała Katy i zaczęła chować kosmetyki do kosmetyczki.
-Przestań bo się zaraz rozmażę- zaśmiała się Anna- A, przypomniało mi się. Kiedy brałaś prysznic Josh przyszedł i dał mi nasze przepustki. Gdzieś tam jest napisana ulica, na której znajduje się pub, więc bez problemu trafimy. Masz- rzuciła i dała Katy przepustkę. Jej oczy znów napełniła ekscytacja.
-Nareszcie mamy swój babski wieczór.
-Nareszcie- potwierdziła Anna i zerknęła na zegarek- Musimy się streszczać dyskoteka zaczęła się już pięć minut temu- na jej słowa obydwie się zerwały. Założyły szpilki. Nie mogły się z  początku do nich przyzwyczaić- chodziły jakby pod stopami miały milion malutkich szpileczek- ale po kilku minutach rozchodziły się na dobre.
         Muzyka grała głośno. Nie było słychać nic poza uderzającym bitem. Josh się nie oszczędzał. Mimo, że impreza nie trwała więcej niż pół godziny, wszyscy ludzie byli już roztańczeni i oblani potem. Sala była ogromna, ale mimo to ludzie ledwo się w niej mieścili. Panował w niej półmrok, który co chwile rozjaśniały raz to zielone, raz to niebieskie reflektory. Podsumowując- panowało tam istne szaleństwo. Miejscami po ziemi walały się kubki po najróżniejszych napojach. Czyli gdzieś w okolicach był również barek. Dziewczyny poczuły się z początku nieswojo, ale w końcu ich prawdziwe „ja” wzięło górę. Zaczęły tańczyć i śpiewać. To był ich wieczór. Poczuły się takie wolne. Od czasu do czasu się rozdzielały i tańczyły z przypadkowo napotkanymi osobami. Wkrótce jednak wracały do wspólnej zabawy, z krótkimi przerwami na malutkiego drinka. Udało im się tak zbajerować barmana, że nie dość iż podawał alkohol nieletnim dziewczynom to do tego na koszt firmy. W między czasie udało im się również spotkać przy barku Josha, który miał akurat przerwę. Bardzo ucieszył się na widok bliźniaczek, a jeszcze bardziej na ich liczne komplementy dotyczące jego talentu w prowadzeniu tak ogromnej imprezy. Chłopak zaoferował nawet dziewczynom, aby zastąpiły go na chwilę. Nie miał zbyt często ani zbyt długich przerw a dyskoteka musiała trwać. Biedny Josh był już na wyczerpaniu. Widać było, że to wszystko kosztowało go dużo energii. Nieustraszone siostry z przyjemnością zgodziły się pomóc chłopakowi. Mimo, że ich „DJ-owanie” trwało zaledwie pięć minut, to i tak udało im się jeszcze bardziej rozbujać imprezę, o ile było to możliwe. Świetnie się bawiły, aż Josh postanowił wrócić na swoją posadę. Ustąpiły mu miejsca i poszły imprezować dalej. Anna właśnie przejęła jednego z licznych przystojniaków. Zaczęła z nim tańczyć gdy nagle w wejściu zobaczyła nowo wchodzących gości. Patrzyła skupiona w tamtym kierunku. Albo jej się wydawało albo przed chwilą zobaczyła blond włosy Nialla… Jeden z wchodzących chłopaków wydawał jej się być również uderzająco podobny do Zayna. Nie, nie, nie…na pewno się jej wydawało. Jednak gdy ujrzała wchodzącego chłopaka o bujnych lokach i zniewalających dołeczkach mogła być pewna- ona i Katy nie bawiły się już same.
-No co jest mała? Czemu nie tańczysz?- spytał uroczy brunet, o którym istnieniu Anna kompletnie zapomniała.
-Przepraszam- powiedziała nadal nie zwracając na niego zupełnie uwagi i ruszyła szukać siostry. Zajęło jej to krócej niż przypuszczała. Katy w najlepsze bawiła się z czarnowłosym chłopakiem.
-Katy! Katy!- krzyczała przebijając się przez tłum i co chwile sprawdzając czy jej sukienka nie zadarła się za wysoko. Brunetka momentalnie oderwała się od partnera i ruszyła w stronę siostry.
-Coś się stało?- spytała zaniepokojona. Anna wyglądała jakby dosłownie przed chwilą zobaczyła ducha.
-Tak. Nie. Nie do końca. Sama nie wiem... Chłopaki tu są!
-Którzy chłopaki?- spytała bezmyślnie, ale wnioskując po minie Anny od razu się domyśliła- Oh…- powiedziała i zaczęła się cofać jakby w ten sposób miało ją ominąć spotkanie z bratem i resztą. Efekt był jednak nieco inny.
-Seksownie wyglądasz w tej sukience- usłyszała niski głos Lou, który uwięził ją łapiąc w talii. Skrzywiła się nieco. Nie tak to miało wyglądać. Zdążyła tylko wyszeptać do Anny „WIEJ”, a dalej musiała sobie poradzić sama.
-Oh Louis! Co ty tu robisz… kochanie…- wydukała Katy i obróciła się w stronę chłopaka po czym gorąco go ucałowała, aby go udobruchać. W tym czasie Anna starała się uciec z klubu. Wiedziała, że prędzej czy później Katy ją dogoni. Lou był wobec niej bezsilny- tak czy siak w końcu da jej czmychnąć niezauważonej przez brata z pub-u. Wystarczyła minuta, aby Katy obrobiła się z Lou. Obydwie nie mogły dłużej zostać w klubie. Jak najbardziej chciały uniknąć spotkania z bratem. Pozostawało tylko pytanie co on i reszta tu w ogóle robiła? Nagle ktoś chwycił ją w pasie i gwałtownie do siebie przyciągnął.
-Wybierasz się gdzieś?
-Harry?
-Strzał w dziesiątkę- usłyszała dziewczyna i poczuła jak silne ręce niemal przenoszą ją do punktu wyjścia- czyli tam gdzie nadal stała uziemiona Katy. Siostry poczuły się jak w pułapce. Obydwie uwięzione w objęciach dwóch chłopaków.
-Błagam… nie wydajcie nas Zaynowi- poprosiła Katy świecąc błagalnie oczami. Chłopcy popatrzyli na siebie porozumiewawczo.
-A myślisz, że po co tu przyszliśmy?- spytał Lou. Katy już miała go zacząć wyzywać od zdrajców gdy ten dodał- Szybko do wyjścia zanim wasz brat się skapnie!- dodał i uśmiechnął się do bliźniaczek.
-Zaplanowaliście to?- zapytała Anna.
-Właściwie to ratujemy was na spontana, więc radziłbym się pospieszyć- odpowiedział jej Harry.
-Dziękuję- dodała szybko Katy i pocałowała Lou, po czym pociągnęła go za sobą w stronę wyjścia. Dość długo im zajęło im dotarcie do wyjścia. Dziewczyny poruszały się ostrożnie, starając się uniknąć kontaktu z mokrymi ciałami co było raczej nieuniknione. Wkrótce całej czwórce udało się wydostać z dusznej sali. Nagie ramiona dziewcząt owiał zimny, nieprzyjemny wiatr. Harry i Lou od razu zareagowali. W końcu bliźniaczki szły z ich bluzami na sobie. Po drodze Katy zdjęła szpilki. Gdy gołymi stopami dotknęła zimnego chodnika omal nie podskoczyła. Z drugiej strony nie było mowy o ponownym nałożeniu szpilek. Louis widząc jej dylemat wziął ją na ręce. Dziewczyna cicho pisnęła, owijając przy tym ręce wokół szyi Lou. Następnie ułożyła głowę na jego barku. Harry spojrzał błagalnie na Anne mając nadzieję, że ona postąpi tak samo: zdejmie szpilki i uwiesi się na jego szyi. Jednak ona dzielnie maszerowała i udawała, że nie widzi jak Harry na nią zerka. Musiała jednak przyznać, że nogi jej odpadały. Gdy szli parkiem zrezygnowana usiadła na trawie. Louis zrobił to samo. Katy co prawda nie była ciężka, ale i on nie miał nieskończonej ilości energii. I Harry do nich dołączył. Siedzieli całą czwórką. Nikt nie zwracał uwagi na panujące w koło zimno. Katy wtulona w Louisa patrzyła w gwiazdy. Harry i Anna również oddali się obserwacji magicznego tej nocy nieba. Brunetka po chwili spuściła wzrok z góry i natknęła oczy Lou. On jeden nie patrzył w gwiazdy, tylko właśnie na nią. Katy odgarnęła jego grzywkę, aby móc lepiej przyjrzeć się jego zielonkawym oczom. On odpowiedział jej delikatnie gładząc po policzku. Gdy chciał zabrać rękę, dziewczyna go powstrzymała, zatrzymując jego ciepłą dłoń na swojej twarzy. Po chwili ich usta się zetknęły w delikatnym pocałunku. Louis potarł swoim nosem o jej, po czym obydwoje wrócili do wpatrywania się w gwiazdy. Anna natomiast siedziała niedaleko Harrego. Ich ramiona stykały się ze sobą. Bluza Loczka przestała jej wystarczać i na jej rękach zaczęła pojawiać się gęsia skórka.
-Jak ci zimno, możemy sobie pójść- szepnął do niej Hazza i przysunął się do niej.
-Nie, nie… jest okej- powiedziała, a on niepewnie objął ją ramieniem. Anna nie protestowała, więc ręka Harrego nieco pewniej zacisnęła się przy jej talii. Dziewczyna bez zastanowienia oparła głowę na jego ramieniu po czym również szepnęła:
-Teraz idealnie- po tych słowach czuła jak na twarzy Harrego pojawia się ten jego uroczy uśmiech. Dziwne… przez moment miała ochotę go pocałować. Długo zmagała się z tą myślą, gdy przeszkodził jej głos Louisa:
-Chodźmy. Odprowadzimy was do mieszkania- powiedział trzymając w równowadze Katy, która nakładała szpilki.
-Szybko zaraz zamarznę- skomentowała gdy szpilki ułożyły się na jej stopach. Reszta drogi minęła im już nieco szybciej. Nim się obejrzeli byli w ciepłym mieszkanku bliźniaczek.
-Herbaty?- spytała Anna.
-Skoro masz jeszcze siłę, żeby robić…- skomentował Louis.
-Szczerze to nie mam…- odparła.
-Uhm. No cóż sama się nie zrobi- powiedział Louis i równo z Harrym podeszli do blatu, aby sporządzić napój. Anna nachyliła się do Katy i cicho rzuciła:
-I tak to się robi- zaśmiała się. Po chwili na stole stały cztery kubki z herbatą. Zniknęła ona tak szybko jak się pojawiła. Ciepło rozlało się po przemarzniętych ciałach nastolatków. Ten postój nie był zbyt mądrym pomysłem. Wkrótce chłopaki zaczęli się zbierać. Katy patrzyła niezadowolona jak przyodziewają bluzy.
-Może zostaniecie…
-Na noc?- spytał Harry jakby źle usłyszał. Annie nie spodobał się ten pomysł. Wzięła siostrę na bok.
-Oszalałaś?- spytała.
-Anna… ty nie rozumiesz…
-Czego? Co tu rozumieć Katy?
-Kiedy Louis jest w pobliżu… nie mam koszmarów w nocy. Nie myślę o ojcu. O przeszłości. Nigdy wcześniej się tak nie czułam!- powiedziała. Na jej słowa Anna przywołała obraz gdy jej siostra spokojnie spała u boku Lou. Nie krzyczała, ani nie płakała. Była taka spokojna… To prawda, Anna dawno jej nie widziała w takim stanie. Zawsze nerwowa, spanikowana i naładowana emocjami Katy przy nim nagle się wyciszała. Z resztą to działało w dwie strony. Louis przy niej był święty. Popatrzyła jeszcze raz w błagalne oczy siostry.
-Zgoda- wymamrotała. Mimo jej cichego tonu informacja nie dotarła tylko do Katy. Gdy dziewczyny się obróciły się z powrotem do Louisa i Hazzy, stali tam już bez bluz, które spoczywały grzecznie na wieszakach. Obydwoje promienieli. Cała czwórka ruszyła do pokoju sióstr. Anna nie była wniebowzięta, w przeciwieństwie do siostry. Katy i Lou usiedli razem na jej łóżku, natomiast Anna niepewnie zajęła miejsce obok Harrego na swoim. Jak zwykle nie obyło się bez długich rozmów. O czwartej w nocy nikt nie fatygował się aby się przebrać do spania, lub jak w przypadku dziewczyn, zmyć makijaż. Wkrótce skrępowana Anna ułożyła się obrócona plecami do Harrego. On zrobił to samo. Już wcześniej proponował jej, że pójdzie spać na sofie, lecz Anna zaprzeczała za każdym razem. Chłopak również był obrócony do niej plecami. Za każdym razem gdy ruszał głową, czuła jak jego loki łaskoczą jej kark. Za którymś razem cicho zachichotała. Od tej pory już ani razu nie po czuła na szyi jego włosów, a jedynie gorący oddech. Obrócił się do niej przodem. Anna nie wiedziała jak się zachować. Ostatecznie również obróciła się twarzą do chłopaka. Odwdzięczył się jej ukazując swoje dołeczki. Odwzajemniła uśmiech. Jego bliskość ją zawstydzała, więc postanowiła zamknąć oczy. Długo jednak nie mogła zasnąć. Gdy Harry zapadł w głęboki sen odważyła się zbadać opuszkami palców jego rysy twarzy. Z każdą chwilą czuła, że jej uczucia do niego wielokrotnieją. Na koniec schowała swoją dłoń w jego i spróbowała zasnąć. Tymczasem Katy wygodnie ułożyła się przy Lou. Chłopak jedną ręką trzymał ją w talii przyciskając do siebie, jakby bał się, że zaraz się odsunie. Drugą dłonią co chwile przeplatał palce dłoni Katy badając każdy ich detal. Katy wolną ręką przeczesywała jego włosy. Wiedziała, że zarówno ona jak i Anna usną dzisiaj spokojnie. Zapragnęła aby było tak już zawsze.


Z góry przepraszamy, że tak długo nie dodawałyśmy rozdziału! Miałyśmy zawalony weekend i tydzień ;-/ ale jest już 34 *.* a niedawno zaczynałyśmy prolog... ;dd Wgl jedziecie gdzieś na zieloną szkołę albo na wycieczkę? Bo Anna wczoraj wyjechała i mnie zostawiła ;c wcale za nią nie tęsknię... nie no brakuje mi jej mordki <3 A jak wyjeżdżacie to gdzie? ;D piszcie w komentarzach ;*
Kochamy Was<33
Anna&Katy



sobota, 4 maja 2013

Rozdział 33




Liam słuchał z przerażeniem bliźniaczek. Miały milion pomysłów naraz. Jedna wchodziła w zdanie drugiej. Chłopak nie wiedział kogo ma słuchać.
-Dziewczyny!- krzyknął wreszcie na co się uciszyły- Przepraszam, że krzyknąłem ale chcę coś powiedzieć. Możecie mówić pojedynczo i wolniej? Przekrzykujecie same siebie, a ja nie wiem kogo mam słuchać- powiedział. Dziewczyny popatrzyły na siebie i uświadomiły sobie, że jak na razie wcale mu nie pomagają.
-Tak, przepraszamy. My tylko chcemy żeby ci się udało- powiedziała Katy.
-Dobrze zacznijmy od początku. Jak się nazywa? Skąd ją znasz? I czy wiesz co może robić w najbliższych dniach?- zapytała Anna.
-No to nazywa się Danielle Peazer, znam ją z Xfactora, to znaczy ona tańczy i myślę, że w najbliższych dniach będzie miała próby do trasy, w którą jedzie z Mattem. No wiecie tym, który wygrał w tym roku- powiedział wszystko na jednym wydechu. Dziewczyny były zadowolone. Przynajmniej wiedziały na czym stoją. Katy wpadła na pewien pomysł.
-Kiedy będziecie widzieć się z Simonem?- spytała.
-No… jutro ale nie widzę związku- odpowiedział jej Liam.
-Chodzi mi o to, że Matt wygrywając Xfactora wygrał kontrakt z wytwórnią Simona tak?- zapytała na co Liam pokiwał twierdząco głową- No właśnie. No to możliwe, że jutro też będzie u Cowella nie? I wtedy będziesz mógł go podpytać o jego próby… rozumiesz?- zaproponowała Katy.
-Rozumiem ale nie wiem czy to dobry pomysł…- chłopak nie był przekonany do jej pomysłu.
-Oj daj spokój, podoba ci się?- zapytała Anna.
-No tak- powiedział Liam.
-No to nie widzę problemu. Warto spróbować- uśmiechnęła się do chłopaka blondynka.
-W razie czego możesz do nas zadzwonić i coś wykombinujemy- powiedziała Katy puszczając do niego oczko-Jest Louis?- spytała się go.
-Nie, nie ma. Przyszła po niego jakaś dziewczyna i wyszli razem- odpowiedział jej, na co Katy pobladła. Jak to wyszedł z inną?- Katy! Żartowałem, jest u siebie- zaśmiał się.
-Bardzo śmieszne, bardzo śmieszne- odpowiedziała mu i poszła w stronę pokoju Lou.
Harold przez pół dnia chodził podekscytowany. To co usłyszał wczoraj od Anny zmieniło jego życie o 180 stopni. Ona go kochała! Sam słyszał! Tak bardzo chciał teraz do niej podejść, pocałować, wyznać jej swoje uczucia i po prostu z nią być. Uśmiechał się mimo woli. Nie mógł uwierzyć, że Anna go kocha! Był najszczęśliwszym facetem pod słońcem. Po chwili usłyszał ciche  pukanie do drzwi.
-Proszę!- odpowiedział, po czym ktoś nacisnął na klamkę i otworzył drzwi. To była ona.
-Cześć, mogę na chwilę?- spytała wychylając głowę zza drzwi.
-Jasne, wchodź- odpowiedział machając ręką na zachęcenie. Anna się uśmiechnęła, weszła do środka, po czym podeszła do przyjaciela i pocałowała go w policzek na powitanie. Poczuła motylki w brzuchu na zapach jego perfum. Były genialne- Jak w szkole?- spytał się jej loczek.
-A dobrze. Dostałam piątkę z literatury angielskiej, co jest dość dziwne w moim przypadku- zaśmiała się.
-To gratuluję, a co z… no wiesz- delikatnie zapytał o Bena.
-Nic. Nawet go dziś w szkole nie widziałam- odpowiedziała szybko i krótko, po czym zapanowała cisza. Żadne z nich się nie odzywało. Harry patrzył się na, jak miał nadzieję, przyszłą dziewczynę. Anna wyczuwała jego wzrok. Zastanawiała się o co mu chodziło. Chyba nie… a może jednak? Nie to nie możliwe. A co jeśli jednak nie spał kiedy ona teoretycznie wyznała mu miłość? Dziewczyna szybko postanowiła zmienić temat- Co mi się tak przyglądasz, co?
-A jakoś tak. Wydaje mi się, czy masz nowe kolczyki?- on również szybko i zwinnie zmienił temat.
-Masz rację. Są nowe. Tata mi je ostatnio przesłał z Bradford- odpowiedziała bawiąc się swoimi kolczykami. Po chwili jeden z nich się odpiął, a zatyczka spadła na podłogę- Świetnie- westchnęła dziewczyna.
-Nie martw się zaraz znajdziemy tą zatyczkę- odpowiedział jej chłopak wodząc wzrokiem po podłodze.
-Nie masz co szukać, to jak szukanie igły w stogu siana. Są bardzo małe szanse, że…- nie dokończyła, bo Hazza podsunął jej pod nos zatyczkę- No dobra zwracam honor. Dziękuję- odpowiedziała i zapięła z powrotem kolczyk- A tak w ogóle to co wy jutro będziecie z Simonem omawiać? Mówił wam coś?
-Nie wiem. Nic nam nie mówił. Dzwonił tylko, że mamy być i tyle.
-Uhm- odparła Anna. Czuła na sobie wciąż wzrok Loczka i totalnie nie mogła się skupić- No to ja chyba pójdę. Chyba zrobię nam…
-Spaghetti? Świetny pomysł. Ale na pomoc Katy raczej nie licz, znając życie siedzi już z Lou w jego pokoju. Dziwne bo myślałem, że za nim nie przepada… Więc może przyda ci się ktoś inny do pomocy?- spytał Hazza i zaświecił zielonymi oczami.
-Kogo proponujesz?
-Polecam…siebie.
-Może być. Za pięć minut z fartuszkiem i umytymi rękoma w kuchni- uśmiechnęła się i poszła w stronę kuchni.
Katy siedziała z Lou na łóżku. Ich rozmowy stoczyły się na daty urodzin.
-Wiesz, w moje urodziny będziesz się musiała męczyć podwójnie z prezentami…
-Haha jasne. A to niby czemu?
-Bo obchodzę je 24 grudnia. Dla niewtajemniczonych to jest Boże Narodzenie…
-Wiem kiedy jest Boże Narodzenie- oburzyła się nieco Katy.
-To dobrze. Katy?
-Hm?
-Co chciałabyś dostać na urodziny?
-Nie wiem.
-Zła odpowiedź. Katy?
-Co?
-Kocham cię.
-Ja ciebie też- odpowiedziała chłopakowi i uświadomiła sobie, że po raz pierwszy wyznała to na głos.
-Dobra odpowiedź- zażartował Louis i przybliżył się do dziewczyny. Następnie delikatnie ją pocałował. Po chwili ponownie się do niej przysunął i ucałował, tyle, że nieco namiętniej. Gdy był już wystarczająco blisko Katy, jego usta nie odrywały się od jej. Podczas gdy ona obejmowała za szyję niemal leżącego na niej chłopaka, on coraz to bardziej plątał jej długie brązowe włosy. Kiedy obdarowywał dziewczynę coraz to bardzie zachłannymi pocałunkami nagle na korytarzu rozległy się kroki.
-Louis… Ktoś idzie- powiedziała cicho, ale on nie reagował- Lou nie jesteśmy sami- ten ktoś był już pod drzwiami- Lou!- chłopak w ostatniej chwili odkleił się od dziewczyny. Katy szybko poprawiał włosy i w tym momencie do pokoju wparował Niall.
-Królewna zrobiła spaghetti! Ślicznotko…
-Fajnie, że zapukałeś- mruknął Louis. Irlandczyk popatrzył na niego pytająco.
-Czy ja wam przeszkodziłem…
-Ty nigdy nie przeszkadzasz słodziaku- powiedziała Katy, a na twarzy Louisa pojawił się mały grymas- No to chodźmy na to spaghetti. Ale uprzedzam, Anna robiła je beze mnie więc…
-Ale robiła je z Harrym, więc będzie prawie tak dobre jakby robiła je z tobą- przerwał jej Niall. Katy próbowała wymyślić jakąś wymówkę ale ostatecznie powiedziała:
-Niech będzie. To się jeszcze zobaczy- rzuciła swój uśmieszek i poszła do kuchni. Za nią poszedł Niall. Stanął w progu i rzucił.
-Ty się tak nie napalaj, ona jest od ciebie o dwa lata młodsza- po tych słowach chciał czmychnąć do kuchni ale nie udało mu się to tak jak planował, gdyż po drodze zarobił poduszką w łeb.
Wkrótce wszyscy zasiedli przy stole. Każdy z niecierpliwością czekał na wytworne danie- zwłaszcza Katy, która chciała się przekonać czy Harry i Anna zrobią równie dobre spaghetti, jak miała w zwyczaju z siostrą. Po chwili na stole pojawiła się miska wypełniona daniem. Każdy po kolei nakładał sobie, wcale nie szczędząc. Gdy każdy miał na talerzu swoją porcję, Anna podsumowała krótko.
-Mam nadzieję, że będzie wam smakować- uśmiechnęła się i zaczęła nawijać makaron na widelec. W jednym momencie wszyscy mieli wypchane usta, gdy Niall i Katy- jakby czytali sobie w myślach- jednocześnie wypluli zawartość swoich ust na talerze. Harry spiorunował dwójkę wzrokiem i przeżuł, po czym i z jego buzi również wyleciała jej cała zawartość. Po chwili każdy dołączył do trójki. Anna zerknęła speszona na Harrego. Ich wspólne dzieło okazało się totalnym niewypałem.
-Przepraszam was ale to spaghetti… nie smakuje jak spaghetti jakkolwiek by to brzmiało…- powiedziała Katy wycierając usta serwetką.
-Ślicznotka ma rację. To jest jakieś… no nie wiem… słodkie…- przytaknął dziewczynie Niall. Liaś, którego IQ przerastało reszty od razu wpadł na pomysł, co mogło być przyczyną kulinarnej porażki. Po chwili namysłu spytał Harrego:
-Powiedz mi co podałeś Annie, kiedy prosiła cię o sól?
-No nie wiem… sól?- odparł z sarkazmem Loczek, jednak widząc, że nie takiej odpowiedzi oczekiwał Liam wstał z miejsca i podszedł do szafki. Po chwili wyciągnął z niej średniej wielkości słoik. Wrócił na swoje miejsce i postawił go na środek stołu.
-To dałem Annie- burknął pod nosem. Nie lubił kiedy mu coś nie wychodziło. Po słoik jako pierwszy sięgnął Zayn. Odkręcił go ostrożnie i wsunął do niego palec. Następnie włożył go do ust.
-To jest cukier…- powiedział lekko zdziwiony. Po chwili słoik przejął Daddy Direction. Uczynił to samo co Zayn i wywnioskował:
-Nie moi mili. To sól zmieszana z cukrem- Anna i Katy spojrzały na siebie z zaskoczeniem w oczach. Kto normalny mieszał cukier z solą? Chyba tylko ta piątka wyjątkowych pod każdym względem była do tego zdolna.
-No tak to było do przewidzenia…- mruknęła Anna. Po chwili ujrzała, że Katy uśmiecha się z triumfem pod nosem.
-To nie jest zabawne- odparła. Po raz pierwszy zepsuła spaghetti.
-Nie jest. Po prostu miałam rację- powiedziała Katy i zwróciła się do Nialla- Mówiłam, że Anna beze mnie nie zrobi dobrego spaghetti.
-Zwracam honor ślicznotko.
-No to co zamawiamy pizzę?- spytał Lou i oczywiście nikt nie miał nic przeciwko. Rozpoczęło się długie czekanie na jadalny posiłek. Zayn próbował przełknąć jeszcze trochę nieudanego dania, żeby Annie nie było przykro, jednak wkrótce się poddał. Siostra oczywiście nie miała mu tego za złe, gdyż sama zaczęła po kolei wyrzucać w połowie zjedzone resztki do śmietnika. Harry siedział z grymasem na twarzy, dalej nie mogąc sobie wybaczyć, że to za jego sprawą spaghetti wylądowało w śmietniku. Anne nieco rozśmieszyło to z jaką powagą Hazza potraktował swój błąd, ale mimo to nic nie mówiła. Niall natomiast z niecierpliwością spoglądał na zegarek wyczekując dzwonka do drzwi, oznajmiającego iż pizza dojechała. Cała, zdrowa i pachnąca. Zayn właściwie nie był lepszy i również wpatrywał się świecącymi oczami w zegarek. Musiał być naprawdę głodny. Liam natomiast swoją pełną uwagę skupił na telefonie. Sms-ował. I to nie z byle kim. Danielle się w końcu odezwała, czyli jednak przyjęta przez Liama taktyka podziałała. Była też druga opcja- Danielle nie mogła oprzeć się jego urokowi. Louis przez moment „szarpał” się z Katy usiłując usadzić ją sobie na kolanach. Z początku wyglądało to komicznie, lecz gdy kiedy dziewczyna spokojnie zajęła miejsce na jego kolanach, tym samym poddając się silniejszemu chłopakowi, wszystko znowu nabrało uroczego widoku. Po kilku minutach, które trwały całą wieczność, po mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Niall zerwał się z krzesła, ale bliźniaczki go wyprzedziły. Otworzyły drzwi tym samym powodując, że po całym mieszkaniu rozprzestrzenił się zapach świeżej pizzy. Jednak nie to spowodowało wielkie uśmiechy na twarzach sióstr. Ich powodem był oczywiście dostawca.
-Josh!- rozległ się piskliwy głos Katy, po czym dołączyła się również Anna. Chłopak stał niewzruszony.
-Trzydzieści funtów proszę- wydukał niemrawo. Dziewczyny zerknęły na niego z zaskoczonymi minami. Josh nie wytrzymał jednak długo. Na jego twarzy również pojawił się szeroki uśmiech.
-Cześć dziewczyny. To co? Na koszt firmy?- rzucił już swoim normalnym, roześmianym głosem.
-Cóż…jeżeli twój szef nie będzie miał nic przeciwko, to czemu nie?- odparła Anna.
-Gdyby was zobaczył, zrozumiałby, że nie miałem wyboru- na ten komplement na policzkach obu dziewczyn rozlał się różowiutki rumieniec. Spowodowało to jeszcze szerszy uśmiech u Josha, który zaraz zniknął. Ujrzał w progu stojących Harrego i Louisa. Nie miał z nimi najlepszych wspomnień. W końcu jednak ośmielił się na delikatny uśmiech i podał rękę każdemu po kolei. Lou i Hazza odwzajemnili uśmiechy i uścisk dłoni, odebrali pizzę po czym niczym ninje zniknęli za ścianą. Katy zaśmiała się cicho.
-Nie zwracaj na nich uwagi- powiedziała. Josh również się uśmiechnął i nagle sobie coś przypomniał.
-Dobrze, że was akurat spotkałem. Dziś o 22.oo jest taka impreza w jednym z pobliskich pubów. Myślałem, że może miałybyście ochotę wpaść? Załatwię wam przepustki, które dacie ochroniarzowi. Wiecie… Będę tam DJ-iem.
-Dobrze wiedzieć, że nie grasz tylko na perkusji- rozpromieniła się Katy.
-To jak? Przyjdziecie?
-No pewnie, że tak!- powiedziała zachwycona Anna. Tego jej i Katy brakowało. Tego właśnie teraz potrzebowały. Na jedną noc oderwać się od rzeczywistości.
-No to super- Josh wyglądał na naprawdę zachwyconego odpowiedzią bliźniaczek- Dobra znikam. Mam kolejne zlecenia. Do zobaczenia!- rzucił roześmiany i po kilku sekundach już go nie było. Katy sprawdziła godzinę na telefonie. Była 20:oo. Obydwie miały mało czasu żeby się przyszykować. Dwie godziny to pozornie dużo czasu.
-To jak? Tylko my dwie na wielkiej dyskotece?- spytała Anna a jej oczy świeciły od radości.
-Tak- zachichotała Katy- I ani słowa chłopakom- dodała podekscytowana. Kiedy obydwie wróciły do kuchni pizzy już nie było. Może nawet i lepiej, w jednej chwili przestały być głodne.
-Wychodzimy. Musimy zrobić projekt na jutro- rzuciła pośpiesznie Anna. I niemal wybiegła z Katy z pomieszczenia. Było słychać jedynie suwaki zapinanych kurtek.
-Zaraz, a pożegnać się?- wykrzyczał Louis, ale dziewczyn już dawno nie było w mieszkaniu.
***
Zayn wracał z łazienki- cudowna mieszanka spaghetti z cukrem dała się we znaki- gdy usłyszał fragment rozmowy dziewczyn z Joshem. Wiedział, że nie powinien ale nie mógł się powstrzymać i zaczął ich podsłuchiwać. Kiedy tylko do jego uszu dotarły plany dziewczyn o sekretnej dyskotece od razu poszedł do kuchni. Cierpliwie czekał aż jego siostry wyjdą z mieszkania. Dobrze wiedział, że nie szły robić projektu, a żeby przez kolejne dwie godziny przygotowywać się na imprezę. Nie mógł pozwolić żeby poszły do tego pubu za żadne skarby, a przynajmniej nie bez opieki. Nie mógł pozwolić, aby jego kochana matka znowu się na nim zawiodła. Gdy tylko drzwi wejściowe od mieszkania zatrzasnęły się z hukiem, wstał z krzesła.
-Panowie, szykujcie się. Wychodzimy.

Jak Wam mija majówka? Katy sobie pojechała, a ja gnije w domu... :D Nieważne. Ważne że niedługo koniec szkoły! Właśnie szukam sukienki na bal ale coś słabo mi idzie. No nic. Komentarze (jak zwykle) mile widziane <3
Kochamy Was<333
Anna&Katy