sobota, 25 maja 2013

Rozdział 35




         Głośny dzwonek rozbrzmiał po całym pokoju. Niezadowolona Anna otworzyła leniwie oczy. Nie pamiętała aby Katy nastawiała budzik. Postarała się zignorować powtarzający się wciąż od nowa dźwięk i ponownie przymknęła oczy. Wtedy usłyszała niski i zachrypnięty głos. Należał on do Louisa. Co on tu robił o tej porze? W umyśle Anny panowała totalna zaćma.
-Harry masz w łeb- burknął bardzo niezadowolonym głosem chłopak. Właśnie, Harry. Anna niepewnie uchyliła oczy i ujrzała męską rękę na swojej talii. Poczuła, że jej twarz oblewa rumieniec. Sama nie wiedziała czemu, ale poczuła się zawstydzona. Delikatnie zsunęła z siebie rękę chłopaka i wstała z łóżka. Gdy ujrzała na sobie wygniecioną przez noc sukienkę wszystko stało się jasne. Przycupnęła na skraju swojego łóżka. Nawet się nie zorientowała kiedy zaspany Harry zajął miejsce tuż obok niej. Tymczasem powoli już nieznośny dzwonek telefonu dzwonił w najlepsze. Dziewczyna zauważyła jak Katy niezadowolona zakrywa uszy poduszką.
-Harry odbierz ten telefon bo mnie szlag trafi!- powtórzył głośnie Louis.
-Harry!- dołączyła się Katy.
-No już, już…- wymamrotał Loczek i leniwie pogrzebał w tylnej kieszeni spodni. Gdy wyjął telefon nagle się ożywił, jednak nie było to raczej spowodowane przypływem radości, a adrenaliny.
-To Zayn- powiedział. Na jego słowa Katy zerwała się siadając na łóżku. Dopiero dotarło do niej gdzie jest, co się do końca dzieje, a co ważniejsze, co działo się wczorajszego wieczoru.
-No to odbierz! Na co czekasz- powiedziała lekko zdenerwowana Anna. Zayn na pewno zamartwiał się gdzie ona i Katy są. Był przecież stuprocentowo pewny, że znajdzie je na imprezie. A tak naprawdę to jedynie zgubił dwójkę chłopaków…
-I daj na głośnik!- dodała Katy zanim chłopak zdążył przycisnąć zieloną słuchawkę.
-Halo?
-Gdzie wy do cholery jesteście?! Ty i Louis! Mieliście mi pomóc poszukać sióstr, a sami się zgubiliście! Idioci!- wybuchł przez telefon Zayn. Było go słychać tak wyraźnie, że siostry miały wrażenie jakby dosłownie stał przed nimi i właśnie do nich mówił- Strasznie się o nie martwię… Słyszałem jak rozmawiały z Joshem… może jednak nie poszły na tą imprezę… Nie mogłem spać. A co jeżeli ktoś zrobił im krzywdę?- zamartwiał się Zayn. Bliźniaczki poczuły wyrzuty sumienia. Jak zwykle z ich winy Zayn musiał się zamartwiać.
-Czekaj stary. Jesteśmy niedaleko ich mieszkania. Możemy sprawdzić czy są u siebie, całe i zdrowe. Z tego co pamiętam mają dzisiaj na dziewiątą do szkoły-właśnie. Szkoła!- więc powinniśmy z Lou je jeszcze zastać w domu…- skłamał lekko Harry aby uspokoić Zayna.
-No dobra… A i jeszcze jedno. Nie wiem czy pamiętacie ale dzisiaj mamy spotkanie z Simonem Cowellem!- Zayn wrócił do surowego tonu- Byłoby miło gdybyście mieli ochotę wpaść- na tą nowinę zarówno Harry jak i Louis zrobili, jakby nie patrzeć, zabawne miny. Zupełnie zapomnieli o spotkaniu. A to była ich życiowa szansa.
-Za pięć minut jesteśmy w domu- odpowiedział Harry.
-Okey…- spuścił nieco z tonu Zayn- Jak odwiedzicie moje siostry macie od razu zadzwonić! I nie mówcie, że się martwiłem czy coś, bo zaraz one zaczną. Głupio wyszło z tą imprezą…
-Spoko- odpowiedział Harry. Nawet jego zaczęły dopadać wyrzuty sumienia, ale za żadne skarby nie chciał wydać bliźniaczek.
-A w ogóle to gdzie ty i Louis jesteście?- zapytał Zayn, jednocześnie gdy Harry nacisnął czerwoną słuchawkę.
-Dobrze to rozegrałeś- podsumował Louis. Harry jedynie lekko się uśmiechnął, a Katy kichnęła.
-Dobra zarówno my, Katy, jak i wy chłopaki musimy się zbierać!- powiedziała Anna. Na jej słowa zareagowali jednak tylko Louis i Harry. Wstali i zdaje się, że poszli robić dziewczynom śniadanie. Po drodze stwierdzili, że prysznic wezmą już u siebie- mimo to dziewczyny musiały przyznać, że nie wyglądali najgorzej. Katy natomiast dalej leżała dalej w łóżku. Anna przewróciła oczami. Prędzej czy później i tak wstanie. Wzięła kilka świeżych ciuchów i poszła się ogarnąć do łazienki. Zdziwiła się gdy po powrocie z łazienki Katy dalej leżała. Nawet nie zmieniła swojej pozycji.
-Katy mamy jakieś pół godziny, żeby zdążyć do szkoły!
-Boli mnie głowa, mam katar i jest mi zimno. Nigdzie nie idę.
-Oj już nie wydziwiaj- burknęła Anna i podeszła do łóżka siostry. Przyłożyła rękę do jej czoła, a potem dla upewnienia usta- Cholera…- mruknęła, po czym wyszła do salonu w poszukiwaniu termometru.
-Śniadanie na stole!- rozległ się głos Harrego.
-Nie teraz- burknęła Anna- Katy ma chyba gorączkę- kontynuowała wyciągając z szuflady termometr.
-Jak to ma gorączkę?- z kuchni wyszedł zatroskany już od stóp do głów Lou- W takim razie ktoś będzie musiał z nią zostać, kiedy ty będziesz w szkole…- mówił dalej, a Anna wyczuła, że chłopak ma na myśli siebie.
-O nie Louis… nie ma mowy. Jeżeli już ma ktoś z nią dzisiaj zostać, to albo ja albo mama- odparła, na co Lou utracił swój nagły entuzjazm- Poza tym nikt nie pójdzie ani za ciebie ani za całą waszą piątkę na to spotkanie- dodała i ruszyła do pokoju, gdzie czekała na nią Katy. Po kilku minutach trzymania termometru pod pachą dziewczyna pospiesznie go wyjęła, aby sprawdzić co najlepszego się z nią dzieje.
-Trzydzieści osiem i dziewięć…- powiedziała zrezygnowanym tonem Katy. Anna niemal wyrwała jej z rąk termometr i popatrzyła czy siostra się nie myli. Niestety miała rację.
-Moje biedactwo… Idę zadzwonić do mamy- powiedziała i wyszła z pokoju w poszukiwaniu komórki.
-Świetnie…- burknęła brunetka.
-Spokojnie Katy, na pewno szybko z tego wyjdziesz. Dopilnujemy tego- uśmiechnął się do dziewczyny Harry, a ona odwzajemniła gest- Chodź stary, musimy się zbierać- zwrócił się do Louisa.
-Trzymaj się piękna- rzucił Lou całując Katy w rozgrzane czoło i razem z Harrym wyszli z mieszkania. Po drodze udało im się jeszcze wyciskać zamartwioną Anne. Gdy wyszli, poszła do siostry. Wygodnie usadowiła się koło Katy, okrywając kocem.
-W takim razie ja też nie idę do szkoły- odparła. Katy spojrzała na nią i upewniła się, że Anna nie żartuje.
-Przestań… idź. Poradzę sobie- powiedziała po chwili, na co jej siostra jedynie zaprzeczyła głową.
-Nie zostawię cię samej. Mama nie odbiera… poza tym i tak nie zdążę już na pierwszą lekcję.
-Ale zdążysz na drugą. Poza tym Josh dziś nie pracuje i może mnie odwiedzi. Idź, ze mną i tak nie będziesz miała co robić.
-No już dobra. Pójdę, skoro tak bardzo chcesz się mnie pozbyć- zaśmiała się Anna- Czasem mam wrażenie, że jestem twoją starszą siostrą.
-O nie, tak dobrze nie ma… pięć minut nie czyni cię starszą- zażartowała Katy.
-Wiesz co? Dziś w nocy nie mogłam zasnąć. Zgadnij o czym myślałam.
-Zaskocz mnie- rzuciła Katy.
-Więc myślałam, że fajnie by było odwiedzić kiedyś Polskę- powiedziała Anna. Katy zrzedła nieco mina. Tym razem naprawdę myślała, że siostra żartuje. Gdy Anna to zobaczyła kontynuowała:
-Katy, urodziłyśmy się tam. Wychowywałyśmy… Czasem mam takie przebłyski. Różne wspomnienia. Plac zabaw, stary kiosk przy parku… Jakby to było wczoraj.
-Wiesz Anna, mi takie przebłyski wcale nie służą. Moje wspomnienia zbiegają się do jednego- burknęła Katy- I nie wiem czy pamiętasz ale właśnie w Polsce, w więzieniu siedzi psychopata, którego niegdyś nazywałam ojcem. Niedługo mamy urodziny, a wiesz co to oznacza? Że pozostał mu tylko rok aby wrócić na wolność. Niezasłużoną wolność! To mama powinna cieszyć się życiem, nie ten gnój!- mówiła Katy. Anna mogła przewidzieć, że to tak się skończy. Bo policzkach jej siostry zaczęły spływać pojedyncze łzy. Doskonale ją rozumiała. Ale czy nienawiść do ojca miała przenosić się na ich ojczysty kraj? Anna była pewna, że ich najukochańsza matka, Vicky, nie chciałaby tego dla nich. Dla Katy było to po prostu zbyt ciężkie do zrozumienia. Anna postanowiła nieco uspokoić siostrę. Wiedziała, że temat, który zaczęła był dla nich obu drażliwy, ale nie mogły go unikać do końca życia. Objęła mocno Katy i powiedziała przyciszonym głosem.
-Ja uważam, że mama jest na wolności, o której on może sobie pomarzyć- nie mówiła już nic o przyjeździe do Polski, ale i tak prędzej czy później będzie chciała porozmawiać o tym z siostrą. Kto wie, może tam mieszkają gdzieś ich kuzyni czy kuzynki? Z zamyśleń wyrwała ją Katy.
-Idź już, bo nie zdążysz nawet na drugą lekcję- powiedziała do Anny i uśmiechnęła się delikatnie. Siostra skinęła głową i niechętnie wygramoliła się z ciepłego łóżka.
-Na pewno dasz sobie radę? Jakby co to może jeszcze mama oddzwoni, a gdyby nie… Dobra pobiegnę szybko po Josha- mówiła już na wyjściu Anna. Katy chciała ją powstrzymać, ale było już za późno. Po klatce schodowej rozległy się drobne kroczki Anny, a zaraz potem już nieco cięższe, jak się domyślała, Josha. Katy zdołała jeszcze usłyszeć zza drzwi wejściowych krótkie „Pa”, gdy w progu drzwi od jej pokoju pojawił się chłopak. W rękach trzymał nieduże pudełko.
-Wziąłem chińczyka, więc raczej nie będziemy się nudzić- uśmiechnął się.
-Dobra. Ja biorę niebieskie pionki- zaśmiała się Katy, podczas gdy Josh rozkładał planszę do gry.
***
         Anna nie szła w dobrym nastroju. Po jej głowie chodziło wiele myśli, które ją dodatkowo stresowały. Wiedziała, że zostawiając Katy z Joshem robi dobrze, ale mimo to miała nadzieję, że ich mama w końcu oddzwoni. Przyczyną jej licznych trosk byli również One Direction- modliła się w myślach, aby nic nie spieprzyli na rozmowie z wujkiem Simonem. Jednak jej główną obawą, do której nie chciała się przyznać przed samą sobą, było to, że w szkole istnieje ryzyko spotkania z Benem. W razie czego nie miała przy sobie nawet siostry. Nikogo. Oczywiście miała w szkole przyjaciół, ale nie na tyle bliskich aby móc im się zwierzyć. W razie czego mogła liczyć tylko na siebie. Pokrzepiała ją jedynie myśl, że szkoła to miejsce, tak więc Ben nie będzie miał zbyt dużego pola do popisu. Łudziła przynajmniej taką nadzieję.
***
         Chłopcy siedzieli zdenerwowani w holu. Był ogromny, i naprawdę pięknie wyposażony. Byli ciekawi co usłyszą od Simona. Każda minuta ciągnęła się w nieskończoność. W końcu Liam wstał z krzesła i zaczął przechadzać się w tą i z powrotem, aż w końcu zniknął w jednym z korytarzy. Był zamyślony. Oczu nie odrywał od podłogi. Nagle wpadł na kogoś. Zrobiło mu się strasznie głupio gdy przed sobą ujrzał piękną, wysoką dziewczynę. Loki okalały jej śliczną buzię, nie zasłaniając śmiejących się, brązowych oczu. Chłopakowi odjęło mowę.
-Hej Liam!- powiedziała i przytuliła go. Liam stał jak wryty. Danielle znała jego imię!
-Cześć- odpowiedział jej i postarał się uśmiechnąć jak najładniej umiał. Uśmiechnięta twarz Danielle dodała mu nieco odwagi- Ładnie wyglądasz- dodał, na co ona cicho zachichotała.
-Ty też. I co tam? Słyszałam, że dzisiaj wasz wielki dzień.
-Tak… podpisujemy kontrakt z Simonem.
-Wow…- powiedziała z aprobatą w głosie.
-A co tam…co tam…u ciebie?- spytał tym razem Liam.
-Jakoś leci. Dużo trenuję. Bardzo dużo, i dlatego muszę już iść- powiedziała Danielle z nutką smutku w głosie. Kiwnęła do Liama i zaczęła odchodzić. Chłopak jednak nie miał zamiaru odpuszczać, jak mu kazały bliźniaczki.
-A będziesz miała czas? Dziś wieczorem?- na jego słowa dziewczyna obróciła się rozpromieniona, jakby tylko czekała jak Liam to powie. Podeszła do niego i szybko powiedziała:
-No to do zobaczenia. Masz mój numer, jakoś się zgadamy- przytuliła Liama na pożegnanie, i tym razem chłopak odwzajemnił uścisk. W ułamku sekundy dziewczyna zniknęła za drzwiami. Zdążyła jeszcze szybko pomachać Liamowi i już jej nie było.
-Błagam, żeby to nie był sen!- powiedział do siebie Liam. Wrócił do chłopaków oddając się ponownie oczekiwaniom na Simona, który pojawił się w progu.
-Wybaczcie, że musieliście czekać. Zapraszam- powiedział na widok całej piątki i poprowadził ich za sobą. Po chwili wszyscy znaleźli się w gabinecie Simona, który nie odstawał wyposażeniem od holu. Wszystko utrzymane w nowoczesnym i gustownym stylu. Simon zauważył, że żaden z całej paczki nie wie jak się zachować. Wskazał więc ręką na pięć przyszykowanych foteli. Chłopcy posłusznie usiedli.
-Miło was znowu widzieć- zaczął z uśmiechem na twarzy Cowell- Wasze występy w X-factorze dały mi do myślenia, dlatego tu się znajdujecie. Dałem wam szansę, kolejną szansę- podkreślił Simon- I wykorzystajcie ją, tak jak poprzednie- dodał. Chłopcy nadal siedzieli cicho, nie wiedząc co powiedzieć. Simon nie mógł powstrzymać śmiechu.
-Nie stresujcie się aż tak. Co tam u was? Podoba wam się mieszkanie?
-Tak jest… świetne. Niczego nam nie brakuje. Bardzo dziękujemy- odparł Liam.
-Czyli mam rozumieć, że wszystko gra. A co tam u sióstr Zayn?- spytał niespodziewanie Simon. Zayn spojrzał na niego pytająco.
-Masz na myśli Anne i Katy?
-Tak. Ciężko było nie zauważyć jak miotały się po kulisach dobierając wam stroje na występy- mówił Simon i zaśmiał się na samo wspomnienie, po czym spoważniał- Widziałem jak przeżywały każdy wasz występ.
-Takie już są- odparł Zayn i również się uśmiechnął.
-No dobrze, koniec pogawędek. Czas przejść do interesów- powiedział już poważnie Simon i zaczął poszukiwania po półkach i szufladach. W końcu z jednej z szafek wydobył plik kartek- Zapoznajcie się z tym- rzekł rzucając papiery na biurko, przed nosy chłopców- To jest kontrakt, od którego właściwie zależy wasza przyszłość, kariera muzyczna- odparł. Cała piątka zabrała się za czytanie. Dosłownie pochłaniali każdą linijkę pisma. Po kilku minutach każdy był już zapoznany z tekstem. Simon usiadł naprzeciwko nich przy biurku. Zebrał kartki i stuknął nimi o blat aby stworzyć z nich równy kopczyk, po czym znowu ułożył je na biurku.
-Jakieś pytania?- chłopcy zaprzeczyli głowami- Zatem wszystko jest jasne. Mam nadzieję, że zwróciliście uwagę na wytłuszczony punkt kontraktu, który mówi…
-Że mamy wydać co najmniej jedną płytę rocznie- dokończył za Cowella Harry.
-Będą z was ludzie- uśmiechnął się Simon- Czytanie umów jest bardzo ważne. Każda linijka jest ważna. Ale widzę, że wam nie trzeba tego mówić. No to jak?
-Zgoda- powiedział Louis i spytał jeszcze raz pytająco na chłopców.
-Zgoda- odparł po nim każdy po kolei.
-Jak zgoda to zgoda- odparł Simon i wręczył Liamowi długopis. Cała piątka złożyła na kontrakcie swoje podpisy, łącznie z Simonem. Potem odbyły się kolejne rozmowy. Chłopcy musieli podpisać jeszcze kilka papierów, oczywiście przedtem uważnie je czytając. Ogólnie spotkanie trwało w okolicach dwóch godzin. Na koniec Simon podsunął Zaynowi małą kopertę i szepnął aby przekazał ją siostrom. Pod żadnym względem nie wolno mu było do niej zaglądać. Na pożegnanie powiedział uroczyście:
-Zatem, witam was w Syco Music One Direction- po tych słowach zespół opuścił gabinet. Simon korzystając z prywatności mruknął pod nosem- Będą z nich ludzie…

Siemeczka! Przepraszamy, że dopiero dziś dodajemy rozdział ale miałyśmy ciężki tydzień. Jak tam wam mija ostatni miesiąc szkoły? Annie wolno, a chce już iść do LO hehs :D Komentarze jak zawsze mile widziane. Kochamy Was miśki :*

Anna&Katy

4 komentarze:

  1. no. no swietne, świetne ! :) piszcie daleej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. już myśłam, że się nie doczekam tego rozdziału...
    A uwierz na słowo, do liceum nie ma się co śpieszyć...
    xoxo
    pikseloza

    OdpowiedzUsuń
  3. Mhmm. Jak zwykle perfekcyjnie! Czekam jak zacznie się coś ciekawego dziać!
    Dodawajcie szybko next ;0

    OdpowiedzUsuń
  4. Takim oto sposobem mamy kolejny świetny rozdział. Kocham Was i waszego bloga ! Zawsze jak czytam rozdział, to sobie myślę *mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec* haha xd
    Czekam na następny ♥
    @forever_crazy_x

    OdpowiedzUsuń