Głośny dzwonek rozbrzmiał
po całym pokoju. Niezadowolona Anna otworzyła leniwie oczy. Nie pamiętała aby
Katy nastawiała budzik. Postarała się zignorować powtarzający się wciąż od nowa
dźwięk i ponownie przymknęła oczy. Wtedy usłyszała niski i zachrypnięty głos.
Należał on do Louisa. Co on tu robił o tej porze? W umyśle Anny panowała
totalna zaćma.
-Harry masz w łeb- burknął bardzo niezadowolonym głosem chłopak.
Właśnie, Harry. Anna niepewnie uchyliła oczy i ujrzała męską rękę na swojej
talii. Poczuła, że jej twarz oblewa rumieniec. Sama nie wiedziała czemu, ale
poczuła się zawstydzona. Delikatnie zsunęła z siebie rękę chłopaka i wstała z
łóżka. Gdy ujrzała na sobie wygniecioną przez noc sukienkę wszystko stało się
jasne. Przycupnęła na skraju swojego łóżka. Nawet się nie zorientowała kiedy
zaspany Harry zajął miejsce tuż obok niej. Tymczasem powoli już nieznośny
dzwonek telefonu dzwonił w najlepsze. Dziewczyna zauważyła jak Katy
niezadowolona zakrywa uszy poduszką.
-Harry odbierz ten telefon bo mnie szlag trafi!- powtórzył głośnie
Louis.
-Harry!- dołączyła się Katy.
-No już, już…- wymamrotał Loczek i leniwie pogrzebał w tylnej kieszeni
spodni. Gdy wyjął telefon nagle się ożywił, jednak nie było to raczej
spowodowane przypływem radości, a adrenaliny.
-To Zayn- powiedział. Na jego słowa Katy zerwała się siadając na łóżku.
Dopiero dotarło do niej gdzie jest, co się do końca dzieje, a co ważniejsze, co
działo się wczorajszego wieczoru.
-No to odbierz! Na co czekasz- powiedziała lekko zdenerwowana Anna.
Zayn na pewno zamartwiał się gdzie ona i Katy są. Był przecież stuprocentowo
pewny, że znajdzie je na imprezie. A tak naprawdę to jedynie zgubił dwójkę
chłopaków…
-I daj na głośnik!- dodała Katy zanim chłopak zdążył przycisnąć zieloną
słuchawkę.
-Halo?
-Gdzie wy do cholery jesteście?! Ty i Louis! Mieliście mi pomóc
poszukać sióstr, a sami się zgubiliście! Idioci!- wybuchł przez telefon Zayn.
Było go słychać tak wyraźnie, że siostry miały wrażenie jakby dosłownie stał
przed nimi i właśnie do nich mówił- Strasznie się o nie martwię… Słyszałem jak
rozmawiały z Joshem… może jednak nie poszły na tą imprezę… Nie mogłem spać. A
co jeżeli ktoś zrobił im krzywdę?- zamartwiał się Zayn. Bliźniaczki poczuły
wyrzuty sumienia. Jak zwykle z ich winy Zayn musiał się zamartwiać.
-Czekaj stary. Jesteśmy niedaleko ich mieszkania. Możemy sprawdzić czy
są u siebie, całe i zdrowe. Z tego co pamiętam mają dzisiaj na dziewiątą do
szkoły-właśnie. Szkoła!- więc powinniśmy z Lou je jeszcze zastać w domu…-
skłamał lekko Harry aby uspokoić Zayna.
-No dobra… A i jeszcze jedno. Nie wiem czy pamiętacie ale dzisiaj mamy
spotkanie z Simonem Cowellem!- Zayn wrócił do surowego tonu- Byłoby miło
gdybyście mieli ochotę wpaść- na tą nowinę zarówno Harry jak i Louis zrobili,
jakby nie patrzeć, zabawne miny. Zupełnie zapomnieli o spotkaniu. A to była ich
życiowa szansa.
-Za pięć minut jesteśmy w domu- odpowiedział Harry.
-Okey…- spuścił nieco z tonu Zayn- Jak odwiedzicie moje siostry macie
od razu zadzwonić! I nie mówcie, że się martwiłem czy coś, bo zaraz one zaczną.
Głupio wyszło z tą imprezą…
-Spoko- odpowiedział Harry. Nawet jego zaczęły dopadać wyrzuty
sumienia, ale za żadne skarby nie chciał wydać bliźniaczek.
-A w ogóle to gdzie ty i Louis jesteście?- zapytał Zayn, jednocześnie
gdy Harry nacisnął czerwoną słuchawkę.
-Dobrze to rozegrałeś- podsumował Louis. Harry jedynie lekko się
uśmiechnął, a Katy kichnęła.
-Dobra zarówno my, Katy, jak i wy chłopaki musimy się zbierać!-
powiedziała Anna. Na jej słowa zareagowali jednak tylko Louis i Harry. Wstali i
zdaje się, że poszli robić dziewczynom śniadanie. Po drodze stwierdzili, że
prysznic wezmą już u siebie- mimo to dziewczyny musiały przyznać, że nie
wyglądali najgorzej. Katy natomiast dalej leżała dalej w łóżku. Anna
przewróciła oczami. Prędzej czy później i tak wstanie. Wzięła kilka świeżych
ciuchów i poszła się ogarnąć do łazienki. Zdziwiła się gdy po powrocie z
łazienki Katy dalej leżała. Nawet nie zmieniła swojej pozycji.
-Katy mamy jakieś pół godziny, żeby zdążyć do szkoły!
-Boli mnie głowa, mam katar i jest mi zimno. Nigdzie nie idę.
-Oj już nie wydziwiaj- burknęła Anna i podeszła do łóżka siostry.
Przyłożyła rękę do jej czoła, a potem dla upewnienia usta- Cholera…- mruknęła,
po czym wyszła do salonu w poszukiwaniu termometru.
-Śniadanie na stole!- rozległ się głos Harrego.
-Nie teraz- burknęła Anna- Katy ma chyba gorączkę- kontynuowała
wyciągając z szuflady termometr.
-Jak to ma gorączkę?- z kuchni wyszedł zatroskany już od stóp do głów
Lou- W takim razie ktoś będzie musiał z nią zostać, kiedy ty będziesz w szkole…-
mówił dalej, a Anna wyczuła, że chłopak ma na myśli siebie.
-O nie Louis… nie ma mowy. Jeżeli już ma ktoś z nią dzisiaj zostać, to
albo ja albo mama- odparła, na co Lou utracił swój nagły entuzjazm- Poza tym
nikt nie pójdzie ani za ciebie ani za całą waszą piątkę na to spotkanie- dodała
i ruszyła do pokoju, gdzie czekała na nią Katy. Po kilku minutach trzymania
termometru pod pachą dziewczyna pospiesznie go wyjęła, aby sprawdzić co
najlepszego się z nią dzieje.
-Trzydzieści osiem i dziewięć…- powiedziała zrezygnowanym tonem Katy.
Anna niemal wyrwała jej z rąk termometr i popatrzyła czy siostra się nie myli.
Niestety miała rację.
-Moje biedactwo… Idę zadzwonić do mamy- powiedziała i wyszła z pokoju w
poszukiwaniu komórki.
-Świetnie…- burknęła brunetka.
-Spokojnie Katy, na pewno szybko z tego wyjdziesz. Dopilnujemy tego-
uśmiechnął się do dziewczyny Harry, a ona odwzajemniła gest- Chodź stary,
musimy się zbierać- zwrócił się do Louisa.
-Trzymaj się piękna- rzucił Lou całując Katy w rozgrzane czoło i razem z
Harrym wyszli z mieszkania. Po drodze udało im się jeszcze wyciskać zamartwioną
Anne. Gdy wyszli, poszła do siostry. Wygodnie usadowiła się koło Katy,
okrywając kocem.
-W takim razie ja też nie idę do szkoły- odparła. Katy spojrzała na nią
i upewniła się, że Anna nie żartuje.
-Przestań… idź. Poradzę sobie- powiedziała po chwili, na co jej siostra
jedynie zaprzeczyła głową.
-Nie zostawię cię samej. Mama nie odbiera… poza tym i tak nie zdążę już
na pierwszą lekcję.
-Ale zdążysz na drugą. Poza tym Josh dziś nie pracuje i może mnie
odwiedzi. Idź, ze mną i tak nie będziesz miała co robić.
-No już dobra. Pójdę, skoro tak bardzo chcesz się mnie pozbyć- zaśmiała
się Anna- Czasem mam wrażenie, że jestem twoją starszą siostrą.
-O nie, tak dobrze nie ma… pięć minut nie czyni cię starszą-
zażartowała Katy.
-Wiesz co? Dziś w nocy nie mogłam zasnąć. Zgadnij o czym myślałam.
-Zaskocz mnie- rzuciła Katy.
-Więc myślałam, że fajnie by było odwiedzić kiedyś Polskę- powiedziała
Anna. Katy zrzedła nieco mina. Tym razem naprawdę myślała, że siostra żartuje.
Gdy Anna to zobaczyła kontynuowała:
-Katy, urodziłyśmy się tam. Wychowywałyśmy… Czasem mam takie
przebłyski. Różne wspomnienia. Plac zabaw, stary kiosk przy parku… Jakby to
było wczoraj.
-Wiesz Anna, mi takie przebłyski wcale nie służą. Moje wspomnienia
zbiegają się do jednego- burknęła Katy- I nie wiem czy pamiętasz ale właśnie w
Polsce, w więzieniu siedzi psychopata, którego niegdyś nazywałam ojcem.
Niedługo mamy urodziny, a wiesz co to oznacza? Że pozostał mu tylko rok aby wrócić
na wolność. Niezasłużoną wolność! To mama powinna cieszyć się życiem, nie ten
gnój!- mówiła Katy. Anna mogła przewidzieć, że to tak się skończy. Bo
policzkach jej siostry zaczęły spływać pojedyncze łzy. Doskonale ją rozumiała.
Ale czy nienawiść do ojca miała przenosić się na ich ojczysty kraj? Anna była
pewna, że ich najukochańsza matka, Vicky, nie chciałaby tego dla nich. Dla Katy
było to po prostu zbyt ciężkie do zrozumienia. Anna postanowiła nieco uspokoić
siostrę. Wiedziała, że temat, który zaczęła był dla nich obu drażliwy, ale nie
mogły go unikać do końca życia. Objęła mocno Katy i powiedziała przyciszonym
głosem.
-Ja uważam, że mama jest na wolności, o której on może sobie pomarzyć-
nie mówiła już nic o przyjeździe do Polski, ale i tak prędzej czy później
będzie chciała porozmawiać o tym z siostrą. Kto wie, może tam mieszkają gdzieś
ich kuzyni czy kuzynki? Z zamyśleń wyrwała ją Katy.
-Idź już, bo nie zdążysz nawet na drugą lekcję- powiedziała do Anny i
uśmiechnęła się delikatnie. Siostra skinęła głową i niechętnie wygramoliła się
z ciepłego łóżka.
-Na pewno dasz sobie radę? Jakby co to może jeszcze mama oddzwoni, a
gdyby nie… Dobra pobiegnę szybko po Josha- mówiła już na wyjściu Anna. Katy
chciała ją powstrzymać, ale było już za późno. Po klatce schodowej rozległy się
drobne kroczki Anny, a zaraz potem już nieco cięższe, jak się domyślała, Josha.
Katy zdołała jeszcze usłyszeć zza drzwi wejściowych krótkie „Pa”, gdy w progu
drzwi od jej pokoju pojawił się chłopak. W rękach trzymał nieduże pudełko.
-Wziąłem chińczyka, więc raczej nie będziemy się nudzić- uśmiechnął
się.
-Dobra. Ja biorę niebieskie pionki- zaśmiała się Katy, podczas gdy Josh
rozkładał planszę do gry.
***
Anna nie szła w dobrym
nastroju. Po jej głowie chodziło wiele myśli, które ją dodatkowo stresowały.
Wiedziała, że zostawiając Katy z Joshem robi dobrze, ale mimo to miała
nadzieję, że ich mama w końcu oddzwoni. Przyczyną jej licznych trosk byli
również One Direction- modliła się w myślach, aby nic nie spieprzyli na
rozmowie z wujkiem Simonem. Jednak jej główną obawą, do której nie chciała się
przyznać przed samą sobą, było to, że w szkole istnieje ryzyko spotkania z
Benem. W razie czego nie miała przy sobie nawet siostry. Nikogo. Oczywiście
miała w szkole przyjaciół, ale nie na tyle bliskich aby móc im się zwierzyć. W
razie czego mogła liczyć tylko na siebie. Pokrzepiała ją jedynie myśl, że
szkoła to miejsce, tak więc Ben nie będzie miał zbyt dużego pola do popisu.
Łudziła przynajmniej taką nadzieję.
***
Chłopcy siedzieli zdenerwowani
w holu. Był ogromny, i naprawdę pięknie wyposażony. Byli ciekawi co usłyszą od
Simona. Każda minuta ciągnęła się w nieskończoność. W końcu Liam wstał z
krzesła i zaczął przechadzać się w tą i z powrotem, aż w końcu zniknął w jednym
z korytarzy. Był zamyślony. Oczu nie odrywał od podłogi. Nagle wpadł na kogoś.
Zrobiło mu się strasznie głupio gdy przed sobą ujrzał piękną, wysoką
dziewczynę. Loki okalały jej śliczną buzię, nie zasłaniając śmiejących się,
brązowych oczu. Chłopakowi odjęło mowę.
-Hej Liam!- powiedziała i przytuliła go. Liam stał jak wryty. Danielle
znała jego imię!
-Cześć- odpowiedział jej i postarał się uśmiechnąć jak najładniej
umiał. Uśmiechnięta twarz Danielle dodała mu nieco odwagi- Ładnie wyglądasz-
dodał, na co ona cicho zachichotała.
-Ty też. I co tam? Słyszałam, że dzisiaj wasz wielki dzień.
-Tak… podpisujemy kontrakt z Simonem.
-Wow…- powiedziała z aprobatą w głosie.
-A co tam…co tam…u ciebie?- spytał tym razem Liam.
-Jakoś leci. Dużo trenuję. Bardzo dużo, i dlatego muszę już iść-
powiedziała Danielle z nutką smutku w głosie. Kiwnęła do Liama i zaczęła
odchodzić. Chłopak jednak nie miał zamiaru odpuszczać, jak mu kazały
bliźniaczki.
-A będziesz miała czas? Dziś wieczorem?- na jego słowa dziewczyna
obróciła się rozpromieniona, jakby tylko czekała jak Liam to powie. Podeszła do
niego i szybko powiedziała:
-No to do zobaczenia. Masz mój numer, jakoś się zgadamy- przytuliła
Liama na pożegnanie, i tym razem chłopak odwzajemnił uścisk. W ułamku sekundy
dziewczyna zniknęła za drzwiami. Zdążyła jeszcze szybko pomachać Liamowi i już
jej nie było.
-Błagam, żeby to nie był sen!- powiedział do siebie Liam. Wrócił do
chłopaków oddając się ponownie oczekiwaniom na Simona, który pojawił się w
progu.
-Wybaczcie, że musieliście czekać. Zapraszam- powiedział na widok całej
piątki i poprowadził ich za sobą. Po chwili wszyscy znaleźli się w gabinecie
Simona, który nie odstawał wyposażeniem od holu. Wszystko utrzymane w
nowoczesnym i gustownym stylu. Simon zauważył, że żaden z całej paczki nie wie
jak się zachować. Wskazał więc ręką na pięć przyszykowanych foteli. Chłopcy
posłusznie usiedli.
-Miło was znowu widzieć- zaczął z uśmiechem na twarzy Cowell- Wasze
występy w X-factorze dały mi do myślenia, dlatego tu się znajdujecie. Dałem wam
szansę, kolejną szansę- podkreślił Simon- I wykorzystajcie ją, tak jak
poprzednie- dodał. Chłopcy nadal siedzieli cicho, nie wiedząc co powiedzieć.
Simon nie mógł powstrzymać śmiechu.
-Nie stresujcie się aż tak. Co tam u was? Podoba wam się mieszkanie?
-Tak jest… świetne. Niczego nam nie brakuje. Bardzo dziękujemy- odparł
Liam.
-Czyli mam rozumieć, że wszystko gra. A co tam u sióstr Zayn?- spytał
niespodziewanie Simon. Zayn spojrzał na niego pytająco.
-Masz na myśli Anne i Katy?
-Tak. Ciężko było nie zauważyć jak miotały się po kulisach dobierając
wam stroje na występy- mówił Simon i zaśmiał się na samo wspomnienie, po czym
spoważniał- Widziałem jak przeżywały każdy wasz występ.
-Takie już są- odparł Zayn i również się uśmiechnął.
-No dobrze, koniec pogawędek. Czas przejść do interesów- powiedział już
poważnie Simon i zaczął poszukiwania po półkach i szufladach. W końcu z jednej
z szafek wydobył plik kartek- Zapoznajcie się z tym- rzekł rzucając papiery na
biurko, przed nosy chłopców- To jest kontrakt, od którego właściwie zależy
wasza przyszłość, kariera muzyczna- odparł. Cała piątka zabrała się za
czytanie. Dosłownie pochłaniali każdą linijkę pisma. Po kilku minutach każdy
był już zapoznany z tekstem. Simon usiadł naprzeciwko nich przy biurku. Zebrał
kartki i stuknął nimi o blat aby stworzyć z nich równy kopczyk, po czym znowu
ułożył je na biurku.
-Jakieś pytania?- chłopcy zaprzeczyli głowami- Zatem wszystko jest
jasne. Mam nadzieję, że zwróciliście uwagę na wytłuszczony punkt kontraktu,
który mówi…
-Że mamy wydać co najmniej jedną płytę rocznie- dokończył za Cowella
Harry.
-Będą z was ludzie- uśmiechnął się Simon- Czytanie umów jest bardzo
ważne. Każda linijka jest ważna. Ale widzę, że wam nie trzeba tego mówić. No to
jak?
-Zgoda- powiedział Louis i spytał jeszcze raz pytająco na chłopców.
-Zgoda- odparł po nim każdy po kolei.
-Jak zgoda to zgoda- odparł Simon i wręczył Liamowi długopis. Cała
piątka złożyła na kontrakcie swoje podpisy, łącznie z Simonem. Potem odbyły się
kolejne rozmowy. Chłopcy musieli podpisać jeszcze kilka papierów, oczywiście
przedtem uważnie je czytając. Ogólnie spotkanie trwało w okolicach dwóch
godzin. Na koniec Simon podsunął Zaynowi małą kopertę i szepnął aby przekazał
ją siostrom. Pod żadnym względem nie wolno mu było do niej zaglądać. Na
pożegnanie powiedział uroczyście:
-Zatem, witam was w Syco Music One Direction- po tych słowach zespół
opuścił gabinet. Simon korzystając z prywatności mruknął pod nosem- Będą z nich
ludzie…
Siemeczka! Przepraszamy, że dopiero dziś dodajemy rozdział ale miałyśmy ciężki tydzień. Jak tam wam mija ostatni miesiąc szkoły? Annie wolno, a chce już iść do LO hehs :D Komentarze jak zawsze mile widziane. Kochamy Was miśki :*
Anna&Katy
no. no swietne, świetne ! :) piszcie daleej :D
OdpowiedzUsuńjuż myśłam, że się nie doczekam tego rozdziału...
OdpowiedzUsuńA uwierz na słowo, do liceum nie ma się co śpieszyć...
xoxo
pikseloza
Mhmm. Jak zwykle perfekcyjnie! Czekam jak zacznie się coś ciekawego dziać!
OdpowiedzUsuńDodawajcie szybko next ;0
Takim oto sposobem mamy kolejny świetny rozdział. Kocham Was i waszego bloga ! Zawsze jak czytam rozdział, to sobie myślę *mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec* haha xd
OdpowiedzUsuńCzekam na następny ♥
@forever_crazy_x