czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 24



Anna z Harrym weszli do supermarketu. Wzięli wózek na kółkach i zaczęli jeździć po alejkach w poszukiwaniu niezbędnych składników. Sklep był ogromny. Postanowili się rozdzielić. Harry miał znaleźć sos i mięso, a Anna resztę składników. Dziewczyna weszła w dział z makaronem i zaczęła szukać typowego do spaghetti. Niestety wszędzie widziała tylko kolorowe wstążki, rurki i kokardki. Po chwili zorientowała się gdzie leży ten, którego szukała. Opakowanie leżało na ostatniej półce wysokiego regału. Próbowała go dosięgnąć ale bez skutku. Była za niska. Nawet skacząc nie sięgała do tej półki. Inni klienci supermarketu spoglądali na nią z politowaniem ale mimo to nikt nie pofatygował się i jej nie pomógł. Nikt oprócz Hazzy. Bez problemu dosięgnął pudełka po czym powiedział:
-Nie musiałaś tak skakać- uśmiechnął się ładnie- Wystarczyło poprosić.
-Zapamiętam. Następnym razem jak wybierzemy się na zakupy to jakoś to nadrobię- odpowiedziała mu odbierając opakowanie.
-Czy mam uznać to za zaproszenie?- spytał.
-Może… Dobra wracajmy. Katy została sama z czwórką „odpowiedzialnych” chłopaków.
-Nie, jeszcze nie. Nie mogę pozwolić, aby nasze pierwsze wspólne zakupy obeszły się bez wrażeń…
-Co masz na myśli?
-Właź do koszyka. Powydurniamy się trochę- zaproponował.
-Nie ma mowy. Oszalałeś? Poza tym nie mamy 5 lat- odparła.
-Dobra, skoro nie chciałaś po dobroci to muszę rozegrać to inaczej- to mówiąc wziął dziewczynę na ręce i włożył do wózka. Anna nie zdążyła zaprotestować bo po chwili jeździli po całym sklepie z zabójczą prędkością. Ciężko jej było to przyznać ale dobrze się bawiła. Do czasu kiedy nie zatrzymał ich ochroniarz. Wtedy zabawa się skończyła. Dziewczyna cała czerwona ze wstydu wyszła z koszyka i oboje z Harrym udali się w stronę kasy. Kiedy nadeszła ich kolej okazało się, że Anna nie wzięła z domu portfela.
-Cholera! Zapomniałam wziąć forsy- powiedziała do chłopaka. Ten się tylko uśmiechnął i wyjął z kieszeni własny portfel.
-Spoko, ja zapłacę.
-Oddam ci wszystko zaraz tylko jak wrócimy do domu.
-Nie trzeba. Tą randkę funduję ja.
Tymczasem Katy kończyła rozpakowywać ciuchy z drugiej walizki. Chciała zabrać się za trzecią, w której była bielizna. Po chwili zorientowała się, że nie ma jej w pokoju. Poszła więc do salonu zapytać chłopaków czy jej nie widzieli. Dziewczyna weszła do pokoju po czym usłyszała Nialla:
-Katy, Harry miał rację! W tej najlżejszej walizce rzeczywiście jest bielizna! Patrz to chyba mój rozmiar!- powiedział Irlandczyk przymierzając sobie różowy stanik Katy.
-Niall zostaw to! To moje!- powiedziała poirytowana po czym zobaczyła Lou wychodzącego z łazienki w czerwonych stringach. Jej stringach. Na szczęście miał je założone na spodnie.
-O ty kocico! To twoje? Zobacz jak idealnie na mnie pasują!- powiedział rozbawiony. Katy zaczęła go gonić wokół sofy. W końcu znudzony bieganiem w kółko chłopak zatrzymał się, a rozpędzona Katy wparowała na niego z całej siły. Razem wylądowali na kanapie. W tym samym czasie Anna i Harry wrócili ze sklepu. Kiedy siostra zobaczyła Katy leżącą na Lou, który w dodatku był w jej stringach, a zaraz za nimi Nialla w staniku również należącym do jej siostry, nie wiedziała co powiedzieć. Na szczęście Katy ją wyręczyła.
-Jak dobrze, że wróciliście! Już nie dawałam sobie rady…
-Nie no jak dla mnie to na razie radzisz sobie świetnie- rzucił rozbawiony Hazza.
-A Zayn i Liam? Oni powinni ci pomóc!- powiedziała Anna.
-Zapomnij…oni sobie smacznie śpią na naszych łóżkach…
-No tak, mogłam się domyślić…
***
Dzisiaj odbyła się pierwsza kolacja w mieszkaniu bliźniaczek. Zaprosiły mamę, chłopców już nie musiały, ponieważ cały dzień przesiedzieli u nich. Chciały, żeby tata i ich siostry też mogli tu teraz być. Niestety to nie było możliwe. Siostry oczywiście dzwoniły do nich codziennie. Najbardziej tęskniły za małą Safaą. Ale w końcu nie można mieć wszystkiego. Będąc w Londynie nie mogły mieć przy sobie swojej małej siostry. Będąc w Bradford nie mogły być przy swoim bracie. Tricia za to była szczęśliwa, że jej córki znów były przy niej. Kolacja trwała do 22. Bliźniaczki chętnie posiedziałyby dłużej, ale Tricia powiedziała:
-Nic z tego. Jutro szkoła. Panom dziękujemy, a panie idą spać. Ja pozmywam.
-No dobra…- burknęła pod nosem niezadowolona Katy.
-Szkoła…bleee…- rzuciła zaraz po niej również nie zachwycona Anna.
W tym czasie chłopcy zaczęli się zbierać. Zayn pomagał jeszcze mamie w zbieraniu talerzy. Kiedy już każdy z każdym się pożegnał, a trochę to trwało, bo w końcu najprawdopodobniej w tygodniu nie mają co liczyć na spotkanie, każdy był bardzo zapracowany, chłopcy wyszli.
-Tylko grzecznie- dorzucił Zayn wychodząc.
-Oczywiście…- powiedziała Anna z podstępnym uśmieszkiem, udając się w stronę sypialni.
Następnego dnia dziewczyny wstały wcześnie rano. Były zawiedzione, bo kiedy weszły do kuchni na stole nie stały wędliny, sery, chleb ani herbata. Wszystko musiały przygotować sobie same, nie to co kiedyś. Kiedy mieszkały w Bradford to Tricia zawsze wcześniej wstawała i szykowała wszystkim śniadanie. Tyle się od tego czasu zmieniło…Z resztą kanapki do szkoły też musiały zrobić sobie same.
-Pierwsza jest…matematyka- mruknęła zaspana Anna pod nosem.
-Co ty gadasz? Ja pierwszy mam angielski…- odpowiedziała jej siostra.
-Co? Pokaż, może nie patrzysz na ten dzień co trzeba. Znając ciebie to możliwe…Ty rzeczywiście. O co chodzi? Może nam plany pomylili?
-Albo każda z nas ma swój plan.
-Czyli?
-Mamy osobno lekcje…
-Katy chyba żartujesz…o nie…czyli całe dnie nie będziemy się widywać?
-Czekaj…codziennie kończymy o tej samej porze. Chociaż tyle…
-Zapowiada się bardzo sympatycznie…
***
Szkoła była ogromna. Wraz z dzwonkiem z klas wychodziło miliony osób, nie zwracających uwagi na drobne bliźniaczki. Zagubione szły po korytarzu. Co chwile czuły na sobie spojrzenia innych. Nie zwracając na nich uwagi, siostry z trudem się rozdzieliły i każda poszła do swojej sali.
Kiedy Katy weszła do klasy, dzwonek jeszcze nie zadzwonił. W sali panował harmider. Dziewczyna zajęła miejsce i z nudów zaczęła przeglądać podręcznik. W końcu podeszła do niej jakaś dziewczyna. Miała rude włosy i kasztanowe oczy. Była nawet ładna.
-Cześć- zagadała do Katy.
-Hej…
-Jesteś tu nowa, tak?
-Tak. Dzisiaj mój pierwszy dzień.
-Wiesz co kojarzę cię skądś…
-Serio?
-Tak…chyba z telewizji.
-Słucham? Nie, musiałaś mnie z kimś pomylić…
-Nie, to na pewno ty. Już wiem gdzie ciebie widziałam. Oglądałam ostatni odcinek X-factora na żywo. A ty stałaś z drugą dziewczyną i dopingowałaś za kulisami One Direction…Kocham ich! Są genialni!
-Skąd wiesz, że byłyśmy za kulisami?
-No…za kulisami też są kamery. Zazdroszczę ci, widziałam jak rzuciłaś się na Louisa…Jesteście razem?
-Nie rzuciłam się na niego…i nie, nie jesteśmy razem.
-A i Megan jestem tak przy okazji- powiedziała po czym uścisnęła dłoń Katy.
-Katy- w tym momencie zadzwonił dzwonek. Lekcje rozpoczęły się, razem z pierwszym dniem szkoły. Szukanie sal lekcyjnych podczas przerw zajmowało bliźniaczkom tyle czasu, że nie miały nawet jak porozmawiać. Umówiły się więc, że porozmawiają dopiero w domu.
Katy czekała w domu. Anna nie przychodziła. Z początku Katy nie zwracała na to uwagi, zdążyła przynajmniej spokojnie odrobić wszystkie lekcje. Ale minęły już trzy godziny i zaczynała się martwić. W końcu usłyszała otwierające się drzwi.
-Gdzie ty byłaś?! Zaczęłam się denerwować, nie dzwonisz ani…- nie zdążyła skończyć po kiedy stanęła w holu nieco ją wryło. Jej siostra przyprowadziła do domu przystojnego chłopaka. Pierwszego dnia szkoły i już taka zdobycz…Katy patrzyła zachwycona. Patrzyła na twarz chłopaka i zorientowała się, że zna go z szkolnych plakatów. Dopiero potem skojarzyła, że to gwiazda szkolnej drużyny koszykówki. Ben.
-No, no, no…- powiedziała Katy, ale Anna spiorunowała ją spojrzeniem- Znaczy, cześć. Jestem Katy.
-Hej, jestem Ben…
-Ben, chodźmy do mojego pokoju…- rzuciła Anna.
-Twojego?- odparła Katy i od razu zrozumiała swój błąd- Znaczy…miłej zabawy…Ach! Przepraszam, ale jestem umówiona. Uciekam…Pa!- dodała szybko. Wychodząc miała wrażenie, że Ben puścił do niej oko. W końcu doszła do wniosku, że tylko jej się wydawało. Kiedy była już na zewnątrz, nie wiedziała co ze sobą zrobić. Tak naprawdę nie była z nikim umówiona. Nie chciała po prostu przeszkadzać Annie. W końcu wzięła telefon i wybrała numer Lou. Sama nie wiedziała czemu…Chłopak odebrał po drugim sygnale.
-Halo? Katy?
-Hej Lou. Masz chwilę?
-Jasne, dla ciebie zawsze- zaśmiał się- Coś się stało?
-Nie po prostu chcę się spotkać.
-Akurat ze mną? Jestem zaszczycony…
-Uwierz, gdybym miała inne opcje, nie dzwoniłam bym po ciebie.
-No dobra…gdzie się spotkamy?
-Może w parku?
-Okey. Do zobaczenia.
W parku było mało ludzi. Louis i Katy przechadzali się wąskimi ścieżkami. Z początku nie odzywali się do siebie. Dla chłopaka ta cisza była bardzo niezręczna.
-Katy? A tak serio…czemu chciałaś się spotkać?
-A tak po prostu…zdążyłam się już stęsknić…
-Haha…myślisz, że uwierzę?
-Jak możesz…- zaśmiała się. W końcu postanowiła się jednak przyznać- Anna przyszła z chłopakiem do domu. Domyślam się, że bym ich krępowała, więc…więc łażę z tobą po parku.
-Aha…Harry nie byłby zadowolony.
-Z pewnością.
-Dobra nie gadajmy już o nich.
-W ogóle nie gadajmy. Berek!- powiedziała Katy i zaczęła uciekać. Czasami miała takie przypływy dziecinności. Schowała się za drzewem. Louis z początku nie wiedział jak ma się zachować. Uśmiechnął się pod nosem i zakradł się do drzewa, za którym schowała się dziewczyna. Postanowił się zakraść do Katy od tyłu. Udało mu się. Zwinnie złapał ją w pasie. Wystraszona Katy podskoczyła w jego ramionach. Potem obróciła się twarzą w jego stronę.
-Wystraszyłeś mnie!- krzyknęła. Nie była zła, wręcz przeciwnie śmiała się razem z chłopakiem. Lou delikatnie ją do siebie przysunął. Ich czoła się stykały. Potem spotkały się ich nosy. Katy przymknęła oczy, podobnie jak Louis. Objęła jego szyję. Czuła jego ciepły oddech na swoich ustach. Zapragnęła, aby ją pocałował. Ich wargi prawie się styknęły, gdy nagle dosłownie przy nich „przeleciał” rowerzysta. Katy odsunęła się od Lou.
-O Boże! Nic panu nie jest! Louis dzwoń po karetkę! Jakby co umiem udzielać pierwszej pomocy…coś pana boli? Może pan ruszać kończynami? Czemu pan się do mnie nie odzywa?! Lou czemu nie dzwonisz?!- krzyczała przerażona Katy. Chłopak jednak stał i śmiał się w najlepsze.
-Nic mi nie jest- odezwał się wyraźnie znużony rowerzysta, po czym wstał i odjechał. Katy stała jak wryta.
-Co to w ogóle było?!- krzyknęła wściekła- Mogłam być obojętna, dać mu zdechnąć na tej trawie…
-Katy uspokój się…- wydusił przez śmiech Lou na co dziewczyna wstała z ziemi i strzepała ziemię ze swojej sukienki.
-Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne Louis, bardzo śmieszne…
-No przyznaj sama, że to było komiczne!- odpowiedział nie przestając się śmiać- Chodźmy na kawę.
-Nie pije kawy. I ty też nie powinieneś. To wypłukuje magnez z organizmu.
-Nie wymądrzaj się- powiedział na co Katy skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i udawała obrażoną. Ale Louis znał sposób jak przywrócić jej humor. Ujął jej twarz w swoje dłonie. Posmyrał kciukiem jej policzek po czym się uśmiechnął. Zbliżył swoją twarz do jej na co Katy słodko się zaśmiała. Ich usta dzieliły milimetry. Znowu. Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że zaraz stanie się to co myśli. Ale się nie stało. Telefon w kieszeni dziewczyny raptownie zawibrował, a Katy odruchowo go wyciągnęła. Dostała smsa od siostry. Louis przewrócił oczami. Zerknął na Katy. Jej źrenice znacznie się powiększyły, a sama strasznie zbladła. Lou wyciągnął jej z rąk telefon i przeczytał treść wiadomości. „S.O.S”

No i mamy :D Przepraszamy, że wczoraj nie dodałyśmy ale byłyśmy zbyt podekscytowane BRITs!!! Wygrali, wygrali, wygrali.... Ale do rzeczy. NASI CHŁOPCY WYGRALI!  Jesteśmy takie dumne!
Mamy nadzieję, że rozdział się spodoba i jeśli to czytasz to rusz 4 litery i zostaw komentarz <3 A! no i jeszcze " One Way or Another"! Lou idący przez pasy.... sam sex(wspólna opinia) a Harry na rękach dwóch facetów.... wygląda jak kotek (opinia Anny), a Niall.... no cóż Nialler... te jego kocie ruchy!(Jak w Viva la vida w XF nie?!<3) Standardowo
TT:
Anna: @JustAnna4
Katy: @KatyRaven1
Kochamy Was <333
Anna&Katy

7 komentarzy:

  1. no wreszcie jakiś dłuższy rozdzialik ;-) ale w tym tygodniu jeszcze jakiś dodacie, prawda?
    cudowne

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale żeby w takim momencie przerywać?! No teraz nie macie wyjście i musicie dodawać szybko następny :P
    Rozdział oczywiście cudowny, ale to nie jest nic nowego :3
    Ciekawe co ten Ben jej zrobił?
    No i ja się pytam czemu oni się jeszcze nie pocałowali? ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG to chyba jeden z najlepszych rozdziałów. Świetny, boski cudowny awwwww *.* i już chce następny ! Kocham Was @forever_crazy_x

    OdpowiedzUsuń
  4. haha doobre <33

    OdpowiedzUsuń
  5. Super,super,super!
    jestem ciekawa co się stało drugiej siostrze :))
    Czekam na next!<3

    OdpowiedzUsuń
  6. Jezu, Jezu, Jezu WYGRALI! One way or another jest po prostu genialne! Niall pod prysznicem... awww... zakochałam się w nim od nowa! Ale do rzeczy. Rozdział świetny, szkoda, że Lou i Katy się nie pocałowali. A ten sms "S.O.S" oznacza, że Ben coś chce jej zrobić? Ona zostawiła biednego Harry'ego, więc... Czekam na następny rozdział! Szybko piszcie! DosiaS :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Super, super,super i jeszcze raz super ! Kocham ten blog i czekam na następny rozdział !

    OdpowiedzUsuń