Katy powoli
otworzyła ociężałe powieki. Głowa pękała jej z bólu…co ona tu robiła? Czuła
suchość w ustach. Chciała wstać i pójść się napić, ale ciało cały czas
odmawiało jej posłuszeństwa. W końcu się poddała. Ułożyła się wygodnie na
poduszce. Żeby było jej cieplej włożyła pod nią ręce. O dziwo nie czuła
miękkiej pierzynki, tylko twarde, ale bardzo ciepłe…coś. Zaczęła wędrować
rękoma po tym „czymś” i w końcu uświadomiła sobie czego dotykała…a raczej kogo
obmacywała. Okazało się, że ręce trzymała pod koszulką…Lou. I nie tylko. Leżała
na nim. On tylko leżał i przypatrywał się jej.
-No już mnie tak nie rozpieszczaj…- zaśmiał się. Katy
momentalnie się podniosła.
-Boże! Czy ja…czy ty…czy my…
-Katy nie! Coś ty!
-Jezu wiem, że byłam pijana, ale żeby aż tak?!
-Katy…uspokój się…
-Nie jestem już dziewicą?! O nie…mama mnie zabije!
-Katy…
-Jezu a jak zajdę w ciążę?!
-Do niczego nie doszło!- krzyknął w końcu.
-Co? Ooo…dobrze…
-Widzę, że masz porządnego kaca…
-Robiłam wczoraj coś głupiego?
-Nieeeee….skąd….- skłamał Lou.
-Nieprawda…kłamczuch- spod kanapy słychać była zachrypnięty
głos Liama- Dobierałaś się do niego…
-Co?! O boże…
-Raz to nawet…
-Liam! Nie jesteś zbyt zajęty leżeniem pod kanapą?- rzucił
zdenerwowany Lou- Katy…nie to żebyś mi przeszkadzała, ale…muszę się
napić…więc…zejdziesz ze mnie?
-A, okey! Okey! Przepraszam…
-Spoko…było miło…- zaśmiał się, podczas gdy Katy starała się
niezdarnie z niego zejść. Była cała odrętwiała. Nagle zwaliła się z kanapy,
wywracając wszystkie sześć, pustych butelek po szampanie. Z hukiem uderzyły o
podłogę. Automatycznie wszyscy się obudzili. To zadziwiające w jakich miejscach
i pozycjach można spać… Wszyscy zaczęli po kolei otwierać oczy. Widać było po
nich, że ostro imprezowali. Jako pierwszy odezwał się Harry:
-Jezu… Katy żyjesz?
-Tak, ale bywało lepiej- odpowiedziała mu wstając z podłogi.
-Boże idę się odlać bo zwariuje- powiedział po czym
chwiejnym krokiem udał się w stronę łazienki. Też był jeszcze na kacu. Po
drodze zauważył stłuczony wazon z kwiatami. „Co tu się wczoraj działo?”-
myślał- „Ktoś tu nieźle imprezował”. Harry nie zdawał sobie sprawy z
tego, że to jego sprawka. Ominął odłamki szkła i wszedł do łazienki. Podniósł
deskę od kibla i zaczął się odlewać. Rozglądał się po pomieszczeniu.
Szczoteczka do zębów, pasta, dezodorant, żel pod prysznic koło wanny… A w
wannie… śpiąca Anna…
-Anna? Co ty tu robisz?- zaczął zdziwiony. Dziewczyna
obudziła się i otworzyła oczy. Ale szybko tego pożałowała. Odlewający się
chłopak nie był dla niej zbyt miłym widokiem.
-Boże Harry! Mógłbyś… skończyć sikać- mówiła jednocześnie
zasłaniając sobie oczy rękami. Chłopak się speszył. W końcu chyba żaden facet
nie chce pokazywać swoich klejnotów, jakby nie patrzeć, obcej lasce. Szybko i
sprawnie zapiął rozporek i umył ręce.
-Już możesz otworzyć oczy- powiedział.
-Na pewno?
-Tak- Anna otworzyła oczy i ostrożnie spojrzała w stronę
chłopaka. Była również zawstydzona minioną sytuacją… Bardzo niezręczną
sytuacją.
-Co ty tu robisz?- zapytała po chwili.
-Ja? Ja się odlewam. Pytanie, co ty tu robisz…-
odpowiedział.
-Wiem, że pewnie wyglądam komicznie…
-Wyglądasz bardzo ładnie, choć nie ma co ukrywać, komicznie-
odparł. Czy on znowu próbuje ją poderwać? Anna miała już dość po wczorajszym.
Stwierdziła jednak, że chłopak nic nie pamięta z poprzedniego dnia. Z resztą
nie ma się co dziwić… Był tak pijany jak mało kto.
-W każdym razie… Jak już udało mi się wczoraj ogarnąć
wszystkie pijane osoby to położyłam się na podłodze, koło wszystkich. Niestety Niall
zaczął mówić coś o Nando’s przez sen, a do tego śpiewał. Wszyscy chrapali. Pół
nocy nie spałam przez was. Więc w końcu przyszłam tutaj. No. To tak w skrócie-
odparła wychodząc z wanny. Stanęła przed lustrem. Fryzura jej się zepsuła. Z
resztą nie ma się co dziwić po takiej nocy.
-A Anna… Czy ja wczoraj… No wiesz…- zaczął.
-Czy gadałeś coś głupiego? Otóż moja odpowiedź: TAK. I nie
tylko mówiłeś…- rzuciła zdenerwowana dziewczyna. Nie miała teraz ochoty z nim
rozmawiać. A szczególnie o tym co robił wczoraj- A teraz przepraszam, chciałabym
skorzystać z toalety. SAMA- powiedziała. Harry był zakłopotany. Nie pamiętał
nic z wczorajszej imprezy. Nie wiedział o czym mówiła dziewczyna. Miał
nadzieję, że nie narozrabiał ani nie wyrządził nikomu krzywdy. Szczególnie
Annie.
-Anna… Ja…- zaczął.
-Harry… Chciałabym skorzystać z toalety więc…
-Tak już. Przepraszam- powiedział po czym wyszedł z
łazienki.
Kiedy dziewczyna wróciła do salonu zobaczyła siedzącą na
kanapie, zdenerwowaną Katy.
-Co jest?
-Anna…mama nas zabije! Dzwoniła przed chwilą…
-I co?!
-Nie odebrałam…ale dopiero teraz sobie o niej przypomniałam!
Musimy się zwijać…Tylko nasze wygniecione kiecki…nawet nie to. Nie przejdę ani
kroku w szpilkach…i jeszcze ten kac…
-Kiecki i szpilki to nie problem. Pożyczymy wam ciuchy…-
zaczął Lou.
-Z kacem będzie większy problem…-dorzucił Liam.
-Czuję się dziwnie…-wtrącił niezorientowany Niall- Zwykle
jestem głodny…a teraz…mam ochotę wszystko zwrócić!
-Oooooj biedny słodziak…nie martw się apetyt szybko ci
wróci…To możemy liczyć na jakieś ciuchy?- odparła Katy.
-Tak…zaraz ci coś dam- rzucił Lou zaczął szukać czegoś w
stercie ciuchów.
-Dobra ja też dam ci coś Anna…gdzieś tu powinna być moja
bluza z Jacka Willsa…ale nie mogę jej znaleźć…ktoś wie gdzie ona jest?
-Eeeee…to może…Liam? Masz jakąś bluzę?- zaczęła zakłopotana
Anna. Przypomniała sobie, że bluza Harrego leżała sobie grzecznie pod jej
poduszką w hotelu. Harry jednak dał Annie inną swoją bluzę. W końcu bliźniaczki
były odziane w ogromne bluzy i przyduże buty. Wyglądało to dosyć zabawnie, ponieważ
bluzy były tak duże, że nie było zupełnie widać spod nich sukienek. Tak jakby
dziewczyny nie miały pod nimi zupełnie nic. Ale przynajmniej nie było im zimno.
Kiedy Zayn się ogarnął szybko wyszli z hotelu, w którym to mieszkał Liam.
***
Rodzeństwo stało przed drzwiami,
za którymi czekało ich piekło. Zayn powoli uchylił drzwi. Może mama jeszcze
spała…chociaż było to bardzo wątpliwe. Była godzina 13…tak więc wrócili do domu
troszkę spóźnieni. Wkradli się do pokoju. Ale ich starania poszły na marne, bo
w ich sypialni czekała na nich Tricia.
-Mamo…- powiedziała Katy.
-Macie przerąbane- odparła Tricia.
Hope you enjoyed ;D Komentujcie szczerze, bez skrempowania. Mamy nadzieję, że piszemy coraz lepiej, z resztą same, sami oceńcie ;>
Kochamy Was<33
Anna&Katy
Zawsze piszę szczerze i nigdy nie omijam moich uwag , które dotyczą jedynie długości.
OdpowiedzUsuńRozdział KRÓTKI jak zwykle, można by się przyzwyczaić, ale zawsze zostaje taki lekki niedosyt.
Zadziwia mnie brak skrępowania Harrego i nie chodzi mi o to co robi, lecz mówi.
No to tyle...
Z niecierpliwością czekam na DŁUUUŻSZYYY next.
hahaha xd dobry rozdział! nie wiem czemu, ale się uśmiałam :D zdziwiłam się trochę, że słodziak nie był głodny! + ahh ten Lou i Harry tak się opiekują dziewczynami! POZAZDROŚCIĆ DosiaS :)
OdpowiedzUsuńkochaam to <3 @Lex_Freak
OdpowiedzUsuńZabawny rozdział i szkoda, że krótki. Ale naprawdę fajny :D. Czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńSuper, super, super i jeszcze raz super ! Jestem za tym żebyście napisały z tego książkę xd bo naprawdę to jest świetne !
OdpowiedzUsuńhahah świetne <3
OdpowiedzUsuń