sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 5



            Pogrzeb. Przeprowadzka. Oczy. Znowu. Są coraz bliżej. Siostry za wszelką cenę starają się od nich uciec.
-Stop! -krzyknęła Anna, zarazem budząc brata, gdyż siostra też już nie spała z wiadomych przyczyn.
-Co jest?-spytał zdezorientowany Zayn.
-Nie, ja już nie mogę! Wybacz Katy, ale osiem lat to już znoszę…
-Chwila, co się stało? Chodzi o sen prawda? -zapytała siostra.
-Tak-powiedziała w końcu Anna. Na początku nie chciała się przyznać, bo to Katy zawsze histeryzowała jeśli chodziło o ten temat. Dziś jednak było inaczej.
-Powiedz o co chodzi dokładnie-mówiła powoli Katy.
-Z każdym kolejnym snem te oczy są bliżej mnie…ty też to zauważyłaś?
-Tak, tak masz rację. Ale zawsze udaje mi się przed nimi uciec.
-Tak? W takim razie czegoś nie rozumiem…
-Czego Anna, mów konkretnie- prosiła Katy.
-Bo mi nigdy nie udaje się przed nimi uciec. Znaczy zawsze chcę odbiec jak najdalej od nich, ale z jakiś powodów nie mogę się ruszyć…coś jakby mnie tam trzyma…
-To faktycznie dziwne. Nasze sny zwykle niczym się nie różniły, a teraz?
-Katy, a może miałaś rację? Może te sny faktycznie coś znaczą?
-Ej, nie chcę nic mówić, ale jest piąta nad ranem i zostały tylko cztery godziny do BOOT CAMPU, chciałbym się wyspać to po pierwsze, a po drugie chyba nie myślicie, że jakaś nocna zmora może oznaczać coś w życiu codziennym, w rzeczywistości. Dajcie spokój i idźcie spać-wtrącił zaspany Zayn.
Jednak Anna i Katy wiedziały, że teraz nie mogą liczyć na sen. Nie chcąc przeszkadzać bratu położyły się i zaczęły rozmyślać. Nim się obejrzały zaczął dzwonić budzik Zayna. To oznaczało, że jest siódma. Do rozpoczęcia BOOT CAMPU zostały 2 godziny. Te dwie bezsenne godziny minęły im bardzo szybko. Ale teraz to nie było ważne. Nie był ważny jakiś dziwny sen. Nie były ważne ich dziwne przeczucia. Teraz ważny był Zayn. Ich brat, który bardzo ich potrzebował.
***
Na BOOT CAMPIE Zayn’owi szło bardzo dobrze. Do chwili gdy nie doszła choreografia. Tego obawiał się najbardziej. Taniec nie był jego dobrą stroną i wszyscy o tym wiedzieli. Chłopak bardzo się starał ale mimo tego czuł, że nie idzie mu najlepiej. W końcu po godzinie ciężkich prób duch walki go opuścił. Postanowił wykorzystać fakt, że ćwiczy tak dużo osób. Pomyślał, że jeśli przeczeka próby tańca nikt tego nie zauważy. Przez dłuższą chwilę bił się z własnymi myślami gdyż po głowie chodziły mu słowa siostry: „nie rób nic głupiego”, „taka szansa trafia się raz na milion”, „stać cię na więcej”,  „nie poddawaj się”. W końcu postanowił jednak się ukryć. W głębi duszy czuł, że zawiódł siostry ale nie był wystarczająco silny aby powrócić do walki. Na szczęście Simon Cowell był wystarczająco silny aby go do niej zachęcić. Odnalazł chłopaka i przemówił mu do rozsądku.
-Co robisz? Czemu nie ma ciebie na scenie?
-Bo…ja nie umiem tańczyć. Nigdy nie umiałem i wiem, że wszelkie próby nic nie dadzą…
-Weź się w garść! Wiesz ile osób chciałoby być na twoim miejscu?! Nie dawaj mi powodów, abym żałował, że zgodziłem się abyś przeszedł dalej- powiedział Simon.
-Tak masz rację…- Simon otworzył mu oczy, ale czy nie było za późno?
-Dobra, dosyć gadania. Chodźmy musimy naprawić twój błąd.
-Dzięki Simon.
„-Spiepszyłem wszystko”- myślał Zayn-„Ale nie poddam się tym razem. Będę walczył do końca. Nawet jeśli nie osiągnę wyznaczonego celu. Będę przynajmniej wiedział, że zrobiłem wszystko co mogłem.
            Chłopak przez resztę dnia dawał z siebie wszystko. W pewnym momencie miał nawet odczucie, że ma szansę wygrać. W końcu ogłoszono koniec wszelkich treningów. Teraz trzeba było czekać na werdykt. Im dłużej czekał tym bardziej się denerwował, ale nie tracił nadziei dzięki bliźniaczkom, które przez cały czas były przy nim i wspierały go.
Po BOOT CAMPIE  przyszła pora na ogłoszenie wyników. Nie czekali na nie jedynie uczestnicy, którzy brali udział w castingach w Manchesterze ale i wszyscy uczestnicy, z całego kraju.
            W końcu jurorzy wywołali grupę chłopców. Zayn wstał i sztywnym krokiem poszedł stawić czoło Simonowi, Nicole i Louisowi.
-Dobrze, mamy wyniki-powiedział Simon. Zaczął wyczytywać imiona i nazwiska szczęściarzy. Zayn stał i w myślach modlił się, aby go wyczytano. W końcu nie było innej możliwości. Włożył w ten występ tyle pracy i serca, tak bardzo się denerwował. Poza tym tyle osób w niego wierzyło. Nie chciał ich teraz zawieść. Pokonał zbyt dużo przeszkód, za daleko zaszedł, żeby teraz odejść z niczym. Gdy Simon skończył, Zayn zorientował się, że nie wyczytano jego nazwiska. A jednak. To był koniec. Zawalił. Do oczu napłynęły mu łzy. Chciał być twardy, ale nie potrafił. Wyszedł i od razu rzucił się w ramiona sióstr. Potrzebował ich teraz bardziej niż kiedykolwiek. Wrażliwa Katy automatycznie zaczęła płakać z Zaynem. Tricia głaskała syna po głowie, po jej policzkach również spłynęły łzy. Tylko Anna starała się nie płakać. Postanowiła coś powiedzieć.
-Hej, wszystko dobrze. To nie koniec świata- nie mogła powiedzieć nic więcej bo do oczu cisnęły jej się łzy. Nie dała rady nie płakać. Miny przegranych były tak dołujące, że nie mogła się powstrzymać. Po prostu się nie udało. Czemu to tak przeżywali?
W końcu wszyscy pogrążeni w smutku poszli w stronę drzwi. Zaynowi ciężko było uwierzyć, że to już koniec tej wspaniałej przygody. Zastanawiał się gdzie popełnił błąd. Może chodziło o BOOT CAMP? Teraz to już się nie liczyło. Było już po wszystkim, wszystko przepadło w ciągu paru sekund. Nie spodziewał się też, że będzie to tak przeżywał, jednak najbardziej go zaskoczyło jak cierpiały jego siostry. Przecież to nie one przegrały, to nie była ich wina. Kiedy już wyszli z budynku Katy zebrała się i powiedziała:
-Zrobiłeś wszystko co mogłeś. Wszyscy zrobiliście co mogliście. Byłeś świetny, i nie przestawaj śpiewać. A teraz chodźmy stąd.
-Dzięki wam wszystkim…tylko ja mam wrażenie, że przyjechaliśmy tu na marne!
-Nie pleć bzdur! Ogarnij się i ćwicz dalej. Śpiewaj, rób to co kochasz i przestań pieprzyć! -powiedziała Anna.
-Dzięki, tego mi było trzeba-zaśmiał się Zayn. Powoli wracał do siebie. Bardzo się cieszył, że bliźniaczki pojechały z nim. Bez nich byłby taki samotny, nie tylko teraz ale i w ogóle. Zmusił się na jeszcze jeden uśmiech, wziął siostry pod ręce i ruszył przed siebie. Miały rację, to nie koniec świata. Nagle ktoś chwycił go za ramię. Był to prowadzący programu.
-Poczekaj. To jeszcze nie koniec.

5 komentarzy:

  1. Ooo :D Zaraz bd teen moment XD Piszz daalej ; ** :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ooooo Zarabiste ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. hahahahaha, super!

    OdpowiedzUsuń
  4. o boze *.* <3 <3 <3 <3 jestem bardzo ciekawa co jeszcze tam naskrobiesz hehe lov3czki <3

    OdpowiedzUsuń
  5. zastanawiasz sie nad wydaniem ksiazki? :>

    OdpowiedzUsuń