Pogrzeb.
Przeprowadzka. Oczy. Znowu. Są coraz bliżej. Siostry za wszelką cenę starają
się od nich uciec.
-Stop! -krzyknęła Anna, zarazem budząc brata, gdyż siostra
też już nie spała z wiadomych przyczyn.
-Co jest?-spytał zdezorientowany Zayn.
-Nie, ja już nie mogę! Wybacz Katy, ale osiem lat to już
znoszę…
-Chwila, co się stało? Chodzi o sen prawda? -zapytała
siostra.
-Tak-powiedziała w końcu Anna. Na początku nie chciała się
przyznać, bo to Katy zawsze histeryzowała jeśli chodziło o ten temat. Dziś
jednak było inaczej.
-Powiedz o co chodzi dokładnie-mówiła powoli Katy.
-Z każdym kolejnym snem te oczy są bliżej mnie…ty też to
zauważyłaś?
-Tak, tak masz rację. Ale zawsze udaje mi się przed nimi
uciec.
-Tak? W takim razie czegoś nie rozumiem…
-Czego Anna, mów konkretnie- prosiła Katy.
-Bo mi nigdy nie udaje się przed nimi uciec. Znaczy zawsze
chcę odbiec jak najdalej od nich, ale z jakiś powodów nie mogę się ruszyć…coś
jakby mnie tam trzyma…
-To faktycznie dziwne. Nasze sny zwykle niczym się nie
różniły, a teraz?
-Katy, a może miałaś rację? Może te sny faktycznie coś
znaczą?
-Ej, nie chcę nic mówić, ale jest piąta nad ranem i zostały
tylko cztery godziny do BOOT CAMPU, chciałbym się wyspać to po pierwsze, a po
drugie chyba nie myślicie, że jakaś nocna zmora może oznaczać coś w życiu
codziennym, w rzeczywistości. Dajcie spokój i idźcie spać-wtrącił zaspany Zayn.
Jednak Anna i Katy wiedziały, że teraz nie mogą liczyć na
sen. Nie chcąc przeszkadzać bratu położyły się i zaczęły rozmyślać. Nim się
obejrzały zaczął dzwonić budzik Zayna. To oznaczało, że jest siódma. Do
rozpoczęcia BOOT CAMPU zostały 2 godziny. Te dwie bezsenne godziny minęły im
bardzo szybko. Ale teraz to nie było ważne. Nie był ważny jakiś dziwny sen. Nie
były ważne ich dziwne przeczucia. Teraz ważny był Zayn. Ich brat, który bardzo ich
potrzebował.
***
Na BOOT CAMPIE Zayn’owi szło
bardzo dobrze. Do chwili gdy nie doszła choreografia. Tego obawiał się
najbardziej. Taniec nie był jego dobrą stroną i wszyscy o tym wiedzieli. Chłopak
bardzo się starał ale mimo tego czuł, że nie idzie mu najlepiej. W końcu po
godzinie ciężkich prób duch walki go opuścił. Postanowił wykorzystać fakt, że
ćwiczy tak dużo osób. Pomyślał, że jeśli przeczeka próby tańca nikt tego nie
zauważy. Przez dłuższą chwilę bił się z własnymi myślami gdyż po głowie
chodziły mu słowa siostry: „nie rób nic głupiego”, „taka
szansa trafia się raz na milion”, „stać cię na więcej”, „nie poddawaj się”. W końcu
postanowił jednak się ukryć. W głębi duszy czuł, że zawiódł siostry ale nie był
wystarczająco silny aby powrócić do walki. Na szczęście Simon Cowell był
wystarczająco silny aby go do niej zachęcić. Odnalazł chłopaka i przemówił mu
do rozsądku.
-Co robisz? Czemu nie ma ciebie na scenie?
-Bo…ja nie umiem tańczyć. Nigdy nie umiałem i wiem, że
wszelkie próby nic nie dadzą…
-Weź się w garść! Wiesz ile osób chciałoby być na twoim
miejscu?! Nie dawaj mi powodów, abym żałował, że zgodziłem się abyś przeszedł
dalej- powiedział Simon.
-Tak masz rację…- Simon otworzył mu oczy, ale czy nie było
za późno?
-Dobra, dosyć gadania. Chodźmy musimy naprawić twój błąd.
-Dzięki Simon.
„-Spiepszyłem wszystko”- myślał Zayn-„Ale nie
poddam się tym razem. Będę walczył do końca. Nawet jeśli nie osiągnę
wyznaczonego celu. Będę przynajmniej wiedział, że zrobiłem wszystko co mogłem.”
Chłopak
przez resztę dnia dawał z siebie wszystko. W pewnym momencie miał nawet
odczucie, że ma szansę wygrać. W końcu ogłoszono koniec wszelkich treningów.
Teraz trzeba było czekać na werdykt. Im dłużej czekał tym bardziej się
denerwował, ale nie tracił nadziei dzięki bliźniaczkom, które przez cały czas
były przy nim i wspierały go.
Po BOOT CAMPIE przyszła pora na ogłoszenie wyników. Nie
czekali na nie jedynie uczestnicy, którzy brali udział w castingach w
Manchesterze ale i wszyscy uczestnicy, z całego kraju.
W końcu
jurorzy wywołali grupę chłopców. Zayn wstał i sztywnym krokiem poszedł stawić
czoło Simonowi, Nicole i Louisowi.
-Dobrze, mamy wyniki-powiedział Simon. Zaczął wyczytywać
imiona i nazwiska szczęściarzy. Zayn stał i w myślach modlił się, aby go
wyczytano. W końcu nie było innej możliwości. Włożył w ten występ tyle pracy i
serca, tak bardzo się denerwował. Poza tym tyle osób w niego wierzyło. Nie
chciał ich teraz zawieść. Pokonał zbyt dużo przeszkód, za daleko zaszedł, żeby
teraz odejść z niczym. Gdy Simon skończył, Zayn zorientował się, że nie
wyczytano jego nazwiska. A jednak. To był koniec. Zawalił. Do oczu napłynęły mu
łzy. Chciał być twardy, ale nie potrafił. Wyszedł i od razu rzucił się w
ramiona sióstr. Potrzebował ich teraz bardziej niż kiedykolwiek. Wrażliwa Katy
automatycznie zaczęła płakać z Zaynem. Tricia głaskała syna po głowie, po jej
policzkach również spłynęły łzy. Tylko Anna starała się nie płakać. Postanowiła
coś powiedzieć.
-Hej, wszystko dobrze. To nie koniec świata- nie mogła
powiedzieć nic więcej bo do oczu cisnęły jej się łzy. Nie dała rady nie płakać.
Miny przegranych były tak dołujące, że nie mogła się powstrzymać. Po prostu się
nie udało. Czemu to tak przeżywali?
W końcu wszyscy pogrążeni w smutku poszli w stronę drzwi.
Zaynowi ciężko było uwierzyć, że to już koniec tej wspaniałej przygody.
Zastanawiał się gdzie popełnił błąd. Może chodziło o BOOT CAMP? Teraz to już
się nie liczyło. Było już po wszystkim, wszystko przepadło w ciągu paru sekund.
Nie spodziewał się też, że będzie to tak przeżywał, jednak najbardziej go
zaskoczyło jak cierpiały jego siostry. Przecież to nie one przegrały, to nie
była ich wina. Kiedy już wyszli z budynku Katy zebrała się i powiedziała:
-Zrobiłeś wszystko co mogłeś. Wszyscy zrobiliście co
mogliście. Byłeś świetny, i nie przestawaj śpiewać. A teraz chodźmy stąd.
-Dzięki wam wszystkim…tylko ja mam wrażenie, że przyjechaliśmy
tu na marne!
-Nie pleć bzdur! Ogarnij się i ćwicz dalej. Śpiewaj, rób to
co kochasz i przestań pieprzyć! -powiedziała Anna.
-Dzięki, tego mi było trzeba-zaśmiał się Zayn. Powoli wracał
do siebie. Bardzo się cieszył, że bliźniaczki pojechały z nim. Bez nich byłby
taki samotny, nie tylko teraz ale i w ogóle. Zmusił się na jeszcze jeden
uśmiech, wziął siostry pod ręce i ruszył przed siebie. Miały rację, to nie
koniec świata. Nagle ktoś chwycił go za ramię. Był to prowadzący programu.
-Poczekaj. To jeszcze nie koniec.
Ooo :D Zaraz bd teen moment XD Piszz daalej ; ** :)
OdpowiedzUsuńooooo Zarabiste ;p
OdpowiedzUsuńhahahahaha, super!
OdpowiedzUsuńo boze *.* <3 <3 <3 <3 jestem bardzo ciekawa co jeszcze tam naskrobiesz hehe lov3czki <3
OdpowiedzUsuńzastanawiasz sie nad wydaniem ksiazki? :>
OdpowiedzUsuń