piątek, 28 grudnia 2012

Rozdział 13



Nie wiadomo jakim cudem ale chłopacy wstali z kanapy i wzięli się do roboty. Dziewczyny czuły się jakby cofnęły się w czasie. Niedawno przecież wybierały repertuar dla brata, a teraz robią to ponownie dla One Direction. Tak, tak się nazywają. Dzisiaj miały trochę trudniej. Nie miały jednego brata tylko pięciu. To dużo. Bardzo dużo. Piosenka musiała pasować do każdego z nich, a nie tylko do Zayna. Jedno potknięcie może zadecydować o tym czy przejdą dalej czy nie. W końcu stanęło na piosence Torn. Rozdały chłopakom teksty i usiadły wygodnie na kanapie.
- Reszta należy do was. Rozdzielicie co kto śpiewa, a potem zaśpiewajcie nam to, tak jakbyśmy były jurorami.-powiedziała Anna.
Chłopacy posłusznie zabrali się do pracy. O dziwo. Najwidoczniej potrzebowali motywacji w postaci bliźniaczek. Chłopcy szybko się uwinęli i zaczęli śpiewać. Brzmieli pięknie. Aż miło było słuchać. Od razu można było spokojnie powiedzieć, że jako boysband zajdą bardzo daleko. Mimo tego, że wszystko było idealne dziewczyny doszukiwały się jak najmniejszych błędów. Detali. Czegoś, czego na pewno uczepiłby się Simon.
-Harry, w jednym momencie śpiewasz trochę nieczysto- zauważyła Anna- To powinno być tak: Nothing’s fine, I’m torn- zanuciła mu.
-Zaśpiewaj to za mnie. Masz naprawdę dobry głos.
-Daj spokój. Skup się lepiej na tym, żebyś TY to dobrze zaśpiewał-odpowiedziała.
-Nie mogę się skupić przez ciebie…
-Mam wyjść?
-Nie, nie o to mi chodziło. Lepiej zostań.
-To się zdecyduj- zaśmiała się. W tym momencie zdała sobie sprawę, że drocząc się z nim tylko go zachęca do dalszego działania. Nieświadomie robiła mu nadzieję. Nie chciała żeby potem cierpiał. Z rozmyślań wytrącił ją Zayn:
-A ja? Czy ja dobrze śpiewam pani instruktor?
-Zayn kochanie, jesteś moim bratem. Jesteś genialny- odpowiedziała mu Anna.
Katy wstała i włączyła się:
-Tak Zayn jesteś genialny- a teraz zwróciła się do wszystkich- Razem daleko zajdziecie. Wystarczy uwierzyć w siebie, a można wszystko. Myślę, że już dosyć wam dziś pomogłyśmy ale nie możemy zostać dłużej. Pamiętajcie, że nasza mama ciągle myśli, że siedzimy w pokoju i słuchamy muzyki, więc na nas już czas.
-Dziękujemy wam. O takich instruktorkach każdy marzy- powiedział Liam.
-Może zanim wyjdziecie to dodacie nam otuchy- powiedział Niall rozchylając ramiona, sugerując uścisk.
-No dobra. Idę do ciebie słodziaku- odpowiedziała mu rozbawiona Katy. W tym czasie jej siostra podeszła do Harrego. Wiedziała, że nadszedł ten bolesny dla niego moment, w którym musi mu odebrać nadzieję. Jeżeli nie zrobi tego teraz potem będzie za późno. Im później tym bardziej go to zaboli. Przytuliła go mocno, jakby to miał być ich ostatni raz. Delikatnie wplątała swoje dłonie w jego bujne loki, co mu się najwyraźniej spodobało, bo przysunął ją bliżej siebie. Anna po raz kolejny narkotyzowała się jego zapachem. Ciężko jej było wyrzucić z siebie słowa, które jakby nie patrzeć zranią chłopaka. W końcu szepnęła mu na ucho:
-Nie rób sobie nadziei. Przepraszam- delikatnie pocałowała go w policzek, po czym się odsunęła. Harry wpatrywał się w nią smutny. Był zawiedziony.
-Nie wiesz, o co prosisz- rzucił.
W tym czasie Louis zakradł się do Katy i ją przytulił.
-Mówiłam, nie przyzwyczajaj się!- warknęła.
-Czemu Nialla przytuliłaś, a mnie nie chcesz?!
-Och! Jesteś okropny!- powiedziała i obróciła się w jego stronę poprawiając przy tym jego dłonie, które powoli zaczęły zjeżdżać od pasa w dół. Po dłuższych zmaganiach jednak odwzajemniła uścisk. Z zewnątrz nie dawała po sobie poznać jak bardzo podobało jej się w jego ramionach. Czuła się jakby osłonięta przed całym światem. Po raz pierwszy od kilkunastu lat poczuła się… bezpieczna. Szybko się odsunęła. To zaczęło ją przerażać.
-Cześć…powodzenia.
-Dzięki. Do zobaczenia.
Kiedy dziewczyny wychodziły Harry musnął po raz ostatni swoją dłonią dłoń Anny. Po czym spojrzał na nią takim wzrokiem, że zaczęła mieć wyrzuty sumienia. Szybko odwróciła wzrok i wyszła.

Trololoolo pechowa 13 :D Na początku bedziemy marudzić, że ostatnio bylo tak mało komentarzy. Jesteśmy załamane. Oby teraz było ich więcej. Ale i tak Was kochamy Jak tam święta? Co dostałyście? Jakie plany na sylwka? 
Follow nas  na tt. Bo zabije(to pisała Anna<33)
Katy: @KatyRaven1
Anna: @JustAnna4

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Rozdział 12


Siostry obudziły się ze łzami w oczach. Ale dzisiejszy sen nie był aż taki straszny w porównaniu do poprzedniego. Wstały z łóżek, ubrały się i poszły do kuchni. Przy stole siedziała ich mama i jadła śniadanie. Dziewczyny przywitały się i zaczęły przygotowywać sobie posiłek.
-Gdzie jest Zayn?- zapytała Katy nasypując sobie płatki do miski.
-Zayn wcześnie z rana wstał i pojechał spotkać się z chłopakami. Mają jakąś próbę przed występem w domu Simona Cowella.
-Mój biedaczek! Na pewno bardzo się stresuje! On już tak ma- dodała Anna.
-Poza tym od tego występu zależy czy będą brać udział w występach na żywo-dodała jej siostra.
-Oj dziewczynki! Czasem mam wrażenie, że to wy bardziej się stresujecie niż sam Zayn…- wtrąciła mama
-Mamo a tak nie jest? No błagam cię! Powiedz mi, że ty się nie stresujesz!-odparła Katy.
-No co to w ogóle za pytanie? Oczywiście, że się stresuję! Tylko staram się być spokojna.
-A kiedy ten występ?- zapytała Anna podnosząc głowę z nad talerza.
-Jutro.
Katy wypluła płatki z powrotem do miski:
-Co?! Tak szybko?! Przecież dopiero co przeszli BOOT CAMP! Za mało czasu im dali!
-No dokładnie! Coś trzeba z tym zrobić! Jak znam życie to pewnie nie ćwiczą tylko się obijają! Musimy do nich jechać!- dorzuciła Anna.
-Oj bez przesady! Trochę wiary we własnego brata córciu! Nigdzie nie jedziecie! Chłopcy potrzebują teraz spokoju! Muszą się skupić! Wy tylko będziecie ich rozpraszać swoimi pięknymi buźkami!
-Mamo! My tu na poważnie a ty co?!- odpowiedziała Katy.
-Katy, mama ma rację. Chodźmy do pokoju. Zamkniemy się na klucz i będziemy słuchać muzyki- rzuciła Anna do siostry.
-Dobra- odpowiedziała jej Katy po czym obie udały się do sypialni.
Rzeczywiście zamknęły drzwi na klucz i włączyły muzykę tylko w odwrotnej kolejności. Najpierw radio na maksa, a potem dopiero wyszły z pokoju i zamknęły go bez nich w środku. Korzystając z tego, że mama zmywała wymknęły się z hotelu. Nie wiedziały gdzie są chłopcy ale miały nadzieję, że ćwiczą u Liama. Z resztą tylko jego adres znały. Wsiadły w autobus i pojechały.

***
Liam usłyszał pukanie do drzwi. Trochę go to zdziwiło, bo nie spodziewał się żadnych gości. Okazało się, że to siostry Zayna. Miło było je zobaczyć. Co prawda znał je dopiero od kilku dni ale już bardzo je polubił.
-Cześć Liam- rzuciła jak gdyby nigdy nic Katy.
-Eeeeee- był w lekkim szoku.
-Przeszkadzamy? Przepraszamy. Już sobie idziemy- odpowiedziała zmieszana Anna.
-Nie! To nie tak! Po prostu się was nie spodziewałem. Wejdźcie- sprostował.
Siostry uśmiechnęły się i weszły do środka. To co zobaczyły przekroczyło ich oczekiwania. Czwórka chłopaków obijających się na jednej sofie.
-Mówiłaś coś mamusiu o jakiejś próbie?- mruknęła pod nosem Anna.
Chłopacy nie za bardzo ogarniali co się dzieje.
-Co? Co? Vas happenin’? Co wy tu robicie?- mruknął Zayn.
-Oficjalnie, to nas tu nie ma- rzuciła Katy, co od razu wykorzystał Louis.
-To znaczy, że wyrwałyście się z domu, ryzykując szlabanem, a nawet życiem, tylko po to żeby nas zobaczyć?
-Tak, oczywiście. Zwłaszcza ciebie- burknęła z sarkazmem Katy.
-Przyjechałyśmy do was jakimś brudnym, śmierdzącym autobusem, żeby wam pomóc. Dobrze wiedziałyśmy jak skończy się wasza próba- dodała Anna.
-Czyli, że jak?- spytał zdezorientowany Niall.
-Czyli, że na tej sofie!- odparła Katy lekko zirytowana. Jak oni chcą cokolwiek osiągnąć siedząc na kanapie?! Przecież ona i Anna nie będą ich wiecznie pilnować!
-Wczoraj mówiłaś, że jestem słodki, a dziś zarzucasz mi lenistwo!- odpowiedział zawiedziony Niall.
-Jesteś słodki jak się złościsz. O to ci chodziło?- palnęła Katy.
-Od razu lepiej- odpowiedział usatysfakcjonowany Niall.
-Skoro twierdzisz, że zarzucamy wam lenistwo, to proszę wybrońcie się. Co do tej pory zrobiliście…-zaczęła Anna.
-No więc…no więc…więc…-starał się wybrnąć Liam, ale mu nie wychodziło.
-No więc powiedzcie nam na przykład, jaką piosenkę wybraliście do zaprezentowania w domu jurorów?- kontynuowała Anna.
-No….jeszcze nie wiemy…-brnął Liam.
-Wy w ogóle jakoś się nazywacie? Jako zespół?
-No…tego też nie wiemy…
-Czy wy w ogóle coś wiecie?!- warknęła już nieco rozdrażniona Katy.
-Nooo…eeeem…a skąd wy się tu w ogóle wzięłyście? Skąd wiedziałyście, że będziemy u Liama?- rzucił szybko Harry, żeby zmienić temat.
-Musiałyśmy obrać jeden kierunek. W sumie wiemy tylko gdzie mieszka Liam...-rzuciły obojętnie, jakby czytały sobie w myślach. Nagle nastała wielka cisza. Oczy Harrego momentalnie rozbłysły.
-Zayn…masz genialne siostry…
-No…wiem…ale o co chodzi?
-Przecież one przed chwilą wymyśliły nazwę dla naszego zespołu! Powiedziały „musiałyśmy obrać jeden kierunek”. JEDEN KIERUNEK. Rozumiecie? Piątka zupełnie nie znających się chłopaków, łączy się w zespół, i schodzi na jedną drogę. Z pięciu różnych kierunków obrali jeden wspólny. JEDEN KIERUNEK. ONE DIRECTION- rozwinął swoją myśl Harry.
-Bliźniaczki, Harry jesteście genialni!- dorzucił Louis.
-Moje młodsze siostrzyczki…jak ja was kocham!- powiedział Zayn i przytulił je.
-Ja też tak chcę!
-Niall, to są tylko moje siostry. TYLKO- rzucił żartobliwie Zayn, ale w głębi duszy naprawdę był zazdrosny.
-Weź się podziel…-mruknął Harry i skorzystał ze sposobności, żeby przytulić Anne. Na początku się opierała, ale w końcu odwzajemniła uścisk. Wciągnęła nozdrzami jego zapach. Taki sam jak na jego bluzie. Chwilowo rozpłynęła się w  jego ramionach. Harry był zachwycony tym, że jest tak blisko dziewczyny.
-Hej, jeden raz chyba pozwolisz żebym cię przytulił? W końcu muszę ci podziękować, za wymyślenie nazwy mojego zespołu- rzucił Louis, niby obojętnie do Katy.
-Dobra chodź tu- powiedziała Katy- ale nie przyzwyczajaj się- Louis podszedł i przytulił ją. Delikatnie pogładził ręką po jej długich brązowych włosach. O dziwo Katy przeszedł dreszcz. Tego nie przewidziała, spodobało jej się to. Nagle zapragnęła, żeby Lou tulił ją tak do siebie bez końca i właśnie dlatego szybko się od niego odsunęła.
-Dobra wystarczy na dziś- mruknęła- Czas się wziąć do roboty.

No to korzystając ze świątecznej atmosfery z okazji Świąt Bożego Narodznia życzymy Wam:
Nialla w lodówce
gołego tyłka Lou w puszce
nagiego Harrego
Zayna z jego dużym ego
Liama z łyżkami
Josha z pałeczkami
Sandiego z basem 
i Paula z zaciśniętym pasem.
Żadnej rózgi oczywiście
bo przecież grzeczne byłyście.
Na koniec żeby Simon jeszcze wbił
i te życzenia obrócił w pył.

Dziękujemy że z nami jesteście! Zapowiadają się najlepsze święta w naszym życiu dzięki WAM<3333
Merry Xmas Directioners!
TT Anna: @JustAnna4 i Katy: @KatyRaven1
Anna&Katy

sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział 11



Katy znudziło się samotne siedzenie ze słuchawką w ręku. W końcu nawet nie miała z kim przez nią rozmawiać, chociaż wszyscy w jadalni myśleli inaczej. Postanowiła wrócić do stołu. Może troszkę przesadziła z tą improwizacją? Tak, to było trochę nie miłe z jej strony. Zwłaszcza w stosunku do Louisa. Przecież starał się być uprzejmy… Z resztą po co zaprzątała sobie nim głowę. Miała do niego strasznie mieszane uczucia.
Anna poczuła ulgę kiedy zobaczyła swoją siostrę wchodzącą z powrotem do jadalni. Kończyły jej się pomysły na zabawianie gości i droczenie się z Harrym. Chłopak miał stalowe nerwy. Nic sobie nie robił z żartów Anny. Po pewnym czasie nawet położył swoją rękę na oparciu krzesła dziewczyny. Jeśli by się oparła musiałaby dotykać jego ręki. Dlatego siedziała prosto co nie było wygodne. Harry okazał się być sprytniejszy niż Anna przypuszczała… To znaczy nic do niego nie miała, nawet go lubiła ale czuła, że mu nie chodzi tylko o przyjaźń. Tak przynajmniej podpowiadała jej kobieca intuicja.
-Przepraszam bardzo za chwilową nieobecność- powiedziała Katy do chłopaków- Teraz będę mogła poświęcić wam całą moją uwagę.
Louis od razu się rozpogodził. Wyprostował się na krześle i uśmiechnął czarująco:
-To bardzo miło z twojej strony. Ale tak na marginesie nadal masz brudny kącik…
-Eeeee… tak dzięki- odpowiedziała po czym wytarła usta serwetką (tym razem skutecznie).
-Jak wam minął dzień chłopcy? Pewnie dużo ćwiczyliście…- wtrąciła Tricia.
-Właściwie to dzisiaj cały dzień byłem poza domem z… -zaczął Harry ale Anna przeszkodziła dyskretnym kopniakiem pod stołem- Auć! To znaczy z Louisem. Tak, ja i Louis śpiewaliśmy w parku…- Anna chciała aby ich dzisiejsze spotkanie zostało między nimi.
-Tak zebraliśmy nawet niezłą sumkę…- dorzucił Louis żartobliwie.
-Yhm. Rozumiem. Jest to jakiś pomysł. Spędzanie czasu na świeżym powietrzu bardzo dobrze robi. Nic dziwnego, że takie przystojne z was chłopaki…- dodała z uśmiechem Tricia.
-Mamo…- zaczęła Anna.
-No co? Nie zgadzasz się ze swoją mamą?- zapytał Harry rzucając czarujący uśmiech. No i jeszcze te jego dołeczki. Anna prawie im uległa ale w końcu wyrzuciła z siebie:
-Tsaaaaaa… Ktoś może ma ochotę na spaghetti? Zostało jeszcze trochę w garnku.
-Ja!! Ja mam ochotę!! Ja!!- odpowiedział Niall.
-Nie. Dziękujemy. Bardzo dziękujemy za zaproszenie i kolację ale musimy już iść. Popatrzcie lepiej, która godzina. Czas na nas- powiedział Liam. Zachowywał się jakby był ojcem reszty chłopaków. To wyglądało trochę komicznie. Jakby nie patrzeć miał trudne zadanie. Ogarnięcie tych czterech chłopaków na raz to nie lada wyczyn.
-O szkoda robiło się sympatycznie- rzucił Lou.
-Tak było naprawdę miło. I smacznie- dodał Niall- To było najlepsze spaghetti jakie w życiu jadłem!
-Ooo Niall dziękujemy. Słodki jesteś- odpowiedziała Katy w ogóle nie myśląc co mówi. Niall się zaczerwienił i wstał od stołu jeszcze raz dziękując.
-Miło spędziłem ten czas- mówił Harry nie odrywając wzroku od Anny- Może innym razem uda nam się jakoś odwdzięczyć- słodził dalej, „przypadkowo” dotykając jej uda. Mimowolnie się zarumieniła ale starała się to ukrywać. Nie chciała robić mu zbędnych nadziei. Zdjęła jego rękę ze swojej nogi i dorzuciła obojętnie nie dając po sobie poznać, że jest zawstydzona:
-Na pewno…
***
Dziewczyny siedziały w swoim hotelowym pokoju. Sam na sam, jak nakazywała ich „surowa” kara za dzisiejsze zachowanie.
-Uważam, że nareszcie możemy rozpocząć babskie pogaduchy- powiedziała Katy.
-Oooo tak sporo się dzisiaj działo. O wielu sprawach nie wiesz…
-Och, ty też. To dziwne, zazwyczaj spędzamy czas razem. Każdą minutę. Zdarza się, że nawet w kiblu siedzimy razem!
-Czasem trzeba od siebie odpocząć Katy, głupolu…-zaśmiała się Anna- Ja dziś spędziłam wyjątkowo z kimś innym…
-Ooo. Może nie uwierzysz ale to tak jak ja! Słuchaj…- Katy zaczęła opowiadać relacje z dzisiejszego dnia. Jak to po kłótni chciała wyjechać, ale Louis ją powstrzymał.
-Ty?! Sama na dworcu?! Chciałaś wyjechać?! Dobrze, że Louis tam był…
-To jeszcze nie wszystko…- opowiedziała również o tym jak go z początku potraktowała.
-Jak mogłaś? On był taki miły! Chciał ci pomóc!
-Wiem, wiem…-powiedziała zawstydzona Katy, po czym szybko dorzuciła- Dopiero potem zrozumiałam swój błąd i go przeprosiłam. Resztę dnia po prostu przesiedziałam z nim na ławce, na dworcu. Rozmawialiśmy i żartowaliśmy…Jak się postara potrafi być znośny.
-Jesteś zbyt surowa…wydaje się być sympatyczny! Jeszcze dzisiaj, przy kolacji, jak się ubrudziłaś…
-O! Odezwała się święta! A Harry? Też wydaje się być bardzo sympatyczny… Dobra koniec. Teraz ty opowiadaj.
-No więc, zaczęło się tak, że po naszej kłótni poszłam do parku. Tam spotkałam…Harrego!
-Nie gadaj!…Opowiadaj!
-No dobra, ale bez zbędnych komentarzy…- teraz Anna opowiadała jak chłopak się nią cudownie zajął i zatroszczył.
-No co ty! Dał ci swoją bluzę?! Jaki on romantyczny!
-Mówiłam, bez zbędnych komentarzy!
-No, okej, okej…
-Ale wiesz co? Powiem ci więcej. Mam jego bluzę przy sobie…
-O nie! Dasz powąchać? Na pewno ładnie pachnie…
-Nie!
-Ooooooo…ktoś tu jest zazdrosny…
-Nie prawda! Ja…ja po prostu uznałam to za niestosowne…
-Jasne, jasne…
-Dobra już, koniec tematu. Ale muszę ci jeszcze o czymś powiedzieć.
-Jeszcze jest coś o czym nie wiem? Uhuhu…w jeden dzień…zaszalałaś!
-Przestań! To nic takiego…chyba. No, bo podczas kolacji, jak się już żegnaliśmy, to Harry…jakby to delikatnie ująć…chwycił mnie za udo. To nie był przypadek.
-I to jest niby „nic takiego”?! On na ciebie autentycznie leci!
-Oj przestań…
-Anna ma kochanka! Anna ma adoratora!
-Uspokój się! Nic z tego nie będzie!
-Co ty gadasz?! Czy ty mu się przyjrzałaś? Włosy, uśmiech, oczy…i te dołeczki…
-Eeee tam…
-Anna mnie nie okłamiesz. Zadurzyłaś się nim!
-Pewnie, że nie! A nawet jeśli, to on zaczyna karierę…nie będzie miał czasu na…dla mnie.
-Ale gadasz bez sensu…
-Co taka mądra się zrobiłaś?! A Lou?
-Weź mnie nie rozśmieszaj…
-Przecież widzę jak na ciebie patrzy…
-Tsssss na pewno. A widziałaś jak ja na niego patrzę? Poza tym mam Joscha na głowie…
-Ach no tak!- zaśmiała się Anna.
Na koniec wieczoru Tricia zlitowała się i pozwoliła zmarnowanemu Zaynowi wejść do pokoju dziewczynek. Wyściskały go i poświęciły mu całą swoją uwagę, bo dziś nie dały mu jej za wiele. Do pełni szczęścia brakowało im tylko nocy bez koszmarów, na którą jak co dzień, nie mogły liczyć.

No to właśnie jesteśmy na 11 rozdziale:D Mamy nadzieje że się spodoba<3
Oczywiście standardowo nasze tt:
Anna: @JustAnna4 i Katy: @KatyRaven1
Anna&Katy

wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział 10



           
Katy stała przed drzwiami pokoju, za którymi czekał na nią zniecierpliwiony Zayn. Wstydziła się swojego zachowania. Nie mogła teraz tak o wejść i spojrzeć bratu w oczy. Zachowała się jak dziesięcioletnia dziewczynka, wychodząc praktycznie bez słowa na cały dzień. To było głupie i nieodpowiedzialne. Znając Zayna na pewno bardzo się o nią martwił.
-Wejść z tobą do środka?- zapytał Louis, który ją odprowadził pod same drzwi. Musiał mieć pewność, że po drodze Katy nie wpadnie do głowy żaden głupi pomysł.
-Nie dzięki. Już i tak wystarczająco dużo dziś dla mnie zrobiłeś-odpowiedziała.
-Nie ma o czym mówić. Ten dzień był naprawdę…
-O tym dniu lepiej zapomnijmy.
-Dlaczego? Przecież w sumie miło spędziliśmy razem czas. Nie rozumiem po co zapominać…
-Po prostu…. Zapomnij- odpowiedziała Katy naciskając na klamkę. Drzwi się otworzyły, po czym niepewnie weszła do środka. Odwróciła się i spojrzała Louisowi w oczy, a następnie zamknęła drzwi.
Mimo tego co przed chwilą powiedziała, Louis nie chciał zapomnieć o wspólnie spędzonym dniu.
***
            Zayn chodził niespokojnie po pokoju. Starał się dodzwonić do obu sióstr, ale bez skutku. Cały czas obwiniał siebie, że pozwolił im tak po prostu wyjść. Nawet nie starał się ich zatrzymać. Od wyjścia dziewczyn minęło już osiem godzin. Bardzo się martwił, tak samo jak Tricia, która wyszła poszukać dziewczyn. Po głowie chodziło mu już, aby zadzwonić na policję, gdy nagle drzwi od pokoju otworzyły się. Stała za nimi Katy, jednak nie była sama. Zayn dostrzegł za nią Louisa. Skinął do niego głową na podziękowanie- domyślił się, że jego przyjaciel zatroszczył się w tym czasie o jego siostrę. Dziewczyna nie patrząc na brata szybko weszła do sypialni i zamknęła za sobą drzwi.
Dosłownie po dwudziestu minutach do pokoju przyszła Anna. Zayn bardzo się ucieszył. Szybko wysłał sms’a do mamy, że dziewczyny wróciły do hotelu całe i zdrowe.
-Gdzie jest Katy?- rzuciła „obojętnie” Anna. W głębi duszy bała się jednak o siostrę. Przecież mogła zrobić jakieś głupstwo.
-W sypialni.
-Aha- odparła dziewczyna i chciała już odejść, jednak Zayn ją zatrzymał.
-Raczyłabyś mi powiedzieć, gdzie przez ten czas byłaś?- zaczął ostro i od razu zrozumiał swój błąd- Minęło osiem godzin. Martwiłem się.
-Byłam w parku.
-Sama? Przez tyle czasu?
-Tak…- skłamała Anna.
-To czemu masz na sobie bluzę Harrego?...
-Eeee…no dobra byłam z Harrym. Jakiś problem?
-Wręcz przeciwnie. Cieszę się, że nie byłaś sama. Tylko trochę mi smutno, że mnie okłamujesz. Gdzie to zaufanie?- powiedział lekko zawiedziony Zayn. Anna poczuła wyrzuty sumienia.
-Przepraszam. Ja…wiem, że mogę na tobie zawsze polegać. Nie wiem czemu cię okłamałam…-powiedziała i szybko przytuliła brata.
-Anna…to nie mnie powinnaś przepraszać…chodźmy do Katy.
-Ale…
-Żadnych „ale”. Po tym całym cyrku musicie się pogodzić.
-Masz rację…- potwierdziła Anna i poszła z bratem. Bardzo chciała się pogodzić z siostrą.
Podeszła pod drzwi i zapukała. Mimo, że nikt nie odpowiedział, weszła do środka. Gdy Katy zobaczyła swoją siostrę całą i zdrową bardzo się ucieszyła, ale po chwili przypomniała sobie jak ją potraktowała nad ranem i spochmurniała.
-Hej…- zaczęła.
-Hej- odpowiedziała Anna. Zayn popatrzył na nią porozumiewawczo- Posłuchaj…- powiedziała, ale Katy nie dała jej skończyć.
-Nie, to ty posłuchaj. Nie rozumiem dlaczego mnie tak potraktowałaś dzisiaj rano. To nie było fair. Ale…ale wiem, że wszystko co mówiłaś było prawdą. Niestety. Chciałabym…- nie skończyła, bo Anna do niej podeszła i mocno ją przytuliła.
-Nie będę ci się tłumaczyć. I ty też nie będziesz mi się tłumaczyć. Po prostu…po prostu nie możemy pozwolić, żeby sen, wytwór naszej wyobraźni nas poróżnił-
przez chwilę się tak do siebie tuliły. Zayn patrzył uśmiechnięty i usatysfakcjonowany, przed chwilą pogodziły się dzięki niemu dwie uparte i nieugięte dziewczyny.
-To była nasza pierwsza taka kłótnia od szesnastu lat. Trzeba to jakoś uczcić, nieprawdaż Anna?
-Nawet wiem jak. Dzisiaj wieczorem: babskie pogaduchy- Zayn popatrzył na nie urażony.
-Przykro nam, nie jesteś zaproszony- zaśmiała się Anna.
-Zrobimy ci za to spaghetti, nasz specjał.
-Od razu lepiej Katy…
-No dobra. Katy, mam ci dużo do opowiedzenia- kontynuowała Anna.
-Nie mogę się doczekać.
***

            Popołudnie upłynęło bardzo przyjemnie- omijając rozmowę edukacyjną z Tricią, która omal nie przeżyła zawału. Zayn starał się wybronić bliźniaczki, ale z jego mamą nie łatwo było wygrać. W końcu stanęło na tym, że za nieodpowiedzialne zachowanie miały dostać karę.
-Skoro tak bardzo się nienawidzicie, w ramach integracji resztę wieczoru macie przesiedzieć tylko, powtarzam tylko we dwójkę w jednym pokoju.
-Chyba zbyt surowa ta kara…- rzuciła pod nosem Anna.
-Mamo, możesz mi powiedzieć co przez ten czas mam robić? Sam, samiutki…- powiedział rozczarowany Zayn.
-Jesteś dużym chłopcem. Chyba umiesz się sobą zająć? A może byś tak poćwiczył do występów? Ja za ciebie nie będę występować! Jestem pewna, że reszta tych chłopców cały czas ćwiczy, a ty co?! Ręce opadają…
-Tak mamusiu, masz rację reszta sympatycznych chłopców na pewno cały dzień ćwiczyła. Harry, Louis…no i reszta oczywiście- spojrzał na dziewczyny, po czym dorzucił nadal z sarkazmem- Może do nich zadzwonię, popytam troszkę jak spędzili dzisiejszy dzień i czy w ramach tej ciężkiej pracy nie zaprosimy ich na spaghetti, zrobione przez moje uzdolnione siostry…- w tym momencie bliźniaczki rzuciły mu piorunujące spojrzenia. Miały nadzieję, że ich mama uznała to za żart, ale chyba się przeliczyły.
-Tak! To wspaniały pomysł! W końcu muszę wiedzieć, z kim współpracuje mój synek! Dziewczynki! Do garów! Czeka was dużo roboty…-powiedziała uradowana Tricia, po czym wyszła z pokoju.
-Zayn, policzymy się później- mruknęła Anna i poszła razem z siostrą do kuchni.
***
            Chłopcy siedzieli już przy stole. Anna też zajęła miejsce, między Harrym, a Niallem. Dla Katy zostało miejsce obok Zayna i…Louisa.
-Pffff-rzuciła pod nosem siadając do stołu.
-Coś mówiłaś?- spytał rozbawiony Louis. Dobrze wiedział, że Katy nie ma ochoty obok niego siedzieć.
-Smacznego- rzuciła z wymuszonym uśmiechem.
Na początku przy stole panowała grobowa cisza i było strasznie niezręcznie. Potem jednak chłopcy zaczęli żartować i atmosfera się rozluźniła. W trakcie jedzenia największa niezdara- Katy- ubrudziła sobie kącik ust.
-Hej Katy… Jesteś tutaj odrobinkę brudna…- zaczął Lou- Nie, nie w tym rogu. Daj pomogę ci…
-Eeee. Dam sobie radę sama. Dziękuję- rzuciła chłodno.
Anna widząc w jakiej niezręcznej sytuacji znajduje się Katy postanowiła zastosować plan awaryjny.
-O! Chyba telefon dzwoni!
-Ja nic nie słyszałem…- mruknął Harry. Wolał aby dziewczyna nie odchodziła od stołu.
-Ale ja słyszałam. Tak. Pójdę już odebrać- rzuciła po czym udała się po telefon i szybko z nim wróciła- Katy to raczej do ciebie… Dzwoni Josch…
Harry i Louis szybko wymienili spojrzenia.
-Ten od pizzy?- warknął Lou.
-Mam nadzieję- odpowiedziała Katy, a następnie wzięła od siostry telefon. Wiedziała, że nikogo nie ma po drugiej stronie słuchawki ale mimo to postanowiła odegrać małe przedstawienie przy wszystkich- Hej Josch! Nie dzwoniłeś już do mnie od jakiś całych…. 20 minut. Stęskniłam się za twoim głosem. Nie no ja dla ciebie zawsze znajdę czas! Ale poczekaj chwilę…-powiedziała do słuchawki po czym rzuciła do zgromadzonych przy stole – Przepraszam na chwilę. Ale to bardzo ważna rozmowa…
-Nie sądzę…- rzucił Louis.
W tym czasie Anna wróciła do stołu. Widziała zakłopotane miny chłopaków więc postanowiła kontynuować show. Anna lubiła czasem zachowywać się tak złośliwie.
-Oh Niall, wiesz co ci powiem? Josch to taki wspaniały chłopak. Jest bardzo sympatyczny… czarujący… przystojny…
-No to same zalety. Ale najlepsze jest to, że jak już ty albo Katy z nim będziesz to będziemy mieli darmową pizzę!- odrzekł uradowany Niall, czego od razu pożałował bo dostał w łeb od Harry’ego- Za co?
-Ty już dobrze wiesz za co- burknął. W jego głosie słychać było nutkę zazdrości.
-To możesz go walnąć jeszcze raz ode mnie- rzucił Lou, który także nie był zachwycony całą sytuacją.
-Zapowiada się bardzo miły wieczór…- wtrąciła Tricia.


Już 10 rozdział *.* Pamiętajcie o komentarzach!
TT: JustAnna4 i KatyRaven1
Kochamy was<33
Anna&Katy


wtorek, 11 grudnia 2012

Rozdział 9



            Była ósma rano. Zayn nie wiedział co ma robić. Był zdezorientowany. Starał się wybudzić obydwie siostry ze snu. A raczej koszmaru. Dziewczyny płakały i krzyczały. Było mu ich żal. Nie potrafił im pomóc.
-Anna! Katy! Obudźcie się! To tylko sen!- krzyczał. Nagle do jego uszu dotarło głośne pukanie do drzwi od pokoju.
-Kochanie to ja wpuść mnie. Co tam się dzieje?- To była Tricia. Zayn od razu ją wpuścił. W tym samym momencie bliźniaczki się obudziły.
-Boże złapał mnie!- krzyczała przez łzy obudzona Anna.- Dlaczego mi nie pomogłaś Katy?! Widziałaś co się dzieje i nic nie zrobiłaś!
-Przepraszam! Chciałam ci pomóc ale nie mogłam nic zrobić! Powstrzymała mnie jakaś niewyjaśniona siła! Byłam bezsilna!- odpowiedziała jej zapłakana siostra.
-Ty zawsze jesteś bezsilna! Czemu?! Przecież ja też czasem potrzebuję twojej pomocy! Czemu tak rzadko ją otrzymuję?!
-Przestań tak mówić! Przecież zawsze jestem przy tobie!
-Samo „być” na nic mi się nie zda!
-Jak możesz tak mówić?! Czy ja ciebie kiedykolwiek zawiodłam?!
-Tak! Właśnie dziś mnie zawiodłaś!
-To był tylko sen ty idiotko! Ja nie miałam na to żadnego wpływu!
-Skoro to „tylko” sen, to czemu dzień w dzień budzisz się z płaczem?!
-Anna, przecież ty dobrze wiesz dlaczego!
-Wiem, ale nie wiem czemu beczysz! No proszę odpowiedz mi dlaczego?!
-Bo w odróżnieniu do ciebie nie zgrywam twardzielki!
-Gdybym nie zgrywała twardzielki skończyła byś w psychiatryku! Jesteś słaba! Tak słaba, że mnie mdli…
-Ty pusta małpo, jak możesz?!
-Jak widać mogę!- krzyknęła nadal płacząc Anna. Wstała, założyła na siebie cienką bluzkę i wyszła z pokoju, z hukiem zatrzaskując drzwi.
-Czy wam do cholery odbiło?! Co to było?! Przed czym uciekałyście, przed czym nie ochroniłaś Anny?! O co chodziło w tej całej scenie?! - krzyknął Zayn na Katy, która jeszcze siedziała w pokoju.
-Ja…wychodzę- powiedziała słabo. Z oczu cały czas leciały jej łzy. Tusz do rzęs spływał jej po policzkach. Wstała napięcie i wyszła. „Jestem słaba…obrzydliwie słaba…” cały czas powtarzała sobie w myślach. „Wyjadę stąd. Na tydzień, albo dwa…”.
            W tym czasie Anna znajdowała się już w parku. Długo błądziła nieznanymi ścieżkami, aż w końcu siadła na ławce. Łzy spływały jej po policzkach. Może za ostro potraktowała swoją siostrę? Może nie powinna na nią krzyczeć? Ale i tak już za późno. Nagle ktoś zaszedł ją od tyłu zakrył jej oczy swoimi dłońmi. Na początku Anna się przestraszyła ale zaraz wyczuła zapach męskich perfum. Czuła je dopiero drugi raz ale od razu wiedziała kto to. Harry.
-Cześć kochanie- zaśmiał się, ale szybko zorientował się, że coś nie jest tak- Co jest?- zapytał siadając obok niej.
-Nic. Tak se siedzę i rozmyślam- odpowiedziała, szybko wycierając łzy. Chciała ukryć przed nim, że płakała.
-Tak, tak. Anna, przecież widzę, że coś jest nie tak. Powiedz mi. A może coś poradzę.
-Ja…pokłóciłam się z siostrą!
-Każdy się kłóci. Minie z wiatrem…
-Harry…
-Aż tak źle?
-Aż tak?! To była moja pierwsza taka kłótnia w życiu!- powiedziała Anna, po czym wyżaliła się Harremu. Co jej pozostało? Poza tym w jego towarzystwie czuła się bardzo dobrze i w końcu nie musiała udawać twardzielki. Wypłakała mu się w ramię. On nic nie mówił. Annie bardzo to odpowiadało. Nie potrzebowała teraz reprymend, ani nauk na przyszłość. Teraz potrzebowała czułości i odrobiny wsparcia, które właśnie ofiarował jej Harry. Na koniec powiedziała:
-Dzięki.
-Za co? Nawet nic nie powiedziałem…
-Za to, że jesteś tu teraz.
-Ja…cieszę się, że mogłem ci pomóc.
-Wracajmy, zimno tutaj.
-Nie…zostańmy tu jeszcze Anna. Wycisz się. Masz- to mówiąc zdjął swoją fioletową bluzę z napisem Jack Wills. Anna z przyjemnością ją na siebie nałożyła. Harry miał rację. Powinna jeszcze trochę posiedzieć…przemyśleć całą sprawę. Nie potrafiłaby teraz tak po prostu wrócić do domu. Znała chłopaka jeden dzień, ale mimo wszystko się do niego przytuliła. Teraz obydwoje siedzieli na ławce wtuleni w siebie. Można by było ich pomylić z kochankami.
-Harry?
-Tak?
-Zostaniesz ze mną?- szepnęła.
-Tak- odpowiedział również szeptem.
***
            Katy stała na dworcu kolejowym. Był zupełnie pusty. Czuła się trochę samotna, jednak w sumie lepiej, że nie było tu ludzi. Nie chciała, żeby ktoś zobaczył ją w takim stanie. W ręku trzymała bilet. Miała wyjechać o 14, a była 12. „Wybacz Zayn…wybacz mamo…Anna miała rację jestem słaba. Nawet teraz. Uciekam. Po prostu uciekam. Idiotka. Wybacz Anna…”. To wszystko było takie głupie! Pozwoliła, aby ją i jej siostrę, jej najlepszą przyjaciółkę poróżnił zwykły sen!
Usiadła na dworcowej ławce. Bolała ją głowa. Nie miała już siły myśleć. Siedziała bezczynnie. Nawet nie drgnęła. Minęło może dwadzieścia minut? Trzydzieści? Nie ważne…nagle poczuła na swoim ramieniu czyjąś rękę. Należała ona do Louisa. Jeszcze jego tu brakowało…nie miała ochoty z nim rozmawiać.
-Eeee…hej. Co tu robisz? Coś się stało? Cały tusz ci się rozma…
-A co ciebie to obchodzi? Skąd taka wielka troska?! Hę?- warknęła.
-Ja…widzę, że jesteś rozdrażniona. Chcę ci tylko pomóc.
-Ale nie pomożesz. Idź już. Czego tu szukasz?
-Przyszedłem kupić bilet do domu. Za kilka tygodni będę chciał odwiedzić rodzinę.
-Super.
-A ty gdzie wyjeżdżasz?
-Skąd wiesz, że wyjeżdżam?!
-Katy, trzymasz w ręku bilet…
-A no tak…idź już sobie…
-Ale ja chcę ci pomóc!
-Ale nie pomożesz, rozumiesz?! Nie pomożesz mi! Jesteś pustym chłoptasiem i myślisz, że jesteś zabawny, ale wcale tak nie jest! Jesteś kretynem, idiotą….czemu tu jeszcze stoisz? Nie słyszałeś już dosyć?!
-Chcesz żebym sobie poszedł?
-Tak- na te słowa Louis się obrócił i zaczął odchodzić. Katy nie mogła w to uwierzyć. Właśnie sobie uświadomiła, że wcale nie chciała, aby Louis sobie poszedł.
-Louis!- natychmiast się zatrzymał. Katy wstała i szybko do niego podeszła.
-Przepraszam. Wcale tak nie uważam….to co o tobie mówiłam….
-Wiem Katy. Co się stało?- spytał z troską w głosie.
-Ja….ja jestem słaba!- krzyknęła po czym się rozpłakała.
-Ciiiiii….już dobrze- powiedział chłopak i mocno przytulił Katy. Ona odwzajemniła uścisk i powoli się uspokoiła. Resztę dnia spędziła siedząc z Louisem na ławce na dworcu. Siedzieli razem, rozmawiali, a nawet się śmiali. Katy zapomniała o kłótni, strasznym śnie i o pociągu, który już dawno odjechał.


Teraz taki tam mały cytacik dla was <33

"In moments like this,
 I wish so hard for you to be here,
 With me, just beside me.
 And with my head on your chest,
 And your arms around me,
 Even with no words uttered,
 I know, I will be alright!"
 <33

PS. Pamiętajcie, żeby śledzić nas na TT i napisać własne w komentarzu wraz z opinią, a robimy follow back!
KatyRaven1 i JustAnna4

Kochamy was<33
Anna&Katy

sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 8



            Po zjedzeniu pizzy wszyscy leżeli z przepełnionymi brzuchami. Jedynie Niall był ciągle głodny, bo po chwili rzucił:
-To co? Ktoś ma ochotę na dokładkę?
-Niall…… Błagam…. Nigdy- więcej- nie- tknę- pizzy- wydukała Anna.
-I bardzo dobrze. Więcej dla mnie- odpowiedział szczęśliwy.
-Niall, sprawdź czy nie ma cię w kuchni…- powiedział Zayn unosząc głowę z kolan Katy.
-Nieeee….. Bo i tak wiem, że mnie tam nie ma… Bo jestem tutaj…
-Jakiś ty błyskotliwy! Powinieneś dostać Nobla!- powiedział Harry zbierając brudne talerze ze stołu.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę!- rzucił Harry.
Okazało się, że to Josch. Zdziwiony Harry zapytał:
-Mogę ci jakoś pomóc?
-Nie, nie… Proszę tu są dwa funty reszty, których nie zdążyłem wam wręczyć, bo twój miły kolega zatrzasnął mi drzwi przed nosem…
-Eeee. To smutne. Przepraszam za niego. I dzięki za resztę- odpowiedział mu- To cześć.
-Yyyy. Słuchaj… Mógłbyś zawołać Katy… Bo wiesz…
-Nie nie wiem… Poza tym nie ma jej.
-Aha… A to może jest chociaż Anna…
-Jest ale…- Harry nie wiedział co powiedzieć. Dziwnie się czuł widząc zainteresowanie chłopaka  Anną. Spodobała mu się. Więc zaczął improwizować- Dostała właśnie smutny telefon….
-Co się stało?
-Yyy…. Jej babcia nie żyje. Długo chorowała i no wiesz…… W każdym razie potrzebuje teraz wsparcia swojego chłopaka…Eeeeee… Czyli mnie.
-Aha to nie przeszkadzam w takim razie. Złóż jej najszczersze kondolencje. Wiem jak to jest stracić kogoś bliskiego…..- zaczął Josch.
-Yyyy… Tak na pewno przekażę, a teraz cześć. Muszę już iść… Rozumiesz. Dziewczyna na mnie czeka.
-Jasne, jasne. To ja już pójdę…
-No cześć- powiedział Harry po czym zatrzasnął mu drzwi przed nosem podobnie jak wcześniej Louis.
Gdy się obrócił o mało co nie wpadł na Anne, która za nim cały czas stała. Nie wiedział co powiedzieć.
-No więc jak kochanie? Pomożesz mi wybrać sukienkę na pogrzeb babci?...- powiedziała po czym podeszła do niego bliżej i położyła mu ręce na klatce piersiowej. Jej palce zaczęły jeździć w górę i w dół. Zawsze lubiła stawiać ludzi w niewygodnych sytuacjach.
-Eeeee… Ja… Chciałem się tylko powygłupiać…. Rozumiesz….- widać, że był bardzo zakłopotany. To znaczy, że dziewczyna osiągnęła swój cel.
-Oczywiście kotku- odpowiedziała złośliwie Anna po czym wróciła do salonu.
Zaraz po tym do Harry’ego podszedł Zayn:
-Harry wszystko słyszałem. Miej się na baczności. Pamiętaj, że Anna to moja siostra.
-Jasne stary! Przecież mnie znasz….niecały dzień.
-No właśnie!
-Wróćmy może do salonu?
-Dobry pomysł. Tej rozmowy nie było- zaśmiał się Zayn. Mimo, że wiedział, iż to były tylko żarty i to nic poważnego, to w głębi duszy czuł, że nie umiałby się podzielić swoimi siostrami z innymi chłopakami.
Reszta wieczoru upłynęła bardzo szybko i przyjemnie. Wszyscy świetnie się bawili, jednak musiał nadejść czas rozstania. Ten wieczór będą długo wspominać.
***
            Gdy Katy, Anna i Zayn byli już w swoim pokoju od razu rzucili się na łóżka. To był bardzo męczący, ale cudowny dzień.
-Nie sądziłam, że będą aż tacy fajni- powiedziała Katy.
-Ja też nie. Dziękuję, że ze mną tam poszłyście- odparł niemal przez sen Zayn.
-Nie ma sprawy. To była dla nas świetna zabawa. I wiecie co? Teraz jak o tym tak myślę, to mam wrażenie, że znam tych chłopaków nie jeden dzień, a trzy lata- powiedziała Anna.
-Mam dokładnie tak samo. Są naprawdę fantastyczni. To będzie świetny boysband, jak myślisz Zayn?- zapytała Katy, ale było już za późno, gdyż chłopak był pogrążony w głębokim śnie.
-Kolorowych snów braciszku- powiedziały siostry- Twoja kariera właśnie się zaczęła.


Już 8 rozdział! Chcemy wam bardzo podziękować za wszystkie komentarze, które zostawiłyście, zostawiliście pod innymi rozdziałami, a zwłaszcza że są bardzo pozytywne. Mamy nadzieję, że i ten rozdział wam się spodoba <3

Prezent od bliźniaczek <33
Z okazji zbliżających się świąt mamy dla was mały prezent. Robimy follow back dla każdego czytelnika, który nas śledzi na TT! Dla pewności napiszcie pod spodem swoje TT wraz z opinią w komentarzu.
Nasze TT:
Katy: KatyRaven1
Anna: JustAnna4

Robimy follow back bez wyjątków! 
Kochamy was<33
Anna&Katy

sobota, 1 grudnia 2012

Rozdział 7



            Dziewczyny niepewnie weszły do środka i poszły za Zaynem. Ten zaprowadził je do salonu gdzie siedziała reszta. Zayn zaczął:
-Chłopaki, poznajcie moje siostry. To jest Katy, a to Anna. Dziewczyny to jest Liam, Louis i Harry. Nialla już znacie…
-Zaraz, zaraz…. Czy to są te dziewczyny, które rapowały za kulisami?- zapytał rozbawiony Louis.
            Był wysokim brunetem o zielonych oczach. Ciężko było określić jego fryzurę. To było coś na kształt ,,artystycznego nieładu”. Dziewczyny zauważyły, że z twarzy nie schodzi mu uśmiech, z resztą jak innym chłopakom. Nie miały się czego dziwić, w końcu niedawno dowiedzieli się, ze ich marzenia mogą się spełnić.
-Tak to my…-powiedziała Katy.
-To było…
-To było świetne- skończył Harry za Louisa.
           Chłopak o bujnych lokach i czarującym uśmiechu spojrzał w stronę dziewczyn. Jego zęby były idealnie proste. Dosłownie jak z reklamy pasty do zębów. Niewiarygodne.
-Dziękujemy wam bardzo za opinię od zawodowych piosenkarzy- powiedziała żartobliwie Anna.
-Dajcie spokój dziewczyny. Dopiero zaczynamy…- odezwał się siedzący na kanapie Liam.
            Był on również wysokim brunetem. Wyglądał na bardzo rozsądnego ale bliźniaczki były pewne, że ma równie dobre poczucie humoru co reszta.
W końcu z kuchni wyszedł Niall. Nadal był lekko speszony ale mimo wszystko postanowił się odezwać.
-Wy naprawdę jesteście siostrami? Chodzi mi o to, że nie jesteście do siebie podobne…
-Tak na sto procent. To jest potwierdzone genetycznie. Łączy nas więcej niż możesz sobie wyobrazić- powiedziała Katy.
-No okey. Ale gdybym was spotkał razem z Zaynem na ulicy, nigdy w życiu bym nie wpadł na to, że jesteście z jednej rodziny. Do niego to już w ogóle nie jesteście podobne- rzucił Louis.
-No bo taka jest prawda….-odpowiedziała Katy patrząc chłopakowi prosto w oczy. Zastanawiała się po co mu w ogóle odpowiadała. Przecież to nie jego sprawa.
-Co ty gadasz?! Jesteśmy z jednej rodziny. I już. Przecież nie musimy być do siebie podobni- powiedział lekko zirytowany Zayn. Nigdy nie chciał, żeby dziewczyny myślały inaczej. Zawsze uważał je za rodzone siostry. Może dlatego się trochę zdenerwował.
-Daj spokój. Nie ma co kłamać. A zwłaszcza przed nimi. Teraz jesteście zespołem i nie powinniście mieć przed sobą żadnych tajemnic…- zaczęła Anna
Zayn chciał jej przerwać ale Katy mu na to nie pozwoliła i kontynuowała:
-Kiedy miałyśmy osiem lat nasza mama zginęła, a tata….
-Nie miałyśmy taty- wtrąciła nerwowo Anna. Wiedziała, że rozpoczynając ten drażliwy temat nie obejdzie się bez scen. Widziała już małe łezki zbierające się w oczach siostry. Rzuciła jej porozumiewawcze spojrzenie mówiące „Nie muszą znać szczegółów”- Mama Zayna nas zaadoptowała, jako że kiedyś była przyjaciółką rodziny.
-Przykro mi… Ja… Nie wiedziałem… Nie chciałem was urazić- odpowiedział zmieszany Louis.
-Nic się nie stało. A teraz chodźmy się bawić. W końcu to wasz dzień-powiedziała Anna chcąc rozluźnić atmosferę.
-To może jednak zamówimy tą pizzę…- powiedział głodny Niall.
-Nialler, ty to masz wyczucie czasu- odparł Harry pokazując swoje śliczne zęby.
-Nie, nie! To świetny pomysł. Muszę zjeść coś wysoko kalorycznego albo zwariuje- powiedziała Katy wzbudzając przy tym sympatię Nialla.
-Yyy… W lodówce powinny zostać jeszcze lody- powiedział Louis.
 W tym czasie Anna zauważyła u Niallera dziwny wyraz twarzy, który ją rozbawił. Wyglądał jakby chciał się zapaść pod ziemię.
-Nie trzeba. Pizza wystarczy- burknęła Katy. Jeszcze nie do końca wybaczyła chłopakowi za poruszenie tematu jej rodziny. Chociaż z drugiej strony skąd miał wiedzieć, że zada jej tym ból.
-Ufff…co za ulga. Tak się składa, że lody się skończyły…z niewiadomych przyczyn…- zaczął Irlandczyk.
-Ale jak to? Przecież kupiłem trzy całe opakowania, a razem zjedliśmy zaledwie półtora wiaderka…Niall…chcesz mi o czymś powiedzieć?- zapytał Liam.
-To było silniejsze ode mnie! Wiesz, że nie potrafię się powstrzymać…
-Oddajesz mi kasę za lody- żartował dalej Liam.
-Liam noooo…byłem głodny!
-Ty wiecznie jesteś głodny! Oddawaj kasę, mój portfel się kurczy między innymi dlatego!
-Nie oddam ci tych pieniędzy!
-Jak chcesz- powiedział Liam i rzucił się w stronę Nialla.
Zaczęli ganiać się po kuchni, gdy nagle blondyn wyciągnął zza pleców łyżkę.
-Ha! Nie spodziewałeś się tego, co?!- triumfował uradowany.
-Omówmy to na spokojnie…Niall pomyśl co robisz…to jest łyżka!- mówił przerażony Liam. Anna nie mogła zrozumieć o co chodzi. Czy Liam żartował? W jego oczach wyraźnie było widać strach…Ale kto normalny boi się łyżek? W końcu Anna skonfiskowała łyżkę Niallowi i odłożyła ją do szuflady.
-Ty się boisz łyżek czy se jaja robisz, bo ja już naprawdę nie wiem???
-Ja…dobra przyznaję się. Boję się łyżek. I to panicznie. Nie wiem czemu…
-Ooo biedaku…czym ty jesz zupę?- zaśmiała się Katy- Dobra nieważne. Pogódźcie się jakoś i wracajmy do salonu.
-Okey. Umówmy się tak Liam. Nie oddam ci kasy za lody, ale stawiam pizze-zaczął Niall.
-Dobra umowa stoi. I koniec z łyżkami, jasne?!
-Jasne.
-Pięknie- skomentowała Anna- Zamawiamy tą pizzę, czy nie?
-Oczywiście, że zamawiamy! To chyba formalność- żartował dalej Niall.
            W końcu po długim oczekiwaniu pizza przyjechała. Nareszcie. Gdy tylko bliźniaczki usłyszały dzwonek do drzwi rzuciły się w tamtą stronę, nie dając Niallowi żadnych szans. Kiedy je otworzyły w progu stał młody, przystojny chłopak.
-Dobry wieczór- rzucił obojętnie dostawca. Dla niego to była kolejna dostawa, za to dla dziewczyn kolejna okazja do podrywu.
-Siema, masz coś dla nas?- spytała energicznie Anna.
-Eeee….no tak. Przecież zamawiałyście pizzę- powiedział nieco zdezorientowany. Katy od razu zwróciła uwagę na plakietkę z imieniem.
-Josh…bardzo ładne imię. Ja jestem Katy.
-…Miło mi. Czyli to nie wy zamawiałyście pizzę? Bo już się pogubiłem…
-Tak zamawiałyśmy…-zaczęła Anna.
-Josh- skończyła Katy i ładnie się uśmiechnęła.
-A właśnie ja jestem Anna.
-Taaaak, super. Ja jestem…
-Josh, już wiemy. Josh, Josh…-mówiła Katy.
-Josh- zakończyła Anna. Dziewczyny czuły, że się kompromitują, ale nie mogły się powstrzymać. Zbyt dobrze się bawiły. Poza tym Katy była nieco zauroczona dostawcą, co zauważył Louis, który stał w progu. Nie mógł stać bezczynnie.
-Panu już dziękujemy, panie Josh. Ile płacę?- wtrącił lekko zazdrosny, co wyraźnie nie spodobało się dziewczynom.
-Dziesięć funtów…-zaczął biedny Josh.
-Aż tyle za pizzę?! Zdzierstwo…masz dwanaście i się ciesz. A teraz żegnam…Josh- skończył, po czym odebrał pizzę i zatrzasnął drzwi przed nosem zdezorientowanemu chłopakowi, po czym dorzucił- Josh co za ksywa….
-Louis……- zaczęła Anna ale Katy nie dała jej skończyć.
-Jak mogłeś?! To mogła być miłość mojego życia. A ty ją zostawiłeś za drzwiami!
-On nie jest miłością twojego życia!
-To kto jest jak taki mądry jesteś?
-Eeeeee….
-Pizza jest! Cieplutka, pachnąca pizzunia! Chodź do mnie kochanie!- zaczął się drzeć Niall, po czym zabrał pizzę i uciekł z nią do salonu. Oburzone dziewczyny poszły za nim. Mimo to Louis nie czuł się speszony, wręcz przeciwnie. Miał poczucie spełnienia.


czwartek, 22 listopada 2012

Rozdział 6



            Piątka chłopców i czwórka dziewczyn. Trójka wymagających jurorów. Wśród piątki chłopców stał Zayn. Zayn, który przed chwilą żegnał się z karierą muzyczną, starał się zapomnieć o wszystkich marzeniach, które runęły w gruzach w jednej chwili. A teraz znowu stał na tej scenie. Czuł się jakby ktoś nagle cofnął czas. Co mógł oznaczać taki nagły obrót sprawy? Czyżby los się do niego uśmiechnął? Teraz wszystko musiało się okazać.
-Widzę po waszych twarzach, że bardzo to przeżywacie. Musi być wam ciężko. Z jednej strony jesteście zbyt cenni, żeby was wyeliminować z programu. Z drugiej strony jest was za dużo-zaczęła Nicole.
-Mieliśmy straszny dylemat…-kontynuował Louis.
Co mieli na myśli? Wszyscy stali zdezorientowani. Ta chwila ciągnęła się w nieskończoność. Jurorzy strasznie przedłużali, owijali w bawełnę. Czyżby na potrzeby show? To wszystko było takie dziwne…wręcz sztuczne. Chłopcy popatrzyli na siebie niepewnie. Chociaż w ogóle się nie znali, Zayn wiedział, że oni czują to samo co on. W końcu odezwał się Simon:
-Więc postanowiliśmy, że podzielimy was na dwa zespoły, girband i boysband. Krótko mówiąc…ujmując to w dwóch słowach…no cóż nie pozostało mi nic innego jak powiedzieć, że….. przechodzicie dalej!- dokończył, na co czwórka dziewczyn zaczęła krzyczeć i szaleć. Chłopak o bujnych, kręconych włosach złapał się za głowę i kucnął. Widać było, że był zszokowany, ale i szczęśliwy. Zayn rzucił się na pozostałą trójkę chłopaków i zaczął się z nimi wyściskiwać. Po chwili również dołączył do nich zszokowany „loczek”. To z nimi spędzi następne tygodnie walki. Nie miał czasu rozmyślać nad tym czy chce śpiewać w boysbandzie. Przeszedł dalej, był w programie i teraz obiecał sobie, że tego nie spieprzy!
Wybiegł z sali i ruszył w stronę rodziny. Najpierw podbiegł do Trici. Uścisnął ją mocno po czym rozpłakał się na jej ramieniu.
-Zayn Vas Happenin? Co tam się stało? -zapytała zdezorientowana Katy.
-Chodzi o to… że… dostałem drugą szansę! -odpowiedział jej brat jednocześnie wycierając łzy z policzka.
Anna i Katy stały jak wryte. Tego się nie spodziewały. W normalnej sytuacji bez wahania rzuciłyby się na brata i mocno go wyściskały, ale to nie była normalna sytuacja. Były w głębokim szoku. Nie robiły nic, tylko stały i patrzyły. W końcu Zayn upomniał się:
-No co z wami? Nie przytulicie braciszka?
Dziewczyny otrząsnęły się i dosłownie uwiesiły się na jego szyi. Nie mogły uwierzyć w to co przed chwilą powiedział im Zayn. Tak bardzo się cieszyły. Wiedziały, że on bardzo tego pragnął.
Kiedy uwolnił się już od sióstr dodał:
-Nie powiedziałem wam jeszcze jednego. Będę śpiewał w zespole.
-Ale jak to?- zapytała Anna.
-No tak to. Po prostu było jeszcze jakichś innych czterech chłopaków, którzy też otrzymali drugą szansę. Tak jak ja.
-Hmm… To chyba dobrze?- spytała mama.
-Pewnie. Wydają się bardzo sympatyczni. Mam nadzieję, że złapię z nimi wspólny język i się dogadamy. Z resztą będę mógł to sprawdzić na dzisiejszym spotkaniu, na które oficjalnie was zapraszam- powiedział rozpromieniony syn.
-Ja kochanie dziękuję za zaproszenie, ale chyba pójdę do motelu odpocząć po tych wszystkich wydarzeniach. Bawcie się sami.
-A my kochanie, możemy się trochę spóźnić, bo będziemy ustalać ci grafik-zaczęła żartobliwie Anna- Na którą to spotkanie?
-Na 20 w motelu w pokoju Liama. Potem dam wam adres.
-Ok. A kto to Liam jeśli mogę wiedzieć? -spytała Katy.
-To chłopak z mojego zespołu- odpowiedział jej.
-Dobra. Może przyjdziemy…
-Anna…
-No dobra, nabijam się przecież tylko z ciebie. Na pewno wpadniemy. Nie zapomnij nam dać tylko adresu.
-Dobra, będę pamiętał. A teraz chodźmy na jakiś obiad.
***
            Anna popatrzyła na zegarek. Była 20:15.
-O cholera! Katy jesteśmy już spóźnione! Kończ ten grafik i spadamy! -krzyknęła do siostry.
-Ty chyba sobie jaja robisz?! Zayn nas zabije! A tak po za tym to się puknij bo nie robiłam żadnego grafiku!- odpowiedziała jej Katy.
-No co ty nie powiesz?! Dobra chodź!- powiedziała po czym wzięła bilet do metra i wyszła z motelu.
            W tym czasie Zayn świetnie się bawił. Chłopacy rzeczywiście okazali się bardzo mili. Nie mógł się jednak do końca skupić na zabawie, bo nie wiedział gdzie są jego siostry. Powinny tu być już pół godziny temu. Zayn zaczynał się już martwić i w tym samym momencie usłyszał pukanie do drzwi.
-Ja otworzę-powiedział Niall, blondyn o niebieskich oczach, który pochodził z Irlandii. Zayna niezwykle bawił  jego specyficzny akcent.
Gdy Niall otworzył  drzwi zobaczył na korytarzu dwie dziewczyny. Od razu mu się spodobały.
-Witam panie w moich skromnych progach. W czym mogę służyć?- powiedział i uśmiechnął się uwodzicielsko.
-My…my chyba pomyliłyśmy pokoje…-powiedziała Katy. Była trochę zawstydzona.
-Ależ skąd! Lepiej nie mogłyście trafić- powiedział Niall podnosząc przy tym brwi.
-Niall, kto to?- z pokoju dochodziły krzyki, a oprócz tego słychać było ze środka muzykę. Dziewczyny wyczuły też prażoną kukurydzę.
-Nikt! Pizza przyszła…
-Niall nie zamawialiśmy pizzy…-krzyczał ktoś ze środka.
-To może my już pójdziemy i nie będziemy przeszkadzać…
-Nie! Nie przeszkadzacie…
-Niall idę do ciebie… z kim rozmawiasz? - to był głos Zayna, który od razu rozpoznał dwie młode dziewczyny-Anna, Katy? Martwiłem się o was…- zaczął ale Irlandczyk nie dał mu dokończyć.
-Znasz te ślicznotki?- spytał zachwycony Niall.
-Idioto! To są moje siostry!- powiedział Zayn.
Niall zaczerwienił się i zrobił krok w tył.
-Ja…nie wiedziałem…przepraszam…pójdę przynieść coś do jedzenia…-powiedział po czym szybko oddalił się w stronę kuchni.
Bliźniaczki były zaskoczone jego zachowaniem, ale polubiły go. Same nie wiedziały czemu.
-No to właśnie poznałyście Nialla- powiedział Zayn. Biedaczek nie wiedział co miał myśleć o zachowaniu kumpla- Czas poznać resztę.


A to zdjęcia z X-factora, takie tam dla przypomnienia <33














I wreszcie wszyscy razem <33


Mamy nadzieję, że ten rozdział również Wam się spodobał. Piszcie komentarze, bo jak wiecie są one dla nas bardzo ważne <33 jeżeli chcecie wiedzieć o nowych rozdziałach i niektórych zmianach regularnie, śledźcie nas na TT ;P Anna: JustAnna4 i Katy: KatyRaven1
Kochamy Was;**
Anna&Katy




sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 5



            Pogrzeb. Przeprowadzka. Oczy. Znowu. Są coraz bliżej. Siostry za wszelką cenę starają się od nich uciec.
-Stop! -krzyknęła Anna, zarazem budząc brata, gdyż siostra też już nie spała z wiadomych przyczyn.
-Co jest?-spytał zdezorientowany Zayn.
-Nie, ja już nie mogę! Wybacz Katy, ale osiem lat to już znoszę…
-Chwila, co się stało? Chodzi o sen prawda? -zapytała siostra.
-Tak-powiedziała w końcu Anna. Na początku nie chciała się przyznać, bo to Katy zawsze histeryzowała jeśli chodziło o ten temat. Dziś jednak było inaczej.
-Powiedz o co chodzi dokładnie-mówiła powoli Katy.
-Z każdym kolejnym snem te oczy są bliżej mnie…ty też to zauważyłaś?
-Tak, tak masz rację. Ale zawsze udaje mi się przed nimi uciec.
-Tak? W takim razie czegoś nie rozumiem…
-Czego Anna, mów konkretnie- prosiła Katy.
-Bo mi nigdy nie udaje się przed nimi uciec. Znaczy zawsze chcę odbiec jak najdalej od nich, ale z jakiś powodów nie mogę się ruszyć…coś jakby mnie tam trzyma…
-To faktycznie dziwne. Nasze sny zwykle niczym się nie różniły, a teraz?
-Katy, a może miałaś rację? Może te sny faktycznie coś znaczą?
-Ej, nie chcę nic mówić, ale jest piąta nad ranem i zostały tylko cztery godziny do BOOT CAMPU, chciałbym się wyspać to po pierwsze, a po drugie chyba nie myślicie, że jakaś nocna zmora może oznaczać coś w życiu codziennym, w rzeczywistości. Dajcie spokój i idźcie spać-wtrącił zaspany Zayn.
Jednak Anna i Katy wiedziały, że teraz nie mogą liczyć na sen. Nie chcąc przeszkadzać bratu położyły się i zaczęły rozmyślać. Nim się obejrzały zaczął dzwonić budzik Zayna. To oznaczało, że jest siódma. Do rozpoczęcia BOOT CAMPU zostały 2 godziny. Te dwie bezsenne godziny minęły im bardzo szybko. Ale teraz to nie było ważne. Nie był ważny jakiś dziwny sen. Nie były ważne ich dziwne przeczucia. Teraz ważny był Zayn. Ich brat, który bardzo ich potrzebował.
***
Na BOOT CAMPIE Zayn’owi szło bardzo dobrze. Do chwili gdy nie doszła choreografia. Tego obawiał się najbardziej. Taniec nie był jego dobrą stroną i wszyscy o tym wiedzieli. Chłopak bardzo się starał ale mimo tego czuł, że nie idzie mu najlepiej. W końcu po godzinie ciężkich prób duch walki go opuścił. Postanowił wykorzystać fakt, że ćwiczy tak dużo osób. Pomyślał, że jeśli przeczeka próby tańca nikt tego nie zauważy. Przez dłuższą chwilę bił się z własnymi myślami gdyż po głowie chodziły mu słowa siostry: „nie rób nic głupiego”, „taka szansa trafia się raz na milion”, „stać cię na więcej”,  „nie poddawaj się”. W końcu postanowił jednak się ukryć. W głębi duszy czuł, że zawiódł siostry ale nie był wystarczająco silny aby powrócić do walki. Na szczęście Simon Cowell był wystarczająco silny aby go do niej zachęcić. Odnalazł chłopaka i przemówił mu do rozsądku.
-Co robisz? Czemu nie ma ciebie na scenie?
-Bo…ja nie umiem tańczyć. Nigdy nie umiałem i wiem, że wszelkie próby nic nie dadzą…
-Weź się w garść! Wiesz ile osób chciałoby być na twoim miejscu?! Nie dawaj mi powodów, abym żałował, że zgodziłem się abyś przeszedł dalej- powiedział Simon.
-Tak masz rację…- Simon otworzył mu oczy, ale czy nie było za późno?
-Dobra, dosyć gadania. Chodźmy musimy naprawić twój błąd.
-Dzięki Simon.
„-Spiepszyłem wszystko”- myślał Zayn-„Ale nie poddam się tym razem. Będę walczył do końca. Nawet jeśli nie osiągnę wyznaczonego celu. Będę przynajmniej wiedział, że zrobiłem wszystko co mogłem.
            Chłopak przez resztę dnia dawał z siebie wszystko. W pewnym momencie miał nawet odczucie, że ma szansę wygrać. W końcu ogłoszono koniec wszelkich treningów. Teraz trzeba było czekać na werdykt. Im dłużej czekał tym bardziej się denerwował, ale nie tracił nadziei dzięki bliźniaczkom, które przez cały czas były przy nim i wspierały go.
Po BOOT CAMPIE  przyszła pora na ogłoszenie wyników. Nie czekali na nie jedynie uczestnicy, którzy brali udział w castingach w Manchesterze ale i wszyscy uczestnicy, z całego kraju.
            W końcu jurorzy wywołali grupę chłopców. Zayn wstał i sztywnym krokiem poszedł stawić czoło Simonowi, Nicole i Louisowi.
-Dobrze, mamy wyniki-powiedział Simon. Zaczął wyczytywać imiona i nazwiska szczęściarzy. Zayn stał i w myślach modlił się, aby go wyczytano. W końcu nie było innej możliwości. Włożył w ten występ tyle pracy i serca, tak bardzo się denerwował. Poza tym tyle osób w niego wierzyło. Nie chciał ich teraz zawieść. Pokonał zbyt dużo przeszkód, za daleko zaszedł, żeby teraz odejść z niczym. Gdy Simon skończył, Zayn zorientował się, że nie wyczytano jego nazwiska. A jednak. To był koniec. Zawalił. Do oczu napłynęły mu łzy. Chciał być twardy, ale nie potrafił. Wyszedł i od razu rzucił się w ramiona sióstr. Potrzebował ich teraz bardziej niż kiedykolwiek. Wrażliwa Katy automatycznie zaczęła płakać z Zaynem. Tricia głaskała syna po głowie, po jej policzkach również spłynęły łzy. Tylko Anna starała się nie płakać. Postanowiła coś powiedzieć.
-Hej, wszystko dobrze. To nie koniec świata- nie mogła powiedzieć nic więcej bo do oczu cisnęły jej się łzy. Nie dała rady nie płakać. Miny przegranych były tak dołujące, że nie mogła się powstrzymać. Po prostu się nie udało. Czemu to tak przeżywali?
W końcu wszyscy pogrążeni w smutku poszli w stronę drzwi. Zaynowi ciężko było uwierzyć, że to już koniec tej wspaniałej przygody. Zastanawiał się gdzie popełnił błąd. Może chodziło o BOOT CAMP? Teraz to już się nie liczyło. Było już po wszystkim, wszystko przepadło w ciągu paru sekund. Nie spodziewał się też, że będzie to tak przeżywał, jednak najbardziej go zaskoczyło jak cierpiały jego siostry. Przecież to nie one przegrały, to nie była ich wina. Kiedy już wyszli z budynku Katy zebrała się i powiedziała:
-Zrobiłeś wszystko co mogłeś. Wszyscy zrobiliście co mogliście. Byłeś świetny, i nie przestawaj śpiewać. A teraz chodźmy stąd.
-Dzięki wam wszystkim…tylko ja mam wrażenie, że przyjechaliśmy tu na marne!
-Nie pleć bzdur! Ogarnij się i ćwicz dalej. Śpiewaj, rób to co kochasz i przestań pieprzyć! -powiedziała Anna.
-Dzięki, tego mi było trzeba-zaśmiał się Zayn. Powoli wracał do siebie. Bardzo się cieszył, że bliźniaczki pojechały z nim. Bez nich byłby taki samotny, nie tylko teraz ale i w ogóle. Zmusił się na jeszcze jeden uśmiech, wziął siostry pod ręce i ruszył przed siebie. Miały rację, to nie koniec świata. Nagle ktoś chwycił go za ramię. Był to prowadzący programu.
-Poczekaj. To jeszcze nie koniec.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Rozdział 4



            Zayn powoli wszedł na scenę. Czuł jak zimny pot oblewa mu plecy. Na rękach dostał gęsiej skórki. Wiedział, że to jego czas. Albo teraz da z siebie wszystko, albo po karierze muzycznej zostaną tylko marzenia. Stanął w wyznaczonym miejscu, i obrócił się w stronę kulis, gdzie stały jego dwie siostry i mama. Potem niechętnie spojrzał na twarze jurorów- Simona, Nicole i Louisa. Najbardziej obawiał się Simona. Zawsze wydawał mu się surowy. Nawet- według Zayna- w perfekcyjnych występach uczestników potrafił znaleźć mnóstwo błędów. Bardzo się bał. Nie okazywał tego jednak po sobie.
-Witamy, jak się nazywasz, skąd przyjechałeś i jaką piosenkę nam zaprezentujesz?- spytał, nie kto inny niż Simon Cowell.
-Jestem Zayn, Zayn Malik. Przyjechałem z Bradford i zaśpiewam ,,Let me love you”- powiedział. Był zaskoczony, że jego głos brzmi tak spokojnie.
-Dobrze Zayn, możesz zaczynać.
Zayn ścisnął kurczowo mikrofon. Wziął głęboki oddech. Chciał zacząć ale zorientował się, że nie pamięta tekstu. Jak to możliwe?! Dwa tygodnie prób poszły na nic. Jego największe obawy się spełniły. Łzy mu napłynęły do oczu. Szybko je przymknął  i przywołał obraz, kiedy wygłupiał się z bliźniaczkami w ich pokoju. Mimowolnie się uśmiechnął i zaczął śpiewać. Znalazł się w swoim własnym świecie, gdzie nie ma żadnych jurorów, ani widowni. W jego świecie się nie liczyli, liczyła się tylko muzyka i emocje, które były z nią związane. W takich momentach wiedział, że to co robi ma sens i że nie może bez tego żyć. Muzyka była całym jego życiem. Perfekcyjnie trafiał w każdy dźwięk. Na sam koniec ukradkiem spojrzał w stronę płaczącej ze wzruszenia mamy i dwóch uśmiechniętych sióstr. Udało się. Pokonał własny strach i pokazał się w jak najlepszym świetle. Teraz stał i wysłuchiwał oklasków, które były na jego cześć. Był zaskoczony aż tak pozytywną reakcją widzów, jednak pozostali jeszcze jurorzy. Spojrzał na nich, na każdego po kolei, aby wyczytać z ich twarzy, co czują. Louis zaczął jako pierwszy.
-Możesz nam powiedzieć ile masz lat?
-Siedemnaście.
-Jesteś niesamowity. Jak na ten wiek masz genialny wokal.
-Dziękuję -powiedział ze spokojem w głosie Zayn, lecz w środku cały wrzał.
-Nicole? -spytał Louis chcąc poznać jej opinię.
-Ja…to było coś pięknego. Masz talent.
-To wszystko?- spytał złośliwie Louis.
-Tak wszystko, po prostu brak mi słów. Simon?
-To było dobre, ale jeszcze nieprofesjonalne. Mimo to jesteś na dobrej drodze, po której cię poprowadzimy. Jestem na tak. Louis?
-Tak.
-Tak, tak, tak! Przechodzisz- powiedziała roześmiana Nicole.
-Ja…dziękuję- powiedział Zayn i zszedł ze sceny. Do niego jeszcze nie dotarło co powiedzieli jurorzy, ale do jego sióstr tak, i to bardzo wyraźnie.
-Boże udało ci się! Przeszedłeś!- krzyczały jedna przez drugą. Tylko mama nic nie mówiła. Po prostu podeszła i przytuliła syna. Swojego dojrzałego syna, który dostał swoją szansę. Jedyne na co było stać Tricie to szepnąć do ucha Zaynowi:
-Jestem z ciebie dumna. Kocham cię.
-Ja ciebie też mamo.
Po tych słowach wyszli zza kulis i udali się w stronę motelu, w którym mieli spać. Wychodząc widzieli czekających na swoją kolej zdenerwowanych uczestników. Zdawali sobie sprawę z tego, że nie wszyscy z nich przejdą dalej. Cieszyli się, że mieli już to za sobą.
***
            Po zjedzonej kolacji Zayn poszedł do pokoju, który miał dzielić z Anną i Katy. Wziął szybki prysznic, żeby zmyć z siebie resztki stresu. Trwał on 30 minut. Kiedy wyszedł z łazienki zastał w pokoju swoje siostry grzebiące w laptopie.
-Co robicie?- spytał spoglądając im przez ramię.
-Nic takiego. Układamy ci tylko grafik.
-Że niby co?- spytał lekko zdziwiony.
-No wiesz… próby, wywiady, podpisywanie autografów…
-Dziewczyny! Zwolnijcie trochę! Byłem dopiero na jednym castingu! To prawda, przeszedłem, ale razem ze mną kolejne 500 osób.
-Jeszcze nam za to podziękujesz braciszku- powiedziała Katy.
-To się jeszcze okaże- odpowiedział
-Wracając do tematu. Wyczytałyśmy, że przed właściwym naborem będziesz musiał przejść jeszcze przez BOOT CAMP- dodała Anna.
-A na czym to dokładnie polega?- zapytał Zayn.
-No to jest takie małe sprawdzenie twoich umiejętności. Aktorskich, scenicznych no i tanecznych- wytłumaczyła mu Katy
-Tanecznych?!?! Przecież ja nie umiem tańczyć! Nawet gdybym chciał…nie mam szans!
-Oj daj spokój. Dasz radę. Pokonałeś dzisiejszy stres, więc pokonasz i jutrzejszy!
-Dobra, potem o tym porozmawiamy.
-Potem to znaczy kiedy?- spytała Anna- Zayn pomyśl nad tym i nie rób nic głupiego. Dobrze wiesz, że taka szansa trafia się raz na milion. Nie możesz się teraz poddać.
Po chwili ciszy Zayn powiedział:
-Macie rację. Pomyślę nad tym ale nic nie obiecuję.
-Ok. Już lepiej ale nie oszukujmy się, stać cię na więcej.
-Taaaa. Doceniam to dziewczyny ale jestem trochę zmęczony i chciałbym już iść spać….- powiedział.
-Tak oczywiście, rozumiemy. Już ci pościeliłyśmy łóżko. Według naszego grafiku powinieneś już spać za pięć minut. W ten sposób będziesz spał tyle ile powinien spać nastolatek w twoim wieku, co pozytywnie wpłynie na twoje zdrowie, samopoczucie, a w tym także głos- powiedziała Anna.
-Dziewczyny, kocham was. Jesteście niemożliwe.
-My też cię kochamy, a teraz idź spać- powiedziała Katy wskazując na łóżko.
Zayn położył się wygodnie i szepnął:
-Dobranoc.
-Zobaczymy czy będzie taka dobra…-powiedziała Katy.

Podziękowania
Dla naszych czytelników, bez których pisanie bloga nie miałoby sensu <3 Pamiętajcie, że piszemy dla was. Wasze komentarze bardzo nam pomagają, motywują nas do dalszego działania i mamy nadzieję, że będzie ich bardzo dużo :D Piszcie śmiało swoje zdanie. Tymczasem czwarty rozdział, mamy nadzieję, że się wam spodoba.
Kochamy was <3
Anna&Katy

O nowych rozdziałach i zmianach będziemy was informować na TT:
KatyRaven1
JustAnna4
<3

piątek, 9 listopada 2012

Rozdział 3



            Ten dzień można by było uznać za udany, gdyby nie koszmar, który męczył siostry od kiedy ich mama zmarła. Pogrzeb, przeprowadzka, a na koniec to czego dziewczyny zawsze najbardziej się obawiały we śnie- para złych oczu w otchłani. Oczu ich ojca.
            Tym razem Katy obudziła się pierwsza, a zaraz po niej Anna. Był już poranek.
-Ja już tego nie wytrzymam! Ten sen…cały czas widzę przed sobą jego wstrętne ślepia!- krzyknęła Katy. Dla niej to już było za wiele…
-Katy uspokój się! Ile razy mamy o tym rozmawiać- powiedziała Anna, ale w głębi duszy sama była przerażona. Ten sen męczył również ją.
-Ja chcę do mamy…ja mam dopiero szesnaście lat, czemu mnie to spotyka!- niemal krzyczała przez łzy.
-Katy! Do cholery ja też straciłam mamę! Też cierpię! I nie będę cię pocieszała, bo sama już nie mam siły! Zrozumiesz to w końcu? Każdego poranka będziemy to przerabiać?
-Ja…nie. Przepraszam. Mogę ci zadać tylko jedno pytanie?
-Dobrze, mów.
-W tym śnie…
-Katy…
-Wysłuchaj mnie proszę, bo tylko ty mi możesz pomóc. Tylko ty to zrozumiesz. W tym śnie wszystko jest wspomnieniem…wszystko oprócz samej końcówki tego snu. Wiesz co mam na myśli?
-Chyba tak…chodzi ci o to spojrzenie?
-Tak. To trochę dziwne...ty wiesz czyj to wzrok, prawda? I ja też wiem.
-Tak wiem do kogo on należy. Do człowieka, który nigdy więcej nie pojawi się w naszym życiu. Jasne? On dla nas nie istnieje, my dla niego też nie. A teraz chodźmy, musimy pomóc Zaynowi w wybraniu piosenki na casting.
-Masz rację, chodźmy- powiedziała Katy, po czym wraz z siostrą poszły do pokoju Zayna.
            Wybór repertuaru był dosyć trudny. Trzeba było wybrać piosenkę, w której Zayn zaprezentowałby się jak najlepiej. Na początku Anna próbowała mu wcisnąć piosenkę „Barbie Girl”, w końcu tak ją lubił. Jednak ich brat nie był zachwycony tym pomysłem. Potem Katy starała się dopasować do głosu Zayna jedną z piosenek Michela Jacksona- był jego wielkim fanem. Ale nie udało się, gdyż mało z piosenek tego artysty było w tonacji Zayna. W końcu po kilku godzinach udało się dobrać odpowiednią piosenkę, która idealnie do niego pasowała. Nosiła ona tytuł  „Let me love you”. Śpiewał ją pięknie. Dziewczyny były przekonane o powodzeniu brata, ale on sam nie był pewny. Bardzo się stresował, ale miał przy sobie tą nieznośną, upierdliwą ale jakże kochającą parę bliźniaczek, które na szczęście pozwalały mu zapomnieć o nerwach związanych z castingiem.
            Kiedy do przesłuchań został niecały tydzień nie było osoby na tym osiedlu, która nie wiedziałaby o planach Zayna. Jego mama obdzwoniła wszystkie swoje sąsiadki, koleżanki, a dalej koło  potoczyło się same. Wszyscy trzymali za niego kciuki. Wszyscy zdeklarowali się na niego głosować. Reszta należała do Zayna.
***
            Następne dni minęły szybko. Pewnie przez te długie próby chłopaka. Anna i Katy nie odstępowały go na krok. Zaynowi wcale to nie przeszkadzało, a wręcz pomagało i pokrzepiało. Był im bardzo wdzięczny za to co dla niego robiły. Czasami ciężko było mu uwierzyć, że naprawdę nie są spokrewnieni.
            W końcu nadszedł ten dzień, ten moment. Na casting zgłosiło się tysiące osób. Trzeba więc było czekać w niekończącej się  kolejce na występ Zayna. Chłopak był bardzo spięty i obawiał się, że godziny spędzone na oczekiwaniu pójdą na marne. Jako że Anna i Katy bardzo kochały brata i za wszelką cenę chciały go pocieszyć, wpadły na pomysł. Podczas nieuwagi jednego z ochroniarzy Katy zwinęła megafon, po czym zawołała Anne. Weszły na szeroki podest i Anna zaczęła rapować jako pierwsza, a zaraz po niej jej siostra:
-Dzisiaj na przesłuchanie przyszedł chłopak przystojny niesłychanie!
-Utalentowany jest ogromnie i niech już każdy ze strachu robi w spodnie!
-Oto przedstawiamy wam Zayna Malika, który z 93’ jest rocznika!
-Ja jestem Katy, a ona jest Anna i jesteśmy tu po to aby dopingować naszego brata!
-Jesteśmy pewne że jego jest wygrana, więc jutro balować będziemy do samego rana! -zakończyły po czym  powoli zeszły z podestu obsypywane oklaskami.
-Lepiej ci?- spytała Anna siadając na jednym kolanie swojego brata, gdyż drugie zajęła Katy.
-Wy…wy to przyszykowałyście wcześniej?- zapytał roześmiany Zayn.
-Nie, to była czysta improwizacja! -zaśmiała się Katy.
-Nie wiem co bym bez was zrobił…
-Bez nas byś zwariował- powiedziały jednocześnie siostry.
            Dalej kolejka zleciała szybko i przyjemnie. Zayn trochę się rozluźnił, do czasu aż przyszła jego kolej. Kiedy powiedzieli mu, że do występu została minuta, niemal się wycofał. Lecz wiadomo kto mu w tym przeszkodził.
-Obiecałyśmy, że zostaniemy z tobą do końca. Dotrzymujemy obietnicy!- powiedziała Anna.
-Kochanie dasz radę, rozumiesz? Jesteś moim synem, odważnym, przystojnym…- zaczęła Tricia.
-Mamo…
-Och dobrze, dobrze.
-Uwaga do występu zostało 5 sekund-wtrącił prowadzący.
-Dasz radę!- powiedziały bliźniaczki i mocno wyściskały brata.
-Do wyjścia na scenę zostało: 3, 2, 1! Zayn wchodzisz!

wtorek, 6 listopada 2012

Rozdział 2



Dzień minął wszystkim domownikom bardzo szybko i przyjemnie. Zbliżała się pora kolacji, a według rozpiski dzisiejsze przygotowanie tego posiłku przypadło na Anne i Katy.
Dziewczyny postanowiły zrobić spaghetti. To było ich popisowe danie. Wszyscy je uwielbiali. Korzystając z pięknej, letniej pogody rodzina miała jeść na tarasie. Tak więc gdy reszta rodziny oczekiwała przy stole na posiłek, siostry zaczęły podśpiewywać. Bardzo to lubiły, a zwłaszcza przy gotowaniu. Zdarzało się nawet czasami, że tańczyły z przyborami kuchennymi w rękach. Dziś nie było inaczej. W zabawie przeszkodził im brat:
-Dziewczyny mogę wam na chwilę przerwać?
-Nie…-odpowiedziały jednocześnie.
-Aaaa... to okey. Już mnie tu nie ma-odpowiedział zmieszany, po czym obrócił się i udał w stronę drzwi tarasowych.
-Nie! Zayn! Czekaj! Żartowałyśmy przecież braciszku! Dla ciebie zawsze znajdziemy czas. To o co chodzi?- zapytała Anna.
-Ale obiecacie mi, że to co wam zaraz powiem zostanie na razie między nami?- zapytał chłopak.
-No jasne. Zawsze możesz nam wszystko powiedzieć i dobrze o tym wiesz-powiedziała Katy.
-No dobra…. Ja…. No bo wiecie……. Przemyślałem sobie to co mi doradzałyście i…….ja…..- jąkał się.
-Zayn! Wyduś to z siebie w końcu!-odpowiedziała zniecierpliwiona Katy.
-Postanowiłem iść na ten casting do…- nie zdążył dokończyć, bo bliźniaczki rzuciły się mu na szyję i wykrzyknęły równocześnie:
-X-factora!
-Dziewczyny! Ciszej! To miała być nasza tajemnica! Pamiętacie?
-O tak. Przepraszamy. Ale zdajesz sobie z tego sprawę, że prędzej czy później będziesz musiał o tym powiedzieć reszcie?- powiedziała stanowczo Anna.
-Tak wiem, ale to jeszcze nie wszystko co chciałem wam powiedzieć. Chciałbym abyście pojechały ze mną do Manchesteru-gdzie odbędzie się casting. Zgodzicie się? Potrzebuję was tam. Co wy na to?
-Żartujesz sobie?! Jasne, że się zgadzamy! Ale Zayn… nic nie jest pewne dopóki nie zapytasz o zgodę swojej mamy…-powiedziała Katy.
-Po pierwsze: NASZEJ mamy, a po drugie: właśnie mam zamiar ją spytać o zdanie dziś po kolacji. Reszta dowie się kiedy już wszystko będzie ustalone i pewne- odparł.
-Nawet nie masz pojęcia jak bardzo się cieszymy, że w końcu udało się nam ciebie na to namówić.-powiedziała Anna po czym razem z siostrą dały Zaynowi całusa w policzek. Jedna w prawy, druga w lewy.
-Dziewczyny… bardzo mi miło, ale mam wrażenie, że ten makaron zaraz eksploduje…-powiedział rozbawiony Zayn, a dziewczyny rzuciły się do garów.
            Mimo małych kłopotów w kuchni spaghetti wyszło wyborne, z resztą jak zawsze.
***
            Tricia poprosiła swoje córki żeby pozmywały po kolacji. Przy stole została sama ze swoim synem. Była to idealna okazja dla Zayna, żeby powiadomić mamę o swoich planach.
-Mamo, chciałbym cię spytać o zdanie w jednej sprawie.
-Tak synku? Chodzi o jakąś dziewczynę…?
-Mamo! Nie, chodzi o moją przyszłość.
-To bardzo poważny temat jak na twój wiek. Ale słucham.
-Zastanawiałem się, czy nie pójść na casting w Manchesterze…
-Zaraz, ty mówisz o castingu do X-factora, zgadza się?
-No…tak.
-Och kochanie ja…
-Rozumiem jestem za młody. Poczekam.
-Nie! Uważam, że to świetny pomysł! Masz taki piękny głos…szkoda zmarnować takiego talentu!
-Naprawdę? Mamo nie wiem jak ci dziękować! Kocham cię! Ale jest jeszcze jedna sprawa…
-Zamieniam się w słuch.
-Na casting chcę ze sobą zabrać bliźniaczki, no i oczywiście ciebie. Ja ich…
-Potrzebujesz ich, rozumiem. Oczywiście, zgadzam się i pojadą z nami. Ale teraz one potrzebują ciebie! Biegnij pomóc im w zmywaniu, a od jutra będziesz ostro ćwiczył. W końcu zostały nie całe dwa tygodnie!
-Tak jest!-powiedział Zayn i pobiegł do kuchni.
Kiedy tam dotarł okazało się, że dziewczyny już pozmywały. Udał się więc szybko do pokoju Katy i Anny. Po drodze wpadł na pomysł, żeby zrobić dziewczynom małego psikusa…
-Hej dziewczyny…-powiedział z przesadnym smutkiem w głosie.
-Cześć, rozmawiałeś już z mamą?-spytała Katy.
-Taaa…właśnie przyszedłem wam się wyżalić…
-Ooo Zayn, przykro nam…chodź przytul się-powiedziała Anna i przytuliła brata.
-Może za rok-powiedziała Katy i dołączyła się do uścisku.
-Ale jest jeszcze coś co muszę wam powiedzieć… Jeżeli chcecie jechać ze mną na ten casting musicie pomóc mi wybrać piosenkę do zaprezentowania!
-Ale jak to?-spytała zdezorientowana Katy.
-Tak to. Mama się zgodziła! Nabrałem was!
-Nie przebaczę ci tego-powiedziała Anna i rzuciła poduszką w brata. Ten jeden trafny rzut zapoczątkował wielką bitwę na poduszki, w której Zayn oczywiście poległ.

Podziękowania
Z całego serca chciałybyśmy podziękować adminom stron o One Direction na facebooku, którzy pomogli nam zdobyć pierwszych czytelników. Nie wiemy co byśmy bez was zrobiły <3
A oto strony, którym dziękujemy:

Kochamy was <3 i jeszcze raz dziękujemy <3
Anna&Katy

Zapraszamy na nasze TT!
KatyRaven1
JustAnna4



niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział 1




            Dwójka małych dziewczynek stoi ze łzami w oczach, nad grobem swojej matki. Czemu ona to zrobiła? Czy Vicky myślała o swoich dwóch ośmioletnich córeczkach, kiedy sama siebie skazała się na śmierć? Jednak za późno…teraz muszą dbać o siebie nawzajem i być silne, silniejsze od matki, która stchórzyła. Bo jak inaczej to opisać? Samobójstwo to okaz bezradności i słabości, braku ducha walki. A ta kobieta zostawiła na dodatek dwójkę dzieci, które nie mogą liczyć już na pomoc ze strony rodziny. Dziadkowie dziewczynek już dawno nie żyli, nie miały one żadnych ciotek, czy wujków, a ich ojciec…no cóż to przez niego ich matka nie żyła. Był psychopatą…od kiedy Anna i Katy pamiętają wyżywał się na ich mamie. Nie raz dostawały od niego w twarz, ale było to niczym w porównaniu do krzywdy, którą wyrządził Vicky. Na szczęście dziewczynki długo go nie zobaczą. Nareszcie znaleziono dla niego odpowiednie miejsce, w więzieniu. Sąd skazał go na dziesięć lat. Dziesięć lat, które dla Anny i Katy oznaczają lata spokoju. Lata bez bólu. Mimo iż mają dopiero 8 lat będą musiały sobie poradzić. Ale dadzą sobie radę tylko jeśli będą razem. Na szczęście są osoby, którym na nich zależy. Osoby, które nimi się zajmą. Jedną z tych osób jest Patricia Malik. Wspaniała kobieta. Nie dość, że ma czwórkę swoich dzieci, weźmie pod swoje skrzydła kolejną dwójkę.
            Tricia (tak wszyscy na nią  mówili) znała się z Vicky z pracy. Obydwie   z zawodu były stylistkami. Poznały się na warsztatach fryzjerskich w Londynie. Szybko złapały wspólny język i zaprzyjaźniły się. Niestety po warsztatach  nie mogły się widywać gdyż Vicky pochodziła z Polski. Tam też na stałe mieszkała. Tricia natomiast mieszkała w Bradford w Anglii. Mimo dzielącego ich dystansu starały się utrzymać ze sobą kontakt. Dzwoniły do siebie i wysyłały meile regularnie. Były ze sobą bardzo blisko. Tricia znała wszystkie sekrety Vicky. Jako pierwsza dowiedziała się o jej ciąży i o tym że jej mąż znęca się nad nią. Niestety nie była w stanie jej w żaden sposób pomóc. Teraz czuła się winna za jej śmierć. Jedyne co mogła teraz dla niej zrobić to zaopiekować się jej córkami. Kobieta miała nadzieję, że dzięki niej Katy i Anna dowiedzą się co to znaczy miłość, rodzina i dom.
            Katy popatrzyła na Anne bezradnym wzrokiem, a ona złapała ją za rękę.
-Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
            Nagle obraz się rozmazał, przed oczami stała otchłań, a w niej para złych oczu. Oczu ich ojca…
***
            Anna obudziła się cała spocona. Spojrzała na swoją siostrę Katy, która też nie spała. Czasami nie mogła uwierzyć, że są bliźniaczkami. Co prawda dwujajowymi, ale jednak bliźniaczkami.
            Anna była krótkowłosą blondynką, o zielonych oczach i figurze modelki. Szczyciła się tym, że była starsza od Katy o 7 minut. Z charakteru była zawsze silniejsza od siostry. Była dla Katy podporą, zawsze ją broniła, zwłaszcza jeżeli chodziło o ojca.
            Katy natomiast była jej przeciwieństwem. Była niebieskooką brunetką, o włosach do pasa, a jedynym podobieństwem była szczupła sylwetka. Nigdy nie potrafiła postawić się psychicznemu ojcu. Panicznie się go bała. Podziwiała swoją siostrę za odwagę jaką się wykazała w wieku sześciu lat, gdy ich tata…nie mogła o tym myśleć.
            Teraz siedziały we dwie na łóżkach i wpatrywały się w siebie.
-Tobie też się znowu to śniło? No wiesz pogrzeb mamy…boże to było takie realne! -w niebieskich oczach Katy pojawiły się łzy- Widziałam nas jako ośmiolatki kiedy opłakujemy jej grób…a potem pojawiły się oczy ojca…
-Katy, to był tylko sen. Teraz mamy szesnaście lat, a tata siedzi w pudle w Polsce, a my jesteśmy w Anglii- powiedziała Anna starając się uspokoić siostrę.
-Ale czy tobie też się to śniło?
-Tak…ale to tylko sen, który nic nie znaczy.
- Ale on się nam śni codziennie! To chyba coś znaczy!
-Katy rozmawiałyśmy o tym…
W tym momencie do pokoju wparował Zayn. Był jedynym synem ich przyszywanej matki.
            Był wysokim brunetem o czarnych włosach i brązowych oczach. Miał ciemną cerę. Był o rok starszy od Anny i Katy i kochał je jak własne siostry, mimo że miał jeszcze trzy biologiczne -Doniyę, Waliyę i Safaę.
-Wstawać, Doniya zrobiła nam śniadanie!
-Oj daj nam jeszcze pięć minut, miałyśmy straszną noc…-powiedziała Anna.
-Z resztą jak co dzień…-skomentowała Katy rzucając porozumiewawcze spojrzenie chłopakowi.
-Znowu miałyście ten paskudny sen?
-Taaa…-odpowiedziały równocześnie.
-To może…na rozweselenie nasz popisowy numer?
-Nie wiem czy mam ochotę śpiewać…
-Oj daj spokój Katy. Ja zaczynam. Forever young, I wanna be forever young…
-No dalej wszyscy razem!-odparł Zayn.
Do you realny want to live forever, forever…
-Forever young!-dokończył Zayn.
-Wiesz co Zayn, czasami naprawdę chodzi mi po głowie czemu nie chcesz iść do X-factora…-powiedziała Katy.
-No właśnie, już od trzech miesięcy cię namawiamy! A za dwa tygodnie castingi…
-Oj dziewczyny, a wy czemu też nie pójdziecie? Ślicznie śpiewacie.
To była prawda, Katy i Anna śpiewały naprawdę ładnie.
-My jesteśmy za młode, mamy dopiero szesnaście lat!
-Dobra pomyślę nad tym, a teraz chodźmy na to śniadanie!
Cała trójka zeszła na dół i całą rodziną zjedli, śmiejąc się i rozmawiając. Tak powinno być od zawsze.