czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 24



Anna z Harrym weszli do supermarketu. Wzięli wózek na kółkach i zaczęli jeździć po alejkach w poszukiwaniu niezbędnych składników. Sklep był ogromny. Postanowili się rozdzielić. Harry miał znaleźć sos i mięso, a Anna resztę składników. Dziewczyna weszła w dział z makaronem i zaczęła szukać typowego do spaghetti. Niestety wszędzie widziała tylko kolorowe wstążki, rurki i kokardki. Po chwili zorientowała się gdzie leży ten, którego szukała. Opakowanie leżało na ostatniej półce wysokiego regału. Próbowała go dosięgnąć ale bez skutku. Była za niska. Nawet skacząc nie sięgała do tej półki. Inni klienci supermarketu spoglądali na nią z politowaniem ale mimo to nikt nie pofatygował się i jej nie pomógł. Nikt oprócz Hazzy. Bez problemu dosięgnął pudełka po czym powiedział:
-Nie musiałaś tak skakać- uśmiechnął się ładnie- Wystarczyło poprosić.
-Zapamiętam. Następnym razem jak wybierzemy się na zakupy to jakoś to nadrobię- odpowiedziała mu odbierając opakowanie.
-Czy mam uznać to za zaproszenie?- spytał.
-Może… Dobra wracajmy. Katy została sama z czwórką „odpowiedzialnych” chłopaków.
-Nie, jeszcze nie. Nie mogę pozwolić, aby nasze pierwsze wspólne zakupy obeszły się bez wrażeń…
-Co masz na myśli?
-Właź do koszyka. Powydurniamy się trochę- zaproponował.
-Nie ma mowy. Oszalałeś? Poza tym nie mamy 5 lat- odparła.
-Dobra, skoro nie chciałaś po dobroci to muszę rozegrać to inaczej- to mówiąc wziął dziewczynę na ręce i włożył do wózka. Anna nie zdążyła zaprotestować bo po chwili jeździli po całym sklepie z zabójczą prędkością. Ciężko jej było to przyznać ale dobrze się bawiła. Do czasu kiedy nie zatrzymał ich ochroniarz. Wtedy zabawa się skończyła. Dziewczyna cała czerwona ze wstydu wyszła z koszyka i oboje z Harrym udali się w stronę kasy. Kiedy nadeszła ich kolej okazało się, że Anna nie wzięła z domu portfela.
-Cholera! Zapomniałam wziąć forsy- powiedziała do chłopaka. Ten się tylko uśmiechnął i wyjął z kieszeni własny portfel.
-Spoko, ja zapłacę.
-Oddam ci wszystko zaraz tylko jak wrócimy do domu.
-Nie trzeba. Tą randkę funduję ja.
Tymczasem Katy kończyła rozpakowywać ciuchy z drugiej walizki. Chciała zabrać się za trzecią, w której była bielizna. Po chwili zorientowała się, że nie ma jej w pokoju. Poszła więc do salonu zapytać chłopaków czy jej nie widzieli. Dziewczyna weszła do pokoju po czym usłyszała Nialla:
-Katy, Harry miał rację! W tej najlżejszej walizce rzeczywiście jest bielizna! Patrz to chyba mój rozmiar!- powiedział Irlandczyk przymierzając sobie różowy stanik Katy.
-Niall zostaw to! To moje!- powiedziała poirytowana po czym zobaczyła Lou wychodzącego z łazienki w czerwonych stringach. Jej stringach. Na szczęście miał je założone na spodnie.
-O ty kocico! To twoje? Zobacz jak idealnie na mnie pasują!- powiedział rozbawiony. Katy zaczęła go gonić wokół sofy. W końcu znudzony bieganiem w kółko chłopak zatrzymał się, a rozpędzona Katy wparowała na niego z całej siły. Razem wylądowali na kanapie. W tym samym czasie Anna i Harry wrócili ze sklepu. Kiedy siostra zobaczyła Katy leżącą na Lou, który w dodatku był w jej stringach, a zaraz za nimi Nialla w staniku również należącym do jej siostry, nie wiedziała co powiedzieć. Na szczęście Katy ją wyręczyła.
-Jak dobrze, że wróciliście! Już nie dawałam sobie rady…
-Nie no jak dla mnie to na razie radzisz sobie świetnie- rzucił rozbawiony Hazza.
-A Zayn i Liam? Oni powinni ci pomóc!- powiedziała Anna.
-Zapomnij…oni sobie smacznie śpią na naszych łóżkach…
-No tak, mogłam się domyślić…
***
Dzisiaj odbyła się pierwsza kolacja w mieszkaniu bliźniaczek. Zaprosiły mamę, chłopców już nie musiały, ponieważ cały dzień przesiedzieli u nich. Chciały, żeby tata i ich siostry też mogli tu teraz być. Niestety to nie było możliwe. Siostry oczywiście dzwoniły do nich codziennie. Najbardziej tęskniły za małą Safaą. Ale w końcu nie można mieć wszystkiego. Będąc w Londynie nie mogły mieć przy sobie swojej małej siostry. Będąc w Bradford nie mogły być przy swoim bracie. Tricia za to była szczęśliwa, że jej córki znów były przy niej. Kolacja trwała do 22. Bliźniaczki chętnie posiedziałyby dłużej, ale Tricia powiedziała:
-Nic z tego. Jutro szkoła. Panom dziękujemy, a panie idą spać. Ja pozmywam.
-No dobra…- burknęła pod nosem niezadowolona Katy.
-Szkoła…bleee…- rzuciła zaraz po niej również nie zachwycona Anna.
W tym czasie chłopcy zaczęli się zbierać. Zayn pomagał jeszcze mamie w zbieraniu talerzy. Kiedy już każdy z każdym się pożegnał, a trochę to trwało, bo w końcu najprawdopodobniej w tygodniu nie mają co liczyć na spotkanie, każdy był bardzo zapracowany, chłopcy wyszli.
-Tylko grzecznie- dorzucił Zayn wychodząc.
-Oczywiście…- powiedziała Anna z podstępnym uśmieszkiem, udając się w stronę sypialni.
Następnego dnia dziewczyny wstały wcześnie rano. Były zawiedzione, bo kiedy weszły do kuchni na stole nie stały wędliny, sery, chleb ani herbata. Wszystko musiały przygotować sobie same, nie to co kiedyś. Kiedy mieszkały w Bradford to Tricia zawsze wcześniej wstawała i szykowała wszystkim śniadanie. Tyle się od tego czasu zmieniło…Z resztą kanapki do szkoły też musiały zrobić sobie same.
-Pierwsza jest…matematyka- mruknęła zaspana Anna pod nosem.
-Co ty gadasz? Ja pierwszy mam angielski…- odpowiedziała jej siostra.
-Co? Pokaż, może nie patrzysz na ten dzień co trzeba. Znając ciebie to możliwe…Ty rzeczywiście. O co chodzi? Może nam plany pomylili?
-Albo każda z nas ma swój plan.
-Czyli?
-Mamy osobno lekcje…
-Katy chyba żartujesz…o nie…czyli całe dnie nie będziemy się widywać?
-Czekaj…codziennie kończymy o tej samej porze. Chociaż tyle…
-Zapowiada się bardzo sympatycznie…
***
Szkoła była ogromna. Wraz z dzwonkiem z klas wychodziło miliony osób, nie zwracających uwagi na drobne bliźniaczki. Zagubione szły po korytarzu. Co chwile czuły na sobie spojrzenia innych. Nie zwracając na nich uwagi, siostry z trudem się rozdzieliły i każda poszła do swojej sali.
Kiedy Katy weszła do klasy, dzwonek jeszcze nie zadzwonił. W sali panował harmider. Dziewczyna zajęła miejsce i z nudów zaczęła przeglądać podręcznik. W końcu podeszła do niej jakaś dziewczyna. Miała rude włosy i kasztanowe oczy. Była nawet ładna.
-Cześć- zagadała do Katy.
-Hej…
-Jesteś tu nowa, tak?
-Tak. Dzisiaj mój pierwszy dzień.
-Wiesz co kojarzę cię skądś…
-Serio?
-Tak…chyba z telewizji.
-Słucham? Nie, musiałaś mnie z kimś pomylić…
-Nie, to na pewno ty. Już wiem gdzie ciebie widziałam. Oglądałam ostatni odcinek X-factora na żywo. A ty stałaś z drugą dziewczyną i dopingowałaś za kulisami One Direction…Kocham ich! Są genialni!
-Skąd wiesz, że byłyśmy za kulisami?
-No…za kulisami też są kamery. Zazdroszczę ci, widziałam jak rzuciłaś się na Louisa…Jesteście razem?
-Nie rzuciłam się na niego…i nie, nie jesteśmy razem.
-A i Megan jestem tak przy okazji- powiedziała po czym uścisnęła dłoń Katy.
-Katy- w tym momencie zadzwonił dzwonek. Lekcje rozpoczęły się, razem z pierwszym dniem szkoły. Szukanie sal lekcyjnych podczas przerw zajmowało bliźniaczkom tyle czasu, że nie miały nawet jak porozmawiać. Umówiły się więc, że porozmawiają dopiero w domu.
Katy czekała w domu. Anna nie przychodziła. Z początku Katy nie zwracała na to uwagi, zdążyła przynajmniej spokojnie odrobić wszystkie lekcje. Ale minęły już trzy godziny i zaczynała się martwić. W końcu usłyszała otwierające się drzwi.
-Gdzie ty byłaś?! Zaczęłam się denerwować, nie dzwonisz ani…- nie zdążyła skończyć po kiedy stanęła w holu nieco ją wryło. Jej siostra przyprowadziła do domu przystojnego chłopaka. Pierwszego dnia szkoły i już taka zdobycz…Katy patrzyła zachwycona. Patrzyła na twarz chłopaka i zorientowała się, że zna go z szkolnych plakatów. Dopiero potem skojarzyła, że to gwiazda szkolnej drużyny koszykówki. Ben.
-No, no, no…- powiedziała Katy, ale Anna spiorunowała ją spojrzeniem- Znaczy, cześć. Jestem Katy.
-Hej, jestem Ben…
-Ben, chodźmy do mojego pokoju…- rzuciła Anna.
-Twojego?- odparła Katy i od razu zrozumiała swój błąd- Znaczy…miłej zabawy…Ach! Przepraszam, ale jestem umówiona. Uciekam…Pa!- dodała szybko. Wychodząc miała wrażenie, że Ben puścił do niej oko. W końcu doszła do wniosku, że tylko jej się wydawało. Kiedy była już na zewnątrz, nie wiedziała co ze sobą zrobić. Tak naprawdę nie była z nikim umówiona. Nie chciała po prostu przeszkadzać Annie. W końcu wzięła telefon i wybrała numer Lou. Sama nie wiedziała czemu…Chłopak odebrał po drugim sygnale.
-Halo? Katy?
-Hej Lou. Masz chwilę?
-Jasne, dla ciebie zawsze- zaśmiał się- Coś się stało?
-Nie po prostu chcę się spotkać.
-Akurat ze mną? Jestem zaszczycony…
-Uwierz, gdybym miała inne opcje, nie dzwoniłam bym po ciebie.
-No dobra…gdzie się spotkamy?
-Może w parku?
-Okey. Do zobaczenia.
W parku było mało ludzi. Louis i Katy przechadzali się wąskimi ścieżkami. Z początku nie odzywali się do siebie. Dla chłopaka ta cisza była bardzo niezręczna.
-Katy? A tak serio…czemu chciałaś się spotkać?
-A tak po prostu…zdążyłam się już stęsknić…
-Haha…myślisz, że uwierzę?
-Jak możesz…- zaśmiała się. W końcu postanowiła się jednak przyznać- Anna przyszła z chłopakiem do domu. Domyślam się, że bym ich krępowała, więc…więc łażę z tobą po parku.
-Aha…Harry nie byłby zadowolony.
-Z pewnością.
-Dobra nie gadajmy już o nich.
-W ogóle nie gadajmy. Berek!- powiedziała Katy i zaczęła uciekać. Czasami miała takie przypływy dziecinności. Schowała się za drzewem. Louis z początku nie wiedział jak ma się zachować. Uśmiechnął się pod nosem i zakradł się do drzewa, za którym schowała się dziewczyna. Postanowił się zakraść do Katy od tyłu. Udało mu się. Zwinnie złapał ją w pasie. Wystraszona Katy podskoczyła w jego ramionach. Potem obróciła się twarzą w jego stronę.
-Wystraszyłeś mnie!- krzyknęła. Nie była zła, wręcz przeciwnie śmiała się razem z chłopakiem. Lou delikatnie ją do siebie przysunął. Ich czoła się stykały. Potem spotkały się ich nosy. Katy przymknęła oczy, podobnie jak Louis. Objęła jego szyję. Czuła jego ciepły oddech na swoich ustach. Zapragnęła, aby ją pocałował. Ich wargi prawie się styknęły, gdy nagle dosłownie przy nich „przeleciał” rowerzysta. Katy odsunęła się od Lou.
-O Boże! Nic panu nie jest! Louis dzwoń po karetkę! Jakby co umiem udzielać pierwszej pomocy…coś pana boli? Może pan ruszać kończynami? Czemu pan się do mnie nie odzywa?! Lou czemu nie dzwonisz?!- krzyczała przerażona Katy. Chłopak jednak stał i śmiał się w najlepsze.
-Nic mi nie jest- odezwał się wyraźnie znużony rowerzysta, po czym wstał i odjechał. Katy stała jak wryta.
-Co to w ogóle było?!- krzyknęła wściekła- Mogłam być obojętna, dać mu zdechnąć na tej trawie…
-Katy uspokój się…- wydusił przez śmiech Lou na co dziewczyna wstała z ziemi i strzepała ziemię ze swojej sukienki.
-Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne Louis, bardzo śmieszne…
-No przyznaj sama, że to było komiczne!- odpowiedział nie przestając się śmiać- Chodźmy na kawę.
-Nie pije kawy. I ty też nie powinieneś. To wypłukuje magnez z organizmu.
-Nie wymądrzaj się- powiedział na co Katy skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i udawała obrażoną. Ale Louis znał sposób jak przywrócić jej humor. Ujął jej twarz w swoje dłonie. Posmyrał kciukiem jej policzek po czym się uśmiechnął. Zbliżył swoją twarz do jej na co Katy słodko się zaśmiała. Ich usta dzieliły milimetry. Znowu. Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że zaraz stanie się to co myśli. Ale się nie stało. Telefon w kieszeni dziewczyny raptownie zawibrował, a Katy odruchowo go wyciągnęła. Dostała smsa od siostry. Louis przewrócił oczami. Zerknął na Katy. Jej źrenice znacznie się powiększyły, a sama strasznie zbladła. Lou wyciągnął jej z rąk telefon i przeczytał treść wiadomości. „S.O.S”

No i mamy :D Przepraszamy, że wczoraj nie dodałyśmy ale byłyśmy zbyt podekscytowane BRITs!!! Wygrali, wygrali, wygrali.... Ale do rzeczy. NASI CHŁOPCY WYGRALI!  Jesteśmy takie dumne!
Mamy nadzieję, że rozdział się spodoba i jeśli to czytasz to rusz 4 litery i zostaw komentarz <3 A! no i jeszcze " One Way or Another"! Lou idący przez pasy.... sam sex(wspólna opinia) a Harry na rękach dwóch facetów.... wygląda jak kotek (opinia Anny), a Niall.... no cóż Nialler... te jego kocie ruchy!(Jak w Viva la vida w XF nie?!<3) Standardowo
TT:
Anna: @JustAnna4
Katy: @KatyRaven1
Kochamy Was <333
Anna&Katy

środa, 13 lutego 2013

Rozdział 23



Dziewczyny stały za kulisami. Patrzyły jak piątka niesamowitych chłopaków śpiewa na wielkiej scenie. Zabawne…nie mieli pojęcia, że bliźniaczki tam na nich czekają. Cały czas żyli ze świadomością, że oglądają ich w telewizorze. To już ich czwarty występ na żywo. Oczywiście dwa poprzednie, na których bliźniaczek nie było, oglądały w domu w Bradford. Jednak na żywo to zupełnie coś innego.
-Wiesz, tęsknię troszkę za Safą…
-Tsaaaa…ja też Katy…płakała jak wyjeżdżałyśmy…
-Nasza malutka…O kurde, skończyli śpiewać! Szykujmy się…no wiesz mogą zemdleć na nasz widok.
-No jasne…- odparła uśmiechnięta Anna. Już nie mogła się doczekać spotkania z chłopakami. W końcu weszli za kulisy. Gdy zobaczyli Anne i Katy byli nieco oszołomieni.
-Widać, że nie było nas długo…wyglądacie fatalnie…znowu- zaczęła Anna.
-Ale śpiewacie całkiem, całkiem- skomentowała Katy. Zayn podbiegł do sióstr i zaczął je przytulać. Miał wrażenie jakby nie widział ich od trzech lat. Kiedy się od nich oderwał Katy podbiegła w stronę Lou i zawiesiła mu się na szyi, zarazem oplatając nogi wokół jego pasa. Chłopak zupełnie się tego nie spodziewał, zwłaszcza nie po Katy.
-Co ci jest?
-A nic, stęskniłam się troszkę…
-Eeee…czekaj chyba źle usłyszałem. Możesz powtórzyć?
-Lou…
-Wiecie co? Ten wyjazd dobrze im zrobił- powiedział do chłopaków odwzajemniając uścisk. Tymczasem Niall podszedł do Anny.
-Oooo słodziaku… Co ty jadłeś przez te dwa tygodnie?- zapytała się go mocno  przytulając.
-Przeszedłem na dietę…- odpowiedział smutno. Wszyscy zamilkli- Żartowałem!
-Wiedziałam! Niedługo zaproszę cię na kolację- rzuciła.
-A mnie? Czy mnie też zaprosisz?- to Harry.
-Może jak sobie zasłużysz…- zaczęła się z nim droczyć Anna.
-Co mam zrobić?
-Może byś się ze mną przywitał chociaż…- zrobiła maślane oczka, które zawsze działały. Tym razem też nie zawiodły. Harry uśmiechnął się i pewnym krokiem podszedł do niej. Anna też się uśmiechnęła i wtuliła się w chłopaka.
-Stęskniłem się za tobą- powiedział jej.
-Ja za tobą też. A i kolację masz jak w banku- powiedziała i poszła się przywitać z Lou. Do Harrego podeszła Katy.
-Hej!- powiedziała i przytuliła się do chłopaka.
-Hej Katy, miło cię widzieć.
Podczas gdy Anna witała się z Lou, ten postanowił się ją o coś spytać.
-Dawałaś coś Katy?
-Eeee…nie…
-A przekupywałaś ją może czymś? Albo czy przegrała jakiś zakład?
-Nie…Lou o co ci chodzi?!
-No bo…ona mnie przytuliła i powiedziała, że się za mną stęskniła! A ja zawsze myślałem, że to jest pierwsza osoba, która by mnie zabiła…
-Weź przestań. Katy lubiła cię od początku, po prostu nie chciała się do tego przyznać!
-Będę musiał się przyzwyczaić…
-Daj spokój! Jak się postara potrafi być…miła i fajna.
-Tsaaa…zwłaszcza dla mnie.
-O matko….ale ty zrzędzisz…na twoim miejscu bym się cieszyła.
-A w ogóle, to jak w tak krótkim czasie zarobiłyście na bilet do Londynu? No i jeszcze internat…- przerwał im Zayn.
-No wiesz mama…- powiedziała Anna, po czym dodała Katy:
-I załatwiła nam mieszkanie na stancji, rozumiesz nie chce żebyśmy w internacie zaszły…no wiesz.
-A co to za różnica? I tu, i tu jest masa napalonych chłopaków…
-Harry, proszę oszczędź nam- skomentowała Anna na co chłopak się tylko uśmiechnął pod nosem.
-Ale jak to? Będziecie miały własne mieszkanie? Przecież to niebezpieczne! Nigdy nie wiadomo na jakiego sąsiada traficie…- powiedział troskliwie Zayn.
-Mój kochany...Poza tym w internacie nie jest bezpieczniej- odparła Katy i przytuliła brata.
-I tak, klamka zapadła. Wszystko już załatwione. Jutro się wprowadzamy. I wasza rola tu się zaczyna…- dodała Anna.
-No wiecie, walizki same się nie wniosą…- zaśmiała się Katy.
-No tak…- powiedział Liam.
Przed ponownym wyjściem na scenę chłopaków, w celu zapoznania się z wynikami, zdążyli się jeszcze raz przywitać każdy z każdym. To niesamowite, że w tak krótkim czasie nawiązali ze sobą taki bliski kontakt. Bliźniaczki miały przynajmniej kilka bliskich osób w Londynie. Teraz siedziały cicho za kulisami, trzymając kciuki za One Direction. Nie miały wątpliwości co do ich przejścia dalej. Tak jak i nie miały ich tydzień, ani dwa tygodnie temu. Ich pewność wynikała z ilości wysyłanych przez nie sms-ów. Dziś też były nieomylne. Tak jak sądziły- chłopaki przeszli dalej. Widać było dumę na twarzy Simona. Siostry uznały to jednak za zbyt oficjalne, tak więc od tego dnia nazywały go „wujek Simon”. Wydawał się im być bardzo sympatyczny. Wiedziały, że jest z niego świetny mentor, i że chłopaki mają szczęście, iż na niego trafili.
***
Anna i Katy były bardzo podekscytowane. W końcu będą miały swój własny kąt. Mały, ale zawsze. Nie mogły się doczekać, aż zobaczą swoje nowe mieszkanko. Na razie stały na chodniku i patrzyły jak chłopcy zmagają się z ich walizkami.
-Co wy tam macie?! Kamienie? Nie przepraszam, to za mało powiedziane…- zaczął Harry, unosząc jedną z sześciu walizek.
-Wzięłyśmy tylko niezbędne rzeczy…to nie może być aż tak ciężkie!- odpowiedziała Anna.
-Zaraz same się o tym przekonacie. Walizek jest sześć, a nas pięciu…jedną musicie wziąć na spółę…- dodał Liam.
-O nie…nie wiem czy to dobry pomysł…a nie moglibyście wy…- zaczęła wykręcać się Katy.
-Hej! To są wasze walizki!- powiedział Lou.
-Ojej…dobra już…weźmiemy tą jedną…- burknęła pod nosem dziewczyna.
-Bierzmy się do roboty- rzucił Zayn i zaczął wnosić jedną z walizek na czwarte piętro, gdzie czekało mieszkanie sióstr.
-No! Raz, raz, raz!- dopingowała chłopaków Anna.
-No weź mi pomóż!- rzuciła Katy, która tarabaniła się już z kolejną z walizek.
-A no tak. Już idę- odpowiedziała jej siostra.
Kiedy w końcu wszyscy znaleźli się na czwartym piętrze, bliźniaczki postanowiły uroczyście otworzyć drzwi. Prawie im się to udało, gdyby nie to, że Katy zagrzebała w swojej torebce klucze. Zrobiła to tak perfidnie, że za żadne skarby nie mogła ich znaleźć. Znudzeni chłopcy wymyślili sobie zabawę. Każdy z nich porównywał wagę walizki, którą wnosił, do innych. Harry zabrał się za walizkę Nialla.
-Twoja walizka jest lżejsza od mojej. Pewnie trzymają tam bieliznę…
-Zatem sprawdźmy to- dorzucił Lou.
-Ani mi się waż- warknęła Katy nadal szukając kluczy.
-No weź…- burknął Niall.
-Słyszałeś co mówiła Katy? Nie ruszać mi tych walizek!- dorzuciła Anna.
-Mam! Znalazłam te przeklęte klucze…Wchodzimy!
-Aaaaaaa! Nie wierzę! Mamy własne mieszkanko!- krzyczała Anna.
W końcu weszły do środka. Nigdy wcześniej nie widziały mieszkania- Tricia chciała zrobić im niespodziankę. Mieszkanie było naprawdę ładne i przytulne, nawet jak na stancję. Najładniejsza była sypialnia dziewczyn. Nie była ogromna, ale też nie za mała. W sam raz.
Ściany pomalowane na beżowo. Na wprost wejścia było okno. Po prawej stronie stało jedno, a po lewej drugie łóżko. Przy każdym była szafka nocna. Na podłodze leżał włochaty dywan. W kącie stała duża szafa. Katy patrzyła wniebowzięta. Podbiegła i rzuciła się na lewe łóżko.
-Jest moje- powiedziała.
-Okej- powiedziała Anna i wyszła z pokoju, żeby obejrzeć łazienkę- Katy! Mamy własną wannę!
-Nie gadaj! Jakie luksusy…kąpię się dziś pierwsza!
-Okej…
-Nie chcę nic mówić, ale należy nam się jakieś podziękowanie. Targaliśmy wasze walizki aż na czwarte piętro!- powiedział oburzony Niall.
-Ty to jeszcze miałeś dobrze. Tobie się trafiła ta lekka…z bielizną…- zaśmiał się Harry, po czym dorzucił Lou:
-No, to może jakiś melanżyk?
-Przypomnij mi Lou, co się działo na poprzedniej imprezie? Bo ja kompletnie nic nie pamiętam. Albo inaczej: Jakie były konsekwencje?- spytał Zayn.
-No dobra…to może jakieś inne pomysły?- spytał zawiedziony Lou. Katy była pewna, że chłopak już przygotował z trzy butelki szampana, albo innego świństwa.
-Może by tak kolacyjka?- spytał Niall.
-No dobra…to kto idzie do sklepu po składniki do spaghetti?- spytała Katy- Anna, Harry? Wyglądacie na chętnych…
-Co???- spytała Anna, ale Harry w ogóle jej nie słuchał. Otworzył drzwi wyjściowe i powiedział:
-Panie przodem.

Moje panie jak się podoba? ^^ Co u Was? Macie ferie czy szkoła? My w szkole zapieprzamy ale staramy się również Was zadowalać nowymi rozdziałami :D (zadowalać jak to brzmi... hehe<3) A! I obserwować nas na TT!! Robimy follow back :D
Anna: @JustAnna4
Katy: @KatyRaven1
No i oczywiście kocchamy Was!! <333
Anna&Katy

sobota, 9 lutego 2013

Rozdział 22



Poszukiwania pracy były żmudne i męczące. A szczególnie dla dwóch 16-letnich dziewczyn bez żadnego doświadczenia. Nikt nie chciał ich zatrudnić. Po 3 godzinach poszukiwań postanowiły wrócić do domu. W drodze zaczęły rozmawiać o wszystkim co je do tej pory spotkało. To dziwne, że dwie nastolatki mają więcej doświadczeń życiowych niż niejeden 70-latek.
-Anna, a powiedz mi jak tam twoje sny?
-Nic nowego.  W kółko to samo. Ale wiesz, przyzwyczaiłam się- odpowiedziała jej siostra.
-No to tak samo jak u mnie. Wszystko po staremu. Ale muszę przyznać, że coraz rzadziej płaczę.
-To faktycznie postęp. Na szczęście to tylko sny.
-Wiesz… właśnie sobie uświadomiłam, że za dwa lata wychodzi z więzienia…- zauważyła Katy.
-No… jak ten czas szybko leci… A pro po taty… Zauważyłaś, że nie zrobił nam żadnej awantury od czasu naszego przyjazdu do domu?
-Ale co masz na myśli?- zapytała Katy.
-Mam na myśli to, że do domu wróciłyśmy za karę, a nie dla przyjemności. No pomyśl. Upiłyśmy się i spędziłyśmy noc z czwórką obcych chłopaków. Myślisz, że tata od tak przymknął by na to oko? Żadnej reprymendy, ani nic…to jest dziwne.
-Może pomyślał, że mama już dosyć nam dowaliła…- zasugerowała Katy.
-Ale on nie wspomniał o tym nawet słowem! Nie był nawet na nas zły…
-Czyli…
-Katy, ja myślę, że mama nie powiedziała tacie wszystkiego…- zaczęła Anna.
-Żebyśmy uniknęły kolejnej awantury- skończyła Katy.
-Wiesz co? Mam teraz wyrzuty sumienia…ona mimo wszystko jest wobec nas taka kochana…a my ją tak strasznie potraktowałyśmy na lotnisku…
-No… nawet się z nią nie pożegnałyśmy jak trzeba…
-Może do niej dziś zadzwonimy?- spytała Anna.
-Nie…myślę, że zarówno ona jak i my powinnyśmy ochłonąć…
-Masz rację. Umówmy się, że jak znajdziemy pracę to wtedy zadzwonimy.
-Zgoda.
Gdy bliźniaczki wróciły do domu w salonie zastały tatę.
-Hej, i jak tam poszukiwania?
-Raczej kiepsko…nic nie znalazłyśmy- burknęła Anna. Była niezadowolona. W takim tempie nigdy nie dojadą do Londynu.
-To bardzo dobrze się składa…- zaczął.
-Że co?! Tato przecież wiesz jak nam na nich… znaczy na tym zależy! A ty mówisz nam, że to się dobrze składa?!- powiedziała Katy.
-Dziewczynki, nie dałyście mi dokończyć. Dobrze, że nie znalazłyście, bo w barze mojego kolegi brakuje akurat dwóch kelnerek i zaproponował wam pracę- dokończył.
-Czyli… mamy robotę?- zapytała Katy.
-Tak! Zaczynacie od poniedziałku! Macie tam być równo o siedemnastej, pracujecie do dwudziestej pierwszej- odpowiedział uradowany ojciec. Był z siebie dumny, że tak pomógł swoim córkom. Kiedy chciał wyjść Anna szybko go zaczepiła:
-Tato, co powiedziała ci mama, kiedy dowiedziałeś się, że wracamy do Bradford?
-No, że wracacie do szkoły. A czemu pytasz?
-A nie…tak mnie wzięło…- odparła Anna. Kiedy została sama z siostrą zaczęła:
-Wiedziałam, przeczuwałam, że mama nas nie wyda!
-Taaa…mi też coś nie pasowało. Ale teraz wszystko jasne.
-Słuchaj, co do naszej pracy. Mamy stawić się w tym barze jutro o siedemnastej. To jest od razu po lekcjach. I pracujemy aż do dwudziestej pierwszej. Zero czasu na odrabianie lekcji, ani na naukę…
-Anna…oj tam…damy sobie radę! Dwudziesta pierwsza to nie znowu tak późno…a lekcje możemy odrabiać w barze, kiedy nie będzie klientów. Damy sobie radę.
-Musimy sobie dać radę Katy. Nie widzę innej opcji.
-Ja też nie.
***
Od poniedziałku dziewczyny wzięły się ostro do pracy. Najpierw szkoła, potem robota. Okazało się, że bycie kelnerką nie jest takie proste. Poza tym klienci siedzieli w barze zazwyczaj  nieco dłużej niż wskazywała godzina zamknięcia. Tak więc często siedziały godzinę, nawet dwie dłużej. Po powrocie do domu od razu szły do łóżek. Anna miała rację. Nie miały nawet czasu pomyśleć o szkole, co było bardzo wyraźnie widać po ich stopniach. Ale wiedziały, że robią to wszystko na własne życzenie. Dziennie zarabiały 20 funtów. Nie było źle. Pewnego dnia Katy przypomniała sobie o telefonie, który miały wykonać do mamy, po znalezieniu pracy. Minęły już od tego czasu dwa tygodnie. Dziewczyna postanowiła zawołać Anne, i w spokoju porozmawiać z mamą. Gdy już siedziały razem w swoim pokoju zadzwoniły. Po trzecim sygnale po drugiej stronie słuchawki usłyszały znajomy głos.
-Halo?- spytała Tricia, jakby nie wiedziała z kim rozmawia.
-Cześć mamo…- zaczęła Anna.
-Chciałyśmy ciebie bardzo przeprosić…- kontynuowała Katy, po czym znowu dalej mówiła Anna.
-A zarazem podziękować.
-Za co?
-Za to, że nie wydałaś nas tacie- odpowiedziała Katy.
-Ach nie ma sprawy…a pro po taty. Wiem co wy tam wyczyniacie.
-Ale…znowu coś sknociłyśmy?- spytała wystraszona Katy.
-W pewnym sensie tak. Dowiedziałam się o waszych wspaniałych inaczej stopniach. I jak wy chcecie zdać do następnej klasy? Ale dowiedziałam się też, skąd te oceny się wzięły. Wiem, że zarabiacie pieniądze, ciężko pracując, żeby mieć na bilet do Londynu i internat. Zgadza się?
-Tak…- powiedziały siostry.
-Aż tak wam na tym zależy? Na przyjeździe do Londynu?
-Tak mamo, nawet nie wiesz jak bardzo!- powiedziała Anna.
-Dobra, umówmy się tak. Zapłacę za wasz bilet do Londynu i mieszkanie. Tylko mam dwa warunki. Warunek numer jeden, najważniejszy: sytuacja sprzed trzech tygodni nigdy się nie powtórzy. Numer dwa: skończycie pracować, a w ten weekend jeszcze wrócicie do Londynu.
-Mamo naprawdę?! Czy mówisz serio?! Już się nie złościsz?! I czemu powiedziałaś, że zapłacisz za mieszkanie? Chodziło nam o internat…- zaczęła wykrzykiwać Anna.
-Tak zapłacę za wszystko. I nie będziecie mi w żadnym internacie mieszkać! Dzieci w waszym wieku tam zachodzą w ciążę! Mieszkanie na stancji musi wam wystarczyć…i nie, nie złoszczę się już moje kochane! Mamusia tak się już za wami stęskniła! Dużo o was myślałam…moje małe dziewczynki!
-Och mamo! Nawet nie wiesz jak się cieszymy!- krzyczały.
-A! Jeszcze trzeci warunek…
-Jaki??? Zrobimy wszystko!
-Ani słowa Zaynowi, ani reszcie chłopaków. Niech to będzie mała niespodzianka…
-Oczywiście mamo!
-Dobra kończę. Zayn zaraz ma wrócić do domu…
-Okey…papa!
-Cześć!- po tych słowach Tricia się rozłączyła. Bliźniaczki siedziały osłupiałe. Jeszcze nie do końca dotarło do nich to wszystko. W końcu Anna się odezwała:
-Katy, wracamy do Londynu…

I oto jesteśmy:D Mamy nadzieję, że Wam się podoba... Bitch please my to wiemy <33 U nas ferie się kończą i w poniedziałek zapitalamy do szkoły. RATUNKU!! No ale trudno. Tymczasem mamy WIELKĄ prośbę o to, żebyście obserwowały nas na TT bo mamy za mało followersów -,- heheh
TT:
Anna: @JustAnna4
Katy: @KatyRaven1

I pamiętajcie, że Was KOCHAMY!! <333
Anna&Katy

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 21



        Dziewczyny razem z Zaynem siedziały na tylnych siedzeniach taksówki. Tricia zajęła miejsce pasażera z przodu. Powoli zmierzali ku lotnisku. Katy i Anna siedziały cicho przyglądając się po raz ostatni uliczkom Londynu. Zayn też się nie odzywał. Nawet gdyby chciał, dostał wyraźny zakaz od matki. Po 30 minutach dojechały na Heathrow. Za 25 minut ich samolot miał odlecieć. Nadeszła pora, żeby się pożegnać.
-Zayn…papa- powiedziała Katy i natychmiast wybuchła płaczem. Podeszła do brata i mocno go przytuliła.
-Cześć…papa Katy- starał się uśmiechnąć. Następnie rozchylił ramiona do uścisku, którym miał zamiar obdarować Anne.
-Wygracie ten program!- powiedziała do brata wtulając się w niego. Przyszła pora żeby pożegnać się z mamą. Dziewczyny cały czas były złe na nią za to, jaką karę im wymyśliła. Zdobyły się na krótkie:
-Cześć… Mamo, jeszcze raz przepraszamy…- po czym odeszły w stronę bramki.
***
         Katy i Anna siedziały przed telewizorem. Lada moment miało śpiewać One Direction. Od bolesnego rozstania minęły cztery dni. Od tego czasu nie miały żadnego kontaktu z Zaynem. Nigdy nie rozstawali się na więcej niż jeden dzień, a jeśli już to mieli kontakt ze sobą 24 godziny na dobę. Ale dziewczyny nie mogły nic na to poradzić. Mogły wspierać brata i resztę chłopaków wysyłając na nich miliard sms-ów i oglądając ich w telewizji. Nagle do salonu wparowała ich 6-letnia siostra Safaa. Była bardzo urocza. Zawsze poprawiała bliźniaczkom humor. Kiedy były w Londynie brakowało im jej cieniutkiego głosiku, jej roześmianych oczu i walających się po całym domu zabawek.
-Anna! Katy! Narysowałam was!
-O, jakie to śliczne! Wiesz co kiedyś będziesz musiała narysować tak Zayna. Na pewno bardzo się ucieszy, ale teraz chodź na kolanka- powiedziała Katy, na co dziewczynka posłusznie wskoczyła na jej kolana.
-Zaraz będzie występował Zayn, z czwórką innych chłopaków- dodała Anna- O! Zaczyna się!- krzyknęła, po czym w salonie pojawił się tata i dwójka sióstr. Czekali z niecierpliwością. W krótkiej wejściówce każdy się przedstawił i powiedział kilka słów o sobie. Następnie wyszli na scenę i zaczęli śpiewać. Utwór, który wybrali to „Viva la Vida”. Zaczął Liam. Po nim śpiewał Zayn, jak zwykle pięknie. Kamera przeskoczyła chwilowo z Zayna na Harrego, który „tańczył”. Dziewczynom jednak przypominało to bardziej nastawianie barka i dlatego śmiały się przed telewizorem. Jednak ze śmiechu popłakały się kiedy zobaczyły zarazem śpiewającego jak i tańczącego Nialla. Jego kocie ruchy i mimika twarzy, włączając głównie jego ruchliwe brwi i uwodzicielski uśmieszek, dobiły siostry. Mimo, że nie było ich teraz z chłopcami, humor miały świetny. Po występie przyszła pora na opinię jurorów. Zaczął Louis.
-To było świetne! Bardzo mi się podoba jak przerobiliście tą piosenkę, i chcę tylko powiedzieć, że podejrzewam iż będziecie jednym z najsłynniejszych i najlepszych boysbandów!- Anna i Katy nie mogły uwierzyć w te cudowne słowa, co dopiero pewnie samo One Direction- Simon, mam wątpliwości tylko co do ich stylizacji. Czy oni mają stylistę? Czy tylko ty?- na te słowa dziewczyny przyjrzały się ubiorowi chłopaków i faktycznie, wyglądali jakby każdy wyrwał się z innej bajki. Gdyby one tam były nigdy by do tego nie doszło. Ubrały by ich jak trzeba. Ale ich tam nie było…chłopcy stali chwilę speszeni, aż do momentu kiedy posypały się kolejne pochwały. W końcu przyszła kolej na Simona.
-Wasze występy na BOOT CAMPIE nie były wystarczająco dobre, ale z drugiej strony byliście zbyt dobzi żeby was wywalić. Cieszę się, że was połączyliśmy w zespół. Dobra robota- potem zwrócił się do Louisa- I nie będę ich stylizować. Nie znam się na tym, poza tym nie chcę ingerować w ich decyzje- zakończył. Chłopcy zeszli ze sceny, w pełni usatysfakcjonowani. Dziewczyny chwyciły szybko za telefony i zaczęły wysyłać- zgodnie z obietnicą- miliardy sms-ów. Gdy Anna chciała wysłać 27 smsa, nagle telefon zadzwonił.
-Katy to Zayn!- krzyknęła uradowana. Tak dawno z nim nie rozmawiały.
-Jak to?! Odbieraj, co tak stoisz!
-A już, już!- powiedziała Anna i nacisnęła na zieloną słuchawkę- Halo? Zayn?
-Hej! Anna, Katy…jak dawno was nie słyszałem!
-Za to my cię słyszałyśmy, was wszystkich, byliście genialni!- krzyczała Katy.
-Dziękujemy!- usłyszały całą piątkę.
-Mamy rozumieć, że jesteśmy na głośno mówiącym?- spytała Anna.
-Tak, a jak inaczej. My pewnie też jesteśmy- powiedział Zayn.
-No oczywiście. W takim razie to idealna pora, żeby wam powiedzieć, że byliście fatalnie ubrani…-zaczęła Anna.
-Gdybyście tu były, pewnie by tak nie było- skomentował Liam.
-Ale nas tam nie ma. Niestety- mówiła dalej Anna.
-Widziałyście jak ja i Harry dla was tańczyliśmy?- spytał Niall.
-Ten taniec był dla nas?- spytała Katy- Ach te moje słodziaki…
-Jesteście kochani! Ale muszę przyznać, że uśmiałyśmy się do łez- powiedziała Anna i zaczęła śmiać się z siostrą, na samą myśl, o kocich ruchach chłopców.
-I o to chodziło. Chcieliśmy was rozśmieszyć i przypomnieć wam jacy jesteśmy fajni- rzucił Harry.
-Nie musicie przypominać. Dobrze to wiemy- skomentowała Katy.
-Zaraz, zaraz. Zayn, przecież ty masz zakaz kontaktowania z nami…-uświadomiła sobie Anna.
-Anna, dobrze wiesz jaki ze mnie „bad boy”.
-Hahaha, Zayn…
-Strasznie za wami tęsknimy- rzucił Louis.
-My za wami też. Ale spokojnie, mamy plan „B”- odparła Katy.
-Możemy wiedzieć jaki?- spytał Liam.
-Chyba możecie…jak myślisz Katy?
-Powiedz im Anna, niech wiedzą jakie jesteśmy „szalone”.
-Dobra, no więc mamy zamiar pójść do pracy i zarobić na bilety do Londynu. No i jeszcze na internat…musimy chodzić do szkoły. Niestety. Ale bez obaw znalazłyśmy w internecie szkołę z internatem, w miarę tanio. No i co najważniejsze są cztery wolne miejsca, z czego dwa musimy zająć my.
-Wy?! W pracy?! Już to widzę…ale plan jest dobry…ciekawe czy wykonalny…- skomentował Zayn, po czym szybko dodał- Wierzymy w was w każdym razie. Muszę kończyć. Cześć!
-Też w was wierzymy! Powodzenia! Pa!- przekrzykiwały się nawzajem bliźniaczki. Tak miło było z nimi porozmawiać.
-Katy?
-Tak?
-Idziemy do roboty. Bilet do Londynu sam się nie kupi.

No to dotarłyśmy do kolejnego rozdziału:D Jak się podoba? Przepraszamy, że tak długo musiałyście czekać ale jak Anna pisała na tt byłyśmy poza Polską;p A właśnie nam został tylko tydzień ferii.... a potem znów do szkoły... masakra. Jak wam mijają ferie? Piszcie do nas na tt:
Anna: @JustAnna4
Katy: @KatyRaven1

Kochamy Was<333
Anna&Katy

piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 20



            -Myślicie, że „przepraszam” wystarczy?! Nie spałam do czwartej nad ranem! Tak się martwiłam! Co ja mam o tym myśleć?! Rozumiem, żebyście spały u koleżanek, nie mówię teraz do ciebie Zayn, to bym jeszcze wam wybaczyła. Ale wy spędziłyście noc z piątką chłopaków! No dobra Zayn to wasz brat…i jeszcze śmierdzi od was alkoholem! Piłyście?! Jestem pewna, że Katy piła…od ciebie czuć najbardziej!
-Nie to nie tak, to był tylko jeden kieliszek…- tłumaczyła się.
-Tylko jeden?! A ty Anna? Też piłaś…i ty Zayn też…na kilometr widać, że macie porządnego kaca…
-Mamo…-zaczęła Anna, ale Tricia ciągnęła dalej.
-A te ciuchy? Kto je wam dał?! Chłoptasie, z którymi spędziłyście noc?!
-Mamo, nic nie było…
-Skąd wiesz Katy?! Ty nawet nie pamiętasz co wczoraj robiłaś!
-Mamo, nie krzycz tak na nie. Nie robiły nic złego…Cały czas ich…pilnowałem…- skłamał Zayn.
-Że ty niby nie byłeś pijany?! O nie…to nie może się obejść bez konsekwencji…zostańcie w pokoju. Ja idę do swojej sypialni. Obmyślę karę, tym razem naprawdę, prawdziwą karę, żebyście sobie zapamiętali. Cała trójka!
Zayn i bliźniaczki nie mieli zamiaru już dyskutować. Ich błąd… W końcu zdenerwowana Tricia wyszła z pokoju.
-Dziewczyny…przepraszam- powiedział smutny Zayn.
-Za co?- spytała Anna.
-Za to, że was nie upilnowałem…właściwie to jako pierwszy „odpadłem”…a powinienem was przypilnować…z resztą to było oczywiste, że Lou przyniósł więcej niż jedną butelkę szampana…
-Nie obwiniaj siebie…ani Lou- powiedziała Katy- Ale tak na marginesie, przyjemność ochrzanienia go pozostaw mi.
-Proszę bardzo…nie no…głupio mi i tak.
-Oj, przestań. To nie ty kazałeś nam się upić. Nikt nie kazał…- powiedziała Anna i usiadła na kolanach brata.
-Tsaaa…jak myślicie jaką karę wymyśli nam mama?
-Tobie raczej nic nie grozi. W końcu jesteś teraz najważniejszy, jeżeli wiesz o co mi chodzi...- burknęła Katy.
-Kiedy was ukararze, to tak jakby mnie ukarała…
-Jesteś kochany- stwierdziła Anna i przytuliła brata.
-Ale mi słodzisz…
-Zawsze mogę przestać brzydalu…
-No, wszystko wraca do normy…brzydalu…- zaśmiał się Zayn.
Teraz cała trójka czekała na „wyrok”. Nie wiedzieli czego się spodziewać. W końcu wybiła godzina prawdy. Tricia wparowała do pokoju.
-Dobra. To się musi skończyć- zaczęła- Zayn, naprawdę bardzo mnie rozczarowałeś. Myślałam, że jesteś w stanie zająć się dwoma siostrami. Czy ja wymagam od ciebie zbyt dużo?
-Mamo ja…- chłopak chciał się wytłumaczyć
-Jeszcze nie skończyłam. To, co zrobiliście wczoraj przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałam się tego po was. Co wam odbiło?! Jak ja mam wam teraz zaufać?! To miało być spotkanie towarzyskie, a nie gruby melanż! W dodatku, z którego moje dzieci wracają pijane! Nie jesteście pełnoletni! Nie bez przyczyny alkohol sprzedaje się tylko dorosłym! Bo tacy nieodpowiedzialni młodzi ludzie jak wy nie umieją się opanować!
-Mamo… to nie wina Zayna… My… nalegałyśmy… To miał być jeden, symboliczny kieliszek…- próbowała wybronić brata Anna.
-Ale nie był! I nie obchodzą mnie teraz wasze wymówki! Za własną głupotę się płaci. Dlatego wymyśliłam wam dotkliwą karę. Może następnym razem pomyślicie dwa razy zanim cokolwiek zrobicie czy powiecie- krzyczała Tricia- Dobra. Więc: Wy, Anna i Katy wracacie do Bradford, wraz z końcem wakacji. Czyli jutro. Bez gadania- na te słowa Katy po prostu się rozpłakała. To była najgorsza kara, jaką mogła wymyślić im mama. Anna złapała siostrę za rękę i też się rozpłakała- A ty Zayn masz całkowity zakaz kontaktowania się z nimi do odwołania. Może ta rozłąka was czegoś nauczy- skończyła Tricia i wyszła z pokoju.
-O boże Zayn! Tylko nie to!- rozpłakała się jeszcze bardziej Katy i wtuliła się w brata.
-To…ja nie wyobrażam sobie bycia tutaj bez was!- krzyknął Zayn. Nie chciało mu się płakać. Nie był smutny. Był wściekły.
-Trudno, klamka zapadła. Jutro wyjeżdżamy. Trzeba się spakować- dorzuciła Anna, wyciągnęła walizkę i zaczęła niedbale wrzucać do niej swoje rzeczy.  Już przestała płakać. To i tak by nic nie zmieniło. Kiedy już opróżniła szafę, zaczęła szperać po półeczkach i w okolicach łóżka, żeby przypadkiem niczego nie zostawić. Zajrzała pod poduszkę i wtedy ponownie z jej oczu zaczęły lecieć łzy. Leżała tam bluza Jacka Willsa. Bluza Harrego.
-Ooooo…misiu chodź tu…- powiedziała Katy i przytuliła siostrę. Sama też cały czas płakała. Wpadła w końcu na pomysł -Może by tak małe odwiedziny? No wiesz, pod pretekstem oddania ciuchów…również tych, które mamy jeszcze na sobie…-zaśmiała się.
-Zgoda. Trzeba się pożegnać. Zayn, idziesz z nami?
-Nie, nie mogę z wami się kontaktować.
-A no tak…trochę dziwne, bo właśnie to robisz- skomentowała Anna.
-Śpieszmy się. Nie wiadomo czy chłopaki są jeszcze u Liama, a tylko jego adres znamy…- rzuciła Katy.
-Racja, ogarnijmy się i chodźmy.
***
            Dziewczyny stały w progu. Chłopcy patrzyli na nie smutnym wzrokiem. Przez pewien moment myśleli, że dziewczyny chcą im zrobić kawał. Ale łzy w ich oczach wszystko wyjawiały. Louis był na siebie bardzo zły. Gdyby nie jego pomysł z szampanem, dziś nie żegnałby się z bliźniaczkami.
-Nic nie mówcie, ani nie obwiniajcie się…po prostu się z nami pożegnajcie- powiedziała Anna i od razu podeszła do Harrego uśmiechając się pod nosem. W ręku trzymała jego dwie bluzy. Jedną z dzisiaj, a drugą z Jacka Willsa.
-Skąd…aaaa już pamiętam- uśmiechnął się Harry.
-Tsaaaa…Harry…
-Tak?
-Będę tęsknić!- rozkleiła się. Już zapomniała o tym co wyrabiał wczoraj Harry. Chciała się po prostu pożegnać. Ciężko jej będzie teraz bez niego.
-Ja też…-powiedział i przytulił dziewczynę, po czym szepnął jej na ucho- Bluzę z Jacka Willsa sobie zachowaj. Tak żebyś o mnie pamiętała jak będziesz w Bradford.
-Będę. Dzięki, nie wiem co powiedzieć…- Anna w końcu odsunęła się od Harrego i poszła pożegnać się z innymi. Szkoda, że tak szybko muszą się rozstawać.
W tym czasie Katy poszła do Nialla.
-Tylko nie płacz, wiem że będziesz tęsknić za swoim słodziakiem…
-Niall…jak ja będę tęsknić! Myśl czasem o mnie i o Annie…i o naszym spaghetti też.
-Dobra…wy też o nas czasem myślcie.
-Głupku…znaczy słodziaku, będziemy was oglądać w telewizji i wysyłać na was nieskończoną liczbę sms-ów.
-Dzięki…- powiedział Niall. Po nim do Katy podszedł Louis.
-O Jezu…jak ja cię nienawidzę…- powiedziała przytulając chłopaka.
-Też będę tęsknić…-powiedział Lou i odwzajemnił uścisk- Chcę być tak hojny, jak Harry…weź moją bluzę…
-Oooo dzięki…
-Ale to nie jest za darmo- powiedział i nastawił policzek. Katy patrzyła na niego i się wahała. W końcu jednak dała mu buziaka. Kiedy dziewczyny pożegnały się już z każdym szybko wyszły. Anna zmusiła się na jeden komentarz.
-Jedyne co mi się podobało i czego bym nie zmieniła, co do tej nocy, to to, że nie pamiętam nawet mojego nocnego koszmaru.
-Ty wiesz, że ja też? Tak by mogło być na co dzień…
-Mogło, ale nie jest…
Najgorsze czekało je jutro. Będą musiały się pożegnać z Zaynem. Musiały jednak dać radę, i wspierać go, nawet, jeżeli będą miliard kilometrów od niego. Wiedziały jednak, że to nie będzie takie proste. Bardzo chciały cofnąć czas…jest tyle rzeczy, które by chciały zmienić w swojej przeszłości…

Tak na dobry początek ferii ;p wiemy, że krótki ale bądźcie cierpliwe, cierpliwi :D
Kochamy Was<33
Anna&Katy

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 19



            Katy powoli otworzyła ociężałe powieki. Głowa pękała jej z bólu…co ona tu robiła? Czuła suchość w ustach. Chciała wstać i pójść się napić, ale ciało cały czas odmawiało jej posłuszeństwa. W końcu się poddała. Ułożyła się wygodnie na poduszce. Żeby było jej cieplej włożyła pod nią ręce. O dziwo nie czuła miękkiej pierzynki, tylko twarde, ale bardzo ciepłe…coś. Zaczęła wędrować rękoma po tym „czymś” i w końcu uświadomiła sobie czego dotykała…a raczej kogo obmacywała. Okazało się, że ręce trzymała pod koszulką…Lou. I nie tylko. Leżała na nim. On tylko leżał i przypatrywał się jej.
-No już mnie tak nie rozpieszczaj…- zaśmiał się. Katy momentalnie się podniosła.
-Boże! Czy ja…czy ty…czy my…
-Katy nie! Coś ty!
-Jezu wiem, że byłam pijana, ale żeby aż tak?!
-Katy…uspokój się…
-Nie jestem już dziewicą?! O nie…mama mnie zabije!
-Katy…
-Jezu a jak zajdę w ciążę?!
-Do niczego nie doszło!- krzyknął w końcu.
-Co? Ooo…dobrze…
-Widzę, że masz porządnego kaca…
-Robiłam wczoraj coś głupiego?
-Nieeeee….skąd….- skłamał Lou.
-Nieprawda…kłamczuch- spod kanapy słychać była zachrypnięty głos Liama- Dobierałaś się do niego…
-Co?! O boże…
-Raz to nawet…
-Liam! Nie jesteś zbyt zajęty leżeniem pod kanapą?- rzucił zdenerwowany Lou- Katy…nie to żebyś mi przeszkadzała, ale…muszę się napić…więc…zejdziesz ze mnie?
-A, okey! Okey! Przepraszam…
-Spoko…było miło…- zaśmiał się, podczas gdy Katy starała się niezdarnie z niego zejść. Była cała odrętwiała. Nagle zwaliła się z kanapy, wywracając wszystkie sześć, pustych butelek po szampanie. Z hukiem uderzyły o podłogę. Automatycznie wszyscy się obudzili. To zadziwiające w jakich miejscach i pozycjach można spać… Wszyscy zaczęli po kolei otwierać oczy. Widać było po nich, że ostro imprezowali. Jako pierwszy odezwał się Harry:
-Jezu… Katy żyjesz?
-Tak, ale bywało lepiej- odpowiedziała mu wstając z podłogi.
-Boże idę się odlać bo zwariuje- powiedział po czym chwiejnym krokiem udał się w stronę łazienki. Też był jeszcze na kacu. Po drodze zauważył stłuczony wazon z kwiatami. „Co tu się wczoraj działo?”- myślał- „Ktoś tu nieźle imprezował”. Harry nie zdawał sobie sprawy z tego, że to jego sprawka. Ominął odłamki szkła i wszedł do łazienki. Podniósł deskę od kibla i zaczął się odlewać. Rozglądał się po pomieszczeniu. Szczoteczka do zębów, pasta, dezodorant, żel pod prysznic koło wanny… A w wannie…  śpiąca Anna…
-Anna? Co ty tu robisz?- zaczął zdziwiony. Dziewczyna obudziła się i otworzyła oczy. Ale szybko tego pożałowała. Odlewający się chłopak nie był dla niej zbyt miłym widokiem.
-Boże Harry! Mógłbyś… skończyć sikać- mówiła jednocześnie zasłaniając sobie oczy rękami. Chłopak się speszył. W końcu chyba żaden facet nie chce pokazywać swoich klejnotów, jakby nie patrzeć, obcej lasce. Szybko i sprawnie zapiął rozporek i umył ręce.
-Już możesz otworzyć oczy- powiedział.
-Na pewno?
-Tak- Anna otworzyła oczy i ostrożnie spojrzała w stronę chłopaka. Była również zawstydzona minioną sytuacją… Bardzo niezręczną sytuacją.
-Co ty tu robisz?- zapytała po chwili.
-Ja? Ja się odlewam. Pytanie, co ty tu robisz…- odpowiedział.
-Wiem, że pewnie wyglądam komicznie…
-Wyglądasz bardzo ładnie, choć nie ma co ukrywać, komicznie- odparł. Czy on znowu próbuje ją poderwać? Anna miała już dość po wczorajszym. Stwierdziła jednak, że chłopak nic nie pamięta z poprzedniego dnia. Z resztą nie ma się co dziwić… Był tak pijany jak mało kto.
-W każdym razie… Jak już udało mi się wczoraj ogarnąć wszystkie pijane osoby to położyłam się na podłodze, koło wszystkich. Niestety Niall zaczął mówić coś o Nando’s przez sen, a do tego śpiewał. Wszyscy chrapali. Pół nocy nie spałam przez was. Więc w końcu przyszłam tutaj. No. To tak w skrócie- odparła wychodząc z wanny. Stanęła przed lustrem. Fryzura jej się zepsuła. Z resztą nie ma się co dziwić po takiej nocy.
-A Anna… Czy ja wczoraj… No wiesz…- zaczął.
-Czy gadałeś coś głupiego? Otóż moja odpowiedź: TAK. I nie tylko mówiłeś…- rzuciła zdenerwowana dziewczyna. Nie miała teraz ochoty z nim rozmawiać. A szczególnie o tym co robił wczoraj- A teraz przepraszam, chciałabym skorzystać z toalety. SAMA- powiedziała. Harry był zakłopotany. Nie pamiętał nic z wczorajszej imprezy. Nie wiedział o czym mówiła dziewczyna. Miał nadzieję, że nie narozrabiał ani nie wyrządził nikomu krzywdy. Szczególnie Annie.
-Anna… Ja…- zaczął.
-Harry… Chciałabym skorzystać z toalety więc…
-Tak już. Przepraszam- powiedział po czym wyszedł z łazienki.
Kiedy dziewczyna wróciła do salonu zobaczyła siedzącą na kanapie, zdenerwowaną Katy.
-Co jest?
-Anna…mama nas zabije! Dzwoniła przed chwilą…
-I co?!
-Nie odebrałam…ale dopiero teraz sobie o niej przypomniałam! Musimy się zwijać…Tylko nasze wygniecione kiecki…nawet nie to. Nie przejdę ani kroku w szpilkach…i jeszcze ten kac…
-Kiecki i szpilki to nie problem. Pożyczymy wam ciuchy…- zaczął Lou.
-Z kacem będzie większy problem…-dorzucił Liam.
-Czuję się dziwnie…-wtrącił niezorientowany Niall- Zwykle jestem głodny…a teraz…mam ochotę wszystko zwrócić!
-Oooooj biedny słodziak…nie martw się apetyt szybko ci wróci…To możemy liczyć na jakieś ciuchy?- odparła Katy.
-Tak…zaraz ci coś dam- rzucił Lou zaczął szukać czegoś w stercie ciuchów.
-Dobra ja też dam ci coś Anna…gdzieś tu powinna być moja bluza z Jacka Willsa…ale nie mogę jej znaleźć…ktoś wie gdzie ona jest?
-Eeeee…to może…Liam? Masz jakąś bluzę?- zaczęła zakłopotana Anna. Przypomniała sobie, że bluza Harrego leżała sobie grzecznie pod jej poduszką w hotelu. Harry jednak dał Annie inną swoją bluzę. W końcu bliźniaczki były odziane w ogromne bluzy i przyduże buty. Wyglądało to dosyć zabawnie, ponieważ bluzy były tak duże, że nie było zupełnie widać spod nich sukienek. Tak jakby dziewczyny nie miały pod nimi zupełnie nic. Ale przynajmniej nie było im zimno. Kiedy Zayn się ogarnął szybko wyszli z hotelu, w którym to mieszkał Liam.
           
***
Rodzeństwo stało przed drzwiami, za którymi czekało ich piekło. Zayn powoli uchylił drzwi. Może mama jeszcze spała…chociaż było to bardzo wątpliwe. Była godzina 13…tak więc wrócili do domu troszkę spóźnieni. Wkradli się do pokoju. Ale ich starania poszły na marne, bo w ich sypialni czekała na nich Tricia.
-Mamo…- powiedziała Katy.
-Macie przerąbane- odparła Tricia.

Hope you enjoyed ;D Komentujcie szczerze, bez skrempowania. Mamy nadzieję, że piszemy coraz lepiej, z resztą same, sami oceńcie ;>
Kochamy Was<33
Anna&Katy

czwartek, 17 stycznia 2013

Rozdział 18



Tricia stała pod drzwiami łazienki. Miała potrzeby fizjologiczne, a nie mogła się do niej dostać od około trzech godzin.
-Dziewczyny! Długo jeszcze?!
-Oj mamo…pięć minut!- rzuciła Anna.
-Tu nawet już nie chodzi o mnie! Zaraz się spóźnicie!- momentalnie drzwi łazienki się otworzyły. Wyszły z niej dwie śliczne dziewczyny. Anna ubrana w błękitną, a Katy w fioletową sukienkę. Towarzyszyły im wysokie szpilki i lekki makijaż. Tricia od razu się domyśliła co robiły tyle czasu. Ale ich starania nie poszły na marne. Wyglądały pięknie. W końcu nie była to zwykła okazja. Niecodziennie świętuje się przejście swoich bliskich, do następnego etapu jednego z najsłynniejszych na całym świecie programu rozrywkowego- X-factora. Impreza tradycyjnie odbywała się u Liama. Oczywiście oficjalna wersja, którą podały swojej mamie, to zwykłe towarzyskie spotkanie. Żadna tam wielka domówka…
-Proszę mamo, łazienka jest twoja. My lecimy. Pa!- krzyknęła Katy w biegu.
-Wiecie co…teraz to mi się już odechciało…-rzuciła Tricia- A i jeszcze jedno! Wróćcie przed północą!- dorzuciła, ale dziewczyn już dawno nie było w pokoju.
***
Muzyka grała głośno, wszędzie walały się nadmuchane balony. Wszyscy świetnie się bawili i byli w wyśmienitych humorach. W końcu Louis wyjął butelkę szampana. Ale Zayn nie był zachwycony tym pomysłem.
-Louis, pragnę ci tylko przypomnieć, że tylko ty tu jesteś już pełnoletni…
-No wiem. Tak więc biorę za was i za wasze zachowanie całkowitą odpowiedzialność- odpowiedział jak zwykle uśmiechając się od ucha do ucha.
-Przyszedłem tu z siostrami!! One mają szesnaście lat!
-No i? Co z tego? Harry też ma. I będzie pił. Przecież nie karzę upijać się twoim siostrom. To tylko jeden, symboliczny kieliszek. Toaścik za nasz sukces- odpowiedział Lou nalewając alkohol do kieliszków.
-No Zayn… To tylko jeden kieliszek…- zaczęła Katy.
-Braciszku… zgódź się… a jeśli nie, będę musiała wyznać chłopakom co zrobiłeś u cioci Jennifer gdy miałeś 10 lat…- zaszantażowała go Anna na co chłopacy odpowiedzieli śmiechem.
-No dobra… Ale ani słowa mamie- zgodził się w końcu Zayn.
-Poza tym ty też nie jesteś pełnoletni- zauważył rozbawiony Niall.
-Cicho bo się rozmyślę.
Każdy dostał po jednym kieliszku. Zaczynało się niewinnie, dopóki nie okazało się, że Louis ma jeszcze pięć butelek szampana w zapasie. O dziwo pierwszy upił się Zayn. Nie mógł więc kontrolować swoich sióstr, a raczej jednej siostry, która sobie nie szczędziła. Drugi „odleciał” Niall. Po nim Katy i Harry. Trzeźwi zostali Anna, Liam i Louis. Ogarnięcie czterech pijanych osób nie było łatwe. Najprościej poszło z Niallem. Po pierwszej godzinie dzikiej zabawy poszedł spać na sofie. Została im trójka. Z nimi było ciężej. Katy cały czas doczepiała się Lou. Była porządnie podpita… Nagle zawiesiła mu się na szyi i po chwili wahania pocałowała. Lou omal nie oparł się „propozycji”, którą złożyła mu dziewczyna, ale przypomniał sobie, że jest nietrzeźwa i robi to wszystko nieświadomie. Tak więc delikatnie ją od siebie odsunął.
-Katy…- zaczął, ale ona nie dała mu dokończyć.
-Myślałam, że mnie lubisz…-burknęła pod nosem, i zaczęła się śmiać- Po co te gierki, Josh? Znaczy Liam…znaczy Louis. Louis, prawda? Czekaj nie podpowiadaj mi…sama zgadnę…
-Tak Katy, to ja Louis. A ty jesteś tak upita, że nawet nie myślisz co mówisz…ani robisz.
-Aha to tak wygląda…masz inną? Jak ma na imię? Hę?- mówiła dalej i omal się nie wywróciła. Na szczęście chłopak w ostatniej chwili ją złapał.
-Nie mam innej. Może już pójdziesz spać?
-Z tobą? Aleś ty szalony…ale okey, skoro tak prosisz…
-Katy…
-Dobra cicho…głowa mnie zaczyna boleć…
-Cholera…to będzie długa noc…
-Mówiłeś coś Niall?
-Tak…chodź napijemy się czegoś.
-Bardzo chętnie…albo nie…nie chce mi się pić. Co porobimy?
-No nie wiem…
-Może w chowanego?- zaśmiała się i uciekła się schować- Musisz mnie znaleźć!
Louis w końcu mimowolnie się uśmiechnął.  Jakby nie patrzeć sytuacja była dosyć zabawna. Szybko podbiegł do Katy, która jeszcze nie zdążyła się schować, i złapał w talii, żeby nie mogła mu uciec. Sprawnie wziął ją na ręce i posadził na fotelu.
-Może jednak pobawimy się w co innego?- powiedział kiedy Katy siedziała już spokojnie.
-W co?
-W króla ciszy na przykład…
-Nie! To nudne! Lou ty zawsze byłeś taki…spontaniczny…a teraz stypisz…stypisz Louis, stypisz! Hahaha…
-Na razie wystarczy nam twoja spontaniczność…
Tymczasem Harry doczepił się Anny. Jasno dawał jej do zrozumienia, że ma na nią ochotę. Czy to puszczał do niej oczko, czy to rzucał jakieś kiepskie teksty na podryw.
-Anna…- zaczął kolejną próbę zaczepki.
-Co znowu?- odpowiedziała zmęczona całą sytuacją.
-Jesteś bardzo ładna wiesz?
-Eeee… dzięki.
-Może pójdziemy w jakieś cichsze miejsce?- zapytał zrzucając łokciem z szafki wazon z kwiatami. Rozsypał się w drobny mak. Lecz Anna nie miała siły teraz tego sprzątać.
-Harry… jesteś pijany… Nigdzie nie idziemy. Musisz wytrzeźwieć. Wtedy pogadamy. Ja idę się napić wody. Czekaj tu i niczego nie dotykaj. Rozumiemy się?- powiedziała Anna jak do małego dziecka.
-Nie… ja chcę iść z tobą…
-Nie. Idę sama, a ty tu zostaniesz i popilnujesz tych kwiatków, ok?
-Anna… Boję się sam zostać…
-Boże… Dobra chodź- powiedziała na co chłopak ruszył za nią posłusznie jak pies. Anna otworzyła szafkę w poszukiwaniu szklanki. Wtedy poczuła, że ktoś ją obejmuje od tyłu. Szybko się odwróciła ale nie zdążyła nic powiedzieć, bo Hazza zamknął jej usta pocałunkiem. Chciała go odsunąć od siebie ale chłopak definiował jej ruchy jako zachętę. Całował ją coraz namiętniej. W końcu dziewczyna miała dość. Ugryzła go w język, który niestety pojawił się w jej jamie ustnej. Harry od razu przestał.
-Auć! Zwariowałaś?
- Ja? To ciebie pojebało!- odpowiedziała Anna szybko przepłukując buzię.
- A rozumiem, zapomniałem…ty mnie nie lubisz! Kazałaś mi sobie odpuścić…
-Proszę cię nie zaczynaj...- powiedziała. Nagle do kuchni wparowała Katy.
-Eeee…już zapomniałam po co tu przyszłam…
-O, ale fajnie, że przyszłaś…twoja siostra mnie nie lubi- zaczął Harry.
-Wiem…
-A ty mnie lubisz?
-Tak.
-Bardzo?
-No…no tak- na to Harry do niej podszedł i pocałował ją. Anna stała i patrzyła z wytrzeszczonymi oczami. Nie wierzyła w to co widziała. O dziwo Katy nie stawiała oporu. W końcu jednak się odsunęła od chłopaka.
-Zaraz się zrzygam…- powiedziała.
-Chodźcie…idziemy spać…- walnęła Anna i ruszyła do salonu. Miała gdzieś czy pozostała dwójka za nią pójdzie, czy dalej… nie ważne…są pijani. Finalnie jednak poszli za nią. Katy jako ostatnia ułożyła się na sofie. O ile się nie myliła wszyscy na niej leżeli. Nie wiedziała w ogóle po co leżała na jakiejś sofie w jakimś pokoju…w końcu jednak postanowiła nie zaprzątać sobie tym głowy. Oparła się o byle co odpłynęła.


Ta Da! Jak się podoba? Osobiście jest to jeden z moich ulubionych rozdziałów(Anna). Jak zwykle skomentować proszę!
Kochamy Was <333
Anna&Katy