sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 42



         Zayn jadł śniadanie w kuchni gdy zadzwonił jego telefon. To była mama. Właśnie przylecieli i prosili o adres szpitala gdzie leżą dziewczyny. Chłopak podał nazwę ulicy i umówił się z rodzicami, że spotkają się na miejscu. Dokończył jeść, oznajmił chłopakom, że wychodzi po czym ruszył w stronę szpitala. Co prawda był on położony w innej części miasta ale londyńskie metro sprawiało, że tą odległość pokonywało się w kilkanaście minut. Wszedł do budynku i udał się w kierunku rejestracji, pod którą umówił się z rodzicami. Mama i tata już tam na niego czekali. Wpadł im w ramiona. Tak dawno ich nie widział. Szkoda tylko, że spotykają się w takich okolicznościach.
-Jak się trzymasz mamo?- spytał patrząc jej prosto w oczy. Kobieta westchnęła, co było jasną odpowiedzią dla Zayna.
-Bywało lepiej… Chcę już zobaczyć się z dziewczynkami- odpowiedziała, a jej mąż objął ją ramieniem.
-Wiesz gdzie leżą synu?- spytał ojciec.
-Tak, chodźcie za mną-  odpowiedział i poprowadził najpierw w stronę oddziału, gdzie leżała Katy. Przed drzwiami, na których widniał napis „Wstęp tylko dla personelu” zatrzymał ich lekarz.
-Przykro mi ale tutaj nie można wchodzić- oznajmił szorstko.
-Pan wybaczy ale za tymi drzwiami leży moja córka. Mam prawo chyba się z nią zobaczyć!- zdenerwował się tata bliźniaczek.
-Państwo Malik rozumiem?- spytał doktor, na co małżeństwo kiwnęło głowami przytakując- Proszę za mną w takim razie- odparł i otworzył drzwi na oddział. Prowadził ich przez salę pełną pacjentów, aż doszli do tej, w której leżała Katy. Lekarz odsunął się i powiedział:
-Tylko proszę jej nie męczyć. Musi jeszcze odpoczywać.
Tricia nacisnęła na klamkę i weszła do środka. Za nią wszedł jej mąż i syn. Rodzice zobaczyli swoją córkę leżącą na łóżku podłączoną do kilku urządzeń.
-Katy… moje kochanie…- zaczęła matka, gdy tylko dziewczyna przekręciła głowę w jej stronę. Ledwo co zdążyła usiąść na łóżku, kiedy córka rzuciła jej się na szyję i cicho zapłakała- Wiem kochanie, wiem. Już dobrze aniołku. Już jest okej- mówiła i po jej policzku także spłynęła łza. Najchętniej nigdy by już jej nie wypuściła z objęć. Ustąpiła jednak miejsca mężowi.
-Jak się czujesz kochanie?- spytał z troską w głosie, która zawsze uspokajała obydwie siostry.
-Już lepiej tato, dziękuję- odpowiedziała przytulając się do niego- Byliście już u Anny?
-Nie, jeszcze nie. Najpierw przyszliśmy do ciebie- wytłumaczył tata- Zaraz do niej pójdziemy, nie martw się.
-Ucałujcie ją ode mnie, dobrze? Jeszcze nie widziałyśmy się od czasu… pożaru- powiedziała.
-Na pewno tak zrobimy kochanie- odpowiedziała jej Tricia-To co poradzisz sobie? Pójdziemy teraz do twojej siostry. Jeszcze wrócimy, dobrze?
-Dobrze mamo. Przecież nigdzie sobie nie pójdę- zaśmiała się dziewczyna. Rodzice ucałowali ją w czoło i poszli za Zaynem, który miał ich zaprowadzić do drugiej córki. Musieli opuścić ten oddział. Anna leżała w zupełnie innym skrzydle szpitala. Przeszli koło stołówki, na której chłopacy wczoraj jedli kolację, składzik, w którym Anna znalazła Josha i w końcu stali przed salą, gdzie leżała dziewczyna. Zayn spojrzał przez szybę w drzwiach. Anna leżała w ramionach swojego chłopaka. Zayn wiedział, że mama nie wiedziała nic o rozstaniu jej córki z Benem, więc byłaby delikatnie mówiąc zdziwiona gdyby zamiast Bena znalazła Harrego.
-Eee mamo eee no bo u Anny jest teraz…- zaczął ale mama nie dała mu dokończyć.
-Ben? Kochanie, przecież on mnie zna- powiedziała i weszła do środka- Cześć Be…- chłopak leżący koło jej córki odwrócił się w jej stronę. Rzeczywiście Tricia była zdziwiona- Harry?- chłopak wstał z łóżka zakłopotany.
-Dzień dobry pani Malik- powiedział, podszedł do niej i wyciągnął rękę na powitanie. Nadal stał zakłopotany nie wiedząc czy wyjść czy zostać.
-Cześć- odezwała się w końcu Anna przerywając niezręczną ciszę- Tato to jest Harry. Mój chłopak. Nie mieliście okazji się jeszcze poznać- powiedział niepewnie. Tata stał z kamienną twarzą, co przerażało chłopaka. Niepewnie podszedł do niego. Jego poker face nie dodawał mu wcale odwagi. Przełknął ślinę gdy stanął naprzeciwko wysokiego mężczyzny wyciągając do niego rękę. Mężczyzna momentalnie się rozchmurzył i szeroko uśmiechnął.
-Gratuluję przeszedłeś test kamiennej twarzy- zaśmiał się ojciec uściskając dłoń chłopaka. Harry lekko się uśmiechnął. O mało co nie zszedł na zawał- No! Rozchmurz się Harry. Naprawdę miło cię poznać. Szkoda tylko, że poznajemy się w takich okolicznościach- spoglądając mu przez ramię na swoją córkę.
-To ja państwa już zostawię- powiedział, nadal zawstydzony podszedł i pocałował w policzek Anne, po czym pośpiesznie wyszedł z sali.
-Musiałeś go tak męczyć?- spytała taty uśmiechnięta dziewczyna.
-Oczywiście, że musiałem. Jeśli ma się z tobą umawiać musi przejść mój test- odpowiedział- Ale powiedz jak się czujesz? Coś cię boli?
-Nie tato. Wszystko w porządku. Nic mi nie jest. Mam tylko jedną bliznę i to wszystko- na jej słowa z twarzy rodziców zniknęło zaniepokojenie. Ufali jej. Jeśli mówiła, że wszystko okej to znaczy, że wszystko okej.
-Anna… opowiesz nam co się tam tak właściwie stało?- spytała mama siadając koło niej na łóżku- Nie chcieliśmy pytać o to Katy… rozumiesz ona zawsze ciężej przeżywała takie sprawy- dziewczyna się zawahała. W sumie nie myślała o tym co się wydarzyło od czasu kiedy tu trafiła. No może z wyjątkiem chwili gdy spotkała Josha w jego przerażającym stanie. Postanowiła jednak opowiedzieć wszystko z jej perspektywy. Mimo iż wspomnienia nadal były bolesne czuła, że musi się komuś wyżalić.
-Opowiem- powiedziała skubiąc palcami bluzkę- Obudziłam się nocy bo kaszlałam. Tak naprawdę to myślałam, że to sen, wszystko było takie niewyraźne. Katy też kaszlała. Dopiero po kilku sekundach uświadomiłam sobie, że ja wcale nie śnię. Wstałam i obudziłam siostrę. Mówiłam do niej, że trzeba uciekać ale ona mówiła w kółko, że trzeba dzwonić po pomoc. Wtedy usłyszałyśmy trzask. W pierwszej chwili myślałam, że budynek się wali ale okazało się, że Josh, nasz sąsiad z góry po nas przyszedł. Wyprowadził nas z mieszkania. Pamiętam, że puścił mnie pierwszą w drzwiach. Potem zawołał Katy ale jej nigdzie nie było widać. Wszędzie unosił się dym, przez co ciężko było cokolwiek zauważyć. Strasznie piekły mnie oczy. Josh krzyknął, że znajdzie Katy i że mam uciekać. Posłuchałam go. Wybiegłam z budynku. Przed nim panował chaos. Mieszkańcy mieli całe czarne twarze zupełnie jakby wysmarowali się węglem- opowiadała- Poprosiłam jakiegoś mężczyznę przechodzącego obok o telefon. Zadzwoniłam po Zayna i czekałam aż przyjedzie. W tym czasie przyjechała straż pożarna i inne organy. Ja stałam i patrzyłam jak blok płonie. To było straszne- do jej oczu napłynęły łzy- Ludzie strasznie płakali. Nie pamiętam jak to się stało ale po chwili siedziałam w karetce i jakaś kobieta dezynfekowała mi ramię. Cały czas wytężałam wzrok i patrzyłam czy Josh i Katy nie wychodzą. Ale nigdzie ich nie widziałam. Myślałam, że… myślałam że zginęli. Że zostali tam w środku i nie mogli wyjść- już płakała. Mamie też spłynęła łza. Przytuliła mocno do siebie córkę.
-Już dobrze. Ciiii… Już po wszystkim- uspokajała ją- Z tego co mówił Zayn dzisiaj cię wypiszą więc cię stąd zabierzemy. Zatrzymaliśmy się w hotelu. Pojedziemy tam razem dobrze?- spytała, a w odpowiedzi uzyskała tylko potaknięcie głową. Tricia postanowiła już o nic więcej nie pytać. Pozwoliła Annie wygodnie się ułożyć po czym w kojący sposób zaczęła głaskać ją po głowie. Zawsze tak robiła kiedy Anna lub Katy nie mogły spać z powodu koszmarów. I tym razem okazało się to niezawodne, gdyż po kilku minutach Anna zasnęła. Zayn postanowił wykorzystać ten moment na zadanie rodzicom pytania, które męczyło go już od dłuższego czasu. Po chwili namysły spytał:
-Zabieracie je do Bradford, prawda? Nie będą mogły zostać w Londynie?- na te słowa Tricia spojrzała na syna z zatroskaną miną. Dobrze wiedziała co dla Zayna oznacza rozstanie z siostrami, jednak tą decyzję podjęła już dawno. Teraz nadszedł czas aby podzieliła się nią z Zaynem.
-Synku, nie pozwolę im tu zostać. Muszą wrócić do domu, gdzie będą miały stałą i dobrą opiekę- mówiła spokojnym tonem. Zayn nie miał jednak zamiaru odpuścić. Wiedział, że jego błagania na nic się nie zdadzą ale przynajmniej będzie próbował.
-Ale one tutaj też mają dobrą opiekę! Zamieszkają ze mną i z chłopakami i wszystko wróci do normy…
-Kochanie, musisz zrozumieć, że to nie jest możliwe. Sam fakt, że wcześniej pozwoliłam im zostać samym w Londynie i posiadać własne mieszkanie… to już było szaleństwo. Ich miejsce jest teraz w Bradford.
-One nigdy nie były tu same! Zawsze byłem ja… ja i chłopaki. Może za mało czasu im poświęcaliśmy… ale mogę to zmienić!
-Zayn, proszę cię, nie zrzucaj winy na siebie, i mów nieco ciszej. Anna przecież śpi… Bliźniaczki wracają do Bradford. Nic tu nie wskórasz. Wiedz, że nie zawiodłam się na tobie ani na nikim innym. Zauważ jednak, że te dwie dziewczyny mają talent do ściągania na siebie kłopotów. Bardzo je kocham i nie mogę pozwolić aby coś im się stało, tak samo jak ty- zakończyła Tricia i odwróciła się z powrotem do Anny, dając Zaynowi do zrozumienia, że dyskusja skończona. Chłopak bezradnie szukał poparcia u milczącego ojca, mimo, że wiedział iż podziela on zdanie matki. Z resztą czego on oczekiwał. Już kiedy zadawał samo pytanie czy bliźniaczki wyjeżdżają, doskonale znał odpowiedź. Po prostu nie chciał tego przed sobą przyznać. Doskonale zdawał sobie sprawę z reakcji reszty chłopaków, gdy powie im ostateczny „werdykt” jego rodziców. Zdenerwowany wyszedł przed szpital. Gdy tylko znalazł się na zewnątrz schował się za jednym z małych kiosków i wyjął paczkę papierosów. Przez chwilę się zawahał. Obiecał siostrom, że skończy z tym paskudnym nałogiem, jednak biorąc pod uwagę ekstremalną sytuację dał sobie spokój. Wyciągnął pierwszego lepszego papierosa i pośpiesznie zapalił. Już zapomniał jak to jest gdy dym swobodnie rozchodzi się i rozgrzewa twoje płuca, a potem wydostaje się z twoich ust tworząc piękne obłoczki, przy okazji powodując, że pewna część ciebie zapomina o problemach. Niemal umarł na zwał gdy zza rogu ktoś wymówił jego imię. Odwrócił się, chowając przy tym nie wypaloną jeszcze fajkę za plecami.
-Zayn…?- Harry popatrzył na mulata pytająco. Szukał chłopaka po całym szpitalu, i gdy znalazł go w jakimś zaułku nieco się zdziwił. Poza tym nigdy nie podejrzewał go o palenie i nigdy też go na tym nie przyłapał. Zayn nie chciał owijać w bawełnę i po prostu wyrzucił z siebie to co cały ten czas ciążyło mu na sercu.
-Anna i Katy wyjeżdżają do Bradford. Nic z tym nie da się zrobić- burknął chłopak i wsadził papierosa ponownie do ust. Harry stał chwilę oniemiały po czym podszedł do Zayna i wyrwał mu z rąk fajkę. Zayn oczekiwał że Loczek wyrzuci niedopałka i da mu reprymendę, że nie powinien palić gdyż to skraca życie, ble, ble, ble… jednak nie doczekał się ani jednej z tych rzeczy. Zamiast tego obserwował jak Harry wypala papierosa do końca, a dopiero potem rzuca go w trawnik i szybko zadeptuje. Hazza wypuścił z siebie ostatnią porcję dymu i krótko skomentował sytuację:
-Kurwa- ta reakcja nieco rozśmieszyła Zayna, sam nie wiedział czemu. Wyciągnął paczuszkę.
-To co? Jeszcze po jednym?- wymamrotał. Loczek bez słowa wyjął kolejnego szluga, po czym Zayn uczynił to samo. Po chwili w ciszy wypuszczali z siebie szare obłoczki. Wypuszczali z siebie smutek i gniew.
         Louis, Niall i Liam siedzieli bezczynnie w mieszkaniu. Właściwie Lou zbierał się do szpitala. Koniecznie chciał zobaczyć Katy, dowiedzieć się jak się czuje i pobyć z nią trochę. Bardzo mu jej brakowało. Gdy stał już w progu drzwi doszedł do niego sms od Harrego. Powstrzymał się od wykrzyczenia wszystkiego co mu w tej chwili przyszło do głowy. Zamiast tego powolnym krokiem udał się do saloniku gdzie leniuchowała pozostała dwójka. Niall i Liam zerknęli na niego pytająco. Przed chwilą roześmiany chłopak wrócił do nich w podłym nastroju. Liam nie mógł dłużej wytrzymać trwającego milczenia i spytał:
-Co jest? Coś nie tak z Katy? Z Anną?
-Nie to nie to… - wydukał Lou. Gniewny wzrok utkwił w podłodze.
-Nie karz nam czekać! Gadaj co z Ślicznotką i Księżniczką?!- oburzył się Niall. Lou niechętnie podniósł głowę z wyraźnym grymasem na twarzy.
-Po skończeniu leczenia wracają do Bradford. Nieodwołalnie- burknął i wyszedł z mieszkania. Szedł w stronę szpitala, gdy Niall i Liam go dogonili. Chcieli pójść z nim do bliźniaczek i spędzić z nimi przy okazji trochę czasu. Byli również ciekawi kiedy mają one wyjechać z Londynu. Na samą myśl o tym zdarzeniu zalewała ich fala smutku. Londyn bez tych dwóch, zwariowanych dziewczyn? To już nie będzie to samo. Wtedy nikt już nie podpowie Liamowi w sprawach miłosnych. Nikt nie zrobi wyśmienitego spaghetti dla Nialla, ani nie nazwie go „Słodziakiem”. Nikt nie przytuli już Lou, tak jak robiła to Katy i nikt nie będzie się na niego gniewał tak jak ona. Ta myśl była ciężka do zniesienia. Gdy cała trójka przekroczyła próg szpitala okazał się on jeszcze okropniejszy i smutniejszy niż wydawał im się przedtem.
         Louisowi udało się zakraść na dział gdzie przebywała Katy. Bez problemu trafił do sali, której leżała. Gdy zajrzał do jej wnętrza, pierwsze co ujrzał, to to,  że dziewczyna była podłączona do kilku urządzeń mniej. To musiał być dobry znak. Chłopak postarał się jak najciszej zakraść do Katy, aby jej nie obudzić, ale jak się okazało dziewczyna wcale nie spała. Przywitała go promiennym uśmiechem, takim jak zawsze. To była kolejna oznaka, że powracała do zdrowia. Lou nie umiał określić w tej chwili swoich uczuć. Z jednej strony cieszył się w jakim tempie jego dziewczyny zdrowieje, z drugiej strony czuł nienawiść do całego świata, za to że go opuszczała i wyjeżdżała do Bradford. Louis podsunął sobie niski taboret i przycupnął przy łóżku Katy. Wziął jej małą dłoń w swoje dwie i ucałował. Nie chciał teraz mówić Katy o tym, że będzie musiała wyjechać. Lepiej aby pozostawała na razie tego nieświadoma i zamartwiała się niczym.
-Przepraszam, że nie kupiłem ci kwiatków. Jakoś wypadło mi z głowy- powiedział i zmusił się na uśmiech. Miał nadzieję, że wyglądał on na w miarę szczery. Chyba tak, bo Katy zachichotała i wolną ręką przeczesała mu włosy.
-Jakoś przeżyję. Ale żeby to był ostatni raz!- powiedziała udając oburzoną.
-Obiecuję, że to się nie powtórzy- odpowiedział posłusznie Louis.
-Mam prośbę- odezwała się po chwili ciszy Katy- Pomógłbyś mi usiąść? Od paru dni nie zmieniam pozycji i cały czas leżę… Masakra.
-Faktycznie to musi być straszne, zwłaszcza z twoim ADHD- zaśmiał się Lou starym zwyczajem, po czym dodał- Jasne, już ci pomagam- tak też zrobił. Nie było to proste, ponieważ należało uważać na wszelkie cienkie kabelki, które tak bardzo ograniczały Katy możliwość ruchu. Po chwili jednak ich dwójka odniosła sukces. Dziewczyna odetchnęła.
-Nieco lepiej- powiedziała i poklepała miejsce obok siebie- No popatrz, nawet dla ciebie zrobiło się miejsce- Louis uznał to jako oczywistą propozycję i już po chwili siedział przy Katy obejmując ją delikatnie. Nie trwało to jednak długo, gdyż po korytarzu rozległy się kroki. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy.
-O matko! Zapomniałam! Mam teraz rozmowę z lekarzem… On nie może cię tu zobaczyć!- mówiła szeptem Katy. Lou rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie mógł z niego wyjść po lekarz złapał by go tam, a w tym miejscu nie było absolutnie żadnego miejsca do schowania się. Chociaż… Chłopak ześlizgnął się cicho z łóżka i ułożył się pod nim.
-Zwariowałeś?! Zobaczy cię!
-Masz może lepszy pomysł?!- kroki lekarza stawały się coraz wyraźniejsze. Katy bezradnie rozejrzała się po pokoju. Nie, nie miała lepszego pomysłu. W ostatniej chwili zsunęła z siebie kołdrę do połowy, tak, że znaczna jej część zasłaniała Lou leżącego pod łóżkiem. W tym samym też momencie wszedł lekarz.
-Dzień dobry panno Malik…- zaczął lekarz i popatrzył podejrzliwie na Katy- Pani… usiadła? O własnych siłach?
-Tak… ćwiczę formę. Raz sobie siadam raz się kładę i odpoczywam, a potem znowu siadam…- Katy wolała nie myśleć jak idiotycznie to brzmiało. Już sobie wyobrażała Louisa powstrzymującego się od śmiechu pod tym przeklętym łóżkiem.
-No cóż…- lekarz widocznie nie wiedział co powiedzieć- Hmmm… a nie jest pani zimno? Powinna być pani całkowicie okryta. Pozwoli pani- powiedział lekarz i nachylił się nad Katy aby poprawić kołdrę.
-Nie, nie, nie to naprawdę nie jest konieczne. Jak będzie mi zimno to się przykryję- mówiła niemal błagalnym tonem dziewczyna.
-Ależ nalegam- odparł lekarz i nasunął kołdrę pod samą szyję dziewczyny. Widząc jej przerażoną minę spytał- Na pewno wszystko w porządku?
-Tak, tak… znaczy nie wiem. Nie wiem czy mi się to przyśniło, czy działo się naprawdę, ale dziewczyna spod trójki… ją chyba coś bolało. Skarżyła się strasznie pielęgniarce. Może pan sprawdzić co z nią? Trochę się martwię…- mówiła Katy. Starała się być przekonująca. Lekarz po chwili wahania wstał i wyszedł oznajmiając, że zaraz wróci. Gdy tylko zniknął za rogiem Louis wyskoczył spod łóżka. Katy się nie myliła: był czerwony od śmiechu.
-To żeś wymyśliła młoda- pochwalił ją cicho się śmiejąc.
-Ty lepiej stąd uciekaj! On zaraz wróci!- powiedziała pospiesznie Katy, ale Louisowi było to chyba obojętne, gdyż nadal beztrosko się śmiał. Po chwili jednak postarał się uspokoić. Nachylił się i ucałował dziewczynę najczulej jak potrafił. Tak bardzo kochał tą jej nieporadność w niektórych sytuacjach… była urocza. Widział jednak zniecierpliwienie w jej oczach i szybko usunął się z jej oddziału. Tak jak poprzednio lekarz, obiecał, że zaraz wróci.
         Potworna mgła przesłaniała jej oczy. Czyżby powtórka pożaru? Jakim cudem? Ale rzekomy dym jej nie dusił. Anna stała obok Katy. Były tylko one dwie- nikogo, ani niczego więcej. Oprócz tej okropnej mgły. Czuła jak w jej siostrze wzrasta niepokój. Chciała coś jej powiedzieć, jakoś ją uspokoić, ale mimo licznych chęci żadne słowo nie wyszło z jej ust. Rozejrzała się i wtedy usłyszała krzyk Katy.
-Zostaw mnie!- Anna patrzyła zaniepokojona. Przy Katy nie było nikogo innego niż ona sama, a jednak słowa dziewczyny nie były skierowane do niej. Miała wrażenie, jakby jej siostra w ogóle jej nie zauważała. Po serii rozpaczliwych wrzasków, Katy rzuciła się do ucieczki. Po kilku sekundach zniknęła z oczu Annie, gdyż przesłonił ją gęsty dym. Anna pragnęła pobiec za siostrą, jednak za każdym razem jak próbowała się przebić przez gęstą mgłę, nie mogła. Jakby tworzyła dla niej jakąś ścianę. Dziewczyna rozejrzała się bezradnie. Czuła jak zalewa ją przestrach. Nagle zrozumiała dlaczego Katy krzyczała. Jak mogła tego wcześniej nie zauważyć? Para złych oczu zmierzała w jej stronę. Z początku było widać tylko je, lecz w miarę gdy postać się do niej zbliżała sylwetka zaczęła się zaostrzać. Anna nie była gotowa na stanięcie twarzą w twarz z człowiekiem, który stanowczo za szybko się do nie zbliżał. Mimowolnie wydała z siebie przeraźliwy pisk.
         -Anna!- wrzasnął Zayn tym razem uzyskując oczekiwany rezultat. Dziewczyna otworzyła raptownie oczy i usiadła na łóżku. Jej czoło i plecy były mokre od potu, a serce waliło jej tak, jakby miało zaraz wyskoczyć. Zayn patrzył na nią zmartwiony, jak z resztą cały czas od czasu pożaru.
-Krzyczałaś. I to okropnie. Znowu miałaś koszmar, tak?- na jego pytanie Anna skinęła głową- Opowiedz mi- w tej chwili dziewczyna popatrzyła na niego nieufnie. W końcu jednak przytaknęła.
-Nie wszystko dobrze pamiętam… Wiem, że tam było tam strasznie dużo dymu… a może mgły? W każdym razie się nie dusiłam. Tam była też Katy, ale mnie nie dostrzegała, albo była za bardzo skupiona na… na czymś innym... W pewnym momencie ona zaczęła coś krzyczeć, po czym uciekła w głąb tej mgły, tak, że nie byłam w stanie jej dostrzec. Chciałam za nią pobiec, ale ten dym… to było coś na kształt ściany dla mnie. A wtedy… w mgle… to nie były już tylko oczy Zayn… ja… nie wiem…
-Dobrze już, już- mówił kojącym Zayn. Anna powiedziała już wystarczająco dużo. Było mu jej strasznie szkoda. Nagle wpadło mu coś do głowy. Był to co prawda w pełni abstrakcyjny pomysł, ale postanowił to sprawdzić. Przed wyjściem od Anny ucałował ją w czoło i oznajmił, że rodzice zaraz wrócą ze stołówki. Następnie ruszył wzdłuż korytarza na drugie skrzydło szpitala, gdzie odpoczywała jego druga siostra. Ostrożnie zakradł się na jej oddział i po chwili siedział tuż przy niej. Katy słodko spała. A może i nie tak słodko. Była zalana potem podobnie jak Anna, ale nie krzyczała. Być może miała to już za sobą. Zayn chwycił jej małą dłoń. Dziewczyna uchyliła oczy, a gdy zobaczyła Zayna od razu się rozweseliła. Odwzajemniła ucisk jego dłoni, na co chłopak ucałował jej. Nie chciał jednak zwlekać z pytaniem.
-Co ci się śniło?- Katy zrobiła zdziwioną minę. Nie spodziewała się takiego zwrotu akcji.
-Co ci w ogóle przyszło do głowy…
-Nie kłam. Proszę powiedz mi- Katy popatrzyła na chłopaka takim samym wzrokiem jak Anna, kiedy ją o to spytał. Pod tym względem prawie w ogóle się nie różniły.
-Nie wiem szczerze… znaczy…- zaczęła Katy. Nie było już drogi ucieczki- Była mgła. A może dym… Stałam tam z Anną, ale nie byłam w stanie się do niej odezwać ani na nią popatrzeć. Bałam się, bo widziałam tam… Go. I uciekłam… nie pamiętam naprawdę nic więcej- Zayn przytaknął jedynie głową. Czemu sny jego sióstr prawie niczym się nie różniły? Miał wrażenie jakby grał w jakimś filmie fantastyki czy czymś podobnym. Ale to było życie. Życie, które nie mogło go już chyba niczym zaskoczyć. Chłopak postanowił nie drążyć tematu. Podjął więc inny temat rozmowy, dotyczący głównie samopoczucia dziewczyny. Oczywiście Katy opowiedziała bratu o historii z Lou, jak to chował się pod jej łóżkiem. Udało jej się tym nieco poprawić humor zatroskanego Zayna. W towarzystwie siostry chłopak stracił poczucie czasu. W pewnym momencie poczuł wibracje w prawej kieszeni. Gdy wyjął telefon okazało się, że dzwoni… Tricia.
-Halo?
-Zayn! Wszędzie cię szukamy… Gdzieś ty się podziewasz?
-Eee… uhm… Zaraz będę.
-Dobrze, czekamy. Chciałam tylko ci coś szybko powiedzieć.
-Hm?

-Anna została wypisana ze szpitala!


Zgodnie z obietnicą jest, rozdział 42 <3
Kochamy Was!<333
Anna&Katy

2 komentarze:

  1. JEJ!!! szkoda, że nie macie więcej komentarzy...
    Ale mój jest pierwszy ;-)
    CUUUUUUDOOOOOOWNYYYYYYYY rozdział, naprawdę.
    One zostaną w Londynie, prawda?
    Nie róbcie im tego...

    xoxo pikseloza

    OdpowiedzUsuń
  2. nie no rozdział SUPER, ale nie obijamy się,następny dawać, chyba że blog zawieszony?

    OdpowiedzUsuń