sobota, 25 maja 2013

Rozdział 35




         Głośny dzwonek rozbrzmiał po całym pokoju. Niezadowolona Anna otworzyła leniwie oczy. Nie pamiętała aby Katy nastawiała budzik. Postarała się zignorować powtarzający się wciąż od nowa dźwięk i ponownie przymknęła oczy. Wtedy usłyszała niski i zachrypnięty głos. Należał on do Louisa. Co on tu robił o tej porze? W umyśle Anny panowała totalna zaćma.
-Harry masz w łeb- burknął bardzo niezadowolonym głosem chłopak. Właśnie, Harry. Anna niepewnie uchyliła oczy i ujrzała męską rękę na swojej talii. Poczuła, że jej twarz oblewa rumieniec. Sama nie wiedziała czemu, ale poczuła się zawstydzona. Delikatnie zsunęła z siebie rękę chłopaka i wstała z łóżka. Gdy ujrzała na sobie wygniecioną przez noc sukienkę wszystko stało się jasne. Przycupnęła na skraju swojego łóżka. Nawet się nie zorientowała kiedy zaspany Harry zajął miejsce tuż obok niej. Tymczasem powoli już nieznośny dzwonek telefonu dzwonił w najlepsze. Dziewczyna zauważyła jak Katy niezadowolona zakrywa uszy poduszką.
-Harry odbierz ten telefon bo mnie szlag trafi!- powtórzył głośnie Louis.
-Harry!- dołączyła się Katy.
-No już, już…- wymamrotał Loczek i leniwie pogrzebał w tylnej kieszeni spodni. Gdy wyjął telefon nagle się ożywił, jednak nie było to raczej spowodowane przypływem radości, a adrenaliny.
-To Zayn- powiedział. Na jego słowa Katy zerwała się siadając na łóżku. Dopiero dotarło do niej gdzie jest, co się do końca dzieje, a co ważniejsze, co działo się wczorajszego wieczoru.
-No to odbierz! Na co czekasz- powiedziała lekko zdenerwowana Anna. Zayn na pewno zamartwiał się gdzie ona i Katy są. Był przecież stuprocentowo pewny, że znajdzie je na imprezie. A tak naprawdę to jedynie zgubił dwójkę chłopaków…
-I daj na głośnik!- dodała Katy zanim chłopak zdążył przycisnąć zieloną słuchawkę.
-Halo?
-Gdzie wy do cholery jesteście?! Ty i Louis! Mieliście mi pomóc poszukać sióstr, a sami się zgubiliście! Idioci!- wybuchł przez telefon Zayn. Było go słychać tak wyraźnie, że siostry miały wrażenie jakby dosłownie stał przed nimi i właśnie do nich mówił- Strasznie się o nie martwię… Słyszałem jak rozmawiały z Joshem… może jednak nie poszły na tą imprezę… Nie mogłem spać. A co jeżeli ktoś zrobił im krzywdę?- zamartwiał się Zayn. Bliźniaczki poczuły wyrzuty sumienia. Jak zwykle z ich winy Zayn musiał się zamartwiać.
-Czekaj stary. Jesteśmy niedaleko ich mieszkania. Możemy sprawdzić czy są u siebie, całe i zdrowe. Z tego co pamiętam mają dzisiaj na dziewiątą do szkoły-właśnie. Szkoła!- więc powinniśmy z Lou je jeszcze zastać w domu…- skłamał lekko Harry aby uspokoić Zayna.
-No dobra… A i jeszcze jedno. Nie wiem czy pamiętacie ale dzisiaj mamy spotkanie z Simonem Cowellem!- Zayn wrócił do surowego tonu- Byłoby miło gdybyście mieli ochotę wpaść- na tą nowinę zarówno Harry jak i Louis zrobili, jakby nie patrzeć, zabawne miny. Zupełnie zapomnieli o spotkaniu. A to była ich życiowa szansa.
-Za pięć minut jesteśmy w domu- odpowiedział Harry.
-Okey…- spuścił nieco z tonu Zayn- Jak odwiedzicie moje siostry macie od razu zadzwonić! I nie mówcie, że się martwiłem czy coś, bo zaraz one zaczną. Głupio wyszło z tą imprezą…
-Spoko- odpowiedział Harry. Nawet jego zaczęły dopadać wyrzuty sumienia, ale za żadne skarby nie chciał wydać bliźniaczek.
-A w ogóle to gdzie ty i Louis jesteście?- zapytał Zayn, jednocześnie gdy Harry nacisnął czerwoną słuchawkę.
-Dobrze to rozegrałeś- podsumował Louis. Harry jedynie lekko się uśmiechnął, a Katy kichnęła.
-Dobra zarówno my, Katy, jak i wy chłopaki musimy się zbierać!- powiedziała Anna. Na jej słowa zareagowali jednak tylko Louis i Harry. Wstali i zdaje się, że poszli robić dziewczynom śniadanie. Po drodze stwierdzili, że prysznic wezmą już u siebie- mimo to dziewczyny musiały przyznać, że nie wyglądali najgorzej. Katy natomiast dalej leżała dalej w łóżku. Anna przewróciła oczami. Prędzej czy później i tak wstanie. Wzięła kilka świeżych ciuchów i poszła się ogarnąć do łazienki. Zdziwiła się gdy po powrocie z łazienki Katy dalej leżała. Nawet nie zmieniła swojej pozycji.
-Katy mamy jakieś pół godziny, żeby zdążyć do szkoły!
-Boli mnie głowa, mam katar i jest mi zimno. Nigdzie nie idę.
-Oj już nie wydziwiaj- burknęła Anna i podeszła do łóżka siostry. Przyłożyła rękę do jej czoła, a potem dla upewnienia usta- Cholera…- mruknęła, po czym wyszła do salonu w poszukiwaniu termometru.
-Śniadanie na stole!- rozległ się głos Harrego.
-Nie teraz- burknęła Anna- Katy ma chyba gorączkę- kontynuowała wyciągając z szuflady termometr.
-Jak to ma gorączkę?- z kuchni wyszedł zatroskany już od stóp do głów Lou- W takim razie ktoś będzie musiał z nią zostać, kiedy ty będziesz w szkole…- mówił dalej, a Anna wyczuła, że chłopak ma na myśli siebie.
-O nie Louis… nie ma mowy. Jeżeli już ma ktoś z nią dzisiaj zostać, to albo ja albo mama- odparła, na co Lou utracił swój nagły entuzjazm- Poza tym nikt nie pójdzie ani za ciebie ani za całą waszą piątkę na to spotkanie- dodała i ruszyła do pokoju, gdzie czekała na nią Katy. Po kilku minutach trzymania termometru pod pachą dziewczyna pospiesznie go wyjęła, aby sprawdzić co najlepszego się z nią dzieje.
-Trzydzieści osiem i dziewięć…- powiedziała zrezygnowanym tonem Katy. Anna niemal wyrwała jej z rąk termometr i popatrzyła czy siostra się nie myli. Niestety miała rację.
-Moje biedactwo… Idę zadzwonić do mamy- powiedziała i wyszła z pokoju w poszukiwaniu komórki.
-Świetnie…- burknęła brunetka.
-Spokojnie Katy, na pewno szybko z tego wyjdziesz. Dopilnujemy tego- uśmiechnął się do dziewczyny Harry, a ona odwzajemniła gest- Chodź stary, musimy się zbierać- zwrócił się do Louisa.
-Trzymaj się piękna- rzucił Lou całując Katy w rozgrzane czoło i razem z Harrym wyszli z mieszkania. Po drodze udało im się jeszcze wyciskać zamartwioną Anne. Gdy wyszli, poszła do siostry. Wygodnie usadowiła się koło Katy, okrywając kocem.
-W takim razie ja też nie idę do szkoły- odparła. Katy spojrzała na nią i upewniła się, że Anna nie żartuje.
-Przestań… idź. Poradzę sobie- powiedziała po chwili, na co jej siostra jedynie zaprzeczyła głową.
-Nie zostawię cię samej. Mama nie odbiera… poza tym i tak nie zdążę już na pierwszą lekcję.
-Ale zdążysz na drugą. Poza tym Josh dziś nie pracuje i może mnie odwiedzi. Idź, ze mną i tak nie będziesz miała co robić.
-No już dobra. Pójdę, skoro tak bardzo chcesz się mnie pozbyć- zaśmiała się Anna- Czasem mam wrażenie, że jestem twoją starszą siostrą.
-O nie, tak dobrze nie ma… pięć minut nie czyni cię starszą- zażartowała Katy.
-Wiesz co? Dziś w nocy nie mogłam zasnąć. Zgadnij o czym myślałam.
-Zaskocz mnie- rzuciła Katy.
-Więc myślałam, że fajnie by było odwiedzić kiedyś Polskę- powiedziała Anna. Katy zrzedła nieco mina. Tym razem naprawdę myślała, że siostra żartuje. Gdy Anna to zobaczyła kontynuowała:
-Katy, urodziłyśmy się tam. Wychowywałyśmy… Czasem mam takie przebłyski. Różne wspomnienia. Plac zabaw, stary kiosk przy parku… Jakby to było wczoraj.
-Wiesz Anna, mi takie przebłyski wcale nie służą. Moje wspomnienia zbiegają się do jednego- burknęła Katy- I nie wiem czy pamiętasz ale właśnie w Polsce, w więzieniu siedzi psychopata, którego niegdyś nazywałam ojcem. Niedługo mamy urodziny, a wiesz co to oznacza? Że pozostał mu tylko rok aby wrócić na wolność. Niezasłużoną wolność! To mama powinna cieszyć się życiem, nie ten gnój!- mówiła Katy. Anna mogła przewidzieć, że to tak się skończy. Bo policzkach jej siostry zaczęły spływać pojedyncze łzy. Doskonale ją rozumiała. Ale czy nienawiść do ojca miała przenosić się na ich ojczysty kraj? Anna była pewna, że ich najukochańsza matka, Vicky, nie chciałaby tego dla nich. Dla Katy było to po prostu zbyt ciężkie do zrozumienia. Anna postanowiła nieco uspokoić siostrę. Wiedziała, że temat, który zaczęła był dla nich obu drażliwy, ale nie mogły go unikać do końca życia. Objęła mocno Katy i powiedziała przyciszonym głosem.
-Ja uważam, że mama jest na wolności, o której on może sobie pomarzyć- nie mówiła już nic o przyjeździe do Polski, ale i tak prędzej czy później będzie chciała porozmawiać o tym z siostrą. Kto wie, może tam mieszkają gdzieś ich kuzyni czy kuzynki? Z zamyśleń wyrwała ją Katy.
-Idź już, bo nie zdążysz nawet na drugą lekcję- powiedziała do Anny i uśmiechnęła się delikatnie. Siostra skinęła głową i niechętnie wygramoliła się z ciepłego łóżka.
-Na pewno dasz sobie radę? Jakby co to może jeszcze mama oddzwoni, a gdyby nie… Dobra pobiegnę szybko po Josha- mówiła już na wyjściu Anna. Katy chciała ją powstrzymać, ale było już za późno. Po klatce schodowej rozległy się drobne kroczki Anny, a zaraz potem już nieco cięższe, jak się domyślała, Josha. Katy zdołała jeszcze usłyszeć zza drzwi wejściowych krótkie „Pa”, gdy w progu drzwi od jej pokoju pojawił się chłopak. W rękach trzymał nieduże pudełko.
-Wziąłem chińczyka, więc raczej nie będziemy się nudzić- uśmiechnął się.
-Dobra. Ja biorę niebieskie pionki- zaśmiała się Katy, podczas gdy Josh rozkładał planszę do gry.
***
         Anna nie szła w dobrym nastroju. Po jej głowie chodziło wiele myśli, które ją dodatkowo stresowały. Wiedziała, że zostawiając Katy z Joshem robi dobrze, ale mimo to miała nadzieję, że ich mama w końcu oddzwoni. Przyczyną jej licznych trosk byli również One Direction- modliła się w myślach, aby nic nie spieprzyli na rozmowie z wujkiem Simonem. Jednak jej główną obawą, do której nie chciała się przyznać przed samą sobą, było to, że w szkole istnieje ryzyko spotkania z Benem. W razie czego nie miała przy sobie nawet siostry. Nikogo. Oczywiście miała w szkole przyjaciół, ale nie na tyle bliskich aby móc im się zwierzyć. W razie czego mogła liczyć tylko na siebie. Pokrzepiała ją jedynie myśl, że szkoła to miejsce, tak więc Ben nie będzie miał zbyt dużego pola do popisu. Łudziła przynajmniej taką nadzieję.
***
         Chłopcy siedzieli zdenerwowani w holu. Był ogromny, i naprawdę pięknie wyposażony. Byli ciekawi co usłyszą od Simona. Każda minuta ciągnęła się w nieskończoność. W końcu Liam wstał z krzesła i zaczął przechadzać się w tą i z powrotem, aż w końcu zniknął w jednym z korytarzy. Był zamyślony. Oczu nie odrywał od podłogi. Nagle wpadł na kogoś. Zrobiło mu się strasznie głupio gdy przed sobą ujrzał piękną, wysoką dziewczynę. Loki okalały jej śliczną buzię, nie zasłaniając śmiejących się, brązowych oczu. Chłopakowi odjęło mowę.
-Hej Liam!- powiedziała i przytuliła go. Liam stał jak wryty. Danielle znała jego imię!
-Cześć- odpowiedział jej i postarał się uśmiechnąć jak najładniej umiał. Uśmiechnięta twarz Danielle dodała mu nieco odwagi- Ładnie wyglądasz- dodał, na co ona cicho zachichotała.
-Ty też. I co tam? Słyszałam, że dzisiaj wasz wielki dzień.
-Tak… podpisujemy kontrakt z Simonem.
-Wow…- powiedziała z aprobatą w głosie.
-A co tam…co tam…u ciebie?- spytał tym razem Liam.
-Jakoś leci. Dużo trenuję. Bardzo dużo, i dlatego muszę już iść- powiedziała Danielle z nutką smutku w głosie. Kiwnęła do Liama i zaczęła odchodzić. Chłopak jednak nie miał zamiaru odpuszczać, jak mu kazały bliźniaczki.
-A będziesz miała czas? Dziś wieczorem?- na jego słowa dziewczyna obróciła się rozpromieniona, jakby tylko czekała jak Liam to powie. Podeszła do niego i szybko powiedziała:
-No to do zobaczenia. Masz mój numer, jakoś się zgadamy- przytuliła Liama na pożegnanie, i tym razem chłopak odwzajemnił uścisk. W ułamku sekundy dziewczyna zniknęła za drzwiami. Zdążyła jeszcze szybko pomachać Liamowi i już jej nie było.
-Błagam, żeby to nie był sen!- powiedział do siebie Liam. Wrócił do chłopaków oddając się ponownie oczekiwaniom na Simona, który pojawił się w progu.
-Wybaczcie, że musieliście czekać. Zapraszam- powiedział na widok całej piątki i poprowadził ich za sobą. Po chwili wszyscy znaleźli się w gabinecie Simona, który nie odstawał wyposażeniem od holu. Wszystko utrzymane w nowoczesnym i gustownym stylu. Simon zauważył, że żaden z całej paczki nie wie jak się zachować. Wskazał więc ręką na pięć przyszykowanych foteli. Chłopcy posłusznie usiedli.
-Miło was znowu widzieć- zaczął z uśmiechem na twarzy Cowell- Wasze występy w X-factorze dały mi do myślenia, dlatego tu się znajdujecie. Dałem wam szansę, kolejną szansę- podkreślił Simon- I wykorzystajcie ją, tak jak poprzednie- dodał. Chłopcy nadal siedzieli cicho, nie wiedząc co powiedzieć. Simon nie mógł powstrzymać śmiechu.
-Nie stresujcie się aż tak. Co tam u was? Podoba wam się mieszkanie?
-Tak jest… świetne. Niczego nam nie brakuje. Bardzo dziękujemy- odparł Liam.
-Czyli mam rozumieć, że wszystko gra. A co tam u sióstr Zayn?- spytał niespodziewanie Simon. Zayn spojrzał na niego pytająco.
-Masz na myśli Anne i Katy?
-Tak. Ciężko było nie zauważyć jak miotały się po kulisach dobierając wam stroje na występy- mówił Simon i zaśmiał się na samo wspomnienie, po czym spoważniał- Widziałem jak przeżywały każdy wasz występ.
-Takie już są- odparł Zayn i również się uśmiechnął.
-No dobrze, koniec pogawędek. Czas przejść do interesów- powiedział już poważnie Simon i zaczął poszukiwania po półkach i szufladach. W końcu z jednej z szafek wydobył plik kartek- Zapoznajcie się z tym- rzekł rzucając papiery na biurko, przed nosy chłopców- To jest kontrakt, od którego właściwie zależy wasza przyszłość, kariera muzyczna- odparł. Cała piątka zabrała się za czytanie. Dosłownie pochłaniali każdą linijkę pisma. Po kilku minutach każdy był już zapoznany z tekstem. Simon usiadł naprzeciwko nich przy biurku. Zebrał kartki i stuknął nimi o blat aby stworzyć z nich równy kopczyk, po czym znowu ułożył je na biurku.
-Jakieś pytania?- chłopcy zaprzeczyli głowami- Zatem wszystko jest jasne. Mam nadzieję, że zwróciliście uwagę na wytłuszczony punkt kontraktu, który mówi…
-Że mamy wydać co najmniej jedną płytę rocznie- dokończył za Cowella Harry.
-Będą z was ludzie- uśmiechnął się Simon- Czytanie umów jest bardzo ważne. Każda linijka jest ważna. Ale widzę, że wam nie trzeba tego mówić. No to jak?
-Zgoda- powiedział Louis i spytał jeszcze raz pytająco na chłopców.
-Zgoda- odparł po nim każdy po kolei.
-Jak zgoda to zgoda- odparł Simon i wręczył Liamowi długopis. Cała piątka złożyła na kontrakcie swoje podpisy, łącznie z Simonem. Potem odbyły się kolejne rozmowy. Chłopcy musieli podpisać jeszcze kilka papierów, oczywiście przedtem uważnie je czytając. Ogólnie spotkanie trwało w okolicach dwóch godzin. Na koniec Simon podsunął Zaynowi małą kopertę i szepnął aby przekazał ją siostrom. Pod żadnym względem nie wolno mu było do niej zaglądać. Na pożegnanie powiedział uroczyście:
-Zatem, witam was w Syco Music One Direction- po tych słowach zespół opuścił gabinet. Simon korzystając z prywatności mruknął pod nosem- Będą z nich ludzie…

Siemeczka! Przepraszamy, że dopiero dziś dodajemy rozdział ale miałyśmy ciężki tydzień. Jak tam wam mija ostatni miesiąc szkoły? Annie wolno, a chce już iść do LO hehs :D Komentarze jak zawsze mile widziane. Kochamy Was miśki :*

Anna&Katy

poniedziałek, 13 maja 2013

Rozdział 34



         Katy nie pamiętała kiedy ostatnio miała nakładany tak profesjonalny makijaż. Jakoś nigdy nie było czasu aby o siebie w ten sposób zadbać. To samo czuła Anna, która właśnie rysowała na oczach siostry delikatne kreski, podkreślające błękitne oczy siostry. Obydwie ubrane były w sukienki opinające ich talie, a od pasa w dół tworzących bombki. W przedpokoju czekały na nie wysokie szpilki do kompletu. Postanowiły nie spinać włosów, a nawet je lekko poczochrać.
-Dobra, skończyłam- odetchnęła Anna i popatrzyła na swoje dzieło. Cieniutkie kreski idealnie obramowywały oczy Katy.
-Wyglądasz ślicznie- odparła Anna.
-I ty też siostrzyczko- powiedziała Katy i zaczęła chować kosmetyki do kosmetyczki.
-Przestań bo się zaraz rozmażę- zaśmiała się Anna- A, przypomniało mi się. Kiedy brałaś prysznic Josh przyszedł i dał mi nasze przepustki. Gdzieś tam jest napisana ulica, na której znajduje się pub, więc bez problemu trafimy. Masz- rzuciła i dała Katy przepustkę. Jej oczy znów napełniła ekscytacja.
-Nareszcie mamy swój babski wieczór.
-Nareszcie- potwierdziła Anna i zerknęła na zegarek- Musimy się streszczać dyskoteka zaczęła się już pięć minut temu- na jej słowa obydwie się zerwały. Założyły szpilki. Nie mogły się z  początku do nich przyzwyczaić- chodziły jakby pod stopami miały milion malutkich szpileczek- ale po kilku minutach rozchodziły się na dobre.
         Muzyka grała głośno. Nie było słychać nic poza uderzającym bitem. Josh się nie oszczędzał. Mimo, że impreza nie trwała więcej niż pół godziny, wszyscy ludzie byli już roztańczeni i oblani potem. Sala była ogromna, ale mimo to ludzie ledwo się w niej mieścili. Panował w niej półmrok, który co chwile rozjaśniały raz to zielone, raz to niebieskie reflektory. Podsumowując- panowało tam istne szaleństwo. Miejscami po ziemi walały się kubki po najróżniejszych napojach. Czyli gdzieś w okolicach był również barek. Dziewczyny poczuły się z początku nieswojo, ale w końcu ich prawdziwe „ja” wzięło górę. Zaczęły tańczyć i śpiewać. To był ich wieczór. Poczuły się takie wolne. Od czasu do czasu się rozdzielały i tańczyły z przypadkowo napotkanymi osobami. Wkrótce jednak wracały do wspólnej zabawy, z krótkimi przerwami na malutkiego drinka. Udało im się tak zbajerować barmana, że nie dość iż podawał alkohol nieletnim dziewczynom to do tego na koszt firmy. W między czasie udało im się również spotkać przy barku Josha, który miał akurat przerwę. Bardzo ucieszył się na widok bliźniaczek, a jeszcze bardziej na ich liczne komplementy dotyczące jego talentu w prowadzeniu tak ogromnej imprezy. Chłopak zaoferował nawet dziewczynom, aby zastąpiły go na chwilę. Nie miał zbyt często ani zbyt długich przerw a dyskoteka musiała trwać. Biedny Josh był już na wyczerpaniu. Widać było, że to wszystko kosztowało go dużo energii. Nieustraszone siostry z przyjemnością zgodziły się pomóc chłopakowi. Mimo, że ich „DJ-owanie” trwało zaledwie pięć minut, to i tak udało im się jeszcze bardziej rozbujać imprezę, o ile było to możliwe. Świetnie się bawiły, aż Josh postanowił wrócić na swoją posadę. Ustąpiły mu miejsca i poszły imprezować dalej. Anna właśnie przejęła jednego z licznych przystojniaków. Zaczęła z nim tańczyć gdy nagle w wejściu zobaczyła nowo wchodzących gości. Patrzyła skupiona w tamtym kierunku. Albo jej się wydawało albo przed chwilą zobaczyła blond włosy Nialla… Jeden z wchodzących chłopaków wydawał jej się być również uderzająco podobny do Zayna. Nie, nie, nie…na pewno się jej wydawało. Jednak gdy ujrzała wchodzącego chłopaka o bujnych lokach i zniewalających dołeczkach mogła być pewna- ona i Katy nie bawiły się już same.
-No co jest mała? Czemu nie tańczysz?- spytał uroczy brunet, o którym istnieniu Anna kompletnie zapomniała.
-Przepraszam- powiedziała nadal nie zwracając na niego zupełnie uwagi i ruszyła szukać siostry. Zajęło jej to krócej niż przypuszczała. Katy w najlepsze bawiła się z czarnowłosym chłopakiem.
-Katy! Katy!- krzyczała przebijając się przez tłum i co chwile sprawdzając czy jej sukienka nie zadarła się za wysoko. Brunetka momentalnie oderwała się od partnera i ruszyła w stronę siostry.
-Coś się stało?- spytała zaniepokojona. Anna wyglądała jakby dosłownie przed chwilą zobaczyła ducha.
-Tak. Nie. Nie do końca. Sama nie wiem... Chłopaki tu są!
-Którzy chłopaki?- spytała bezmyślnie, ale wnioskując po minie Anny od razu się domyśliła- Oh…- powiedziała i zaczęła się cofać jakby w ten sposób miało ją ominąć spotkanie z bratem i resztą. Efekt był jednak nieco inny.
-Seksownie wyglądasz w tej sukience- usłyszała niski głos Lou, który uwięził ją łapiąc w talii. Skrzywiła się nieco. Nie tak to miało wyglądać. Zdążyła tylko wyszeptać do Anny „WIEJ”, a dalej musiała sobie poradzić sama.
-Oh Louis! Co ty tu robisz… kochanie…- wydukała Katy i obróciła się w stronę chłopaka po czym gorąco go ucałowała, aby go udobruchać. W tym czasie Anna starała się uciec z klubu. Wiedziała, że prędzej czy później Katy ją dogoni. Lou był wobec niej bezsilny- tak czy siak w końcu da jej czmychnąć niezauważonej przez brata z pub-u. Wystarczyła minuta, aby Katy obrobiła się z Lou. Obydwie nie mogły dłużej zostać w klubie. Jak najbardziej chciały uniknąć spotkania z bratem. Pozostawało tylko pytanie co on i reszta tu w ogóle robiła? Nagle ktoś chwycił ją w pasie i gwałtownie do siebie przyciągnął.
-Wybierasz się gdzieś?
-Harry?
-Strzał w dziesiątkę- usłyszała dziewczyna i poczuła jak silne ręce niemal przenoszą ją do punktu wyjścia- czyli tam gdzie nadal stała uziemiona Katy. Siostry poczuły się jak w pułapce. Obydwie uwięzione w objęciach dwóch chłopaków.
-Błagam… nie wydajcie nas Zaynowi- poprosiła Katy świecąc błagalnie oczami. Chłopcy popatrzyli na siebie porozumiewawczo.
-A myślisz, że po co tu przyszliśmy?- spytał Lou. Katy już miała go zacząć wyzywać od zdrajców gdy ten dodał- Szybko do wyjścia zanim wasz brat się skapnie!- dodał i uśmiechnął się do bliźniaczek.
-Zaplanowaliście to?- zapytała Anna.
-Właściwie to ratujemy was na spontana, więc radziłbym się pospieszyć- odpowiedział jej Harry.
-Dziękuję- dodała szybko Katy i pocałowała Lou, po czym pociągnęła go za sobą w stronę wyjścia. Dość długo im zajęło im dotarcie do wyjścia. Dziewczyny poruszały się ostrożnie, starając się uniknąć kontaktu z mokrymi ciałami co było raczej nieuniknione. Wkrótce całej czwórce udało się wydostać z dusznej sali. Nagie ramiona dziewcząt owiał zimny, nieprzyjemny wiatr. Harry i Lou od razu zareagowali. W końcu bliźniaczki szły z ich bluzami na sobie. Po drodze Katy zdjęła szpilki. Gdy gołymi stopami dotknęła zimnego chodnika omal nie podskoczyła. Z drugiej strony nie było mowy o ponownym nałożeniu szpilek. Louis widząc jej dylemat wziął ją na ręce. Dziewczyna cicho pisnęła, owijając przy tym ręce wokół szyi Lou. Następnie ułożyła głowę na jego barku. Harry spojrzał błagalnie na Anne mając nadzieję, że ona postąpi tak samo: zdejmie szpilki i uwiesi się na jego szyi. Jednak ona dzielnie maszerowała i udawała, że nie widzi jak Harry na nią zerka. Musiała jednak przyznać, że nogi jej odpadały. Gdy szli parkiem zrezygnowana usiadła na trawie. Louis zrobił to samo. Katy co prawda nie była ciężka, ale i on nie miał nieskończonej ilości energii. I Harry do nich dołączył. Siedzieli całą czwórką. Nikt nie zwracał uwagi na panujące w koło zimno. Katy wtulona w Louisa patrzyła w gwiazdy. Harry i Anna również oddali się obserwacji magicznego tej nocy nieba. Brunetka po chwili spuściła wzrok z góry i natknęła oczy Lou. On jeden nie patrzył w gwiazdy, tylko właśnie na nią. Katy odgarnęła jego grzywkę, aby móc lepiej przyjrzeć się jego zielonkawym oczom. On odpowiedział jej delikatnie gładząc po policzku. Gdy chciał zabrać rękę, dziewczyna go powstrzymała, zatrzymując jego ciepłą dłoń na swojej twarzy. Po chwili ich usta się zetknęły w delikatnym pocałunku. Louis potarł swoim nosem o jej, po czym obydwoje wrócili do wpatrywania się w gwiazdy. Anna natomiast siedziała niedaleko Harrego. Ich ramiona stykały się ze sobą. Bluza Loczka przestała jej wystarczać i na jej rękach zaczęła pojawiać się gęsia skórka.
-Jak ci zimno, możemy sobie pójść- szepnął do niej Hazza i przysunął się do niej.
-Nie, nie… jest okej- powiedziała, a on niepewnie objął ją ramieniem. Anna nie protestowała, więc ręka Harrego nieco pewniej zacisnęła się przy jej talii. Dziewczyna bez zastanowienia oparła głowę na jego ramieniu po czym również szepnęła:
-Teraz idealnie- po tych słowach czuła jak na twarzy Harrego pojawia się ten jego uroczy uśmiech. Dziwne… przez moment miała ochotę go pocałować. Długo zmagała się z tą myślą, gdy przeszkodził jej głos Louisa:
-Chodźmy. Odprowadzimy was do mieszkania- powiedział trzymając w równowadze Katy, która nakładała szpilki.
-Szybko zaraz zamarznę- skomentowała gdy szpilki ułożyły się na jej stopach. Reszta drogi minęła im już nieco szybciej. Nim się obejrzeli byli w ciepłym mieszkanku bliźniaczek.
-Herbaty?- spytała Anna.
-Skoro masz jeszcze siłę, żeby robić…- skomentował Louis.
-Szczerze to nie mam…- odparła.
-Uhm. No cóż sama się nie zrobi- powiedział Louis i równo z Harrym podeszli do blatu, aby sporządzić napój. Anna nachyliła się do Katy i cicho rzuciła:
-I tak to się robi- zaśmiała się. Po chwili na stole stały cztery kubki z herbatą. Zniknęła ona tak szybko jak się pojawiła. Ciepło rozlało się po przemarzniętych ciałach nastolatków. Ten postój nie był zbyt mądrym pomysłem. Wkrótce chłopaki zaczęli się zbierać. Katy patrzyła niezadowolona jak przyodziewają bluzy.
-Może zostaniecie…
-Na noc?- spytał Harry jakby źle usłyszał. Annie nie spodobał się ten pomysł. Wzięła siostrę na bok.
-Oszalałaś?- spytała.
-Anna… ty nie rozumiesz…
-Czego? Co tu rozumieć Katy?
-Kiedy Louis jest w pobliżu… nie mam koszmarów w nocy. Nie myślę o ojcu. O przeszłości. Nigdy wcześniej się tak nie czułam!- powiedziała. Na jej słowa Anna przywołała obraz gdy jej siostra spokojnie spała u boku Lou. Nie krzyczała, ani nie płakała. Była taka spokojna… To prawda, Anna dawno jej nie widziała w takim stanie. Zawsze nerwowa, spanikowana i naładowana emocjami Katy przy nim nagle się wyciszała. Z resztą to działało w dwie strony. Louis przy niej był święty. Popatrzyła jeszcze raz w błagalne oczy siostry.
-Zgoda- wymamrotała. Mimo jej cichego tonu informacja nie dotarła tylko do Katy. Gdy dziewczyny się obróciły się z powrotem do Louisa i Hazzy, stali tam już bez bluz, które spoczywały grzecznie na wieszakach. Obydwoje promienieli. Cała czwórka ruszyła do pokoju sióstr. Anna nie była wniebowzięta, w przeciwieństwie do siostry. Katy i Lou usiedli razem na jej łóżku, natomiast Anna niepewnie zajęła miejsce obok Harrego na swoim. Jak zwykle nie obyło się bez długich rozmów. O czwartej w nocy nikt nie fatygował się aby się przebrać do spania, lub jak w przypadku dziewczyn, zmyć makijaż. Wkrótce skrępowana Anna ułożyła się obrócona plecami do Harrego. On zrobił to samo. Już wcześniej proponował jej, że pójdzie spać na sofie, lecz Anna zaprzeczała za każdym razem. Chłopak również był obrócony do niej plecami. Za każdym razem gdy ruszał głową, czuła jak jego loki łaskoczą jej kark. Za którymś razem cicho zachichotała. Od tej pory już ani razu nie po czuła na szyi jego włosów, a jedynie gorący oddech. Obrócił się do niej przodem. Anna nie wiedziała jak się zachować. Ostatecznie również obróciła się twarzą do chłopaka. Odwdzięczył się jej ukazując swoje dołeczki. Odwzajemniła uśmiech. Jego bliskość ją zawstydzała, więc postanowiła zamknąć oczy. Długo jednak nie mogła zasnąć. Gdy Harry zapadł w głęboki sen odważyła się zbadać opuszkami palców jego rysy twarzy. Z każdą chwilą czuła, że jej uczucia do niego wielokrotnieją. Na koniec schowała swoją dłoń w jego i spróbowała zasnąć. Tymczasem Katy wygodnie ułożyła się przy Lou. Chłopak jedną ręką trzymał ją w talii przyciskając do siebie, jakby bał się, że zaraz się odsunie. Drugą dłonią co chwile przeplatał palce dłoni Katy badając każdy ich detal. Katy wolną ręką przeczesywała jego włosy. Wiedziała, że zarówno ona jak i Anna usną dzisiaj spokojnie. Zapragnęła aby było tak już zawsze.


Z góry przepraszamy, że tak długo nie dodawałyśmy rozdziału! Miałyśmy zawalony weekend i tydzień ;-/ ale jest już 34 *.* a niedawno zaczynałyśmy prolog... ;dd Wgl jedziecie gdzieś na zieloną szkołę albo na wycieczkę? Bo Anna wczoraj wyjechała i mnie zostawiła ;c wcale za nią nie tęsknię... nie no brakuje mi jej mordki <3 A jak wyjeżdżacie to gdzie? ;D piszcie w komentarzach ;*
Kochamy Was<33
Anna&Katy



sobota, 4 maja 2013

Rozdział 33




Liam słuchał z przerażeniem bliźniaczek. Miały milion pomysłów naraz. Jedna wchodziła w zdanie drugiej. Chłopak nie wiedział kogo ma słuchać.
-Dziewczyny!- krzyknął wreszcie na co się uciszyły- Przepraszam, że krzyknąłem ale chcę coś powiedzieć. Możecie mówić pojedynczo i wolniej? Przekrzykujecie same siebie, a ja nie wiem kogo mam słuchać- powiedział. Dziewczyny popatrzyły na siebie i uświadomiły sobie, że jak na razie wcale mu nie pomagają.
-Tak, przepraszamy. My tylko chcemy żeby ci się udało- powiedziała Katy.
-Dobrze zacznijmy od początku. Jak się nazywa? Skąd ją znasz? I czy wiesz co może robić w najbliższych dniach?- zapytała Anna.
-No to nazywa się Danielle Peazer, znam ją z Xfactora, to znaczy ona tańczy i myślę, że w najbliższych dniach będzie miała próby do trasy, w którą jedzie z Mattem. No wiecie tym, który wygrał w tym roku- powiedział wszystko na jednym wydechu. Dziewczyny były zadowolone. Przynajmniej wiedziały na czym stoją. Katy wpadła na pewien pomysł.
-Kiedy będziecie widzieć się z Simonem?- spytała.
-No… jutro ale nie widzę związku- odpowiedział jej Liam.
-Chodzi mi o to, że Matt wygrywając Xfactora wygrał kontrakt z wytwórnią Simona tak?- zapytała na co Liam pokiwał twierdząco głową- No właśnie. No to możliwe, że jutro też będzie u Cowella nie? I wtedy będziesz mógł go podpytać o jego próby… rozumiesz?- zaproponowała Katy.
-Rozumiem ale nie wiem czy to dobry pomysł…- chłopak nie był przekonany do jej pomysłu.
-Oj daj spokój, podoba ci się?- zapytała Anna.
-No tak- powiedział Liam.
-No to nie widzę problemu. Warto spróbować- uśmiechnęła się do chłopaka blondynka.
-W razie czego możesz do nas zadzwonić i coś wykombinujemy- powiedziała Katy puszczając do niego oczko-Jest Louis?- spytała się go.
-Nie, nie ma. Przyszła po niego jakaś dziewczyna i wyszli razem- odpowiedział jej, na co Katy pobladła. Jak to wyszedł z inną?- Katy! Żartowałem, jest u siebie- zaśmiał się.
-Bardzo śmieszne, bardzo śmieszne- odpowiedziała mu i poszła w stronę pokoju Lou.
Harold przez pół dnia chodził podekscytowany. To co usłyszał wczoraj od Anny zmieniło jego życie o 180 stopni. Ona go kochała! Sam słyszał! Tak bardzo chciał teraz do niej podejść, pocałować, wyznać jej swoje uczucia i po prostu z nią być. Uśmiechał się mimo woli. Nie mógł uwierzyć, że Anna go kocha! Był najszczęśliwszym facetem pod słońcem. Po chwili usłyszał ciche  pukanie do drzwi.
-Proszę!- odpowiedział, po czym ktoś nacisnął na klamkę i otworzył drzwi. To była ona.
-Cześć, mogę na chwilę?- spytała wychylając głowę zza drzwi.
-Jasne, wchodź- odpowiedział machając ręką na zachęcenie. Anna się uśmiechnęła, weszła do środka, po czym podeszła do przyjaciela i pocałowała go w policzek na powitanie. Poczuła motylki w brzuchu na zapach jego perfum. Były genialne- Jak w szkole?- spytał się jej loczek.
-A dobrze. Dostałam piątkę z literatury angielskiej, co jest dość dziwne w moim przypadku- zaśmiała się.
-To gratuluję, a co z… no wiesz- delikatnie zapytał o Bena.
-Nic. Nawet go dziś w szkole nie widziałam- odpowiedziała szybko i krótko, po czym zapanowała cisza. Żadne z nich się nie odzywało. Harry patrzył się na, jak miał nadzieję, przyszłą dziewczynę. Anna wyczuwała jego wzrok. Zastanawiała się o co mu chodziło. Chyba nie… a może jednak? Nie to nie możliwe. A co jeśli jednak nie spał kiedy ona teoretycznie wyznała mu miłość? Dziewczyna szybko postanowiła zmienić temat- Co mi się tak przyglądasz, co?
-A jakoś tak. Wydaje mi się, czy masz nowe kolczyki?- on również szybko i zwinnie zmienił temat.
-Masz rację. Są nowe. Tata mi je ostatnio przesłał z Bradford- odpowiedziała bawiąc się swoimi kolczykami. Po chwili jeden z nich się odpiął, a zatyczka spadła na podłogę- Świetnie- westchnęła dziewczyna.
-Nie martw się zaraz znajdziemy tą zatyczkę- odpowiedział jej chłopak wodząc wzrokiem po podłodze.
-Nie masz co szukać, to jak szukanie igły w stogu siana. Są bardzo małe szanse, że…- nie dokończyła, bo Hazza podsunął jej pod nos zatyczkę- No dobra zwracam honor. Dziękuję- odpowiedziała i zapięła z powrotem kolczyk- A tak w ogóle to co wy jutro będziecie z Simonem omawiać? Mówił wam coś?
-Nie wiem. Nic nam nie mówił. Dzwonił tylko, że mamy być i tyle.
-Uhm- odparła Anna. Czuła na sobie wciąż wzrok Loczka i totalnie nie mogła się skupić- No to ja chyba pójdę. Chyba zrobię nam…
-Spaghetti? Świetny pomysł. Ale na pomoc Katy raczej nie licz, znając życie siedzi już z Lou w jego pokoju. Dziwne bo myślałem, że za nim nie przepada… Więc może przyda ci się ktoś inny do pomocy?- spytał Hazza i zaświecił zielonymi oczami.
-Kogo proponujesz?
-Polecam…siebie.
-Może być. Za pięć minut z fartuszkiem i umytymi rękoma w kuchni- uśmiechnęła się i poszła w stronę kuchni.
Katy siedziała z Lou na łóżku. Ich rozmowy stoczyły się na daty urodzin.
-Wiesz, w moje urodziny będziesz się musiała męczyć podwójnie z prezentami…
-Haha jasne. A to niby czemu?
-Bo obchodzę je 24 grudnia. Dla niewtajemniczonych to jest Boże Narodzenie…
-Wiem kiedy jest Boże Narodzenie- oburzyła się nieco Katy.
-To dobrze. Katy?
-Hm?
-Co chciałabyś dostać na urodziny?
-Nie wiem.
-Zła odpowiedź. Katy?
-Co?
-Kocham cię.
-Ja ciebie też- odpowiedziała chłopakowi i uświadomiła sobie, że po raz pierwszy wyznała to na głos.
-Dobra odpowiedź- zażartował Louis i przybliżył się do dziewczyny. Następnie delikatnie ją pocałował. Po chwili ponownie się do niej przysunął i ucałował, tyle, że nieco namiętniej. Gdy był już wystarczająco blisko Katy, jego usta nie odrywały się od jej. Podczas gdy ona obejmowała za szyję niemal leżącego na niej chłopaka, on coraz to bardziej plątał jej długie brązowe włosy. Kiedy obdarowywał dziewczynę coraz to bardzie zachłannymi pocałunkami nagle na korytarzu rozległy się kroki.
-Louis… Ktoś idzie- powiedziała cicho, ale on nie reagował- Lou nie jesteśmy sami- ten ktoś był już pod drzwiami- Lou!- chłopak w ostatniej chwili odkleił się od dziewczyny. Katy szybko poprawiał włosy i w tym momencie do pokoju wparował Niall.
-Królewna zrobiła spaghetti! Ślicznotko…
-Fajnie, że zapukałeś- mruknął Louis. Irlandczyk popatrzył na niego pytająco.
-Czy ja wam przeszkodziłem…
-Ty nigdy nie przeszkadzasz słodziaku- powiedziała Katy, a na twarzy Louisa pojawił się mały grymas- No to chodźmy na to spaghetti. Ale uprzedzam, Anna robiła je beze mnie więc…
-Ale robiła je z Harrym, więc będzie prawie tak dobre jakby robiła je z tobą- przerwał jej Niall. Katy próbowała wymyślić jakąś wymówkę ale ostatecznie powiedziała:
-Niech będzie. To się jeszcze zobaczy- rzuciła swój uśmieszek i poszła do kuchni. Za nią poszedł Niall. Stanął w progu i rzucił.
-Ty się tak nie napalaj, ona jest od ciebie o dwa lata młodsza- po tych słowach chciał czmychnąć do kuchni ale nie udało mu się to tak jak planował, gdyż po drodze zarobił poduszką w łeb.
Wkrótce wszyscy zasiedli przy stole. Każdy z niecierpliwością czekał na wytworne danie- zwłaszcza Katy, która chciała się przekonać czy Harry i Anna zrobią równie dobre spaghetti, jak miała w zwyczaju z siostrą. Po chwili na stole pojawiła się miska wypełniona daniem. Każdy po kolei nakładał sobie, wcale nie szczędząc. Gdy każdy miał na talerzu swoją porcję, Anna podsumowała krótko.
-Mam nadzieję, że będzie wam smakować- uśmiechnęła się i zaczęła nawijać makaron na widelec. W jednym momencie wszyscy mieli wypchane usta, gdy Niall i Katy- jakby czytali sobie w myślach- jednocześnie wypluli zawartość swoich ust na talerze. Harry spiorunował dwójkę wzrokiem i przeżuł, po czym i z jego buzi również wyleciała jej cała zawartość. Po chwili każdy dołączył do trójki. Anna zerknęła speszona na Harrego. Ich wspólne dzieło okazało się totalnym niewypałem.
-Przepraszam was ale to spaghetti… nie smakuje jak spaghetti jakkolwiek by to brzmiało…- powiedziała Katy wycierając usta serwetką.
-Ślicznotka ma rację. To jest jakieś… no nie wiem… słodkie…- przytaknął dziewczynie Niall. Liaś, którego IQ przerastało reszty od razu wpadł na pomysł, co mogło być przyczyną kulinarnej porażki. Po chwili namysłu spytał Harrego:
-Powiedz mi co podałeś Annie, kiedy prosiła cię o sól?
-No nie wiem… sól?- odparł z sarkazmem Loczek, jednak widząc, że nie takiej odpowiedzi oczekiwał Liam wstał z miejsca i podszedł do szafki. Po chwili wyciągnął z niej średniej wielkości słoik. Wrócił na swoje miejsce i postawił go na środek stołu.
-To dałem Annie- burknął pod nosem. Nie lubił kiedy mu coś nie wychodziło. Po słoik jako pierwszy sięgnął Zayn. Odkręcił go ostrożnie i wsunął do niego palec. Następnie włożył go do ust.
-To jest cukier…- powiedział lekko zdziwiony. Po chwili słoik przejął Daddy Direction. Uczynił to samo co Zayn i wywnioskował:
-Nie moi mili. To sól zmieszana z cukrem- Anna i Katy spojrzały na siebie z zaskoczeniem w oczach. Kto normalny mieszał cukier z solą? Chyba tylko ta piątka wyjątkowych pod każdym względem była do tego zdolna.
-No tak to było do przewidzenia…- mruknęła Anna. Po chwili ujrzała, że Katy uśmiecha się z triumfem pod nosem.
-To nie jest zabawne- odparła. Po raz pierwszy zepsuła spaghetti.
-Nie jest. Po prostu miałam rację- powiedziała Katy i zwróciła się do Nialla- Mówiłam, że Anna beze mnie nie zrobi dobrego spaghetti.
-Zwracam honor ślicznotko.
-No to co zamawiamy pizzę?- spytał Lou i oczywiście nikt nie miał nic przeciwko. Rozpoczęło się długie czekanie na jadalny posiłek. Zayn próbował przełknąć jeszcze trochę nieudanego dania, żeby Annie nie było przykro, jednak wkrótce się poddał. Siostra oczywiście nie miała mu tego za złe, gdyż sama zaczęła po kolei wyrzucać w połowie zjedzone resztki do śmietnika. Harry siedział z grymasem na twarzy, dalej nie mogąc sobie wybaczyć, że to za jego sprawą spaghetti wylądowało w śmietniku. Anne nieco rozśmieszyło to z jaką powagą Hazza potraktował swój błąd, ale mimo to nic nie mówiła. Niall natomiast z niecierpliwością spoglądał na zegarek wyczekując dzwonka do drzwi, oznajmiającego iż pizza dojechała. Cała, zdrowa i pachnąca. Zayn właściwie nie był lepszy i również wpatrywał się świecącymi oczami w zegarek. Musiał być naprawdę głodny. Liam natomiast swoją pełną uwagę skupił na telefonie. Sms-ował. I to nie z byle kim. Danielle się w końcu odezwała, czyli jednak przyjęta przez Liama taktyka podziałała. Była też druga opcja- Danielle nie mogła oprzeć się jego urokowi. Louis przez moment „szarpał” się z Katy usiłując usadzić ją sobie na kolanach. Z początku wyglądało to komicznie, lecz gdy kiedy dziewczyna spokojnie zajęła miejsce na jego kolanach, tym samym poddając się silniejszemu chłopakowi, wszystko znowu nabrało uroczego widoku. Po kilku minutach, które trwały całą wieczność, po mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Niall zerwał się z krzesła, ale bliźniaczki go wyprzedziły. Otworzyły drzwi tym samym powodując, że po całym mieszkaniu rozprzestrzenił się zapach świeżej pizzy. Jednak nie to spowodowało wielkie uśmiechy na twarzach sióstr. Ich powodem był oczywiście dostawca.
-Josh!- rozległ się piskliwy głos Katy, po czym dołączyła się również Anna. Chłopak stał niewzruszony.
-Trzydzieści funtów proszę- wydukał niemrawo. Dziewczyny zerknęły na niego z zaskoczonymi minami. Josh nie wytrzymał jednak długo. Na jego twarzy również pojawił się szeroki uśmiech.
-Cześć dziewczyny. To co? Na koszt firmy?- rzucił już swoim normalnym, roześmianym głosem.
-Cóż…jeżeli twój szef nie będzie miał nic przeciwko, to czemu nie?- odparła Anna.
-Gdyby was zobaczył, zrozumiałby, że nie miałem wyboru- na ten komplement na policzkach obu dziewczyn rozlał się różowiutki rumieniec. Spowodowało to jeszcze szerszy uśmiech u Josha, który zaraz zniknął. Ujrzał w progu stojących Harrego i Louisa. Nie miał z nimi najlepszych wspomnień. W końcu jednak ośmielił się na delikatny uśmiech i podał rękę każdemu po kolei. Lou i Hazza odwzajemnili uśmiechy i uścisk dłoni, odebrali pizzę po czym niczym ninje zniknęli za ścianą. Katy zaśmiała się cicho.
-Nie zwracaj na nich uwagi- powiedziała. Josh również się uśmiechnął i nagle sobie coś przypomniał.
-Dobrze, że was akurat spotkałem. Dziś o 22.oo jest taka impreza w jednym z pobliskich pubów. Myślałem, że może miałybyście ochotę wpaść? Załatwię wam przepustki, które dacie ochroniarzowi. Wiecie… Będę tam DJ-iem.
-Dobrze wiedzieć, że nie grasz tylko na perkusji- rozpromieniła się Katy.
-To jak? Przyjdziecie?
-No pewnie, że tak!- powiedziała zachwycona Anna. Tego jej i Katy brakowało. Tego właśnie teraz potrzebowały. Na jedną noc oderwać się od rzeczywistości.
-No to super- Josh wyglądał na naprawdę zachwyconego odpowiedzią bliźniaczek- Dobra znikam. Mam kolejne zlecenia. Do zobaczenia!- rzucił roześmiany i po kilku sekundach już go nie było. Katy sprawdziła godzinę na telefonie. Była 20:oo. Obydwie miały mało czasu żeby się przyszykować. Dwie godziny to pozornie dużo czasu.
-To jak? Tylko my dwie na wielkiej dyskotece?- spytała Anna a jej oczy świeciły od radości.
-Tak- zachichotała Katy- I ani słowa chłopakom- dodała podekscytowana. Kiedy obydwie wróciły do kuchni pizzy już nie było. Może nawet i lepiej, w jednej chwili przestały być głodne.
-Wychodzimy. Musimy zrobić projekt na jutro- rzuciła pośpiesznie Anna. I niemal wybiegła z Katy z pomieszczenia. Było słychać jedynie suwaki zapinanych kurtek.
-Zaraz, a pożegnać się?- wykrzyczał Louis, ale dziewczyn już dawno nie było w mieszkaniu.
***
Zayn wracał z łazienki- cudowna mieszanka spaghetti z cukrem dała się we znaki- gdy usłyszał fragment rozmowy dziewczyn z Joshem. Wiedział, że nie powinien ale nie mógł się powstrzymać i zaczął ich podsłuchiwać. Kiedy tylko do jego uszu dotarły plany dziewczyn o sekretnej dyskotece od razu poszedł do kuchni. Cierpliwie czekał aż jego siostry wyjdą z mieszkania. Dobrze wiedział, że nie szły robić projektu, a żeby przez kolejne dwie godziny przygotowywać się na imprezę. Nie mógł pozwolić żeby poszły do tego pubu za żadne skarby, a przynajmniej nie bez opieki. Nie mógł pozwolić, aby jego kochana matka znowu się na nim zawiodła. Gdy tylko drzwi wejściowe od mieszkania zatrzasnęły się z hukiem, wstał z krzesła.
-Panowie, szykujcie się. Wychodzimy.

Jak Wam mija majówka? Katy sobie pojechała, a ja gnije w domu... :D Nieważne. Ważne że niedługo koniec szkoły! Właśnie szukam sukienki na bal ale coś słabo mi idzie. No nic. Komentarze (jak zwykle) mile widziane <3
Kochamy Was<333
Anna&Katy