piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 20



            -Myślicie, że „przepraszam” wystarczy?! Nie spałam do czwartej nad ranem! Tak się martwiłam! Co ja mam o tym myśleć?! Rozumiem, żebyście spały u koleżanek, nie mówię teraz do ciebie Zayn, to bym jeszcze wam wybaczyła. Ale wy spędziłyście noc z piątką chłopaków! No dobra Zayn to wasz brat…i jeszcze śmierdzi od was alkoholem! Piłyście?! Jestem pewna, że Katy piła…od ciebie czuć najbardziej!
-Nie to nie tak, to był tylko jeden kieliszek…- tłumaczyła się.
-Tylko jeden?! A ty Anna? Też piłaś…i ty Zayn też…na kilometr widać, że macie porządnego kaca…
-Mamo…-zaczęła Anna, ale Tricia ciągnęła dalej.
-A te ciuchy? Kto je wam dał?! Chłoptasie, z którymi spędziłyście noc?!
-Mamo, nic nie było…
-Skąd wiesz Katy?! Ty nawet nie pamiętasz co wczoraj robiłaś!
-Mamo, nie krzycz tak na nie. Nie robiły nic złego…Cały czas ich…pilnowałem…- skłamał Zayn.
-Że ty niby nie byłeś pijany?! O nie…to nie może się obejść bez konsekwencji…zostańcie w pokoju. Ja idę do swojej sypialni. Obmyślę karę, tym razem naprawdę, prawdziwą karę, żebyście sobie zapamiętali. Cała trójka!
Zayn i bliźniaczki nie mieli zamiaru już dyskutować. Ich błąd… W końcu zdenerwowana Tricia wyszła z pokoju.
-Dziewczyny…przepraszam- powiedział smutny Zayn.
-Za co?- spytała Anna.
-Za to, że was nie upilnowałem…właściwie to jako pierwszy „odpadłem”…a powinienem was przypilnować…z resztą to było oczywiste, że Lou przyniósł więcej niż jedną butelkę szampana…
-Nie obwiniaj siebie…ani Lou- powiedziała Katy- Ale tak na marginesie, przyjemność ochrzanienia go pozostaw mi.
-Proszę bardzo…nie no…głupio mi i tak.
-Oj, przestań. To nie ty kazałeś nam się upić. Nikt nie kazał…- powiedziała Anna i usiadła na kolanach brata.
-Tsaaa…jak myślicie jaką karę wymyśli nam mama?
-Tobie raczej nic nie grozi. W końcu jesteś teraz najważniejszy, jeżeli wiesz o co mi chodzi...- burknęła Katy.
-Kiedy was ukararze, to tak jakby mnie ukarała…
-Jesteś kochany- stwierdziła Anna i przytuliła brata.
-Ale mi słodzisz…
-Zawsze mogę przestać brzydalu…
-No, wszystko wraca do normy…brzydalu…- zaśmiał się Zayn.
Teraz cała trójka czekała na „wyrok”. Nie wiedzieli czego się spodziewać. W końcu wybiła godzina prawdy. Tricia wparowała do pokoju.
-Dobra. To się musi skończyć- zaczęła- Zayn, naprawdę bardzo mnie rozczarowałeś. Myślałam, że jesteś w stanie zająć się dwoma siostrami. Czy ja wymagam od ciebie zbyt dużo?
-Mamo ja…- chłopak chciał się wytłumaczyć
-Jeszcze nie skończyłam. To, co zrobiliście wczoraj przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałam się tego po was. Co wam odbiło?! Jak ja mam wam teraz zaufać?! To miało być spotkanie towarzyskie, a nie gruby melanż! W dodatku, z którego moje dzieci wracają pijane! Nie jesteście pełnoletni! Nie bez przyczyny alkohol sprzedaje się tylko dorosłym! Bo tacy nieodpowiedzialni młodzi ludzie jak wy nie umieją się opanować!
-Mamo… to nie wina Zayna… My… nalegałyśmy… To miał być jeden, symboliczny kieliszek…- próbowała wybronić brata Anna.
-Ale nie był! I nie obchodzą mnie teraz wasze wymówki! Za własną głupotę się płaci. Dlatego wymyśliłam wam dotkliwą karę. Może następnym razem pomyślicie dwa razy zanim cokolwiek zrobicie czy powiecie- krzyczała Tricia- Dobra. Więc: Wy, Anna i Katy wracacie do Bradford, wraz z końcem wakacji. Czyli jutro. Bez gadania- na te słowa Katy po prostu się rozpłakała. To była najgorsza kara, jaką mogła wymyślić im mama. Anna złapała siostrę za rękę i też się rozpłakała- A ty Zayn masz całkowity zakaz kontaktowania się z nimi do odwołania. Może ta rozłąka was czegoś nauczy- skończyła Tricia i wyszła z pokoju.
-O boże Zayn! Tylko nie to!- rozpłakała się jeszcze bardziej Katy i wtuliła się w brata.
-To…ja nie wyobrażam sobie bycia tutaj bez was!- krzyknął Zayn. Nie chciało mu się płakać. Nie był smutny. Był wściekły.
-Trudno, klamka zapadła. Jutro wyjeżdżamy. Trzeba się spakować- dorzuciła Anna, wyciągnęła walizkę i zaczęła niedbale wrzucać do niej swoje rzeczy.  Już przestała płakać. To i tak by nic nie zmieniło. Kiedy już opróżniła szafę, zaczęła szperać po półeczkach i w okolicach łóżka, żeby przypadkiem niczego nie zostawić. Zajrzała pod poduszkę i wtedy ponownie z jej oczu zaczęły lecieć łzy. Leżała tam bluza Jacka Willsa. Bluza Harrego.
-Ooooo…misiu chodź tu…- powiedziała Katy i przytuliła siostrę. Sama też cały czas płakała. Wpadła w końcu na pomysł -Może by tak małe odwiedziny? No wiesz, pod pretekstem oddania ciuchów…również tych, które mamy jeszcze na sobie…-zaśmiała się.
-Zgoda. Trzeba się pożegnać. Zayn, idziesz z nami?
-Nie, nie mogę z wami się kontaktować.
-A no tak…trochę dziwne, bo właśnie to robisz- skomentowała Anna.
-Śpieszmy się. Nie wiadomo czy chłopaki są jeszcze u Liama, a tylko jego adres znamy…- rzuciła Katy.
-Racja, ogarnijmy się i chodźmy.
***
            Dziewczyny stały w progu. Chłopcy patrzyli na nie smutnym wzrokiem. Przez pewien moment myśleli, że dziewczyny chcą im zrobić kawał. Ale łzy w ich oczach wszystko wyjawiały. Louis był na siebie bardzo zły. Gdyby nie jego pomysł z szampanem, dziś nie żegnałby się z bliźniaczkami.
-Nic nie mówcie, ani nie obwiniajcie się…po prostu się z nami pożegnajcie- powiedziała Anna i od razu podeszła do Harrego uśmiechając się pod nosem. W ręku trzymała jego dwie bluzy. Jedną z dzisiaj, a drugą z Jacka Willsa.
-Skąd…aaaa już pamiętam- uśmiechnął się Harry.
-Tsaaaa…Harry…
-Tak?
-Będę tęsknić!- rozkleiła się. Już zapomniała o tym co wyrabiał wczoraj Harry. Chciała się po prostu pożegnać. Ciężko jej będzie teraz bez niego.
-Ja też…-powiedział i przytulił dziewczynę, po czym szepnął jej na ucho- Bluzę z Jacka Willsa sobie zachowaj. Tak żebyś o mnie pamiętała jak będziesz w Bradford.
-Będę. Dzięki, nie wiem co powiedzieć…- Anna w końcu odsunęła się od Harrego i poszła pożegnać się z innymi. Szkoda, że tak szybko muszą się rozstawać.
W tym czasie Katy poszła do Nialla.
-Tylko nie płacz, wiem że będziesz tęsknić za swoim słodziakiem…
-Niall…jak ja będę tęsknić! Myśl czasem o mnie i o Annie…i o naszym spaghetti też.
-Dobra…wy też o nas czasem myślcie.
-Głupku…znaczy słodziaku, będziemy was oglądać w telewizji i wysyłać na was nieskończoną liczbę sms-ów.
-Dzięki…- powiedział Niall. Po nim do Katy podszedł Louis.
-O Jezu…jak ja cię nienawidzę…- powiedziała przytulając chłopaka.
-Też będę tęsknić…-powiedział Lou i odwzajemnił uścisk- Chcę być tak hojny, jak Harry…weź moją bluzę…
-Oooo dzięki…
-Ale to nie jest za darmo- powiedział i nastawił policzek. Katy patrzyła na niego i się wahała. W końcu jednak dała mu buziaka. Kiedy dziewczyny pożegnały się już z każdym szybko wyszły. Anna zmusiła się na jeden komentarz.
-Jedyne co mi się podobało i czego bym nie zmieniła, co do tej nocy, to to, że nie pamiętam nawet mojego nocnego koszmaru.
-Ty wiesz, że ja też? Tak by mogło być na co dzień…
-Mogło, ale nie jest…
Najgorsze czekało je jutro. Będą musiały się pożegnać z Zaynem. Musiały jednak dać radę, i wspierać go, nawet, jeżeli będą miliard kilometrów od niego. Wiedziały jednak, że to nie będzie takie proste. Bardzo chciały cofnąć czas…jest tyle rzeczy, które by chciały zmienić w swojej przeszłości…

Tak na dobry początek ferii ;p wiemy, że krótki ale bądźcie cierpliwe, cierpliwi :D
Kochamy Was<33
Anna&Katy

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 19



            Katy powoli otworzyła ociężałe powieki. Głowa pękała jej z bólu…co ona tu robiła? Czuła suchość w ustach. Chciała wstać i pójść się napić, ale ciało cały czas odmawiało jej posłuszeństwa. W końcu się poddała. Ułożyła się wygodnie na poduszce. Żeby było jej cieplej włożyła pod nią ręce. O dziwo nie czuła miękkiej pierzynki, tylko twarde, ale bardzo ciepłe…coś. Zaczęła wędrować rękoma po tym „czymś” i w końcu uświadomiła sobie czego dotykała…a raczej kogo obmacywała. Okazało się, że ręce trzymała pod koszulką…Lou. I nie tylko. Leżała na nim. On tylko leżał i przypatrywał się jej.
-No już mnie tak nie rozpieszczaj…- zaśmiał się. Katy momentalnie się podniosła.
-Boże! Czy ja…czy ty…czy my…
-Katy nie! Coś ty!
-Jezu wiem, że byłam pijana, ale żeby aż tak?!
-Katy…uspokój się…
-Nie jestem już dziewicą?! O nie…mama mnie zabije!
-Katy…
-Jezu a jak zajdę w ciążę?!
-Do niczego nie doszło!- krzyknął w końcu.
-Co? Ooo…dobrze…
-Widzę, że masz porządnego kaca…
-Robiłam wczoraj coś głupiego?
-Nieeeee….skąd….- skłamał Lou.
-Nieprawda…kłamczuch- spod kanapy słychać była zachrypnięty głos Liama- Dobierałaś się do niego…
-Co?! O boże…
-Raz to nawet…
-Liam! Nie jesteś zbyt zajęty leżeniem pod kanapą?- rzucił zdenerwowany Lou- Katy…nie to żebyś mi przeszkadzała, ale…muszę się napić…więc…zejdziesz ze mnie?
-A, okey! Okey! Przepraszam…
-Spoko…było miło…- zaśmiał się, podczas gdy Katy starała się niezdarnie z niego zejść. Była cała odrętwiała. Nagle zwaliła się z kanapy, wywracając wszystkie sześć, pustych butelek po szampanie. Z hukiem uderzyły o podłogę. Automatycznie wszyscy się obudzili. To zadziwiające w jakich miejscach i pozycjach można spać… Wszyscy zaczęli po kolei otwierać oczy. Widać było po nich, że ostro imprezowali. Jako pierwszy odezwał się Harry:
-Jezu… Katy żyjesz?
-Tak, ale bywało lepiej- odpowiedziała mu wstając z podłogi.
-Boże idę się odlać bo zwariuje- powiedział po czym chwiejnym krokiem udał się w stronę łazienki. Też był jeszcze na kacu. Po drodze zauważył stłuczony wazon z kwiatami. „Co tu się wczoraj działo?”- myślał- „Ktoś tu nieźle imprezował”. Harry nie zdawał sobie sprawy z tego, że to jego sprawka. Ominął odłamki szkła i wszedł do łazienki. Podniósł deskę od kibla i zaczął się odlewać. Rozglądał się po pomieszczeniu. Szczoteczka do zębów, pasta, dezodorant, żel pod prysznic koło wanny… A w wannie…  śpiąca Anna…
-Anna? Co ty tu robisz?- zaczął zdziwiony. Dziewczyna obudziła się i otworzyła oczy. Ale szybko tego pożałowała. Odlewający się chłopak nie był dla niej zbyt miłym widokiem.
-Boże Harry! Mógłbyś… skończyć sikać- mówiła jednocześnie zasłaniając sobie oczy rękami. Chłopak się speszył. W końcu chyba żaden facet nie chce pokazywać swoich klejnotów, jakby nie patrzeć, obcej lasce. Szybko i sprawnie zapiął rozporek i umył ręce.
-Już możesz otworzyć oczy- powiedział.
-Na pewno?
-Tak- Anna otworzyła oczy i ostrożnie spojrzała w stronę chłopaka. Była również zawstydzona minioną sytuacją… Bardzo niezręczną sytuacją.
-Co ty tu robisz?- zapytała po chwili.
-Ja? Ja się odlewam. Pytanie, co ty tu robisz…- odpowiedział.
-Wiem, że pewnie wyglądam komicznie…
-Wyglądasz bardzo ładnie, choć nie ma co ukrywać, komicznie- odparł. Czy on znowu próbuje ją poderwać? Anna miała już dość po wczorajszym. Stwierdziła jednak, że chłopak nic nie pamięta z poprzedniego dnia. Z resztą nie ma się co dziwić… Był tak pijany jak mało kto.
-W każdym razie… Jak już udało mi się wczoraj ogarnąć wszystkie pijane osoby to położyłam się na podłodze, koło wszystkich. Niestety Niall zaczął mówić coś o Nando’s przez sen, a do tego śpiewał. Wszyscy chrapali. Pół nocy nie spałam przez was. Więc w końcu przyszłam tutaj. No. To tak w skrócie- odparła wychodząc z wanny. Stanęła przed lustrem. Fryzura jej się zepsuła. Z resztą nie ma się co dziwić po takiej nocy.
-A Anna… Czy ja wczoraj… No wiesz…- zaczął.
-Czy gadałeś coś głupiego? Otóż moja odpowiedź: TAK. I nie tylko mówiłeś…- rzuciła zdenerwowana dziewczyna. Nie miała teraz ochoty z nim rozmawiać. A szczególnie o tym co robił wczoraj- A teraz przepraszam, chciałabym skorzystać z toalety. SAMA- powiedziała. Harry był zakłopotany. Nie pamiętał nic z wczorajszej imprezy. Nie wiedział o czym mówiła dziewczyna. Miał nadzieję, że nie narozrabiał ani nie wyrządził nikomu krzywdy. Szczególnie Annie.
-Anna… Ja…- zaczął.
-Harry… Chciałabym skorzystać z toalety więc…
-Tak już. Przepraszam- powiedział po czym wyszedł z łazienki.
Kiedy dziewczyna wróciła do salonu zobaczyła siedzącą na kanapie, zdenerwowaną Katy.
-Co jest?
-Anna…mama nas zabije! Dzwoniła przed chwilą…
-I co?!
-Nie odebrałam…ale dopiero teraz sobie o niej przypomniałam! Musimy się zwijać…Tylko nasze wygniecione kiecki…nawet nie to. Nie przejdę ani kroku w szpilkach…i jeszcze ten kac…
-Kiecki i szpilki to nie problem. Pożyczymy wam ciuchy…- zaczął Lou.
-Z kacem będzie większy problem…-dorzucił Liam.
-Czuję się dziwnie…-wtrącił niezorientowany Niall- Zwykle jestem głodny…a teraz…mam ochotę wszystko zwrócić!
-Oooooj biedny słodziak…nie martw się apetyt szybko ci wróci…To możemy liczyć na jakieś ciuchy?- odparła Katy.
-Tak…zaraz ci coś dam- rzucił Lou zaczął szukać czegoś w stercie ciuchów.
-Dobra ja też dam ci coś Anna…gdzieś tu powinna być moja bluza z Jacka Willsa…ale nie mogę jej znaleźć…ktoś wie gdzie ona jest?
-Eeeee…to może…Liam? Masz jakąś bluzę?- zaczęła zakłopotana Anna. Przypomniała sobie, że bluza Harrego leżała sobie grzecznie pod jej poduszką w hotelu. Harry jednak dał Annie inną swoją bluzę. W końcu bliźniaczki były odziane w ogromne bluzy i przyduże buty. Wyglądało to dosyć zabawnie, ponieważ bluzy były tak duże, że nie było zupełnie widać spod nich sukienek. Tak jakby dziewczyny nie miały pod nimi zupełnie nic. Ale przynajmniej nie było im zimno. Kiedy Zayn się ogarnął szybko wyszli z hotelu, w którym to mieszkał Liam.
           
***
Rodzeństwo stało przed drzwiami, za którymi czekało ich piekło. Zayn powoli uchylił drzwi. Może mama jeszcze spała…chociaż było to bardzo wątpliwe. Była godzina 13…tak więc wrócili do domu troszkę spóźnieni. Wkradli się do pokoju. Ale ich starania poszły na marne, bo w ich sypialni czekała na nich Tricia.
-Mamo…- powiedziała Katy.
-Macie przerąbane- odparła Tricia.

Hope you enjoyed ;D Komentujcie szczerze, bez skrempowania. Mamy nadzieję, że piszemy coraz lepiej, z resztą same, sami oceńcie ;>
Kochamy Was<33
Anna&Katy

czwartek, 17 stycznia 2013

Rozdział 18



Tricia stała pod drzwiami łazienki. Miała potrzeby fizjologiczne, a nie mogła się do niej dostać od około trzech godzin.
-Dziewczyny! Długo jeszcze?!
-Oj mamo…pięć minut!- rzuciła Anna.
-Tu nawet już nie chodzi o mnie! Zaraz się spóźnicie!- momentalnie drzwi łazienki się otworzyły. Wyszły z niej dwie śliczne dziewczyny. Anna ubrana w błękitną, a Katy w fioletową sukienkę. Towarzyszyły im wysokie szpilki i lekki makijaż. Tricia od razu się domyśliła co robiły tyle czasu. Ale ich starania nie poszły na marne. Wyglądały pięknie. W końcu nie była to zwykła okazja. Niecodziennie świętuje się przejście swoich bliskich, do następnego etapu jednego z najsłynniejszych na całym świecie programu rozrywkowego- X-factora. Impreza tradycyjnie odbywała się u Liama. Oczywiście oficjalna wersja, którą podały swojej mamie, to zwykłe towarzyskie spotkanie. Żadna tam wielka domówka…
-Proszę mamo, łazienka jest twoja. My lecimy. Pa!- krzyknęła Katy w biegu.
-Wiecie co…teraz to mi się już odechciało…-rzuciła Tricia- A i jeszcze jedno! Wróćcie przed północą!- dorzuciła, ale dziewczyn już dawno nie było w pokoju.
***
Muzyka grała głośno, wszędzie walały się nadmuchane balony. Wszyscy świetnie się bawili i byli w wyśmienitych humorach. W końcu Louis wyjął butelkę szampana. Ale Zayn nie był zachwycony tym pomysłem.
-Louis, pragnę ci tylko przypomnieć, że tylko ty tu jesteś już pełnoletni…
-No wiem. Tak więc biorę za was i za wasze zachowanie całkowitą odpowiedzialność- odpowiedział jak zwykle uśmiechając się od ucha do ucha.
-Przyszedłem tu z siostrami!! One mają szesnaście lat!
-No i? Co z tego? Harry też ma. I będzie pił. Przecież nie karzę upijać się twoim siostrom. To tylko jeden, symboliczny kieliszek. Toaścik za nasz sukces- odpowiedział Lou nalewając alkohol do kieliszków.
-No Zayn… To tylko jeden kieliszek…- zaczęła Katy.
-Braciszku… zgódź się… a jeśli nie, będę musiała wyznać chłopakom co zrobiłeś u cioci Jennifer gdy miałeś 10 lat…- zaszantażowała go Anna na co chłopacy odpowiedzieli śmiechem.
-No dobra… Ale ani słowa mamie- zgodził się w końcu Zayn.
-Poza tym ty też nie jesteś pełnoletni- zauważył rozbawiony Niall.
-Cicho bo się rozmyślę.
Każdy dostał po jednym kieliszku. Zaczynało się niewinnie, dopóki nie okazało się, że Louis ma jeszcze pięć butelek szampana w zapasie. O dziwo pierwszy upił się Zayn. Nie mógł więc kontrolować swoich sióstr, a raczej jednej siostry, która sobie nie szczędziła. Drugi „odleciał” Niall. Po nim Katy i Harry. Trzeźwi zostali Anna, Liam i Louis. Ogarnięcie czterech pijanych osób nie było łatwe. Najprościej poszło z Niallem. Po pierwszej godzinie dzikiej zabawy poszedł spać na sofie. Została im trójka. Z nimi było ciężej. Katy cały czas doczepiała się Lou. Była porządnie podpita… Nagle zawiesiła mu się na szyi i po chwili wahania pocałowała. Lou omal nie oparł się „propozycji”, którą złożyła mu dziewczyna, ale przypomniał sobie, że jest nietrzeźwa i robi to wszystko nieświadomie. Tak więc delikatnie ją od siebie odsunął.
-Katy…- zaczął, ale ona nie dała mu dokończyć.
-Myślałam, że mnie lubisz…-burknęła pod nosem, i zaczęła się śmiać- Po co te gierki, Josh? Znaczy Liam…znaczy Louis. Louis, prawda? Czekaj nie podpowiadaj mi…sama zgadnę…
-Tak Katy, to ja Louis. A ty jesteś tak upita, że nawet nie myślisz co mówisz…ani robisz.
-Aha to tak wygląda…masz inną? Jak ma na imię? Hę?- mówiła dalej i omal się nie wywróciła. Na szczęście chłopak w ostatniej chwili ją złapał.
-Nie mam innej. Może już pójdziesz spać?
-Z tobą? Aleś ty szalony…ale okey, skoro tak prosisz…
-Katy…
-Dobra cicho…głowa mnie zaczyna boleć…
-Cholera…to będzie długa noc…
-Mówiłeś coś Niall?
-Tak…chodź napijemy się czegoś.
-Bardzo chętnie…albo nie…nie chce mi się pić. Co porobimy?
-No nie wiem…
-Może w chowanego?- zaśmiała się i uciekła się schować- Musisz mnie znaleźć!
Louis w końcu mimowolnie się uśmiechnął.  Jakby nie patrzeć sytuacja była dosyć zabawna. Szybko podbiegł do Katy, która jeszcze nie zdążyła się schować, i złapał w talii, żeby nie mogła mu uciec. Sprawnie wziął ją na ręce i posadził na fotelu.
-Może jednak pobawimy się w co innego?- powiedział kiedy Katy siedziała już spokojnie.
-W co?
-W króla ciszy na przykład…
-Nie! To nudne! Lou ty zawsze byłeś taki…spontaniczny…a teraz stypisz…stypisz Louis, stypisz! Hahaha…
-Na razie wystarczy nam twoja spontaniczność…
Tymczasem Harry doczepił się Anny. Jasno dawał jej do zrozumienia, że ma na nią ochotę. Czy to puszczał do niej oczko, czy to rzucał jakieś kiepskie teksty na podryw.
-Anna…- zaczął kolejną próbę zaczepki.
-Co znowu?- odpowiedziała zmęczona całą sytuacją.
-Jesteś bardzo ładna wiesz?
-Eeee… dzięki.
-Może pójdziemy w jakieś cichsze miejsce?- zapytał zrzucając łokciem z szafki wazon z kwiatami. Rozsypał się w drobny mak. Lecz Anna nie miała siły teraz tego sprzątać.
-Harry… jesteś pijany… Nigdzie nie idziemy. Musisz wytrzeźwieć. Wtedy pogadamy. Ja idę się napić wody. Czekaj tu i niczego nie dotykaj. Rozumiemy się?- powiedziała Anna jak do małego dziecka.
-Nie… ja chcę iść z tobą…
-Nie. Idę sama, a ty tu zostaniesz i popilnujesz tych kwiatków, ok?
-Anna… Boję się sam zostać…
-Boże… Dobra chodź- powiedziała na co chłopak ruszył za nią posłusznie jak pies. Anna otworzyła szafkę w poszukiwaniu szklanki. Wtedy poczuła, że ktoś ją obejmuje od tyłu. Szybko się odwróciła ale nie zdążyła nic powiedzieć, bo Hazza zamknął jej usta pocałunkiem. Chciała go odsunąć od siebie ale chłopak definiował jej ruchy jako zachętę. Całował ją coraz namiętniej. W końcu dziewczyna miała dość. Ugryzła go w język, który niestety pojawił się w jej jamie ustnej. Harry od razu przestał.
-Auć! Zwariowałaś?
- Ja? To ciebie pojebało!- odpowiedziała Anna szybko przepłukując buzię.
- A rozumiem, zapomniałem…ty mnie nie lubisz! Kazałaś mi sobie odpuścić…
-Proszę cię nie zaczynaj...- powiedziała. Nagle do kuchni wparowała Katy.
-Eeee…już zapomniałam po co tu przyszłam…
-O, ale fajnie, że przyszłaś…twoja siostra mnie nie lubi- zaczął Harry.
-Wiem…
-A ty mnie lubisz?
-Tak.
-Bardzo?
-No…no tak- na to Harry do niej podszedł i pocałował ją. Anna stała i patrzyła z wytrzeszczonymi oczami. Nie wierzyła w to co widziała. O dziwo Katy nie stawiała oporu. W końcu jednak się odsunęła od chłopaka.
-Zaraz się zrzygam…- powiedziała.
-Chodźcie…idziemy spać…- walnęła Anna i ruszyła do salonu. Miała gdzieś czy pozostała dwójka za nią pójdzie, czy dalej… nie ważne…są pijani. Finalnie jednak poszli za nią. Katy jako ostatnia ułożyła się na sofie. O ile się nie myliła wszyscy na niej leżeli. Nie wiedziała w ogóle po co leżała na jakiejś sofie w jakimś pokoju…w końcu jednak postanowiła nie zaprzątać sobie tym głowy. Oparła się o byle co odpłynęła.


Ta Da! Jak się podoba? Osobiście jest to jeden z moich ulubionych rozdziałów(Anna). Jak zwykle skomentować proszę!
Kochamy Was <333
Anna&Katy

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Rozdział 17




            Dziewczyny wraz z mamą weszły do dużego apartamentu. Był naprawdę śliczny. Szkoda, że Zayna tu nie było. Z resztą on i tak mieszkał teraz w większych luksusach. Siostry zostawiły bagaże w holu i poszły zrobić herbatę dla siebie i mamy. Kiedy siedziały razem przy stole popijając napój, Tricia postanowiła zacząć poważną rozmowę.
-Dziewczynki, musimy porozmawiać.
-Mamo nie przejmuj się. Zayn obiecał, że zadzwoni zaraz przed występem-uspokoiła mamę Katy.
-Nie o to mi chodzi. Widzicie… Jeżeli chłopacy przejdą dalej, w co naprawdę głęboko wierzę będą brali udział w live show.
-No tak. Ale nie rozumiem jaki to ma związek z nami- powiedziała Anna.
-Otóż, jak dobrze wiecie odbywają się one w weekendy, a w ciągu tygodnia chłopacy i tak trenują. Oczywiście trwa szkoła, do której musicie chodzić, a nie stać nas żebyście leciały do Bradford do szkoły, a na weekendy wracały tutaj więc…
-Chcesz nam powiedzieć, że jeżeli chłopcy przejdą dalej to mamy wrócić do domu?- zapytała zdezorientowana Katy.
-Tak. Przykro mi ale nie mamy wyjścia. Jesteście normalnymi dziewczynkami, powinniście chodzić do szkoły, spotykać się z przyjaciółmi…
-Ale mamo! To wszystko możemy robić tu, w Londynie. Musimy być teraz przy Zaynie. On nas potrzebuje i liczy na nasze wsparcie! Nie możemy go tak teraz zostawić i wrócić do Bradford!- powiedziała zbulwersowana Anna. Nie chciała nigdzie wyjeżdżać.
-Chyba sobie żartujesz! Nie możecie chodzić tu do szkoły! Nikogo tu nie znacie! Poza tym nie mieszkamy tutaj na stałe! Jak wy sobie to wyobrażacie?!
-Mamo! Na pewno znajdzie się szkoła, która ma jakieś dwa wolne miejsca!- odpowiedziała jej córka.- Poza tym Zayn jest ważniejszy od jakichś tam przyjaciół.
-Ach, już rozumiem! Wam nie chodzi tylko o bycie blisko Zayna ale także reszty chłopaków z zespołu!
-Mamo! Nie odwracaj kota ogonem!- odparła Katy.
-Dobra muszę to przemyśleć. Idę na zakupy, a potem pogadam o tym z tatą. Z resztą dawno z nim  nie rozmawiałam, bo miał urwanie głowy w pracy- rzuciła wychodząc z hotelu. Anna i Katy zostały same. Było trochę im głupio, że doszło do tej kłótni z mamą ale z drugiej strony nie byłyby w stanie teraz tak po prostu wrócić do domu. Nagle zadzwonił telefon Katy.
-To Zayn!- krzyknęła- Halo?
-Włącz na głośno mówiący!- szepnęła jej szybko siostra.
-Halo? Katy? To ja. Dzwonie, bo chciałem powiedzieć, że za 30 minut mamy występ. A i jesteście na głośno mówiącym.
-O to świetnie! Nie denerwujcie się. Wszystko będzie okey!- powiedziała Katy starając się uspokoić siebie i ich zarazem.
-Harry, pamiętaj, żeby zaśpiewać tą część jak najlepiej potrafisz. Wiem, że dasz radę- wtrąciła Anna.
-Tak, dzięki. Postaram się- odpowiedział jej. To dziwne ale Anna poczuła wewnętrzne ciepło gdy usłyszała jego głos.
-Słodziaku, mam nadzieję, że nie najadłeś się zbytnio przed występem- powiedziała Katy w rezultacie czego usłyszała tylko śmiech Nialla.
-Liam, pilnuj ich tam i nie zależnie od tego jaki będzie werdykt Simona nie załamujcie się i pamiętajcie, że i tak was kochamy- powiedziała Anna.
-A i Louis…- zaczęła Katy ale Zayn jej przerwał:
-No tutaj mamy właśnie mały problem… Louis jest w szpitalu.
-Boże! Co się stało?!- krzyknęła przerażona Katy- Znaczy… chciałam powiedzieć… Co ten idiota znowu zrobił?
-Jakiś kolec wbił mu się w stopę. Nie wiem dokładnie. Ale nie martw się powinien zdążyć.
-On musi zdążyć! A mówiłam, a mówiłam, żeby nie robić głupstw!- warknęła do słuchawki.
-Katy, uspokój się wszystko będzie w porządku- uspokajał ją Zayn.
-No nie jestem tego taka pewna. Bo jak już przejdziecie dalej…-zaczęła Katy.
-Tego jeszcze nie wiemy- odpowiedział Niall.
-Przejdziecie. Bo jakby to delikatnie powiedzieć… będziemy musiały wrócić do domu…-wytłumaczyła Anna.
-Ale jak to? Nie możecie nas tak po prostu z dnia na dzień zostawić- zaprotestował Liam.
-Uwierz mi, że my też nie jesteśmy z tego powodu zbytnio zadowolone…- dokończyła Katy.
Po chwili odezwał się Zayn:
-Może uda mi się jeszcze pogadać z mamą i ją jakoś przekonać…
-Tak! Ja ci pomogę!- wtrącił Harry.
-Ja też- powiedział Liam
-Ja też. No i Lou na pewno też- rzucił szybko Niall. Dziewczynom było bardzo miło, że się za nimi wstawili.
To dziwne bo chłopacy znają je dopiero od kilku dni, a zrobiliby dla nich taką rzecz. Fajnie. Ale dobra to jest ich dzień. „Koniec gadania o nas” pomyślała Anna.
-Dobra słuchajcie. Niedługo śpiewacie. Przećwiczcie piosenkę jeszcze raz. Zobaczycie wszystko pójdzie jak z płatka. Louis wróci cały i zdrowy i przejdziecie dalej- podsumowała Anna.
- Kończymy i wam nie przeszkadzamy. Kochamy was.- dokończyła jej siostra.
-My też was kochamy. Trzymajcie kciuki!- odpowiedział Zayn rozłączając się. Dziewczynom nie pozostało nic jak tylko czekać. Występ nie będzie transmitowany na żywo w telewizji, więc jedyne co mogły to tylko trzymać kciuki.
***
Zayn schował telefon do kieszeni. Szczerze mówiąc to rozmowa z siostrami mu pomogła. Starał się nie denerwować ale ciężko było opanować emocje. W końcu od tego występu zależy przyszłość całego zespołu. Nie tylko jego. Miał prawo się denerwować. I jeszcze do tego Louis był w szpitalu.
-Musimy zachować spokój- zaczął Liam- Lou lada moment wróci. Powinniśmy poćwiczyć.
-Wiecie co? Ktoś nam kiedyś powiedział: Możecie to zrobić. Wystarczy tylko uwierzyć w siebie. I wiecie co możemy to zrobić!- krzyknął uradowany Niall.
-To powiedziały moje siostry Niall- powiedział Zayn.
-Wiem, wiem. Masz bardzo mądre siostry. Zawsze mają rację, zwłaszcza gdy nazywają mnie słodziakiem!
-Dobra, dobra koniec gadania. Przećwiczmy piosenkę jeszcze raz- powiedział Liam. Chłopacy zgodzili się z nim i zaśpiewali. Niestety bez Louisa wszystko leżało. W czwórkę  nie brzmieli tak dobrze jak w pełnym składzie.
-Nie no! Bez Lou to już nie jest to samo!- powiedział podenerwowany Harry.
W tym czasie przyszedł ktoś z obsługi.
-One Direction? Zaraz wchodzicie- poinformował ich.
-Bez Lou nigdzie nie idziemy-powiedział Zayn do reszty zespołu.
-Zgadzam się- odpowiedział mu Niall.
-Przepraszam chłopcy, ale my się chyba nie rozumiemy. Macie zaraz występ. Nie możecie sobie od tak stanąć i stwierdzić, że nie jesteście gotowi. Simon Cowell czeka- odpowiedziała zbulwersowana.
-Nie słyszała pani? Bez Louisa nigdzie nie idziemy.
-Dobrze, to już nie mój problem…- odparła. W tym samym momencie wparował Lou.
-Tęskniliście?
-Nawet nie wiesz jak bardzo. Szybko chodź! Simon nie będzie czekał wiecznie!- szybko odparł Zayn.
-Szczerze nie czuję się na siłach, żeby śpiewać. Cały zabieg…wyciąganie kolca i tak dalej. Strasznie to wszystko bolało…
-Trzymajcie mnie…- zaczął zdenerwowany Zayn. Liam natomiast wpadł na pomysł.
-Dzwoniliśmy do bliźniaczek. Kiedy Katy dowiedziała się, że jesteś w szpitalu, strasznie się zmartwiła…No wiesz, była gotowa pojechać tam do ciebie- po tych słowach zapadła cisza. Nagle Louis powiedział rozpromieniony:
-To co, idziemy? Simon nie będzie wiecznie czekał Zayn…
-Mogłeś zostać w tym szpitalu…dobra idziemy.


Przepraszamy, że tak długo musiałyście czekać, ale mamy nadzieję, że było warto. Poza tym mamy bardzo ważne dla nas pytanie, skąd dowiedzieliście się o blogu? Przez facebooka, TT czy jakiś inny sposób? Piszcie w komentarzach ;)
Kochamy Was<33
Anna&Katy

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział 16




            Po dłuższym czasie bliźniaczki się wyluzowały, przestały w ogóle przeżywać lot. Zaczęły ze sobą plotkować i żartować, zupełnie zapominając o obecności chłopców.
-A pamiętasz jak ten gamoń cię pocałował?- śmiała się Katy.
-Tak! Do dziś ma ślad mojej ręki na policzku…
-Haha, tak Anna…strzeliłaś mu solidnie. A pamiętasz?
-O boże tak! To było dobre…- rzuciła Anna i zaczęła się śmiać razem z siostrą. Harry postanowił zwrócić na siebie jej uwagę.
-Louis?
-Tak?
-A pamiętasz?
-Co?
-No u Liama…
-Eeeeee…
-Louis- powiedział Harry dając chłopakowi porozumiewawcze spojrzenie.
-A! Już pamiętam! Haha…- odpowiedział Louis sztucznie się śmiejąc. Mimo ich starań dziewczyny zupełnie nie zwracały na nich uwagi. Obrali więc inną taktykę.
-A przypominasz sobie tą dziewczynę, którą spotkaliśmy dziś na lotnisku, przed przyjazdem Zayna?- zaczął Harry.
-O tak...takiego tyłeczka się nie zapomina- rzucił Louis, po czym nastała cisza. Dziewczyny przestały rozmawiać. Poczuły lekką zazdrość, co było trochę dziwne…- Może siedzi gdzieś z nami na pokładzie. Rozejrzyjmy się…
-Mam nadzieję, miło by ją było po raz drugi spotkać- na te słowa Harrego bliźniaczki zupełnie się wyciszyły. Ale po chwili znowu zaczęły rozmawiać, udając, że nic je to nie obchodzi. Chłopcy popatrzyli na siebie z rezygnacją. Poddali się. W pewnym momencie samolot wpadł w turbulencje.
-Co się dzieje?!- niemal krzyknęła przerażona Katy.
-Nic takiego…-rzucił znudzony Harry. Louis szybko spojrzał na niego, dając mu znak, że to jest ich szansa.
-Harry, co ty gadasz. To jest niebezpieczne! Dziewczyny trzymajcie się…
-Louis, o czym ty mówisz?!- odpowiedziała Katy.
-Dobrze…zachowajcie spokój…-tym razem odezwał się Harry, ale Anna od razu go zgromiła:
-Karzesz mi zachować spokój w takim momencie?!?!
-Hej, hej, hej. Posłuchajcie mnie. W takich sytuacjach, według regulaminu, pasażer powinien chwycić się osoby wyższej i silniejszej. I mocno się jej trzymać…wtulać się w nią…- zaczął Lou.
-Louis chciał powiedzieć…- kontynuował Harry.
-Już wiem! Idę do Zayna! On jest silny…-zaczęła Anna.
-Nie!- zaprotestował Harry- Znaczy…nie wolno chodzić po pokładzie…
-To co ja mam zrobić?!
-No wiesz…jakby nie patrzeć…jestem od ciebie wyższy i silniejszy…
-Czyli mam się w ciebie wtulać? Nie ma mowy…
-Anna słuchaj co on mówi! Chyba, że nie chcesz już dłużej żyć na tym świecie!
-Katy…dobra masz rację…co mamy robić?
-No więc ty Katy musisz chwycić się mnie, a ty Anna złap Harrego- szybko odparł Louis. Bliźniaczki nie chętnie zrobiły co kazali chłopcy. Turbulencje nie ustawały. Harry przytulał Annę podczas gdy ona żegnała się z życiem. Katy starała się wyciszyć i umożliwiały jej to silne ramiona Lou. Ciepły dreszczyk przepływał po całym jej ciele. W końcu wszystko ustało. Mimo to dziewczyny nadal kurczowo trzymały się „zasad regulaminu”.
-Możemy was już puścić?- spytała nieśmiało Katy.
-Musicie?- palnął bezmyślnie Lou.
-Niewygodnie nam…-zaczęła Anna.
-Skoro jesteśmy tak niewygodni…to możecie nas puścić. Już po wszystkim- odparł niezadowolony Harry.
-Ufffffff…-odpowiedziały bliźniaczki jednocześnie- Najadłyśmy się strachu.
-Adrenalinka musi być- zaśmiał się Lou.
-Idę sprawdzić co u mamy i Zayna…- powiedziała zatroskana Anna.
-Przypominam, że nie wolno wstawać podczas lotu…-mruknął Harry.
-A niech cię szlag…- burknęła Anna. Katy się zaśmiała.
-A niech was wszystkich szlag!- walnęła zaraz po Annie.
-Zdenerwowałyście się?- zapytał Lou.
-Przed chwilą byłyśmy w zagrożeniu życia!
-A no tak…Katy…- zaczął się śmiać Lou.
-No co?
-Nic- tym razem zaczął się śmiać Harry. Chłopcy śmiali się z tej niewinności i łatwowierności bliźniaczek.
-Katy, zostawmy ich samych. Ta choroba jest nieuleczalna…
-Chciałabym, ale jesteśmy w samolocie…
-Jesteście niemiłe!- wyrwał się ze śmiechu Lou. I ponownie, stewardessa wyrwała ich z dobrej zabawy.
-Czy wszystko w porządku?- zapytała uprzejmie.
-Pani się jeszcze pyta?! Przed chwilą mogłyśmy zginąć!- wybuchnęła Katy.
-Słucham? Nie! Skądże! To były tylko drobne turbulencje! Nie było żadnego zagrożenia…
-Eeee…przepraszamy. Tak wszystko w porządku- wtrąciła Anna. Kiedy stewardessa odeszła bliźniaczki omal nie udusiły chłopaków na miejscu.
-Co to miało być?! Przytulanie się do osób silniejszych?! Według regulaminu?!- zaczęła Katy, po czym Anna przejęła pałeczkę.
-Jesteście beznadziejni!- dorzuciła uderzając Harrego w ramię.
-Aż tak?- zaśmiał się Harry. On i Louis omal nie zsikali się ze śmiechu.
-Spokojnie, to były tylko żarty- wydusił Louis i położył rękę na nodze Katy. Dziewczyna szybko ją z niej zdjęła.
-Nie pozwalaj sobie…
-Sorry…
-Nie „sorry”, tylko się troszkę ogarnij. To już drugi raz w ciągu 3 godzin! Tak, czułam jak mnie klepnąłeś w tyłek! Myślisz, że jak powiedziałeś, że mnie lubisz to wszystko jest już między nami okej?
-Co?! A co było między nami nie okej?
-No…
-No właśnie nic! Ty coś sobie ubzdurałaś, od samego początku, jak tylko się poznaliśmy! Powiedz mi dlaczego postawiłaś na mnie krzyżyk?!
-Louis…- w tej chwili Katy nie mogła nic powiedzieć. Pierwszy raz widziała Louisa jak się złości. Nagle przerwał im komunikat.
-Prosimy przygotować się do lądowania. Ostrzegamy, że mogą wystąpić lekkie turbulencje.
Wszyscy zaczęli zapinać pasy. Tym razem Anna nie miała z tym problemu.
-Pamiętaj, że jakby co służę własną dłonią- powiedział rozbawiony Harry do Anny.
Ona tylko przewróciła oczami i odpowiedziała:
-Dzięki ale mam już dość trzymania się silniejszych na dzisiaj…
-Jak uważasz…-rzucił lekko rozczarowany loczek. Podczas lądowania siostry trzymały się za ręce. Anna chciała pokazać, że nie ulegnie jednemu spojrzeniu Harrego, jego loczkom, zębom, dołeczkom… a Katy głupio było teraz trzymać Lou za rękę. Po tej małej spinie byłoby to niestosowne. W końcu wylądowali. Samolot się zatrzymał. Wszyscy pasażerowie wstali ze swoich miejsc, zabrali bagaż podręczny i udali się do wyjścia. Po drodze Katy i Anna znalazły brata i opowiedziały mu o tym co się stało podczas lotu. Zayn nie był zadowolony z tego jak zachował się Harry i Louis w stosunku do jego sióstr. Wystraszyli je prawie na śmierć. Wiedział, że prędzej czy później będzie musiał odbyć z nimi poważną rozmowę. Ale na razie przyszedł czas pożegnania. Dziewczyny i Tricia nie mogły towarzyszyć chłopakom podczas występu w domu jurorów.
-Dajcie z siebie wszystko. Możecie to zrobić. My w was wierzymy, tylko wy musicie uwierzyć w siebie- powiedziała na pożegnanie Anna i przytuliła każdego z chłopców. Harrego przytuliła z dystansem dając mu do zrozumienia, że są tylko przyjaciółmi.
-Nie róbcie nic głupiego. Skupcie się- dołączyła się Katy i także przytuliła każdego. Przy Lou się trochę zawahała ale ostatecznie go też przytuliła. Wszyscy wzięli swoje walizki i każdy poszedł w swoją stronę.


I jak? Mamy nadzieję, że rozdział 16 okazał się sukcesem i że następne rozdziały również się nim okażą ;D
Liczymy na komentarze, z resztą jak zawsze ;p
Kochamy Was <33
Anna&Katy

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział 15



Budzik zadzwonił wcześnie rano, przerywając kolejną, upiorną noc. Lot do Londynu miał trwać 3 godziny. Katy i Anna były bardzo podekscytowane. Od dziecka chciały się tam wybrać, a teraz ich marzenia się spełnią. Szybko się ubrały, spakowały rzeczy swoje i Zayna- nie miały zamiaru się przez niego spóźnić. Tricia była już od dawna na nogach i przygotowała im śniadanie. Kiedy Zayn dołączył do sióstr przy kuchennym stole, mama zaczęła:
-Dzwoniłam do dziewczyn. Tata w miarę ogarnia dom, wszyscy żyją więc nie jest źle.
-To dobrze- rzucił zaspany Zayn.
-Pośpieszcie się dzieci! Za godzinę mamy samolot. Nie możemy się spóźnić. Zayn masz jakiś kontakt z chłopcami?- spytała mama.
-Tak. Zdzwonimy się jak będziemy na lotnisku-odpowiedział jej syn.
Cała czwórka zjadła śniadanie, umyła zęby i udała się w stronę lotniska.
***
            Na lotnisku panował chaos. Wszędzie walały się walizki, przy ścianie stało zagubione dziecko. Ludzie przeciskali się i tratowali nawzajem. Obłęd. Do Zayna w końcu zadzwonił Liam. Przekazał, że bilety są kupione i czekają na nas w samolocie. Jedyne co mieli zrobić to pokazać paszporty przy wejściu na pokład. Tak też zrobili. Bliźniaczki trochę się obawiały lotu, gdyż pierwszy raz leciały samolotem. Na pokładzie prawie wszystkie miejsca były już zajęte. Dziewczyny nie miały zbyt dużego wyboru. Chciały usiąść z mamą ale niestety wszystkie siedzenia trzy-osobowe były już zarezerwowane. Z resztą koło Trici siedział już Zayn, Niall i Liam. Bliźniaczkom zostały miejsca obok Lou i Harrego. Co za ironia… Harry siedział zamyślony przy oknie i nie zwracał na nikogo uwagi. Louis natomiast siedział na drugim miejscu od przejścia. Anna usiadła pomiędzy Harrym a Louisem. Katy zaś przy samym przejściu.
-Hej!- zaczął Louis.
-Hej…-odpowiedziała mu Katy- Co z Harrym? Coś taki niemrawy dzisiaj.
-To nic takiego…
W tym czasie Anna zrozumiała, że to przez nią chłopak nie ma dzisiaj nastroju. Miała rację myśląc, że wczorajsze słowa go zranią. Pomyślała, że lot będzie idealnym momentem na rozmowę z Harrym. Chciała go przeprosić, ale była jedna przeszkoda: koło niej siedział Lou. Nie chciała, żeby cokolwiek- nawet przez przypadek- podsłuchał.
-Katy…możesz się przesiąść koło mnie…możecie się zamienić miejscami? Proszę!- poprosiła siostrę.
-Eeeee no…okey- odparła Katy. Wstała, ale Louis nie wykazywał chęci do współpracy. Zmusił ją do przeciśnięcia się przed nim. To była strasznie niezręczna sytuacja…Louis świetnie ją wykorzystał. Wstał, a przez to, że Katy przed nim stała przylgnął do jej pleców i powoli zaczął się przesuwać w prawą stronę.
-Możesz to zrobić trochę…zręczniej? Byłabym wdzięczna- burknęła Katy.
-Jasne nie ma sprawy…po prostu trochę tu ciasno- odpowiedział jak zwykle rozbawiony Lou. Dziewczyna nagle coś poczuła. Tego było już za wiele. Louis dosłownie przed chwilą klepnął ją w tyłek! Udała jednak, że tego nie czuła.
-Zadowolona?- parsknęła kiedy finalnie zajęła miejsce obok siostry.
-Nawet nie wiesz jak bardzo- powiedziała Anna, po czym rozległ się sygnał.
-Szanowni pasażerowie, prosimy o zapięcie pasów. Za chwilę startujemy. Ostrzegamy, że podczas lotu mogą występować drobne turbulencje. Prosimy również o wyłączenie telefonów komórkowych…
-Co to są turbulencje?!- spytała spanikowana Katy.
-Nic takiego…-odparł Louis.
-Odpowiedz, albo jak matkę kocham wysiądę z tego samolotu!
-Aaaaa…rozumiem. To twój pierwszy lot?
-Aż tak rzuca się w oczy? A teraz odpowiedz na moje pytanie!
-No to są takie…drobne wstrząsy…
-Będzie nami trzęsło?! Wysiadam…
-Uspokój się. Jakby co, to cię zagadam…albo będę rozśmieszał, że nawet ich nie odczujesz.
-Ja…dzięki Louis…to miłe z twojej strony.
-Spoko…
-Czemu to robisz?
-Co?
-Jestem dla ciebie taka niemiła…a ty? Jesteś taki uprzejmy!
-Lubię cię.
-Dlaczego?
-Zapięłaś pasy?
-Odpowiedz na pytanie.
-Jesteś taka uparta…między innymi dlatego cię lubię- odparł spokojnie Lou. Katy powoli czuła, że się czerwieni.
Tymczasem Anna zmagała się z pasem.
-Cholera…
-Pomóc ci?- spytał Harry. To dziwne, ale brzmiał zupełnie zwyczajnie. Jakby wczoraj nic nie miało miejsca.
-Nie, dzięki. Dam sobie radę- niezręcznie jej było prosić go o pomoc.
-Nie, nie dasz sobie rady. Daj pomogę ci- powiedział i delikatnie zabrał się do wyciągnięcia pasa. Następnie sprawnie go przypiął. Spojrzał Annie w oczy.
-Czasami trzeba pozwolić sobie pomóc- rzucił.
-Wiem, masz rację. Dzięki.
-Nie ma sprawy. Pierwszy raz w samolocie?
-Jak możesz ze mną tak normalnie rozmawiać, po tym co ci wczoraj powiedziałam?
-A zostało mi co innego? Czego się spodziewałaś? Że będę płakać po nocach? Rozpaczać nad wczorajszym dniem?
-Nie. Po prostu... Ja… Przepraszam.
-Nie ma sprawy.
-Harry, po prostu zostańmy przyjaciółmi. Naprawdę cię lubię.
-To dobry pomysł- powiedział, po czym odgarnął jej włosy z czoła. „Ja też cię lubię”- pomyślał- Przygotuj się, zaraz startujemy.
-Odpowiadając na twoje pytanie, tak to mój pierwszy lot.
            Po krótkim komunikacie samolot ruszył. Na początku powoli, ale kiedy najechał na pas startowy ruszył z taką prędkością, że Katy i Anna omal nie dostały zawału. Katy mimowolnie chwyciła dłoń Louisa. Była ciepła. Jej dotyk był tak przyjemny, że niemal się odprężyła, jednak to minęło, kiedy samolot zaczął się wznosić.
-Lou, to tak ma być? Czy zaraz się rozbijemy?
-Spokojnie, wszystko jest w porządku- powiedział i przeplótł palce Katy między swoje. Dziewczyna zabrała rękę, ale szybko się rozmyśliła. Chwyciła rękę Louisa pięć razy mocniej. Była przerażona i czuła, że tylko on ją może teraz uspokoić.
            Anna miała podobny kłopot. Jednak wstrzymała się, i nie panikowała. Przynajmniej nie dawała tego po sobie poznać. Zamknęła oczy i marzyła, żeby ten lot już się skończył. Nagle poczuła ciepłą dłoń na swojej. Przez jej ciało przepłynęła fala ciepła. Uścisnęła jego dłoń mocniej. Miał taką delikatną rękę…
-Otwórz oczy, nic ci nie grozi, jestem tu przy tobie- powiedział cicho Harry. Chciał aby to był przyjemny lot. Zarówno dla niego jak i Anny. Zależało mu na niej. Mimo tego, iż jasno dała mu do zrozumienia, że nie ma szans u niego chciał się o nią zatroszczyć.
-Jest okey…-mruknęła Anna otwierając oczy.
-Tak? To teraz spójrz prze okno i zapamiętaj ten widok- powiedział po czym delikatnie się odsunął, robiąc miejsce, aby Anna mogła się pochylić. Kiedy dziewczyna to zrobiła, zobaczyła przepiękny krajobraz. Coś niesamowitego, jednak coś ją rozpraszało. To te perfumy chłopaka, które doprowadzały ją do szału. Chłopak siedział i wpatrywał się. Jednak nie w piękny pejzaż, ale w śliczną dziewczynę. Czemu go nie chciała? Nie wiedział. Może po prostu za krótko się znali… Czuł zapach jej włosów. Po pewnym czasie nie mógł się powstrzymać i wziął dwa pasemka do dłoni, pieszczotliwie się nimi bawiąc. Annie w ogóle to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Tę chwilę przerwała stewardessa.
-Chcą państwo coś do picia?
-Nie dziękujemy- rzuciła Anna szybko się prostując.
-Pamiętaj, że my też tu jesteśmy- dorzucił Lou rozbawiając przy tym Katy.
Może ten lot nie będzie taki zły?

Tak wiemy, kolejny krótki rozdział, ale naprawdę staramy się pisać dłuższe. Wytrzymajcie jeszcze troszkę, bo mamy w zapasie kilka długich rozdziałów ^^ czekajcie cierpliwie;d
Kochamy Was<33
Anna&Katy

TT: JustAnna4 i KatyRaven1

wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 14



Siostry stały pod drzwiami motelu. Musiały jakoś niepostrzeżenie wślizgnąć się do sypialni. Katy delikatnie nacisnęła na klamkę. Zerknęła do środka.
-Droga wolna. Czysto- szepnęła. Anna wślizgnęła się do pokoju i podbiegła do drzwi sypialni jej, Katy i Zayna. Okazało się, że drzwi są zamknięte.
-Gdzie jest klucz?!- szepnęła Anna do Katy.
-Nie wiem! Ty zamykałaś pokój! Ty lepiej pomyśl gdzie jest mama! Jak nas przyłapie…
-Gdzie ten cholerny klucz!- syknęła szukając po kieszeniach- Dobra mam…
-Geniusz…
-To ze stresu!
-Nie gadaj tylko otwieraj!
-No już…już, właź! I wyłącz radio. Ja idę do mamy, a potem do kuchni. Przyjdź do mnie, zrobimy kolację.
-Okey. Zrób jakiegoś małego drinka. No wiesz, nasza akcja zakończyła się sukcesem…
-Zakończy się sukcesem jak nas mama na piciu nie przyłapie…mamy szesnaście lat…ale dwa małe zrobię…
-Dobra siostra- odparła Katy, po czym poszła wyłączyć radio.
***
Misja zakończyła się powodzeniem. Dziewczyny stały teraz i popijały po małym drinku.
-A w ogóle, to ile Louis ma lat?- zapytała nagle Anna.
-Chyba…chyba osiemnaście, ale nie jestem pewna.
-O ty…flirtujesz ze starszym?
-No to tak jak ty. Co prawda Harry jest starszy o kilka miesięcy…prawie rok, ale i tak jest starszy. Poza tym ja nie flirtuje z Louisem. Wręcz przeciwnie, odrzucam go na wszelkie możliwe sposoby, a on nic. Co on we mnie widzi?
-Może wyzwanie? Tak na marginesie, mój „flirt” z Harrym właśnie dziś się skończył- powiedziała Anna i dopiła drinka. Po jej policzkach popłynęły łzy.
-Jak to? Przecież wy się akurat lubiliście.
-No ja…nie wiem czemu to zrobiłam! To jest właśnie najgorsze…i teraz tego żałuję…
-Ale o czym ty mówisz?
-Jak wychodziliśmy od Liama, to… to podeszłam do niego, przytuliłam i…i powiedziałam żeby sobie nie robił nadziei.
-Idiotka…
-Ale teraz sobie uświadomiłam, że wcale tego nie chciałam. Zrobiłam to bo bałam się zakochać. Dopiero teraz, jak go straciłam, to zrozumiałam.
-Biedactwo…może to jakoś odkręcisz?
-Nie…nawet gdyby się udało, nie chciałabym być teraz z nim…
-Mam wrażenie, że to wszystko się wyklucza- burknęła Katy. Chyba ten jeden drink źle na nią zadziałał- To może w takim razie zaproponuj mu przyjaźń?
-Co to zmieni?
-To, że będziecie bliżej siebie, a zarazem stworzycie barierę. No wiesz, przyjaźń wyklucza miłość…
-Coś w tym jest…
-Może się z tym prześpij…
-Tak, to dobry pomysł…-powiedziała Anna i poszła do pokoju. Rzuciła się na łóżko. Z przyzwyczajenia włożyła rękę pod poduszkę, gdy nagle coś poczuła. To była bluza Harrego. Wyjęła ją i wtuliła się w nią. Wdychała zapach jego perfum. Z jej oczu leciały kolejne łzy. Potem pogrążyła się w ciemności.
***
Zayn wrócił późno do hotelu. Wszedł po cichu do pokoju. Był przekonany, że wszyscy śpią. Mylił się. W kuchni zastał Katy.
-Jeszcze nie śpisz?
-Czekałam na ciebie.
-Coś się stało?
-Tak. Mam problem. To znaczy nie ja mam, Anna ma, czyli ja też mam. I ty też.
-Czekaj, zacznij od początku.
-Dobra, no więc powiem krótko. Anna zakochała się w Harrym. Harry zakochał się w Annie, jednak ona z niewiadomych przyczyn go spławiła, teraz tego żałuje, a ja nie wiem jak jej pomóc. Już rozumiesz?
-Taaaaaa…Harry się w niej zakochał?!
-Oj przestań…przecież to widać na kilometr.
-No tak…w sumie racja- chłopak niechętnie to przyznał. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że będzie musiał się z kimkolwiek podzielić siostrą.
-Cóż mamy robić, Zaynie Maliku…?
-Nie wiem Katy Malik…Może pogadam z Harrym Stylesem…
-Głupi jesteś? Myślisz, że to pomoże?
-Nie…znowu masz rację…
-Kombinuj dalej…
-Zabierzemy ją do wesołego miasteczka?
-Zayn! Potrzebuję twojej pomocy!
-Przepraszam…cały dzień pracowałem…
-Nie to ja przepraszam…niepotrzebnie się unoszę…z resztą to sprawa Anny i Harrego…nie pomożemy im…możemy ich tylko wspierać.
-Też tak myślę.
-Jak dobrze mieć takiego brata jak ty…bardzo mi pomogłeś…A teraz idźmy spać, jestem padnięta. Jutro czeka nas jeszcze podróż do Londynu, do domu jurorów…
-Czasem nie mogę uwierzyć, że to się naprawdę dzieje.
-Zasłużyłeś na to. A teraz chodźmy już spać.
-Dobra. Ja idę jeszcze pod prysznic. Dobranoc.
-Dobranoc.

Na początku od razu chcemy Was przeprosić, że taki krótki ten rozdział, ale jakoś tak wyszło. Możemy jednak zapewnić, że następne są duuuuużo dłuższe, że aż będziecie tęsknić za krótkimi:D. Tymczasem życzymy Wam wspaniałego nowego roku 2013, żebyśmy Directioners zawsze były razem, i żadne tam Haylor nam w tym nie przeszkodziło! Dziękujemy, że jesteście i że doceniacie naszego bloga. Na razie nie zamierzamy go kończyć. Chyba nigdy go nie skończymy. Kochamy Was, nawet nie wiecie jak bardzo.
TT:
Katy: @KatyRaven1
Anna: @JustAnna4
Anna&Katy