Zayn jadł śniadanie w
kuchni gdy zadzwonił jego telefon. To była mama. Właśnie przylecieli i prosili
o adres szpitala gdzie leżą dziewczyny. Chłopak podał nazwę ulicy i umówił się
z rodzicami, że spotkają się na miejscu. Dokończył jeść, oznajmił chłopakom, że
wychodzi po czym ruszył w stronę szpitala. Co prawda był on położony w innej
części miasta ale londyńskie metro sprawiało, że tą odległość pokonywało się w
kilkanaście minut. Wszedł do budynku i udał się w kierunku rejestracji, pod
którą umówił się z rodzicami. Mama i tata już tam na niego czekali. Wpadł im w
ramiona. Tak dawno ich nie widział. Szkoda tylko, że spotykają się w takich
okolicznościach.
-Jak się trzymasz mamo?- spytał patrząc jej prosto w oczy. Kobieta
westchnęła, co było jasną odpowiedzią dla Zayna.
-Bywało lepiej… Chcę już zobaczyć się z dziewczynkami- odpowiedziała, a
jej mąż objął ją ramieniem.
-Wiesz gdzie leżą synu?- spytał ojciec.
-Tak, chodźcie za mną-
odpowiedział i poprowadził najpierw w stronę oddziału, gdzie leżała
Katy. Przed drzwiami, na których widniał napis „Wstęp tylko dla personelu” zatrzymał ich lekarz.
-Przykro mi ale tutaj nie można wchodzić- oznajmił szorstko.
-Pan wybaczy ale za tymi drzwiami leży moja córka. Mam prawo chyba się
z nią zobaczyć!- zdenerwował się tata bliźniaczek.
-Państwo Malik rozumiem?- spytał doktor, na co małżeństwo kiwnęło
głowami przytakując- Proszę za mną w takim razie- odparł i otworzył drzwi na
oddział. Prowadził ich przez salę pełną pacjentów, aż doszli do tej, w której
leżała Katy. Lekarz odsunął się i powiedział:
-Tylko proszę jej nie męczyć. Musi jeszcze odpoczywać.
Tricia nacisnęła na klamkę i weszła do środka. Za nią wszedł jej mąż i
syn. Rodzice zobaczyli swoją córkę leżącą na łóżku podłączoną do kilku
urządzeń.
-Katy… moje kochanie…- zaczęła matka, gdy tylko dziewczyna przekręciła
głowę w jej stronę. Ledwo co zdążyła usiąść na łóżku, kiedy córka rzuciła jej
się na szyję i cicho zapłakała- Wiem kochanie, wiem. Już dobrze aniołku. Już
jest okej- mówiła i po jej policzku także spłynęła łza. Najchętniej nigdy by
już jej nie wypuściła z objęć. Ustąpiła jednak miejsca mężowi.
-Jak się czujesz kochanie?- spytał z troską w głosie, która zawsze
uspokajała obydwie siostry.
-Już lepiej tato, dziękuję- odpowiedziała przytulając się do niego-
Byliście już u Anny?
-Nie, jeszcze nie. Najpierw przyszliśmy do ciebie- wytłumaczył tata-
Zaraz do niej pójdziemy, nie martw się.
-Ucałujcie ją ode mnie, dobrze? Jeszcze nie widziałyśmy się od czasu…
pożaru- powiedziała.
-Na pewno tak zrobimy kochanie- odpowiedziała jej Tricia-To co
poradzisz sobie? Pójdziemy teraz do twojej siostry. Jeszcze wrócimy, dobrze?
-Dobrze mamo. Przecież nigdzie sobie nie pójdę- zaśmiała się
dziewczyna. Rodzice ucałowali ją w czoło i poszli za Zaynem, który miał ich
zaprowadzić do drugiej córki. Musieli opuścić ten oddział. Anna leżała w
zupełnie innym skrzydle szpitala. Przeszli koło stołówki, na której chłopacy
wczoraj jedli kolację, składzik, w którym Anna znalazła Josha i w końcu stali
przed salą, gdzie leżała dziewczyna. Zayn spojrzał przez szybę w drzwiach. Anna
leżała w ramionach swojego chłopaka. Zayn wiedział, że mama nie wiedziała nic o
rozstaniu jej córki z Benem, więc byłaby delikatnie mówiąc zdziwiona gdyby
zamiast Bena znalazła Harrego.
-Eee mamo eee no bo u Anny jest teraz…- zaczął ale mama nie dała mu
dokończyć.
-Ben? Kochanie, przecież on mnie zna- powiedziała i weszła do środka-
Cześć Be…- chłopak leżący koło jej córki odwrócił się w jej stronę.
Rzeczywiście Tricia była zdziwiona- Harry?- chłopak wstał z łóżka zakłopotany.
-Dzień dobry pani Malik- powiedział, podszedł do niej i wyciągnął rękę
na powitanie. Nadal stał zakłopotany nie wiedząc czy wyjść czy zostać.
-Cześć- odezwała się w końcu Anna przerywając niezręczną ciszę- Tato to
jest Harry. Mój chłopak. Nie mieliście okazji się jeszcze poznać- powiedział
niepewnie. Tata stał z kamienną twarzą, co przerażało chłopaka. Niepewnie
podszedł do niego. Jego poker face nie dodawał mu wcale odwagi. Przełknął ślinę
gdy stanął naprzeciwko wysokiego mężczyzny wyciągając do niego rękę. Mężczyzna
momentalnie się rozchmurzył i szeroko uśmiechnął.
-Gratuluję przeszedłeś test kamiennej twarzy- zaśmiał się ojciec
uściskając dłoń chłopaka. Harry lekko się uśmiechnął. O mało co nie zszedł na
zawał- No! Rozchmurz się Harry. Naprawdę miło cię poznać. Szkoda tylko, że
poznajemy się w takich okolicznościach- spoglądając mu przez ramię na swoją
córkę.
-To ja państwa już zostawię- powiedział, nadal zawstydzony podszedł i
pocałował w policzek Anne, po czym pośpiesznie wyszedł z sali.
-Musiałeś go tak męczyć?- spytała taty uśmiechnięta dziewczyna.
-Oczywiście, że musiałem. Jeśli ma się z tobą umawiać musi przejść mój
test- odpowiedział- Ale powiedz jak się czujesz? Coś cię boli?
-Nie tato. Wszystko w porządku. Nic mi nie jest. Mam tylko jedną bliznę
i to wszystko- na jej słowa z twarzy rodziców zniknęło zaniepokojenie. Ufali
jej. Jeśli mówiła, że wszystko okej to znaczy, że wszystko okej.
-Anna… opowiesz nam co się tam tak właściwie stało?- spytała mama
siadając koło niej na łóżku- Nie chcieliśmy pytać o to Katy… rozumiesz ona
zawsze ciężej przeżywała takie sprawy- dziewczyna się zawahała. W sumie nie
myślała o tym co się wydarzyło od czasu kiedy tu trafiła. No może z wyjątkiem
chwili gdy spotkała Josha w jego przerażającym stanie. Postanowiła jednak
opowiedzieć wszystko z jej perspektywy. Mimo iż wspomnienia nadal były bolesne
czuła, że musi się komuś wyżalić.
-Opowiem- powiedziała skubiąc palcami bluzkę- Obudziłam się nocy bo
kaszlałam. Tak naprawdę to myślałam, że to sen, wszystko było takie niewyraźne.
Katy też kaszlała. Dopiero po kilku sekundach uświadomiłam sobie, że ja wcale
nie śnię. Wstałam i obudziłam siostrę. Mówiłam do niej, że trzeba uciekać ale
ona mówiła w kółko, że trzeba dzwonić po pomoc. Wtedy usłyszałyśmy trzask. W
pierwszej chwili myślałam, że budynek się wali ale okazało się, że Josh, nasz
sąsiad z góry po nas przyszedł. Wyprowadził nas z mieszkania. Pamiętam, że
puścił mnie pierwszą w drzwiach. Potem zawołał Katy ale jej nigdzie nie było
widać. Wszędzie unosił się dym, przez co ciężko było cokolwiek zauważyć.
Strasznie piekły mnie oczy. Josh krzyknął, że znajdzie Katy i że mam uciekać.
Posłuchałam go. Wybiegłam z budynku. Przed nim panował chaos. Mieszkańcy mieli
całe czarne twarze zupełnie jakby wysmarowali się węglem- opowiadała-
Poprosiłam jakiegoś mężczyznę przechodzącego obok o telefon. Zadzwoniłam po
Zayna i czekałam aż przyjedzie. W tym czasie przyjechała straż pożarna i inne
organy. Ja stałam i patrzyłam jak blok płonie. To było straszne- do jej oczu
napłynęły łzy- Ludzie strasznie płakali. Nie pamiętam jak to się stało ale po
chwili siedziałam w karetce i jakaś kobieta dezynfekowała mi ramię. Cały czas
wytężałam wzrok i patrzyłam czy Josh i Katy nie wychodzą. Ale nigdzie ich nie
widziałam. Myślałam, że… myślałam że zginęli. Że zostali tam w środku i nie
mogli wyjść- już płakała. Mamie też spłynęła łza. Przytuliła mocno do siebie
córkę.
-Już dobrze. Ciiii… Już po wszystkim- uspokajała ją- Z tego co mówił
Zayn dzisiaj cię wypiszą więc cię stąd zabierzemy. Zatrzymaliśmy się w hotelu.
Pojedziemy tam razem dobrze?- spytała, a w odpowiedzi uzyskała tylko
potaknięcie głową. Tricia postanowiła już o nic więcej nie pytać. Pozwoliła Annie
wygodnie się ułożyć po czym w kojący sposób zaczęła głaskać ją po głowie.
Zawsze tak robiła kiedy Anna lub Katy nie mogły spać z powodu koszmarów. I tym
razem okazało się to niezawodne, gdyż po kilku minutach Anna zasnęła. Zayn
postanowił wykorzystać ten moment na zadanie rodzicom pytania, które męczyło go
już od dłuższego czasu. Po chwili namysły spytał:
-Zabieracie je do Bradford, prawda? Nie będą mogły zostać w Londynie?-
na te słowa Tricia spojrzała na syna z zatroskaną miną. Dobrze wiedziała co dla
Zayna oznacza rozstanie z siostrami, jednak tą decyzję podjęła już dawno. Teraz
nadszedł czas aby podzieliła się nią z Zaynem.
-Synku, nie pozwolę im tu zostać. Muszą wrócić do domu, gdzie będą
miały stałą i dobrą opiekę- mówiła spokojnym tonem. Zayn nie miał jednak
zamiaru odpuścić. Wiedział, że jego błagania na nic się nie zdadzą ale
przynajmniej będzie próbował.
-Ale one tutaj też mają dobrą opiekę! Zamieszkają ze mną i z chłopakami
i wszystko wróci do normy…
-Kochanie, musisz zrozumieć, że to nie jest możliwe. Sam fakt, że
wcześniej pozwoliłam im zostać samym w Londynie i posiadać własne mieszkanie…
to już było szaleństwo. Ich miejsce jest teraz w Bradford.
-One nigdy nie były tu same! Zawsze byłem ja… ja i chłopaki. Może za
mało czasu im poświęcaliśmy… ale mogę to zmienić!
-Zayn, proszę cię, nie zrzucaj winy na siebie, i mów nieco ciszej. Anna
przecież śpi… Bliźniaczki wracają do Bradford. Nic tu nie wskórasz. Wiedz, że
nie zawiodłam się na tobie ani na nikim innym. Zauważ jednak, że te dwie
dziewczyny mają talent do ściągania na siebie kłopotów. Bardzo je kocham i nie
mogę pozwolić aby coś im się stało, tak samo jak ty- zakończyła Tricia i
odwróciła się z powrotem do Anny, dając Zaynowi do zrozumienia, że dyskusja
skończona. Chłopak bezradnie szukał poparcia u milczącego ojca, mimo, że
wiedział iż podziela on zdanie matki. Z resztą czego on oczekiwał. Już kiedy
zadawał samo pytanie czy bliźniaczki wyjeżdżają, doskonale znał odpowiedź. Po
prostu nie chciał tego przed sobą przyznać. Doskonale zdawał sobie sprawę z
reakcji reszty chłopaków, gdy powie im ostateczny „werdykt” jego rodziców.
Zdenerwowany wyszedł przed szpital. Gdy tylko znalazł się na zewnątrz schował
się za jednym z małych kiosków i wyjął paczkę papierosów. Przez chwilę się
zawahał. Obiecał siostrom, że skończy z tym paskudnym nałogiem, jednak biorąc
pod uwagę ekstremalną sytuację dał sobie spokój. Wyciągnął pierwszego lepszego
papierosa i pośpiesznie zapalił. Już zapomniał jak to jest gdy dym swobodnie
rozchodzi się i rozgrzewa twoje płuca, a potem wydostaje się z twoich ust
tworząc piękne obłoczki, przy okazji powodując, że pewna część ciebie zapomina
o problemach. Niemal umarł na zwał gdy zza rogu ktoś wymówił jego imię.
Odwrócił się, chowając przy tym nie wypaloną jeszcze fajkę za plecami.
-Zayn…?- Harry popatrzył na mulata pytająco. Szukał chłopaka po całym
szpitalu, i gdy znalazł go w jakimś zaułku nieco się zdziwił. Poza tym nigdy
nie podejrzewał go o palenie i nigdy też go na tym nie przyłapał. Zayn nie
chciał owijać w bawełnę i po prostu wyrzucił z siebie to co cały ten czas
ciążyło mu na sercu.
-Anna i Katy wyjeżdżają do Bradford. Nic z tym nie da się zrobić- burknął
chłopak i wsadził papierosa ponownie do ust. Harry stał chwilę oniemiały po
czym podszedł do Zayna i wyrwał mu z rąk fajkę. Zayn oczekiwał że Loczek
wyrzuci niedopałka i da mu reprymendę, że nie powinien palić gdyż to skraca
życie, ble, ble, ble… jednak nie doczekał się ani jednej z tych rzeczy. Zamiast
tego obserwował jak Harry wypala papierosa do końca, a dopiero potem rzuca go w
trawnik i szybko zadeptuje. Hazza wypuścił z siebie ostatnią porcję dymu i
krótko skomentował sytuację:
-Kurwa- ta reakcja nieco rozśmieszyła Zayna, sam nie wiedział czemu.
Wyciągnął paczuszkę.
-To co? Jeszcze po jednym?- wymamrotał. Loczek bez słowa wyjął
kolejnego szluga, po czym Zayn uczynił to samo. Po chwili w ciszy wypuszczali z
siebie szare obłoczki. Wypuszczali z siebie smutek i gniew.
Louis, Niall i Liam
siedzieli bezczynnie w mieszkaniu. Właściwie Lou zbierał się do szpitala.
Koniecznie chciał zobaczyć Katy, dowiedzieć się jak się czuje i pobyć z nią
trochę. Bardzo mu jej brakowało. Gdy stał już w progu drzwi doszedł do niego
sms od Harrego. Powstrzymał się od wykrzyczenia wszystkiego co mu w tej chwili
przyszło do głowy. Zamiast tego powolnym krokiem udał się do saloniku gdzie
leniuchowała pozostała dwójka. Niall i Liam zerknęli na niego pytająco. Przed
chwilą roześmiany chłopak wrócił do nich w podłym nastroju. Liam nie mógł
dłużej wytrzymać trwającego milczenia i spytał:
-Co jest? Coś nie tak z Katy? Z Anną?
-Nie to nie to… - wydukał Lou. Gniewny wzrok utkwił w podłodze.
-Nie karz nam czekać! Gadaj co z Ślicznotką i Księżniczką?!- oburzył
się Niall. Lou niechętnie podniósł głowę z wyraźnym grymasem na twarzy.
-Po skończeniu leczenia wracają do Bradford. Nieodwołalnie- burknął i
wyszedł z mieszkania. Szedł w stronę szpitala, gdy Niall i Liam go dogonili.
Chcieli pójść z nim do bliźniaczek i spędzić z nimi przy okazji trochę czasu.
Byli również ciekawi kiedy mają one wyjechać z Londynu. Na samą myśl o tym
zdarzeniu zalewała ich fala smutku. Londyn bez tych dwóch, zwariowanych
dziewczyn? To już nie będzie to samo. Wtedy nikt już nie podpowie Liamowi w
sprawach miłosnych. Nikt nie zrobi wyśmienitego spaghetti dla Nialla, ani nie
nazwie go „Słodziakiem”. Nikt nie przytuli już Lou, tak jak robiła to Katy i
nikt nie będzie się na niego gniewał tak jak ona. Ta myśl była ciężka do
zniesienia. Gdy cała trójka przekroczyła próg szpitala okazał się on jeszcze
okropniejszy i smutniejszy niż wydawał im się przedtem.
Louisowi udało się
zakraść na dział gdzie przebywała Katy. Bez problemu trafił do sali, której
leżała. Gdy zajrzał do jej wnętrza, pierwsze co ujrzał, to to, że dziewczyna była podłączona do kilku
urządzeń mniej. To musiał być dobry znak. Chłopak postarał się jak najciszej
zakraść do Katy, aby jej nie obudzić, ale jak się okazało dziewczyna wcale nie
spała. Przywitała go promiennym uśmiechem, takim jak zawsze. To była kolejna
oznaka, że powracała do zdrowia. Lou nie umiał określić w tej chwili swoich
uczuć. Z jednej strony cieszył się w jakim tempie jego dziewczyny zdrowieje, z
drugiej strony czuł nienawiść do całego świata, za to że go opuszczała i
wyjeżdżała do Bradford. Louis podsunął sobie niski taboret i przycupnął przy
łóżku Katy. Wziął jej małą dłoń w swoje dwie i ucałował. Nie chciał teraz mówić
Katy o tym, że będzie musiała wyjechać. Lepiej aby pozostawała na razie tego
nieświadoma i zamartwiała się niczym.
-Przepraszam, że nie kupiłem ci kwiatków. Jakoś wypadło mi z głowy-
powiedział i zmusił się na uśmiech. Miał nadzieję, że wyglądał on na w miarę
szczery. Chyba tak, bo Katy zachichotała i wolną ręką przeczesała mu włosy.
-Jakoś przeżyję. Ale żeby to był ostatni raz!- powiedziała udając
oburzoną.
-Obiecuję, że to się nie powtórzy- odpowiedział posłusznie Louis.
-Mam prośbę- odezwała się po chwili ciszy Katy- Pomógłbyś mi usiąść? Od
paru dni nie zmieniam pozycji i cały czas leżę… Masakra.
-Faktycznie to musi być straszne, zwłaszcza z twoim ADHD- zaśmiał się
Lou starym zwyczajem, po czym dodał- Jasne, już ci pomagam- tak też zrobił. Nie
było to proste, ponieważ należało uważać na wszelkie cienkie kabelki, które tak
bardzo ograniczały Katy możliwość ruchu. Po chwili jednak ich dwójka odniosła
sukces. Dziewczyna odetchnęła.
-Nieco lepiej- powiedziała i poklepała miejsce obok siebie- No popatrz,
nawet dla ciebie zrobiło się miejsce- Louis uznał to jako oczywistą propozycję
i już po chwili siedział przy Katy obejmując ją delikatnie. Nie trwało to
jednak długo, gdyż po korytarzu rozległy się kroki. Dziewczyna otworzyła
szerzej oczy.
-O matko! Zapomniałam! Mam teraz rozmowę z lekarzem… On nie może cię tu
zobaczyć!- mówiła szeptem Katy. Lou rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie mógł z
niego wyjść po lekarz złapał by go tam, a w tym miejscu nie było absolutnie
żadnego miejsca do schowania się. Chociaż… Chłopak ześlizgnął się cicho z łóżka
i ułożył się pod nim.
-Zwariowałeś?! Zobaczy cię!
-Masz może lepszy pomysł?!- kroki lekarza stawały się coraz
wyraźniejsze. Katy bezradnie rozejrzała się po pokoju. Nie, nie miała lepszego
pomysłu. W ostatniej chwili zsunęła z siebie kołdrę do połowy, tak, że znaczna
jej część zasłaniała Lou leżącego pod łóżkiem. W tym samym też momencie wszedł
lekarz.
-Dzień dobry panno Malik…- zaczął lekarz i popatrzył podejrzliwie na
Katy- Pani… usiadła? O własnych siłach?
-Tak… ćwiczę formę. Raz sobie siadam raz się kładę i odpoczywam, a
potem znowu siadam…- Katy wolała nie myśleć jak idiotycznie to brzmiało. Już
sobie wyobrażała Louisa powstrzymującego się od śmiechu pod tym przeklętym
łóżkiem.
-No cóż…- lekarz widocznie nie wiedział co powiedzieć- Hmmm… a nie jest
pani zimno? Powinna być pani całkowicie okryta. Pozwoli pani- powiedział lekarz
i nachylił się nad Katy aby poprawić kołdrę.
-Nie, nie, nie to naprawdę nie jest konieczne. Jak będzie mi zimno to
się przykryję- mówiła niemal błagalnym tonem dziewczyna.
-Ależ nalegam- odparł lekarz i nasunął kołdrę pod samą szyję
dziewczyny. Widząc jej przerażoną minę spytał- Na pewno wszystko w porządku?
-Tak, tak… znaczy nie wiem. Nie wiem czy mi się to przyśniło, czy
działo się naprawdę, ale dziewczyna spod trójki… ją chyba coś bolało. Skarżyła
się strasznie pielęgniarce. Może pan sprawdzić co z nią? Trochę się martwię…-
mówiła Katy. Starała się być przekonująca. Lekarz po chwili wahania wstał i
wyszedł oznajmiając, że zaraz wróci. Gdy tylko zniknął za rogiem Louis
wyskoczył spod łóżka. Katy się nie myliła: był czerwony od śmiechu.
-To żeś wymyśliła młoda- pochwalił ją cicho się śmiejąc.
-Ty lepiej stąd uciekaj! On zaraz wróci!- powiedziała pospiesznie Katy,
ale Louisowi było to chyba obojętne, gdyż nadal beztrosko się śmiał. Po chwili
jednak postarał się uspokoić. Nachylił się i ucałował dziewczynę najczulej jak
potrafił. Tak bardzo kochał tą jej nieporadność w niektórych sytuacjach… była urocza.
Widział jednak zniecierpliwienie w jej oczach i szybko usunął się z jej
oddziału. Tak jak poprzednio lekarz, obiecał, że zaraz wróci.
Potworna mgła
przesłaniała jej oczy. Czyżby powtórka pożaru? Jakim cudem? Ale rzekomy dym jej
nie dusił. Anna stała obok Katy. Były tylko one dwie- nikogo, ani niczego
więcej. Oprócz tej okropnej mgły. Czuła jak w jej siostrze wzrasta niepokój.
Chciała coś jej powiedzieć, jakoś ją uspokoić, ale mimo licznych chęci żadne
słowo nie wyszło z jej ust. Rozejrzała się i wtedy usłyszała krzyk Katy.
-Zostaw mnie!- Anna patrzyła zaniepokojona. Przy Katy nie było nikogo
innego niż ona sama, a jednak słowa dziewczyny nie były skierowane do niej.
Miała wrażenie, jakby jej siostra w ogóle jej nie zauważała. Po serii
rozpaczliwych wrzasków, Katy rzuciła się do ucieczki. Po kilku sekundach
zniknęła z oczu Annie, gdyż przesłonił ją gęsty dym. Anna pragnęła pobiec za
siostrą, jednak za każdym razem jak próbowała się przebić przez gęstą mgłę, nie
mogła. Jakby tworzyła dla niej jakąś ścianę. Dziewczyna rozejrzała się
bezradnie. Czuła jak zalewa ją przestrach. Nagle zrozumiała dlaczego Katy
krzyczała. Jak mogła tego wcześniej nie zauważyć? Para złych oczu zmierzała w
jej stronę. Z początku było widać tylko je, lecz w miarę gdy postać się do niej
zbliżała sylwetka zaczęła się zaostrzać. Anna nie była gotowa na stanięcie
twarzą w twarz z człowiekiem, który stanowczo za szybko się do nie zbliżał.
Mimowolnie wydała z siebie przeraźliwy pisk.
-Anna!- wrzasnął Zayn tym
razem uzyskując oczekiwany rezultat. Dziewczyna otworzyła raptownie oczy i
usiadła na łóżku. Jej czoło i plecy były mokre od potu, a serce waliło jej tak,
jakby miało zaraz wyskoczyć. Zayn patrzył na nią zmartwiony, jak z resztą cały
czas od czasu pożaru.
-Krzyczałaś. I to okropnie. Znowu miałaś koszmar, tak?- na jego pytanie
Anna skinęła głową- Opowiedz mi- w tej chwili dziewczyna popatrzyła na niego
nieufnie. W końcu jednak przytaknęła.
-Nie wszystko dobrze pamiętam… Wiem, że tam było tam strasznie dużo
dymu… a może mgły? W każdym razie się nie dusiłam. Tam była też Katy, ale mnie
nie dostrzegała, albo była za bardzo skupiona na… na czymś innym... W pewnym
momencie ona zaczęła coś krzyczeć, po czym uciekła w głąb tej mgły, tak, że nie
byłam w stanie jej dostrzec. Chciałam za nią pobiec, ale ten dym… to było coś
na kształt ściany dla mnie. A wtedy… w mgle… to nie były już tylko oczy Zayn…
ja… nie wiem…
-Dobrze już, już- mówił kojącym Zayn. Anna powiedziała już
wystarczająco dużo. Było mu jej strasznie szkoda. Nagle wpadło mu coś do głowy.
Był to co prawda w pełni abstrakcyjny pomysł, ale postanowił to sprawdzić.
Przed wyjściem od Anny ucałował ją w czoło i oznajmił, że rodzice zaraz wrócą
ze stołówki. Następnie ruszył wzdłuż korytarza na drugie skrzydło szpitala,
gdzie odpoczywała jego druga siostra. Ostrożnie zakradł się na jej oddział i po
chwili siedział tuż przy niej. Katy słodko spała. A może i nie tak słodko. Była
zalana potem podobnie jak Anna, ale nie krzyczała. Być może miała to już za
sobą. Zayn chwycił jej małą dłoń. Dziewczyna uchyliła oczy, a gdy zobaczyła
Zayna od razu się rozweseliła. Odwzajemniła ucisk jego dłoni, na co chłopak
ucałował jej. Nie chciał jednak zwlekać z pytaniem.
-Co ci się śniło?- Katy zrobiła zdziwioną minę. Nie spodziewała się
takiego zwrotu akcji.
-Co ci w ogóle przyszło do głowy…
-Nie kłam. Proszę powiedz mi- Katy popatrzyła na chłopaka takim samym
wzrokiem jak Anna, kiedy ją o to spytał. Pod tym względem prawie w ogóle się
nie różniły.
-Nie wiem szczerze… znaczy…- zaczęła Katy. Nie było już drogi ucieczki-
Była mgła. A może dym… Stałam tam z Anną, ale nie byłam w stanie się do niej
odezwać ani na nią popatrzeć. Bałam się, bo widziałam tam… Go. I uciekłam… nie
pamiętam naprawdę nic więcej- Zayn przytaknął jedynie głową. Czemu sny jego
sióstr prawie niczym się nie różniły? Miał wrażenie jakby grał w jakimś filmie
fantastyki czy czymś podobnym. Ale to było życie. Życie, które nie mogło go już
chyba niczym zaskoczyć. Chłopak postanowił nie drążyć tematu. Podjął więc inny
temat rozmowy, dotyczący głównie samopoczucia dziewczyny. Oczywiście Katy
opowiedziała bratu o historii z Lou, jak to chował się pod jej łóżkiem. Udało
jej się tym nieco poprawić humor zatroskanego Zayna. W towarzystwie siostry
chłopak stracił poczucie czasu. W pewnym momencie poczuł wibracje w prawej
kieszeni. Gdy wyjął telefon okazało się, że dzwoni… Tricia.
-Halo?
-Zayn! Wszędzie cię szukamy… Gdzieś ty się podziewasz?
-Eee… uhm… Zaraz będę.
-Dobrze, czekamy. Chciałam tylko ci coś szybko powiedzieć.
-Hm?
-Anna została wypisana ze szpitala!
Zgodnie z obietnicą jest, rozdział 42 <3
Kochamy Was!<333
Anna&Katy