wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 40



         W sali stało tylko jedno łóżko. To musiała być ona. Louis podszedł bliżej i spojrzał na kogoś kto był podłączony do miliona kabli i kilku nieznanych mu urządzeń. W głębi duszy miał jednak nadzieję, że to nie jest jednak Katy. Miał nadzieję, że zaraz zobaczy ją wbiegająca na salę, uśmiechniętą, zawsze z tą charakterystyczną iskrą w oku, którą tak kochał. Dziewczyna leżąca w tej sali prawie niczym nie przypominała Katy. W ogóle się nie ruszała. Ledwo powstrzymywał się od donośnego szlochu. Jeszcze kilka godzin widział ją w jej mieszkaniu. Co prawda kłócili się ale… ruszała się. Usiadł niepewnie na brzegu łóżka i odgarnął włosy z jej czoła. Po jego policzkach spłynęła słona ciecz. Bardzo się bał. Bał się, że ją straci… na zawsze. Dziewczyna nie dawała żadnych znaków życia.
-Katy…- spróbował zacząć ale z jego ust wydobył się cichy szloch. Po chwili zaczął znów- Nie zostawiaj mnie Katy. Nie możesz tak po prostu mnie zostawić. Bez ciebie jestem nikim. Masz się obudzić, uśmiechnąć lub choćby na mnie nawrzeszczeć. Cokolwiek- do jego oczu napływały coraz to większe ilości łez
-Cokolwiek…
         Zayn siedział na szpitalnym korytarzu. Nerwowo zgniatał plastikowy kubek po wodzie. Nadal nie mógł uwierzyć w to co się stało przed kilkoma godzinami. Dlaczego to spotyka właśnie jego siostry? Gdyby mógł przeżył by te zdarzenia za nie. Tyle w życiu już przeszły choć maja dopiero szesnaście lat. Niczym sobie nie zasłużył na taki los. Zayn wyprostował się na krześle i dostrzegł idącego w jego stronę Harrego. Loczek był uśmiechnięty. Mulat miał wrażenie, że w twarzy chłopaka jest również… coś na kształt wzruszenia. Zayn popatrzył wyczekująco na Harrego.
-Znalazłem. Znalazłem Anne. Jest przytomna i raczej nie dzieje się z nią nic poważnego!- mówił uradowany Hazza. Zaynowi rozbłysły oczy.
-Prowadź!- rzucił. Harry nie dał się prosić dwa razy. W ciągu paru sekund doprowadził chłopaka do siostry. Był z siebie dumny- bardzo ciężko było odnaleźć kogokolwiek w szpitalu, ponieważ był zapchany od góry do dołu ofiarami pożaru. Nikt nie fatygował się póki co, aby powiadamiać bliskich i odnajdować się nawzajem. Teraz trwała walka o życie dziesiątek osób. Odnalezienie Anny było cudem. Zayn przyklęknął przy jej łóżku i schował dłoń dziewczyny w swoich dwóch. Gdy Anna zobaczyła brata miała ochotę wyskoczyć z łóżka i wyciskać go. Pewne okoliczności jej jednak na to nie pozwalały. Mogła tylko patrzeć i się uśmiechać.
-Anna… dobrze cię znowu widzieć w miarę uczesaną i czystą…- zaśmiał się Zayn powstrzymując łzy szczęścia. Objął Anne delikatnie, po czym odgarnął jej włosy z czoła. Dziewczyna popatrzyła na brata czule, po czym przeniosła wzrok na Harrego. Skinęła głową na znak podziękowania, że przyprowadził jej brata.
-Ciebie też dobrze widzieć Zayn- odparła po chwili dziewczyna. Mulat szybko zebrał się w sobie.
-Masz jakieś zachcianki? Zrobię wszystko…
-Chcę do domu- mruknęła Anna.
-Już niedługo. Obiecuję- odpowiedział Zayn. Doskonale rozumiał siostrę, a poza tym chciał ją jak najszybciej stąd wydostać i mieć pod własną opieką. W tej chwili nie był w stanie zaufać nikomu.
-Znaleźliście Katy?- spytała po chwili ciszy Anna. W tej chwili wszystkie dobre humory zniknęły tak szybko jak się pojawiły. Milczenie wystarczyło Annie. Doskonale znała odpowiedź. Postanowiła jednak trzymać się twardo, jak zawsze. Nabrała rozkazującego i stanowczego tonu:
-To na co czekacie? Szukajcie jej.
-To nie takie proste. Poza tym kiedy przy lekarzu wspomina się o Katy to…- zaczął Harry, ale Zayn przecząco pokiwał głową. Chciał oszczędzić Annie takich szczegółów, ale było to trudne przy Haroldzie, który przy dziewczynie stawał się bardzo wylewny. Loczek zrozumiał przekaz Zayna i dokończył nieco inaczej niż planował- Mówią, że w ogóle nie kojarzą takiej osoby. Ale spokojnie, na pewno jest w tym szpitalu, bo jechaliśmy tuż za jej karetką.
-Uhm- tylko na taką odpowiedź zdobyła się Anna. Popatrzyła na brata. W jego oczach odmalował się ból. Znowu przez nią i Katy.
         Louis wiernie siedział przy Katy, trzymając jej malutką dłoń. Wokół panowała grobowa cisza i ten przeklęty półmrok. Sceneria jak z jakiegoś filmu. Chłopak nie mógł dłużej znosić myśli o stracie dziewczyny. Ukrył twarz w dłoniach. Nie chciał płakać, ale mimo to łzy same leciały mu z oczu. Miarowo wdychał powietrze, aby się wyciszyć. Jak na razie nie szło mu to za dobrze. Popatrzył na Katy. Wyglądała jakby spała. Na jej twarzy malował się spokój. Tak samo wyglądała gdy leżała przy nim tej jednej nocy. Nie spuścił z niej wtedy oka nawet na moment. To wspomnienie przywróciło na jego twarz delikatny uśmieszek. Obrócił się na chwilę plecami do Katy. A jeżeli te wspólne chwile już nigdy się nie powtórzą? Nie mógł nawet o tym myśleć. Wtedy poczuł jak ręka Katy, którą wciąż trzymał, zaciska uścisk. Popatrzył w jej kierunku. Dziewczyna wzięła jeszcze dwa głębsze wdechy i uchyliła powieki. Chłopak nie wierzył w to co widział. Jego mina nieco rozbawiła Katy, ale nie miała kompletnie siły żeby chociaż zachichotać, więc tylko wymamrotała:
-Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha… Aż tak źle wyglądam?
-Właściwie bywało gorzej…- rzucił Louis, po czym spoważniał- Przepraszam- powiedział. Dziewczyna popatrzyła na niego chwilkę po czym szepnęła zmęczonym głosem.
-Zapomnij. To już nie ma znaczenie. Cieszę się, że jesteś.
-Ma znaczenie- zaprzeczył Lou i zaczął szperać po kieszeniach. Z jednej z nich wyjął już nieco podwiędłą stokrotkę- Wybacz ale tylko to udało mi się znaleźć na szpitalnym podwórku- tym razem Katy nie wytrzymała i zaśmiała się. Szybko jednak złapała się za bolący brzuch.
-Dziękuję, jesteś najukochańszym i najromantyczniejszym facetem jakiego znałam. Ale mam prośbę…
-Tak?
-Nie rozśmieszaj mnie, bo wszystkie mięśnie mnie bolą.
-Chyba jakoś dam radę- odpowiedział Lou i ucałował Katy w czoło. Nie mógł się jednak oprzeć pokusie i po krótkiej chwili odnalazł swoimi usta Katy. Przycupnął jeszcze bliżej niej i nieco opatulił.
-Odpoczywaj- powiedział. Katy bez sprzeciwu przymknęła oczy i usnęła. Louis chwilę jeszcze patrzył na dziewczynę, po czym ucałował ją w czoło i wyszedł. Chciał odnaleźć Zayna. Musiał go poinformować, że ją znalazł. Całą. Wrócił do głównego skrzydła szpitala. Nie było go już na korytarzu. Wszedł do małej sali gdzie leżała Anna. Wszystkie oczy zwróciły się ku niemu. Oczy mulata rozbłysły w oczekiwaniu.
-Czy ty?....
-Tak. Nic jej nie jest. Znalazłem ją. Leży na krytycznym- odpowiedział Lou. Zayn nie czekał ani chwili dłużej. Zerwał się na równe nogi. Louis zaprowadził go do drzwi na oddział. Kiwnął głową aby ten wszedł do pomieszczenia. Chłopak się zawahał gdy zobaczył napis, że wstęp tylko dla personelu. Po chwili jednak pewnym krokiem wszedł na oddział. Pewnym krokiem szedł za Lou, rozglądając się przy okazji dookoła. Wszędzie było pełno łóżek z pacjentami. Nikt nie dawał oznak życia. Leżeli jedynie przypięci do jakiś urządzeń, które widocznie utrzymywały ich przy życiu. Zayn modlił się, żeby Katy była w lepszym stanie niż oni. Chłopak przed nim nagle zatrzymał się przed dużymi szklanym drzwiami. Figurował na nich napis Pacjenci w stanie krytycznym.
-To tutaj- powiedział mu Louis- Mam z tobą wejść?
-Nie. Dzięki. Poczekaj tu na mnie- odpowiedział przygotowując się na to co może zobaczyć w środku. Nacisnął na klamkę i wszedł do środka. Zobaczył ją po kilku sekundach. Leżała na łóżku w rogu sali. Podszedł bliżej. Wyglądała dobrze, jakby po prostu spała, a nie jakby właśnie cudem przeżyła pożar. Jednak wszystkie urządzenia stojące koło jej łóżka podpowiadały, że nie jest aż tak dobrze. Zayn usiadł na skrawku łóżka patrząc smutnym wzrokiem na siostrę. Odgarnął jej brązowe włosy, które opadły jej na czoło. Dotknął palcem jej policzka. Było ciepłe i lekko zaróżowione. To dobry znak. Złapał ją za rękę. Ona też była ciepła.
-Katy…Tak bardzo mi przykro…- zaczął- Wiesz, jeszcze nie zadzwoniłem do mamy. Nie wiem jak na to zareaguje.
-Będzie załamana- odpowiedziała cicho Katy na co oczy Zayna rozbłysły. Uścisnął mocniej jej dłoń- Braciszku…zapewne jesteś szczęśliwy ale tak jakby miażdżysz mi dłoń.
-Oj, przepraszam. Katy, tak się cieszę, że się obudziłaś! Jak się czujesz?- spytał ale po chwili zmienił zdanie- Albo nie! Nic nie mów. Odpoczywaj.
-Ile można odpoczywać? Ile ja tu już leżę?- spytała Katy.
-Nie wiem dokładnie. Przywieźli was tu dziś w nocy koło trzeciej nad ranem. Teraz jest szesnasta- odpowiedział.
-O Boże! Aż tak długo? I ty cały czas tu siedzisz? Na pewno jesteś głodny. Idź coś zjeść- powiedziała zatroskana.
-Nie, nie, zostanę z tobą.
-Zayn, idź coś zjeść. Ja i tak nigdzie się nie ruszę- powiedziała na co Zayn chyba zaczął przystawać na jej propozycję. Wstał ucałował ją i ruszył w stronę drzwi, którymi tu wszedł- Zayn? Co z Anną i Joshem?- spytała niepewnie jakby obawiała się tego, co może usłyszeć. Chłopak się zatrzymał i odwrócił w stronę Katy.
-Z Anną wszystko w porządku. Nawdychała się trochę dymu i trochę oparzeń. Ale nic jej nie jest- Katy odetchnęła z ulgą- A jeśli chodzi o Josha… to on jest raczej załamany. Też ma lekkie oparzenia ale rozumiesz jego psychika bardziej ucierpiała. Przykro mi Katy ale to wszystko co wiem.
-Ok. Dzięki Zayn- odpowiedziała nie bardzo wiedząc co myśląc o tym, czego przed chwilą się dowiedziała. Pomachała bratu jeszcze raz, a następnie odwróciła głowę.
         Anna otworzyła oczy po krótkiej drzemce. W pomieszczeniu nie było nikogo. Jeszcze raz się rozejrzała po sali. Kątem oka zauważyła, że na szafce nocnej coś leży. Sięgnęła po to i przeczytała: Poszliśmy wszyscy na stołówkę. Nie martw się, nim się zorientujesz znów będę przy Tobie. Harry. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Przekręciła się na drugi bok gdy coś ją zabolało na dole pleców. Sięgnęła ręką do obolałego miejsca ale szybko ją z stamtąd zabrała. Bolało ją to. Chciała zobaczyć co jest przyczyną jej bólu. Niestety, niemożliwym było obrócenie głowy na tyle, aby ujrzeć dół pleców. Postanowiła pójść do toalety. Wiedziała, że nie powinna wstawać ale w końcu leżała już prawie że nieruchomo od jakiś 15 godzin. Delikatnie się podniosła. Siedziała teraz na brzegu szpitalnego łóżka. Teraz wystarczyło powoli zsunąć się z łóżka. Tego obawiała się najbardziej. Nie ruszała nogami od kilkunastu godzin. Możliwe, że odmówią jej na początku posłuszeństwa. Anna nie myliła się. Gdy tylko jej stopy dotknęły ziemi kolana się pod nią ugięły. Mocno złapała się ramy od łóżka, co ochroniło ją przed upadkiem. Wzięła dwa głębokie wdechy. Czuła się jak małe dziecko, które dopiero co uczyło się chodzić. Powoli oparła ciężar na swoich stopach. Tym razem obyło się bez komplikacji. Nawet się nie zachwiała. Złapała stojak z kroplówką, do którego była podłączona, po czym ruszyła w stronę wyjścia. Ostrożnie uchyliła drzwi i rozejrzała się czy w pobliżu nie ma żadnego lekarza, lub co gorsza żadnego z chłopaków. Chyba by ją zamordowali gdyby zauważyli, że postanowiła ot tak sobie wstać. Na szczęście korytarz był zupełnie pusty. Po cichu wyszła z pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Poszła w prawo licząc na to, że po drodze znajdzie jakąś toaletę. Miała szczęście. Parę metrów za rogiem znalazła ubikację. Weszła do niego w poszukiwaniu lustra. Wisiało ono na ścianie zaraz nad umywalką w rogu pomieszczenia. Podeszła do niego i omal nie zemdlała na swój widok. Jej włosy były tragiczne. Każdy włos jakby żył własnym życiem. Oczy miała podpuchnięte, a do tego na skroni miała mały opatrunek. Umyła ręce bananowym mydłem, które stało na umywalce, po czym wytarła je ręcznikiem. Przyglądała się jeszcze przez chwilę swojemu odbiciu gdy przypomniała sobie po co w ogóle tu przyszła. Podwinęła szpitalne ubranie do góry i obróciła się plecami do lustra. Chciała zobaczyć co ją tak bolało. Nie spodziewała się tego, co tam zobaczyła. Na skraju pleców miała czerwoną bliznę wielkości kciuka. Może nie była ogromnych rozmiarów ale bolała ją jakby była przynajmniej pięć razy większa. Dziewczyna zaklęła cicho pod nosem. Z taką blizną na pewno nie zapomni o tym, co się wydarzyło. Szybko opuściła z powrotem ubranie nie mogąc dłużej na nią patrzyć. Poprawiła sobie włosy i wyszła z toalety. Wracała korytarzem do swojej sali gdy gdzieś koło niej rozniósł się głośny trzask. Rozejrzała się dookoła. Dźwięk musiał dochodzić zza drzwi, które właśnie minęła. Może ktoś potrzebował pomocy? Anna niepewnie otworzyła drzwi i zajrzała do środka. To nie była taka zwykła sala z pacjentami. Wyglądała raczej jak jakiś składzik. Tak, to musiał być jakiś w swoim rodzaju magazyn sprzętu medycznego. Anna weszła do pomieszczenia. Po chwili znów usłyszała głośny huk. Poszła w jego kierunku. Na końcu pokoju stał mężczyzna, który wyglądał jakby czegoś szukał. Stał tyłem do niej, nawet chyba nie zauważył, że ktoś przebywa razem z nim w jednym pokoju. Wokół niego leżały porozrzucane rozdarte kartony. Zapewne on był sprawcą tego całego bałaganu. Mężczyzna nagle przestał przeszukiwać kolejny karton i zaczął cicho szlochać. Złapał się za głowę i wyprostował nadal się nie obracając w stronę Anny.

- Uciekaj Anna. Proszę, ja się nią zajmę!- dziewczyna wzdrygnęła się na jego słowa. Słyszała już te słowa i dobrze znała ten głos . To był Josh.

PRZEPRASZAMY!
Bardzo Was przepraszamy, że tak długo nie dodawałyśmy rozdziału! Bardzo, bardzo przepraszamy! Mamy nadzieję, że rozdział za to się podoba. Ale mamy wakacje kochane! Jak Wam mijają pierwsze dni? Nam nawet ok. Piszcie opinie w komentarzach i piszcie o swoich planach na wakacje!

Kochamy Was i jeszcze raz przepraszamy!
Anna&Katy

4 komentarze:

  1. jak zwykle czekałam na kolejny rozdział i się doczekałam! Oczywiście jak zwykle czekam na next.
    Mam nadzieję, że szybko nastąpi. : )
    Wakacje, oczywiście jak zwykle na Mazurach ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo nie zadowala mnie ten rozdział, na tyle czekania powinien być dłuższy... (to jedyna uwaga)
    Ja na razie siedzę w domciu zresztą (ANNO o tym wiesz :-P )
    Czekam na next!!!
    xoxo pikseloza

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak sie cieszę, że Lou ją odnalazł, a to z kwiatkiem mnie rozwaliło, hahaha świetnie
    Rozdział wspaniały i czekam na następny

    @forever_crazy_x

    OdpowiedzUsuń
  4. heeej fajny blog , zaobserwuj moooj , http://cherry-chapstick16.blogspot.com/ z góry dzięki ; )

    OdpowiedzUsuń