Powoli robiło się ciemno
i chłodno. Wagoniki stały w miejscu już od ponad czterdziestu minut. Pasażerów,
którzy byli stosunkowo nisko nad ziemią ściągnięto na drabinach. Jednak cała
paczka nie miała na co liczyć. Zaczynając od Harrego i Anny, którzy byli na
samym szczycie, kończąc na Niallu i Zaynie, których wagonik był w ponad połowie
wysokości. Nikt nawet się nie łudził, że ktoś może ich ściągnąć. Po kolejnych
dwudziestu minutach zrobiło się kompletnie ciemno. Pod koniec lutego nadal
szybko robiło się ciemno. Dochodziła godzina dziewiętnasta.
-Jak jeszcze dłużej nas tu potrzymają to chyba zamarznę- powiedziała
Anna pocierając rękoma swoje ramiona. Harry siedział na ławce. Mu też powoli
robiło się zimno. Dał jej znak ręką aby usiadła koło niego. Anna pośpiesznie to
uczyniła. Chłopak objął ją swoim silnym ramieniem i pocierał swoją ręką o jej
ramię, żeby było jej cieplej. Anna swoje dłonie schowała do kieszeni kurtki ale
Harold po chwili je z nich wyjął i włożył je między swoją smyrając je kciukiem.
Dziewczyna czuła się jak w niebie. Już od jakiegoś czasu przestała postrzegać
chłopaka tylko jako przyjaciela. Do głowy wpadły jej wszystkie wspomnienia
związane z Hazzą. Przypomniało jej się jak go poznała, jak wyżaliła się mu w
parku, jak dała mu kosza. Przypomniała sobie też co wyprawiał podczas słynnej
imprezy, jak jej pomógł po całej sytuacji z Benem… W tym momencie zrozumiała,
że nikt inny nie był dla niej tak ważną w postacią w jej życiu. Zawsze mogła na
niego liczyć. Mogła się z nim pośmiać, popłakać i robić wszystko na co ma
ochotę. Przy nim nie musiała nikogo udawać. On ją tolerował taką jaką jest. Uwielbiała
jego oczy, loki, dołeczki i uśmiech. Był…idealny. Wcześniej była zaślepiona
„idealnością” Bena i nie zauważyła prawdziwej miłości, która cały czas był pod
jej nosem. Spojrzała na niego. Po chwili szybko odwróciła swój wzrok, gdy
chłopak zauważył, że się na niego patrzy. Harold uśmiechnął się pod nosem i
zacisnął pewniej swoją rękę na jej ramieniu. Ta chwila ciągnęła się w
nieskończoność. Po kilku minutach ponownie rozległ się dźwięk głośników.
-Jeszcze raz przepraszamy za awarię. Naprawa nie powinna nam zająć dużo
czasu. Jednak dla pasażerów wagoników znajdujących się na górze w ramach
rekompensaty przygotowaliśmy pokaz fajerwerków. Przepraszamy i prosimy o
wyrozumiałość i cierpliwość- na te słowa Anna wstała cała podekscytowana i
oczekiwała na pokaz przygotowany między innymi dla niej, podobnie zareagowała Katy.
Cała promieniała gdy usłyszała o sztucznych ogniach. Lou bawiły tego typu
zachowania dziewczyny- tak jak teraz cieszyła się jak małe dziecko, tylko z
powodu jakiś fajerwerk. Nie mógł powstrzymać uśmiechu i kiedy zniecierpliwiona
nadęła się.
-No i gdzie te fajerwerki?- spytała z grymasem na twarzy- Zimno mi…
-No to chodź tu- powiedział. Katy nie mogła zrozumieć czemu go tak
wszystko śmieszyło. Poza tym nie miała zamiaru przybiegać do niego na każde
zawołanie. Zamiast tego zerknęła do wagoniku niżej, gdzie siedział Zayn i
Niall. Pomachała im. Chłopcy odwzajemnili gest.
-Komu machasz?- spytał Lou.
-W wagoniku niżej są niezłe ciacha…- powiedziała ponętnym głosem. Louis
zerwał się na nogi i w ułamku sekundy był przy barierce. Gdy ujrzał Zayna i
Nialla odetchnął z ulgą.
-Oj nie bądź już taki zaborczy… Lou, obchodzisz mnie tylko ty.
-Jakoś rzadko dajesz mi to do zrozumienia- naburmuszył się Louis.
-Och, jaki ty biedny- powiedziała Katy. Przeczesała włosy chłopaka- W
takim razie trzeba dać ci to jakoś do zrozumienia…- dodała i mocniej zacisnęła
palce wpleciona w brązowe włosy Lou. Drugą podtrzymywała jego tors, chcąc
zachować lekką odległość. Oczywiście Louis nie był za tym i przesunął jej rękę
na swoją szyję, przy okazji zmniejszając dystans między nimi do zera. Wkrótce
całkowicie przejął inicjatywę, nie dając Katy się wykazać. Coraz zachłanniej
całował brunetkę. Co chwilę pomrukiwał z zadowolenia, a Katy cicho chichotała.
Nieszczęsny Zayn nie mógł na to nic poradzić i przyglądał się temu wszystkiemu.
-Stary odpuść nic na to nie poradzisz…- powiedział Irlandczyk widząc
zatroskanego Zayna.
-Może i masz rację… No bo w końcu się kochają… Katy jest duża i wie co
robi, a mi nic do tego- przekonywał sam siebie mulat.
-Zuch chłopak- zaśmiał się blondyn. Zayn chciał się już oderwać od
barierek gdy ujrzał dłonie Louisa na pupie Katy.
-Nie no… trzymaj mnie Niall, albo go zabiję.
-Kogo?
-Louisa!- krzyczał Zayn, oglądając rozwój sytuacji.
-Za co?
-Obmacuje moją siostrę!
-To chyba normalne, jak się kogoś kocha… Zayn, nie będziesz mógł
wiecznie kontrolować życia bliźniaczek. Zgarniasz je z imprez, na wszystko
muszą mieć twoją zgodę… Jeszcze tego brakuje, żebyś zakazał im spotykania się z
chłopakami! Wyluzuj…
-Może i masz rację… Ale ja się o nie martwię…
-Umówmy się… Jak któryś z nas skrzywdzi twoje siostry to dorwiemy go
razem, okej? A teraz siadaj i wyluzuj Zayn.
-Dobra… już siadam…-odpowiedział i posłusznie usiadł na swoje miejsce.
Fajerwerki miały zacząć
się za dwie minuty. Ludzie zebrali się na placu pod diabelskim młynem.
-No chodź tu Harry! Stąd będzie lepszy widok!- zawołała go robiąc dla
niego miejsce przy barierce. Chłopak posłusznie do niej podszedł. Od
rozpoczęcia dzieliły ich sekundy. Po chwili Anna usłyszała dźwięk
wystrzeliwanych fajerwerków. Podskoczyła lekko. Było głośniej niż się
spodziewała. Ale to całe czekanie opłaciło się. Widok był niesamowity.
-To jest piękne- powiedziała po chwili Anna.
-Ty jesteś piękna- usłyszała słowa loczka i poczuła jak obraca ją tak,
że teraz stali naprzeciw siebie- Jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką
kiedykolwiek widziałem. Spodobałaś mi się już tego dnia kiedy przyszłaś razem z
Katy do pokoju Liama. Uwielbiam spędzać z tobą czas, rozmawiać z tobą, patrzyć
jak się śmiejesz. Uwielbiam też twoje oczy, włosy…zapach- odgarnął jej włosy z
czoła- Jesteś taka piękna. I wiem, że ty nie czujesz tego samego ale musisz
wiedzieć, że ja będę czekać. Nie chcę nikogo innego. Chce ciebie- w oczach
dziewczyny pojawiły się łzy. Jeszcze nikt wcześniej nie mówił o niej takich
rzeczy- Kocham cię. Pamiętaj, będę czekać. Nie…- nie zdążył dokończyć bo poczuł
na swoich ustach smak jej ust. Nie mógł w to uwierzyć. Miał ochotę wykrzyczeć
na cały głos, jak bardzo się cieszył. Nie mógł się jednak ruszyć. Był w
głębokim szoku. Oczywiście był też szczęśliwy. Przyciągnął ją bliżej siebie nie
przestając jej całować. Anna była usatysfakcjonowana. W tym momencie wiedziała,
że to on jest tym jedynym. Całował ją tak delikatnie, a dodatkowo masował jej
plecy swoimi dłońmi, co tylko dalej ją motywowało. Wpięła swoje dłonie w jego
bujne loki. Uwielbiała się nimi bawić. Nie przestawali się całować. Fajerwerki
nad ich głowami dodawały tylko romantyzmu całej sytuacji. Harold przyciągnął ją
jeszcze bliżej siebie o ile to było możliwe. Powoli zaczęło im brakować
powietrza w płucach mimo tego nikt nie chciał przerywać tej chwili. Po kilku
sekundach jednak Anna otworzyła oczy i powoli odsunęła się od chłopaka.
Popatrzyła mu głęboko w oczy, a po jej policzku spłynęła łza. Łza szczęścia.
-Dlaczego płaczesz piękna?- spytał się zatroskany ocierając kciukiem łzę
z jej policzka. Dziewczyna uśmiechnęła się.
-Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mi się w życiu przytrafiła- powiedziała
jeszcze raz bawiąc się jego lokami, po czym znów go pocałowała. Po chwili
usłyszała dziki krzyk z wagonika pod sobą. Oderwała swoje usta od jego i spojrzała
w dół. To była jej siostra.
-Bożeeeeeeeee!!! Wreszcie! Dobry plan Hazza nie powiem!- krzyczała
szczęśliwa Katy- Ale nie przeszkadzajcie sobie gołąbeczki moje!- Anna
uśmiechnęła się i wtuliła się w Harolda. Chłopak chwilę jeszcze patrzył na
wagonik pod nimi. Kiwnął głową na znak podziękowania Lou, za to że pomógł mu
zrealizować jego niecny plan. Przeniósł wzrok z powrotem na dziewczynę, którą
trzymał w objęciach. Podniósł jej podbródek tak aby mógł widzieć jej śliczne
zielone oczy.
-Nawet nie wiesz jak długo na ciebie czekałem- powiedział powodując
uśmiech na jej twarzy. Poczuł wewnętrzne ciepło i satysfakcję. Potrafi sprawić,
że się uśmiecha.
-W końcu się doczekałeś. Warto było?- spytała ale nie otrzymała
odpowiedzi bo chłopak przycisnął jej usta do swoich. Anna miała motylki w
brzuchu. Nigdy w życiu chyba nie była jeszcze tak szczęśliwa-Uznam to jako
potwierdzenie- powiedziała odrywając się od niego. Wtuliła się w niego
zaciągając się jego zapachem.
-Harry?- spytała po chwili.
-Hm?- mruknął gładząc ręką po jej włosach.
-Kocham cię- odpowiedziała pewnie, bo teraz była stu procentowo pewna,
że to co czuje do tego chłopaka to właśnie miłość. Hazza na jej słowa przytulił
ją mocniej i pocałował w czubek głowy. Stali tak razem wtuleni i wpatrywali się
w niebo pełne fajerwerków.
Katy nie mogła usiedzieć
w miejscu. Tak bardzo chciała znów spojrzeć na szczęśliwą siostrę i Harrego.
Postanowiła jednak dać im trochę prywatności.
-Usiądź wreszcie Katy- powiedział do niej jej chłopak. Dziewczyna
uczyniła to lecz po chwili znów wstała i zaczęła chodzić w tam i z powrotem.
-Czyż oni nie są uroczy? Widziałeś jej minę? W życiu nie widziałam jej
takiej szczęśliwej! Boże jak ja się cieszę, że Harry w końcu jej to powiedział!-
mówiła w kółko.
-Mam wrażenie, że zapomniałaś, że ja też tu jestem…- westchnął Lou.
-Ah Louis! Rzeczywiście! Nie zauważyłam cię wcześniej!- zaśmiała się
Katy i podeszła do niego bliżej całując go w policzek. On obrócił ją tyłem do
siebie i objął w pasie.
-Głupia ty. Patrz o tam!- wskazał na białe fajerwerki tuż nad ich
głowami. Po chwili poczuli jak wagonik powoli rusza z miejsca. Widocznie
pracownicy już, a raczej w końcu naprawili awarię. Po kilku minutach byli już
na samym dole gdzie czekała Anna przyciśnięta plecami do klatki Harolda. Po
chwili zauważyli też wysiadającego Nialla i Zayna. Ah jaką oni dopiero mieli
romantyczną przejażdżkę.
-Co ty się tak darłaś tam na górze?- spytał Zayn Katy stając
naprzeciwko niej. Dziewczyna kiwnęła tylko głową w stronę gdzie Harry stał
razem z Anną.
-Oh… rozumiem. Widzę, że czeka mnie jeszcze jedna rozmowa z chłopakiem
mojej siostry- powiedział i mrugnął okiem do Louisa, który widocznie taką
rozmowę już przeszedł. Katy spojrzała na niego z zaciekawieniem próbując
wyczytać z jego twarzy jakieś emocje związane z tym doświadczeniem, jednak nic
nie wyczytała. Po upłynięciu cała szóstka zobaczyła jak Liam wychodzi z
wagonika trzymając Danielle za rękę. Niall westchnął i popatrzył na wszystkie
zakochane pary wokoło. Prawie każdy stał teraz ze swoją drugą połówką. Słodziak
rozejrzał się dookoła placu, na którym stali. Wokół niego było dużo stoisk z
mini grami, mini barów i kilka knajpek.
-Może pogramy w coś chwilę?- zaproponował Irlandczyk całej grupie.
Wszyscy chętnie pokiwali głowami. Podeszli do pierwszego stanowiska. Gra
polegała na zrzuceniu trzech puszek za pomocą małych piłeczek. Gra z początku
wydawała się nie trudna lecz po kilku minutach nieudanych prób większość się
poddała. Na placu boju został tylko Zayn i Liam. Toczyli zawziętą walkę o
nagrodę- pluszową małpkę. Mulat zestrzelił już dwie puszki. Została mu ostatnia
piłeczka. To od niej zależało czy wygra czy nie. Przymrużył jedno oko, żeby
mieć lepszą widoczność, wymierzył i rzucił. Piłeczka o milimetry minęła puszkę.
Wzruszył ramionami i dołączył do reszty siedzącej na ławce i dalej obserwował
jak radzi sobie Daddy Direction. Liam spojrzał na swoją małą widownie.
Przejechał wzrokiem po twarzach swoich przyjaciół i zatrzymał się na tej, dla
niego najważniejszej. Wskazał na nią palcem w geście, że to dla niej chce
wygrać. Danielle się zaśmiała i zarumieniła. Chłopak wziął do ręki małą kulkę i
po chwili wszyscy usłyszeli dźwięk upadającej na ziemię pierwszej puszki. Nie
minęła minuty kiedy pracownik stoiska musiał zdejmować z wysokiej półki
pluszaka. Facet z obsługi podał go Liamowi, a ten podszedł z nagrodą do Dan.
-Bardzo proszę- powiedział wręczając misia dziewczynie, na co ona cicho
zachichotała.
-Dziękuję- odpowiedziała oblana cały czas rumieńcem.
Dziewczyny zamknęły za
sobą drzwi od mieszkania i rzuciły się w stronę sypialni. Były wykończone. Ten
wypad do wesołego miasteczka je zmęczył. Obydwie opadły na swoje łóżka. Sen
cisnął im się na powieki kiedy Katy nagle się coś przypomniało.
-Anna! Opowiadaj jak było! Dobrze całuje? Co ci powiedział? Wyznał ci
miłość?- zadała serię pytań prostując się. Siostra oparła się plecami o ścianę
i szeroko się uśmiechnęła na samo wspomnienie. Wydawało jej się, że zdarzenia z
parku rozrywki były snem. Wszystko było idealnie. Miejsce, czas, osoba… Nie
mogła sobie tego lepiej wyobrazić. W żadnej komedii romantycznej czegoś takiego
nie widziała.
-Było… idealnie- odpowiedziała wreszcie- To było… coś pięknego. Nigdy
się tak nie czułam jak wtedy. Cały czas nie mogę uwierzyć, że to się zdarzyło!-
powiedziała do siostry- kontynuowała swoją opowieść jeszcze do późnych godzin
nocnych opowiadając Katy wszystkie szczegóły tego niezapomnianego wieczoru.
Nastał ranek, a z nim
kolejny dzień szkoły. Bliźniaczki szły do szkoły kiedy telefon blondynki
zawibrował w jej kieszeni. Dostała smsa. „Mam
nadzieję, że dobrze spałaś, po wczorajszym wieczorze… Ucz się pilnie na
lekcjach i do zobaczenia po szkole. Przyjdę po Ciebie. Harry” Na twarzy
dziewczyny pojawił się delikatny uśmiech, który oczywiście zauważyła jej
siostra.
-Napisał do ciebie tak wcześnie rano??- spytała zszokowana- Bożeee jaki
on romantyczny! Louis może się przy nim schować!- zaśmiała się. Anna
uśmiechnęła się pod nosem odpisała „Spało
mi się wyjątkowo dobrze, śnił mi się pewien przystojniak z burzą loków na
głowie… Nie będę mogła się skupić na lekcjach! Nie wytrzymam do piętnastej! Do
zobaczenia! <3”. Gdy wiadomość została wysłana, schowała komórkę z
powrotem do kieszeni i ruszyła dalej z siostrą. Gdy doszły pod budynek szkoły,
pożegnały się i każda z nich poszła na swoją lekcję.
Harry niespokojnie stukał
palcami o kuchenny blat. Lada chwila miał pojawić się Zayn, który chciał z nim
odbyć poważną rozmowę. Loczek spodziewał się na jaki temat. Usłyszał za sobą
ciche kroki i pośpiesznie się odwrócił. To był Louis.
-Stary wyluzuj trochę- zaczął brunet- Ja już to przeszedłem. Nie było,
aż tak tragicznie. On po prostu się o nie martwi i chce dla nich jak najlepiej-
wytłumaczył mu już doświadczony Lou.
-Może i masz rację- zamyślił się Hazza. W sumie co mógłby Zayn zrobić?
Chce z nim tylko pogadać, tak dla zasady. Louis wyjął z lodówki sok i poszedł
do swojego pokoju. Harold znów został sam w kuchni i oczekiwał. Obrócił się na
krześle i wtedy go zobaczył. Zayn szedł już w jego stronę trzymając w ręku
kilka kartek i dużych zeszytów.
-Dobra Hazza, przyszedł twój czas- powiedział mulat i
układać przyniesione rzeczy na blacie. Otworzył jeden z zeszytów, który jak się
okazało był albumem ze zdjęciami.
-Czemu przyniosłeś album?- spytał zdziwiony loczek.
Nie spodziewał się raczej żadnych rekwizytów.
-To ja tu zadaję pytania- odpowiedział oschle, co nie było do niego
podobne- Zacznijmy od tego, że Anna jest od ciebie młodsza. O kilka miesięcy,
prawie o rok. Nie waż się tego wykorzystywać. Moja siostra, z resztą obydwie
dużo przeszły. Jak już wiesz są adoptowane ale ja zawsze uznawałem je za moje
rodzone siostry. One są Polkami. Tam się urodziły i spędziły osiem lat swojego
życia. Te lata były dla nich bardzo ciężkie dlatego pod żadnym pozorem nie
poruszaj tego tematu. Chyba, że Anna sama zdecyduje się ci powiedzieć ale to
już jej decyzja. Ma alergie na pieczarki, musisz o tym pamiętać- Harry uważnie
słuchał swojego przyjaciela. Ciekawy był czego się jeszcze o niej dowie- Anna
uwielbia adrenalinę. Kocha gdy się dużo dzieje. To widać na przykład na tym
zdjęciu- Zayn przewertował kartki w albumie i pokazał Harremu zdjęcie, na
którym jego siostra jeździ hulajnogą po dachu altanki w ich ogrodzie- Jak się
przyjrzysz to pod brodą ma bliznę od uderzenia się o kominek- chłopak mówił i
mówił. Harold rozluźnił się. Lou miał rację, nie było aż tak źle. Było w sumie
fajnie. Zayn mówił o samych przydatnych rzeczach. Chłopak opowiedział mu jakie
jedzenie lubi, czego się boi i tym podobne. Na końcu jednak dorzucił- Ale jeśli
spadnie jej choć jeden włos z głowy albo po policzku spłynie jej choć jedna
łza, nie ukryjesz się przede mną Harry- zakończył Zayn. Harry przełknął głośno
ślinę i posłusznie pokiwał głową, na znak że zrozumiał. Usatysfakcjonowany
mulat uśmiechnął się. Bawiło go to, że zarówno Harry jak i Louis mieli przy nim
pietra jeżeli szło o jego siostry. I tak też miało być. W tym momencie coś mu
się przypomniało.
-Idź, bo nie zdążysz po Anne do szkoły- powiedział już
nieco łagodniejszym tonem.
-A tak, tak…- odparł zamurowany loczek. Oszczędził
sobie pytań skąd Zayn wie o tym, że miał iść po dziewczynę do szkoły.
Postanowił zachować milczenie. Ubrał się i po cichu wymknął się z mieszkania.
***
Bliźniaczki szły przez
dziedziniec. Rozmawiały i się śmiały, gdy Anna wypatrzyła w tłumie Harrego.
Miał na sobie zwykły T-shirt i czarne spodnie, ale nawet w tak skromnym stroju
wyglądał zniewalająco. Dziewczyna pomachała do niego. Gdy Katy również ujrzała
zbliżającego się do nich chłopaka, również mu pomachała. Harry odwzajemnił
gesty. Przywitał się z Anną delikatnie całując w usta i z Katy przytulając ją.
Potem w jego objęcia wpadła Anna i nie miała zamiaru w najbliższym czasie z
nich uciekać. Katy nie dała tego po sobie poznać, ale nieco spochmurniała.
Siostra nie mówiła nic o tym, że Harry po nią przyjdzie. Myślała, że będą wracać
razem, a teraz nie wiedziała jak się zachować. Nie chciała przeszkadzać parze.
Jednak główną przyczyną jej niezadowolenia był Louis. Jemu do głowy nie
przyszło, żeby odprowadzić ją do domu ze szkoły. Nie chciała tego przyznać
samej sobie, ale w końcu musiała- miała wrażenie, że Lou w ogóle się nie stara.
Nie tak jak Hazza. Co prawda Loczek był z Anną od jakiś 24 godzin, ale to nie
zmieniało faktu, że był o wiele romantyczniejszy od jej chłopaka. Wiedziała
doskonale, że Louis to typ łobuza, ale od czasu do czasu mógł się zmusić do… do
takiego zachowania jak Harry. Z rozmyślań wyrwała ją Anna.
-Ziemia do Katy! Idziemy do domu?- powiedziała.
-Nie, nie… sama się przejdę- odparła brunetka, ale oczywiście
wspaniałomyślny Hazza musiał się przeciwstawić.
-No nie żartuj. Chodź z nami- na jego słowa Katy nie pozostało nic
innego jak przytaknąć. Droga do mieszkania ciągnęła się w nieskończoność. Harry
i Anna żartowali i nie szczędzili sobie czułości. Oczywiście Katy była prawie
tak szczęśliwa jak Anna, patrząc na to wszystko, jednak po jej głowie nadal
chodził Lou. Może powinna z nim zerwać? Nie, bez przesady. Po prostu musiała z
nim porozmawiać, i tyle. Brunetka nie wróżyła jednak wspaniałej przyszłości tej
rozmowie. Znając życie zakończyłaby się kłótnią. W mieszkaniu Katy odstąpiła
Annie i Hazzie jej i siostry pokój. Niech mają trochę prywatności… W tym czasie
postanowiła się pouczyć- a to coś nowego. W końcu wyłączyła się z otaczającego
ją świata. Nawet nie drgnęła gdy zadzwonił jej telefon. Po kilku nieudanych próbach
dodzwonienia się do brunetki telefon ucichł, dzięki czemu ona mogła ponownie
spokojnie oddać się światu fizyki. Po niecałych dwudziestu minutach rozległ się
dzwonek do drzwi. Oczywiście Katy wytrwale go lekceważyła. Na Anne nie miała co
liczyć. Zdumiało ją gdy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Wkrótce jednak
dostrzegła kątem oka czuprynę Louisa. Nie była zachwycona jego obecnością,
zwłaszcza nie w takim momencie. Chłopak uśmiechnął się do niej jednak nie
uzyskał żadnej odpowiedzi. Wszedł do salonu i usiadł koło Katy. Zerknął jej
przez ramię aby zobaczyć co tak uparcie czyta. Gdy ujrzał, że to podręcznik od
fizyki bez wahania zamknął książkę w jej rękach.
-Uczę się- powiedziała chłodno Katy i ponownie otworzyła podręcznik.
-Jasne, jasne…- mruknął i schował twarz we włosach Katy- Dzwoniłem.
Czemu nie odbierałaś?- w odpowiedzi dziewczyna odsunęła się na drugi koniec
kanapy. Lou stwierdził, że brunetka się jedynie droczy i przysunął się do niej
z powrotem. Z twarzy dziewczyny wyczytał jednak, że coś jest nie tak. Ucałował
ją w czoło i spytał:
-Co jest?
-Nic- burknęła Katy, jednak po chwili jakby zmieniła zdanie- A
właściwie to jest- odparła i położyła książkę na stolik- Chodzi o… ciebie.
-No więc słucham.
-Myślisz może czasem? O mnie?
-Dniami i nocami- zaśmiał się Lou, ale dla Katy to wcale ni było
zabawne.
-O tym, żeby przyjść po mnie do szkoły? Zaprosić mnie gdzieś? Kupić… no
nie wiem, kwiatka? Nawet zerwać jakiegoś chwasta po drodze…- kontynuowała.
-Dobrze wiesz, że gdybyś tylko chciała wykupił bym dla ciebie całą
kwiaciarnię.
-Och Louis! Tu nie chodzi o to! Nie chodzi o jakieś durne kwiaty!
-To o co chodzi?- spytał Louis spokojnym tonem. Miał nadzieje, że to
nieco uspokoi rozgniewany głos Katy.
-O inicjatywę. O to, żebyś zrobił coś dla mnie bezinteresownie… Nawet
jeżeli cię o to nie poproszę. Żebyś wykazał się jakimś romantyzmem czy czymś…
Abyś na każdym kroku chciał mi pokazać jak bardzo ci na mnie zależy. A ty się
nawet nie fatygujesz, żeby zrobić cokolwiek.
-Nie mam wcale tak dużo czasu. Pragnę spędzać z tobą cały mój czas! Ale
mimo, że nie chodzę do szkoły to…
-To co? To nie masz czasu? Harry jakoś ma. Właśnie teraz siedzi z Anną
w pokoju i pewnie mówi jej jaka to jest piękna i cudowna i jak ją kocha…
-Aaaa… więc o to chodzi. Porównujesz mnie do Harrego?- spytał Louis a
Katy odpowiedziała mu wymownym milczeniem- Więc skoro on jest taki idealny, to
co ja tu jeszcze robię? Wybacz Katy, że nie jestem idealny. Wybacz, że nie
jestem chłopakiem z twoich marzeń. Wybacz że nie jestem Harrym! Zadowolona? O to
ci chodziło?! Dlaczego nie widzisz jak się staram?- tym razem to Louis przybrał
na tonie- Może dlatego, że widzisz tylko to co chcesz? Może dlatego, że
patrzysz przez pryzmat idealności Harrego? Już sam nie wiem- mówił. Gdy się
obrócił zobaczył w progu Anne i Harrego. Zrobiło mu się strasznie głupio.
Musieli usłyszeć jak wytrząsa się nad Katy, która teraz siedziała skulona na
kanapie. I znowu to on wyszedł na tego złego. Nie mógł dłużej siedzieć w tym
mieszkaniu. Wstał gwałtownie, wziął kurtkę z wieszaka i ruszył schodami w dół.
Usłyszał za sobą nawoływanie i kroki Harrego, ale w tej chwili wszystko było mu
obojętne.
UWAGA!
ANNA ZAKWALIFIKOWAŁA SIĘ DO DRUGIEGO ETAPU KONKURSU ORGANIZOWANEGO PRZEZ ESKĘ GDZIE MOŻNA WYGRAĆ KSIĄŻKĘ 1D! WIEC BARDZO PROSIMY A SZCZEGÓLNIE ANNA O GŁOSOWANIE NA JEJ PRACĘ! BARDZOOOOOOOOO. DAJEMY LINKA: http://www.eska.pl/news/konkurs_zaglosuj_na_najladniejsze_wiersze_o_one_direction_glosowanie/84475
I TRZEBA TAM GŁOSOWAĆ NA WIERSZ 4!! POMÓŻMY JEJ WYGRAĆ! Z GÓRY DZIĘKUJEMY A TERAZ WRACAJMY DO RZECZYWISTOŚCI :D JAK SIĘ PODOBA ROZDZIAŁ? BO ANNA JEST NIM ZACHWYCONA... KOMENTOWAĆ MISIE PYSIE
P.S SORRY ZA CAPS
KOCHAMY WAS<333
Anna&Katy
1. Zagłosowałam już! Cudowny wiersz, bardzo mi się podobał. Mam nadzieję, że wygrasz!
OdpowiedzUsuń2. Rozdział cudowny! Już wiem, dlaczego Annie bardzo się podobał :D Genialny plan, genialni bohaterowie! No cud miód!
3. Katy i Lou nie mogą ze sobą zerwać! Oni od zawsze byli idealną parą, kibicowałam im od początku. Mam nadzieję, że wszystko wróci do normy i siostry będą miały cudowne życie razem z Harry'm i Louis'em! Amen. DosiaS
Głosowałam :-) fajny wierszyk :-*
OdpowiedzUsuńCudowny rodział ale szkoda mi Lou, oni się nie rozstaną? NIE MOGĄ!!! ZABRANIAM im!!!
Kocham Harrego i Annę <3
I was też kocham :-*
xoxo pikseloza
Świeeeetny rozdział. Jak ja kocham Waszego bloga. I błagam Was, niech Lou i Katy nie zrywają ze sobą.
OdpowiedzUsuńChcę już następny ♥
@forever_crazy_x