sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 42



         Zayn jadł śniadanie w kuchni gdy zadzwonił jego telefon. To była mama. Właśnie przylecieli i prosili o adres szpitala gdzie leżą dziewczyny. Chłopak podał nazwę ulicy i umówił się z rodzicami, że spotkają się na miejscu. Dokończył jeść, oznajmił chłopakom, że wychodzi po czym ruszył w stronę szpitala. Co prawda był on położony w innej części miasta ale londyńskie metro sprawiało, że tą odległość pokonywało się w kilkanaście minut. Wszedł do budynku i udał się w kierunku rejestracji, pod którą umówił się z rodzicami. Mama i tata już tam na niego czekali. Wpadł im w ramiona. Tak dawno ich nie widział. Szkoda tylko, że spotykają się w takich okolicznościach.
-Jak się trzymasz mamo?- spytał patrząc jej prosto w oczy. Kobieta westchnęła, co było jasną odpowiedzią dla Zayna.
-Bywało lepiej… Chcę już zobaczyć się z dziewczynkami- odpowiedziała, a jej mąż objął ją ramieniem.
-Wiesz gdzie leżą synu?- spytał ojciec.
-Tak, chodźcie za mną-  odpowiedział i poprowadził najpierw w stronę oddziału, gdzie leżała Katy. Przed drzwiami, na których widniał napis „Wstęp tylko dla personelu” zatrzymał ich lekarz.
-Przykro mi ale tutaj nie można wchodzić- oznajmił szorstko.
-Pan wybaczy ale za tymi drzwiami leży moja córka. Mam prawo chyba się z nią zobaczyć!- zdenerwował się tata bliźniaczek.
-Państwo Malik rozumiem?- spytał doktor, na co małżeństwo kiwnęło głowami przytakując- Proszę za mną w takim razie- odparł i otworzył drzwi na oddział. Prowadził ich przez salę pełną pacjentów, aż doszli do tej, w której leżała Katy. Lekarz odsunął się i powiedział:
-Tylko proszę jej nie męczyć. Musi jeszcze odpoczywać.
Tricia nacisnęła na klamkę i weszła do środka. Za nią wszedł jej mąż i syn. Rodzice zobaczyli swoją córkę leżącą na łóżku podłączoną do kilku urządzeń.
-Katy… moje kochanie…- zaczęła matka, gdy tylko dziewczyna przekręciła głowę w jej stronę. Ledwo co zdążyła usiąść na łóżku, kiedy córka rzuciła jej się na szyję i cicho zapłakała- Wiem kochanie, wiem. Już dobrze aniołku. Już jest okej- mówiła i po jej policzku także spłynęła łza. Najchętniej nigdy by już jej nie wypuściła z objęć. Ustąpiła jednak miejsca mężowi.
-Jak się czujesz kochanie?- spytał z troską w głosie, która zawsze uspokajała obydwie siostry.
-Już lepiej tato, dziękuję- odpowiedziała przytulając się do niego- Byliście już u Anny?
-Nie, jeszcze nie. Najpierw przyszliśmy do ciebie- wytłumaczył tata- Zaraz do niej pójdziemy, nie martw się.
-Ucałujcie ją ode mnie, dobrze? Jeszcze nie widziałyśmy się od czasu… pożaru- powiedziała.
-Na pewno tak zrobimy kochanie- odpowiedziała jej Tricia-To co poradzisz sobie? Pójdziemy teraz do twojej siostry. Jeszcze wrócimy, dobrze?
-Dobrze mamo. Przecież nigdzie sobie nie pójdę- zaśmiała się dziewczyna. Rodzice ucałowali ją w czoło i poszli za Zaynem, który miał ich zaprowadzić do drugiej córki. Musieli opuścić ten oddział. Anna leżała w zupełnie innym skrzydle szpitala. Przeszli koło stołówki, na której chłopacy wczoraj jedli kolację, składzik, w którym Anna znalazła Josha i w końcu stali przed salą, gdzie leżała dziewczyna. Zayn spojrzał przez szybę w drzwiach. Anna leżała w ramionach swojego chłopaka. Zayn wiedział, że mama nie wiedziała nic o rozstaniu jej córki z Benem, więc byłaby delikatnie mówiąc zdziwiona gdyby zamiast Bena znalazła Harrego.
-Eee mamo eee no bo u Anny jest teraz…- zaczął ale mama nie dała mu dokończyć.
-Ben? Kochanie, przecież on mnie zna- powiedziała i weszła do środka- Cześć Be…- chłopak leżący koło jej córki odwrócił się w jej stronę. Rzeczywiście Tricia była zdziwiona- Harry?- chłopak wstał z łóżka zakłopotany.
-Dzień dobry pani Malik- powiedział, podszedł do niej i wyciągnął rękę na powitanie. Nadal stał zakłopotany nie wiedząc czy wyjść czy zostać.
-Cześć- odezwała się w końcu Anna przerywając niezręczną ciszę- Tato to jest Harry. Mój chłopak. Nie mieliście okazji się jeszcze poznać- powiedział niepewnie. Tata stał z kamienną twarzą, co przerażało chłopaka. Niepewnie podszedł do niego. Jego poker face nie dodawał mu wcale odwagi. Przełknął ślinę gdy stanął naprzeciwko wysokiego mężczyzny wyciągając do niego rękę. Mężczyzna momentalnie się rozchmurzył i szeroko uśmiechnął.
-Gratuluję przeszedłeś test kamiennej twarzy- zaśmiał się ojciec uściskając dłoń chłopaka. Harry lekko się uśmiechnął. O mało co nie zszedł na zawał- No! Rozchmurz się Harry. Naprawdę miło cię poznać. Szkoda tylko, że poznajemy się w takich okolicznościach- spoglądając mu przez ramię na swoją córkę.
-To ja państwa już zostawię- powiedział, nadal zawstydzony podszedł i pocałował w policzek Anne, po czym pośpiesznie wyszedł z sali.
-Musiałeś go tak męczyć?- spytała taty uśmiechnięta dziewczyna.
-Oczywiście, że musiałem. Jeśli ma się z tobą umawiać musi przejść mój test- odpowiedział- Ale powiedz jak się czujesz? Coś cię boli?
-Nie tato. Wszystko w porządku. Nic mi nie jest. Mam tylko jedną bliznę i to wszystko- na jej słowa z twarzy rodziców zniknęło zaniepokojenie. Ufali jej. Jeśli mówiła, że wszystko okej to znaczy, że wszystko okej.
-Anna… opowiesz nam co się tam tak właściwie stało?- spytała mama siadając koło niej na łóżku- Nie chcieliśmy pytać o to Katy… rozumiesz ona zawsze ciężej przeżywała takie sprawy- dziewczyna się zawahała. W sumie nie myślała o tym co się wydarzyło od czasu kiedy tu trafiła. No może z wyjątkiem chwili gdy spotkała Josha w jego przerażającym stanie. Postanowiła jednak opowiedzieć wszystko z jej perspektywy. Mimo iż wspomnienia nadal były bolesne czuła, że musi się komuś wyżalić.
-Opowiem- powiedziała skubiąc palcami bluzkę- Obudziłam się nocy bo kaszlałam. Tak naprawdę to myślałam, że to sen, wszystko było takie niewyraźne. Katy też kaszlała. Dopiero po kilku sekundach uświadomiłam sobie, że ja wcale nie śnię. Wstałam i obudziłam siostrę. Mówiłam do niej, że trzeba uciekać ale ona mówiła w kółko, że trzeba dzwonić po pomoc. Wtedy usłyszałyśmy trzask. W pierwszej chwili myślałam, że budynek się wali ale okazało się, że Josh, nasz sąsiad z góry po nas przyszedł. Wyprowadził nas z mieszkania. Pamiętam, że puścił mnie pierwszą w drzwiach. Potem zawołał Katy ale jej nigdzie nie było widać. Wszędzie unosił się dym, przez co ciężko było cokolwiek zauważyć. Strasznie piekły mnie oczy. Josh krzyknął, że znajdzie Katy i że mam uciekać. Posłuchałam go. Wybiegłam z budynku. Przed nim panował chaos. Mieszkańcy mieli całe czarne twarze zupełnie jakby wysmarowali się węglem- opowiadała- Poprosiłam jakiegoś mężczyznę przechodzącego obok o telefon. Zadzwoniłam po Zayna i czekałam aż przyjedzie. W tym czasie przyjechała straż pożarna i inne organy. Ja stałam i patrzyłam jak blok płonie. To było straszne- do jej oczu napłynęły łzy- Ludzie strasznie płakali. Nie pamiętam jak to się stało ale po chwili siedziałam w karetce i jakaś kobieta dezynfekowała mi ramię. Cały czas wytężałam wzrok i patrzyłam czy Josh i Katy nie wychodzą. Ale nigdzie ich nie widziałam. Myślałam, że… myślałam że zginęli. Że zostali tam w środku i nie mogli wyjść- już płakała. Mamie też spłynęła łza. Przytuliła mocno do siebie córkę.
-Już dobrze. Ciiii… Już po wszystkim- uspokajała ją- Z tego co mówił Zayn dzisiaj cię wypiszą więc cię stąd zabierzemy. Zatrzymaliśmy się w hotelu. Pojedziemy tam razem dobrze?- spytała, a w odpowiedzi uzyskała tylko potaknięcie głową. Tricia postanowiła już o nic więcej nie pytać. Pozwoliła Annie wygodnie się ułożyć po czym w kojący sposób zaczęła głaskać ją po głowie. Zawsze tak robiła kiedy Anna lub Katy nie mogły spać z powodu koszmarów. I tym razem okazało się to niezawodne, gdyż po kilku minutach Anna zasnęła. Zayn postanowił wykorzystać ten moment na zadanie rodzicom pytania, które męczyło go już od dłuższego czasu. Po chwili namysły spytał:
-Zabieracie je do Bradford, prawda? Nie będą mogły zostać w Londynie?- na te słowa Tricia spojrzała na syna z zatroskaną miną. Dobrze wiedziała co dla Zayna oznacza rozstanie z siostrami, jednak tą decyzję podjęła już dawno. Teraz nadszedł czas aby podzieliła się nią z Zaynem.
-Synku, nie pozwolę im tu zostać. Muszą wrócić do domu, gdzie będą miały stałą i dobrą opiekę- mówiła spokojnym tonem. Zayn nie miał jednak zamiaru odpuścić. Wiedział, że jego błagania na nic się nie zdadzą ale przynajmniej będzie próbował.
-Ale one tutaj też mają dobrą opiekę! Zamieszkają ze mną i z chłopakami i wszystko wróci do normy…
-Kochanie, musisz zrozumieć, że to nie jest możliwe. Sam fakt, że wcześniej pozwoliłam im zostać samym w Londynie i posiadać własne mieszkanie… to już było szaleństwo. Ich miejsce jest teraz w Bradford.
-One nigdy nie były tu same! Zawsze byłem ja… ja i chłopaki. Może za mało czasu im poświęcaliśmy… ale mogę to zmienić!
-Zayn, proszę cię, nie zrzucaj winy na siebie, i mów nieco ciszej. Anna przecież śpi… Bliźniaczki wracają do Bradford. Nic tu nie wskórasz. Wiedz, że nie zawiodłam się na tobie ani na nikim innym. Zauważ jednak, że te dwie dziewczyny mają talent do ściągania na siebie kłopotów. Bardzo je kocham i nie mogę pozwolić aby coś im się stało, tak samo jak ty- zakończyła Tricia i odwróciła się z powrotem do Anny, dając Zaynowi do zrozumienia, że dyskusja skończona. Chłopak bezradnie szukał poparcia u milczącego ojca, mimo, że wiedział iż podziela on zdanie matki. Z resztą czego on oczekiwał. Już kiedy zadawał samo pytanie czy bliźniaczki wyjeżdżają, doskonale znał odpowiedź. Po prostu nie chciał tego przed sobą przyznać. Doskonale zdawał sobie sprawę z reakcji reszty chłopaków, gdy powie im ostateczny „werdykt” jego rodziców. Zdenerwowany wyszedł przed szpital. Gdy tylko znalazł się na zewnątrz schował się za jednym z małych kiosków i wyjął paczkę papierosów. Przez chwilę się zawahał. Obiecał siostrom, że skończy z tym paskudnym nałogiem, jednak biorąc pod uwagę ekstremalną sytuację dał sobie spokój. Wyciągnął pierwszego lepszego papierosa i pośpiesznie zapalił. Już zapomniał jak to jest gdy dym swobodnie rozchodzi się i rozgrzewa twoje płuca, a potem wydostaje się z twoich ust tworząc piękne obłoczki, przy okazji powodując, że pewna część ciebie zapomina o problemach. Niemal umarł na zwał gdy zza rogu ktoś wymówił jego imię. Odwrócił się, chowając przy tym nie wypaloną jeszcze fajkę za plecami.
-Zayn…?- Harry popatrzył na mulata pytająco. Szukał chłopaka po całym szpitalu, i gdy znalazł go w jakimś zaułku nieco się zdziwił. Poza tym nigdy nie podejrzewał go o palenie i nigdy też go na tym nie przyłapał. Zayn nie chciał owijać w bawełnę i po prostu wyrzucił z siebie to co cały ten czas ciążyło mu na sercu.
-Anna i Katy wyjeżdżają do Bradford. Nic z tym nie da się zrobić- burknął chłopak i wsadził papierosa ponownie do ust. Harry stał chwilę oniemiały po czym podszedł do Zayna i wyrwał mu z rąk fajkę. Zayn oczekiwał że Loczek wyrzuci niedopałka i da mu reprymendę, że nie powinien palić gdyż to skraca życie, ble, ble, ble… jednak nie doczekał się ani jednej z tych rzeczy. Zamiast tego obserwował jak Harry wypala papierosa do końca, a dopiero potem rzuca go w trawnik i szybko zadeptuje. Hazza wypuścił z siebie ostatnią porcję dymu i krótko skomentował sytuację:
-Kurwa- ta reakcja nieco rozśmieszyła Zayna, sam nie wiedział czemu. Wyciągnął paczuszkę.
-To co? Jeszcze po jednym?- wymamrotał. Loczek bez słowa wyjął kolejnego szluga, po czym Zayn uczynił to samo. Po chwili w ciszy wypuszczali z siebie szare obłoczki. Wypuszczali z siebie smutek i gniew.
         Louis, Niall i Liam siedzieli bezczynnie w mieszkaniu. Właściwie Lou zbierał się do szpitala. Koniecznie chciał zobaczyć Katy, dowiedzieć się jak się czuje i pobyć z nią trochę. Bardzo mu jej brakowało. Gdy stał już w progu drzwi doszedł do niego sms od Harrego. Powstrzymał się od wykrzyczenia wszystkiego co mu w tej chwili przyszło do głowy. Zamiast tego powolnym krokiem udał się do saloniku gdzie leniuchowała pozostała dwójka. Niall i Liam zerknęli na niego pytająco. Przed chwilą roześmiany chłopak wrócił do nich w podłym nastroju. Liam nie mógł dłużej wytrzymać trwającego milczenia i spytał:
-Co jest? Coś nie tak z Katy? Z Anną?
-Nie to nie to… - wydukał Lou. Gniewny wzrok utkwił w podłodze.
-Nie karz nam czekać! Gadaj co z Ślicznotką i Księżniczką?!- oburzył się Niall. Lou niechętnie podniósł głowę z wyraźnym grymasem na twarzy.
-Po skończeniu leczenia wracają do Bradford. Nieodwołalnie- burknął i wyszedł z mieszkania. Szedł w stronę szpitala, gdy Niall i Liam go dogonili. Chcieli pójść z nim do bliźniaczek i spędzić z nimi przy okazji trochę czasu. Byli również ciekawi kiedy mają one wyjechać z Londynu. Na samą myśl o tym zdarzeniu zalewała ich fala smutku. Londyn bez tych dwóch, zwariowanych dziewczyn? To już nie będzie to samo. Wtedy nikt już nie podpowie Liamowi w sprawach miłosnych. Nikt nie zrobi wyśmienitego spaghetti dla Nialla, ani nie nazwie go „Słodziakiem”. Nikt nie przytuli już Lou, tak jak robiła to Katy i nikt nie będzie się na niego gniewał tak jak ona. Ta myśl była ciężka do zniesienia. Gdy cała trójka przekroczyła próg szpitala okazał się on jeszcze okropniejszy i smutniejszy niż wydawał im się przedtem.
         Louisowi udało się zakraść na dział gdzie przebywała Katy. Bez problemu trafił do sali, której leżała. Gdy zajrzał do jej wnętrza, pierwsze co ujrzał, to to,  że dziewczyna była podłączona do kilku urządzeń mniej. To musiał być dobry znak. Chłopak postarał się jak najciszej zakraść do Katy, aby jej nie obudzić, ale jak się okazało dziewczyna wcale nie spała. Przywitała go promiennym uśmiechem, takim jak zawsze. To była kolejna oznaka, że powracała do zdrowia. Lou nie umiał określić w tej chwili swoich uczuć. Z jednej strony cieszył się w jakim tempie jego dziewczyny zdrowieje, z drugiej strony czuł nienawiść do całego świata, za to że go opuszczała i wyjeżdżała do Bradford. Louis podsunął sobie niski taboret i przycupnął przy łóżku Katy. Wziął jej małą dłoń w swoje dwie i ucałował. Nie chciał teraz mówić Katy o tym, że będzie musiała wyjechać. Lepiej aby pozostawała na razie tego nieświadoma i zamartwiała się niczym.
-Przepraszam, że nie kupiłem ci kwiatków. Jakoś wypadło mi z głowy- powiedział i zmusił się na uśmiech. Miał nadzieję, że wyglądał on na w miarę szczery. Chyba tak, bo Katy zachichotała i wolną ręką przeczesała mu włosy.
-Jakoś przeżyję. Ale żeby to był ostatni raz!- powiedziała udając oburzoną.
-Obiecuję, że to się nie powtórzy- odpowiedział posłusznie Louis.
-Mam prośbę- odezwała się po chwili ciszy Katy- Pomógłbyś mi usiąść? Od paru dni nie zmieniam pozycji i cały czas leżę… Masakra.
-Faktycznie to musi być straszne, zwłaszcza z twoim ADHD- zaśmiał się Lou starym zwyczajem, po czym dodał- Jasne, już ci pomagam- tak też zrobił. Nie było to proste, ponieważ należało uważać na wszelkie cienkie kabelki, które tak bardzo ograniczały Katy możliwość ruchu. Po chwili jednak ich dwójka odniosła sukces. Dziewczyna odetchnęła.
-Nieco lepiej- powiedziała i poklepała miejsce obok siebie- No popatrz, nawet dla ciebie zrobiło się miejsce- Louis uznał to jako oczywistą propozycję i już po chwili siedział przy Katy obejmując ją delikatnie. Nie trwało to jednak długo, gdyż po korytarzu rozległy się kroki. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy.
-O matko! Zapomniałam! Mam teraz rozmowę z lekarzem… On nie może cię tu zobaczyć!- mówiła szeptem Katy. Lou rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie mógł z niego wyjść po lekarz złapał by go tam, a w tym miejscu nie było absolutnie żadnego miejsca do schowania się. Chociaż… Chłopak ześlizgnął się cicho z łóżka i ułożył się pod nim.
-Zwariowałeś?! Zobaczy cię!
-Masz może lepszy pomysł?!- kroki lekarza stawały się coraz wyraźniejsze. Katy bezradnie rozejrzała się po pokoju. Nie, nie miała lepszego pomysłu. W ostatniej chwili zsunęła z siebie kołdrę do połowy, tak, że znaczna jej część zasłaniała Lou leżącego pod łóżkiem. W tym samym też momencie wszedł lekarz.
-Dzień dobry panno Malik…- zaczął lekarz i popatrzył podejrzliwie na Katy- Pani… usiadła? O własnych siłach?
-Tak… ćwiczę formę. Raz sobie siadam raz się kładę i odpoczywam, a potem znowu siadam…- Katy wolała nie myśleć jak idiotycznie to brzmiało. Już sobie wyobrażała Louisa powstrzymującego się od śmiechu pod tym przeklętym łóżkiem.
-No cóż…- lekarz widocznie nie wiedział co powiedzieć- Hmmm… a nie jest pani zimno? Powinna być pani całkowicie okryta. Pozwoli pani- powiedział lekarz i nachylił się nad Katy aby poprawić kołdrę.
-Nie, nie, nie to naprawdę nie jest konieczne. Jak będzie mi zimno to się przykryję- mówiła niemal błagalnym tonem dziewczyna.
-Ależ nalegam- odparł lekarz i nasunął kołdrę pod samą szyję dziewczyny. Widząc jej przerażoną minę spytał- Na pewno wszystko w porządku?
-Tak, tak… znaczy nie wiem. Nie wiem czy mi się to przyśniło, czy działo się naprawdę, ale dziewczyna spod trójki… ją chyba coś bolało. Skarżyła się strasznie pielęgniarce. Może pan sprawdzić co z nią? Trochę się martwię…- mówiła Katy. Starała się być przekonująca. Lekarz po chwili wahania wstał i wyszedł oznajmiając, że zaraz wróci. Gdy tylko zniknął za rogiem Louis wyskoczył spod łóżka. Katy się nie myliła: był czerwony od śmiechu.
-To żeś wymyśliła młoda- pochwalił ją cicho się śmiejąc.
-Ty lepiej stąd uciekaj! On zaraz wróci!- powiedziała pospiesznie Katy, ale Louisowi było to chyba obojętne, gdyż nadal beztrosko się śmiał. Po chwili jednak postarał się uspokoić. Nachylił się i ucałował dziewczynę najczulej jak potrafił. Tak bardzo kochał tą jej nieporadność w niektórych sytuacjach… była urocza. Widział jednak zniecierpliwienie w jej oczach i szybko usunął się z jej oddziału. Tak jak poprzednio lekarz, obiecał, że zaraz wróci.
         Potworna mgła przesłaniała jej oczy. Czyżby powtórka pożaru? Jakim cudem? Ale rzekomy dym jej nie dusił. Anna stała obok Katy. Były tylko one dwie- nikogo, ani niczego więcej. Oprócz tej okropnej mgły. Czuła jak w jej siostrze wzrasta niepokój. Chciała coś jej powiedzieć, jakoś ją uspokoić, ale mimo licznych chęci żadne słowo nie wyszło z jej ust. Rozejrzała się i wtedy usłyszała krzyk Katy.
-Zostaw mnie!- Anna patrzyła zaniepokojona. Przy Katy nie było nikogo innego niż ona sama, a jednak słowa dziewczyny nie były skierowane do niej. Miała wrażenie, jakby jej siostra w ogóle jej nie zauważała. Po serii rozpaczliwych wrzasków, Katy rzuciła się do ucieczki. Po kilku sekundach zniknęła z oczu Annie, gdyż przesłonił ją gęsty dym. Anna pragnęła pobiec za siostrą, jednak za każdym razem jak próbowała się przebić przez gęstą mgłę, nie mogła. Jakby tworzyła dla niej jakąś ścianę. Dziewczyna rozejrzała się bezradnie. Czuła jak zalewa ją przestrach. Nagle zrozumiała dlaczego Katy krzyczała. Jak mogła tego wcześniej nie zauważyć? Para złych oczu zmierzała w jej stronę. Z początku było widać tylko je, lecz w miarę gdy postać się do niej zbliżała sylwetka zaczęła się zaostrzać. Anna nie była gotowa na stanięcie twarzą w twarz z człowiekiem, który stanowczo za szybko się do nie zbliżał. Mimowolnie wydała z siebie przeraźliwy pisk.
         -Anna!- wrzasnął Zayn tym razem uzyskując oczekiwany rezultat. Dziewczyna otworzyła raptownie oczy i usiadła na łóżku. Jej czoło i plecy były mokre od potu, a serce waliło jej tak, jakby miało zaraz wyskoczyć. Zayn patrzył na nią zmartwiony, jak z resztą cały czas od czasu pożaru.
-Krzyczałaś. I to okropnie. Znowu miałaś koszmar, tak?- na jego pytanie Anna skinęła głową- Opowiedz mi- w tej chwili dziewczyna popatrzyła na niego nieufnie. W końcu jednak przytaknęła.
-Nie wszystko dobrze pamiętam… Wiem, że tam było tam strasznie dużo dymu… a może mgły? W każdym razie się nie dusiłam. Tam była też Katy, ale mnie nie dostrzegała, albo była za bardzo skupiona na… na czymś innym... W pewnym momencie ona zaczęła coś krzyczeć, po czym uciekła w głąb tej mgły, tak, że nie byłam w stanie jej dostrzec. Chciałam za nią pobiec, ale ten dym… to było coś na kształt ściany dla mnie. A wtedy… w mgle… to nie były już tylko oczy Zayn… ja… nie wiem…
-Dobrze już, już- mówił kojącym Zayn. Anna powiedziała już wystarczająco dużo. Było mu jej strasznie szkoda. Nagle wpadło mu coś do głowy. Był to co prawda w pełni abstrakcyjny pomysł, ale postanowił to sprawdzić. Przed wyjściem od Anny ucałował ją w czoło i oznajmił, że rodzice zaraz wrócą ze stołówki. Następnie ruszył wzdłuż korytarza na drugie skrzydło szpitala, gdzie odpoczywała jego druga siostra. Ostrożnie zakradł się na jej oddział i po chwili siedział tuż przy niej. Katy słodko spała. A może i nie tak słodko. Była zalana potem podobnie jak Anna, ale nie krzyczała. Być może miała to już za sobą. Zayn chwycił jej małą dłoń. Dziewczyna uchyliła oczy, a gdy zobaczyła Zayna od razu się rozweseliła. Odwzajemniła ucisk jego dłoni, na co chłopak ucałował jej. Nie chciał jednak zwlekać z pytaniem.
-Co ci się śniło?- Katy zrobiła zdziwioną minę. Nie spodziewała się takiego zwrotu akcji.
-Co ci w ogóle przyszło do głowy…
-Nie kłam. Proszę powiedz mi- Katy popatrzyła na chłopaka takim samym wzrokiem jak Anna, kiedy ją o to spytał. Pod tym względem prawie w ogóle się nie różniły.
-Nie wiem szczerze… znaczy…- zaczęła Katy. Nie było już drogi ucieczki- Była mgła. A może dym… Stałam tam z Anną, ale nie byłam w stanie się do niej odezwać ani na nią popatrzeć. Bałam się, bo widziałam tam… Go. I uciekłam… nie pamiętam naprawdę nic więcej- Zayn przytaknął jedynie głową. Czemu sny jego sióstr prawie niczym się nie różniły? Miał wrażenie jakby grał w jakimś filmie fantastyki czy czymś podobnym. Ale to było życie. Życie, które nie mogło go już chyba niczym zaskoczyć. Chłopak postanowił nie drążyć tematu. Podjął więc inny temat rozmowy, dotyczący głównie samopoczucia dziewczyny. Oczywiście Katy opowiedziała bratu o historii z Lou, jak to chował się pod jej łóżkiem. Udało jej się tym nieco poprawić humor zatroskanego Zayna. W towarzystwie siostry chłopak stracił poczucie czasu. W pewnym momencie poczuł wibracje w prawej kieszeni. Gdy wyjął telefon okazało się, że dzwoni… Tricia.
-Halo?
-Zayn! Wszędzie cię szukamy… Gdzieś ty się podziewasz?
-Eee… uhm… Zaraz będę.
-Dobrze, czekamy. Chciałam tylko ci coś szybko powiedzieć.
-Hm?

-Anna została wypisana ze szpitala!


Zgodnie z obietnicą jest, rozdział 42 <3
Kochamy Was!<333
Anna&Katy

Rozdział 41



        -Josh?....- zająkała się Anna. Chłopak podskoczył. Dopiero teraz zorientował się, że nie jest sam. Odwrócił się w jej stronę. Wyglądał tak jak zawsze. Dobrze ubrany, uczesany jedynie jego oczy zdradzały, że coś z nim jest nie tak. Błądziły po pomieszczeniu. Wyglądało jakby był na haju.
-Anna! Uciekaj, proszę!- mówił dalej jakby nie był świadomy tego, że już po wszystkim. Miał łzy w oczach. Anna podeszła do niego i przytuliła go. On się wyrywał jakby chciał działać. Jakby chciał dalej ratować. Jakimś cudem dziewczynie udało się go zatrzymać w swoich objęciach. Pogładziła go po głowie gdy usłyszała jego szloch na jej ramieniu.
-Josh… jesteśmy w szpitalu… pożar został ugaszony… już wszystko dobrze- mówiła- Uratowałeś mnie i Katy. Nic nam nie jest. Kilka blizn i oparzeń. Josh jesteś bohaterem.
-Jakim bohaterem? Jakim bohaterem Anna?- pytał przez łzy- Chciałem skoczyć z okna. Poddałem się. Zostawiłem Katy na pastwę losu. Gdyby nie ci strażacy pewnie ja i twoja siostra dawno byśmy już nie żyli. Co ze mnie za bohater?
-Ale żyjemy Josh! I to ty nas uratowałeś! To ty, nie nikt inny wyważył drzwi od naszego mieszkania i po nas przyszedł. Mogłeś nas zostawić i ratować siebie ale ty po nas przyszedłeś. Gdyby nie ty… byłybyśmy martwe- odpowiedziała mu chcąc go uspokoić. Osiągnęła zamierzony cel. Chłopak się uspokoił, wyprostował i popatrzył jej w oczy.
-Nie zostawiłbym was.
-Wiem Josh. Dziękuję- chłopak zachowywał się już normalnie. Był już w pełni świadomy tego gdzie jest i co się wydarzyło.
-Chyba nie powinno cię tu być. Powinnaś leżeć i odpoczywać. Nie bez przyczyny przecież masz podłączoną to kroplówkę co nie?- spytał obejmując ją ramieniem i udając się w stronę drzwi.
-To samo mogłabym powiedzieć o tobie- odpowiedziała mu uśmiechnięta. Wyszli na korytarz- Na jakim oddziale leżysz?
-Na oparzeniówce- odpowiedział zamykając drzwi od pomieszczenia, w którym przed sekundą się znajdowali.
-Słuchaj, ja powinnam już wracać. Jeśli chłopaki się zorientowali, że wstałam chyba mnie zabiją.
-Masz szczęście, że masz takich przyjaciół.
-Wiem Josh. Jesteś jednym z nich- odpowiedziała mu i ruszył w stronę swojej sali.
         Chłopacy skończyli jeść. Byli już w nieco lepszych humorach. Bliźniaczki się obudziły i wszystko było z nimi w porządku. Siedzieli jeszcze chwilę przy stoliku w szpitalnej stołówce gdy Liam się odezwał.
-Nie chcę się wtrącać Zayn ale chyba powinieneś zadzwonić do swojej mamy- chłopak miał rację. Nie dało by się przecież tego ukryć. Z mieszkania dziewczyn nie zostało raczej nic. Rodzice musieli się dowiedzieć.
-Masz rację- westchnął- Już dzwonię- wstał od stołu i udał się w miejsce, gdzie będzie mógł spokojnie porozmawiać z mamą. Wybrał numer telefonu i nacisnął zieloną słuchawkę. Odebrała po dwóch sygnałach.
-Cześć synku! Co się tak długo nie odzywałeś?- zaczęła pogodna jak zawsze.
-Cześć mamo. Miałem dużo na głowie. Muszę coś ci powiedzieć… ale nie denerwuj się dobrze?
-Chodzi o bliźniaczki? Znów poszły na jakąś imprezę tak? A prosiłam, żeby…
-Nie. One są w szpitalu- głos po drugiej stronie słuchawki ucichł na jego słowa- Mamo?
-Co się stało?- spytała po chwili. Po głosie wywnioskować można było, że jest w szoku.
-Mamo… był pożar. Blok, w którym mają mieszkanie się spalił- wytłumaczył cicho. Tricia zaczęła płakać- Mamo nie płacz, nic im nie jest. Wyciągnął je Josh, wiesz ten ich sąsiad. Mają kilka oparzeń nic poważnego. Wyjdą z tego- mama trochę się uspokoiła.
-Przylecimy z tatą najszybciej jak się da. I nawet nie próbuj protestować. Wiem, że byś się nimi zajął ale w tej sytuacji rodzice muszą przejąć pałeczkę- powiedziała- Zayn?
-Tak mamo?
-Jesteś najlepszym synem i bratem pod słońcem. Kocham cię.
-Ja ciebie też mamo. Jak dolecicie dajcie znać. Dam wam namiary na szpital albo nasz apartament, zależy czy wypiszą już dziewczyny czy nie.
-Dobrze Zayn. Ucałuj ode mnie siostry.
-Ty ode mnie też- powiedział po czym się rozłączył. Cieszył się, że ma tą rozmowę już za sobą. Teraz chciał porozmawiać z lekarzem sióstr. Z tego co widział dziewczyny miały się dobrze ale żadnym doktorem on tam nie był, więc chciał się upewnić. Poszedł w stronę gabinetu lekarskiego, licząc że tam kogoś znajdzie. Zapukał do drzwi i po kilku sekundach wychylił się zza nich starszy mężczyzna.
-Słucham pana?
-Dzień dobry. Nazywam się Zayn Malik i leżą tu moje dwie siostry Anna i Katy Malik. Chciałbym się dowiedzieć…- zaczął ale niespodziewanie lekarz mu przerwał.
-Proszę wejść- zaprosił go do środka. Gabinet był mały i skromnie umeblowany. Na ścianach wisiały przeróżne tablice z objawami różnych, nieznanych chłopakowi chorób. John Davis- jak wyczytał z plakietki lekarza Zayn, machnął ręką na znak, żeby usiadł na krześle przy biurku. On sam zajął miejsce po jego drugiej stronie. Zdjął okulary, które miał na nosie i odłożył je do szuflady. Nerwowo przetarł pozbawioną włosów głowę i spojrzał na mulata- Panie Malik, na początku chciałbym wyrazić wyrazy współczucia z ….
-Co z moimi siostrami- przerwał mężczyźnie Zayn. Czuł, że lekarz nie ma najlepszych wieści. Po prostu wiedział. Lekarz oblizał wargi dobierając ostrożnie słowa.
-Generalnie pańskie siostry miały dużo szczęścia, że ten młody chłopak przyszedł im z pomocą. Jeśli chodzi o Anne to miała ona najwięcej szczęścia, udało jej się wyjść o własnych siłach i to dość szybko. Jej zdrowiu nic nie zagraża. Musi teraz po prostu pooddychać czystym tlenem i unikać stresu- zaczął lekarz- A jeśli chodzi o Katy…
-Proszę mówić dalej- powiedział niemalże błagalnym tonem Zayn.
-Katy straciła przytomność będąc jeszcze w budynku. Jej organizm ogólnie jest bardzo osłabiony, a do tego nawdychała się dużej ilości dymu. Jeden płat płuca został lekko zniszczony przez co ciężej jej się będzie przez najbliższy czas oddychać. Dlatego też podłączona została do tych maszyn. Wspomagają one oddychanie pańskiej siostry- chłopakowi do oczu napłynęły pojedyncze łzy, które szybko otarł. Lekarz na ten widok szybko dodał- Nic jej nie będzie, musi po prostu pobyć jakiś czas w szpitalu.
-Jak długo panie doktorze? Ile jeszcze będą musiały tu przebywać?
-Jeśli chodzi o Anne to może wyjść już jutro z rana, a jeśli chodzi o drugą siostrę myślę, że nie prędzej niż za dwa dni- Zayn odetchnął z ulgą. Wszystko było ok. Najgorsze już za nimi. Podziękował uprzejmie doktorowi i wrócił do chłopaków. Nadal siedzieli na stołówce. Gdy tylko Zayn usiadł na krześle popatrzyli na niego pytalnym wzrokiem.
-Wszystko jest ok- na jego słowa wszyscy wypuścili powietrze z ust- Anna może wyjść jutro, a Katy za dwa dni. Nic im nie będzie.
-Boże, jak się cieszę, że wszystko w porządku- odezwał się Niall prostując się na krześle.
-Wiem Niall. Wszyscy się cieszymy- odpowiedział mu uśmiechem Zayn- Rozmawiałem z mamą. Przyleci tu razem z tatą najbliższym samolotem.
-Zayn?- spytał po chwili niepewnie Lou- Co z nimi teraz będzie? To znaczy chodzi mi o to, gdzie będą mieszkać. Mieszkanie spaliło się doszczętnie… Twoja mama nic nie mówiła na ten temat?
-Nie, nic nie mówiła. Nie wiem co teraz będzie Louis. Mama chyba było w zbyt głębokim szoku, żeby o tym pomyśleć. Ale nie martw się na pewno nie zabierze ci Katy na długo- kopnął go lekko pod stołem tym samym rozluźniając lekko atmosferę. Lou się zaśmiał i odpowiedział mulatowi uśmiechem.
-Dobra chłopaki wracajcie do domu. Nic tu po was. Dziewczyny i tak śpią- zaproponował Zayn na widok ziewającego Nialla.
-Może i masz rację. Ale ty też wracasz z nami w takim razie. Jak powiedziałeś dziewczyny śpią, a twoja mama jak przyleci to da ci znać- powiedział Liam- Chodźmy odpocząć. Jutro wrócimy- wszyscy przytaknęli i zaczęli się zbierać.
-Pójdę pożegnać się tylko z Anną- oznajmił Harold i pośpiesznie udał się do pokoju, w którym leżała dziewczyna. Po cichu otworzył drzwi podszedł do jej łóżka. Spała. Uśmiechnął się pod nosem. Przypomniało mu się kiedy razem z Lou zostali na noc u bliźniaczek. Obudził się w nocy i zobaczył, że w jego dłoni zaciśnięta jest jej malutka dłoń. Harry odgarnął jej kosmyk włosów, który opadł jej na czoło i delikatnie ucałował w policzek, żeby jej nie obudzić.
-Przyjdę jutro. Kocham cię- szepnął, jeszcze raz na nią popatrzył i wyszedł.
         Anna otworzyła powieki. Na jej twarz padały promienie słońca. Od razu poczuła się lepiej. Przekręciła się na drugi bok i wtedy zobaczyła skromny bukiet kwiatów goździków. Powąchała je. Pachniały pięknie. Pewnie były od Harolda. Wydawało jej się właśnie, że ktoś u niej był ale była w pół śnie, z którego nie chciała się budzić. Usiadła wygodnie i poprawiła swoje blond włosy. Spojrzała na zegar wiszący na ścianie naprzeciwko. Była jedenasta. Wow, długo spała. Miała nadzieję, że ktoś z jej znajomych tu zaraz przyjdzie i ją odwiedzi, bo zaczynało jej się nudzić. Sięgnęła po telefon i zaczęła pisać smsa do Harrego z pytaniem czy dziś do niej przyjdzie.
-Z kim ty tak tam piszesz? Mam być zazdrosny?- usłyszała czyjś głos w drzwiach. Obróciła głowę w tamtą stronę. Harry. Jego loczki pięknie opadały mu na czoło, a zielone oczy wpatrywały się w nią. Anna się uśmiechnęła na jego słowa i odłożyła telefon. W tym czasie chłopak podszedł do niej i nachylił się, żeby ją pocałować. Dziewczyna odwzajemniła gest i ich usta spotkały się w słodkim pocałunku. Zamknęła oczy. Miała motylki w brzuchu. I pomyśleć, że jeszcze nie dawno byli „przyjaciółmi”
-Jak się czujesz?- spytał w końcu chłopak, gdy odczepił swoje usta od jej ust. Usiadł jednak koło niej i trzymał ją za rękę smyrając ją kciukiem.
-Bardzo dobrze- odparła opierając głowę o poduszkę- Kwiaty od ciebie poprawiły mi humor. Dziękuję.
-Jakie kwiaty?- spytał zdziwiony chłopak- To nie ode mnie- Anna wolną ręką sięgnęła bukiet kwiatów. Obejrzała go jeszcze raz i dopiero teraz zobaczyła mały liścik. Wcześniej go nie widziała. Harry przyglądał się zaciekawiony. Dziewczyna popatrzyła na swojego chłopaka i uniosła brwi. Uwielbiała się z nim drażnić. Wróciła jednak to czytania. Z każdą linijką jednak uśmiech schodził jej z twarzy. Harry niemal wyrwał jej liścik na widok jej miny. Spochmurniał, ręce zacisnęły się w pięść, a na jego szyi pojawiła się charakterystyczna żyła. Zdenerwował się. Gotowało się w nim.
-Ja to załatwię- powiedział niemal przez zaciśnięte zęby. Zaczął się zbierać.
-Harry, zostań ze mną. Proszę- powiedziała cicho, niemal błagalnie- Nie idź. Zostań- chłopak słysząc jej słowa stanął w miejscu. Z jednej strony chciał iść i zrobić co miał zamiar zrobić, a z drugiej chciał tu zostać z Anną. W końcu wybrał tą drugą opcję. Dał znak żeby się przesunęła i położył się obok niej pozwalając dziewczynie, żeby się w niego wtuliła.
-Tylko nie płacz. Jestem tu z tobą. Nigdzie się nie wybieram- powiedział chcąc dać jej poczucie bezpieczeństwa. Annie jednak chodziła po głowie treść liściku. „Na górze ogień na dole dym,
a twoje mieszkanie płonie jak Rzym.
                                       Zrobiło ci się gorąco?
                                       Ben”




I jak się podoba nowy rozdział po dosyć sporej przerwie..? Mamy nadzieję, że bardzo <3 Dzisiaj w ramach rekompensaty za naszą nieobecność dokładnie o godzinie 18:oo wstawimy kolejny rozdział :D liczymy na komentarze i Wasze przebaczenie...

Kochamy Was<33
Anna&Katy






         

piątek, 30 sierpnia 2013

Przepraszamy, przepraszamy, przepraszamy...

Po raz setny : przepraszamy!!! Chyba nie musimy mówić za co, ale dla jasności wspomnimy. Przepraszamy Was za naszą długą nieobecność :c mamy nadzieję, że jesteście wyrozumiałe/li i jak powiemy, że po prostu w wakacje szalałyśmy bez opamiętania i zapomniałyśmy troszeńkę o blogu, to nam wybaczycie :D
Z drugiej strony chciałyśmy Wam też podziękować, za to że tak łatwo o nas nie zapomniałyście/liście... Dużo osób upominało się o nowe rozdziały i pisało do nas, najczęściej poprzez facebooka :D chcemy, abyście wiedziały/wiedzieli, że to dla nas b a r d z o dużo znaczy i jak dostajemy od Was takie wiadomości to jaramy się jak pochodnie haha (wiemy, tandetny ten tekst ale nie mogłyśmy się powstrzymać).
Chciałyśmy również poinformować, że rozdziały będą coraz lepsze, gdyż zostałyśmy natchnione skromnym filmem... This Is Us <3 może kojarzycie...? A tak serio to po prostu hbjsfjksbkjglkjadkjf film BOSKI, ryczałyśmy i tańczyłyśmy razem na sali kinowej. Czyste szaleństwo, zbyt dużo żeby opowiadać... Katy jak zwykle ryczała kiedy jeszcze dobrze się nie zaczęło, no ale wiecie jak to z nią...
Druga informacja jest taka, że rozważamy założenie kolejnego bloga ;> co nie oznacza, że przestaniemy prowadzić tego!!! Powiedzcie w komentarzach co o tym myślicie c: Nie zapomnijcie dodać oczywiście jak minęły Wam wakacje i jak podobało Wam się This Is Us!!! <3333

Kochamy Was i jeszcze raz przepraszamy! <33
Anna&Katy

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 40



         W sali stało tylko jedno łóżko. To musiała być ona. Louis podszedł bliżej i spojrzał na kogoś kto był podłączony do miliona kabli i kilku nieznanych mu urządzeń. W głębi duszy miał jednak nadzieję, że to nie jest jednak Katy. Miał nadzieję, że zaraz zobaczy ją wbiegająca na salę, uśmiechniętą, zawsze z tą charakterystyczną iskrą w oku, którą tak kochał. Dziewczyna leżąca w tej sali prawie niczym nie przypominała Katy. W ogóle się nie ruszała. Ledwo powstrzymywał się od donośnego szlochu. Jeszcze kilka godzin widział ją w jej mieszkaniu. Co prawda kłócili się ale… ruszała się. Usiadł niepewnie na brzegu łóżka i odgarnął włosy z jej czoła. Po jego policzkach spłynęła słona ciecz. Bardzo się bał. Bał się, że ją straci… na zawsze. Dziewczyna nie dawała żadnych znaków życia.
-Katy…- spróbował zacząć ale z jego ust wydobył się cichy szloch. Po chwili zaczął znów- Nie zostawiaj mnie Katy. Nie możesz tak po prostu mnie zostawić. Bez ciebie jestem nikim. Masz się obudzić, uśmiechnąć lub choćby na mnie nawrzeszczeć. Cokolwiek- do jego oczu napływały coraz to większe ilości łez
-Cokolwiek…
         Zayn siedział na szpitalnym korytarzu. Nerwowo zgniatał plastikowy kubek po wodzie. Nadal nie mógł uwierzyć w to co się stało przed kilkoma godzinami. Dlaczego to spotyka właśnie jego siostry? Gdyby mógł przeżył by te zdarzenia za nie. Tyle w życiu już przeszły choć maja dopiero szesnaście lat. Niczym sobie nie zasłużył na taki los. Zayn wyprostował się na krześle i dostrzegł idącego w jego stronę Harrego. Loczek był uśmiechnięty. Mulat miał wrażenie, że w twarzy chłopaka jest również… coś na kształt wzruszenia. Zayn popatrzył wyczekująco na Harrego.
-Znalazłem. Znalazłem Anne. Jest przytomna i raczej nie dzieje się z nią nic poważnego!- mówił uradowany Hazza. Zaynowi rozbłysły oczy.
-Prowadź!- rzucił. Harry nie dał się prosić dwa razy. W ciągu paru sekund doprowadził chłopaka do siostry. Był z siebie dumny- bardzo ciężko było odnaleźć kogokolwiek w szpitalu, ponieważ był zapchany od góry do dołu ofiarami pożaru. Nikt nie fatygował się póki co, aby powiadamiać bliskich i odnajdować się nawzajem. Teraz trwała walka o życie dziesiątek osób. Odnalezienie Anny było cudem. Zayn przyklęknął przy jej łóżku i schował dłoń dziewczyny w swoich dwóch. Gdy Anna zobaczyła brata miała ochotę wyskoczyć z łóżka i wyciskać go. Pewne okoliczności jej jednak na to nie pozwalały. Mogła tylko patrzeć i się uśmiechać.
-Anna… dobrze cię znowu widzieć w miarę uczesaną i czystą…- zaśmiał się Zayn powstrzymując łzy szczęścia. Objął Anne delikatnie, po czym odgarnął jej włosy z czoła. Dziewczyna popatrzyła na brata czule, po czym przeniosła wzrok na Harrego. Skinęła głową na znak podziękowania, że przyprowadził jej brata.
-Ciebie też dobrze widzieć Zayn- odparła po chwili dziewczyna. Mulat szybko zebrał się w sobie.
-Masz jakieś zachcianki? Zrobię wszystko…
-Chcę do domu- mruknęła Anna.
-Już niedługo. Obiecuję- odpowiedział Zayn. Doskonale rozumiał siostrę, a poza tym chciał ją jak najszybciej stąd wydostać i mieć pod własną opieką. W tej chwili nie był w stanie zaufać nikomu.
-Znaleźliście Katy?- spytała po chwili ciszy Anna. W tej chwili wszystkie dobre humory zniknęły tak szybko jak się pojawiły. Milczenie wystarczyło Annie. Doskonale znała odpowiedź. Postanowiła jednak trzymać się twardo, jak zawsze. Nabrała rozkazującego i stanowczego tonu:
-To na co czekacie? Szukajcie jej.
-To nie takie proste. Poza tym kiedy przy lekarzu wspomina się o Katy to…- zaczął Harry, ale Zayn przecząco pokiwał głową. Chciał oszczędzić Annie takich szczegółów, ale było to trudne przy Haroldzie, który przy dziewczynie stawał się bardzo wylewny. Loczek zrozumiał przekaz Zayna i dokończył nieco inaczej niż planował- Mówią, że w ogóle nie kojarzą takiej osoby. Ale spokojnie, na pewno jest w tym szpitalu, bo jechaliśmy tuż za jej karetką.
-Uhm- tylko na taką odpowiedź zdobyła się Anna. Popatrzyła na brata. W jego oczach odmalował się ból. Znowu przez nią i Katy.
         Louis wiernie siedział przy Katy, trzymając jej malutką dłoń. Wokół panowała grobowa cisza i ten przeklęty półmrok. Sceneria jak z jakiegoś filmu. Chłopak nie mógł dłużej znosić myśli o stracie dziewczyny. Ukrył twarz w dłoniach. Nie chciał płakać, ale mimo to łzy same leciały mu z oczu. Miarowo wdychał powietrze, aby się wyciszyć. Jak na razie nie szło mu to za dobrze. Popatrzył na Katy. Wyglądała jakby spała. Na jej twarzy malował się spokój. Tak samo wyglądała gdy leżała przy nim tej jednej nocy. Nie spuścił z niej wtedy oka nawet na moment. To wspomnienie przywróciło na jego twarz delikatny uśmieszek. Obrócił się na chwilę plecami do Katy. A jeżeli te wspólne chwile już nigdy się nie powtórzą? Nie mógł nawet o tym myśleć. Wtedy poczuł jak ręka Katy, którą wciąż trzymał, zaciska uścisk. Popatrzył w jej kierunku. Dziewczyna wzięła jeszcze dwa głębsze wdechy i uchyliła powieki. Chłopak nie wierzył w to co widział. Jego mina nieco rozbawiła Katy, ale nie miała kompletnie siły żeby chociaż zachichotać, więc tylko wymamrotała:
-Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha… Aż tak źle wyglądam?
-Właściwie bywało gorzej…- rzucił Louis, po czym spoważniał- Przepraszam- powiedział. Dziewczyna popatrzyła na niego chwilkę po czym szepnęła zmęczonym głosem.
-Zapomnij. To już nie ma znaczenie. Cieszę się, że jesteś.
-Ma znaczenie- zaprzeczył Lou i zaczął szperać po kieszeniach. Z jednej z nich wyjął już nieco podwiędłą stokrotkę- Wybacz ale tylko to udało mi się znaleźć na szpitalnym podwórku- tym razem Katy nie wytrzymała i zaśmiała się. Szybko jednak złapała się za bolący brzuch.
-Dziękuję, jesteś najukochańszym i najromantyczniejszym facetem jakiego znałam. Ale mam prośbę…
-Tak?
-Nie rozśmieszaj mnie, bo wszystkie mięśnie mnie bolą.
-Chyba jakoś dam radę- odpowiedział Lou i ucałował Katy w czoło. Nie mógł się jednak oprzeć pokusie i po krótkiej chwili odnalazł swoimi usta Katy. Przycupnął jeszcze bliżej niej i nieco opatulił.
-Odpoczywaj- powiedział. Katy bez sprzeciwu przymknęła oczy i usnęła. Louis chwilę jeszcze patrzył na dziewczynę, po czym ucałował ją w czoło i wyszedł. Chciał odnaleźć Zayna. Musiał go poinformować, że ją znalazł. Całą. Wrócił do głównego skrzydła szpitala. Nie było go już na korytarzu. Wszedł do małej sali gdzie leżała Anna. Wszystkie oczy zwróciły się ku niemu. Oczy mulata rozbłysły w oczekiwaniu.
-Czy ty?....
-Tak. Nic jej nie jest. Znalazłem ją. Leży na krytycznym- odpowiedział Lou. Zayn nie czekał ani chwili dłużej. Zerwał się na równe nogi. Louis zaprowadził go do drzwi na oddział. Kiwnął głową aby ten wszedł do pomieszczenia. Chłopak się zawahał gdy zobaczył napis, że wstęp tylko dla personelu. Po chwili jednak pewnym krokiem wszedł na oddział. Pewnym krokiem szedł za Lou, rozglądając się przy okazji dookoła. Wszędzie było pełno łóżek z pacjentami. Nikt nie dawał oznak życia. Leżeli jedynie przypięci do jakiś urządzeń, które widocznie utrzymywały ich przy życiu. Zayn modlił się, żeby Katy była w lepszym stanie niż oni. Chłopak przed nim nagle zatrzymał się przed dużymi szklanym drzwiami. Figurował na nich napis Pacjenci w stanie krytycznym.
-To tutaj- powiedział mu Louis- Mam z tobą wejść?
-Nie. Dzięki. Poczekaj tu na mnie- odpowiedział przygotowując się na to co może zobaczyć w środku. Nacisnął na klamkę i wszedł do środka. Zobaczył ją po kilku sekundach. Leżała na łóżku w rogu sali. Podszedł bliżej. Wyglądała dobrze, jakby po prostu spała, a nie jakby właśnie cudem przeżyła pożar. Jednak wszystkie urządzenia stojące koło jej łóżka podpowiadały, że nie jest aż tak dobrze. Zayn usiadł na skrawku łóżka patrząc smutnym wzrokiem na siostrę. Odgarnął jej brązowe włosy, które opadły jej na czoło. Dotknął palcem jej policzka. Było ciepłe i lekko zaróżowione. To dobry znak. Złapał ją za rękę. Ona też była ciepła.
-Katy…Tak bardzo mi przykro…- zaczął- Wiesz, jeszcze nie zadzwoniłem do mamy. Nie wiem jak na to zareaguje.
-Będzie załamana- odpowiedziała cicho Katy na co oczy Zayna rozbłysły. Uścisnął mocniej jej dłoń- Braciszku…zapewne jesteś szczęśliwy ale tak jakby miażdżysz mi dłoń.
-Oj, przepraszam. Katy, tak się cieszę, że się obudziłaś! Jak się czujesz?- spytał ale po chwili zmienił zdanie- Albo nie! Nic nie mów. Odpoczywaj.
-Ile można odpoczywać? Ile ja tu już leżę?- spytała Katy.
-Nie wiem dokładnie. Przywieźli was tu dziś w nocy koło trzeciej nad ranem. Teraz jest szesnasta- odpowiedział.
-O Boże! Aż tak długo? I ty cały czas tu siedzisz? Na pewno jesteś głodny. Idź coś zjeść- powiedziała zatroskana.
-Nie, nie, zostanę z tobą.
-Zayn, idź coś zjeść. Ja i tak nigdzie się nie ruszę- powiedziała na co Zayn chyba zaczął przystawać na jej propozycję. Wstał ucałował ją i ruszył w stronę drzwi, którymi tu wszedł- Zayn? Co z Anną i Joshem?- spytała niepewnie jakby obawiała się tego, co może usłyszeć. Chłopak się zatrzymał i odwrócił w stronę Katy.
-Z Anną wszystko w porządku. Nawdychała się trochę dymu i trochę oparzeń. Ale nic jej nie jest- Katy odetchnęła z ulgą- A jeśli chodzi o Josha… to on jest raczej załamany. Też ma lekkie oparzenia ale rozumiesz jego psychika bardziej ucierpiała. Przykro mi Katy ale to wszystko co wiem.
-Ok. Dzięki Zayn- odpowiedziała nie bardzo wiedząc co myśląc o tym, czego przed chwilą się dowiedziała. Pomachała bratu jeszcze raz, a następnie odwróciła głowę.
         Anna otworzyła oczy po krótkiej drzemce. W pomieszczeniu nie było nikogo. Jeszcze raz się rozejrzała po sali. Kątem oka zauważyła, że na szafce nocnej coś leży. Sięgnęła po to i przeczytała: Poszliśmy wszyscy na stołówkę. Nie martw się, nim się zorientujesz znów będę przy Tobie. Harry. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Przekręciła się na drugi bok gdy coś ją zabolało na dole pleców. Sięgnęła ręką do obolałego miejsca ale szybko ją z stamtąd zabrała. Bolało ją to. Chciała zobaczyć co jest przyczyną jej bólu. Niestety, niemożliwym było obrócenie głowy na tyle, aby ujrzeć dół pleców. Postanowiła pójść do toalety. Wiedziała, że nie powinna wstawać ale w końcu leżała już prawie że nieruchomo od jakiś 15 godzin. Delikatnie się podniosła. Siedziała teraz na brzegu szpitalnego łóżka. Teraz wystarczyło powoli zsunąć się z łóżka. Tego obawiała się najbardziej. Nie ruszała nogami od kilkunastu godzin. Możliwe, że odmówią jej na początku posłuszeństwa. Anna nie myliła się. Gdy tylko jej stopy dotknęły ziemi kolana się pod nią ugięły. Mocno złapała się ramy od łóżka, co ochroniło ją przed upadkiem. Wzięła dwa głębokie wdechy. Czuła się jak małe dziecko, które dopiero co uczyło się chodzić. Powoli oparła ciężar na swoich stopach. Tym razem obyło się bez komplikacji. Nawet się nie zachwiała. Złapała stojak z kroplówką, do którego była podłączona, po czym ruszyła w stronę wyjścia. Ostrożnie uchyliła drzwi i rozejrzała się czy w pobliżu nie ma żadnego lekarza, lub co gorsza żadnego z chłopaków. Chyba by ją zamordowali gdyby zauważyli, że postanowiła ot tak sobie wstać. Na szczęście korytarz był zupełnie pusty. Po cichu wyszła z pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Poszła w prawo licząc na to, że po drodze znajdzie jakąś toaletę. Miała szczęście. Parę metrów za rogiem znalazła ubikację. Weszła do niego w poszukiwaniu lustra. Wisiało ono na ścianie zaraz nad umywalką w rogu pomieszczenia. Podeszła do niego i omal nie zemdlała na swój widok. Jej włosy były tragiczne. Każdy włos jakby żył własnym życiem. Oczy miała podpuchnięte, a do tego na skroni miała mały opatrunek. Umyła ręce bananowym mydłem, które stało na umywalce, po czym wytarła je ręcznikiem. Przyglądała się jeszcze przez chwilę swojemu odbiciu gdy przypomniała sobie po co w ogóle tu przyszła. Podwinęła szpitalne ubranie do góry i obróciła się plecami do lustra. Chciała zobaczyć co ją tak bolało. Nie spodziewała się tego, co tam zobaczyła. Na skraju pleców miała czerwoną bliznę wielkości kciuka. Może nie była ogromnych rozmiarów ale bolała ją jakby była przynajmniej pięć razy większa. Dziewczyna zaklęła cicho pod nosem. Z taką blizną na pewno nie zapomni o tym, co się wydarzyło. Szybko opuściła z powrotem ubranie nie mogąc dłużej na nią patrzyć. Poprawiła sobie włosy i wyszła z toalety. Wracała korytarzem do swojej sali gdy gdzieś koło niej rozniósł się głośny trzask. Rozejrzała się dookoła. Dźwięk musiał dochodzić zza drzwi, które właśnie minęła. Może ktoś potrzebował pomocy? Anna niepewnie otworzyła drzwi i zajrzała do środka. To nie była taka zwykła sala z pacjentami. Wyglądała raczej jak jakiś składzik. Tak, to musiał być jakiś w swoim rodzaju magazyn sprzętu medycznego. Anna weszła do pomieszczenia. Po chwili znów usłyszała głośny huk. Poszła w jego kierunku. Na końcu pokoju stał mężczyzna, który wyglądał jakby czegoś szukał. Stał tyłem do niej, nawet chyba nie zauważył, że ktoś przebywa razem z nim w jednym pokoju. Wokół niego leżały porozrzucane rozdarte kartony. Zapewne on był sprawcą tego całego bałaganu. Mężczyzna nagle przestał przeszukiwać kolejny karton i zaczął cicho szlochać. Złapał się za głowę i wyprostował nadal się nie obracając w stronę Anny.

- Uciekaj Anna. Proszę, ja się nią zajmę!- dziewczyna wzdrygnęła się na jego słowa. Słyszała już te słowa i dobrze znała ten głos . To był Josh.

PRZEPRASZAMY!
Bardzo Was przepraszamy, że tak długo nie dodawałyśmy rozdziału! Bardzo, bardzo przepraszamy! Mamy nadzieję, że rozdział za to się podoba. Ale mamy wakacje kochane! Jak Wam mijają pierwsze dni? Nam nawet ok. Piszcie opinie w komentarzach i piszcie o swoich planach na wakacje!

Kochamy Was i jeszcze raz przepraszamy!
Anna&Katy

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 39


         Zapłakana Katy opowiadała wszystko Annie. Blondynka z przejęciem wszystkiego wysłuchiwała. Nie wiedziała co powiedzieć kiedy siostra skończyła mówić, więc jedynie ją przytuliła i ucałowała w czoło. To nie powinno mieć miejsca. Żadna dziewczyna nie powinna była płakać przez chłopaka. A już nie na pewno jej siostra- aczkolwiek faktem było, że Katy miała skłonności do częstego płaczu. Gorąca czekolada nieco uniosła bliźniaczki na duchu.
-Wiesz co? Najgorsze w tym wszystkim jest rozstawanie się w gniewie. I co ja mu powiem jak znowu się spotkamy?- spytała przejęta, ale już nie płacząca Katy.
-Nie wiem. To co ci leży na sercu.
-To już zrobiłam. Efekt jest raczej… marny.
-Ale to nie powód żeby płakać- podsumowała Anna- Połóżmy się już. To był męczący dzień.
-Masz rację… Kładźmy się- przystała na propozycję siostry Katy i jako pierwsza zajęła łazienkę.
***
         Anna otworzyła oczy ciężko kaszląc. Zza gęstej mgły ujrzała Katy, która śpiąc również kasłała. Dziewczyna ponownie przymrużyła oczy. Zapewne to był jej sen, tak więc cierpliwie oddała się czekaniu, na jej conocną zjawę- ojca. Nie byłoby to nic nowego, gdyby nie nowa „sceneria” snu. Zazwyczaj wszystko odbywało się… nigdzie. W czarnej pustce, gdzie nie było gdzie uciekać. A teraz? Anna jeszcze raz otworzyła oczy i upewniła się- była w swoim i Katy pokoju. Czekała i czekała ale ojciec się nie zjawiał. Czyżby tej nocy miała zwykły sen? Bez okropnych oczu, wrzasku i bolesnych wspomnień? Po pokoju rozległ się ponownie kaszel Katy. Anna po chwili jej zawtórowała. W tym momencie zdała sobie sprawę, że jest całkiem zlana potem. Faktycznie w pokoju było bardzo gorąco. Jak na prawdziwych tropikach. Dziewczyna usiadła na łóżku zdezorientowana. Kolejne serie kaszlu wydobywały się z jej i Katy ust. Nagle oprzytomniała. Zerwała się z łóżka i otworzyła drzwi sypialni, przez które w jednej chwili wkradły się jęzory ognia. Dziewczyna nie wierzyła w to co widzi. Mieszkanie płonęło. Spanikowana rzuciła się do łóżka siostry.
-Katy! Katy! Wstawaj! Błagam cię wstawaj!- krzyczała, czując jakby z każdym wdechem jej płuca płonęły. Katy otworzyła oczy, przy czym wyrzuciła z siebie kolejną serie kaszlu.
-Co się dzieje?- wykrztusiła jeszcze nie do końca obudzona.
-Pali się!- krzyczała Anna na co źrenice Katy raptownie zmalały. Usłyszały straszny hałas. Przerażone popatrzyły na siebie. Przez moment myślały, że budynek się wali, jednak ich wątpliwości rozwiał widok Josha.
-Nic wam nie jest?!- wykrzyczał i przedarł się przez płomienie do pokoju dziewczyn- Wybaczcie mi ale wyważyłem u was drzwi- a więc stąd pochodził hałas- Nie mogłem znaleźć klucza… Ponieważ komoda, w której go trzymałem właśnie płonie- starał się zażartować Josh, ale chyba nikomu nie było teraz do śmiechu. Chłopak głęboko zakaszlał.
-Musimy się stąd jak najszybciej wydostać- powiedział już całkiem poważnie.
-Trzeba gdzieś zadzwonić! Po pomoc!- mówiła przerażona Katy a łzy cisnęły jej się do oczu.
-Nie będziemy tracić czasu na szukanie telefonu Katy! Na pewno przechodnie widzą, że budynek płonie. Ich zadaniem jest dzwonić po pomoc, a naszym walczyć o życie- mówił głośno Josh. Temperatura panująca w pomieszczeniu coraz bardziej dawała się we znaki. Cała trójka przysłoniła sobie usta koszulkami. Starali się iść omijając kontakt z ogniem, który był praktycznie wszędzie. Pierwszym sukcesem było wydostanie się na klatkę schodową. I tam jednak nie było lepiej, o ile nie gorzej. Josh puścił Anne przodem pokazując aby ostrożnie schodziła po schodach. Obrócił się aby uczynić to samo do Katy, jednak nigdzie jej nie było. Anna też to spostrzegła i wróciła się do chłopaka.
-Uciekaj Anna! Ja jej poszukam…
-Bez mojej siostry się nie ruszę!- krzyknęła Anna głosem tak stanowczym, że Josh nie miał zamiaru się sprzeciwiać. Okazało się, że Katy siedziała skulona przy wyjściu z mieszkania dziewczyn.
-Co ty robisz?! Katy!- krzyczała Anna, ona jednak nie była w stanie jej odpowiedzieć. Josh przykucnął przy brunetce. Łzy lały się jej strużkami i miała bardzo płytki oddech. Chłopak chciał pomóc jej wstać, ale Katy nie była w stanie się ruszyć.
-Nawdychała się za dużo dymu- mówił Josh i ciężko zakaszlał- Uciekaj Anna. Proszę, ja się nią zajmę- mówił ale spotkał się jedynie z przeczącą głową Anny.
-Zrozum, że jeżeli chcesz pomóc musisz iść!- wydarł się Josh. Dziewczyna ze łzami w oczach popędziła na schody. W tym czasie Josh wziął Katy na ręce i poczuł jak jej głowa bezwiednie opada mu na ramie. Straciła przytomność. Chłopak ostrożnie szedł przed siebie. Cały czas dokuczał mu kaszel. Schodził właśnie po schodach, gdy drogę zatorowała mu „lawina”. Zdał sobie sprawę, że budynek ledwo stoi, a przed chwilą zablokowano mu ostatnią drogę ucieczki.
         Anna wybiegła na zewnątrz. Udało się. Czuła jak zimne powietrze łagodzi ból w jej płucach. Popatrzyła na płonący blok, który otoczyła już grupka ludzi. Ze wszystkich okien leciał dym. Anna zasłoniła usta dłonią i zaczęła szlochać. Nie obchodziło ją, że wszyscy na nią patrzą i słyszą jak niemal krzyczy, momentami dławiąc się od własnych łez. Cały czas patrzyła z nadzieją w drzwi wejściowe budynku, jednak Josha i Katy nie było. Anna opanowała przez chwilę płacz i podeszła do jednego z przechodni.
-Muszę zadzwonić.
         Zayn spał słodko do póki nie obudził go dzwonek telefonu. Zastanowił się czy odebrać. To był jakiś nieznany numer. Istniała możliwość, że to Simon czy ktoś taki, więc ostatecznie nacisnął zieloną słuchawkę. Zdumiał się gdy usłyszał po drugiej stronie swoją siostrę.
-Anna? Młoda, jest szósta nad ranem…- zaczął, jednak to co usłyszał przeszło jego oczekiwania. Godzina nie miała znaczenia. Nic nie miało znaczenia. Patrzył pusto w ścianie, gdy jego siostra się rozłączyła. Czuł jak wzbiera się nim gniew i zarazem smutek nie do opisania. Wstał z łóżka. Już nie czuł się zaspany. Podszedł do grzejnika i kopnął w niego z całej siły, tak że jedna jego boczna część odpadła. Do pokoju wparował Liam.
-Co się stało?!- spytał przerażony.
-Anna i Katy… Musimy iść!- krzyknął mulat z trudem tłumiąc płacz.
         W ułamku sekundy piątka chłopaków zjawiła się przed dymiącym budynkiem. Straż pożarna była na miejscu. Zayn szedł nie zwracając uwagi na tłum zebrany przed blokiem. Zanim podążali równie zdenerwowani Harry, Louis, Liam i Niall. Zayn poczuł się jak w siódmym niebie gdy kątem oka dostrzegł Annę opatuloną kocem i siedzącą przy wozie strażackim. Pobiegł do niej najszybciej jak potrafił. Cała była brudna, a włosy stały jej na wszystkie strony. Zayn usiadł i nie dusząc płaczu przytulił siostrę. Anna była z początku zaskoczona, ale po pewnym czasie odwzajemniła uścisk. Czuła jak łzy jej brata spadają na jej odsłonięte ramie.
-Tak się martwiłem- powiedział przez łzy Zayn. Pozostała czwórka stała i czekała na swoją kolej by wyściskać Anne.
-Gdzie Katy?- spytał Louis zmartwionym tonem. Nie był jednak gotowy na taką odpowiedź. Anna wzięła głęboki wdech. Pragnęła wszystko powiedzieć. Od początku do końca. Jednak emocje wzięły górę. Wybuchła płaczem. Zayn odsunął się od blondynki. On także nie oczekiwał takiej odpowiedzi.
-Gdzie jest Katy???- zapytał tym razem Zayn. Anna dalej płakała. Harry usiadł przy niej i objął ramieniem.
-Ciiii… spokojnie. Anna, powiedz nam gdzie Katy- mówił cichym i nieco zachrypniętym głosem Harry. Anna drżącą ręką pokazała na płonący budynek.
-Nie… to niemożliwe…- powiedział Zayn i wstał jak oparzony. Louis wyglądał jakby krew mu odpłynęła z twarzy. Wszyscy tak wyglądali. Mulat ruszył w kierunku drzwi do bloku, gdy jakaś ręka go zatrzymała.
-Nie wolno ci tu wchodzić.
-A wolno mi patrzeć jak moja siostra się w środku pali?!?!?!?! Wpuść mnie!- krzyczał Zayn, gdy dwójka innych strażaków chwyciła go pod ręce. Podbiegli do nich Louis i Niall i pomogli odciągnąć Zayna od strażaka. Mieli wrażenie, że mulat zaraz wydrapie mu oczy.
-Uspokój się- mówił z trudem Louis.
-W ten sposób nic nie zdziałasz- potwierdził Niall, chociaż sam miał ochotę wpaść do tego budynku i wyciągnąć stamtąd Katy- Trzeba czekać- dodał. Oddech Zayna stopniowo się uregulował.
-Myślicie, że powinienem zadzwonić do mamy?
-Myślę, że powinieneś zadzwonić jak będzie po wszystkim- odpowiedział Louis. Zayn przytaknął i z bólem usiadł powrotem koło Anny.
         Josh czuł jak z każdą minutą jego ciało nabiera temperatury. Brakowało mu powietrza i sił, a musiał jeszcze zadbać o nieprzytomną Katy. Dziewczyna nadal płytko oddychała. Chłopak kilkakrotnie próbował ocucić dziewczynę, jednak bez skutku. Tak naprawdę miał tylko jedną drogę, jaką mógł by się poruszyć, ale na pewno nie uciec. Były to schody prowadzące w górę. Po chwili wahania wziął Katy na ręce i ciężko zadyszał. Powlókł się schodami na górę. Po przejściu dwóch pięter zauważył okno przy złączeniu schodów. Jak najszybciej umiał wdrapał się jeszcze wyżej i otworzył okno, przy okazji oparzając sobie rękę od nagrzanej klamki. Ułożył Katy delikatnie na podłodze i wychylił głowę. Łapczywie wdychał powietrze z zewnątrz. Wtedy ujrzał powóz strażacki, a przy nim piątkę chłopaków i…Anne! Przynajmniej jej się udało. Josh zaczął krzyczeć w ich kierunku jednak nie uzyskał żadnej reakcji. Poczuł jak wzbiera się w nim bezradność. Poddał się. Usiadł przy nieprzytomnej dziewczynie. Łzy popłynęły mu po policzkach. Tyle było przed nim… tyle planował… I miał tak po prostu zginąć? Zerknął na Katy.
-Przepraszam… Wybacz mi, jeśli cię zawiodłem. Ciebie i Anne. Tak mi przykro…- mówił i płakał zarazem. Zauważył, że wokół niego i Katy jest coraz więcej dymu. Zakaszlał. Był przekonany, że to koniec. Zrezygnowany wyjrzał jeszcze raz przez okno. Teraz już nikt nie mógł go przez nie zobaczyć, ponieważ uciekający przez okno czarny dym tworzył ścianę, przez którą nie można było nic dostrzec. Josh przymknął oczy. Zaczął wystukiwać dłońmi o palącą się podłogę rytm jednej z piosenek. Zapragnął teraz usiąść przy perkusji, i zagrać ten ostatni raz, aby każdy go usłyszał. Teraz to nie było możliwe. Czuł jak braknie mu sił. Temperatura była nie do zniesienia. Popatrzył jeszcze raz w stronę okna. Może powinien wyskoczyć? Zabić się po prostu… skrócić męki? Ale co z Katy? Właściwie to nie wiedział nawet czy się jeszcze obudzi. Zastanowił się. Jakby nie patrzeć, jego i dziewczynę czekała śmierć. Zdążył się pogodzić z tą myślą, jednak nadal wywoływała ona u niego przypływ łez. Postanowił już. Wstał. Czuł, że ma nogi jak z waty. Ostrożnie wszedł na parapet okna i postarał się jeszcze raz wziąć wdech. Cały trząsł się na myśl, że zaraz skoczy. Przed oczami stanął mu obraz jego całej rodziny. Puścił framugi okna. Zrobił maleńki kroczek w przód. Popatrzył na Katy. Gdyby była przytomna nigdy by nie pozwoliła, aby Josh popełnił samobójstwo. Tym lepiej, że usnęła, być może i na zawsze. Josh zamknął oczy. Zaczął się delikatnie chwiać. Przód, tył, przód, tył…aby zaraz polecieć wolny od dymu i ognia… i zakończyć to wszystko. Jeszcze raz w przód… jeszcze raz w tył… i ostatni raz w przód…
-Stój!- rozległ się donośny męski głosy. Josh momentalnie stracił równowagę i runąłby w dół gdyby nie silna ręka oplatająca jego ramie. Dalej była już tylko ciemność.
         Zayn ujrzał potężnego strażaka niosącego… Josha. To był Josh. Nieprzytomny. Zayn wstał i pobiegł w tamtą stronę. Louis tylko wstał, reszta wypatrywała. Wszyscy tracili nadzieję, gdy z budynku dosłownie wybiegł strażak niosący na rękach drobinkę, którą nieuchronnie była Katy. Uśmiechy na ich twarzach jednak szybko znikły, gdy ten krzyknął.
-Szybko! Brać ją do szpitala! Długo nie pociągnie!- darł się strażak. Na jego słowa podbiegło kilka lekarzy z wózkiem. Przełożyli na niego brunetkę.
-Ta dziewczyna… ona umiera! Nie traćmy na nią czasu, ratujmy tych, których się nam uda uratować- skomentował naburmuszony lekarz przy kości, jednak wtedy przybiegła bardzo młoda kobieta.
-Przejmuję ją pod swoje leczenie!- krzyknęła i poinstruowała kilkoro ludzi aby zabrali wózek do karetki. Rzuciła ostre spojrzenie grubemu i znudzonemu lekarzykowi i pobiegła do powozu. Do Anny również podeszło kilkoro lekarzy i załadowali ją do karetki, a razem z nią piątkę chłopaków.
***
         Anna leżała w szpitalowym łóżku. Wdychała tlen wydobywający się spod maski. Nadal miała wrażenie, że to wszystko to zwykły sen. Pragnęła uszczypnąć się w rękę i ujrzeć uśmiechniętą Katy. Harrego siedzącego przy sobie… Zayna wymądrzającego się na jakiś temat. Szczęśliwego Liama z Danielle, zajadającego się Nialla i psocącego Louisa. Za każdym razem kiedy uchylała powieki widziała jednak białą szpitalną ścianę. To był jakiś koszmar. Nagle do sali wszedł Harry. Tak bardzo chciała się do niego uśmiechnąć, jednak maska jej to uniemożliwiała. Chłopak chyba to zrozumiał bo po chwili ułożył dłoń na przedmiocie zasłaniającym jej usta i spytał:
-Mogę?- Anna potwierdzająco kiwnęła głową. Loczek delikatnie usunął maskę i gdy upewnił się, że bez niej Anna może normalnie oddychać ułożył ją na jej klatce piersiowej.
-Hej- powiedział i oplótł swoimi palcami dłoń Anny.                         
-Hej- odpowiedziała dziewczyna. Nie mogła powstrzymać łez napływających jej do oczu. Harry również się nie powstrzymywał. Zaczął płakać.
-Nie wiem co bym zrobił gdyby coś ci się stało- mówił przez łzy. Anna zaszlochała- Tak bardzo cię kocham- mówił. Dziewczyna się delikatnie odsunęła, a Harry w miarę możliwości ułożył się obok niej.
-Ale już dobrze… Już nic ci nie grozi- mówił szeptem i co drugie słowo całował dziewczynę w czoło. Anna w ramionach chłopaka odetchnęła z ulgą. Zebrała się w sobie.
-Powiedz mi- powiedziała, a Harry popatrzył na nią pytająco- Powiedz mi co z Katy, Joshem, Louisem, Zaynem… Błagam. Obiecuję, że nie będę płakać ani robić żałosnych min- prosiła Anna. Harry nie był w stanie jej odmówić.
-Z Zaynem krucho. Jest załamany na tyle, że jeszcze nie zadzwonił do matki. Ale Niall i Liam z nim siedzą. Wspierają go bardzo, więc nie musisz się martwić. Liam i Niall też bardzo to przeżywają, ale trzymają się lepiej od Zayna. Louis… sam nie wiem. Kręci się po szpitalu i od czasu… no wiesz, pożaru, nie odezwał się ani razu. Jest jak nieobecny. Masakra… a ja się jakoś trzymam. Ale nadal się martwię o… nie ważne. Nie powinnaś się teraz zamartwiać. Chcesz coś do picia?
-Harry- odpowiedziała wyczekująco dziewczyna.
-Hm?
-Katy. Katy i Josh. Co z nimi? I nie waż się kłamać bo ja i tak dowiem się prawdy…- mówiła stanowczo Anna. Harry wiedział, że nie ma co owijać w bawełnę. Poza tym wolał aby Anna wiedziała wszystko od niego a nie jakiejś przypadkowo napotkanej osoby.
-Josh… nienajlepiej. Gdy strażacy go wynosili był nieprzytomny, ale ponoć długo się trzymał… Już odzyskał przytomność i jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Chyba gorzej ucierpiał psychicznie niż fizycznie. Wiesz on…- zaczął Hazza zanim ugryzł się w język. Teraz było jednak za późno- Anna, Josh chciał popełnić samobójstwo. Ponoć strażacy chwycili go w ostatniej chwili… Chciał skoczyć z okna.
-O mój Boże…- skomentowała Anna i zakryła dłonią usta. Obiecała, że nie będzie płakać, ale czuła, że lada moment łzy same polecą z jej oczu. To co usłyszała wstrząsnęło nią. Josh chciał popełnić samobójstwo? Nie mogła w to uwierzyć. Czekała aż Harry kontynuuje, jednak on wyglądał jakby skończył.
-Katy. Harry powiedz mi co z Katy!
-Ona… nie wiem. Naprawdę nie wiem co z nią, inaczej bym ci powiedział. Lekarze milczą na jej temat… ponoć nie jest najlepiej. Straciła przytomność na bardzo długo i szczerze… nawet nie wiem czy się obudziła- słowa z trudem wychodziły z ust Loczka- Zayn dostaje białej gorączki. Chciał ją koniecznie zobaczyć, choćby przez szybę, ale kategorycznie tego zabraniają…- skończył mówić bo widział już pojedyncze krople na policzkach Anny.
-Przepraszam… przecież obiecałam, że nie będę… ale dlaczego? Dlaczego ja i Katy?- zaczęła cichutko chlipać w koszulkę Harrego- Muszę się z nią zobaczyć.
-Obiecuję, że jak tylko to będzie możliwe, razem do niej pójdziemy. Okej?- Anna niechętnie kiwnęła głową- A teraz odpoczywaj- dokończył Harold i najdelikatniej jak potrafił objął Anne.
         Louis błądził po przesadnie czystych korytarzach. Nie miał pojęcia co ze sobą zrobić. Cały czas nosił na sobie poczucie winy. Miał wrażenie, że gdyby nie pokłócił się z Katy… a z resztą czy to by coś zmieniło? Raczej nie… ale rozstali się w gniewie i to tylko przez niego. Wstał i jak tchórz uciekł od tematu ich kłótni zostawiając z tym Katy. Nie chciał myśleć jak dziewczyna musiała się czuć, ile wieczoru przez niego przepłakała. A poza tym w tym co mówiła do niego Katy było sporo prawdy. Ostatnio w ogóle się nie przykładał. Nie dawał z siebie wszystkiego i coraz mniej czasu spędzał z Katy. Miała prawo się zdenerwować. Louis tak bardzo pragnął jej to powiedzieć, przeprosić ją… Ocknął się nagle. Miał wrażenie jakby chodził we śnie. Prawie niczego nie rejestrował, po prostu szedł tam gdzie prowadziły go nogi. Nadal nie mógł uwierzyć w tą tragedię… że to wszystko działo się naprawdę. I nie tylko on tak myślał. Rozejrzał się dookoła. Znajdował się ciemnym i pustym korytarzu. Zauważył, że w jednym z rozmieszonych po bokach pokoi świeci się malutkie światełko. Poszedł w jego kierunku. Zajrzał do niewielkiego pomieszczenia. Źródłem światła był malutki monitor pokazujący jakieś dane. Rozejrzał się zaciekawiony. W rogu zauważył łóżko, a w nim opatuloną postać. Podszedł bliżej. Sam nie wiedział czemu ale łudził się, że to może być Katy. Że zaraz się obróci do niego, usiądzie na łóżku i poklepie miejsce obok siebie na znak aby obok niej usiadł. Stanął przy rogu łóżka i ujrzał kobietę. Być może miała mniej niż trzydzieści lat. Była pogrążona w głębokim śnie. Chłopak poczuł zawód. Zrezygnowany wyszedł z pomieszczenia i ruszył dalej w głąb korytarza. Nie miał pojęcia gdzie się znajdował. Zaglądał do kolejnych pomieszczeń. Nie w każdym leżeli pacjenci, niektóre pokoje były puste i smutne, nawet lekko przerażające. Mimo, że był środek dnia, w tej części szpitala panował jakby mrok. A do tego ta przerażająca cisza. Pachniało… śmiercią. Louis potrząsnął głową, jakby chciał odpędzić te myśli od siebie. Kontynuował poszukiwania tej, którą kochał. Wchodził do każdego możliwego pomieszczenia licząc na to, że w którymś w końcu znajdzie Katy. Nic z tego. Zapadła się jakby pod ziemię. Lekarze też nic nie mówili. Nawet Zaynowi, który był jej najbliższą rodziną. Bardzo mu współczuł. Doskonale wiedział jak bardzo to przeżywa. Rodzina była dla niego najważniejsza. Louis wszedł do innego skrzydła. Szedł wąskim korytarzem, na którego końcu znajdowały się wielkie białe drzwi. Nad nimi widniał napis: Sala intensywnej terapii. Wstęp tylko dla personelu. Chłopak bez wahania sięgnął do klamki i ją nacisnął. Nie obchodziły go w tym momencie jakieś głupie zasady. Chciał znaleźć Katy. Musiał ją zobaczyć. Wkroczył do wielkiej sali, gdzie znajdowało się wiele łóżek z pacjentami. Większość spała i nawet nie była świadoma tego, że ktoś tu wszedł. Lou rozejrzał się po sali szukając swojej dziewczyny. Nigdzie jej nie widział. Westchnął cicho. Po chwili usłyszał cichy głos jakiejś kobiety.
-Szukasz może tej młodej dziewczyny z pożaru?- jej głos był tak cichy, że chłopak musiał podejść bliżej do kobiety. Wyglądała na bardzo chorą. Na jej słowa jednak w jego oczach pojawiła iskierka. Iskierka nadziei. Przytaknął na pytanie pacjentki.
-Czy wie pani gdzie ona jest?- spytał powstrzymując łzy cisnące się mu na powieki. Kobieta kiwnęła głową w kierunku końca sali. Chłopak podążył za jej wzrokiem. W rogu sali znajdowały się jeszcze jedne przeszklone drzwi , których wcześniej nie zauważył- Dziękuję- powiedział szybko i udał się do drzwi. Przeczytał napis na drzwiach: Pacjenci w stanie krytycznym. Louis zacisnął wargi aby nie wybuchnąć płaczem. Nie wiedział czego się spodziewać za drzwiami. Wziął kilka głębokich wdechów po czym odważył się wejść.


Awwwwwwwwwww Katy uwielbi ten rozdział. Gdyby nie Anna, która ją cały czas powstrzymywała napisałaby go i wstawiła już kilka miesięcy temu hah <3 Wgl mnsghvjsdfhj uwielbiamy, naprawdę kochamy ten rozdział <3333333 Mamy nadzieję, że Wam się tak samo spodoba :** no i jak tam w szkole? Już chill czy dalej walczycie o oceny? U Katy już w piątek wystawiają i cały tydzień była taka jazda, że masakra :// ale niedługo wakacje i chyba tylko ta myśl daje nam przeżyć ten tydzień, no i jeszcze 1D nam pomagają ale to jak zawsze <33 Komentujcie ;*
Kochamy Was<33
Anna&Katy


środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 38



         Powoli robiło się ciemno i chłodno. Wagoniki stały w miejscu już od ponad czterdziestu minut. Pasażerów, którzy byli stosunkowo nisko nad ziemią ściągnięto na drabinach. Jednak cała paczka nie miała na co liczyć. Zaczynając od Harrego i Anny, którzy byli na samym szczycie, kończąc na Niallu i Zaynie, których wagonik był w ponad połowie wysokości. Nikt nawet się nie łudził, że ktoś może ich ściągnąć. Po kolejnych dwudziestu minutach zrobiło się kompletnie ciemno. Pod koniec lutego nadal szybko robiło się ciemno. Dochodziła godzina dziewiętnasta.
-Jak jeszcze dłużej nas tu potrzymają to chyba zamarznę- powiedziała Anna pocierając rękoma swoje ramiona. Harry siedział na ławce. Mu też powoli robiło się zimno. Dał jej znak ręką aby usiadła koło niego. Anna pośpiesznie to uczyniła. Chłopak objął ją swoim silnym ramieniem i pocierał swoją ręką o jej ramię, żeby było jej cieplej. Anna swoje dłonie schowała do kieszeni kurtki ale Harold po chwili je z nich wyjął i włożył je między swoją smyrając je kciukiem. Dziewczyna czuła się jak w niebie. Już od jakiegoś czasu przestała postrzegać chłopaka tylko jako przyjaciela. Do głowy wpadły jej wszystkie wspomnienia związane z Hazzą. Przypomniało jej się jak go poznała, jak wyżaliła się mu w parku, jak dała mu kosza. Przypomniała sobie też co wyprawiał podczas słynnej imprezy, jak jej pomógł po całej sytuacji z Benem… W tym momencie zrozumiała, że nikt inny nie był dla niej tak ważną w postacią w jej życiu. Zawsze mogła na niego liczyć. Mogła się z nim pośmiać, popłakać i robić wszystko na co ma ochotę. Przy nim nie musiała nikogo udawać. On ją tolerował taką jaką jest. Uwielbiała jego oczy, loki, dołeczki i uśmiech. Był…idealny. Wcześniej była zaślepiona „idealnością” Bena i nie zauważyła prawdziwej miłości, która cały czas był pod jej nosem. Spojrzała na niego. Po chwili szybko odwróciła swój wzrok, gdy chłopak zauważył, że się na niego patrzy. Harold uśmiechnął się pod nosem i zacisnął pewniej swoją rękę na jej ramieniu. Ta chwila ciągnęła się w nieskończoność. Po kilku minutach ponownie rozległ się dźwięk głośników.
-Jeszcze raz przepraszamy za awarię. Naprawa nie powinna nam zająć dużo czasu. Jednak dla pasażerów wagoników znajdujących się na górze w ramach rekompensaty przygotowaliśmy pokaz fajerwerków. Przepraszamy i prosimy o wyrozumiałość i cierpliwość- na te słowa Anna wstała cała podekscytowana i oczekiwała na pokaz przygotowany między innymi dla niej, podobnie zareagowała Katy. Cała promieniała gdy usłyszała o sztucznych ogniach. Lou bawiły tego typu zachowania dziewczyny- tak jak teraz cieszyła się jak małe dziecko, tylko z powodu jakiś fajerwerk. Nie mógł powstrzymać uśmiechu i kiedy zniecierpliwiona nadęła się.
-No i gdzie te fajerwerki?- spytała z grymasem na twarzy- Zimno mi…
-No to chodź tu- powiedział. Katy nie mogła zrozumieć czemu go tak wszystko śmieszyło. Poza tym nie miała zamiaru przybiegać do niego na każde zawołanie. Zamiast tego zerknęła do wagoniku niżej, gdzie siedział Zayn i Niall. Pomachała im. Chłopcy odwzajemnili gest.
-Komu machasz?- spytał Lou.
-W wagoniku niżej są niezłe ciacha…- powiedziała ponętnym głosem. Louis zerwał się na nogi i w ułamku sekundy był przy barierce. Gdy ujrzał Zayna i Nialla odetchnął z ulgą.
-Oj nie bądź już taki zaborczy… Lou, obchodzisz mnie tylko ty.
-Jakoś rzadko dajesz mi to do zrozumienia- naburmuszył się Louis.
-Och, jaki ty biedny- powiedziała Katy. Przeczesała włosy chłopaka- W takim razie trzeba dać ci to jakoś do zrozumienia…- dodała i mocniej zacisnęła palce wpleciona w brązowe włosy Lou. Drugą podtrzymywała jego tors, chcąc zachować lekką odległość. Oczywiście Louis nie był za tym i przesunął jej rękę na swoją szyję, przy okazji zmniejszając dystans między nimi do zera. Wkrótce całkowicie przejął inicjatywę, nie dając Katy się wykazać. Coraz zachłanniej całował brunetkę. Co chwilę pomrukiwał z zadowolenia, a Katy cicho chichotała. Nieszczęsny Zayn nie mógł na to nic poradzić i przyglądał się temu wszystkiemu.
-Stary odpuść nic na to nie poradzisz…- powiedział Irlandczyk widząc zatroskanego Zayna.
-Może i masz rację… No bo w końcu się kochają… Katy jest duża i wie co robi, a mi nic do tego- przekonywał sam siebie mulat.
-Zuch chłopak- zaśmiał się blondyn. Zayn chciał się już oderwać od barierek gdy ujrzał dłonie Louisa na pupie Katy.
-Nie no… trzymaj mnie Niall, albo go zabiję.
-Kogo?
-Louisa!- krzyczał Zayn, oglądając rozwój sytuacji.
-Za co?
-Obmacuje moją siostrę!
-To chyba normalne, jak się kogoś kocha… Zayn, nie będziesz mógł wiecznie kontrolować życia bliźniaczek. Zgarniasz je z imprez, na wszystko muszą mieć twoją zgodę… Jeszcze tego brakuje, żebyś zakazał im spotykania się z chłopakami! Wyluzuj…
-Może i masz rację… Ale ja się o nie martwię…
-Umówmy się… Jak któryś z nas skrzywdzi twoje siostry to dorwiemy go razem, okej? A teraz siadaj i wyluzuj Zayn.
-Dobra… już siadam…-odpowiedział i posłusznie usiadł na swoje miejsce.
         Fajerwerki miały zacząć się za dwie minuty. Ludzie zebrali się na placu pod diabelskim młynem.
-No chodź tu Harry! Stąd będzie lepszy widok!- zawołała go robiąc dla niego miejsce przy barierce. Chłopak posłusznie do niej podszedł. Od rozpoczęcia dzieliły ich sekundy. Po chwili Anna usłyszała dźwięk wystrzeliwanych fajerwerków. Podskoczyła lekko. Było głośniej niż się spodziewała. Ale to całe czekanie opłaciło się. Widok był niesamowity.
-To jest piękne- powiedziała po chwili Anna.
-Ty jesteś piękna- usłyszała słowa loczka i poczuła jak obraca ją tak, że teraz stali naprzeciw siebie- Jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek widziałem. Spodobałaś mi się już tego dnia kiedy przyszłaś razem z Katy do pokoju Liama. Uwielbiam spędzać z tobą czas, rozmawiać z tobą, patrzyć jak się śmiejesz. Uwielbiam też twoje oczy, włosy…zapach- odgarnął jej włosy z czoła- Jesteś taka piękna. I wiem, że ty nie czujesz tego samego ale musisz wiedzieć, że ja będę czekać. Nie chcę nikogo innego. Chce ciebie- w oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Jeszcze nikt wcześniej nie mówił o niej takich rzeczy- Kocham cię. Pamiętaj, będę czekać. Nie…- nie zdążył dokończyć bo poczuł na swoich ustach smak jej ust. Nie mógł w to uwierzyć. Miał ochotę wykrzyczeć na cały głos, jak bardzo się cieszył. Nie mógł się jednak ruszyć. Był w głębokim szoku. Oczywiście był też szczęśliwy. Przyciągnął ją bliżej siebie nie przestając jej całować. Anna była usatysfakcjonowana. W tym momencie wiedziała, że to on jest tym jedynym. Całował ją tak delikatnie, a dodatkowo masował jej plecy swoimi dłońmi, co tylko dalej ją motywowało. Wpięła swoje dłonie w jego bujne loki. Uwielbiała się nimi bawić. Nie przestawali się całować. Fajerwerki nad ich głowami dodawały tylko romantyzmu całej sytuacji. Harold przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie o ile to było możliwe. Powoli zaczęło im brakować powietrza w płucach mimo tego nikt nie chciał przerywać tej chwili. Po kilku sekundach jednak Anna otworzyła oczy i powoli odsunęła się od chłopaka. Popatrzyła mu głęboko w oczy, a po jej policzku spłynęła łza. Łza szczęścia.
-Dlaczego płaczesz piękna?- spytał się zatroskany ocierając kciukiem łzę z jej policzka. Dziewczyna uśmiechnęła się.
-Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mi się w życiu przytrafiła- powiedziała jeszcze raz bawiąc się jego lokami, po czym znów go pocałowała. Po chwili usłyszała dziki krzyk z wagonika pod sobą. Oderwała swoje usta od jego i spojrzała w dół. To była jej siostra.
-Bożeeeeeeeee!!! Wreszcie! Dobry plan Hazza nie powiem!- krzyczała szczęśliwa Katy- Ale nie przeszkadzajcie sobie gołąbeczki moje!- Anna uśmiechnęła się i wtuliła się w Harolda. Chłopak chwilę jeszcze patrzył na wagonik pod nimi. Kiwnął głową na znak podziękowania Lou, za to że pomógł mu zrealizować jego niecny plan. Przeniósł wzrok z powrotem na dziewczynę, którą trzymał w objęciach. Podniósł jej podbródek tak aby mógł widzieć jej śliczne zielone oczy.
-Nawet nie wiesz jak długo na ciebie czekałem- powiedział powodując uśmiech na jej twarzy. Poczuł wewnętrzne ciepło i satysfakcję. Potrafi sprawić, że się uśmiecha.
-W końcu się doczekałeś. Warto było?- spytała ale nie otrzymała odpowiedzi bo chłopak przycisnął jej usta do swoich. Anna miała motylki w brzuchu. Nigdy w życiu chyba nie była jeszcze tak szczęśliwa-Uznam to jako potwierdzenie- powiedziała odrywając się od niego. Wtuliła się w niego zaciągając się jego zapachem.
-Harry?- spytała po chwili.
-Hm?- mruknął gładząc ręką po jej włosach.
-Kocham cię- odpowiedziała pewnie, bo teraz była stu procentowo pewna, że to co czuje do tego chłopaka to właśnie miłość. Hazza na jej słowa przytulił ją mocniej i pocałował w czubek głowy. Stali tak razem wtuleni i wpatrywali się w niebo pełne fajerwerków.
         Katy nie mogła usiedzieć w miejscu. Tak bardzo chciała znów spojrzeć na szczęśliwą siostrę i Harrego. Postanowiła jednak dać im trochę prywatności.
-Usiądź wreszcie Katy- powiedział do niej jej chłopak. Dziewczyna uczyniła to lecz po chwili znów wstała i zaczęła chodzić w tam i z powrotem.
-Czyż oni nie są uroczy? Widziałeś jej minę? W życiu nie widziałam jej takiej szczęśliwej! Boże jak ja się cieszę, że Harry w końcu jej to powiedział!- mówiła w kółko.
-Mam wrażenie, że zapomniałaś, że ja też tu jestem…- westchnął Lou.
-Ah Louis! Rzeczywiście! Nie zauważyłam cię wcześniej!- zaśmiała się Katy i podeszła do niego bliżej całując go w policzek. On obrócił ją tyłem do siebie i objął w pasie.
-Głupia ty. Patrz o tam!- wskazał na białe fajerwerki tuż nad ich głowami. Po chwili poczuli jak wagonik powoli rusza z miejsca. Widocznie pracownicy już, a raczej w końcu naprawili awarię. Po kilku minutach byli już na samym dole gdzie czekała Anna przyciśnięta plecami do klatki Harolda. Po chwili zauważyli też wysiadającego Nialla i Zayna. Ah jaką oni dopiero mieli romantyczną przejażdżkę.
-Co ty się tak darłaś tam na górze?- spytał Zayn Katy stając naprzeciwko niej. Dziewczyna kiwnęła tylko głową w stronę gdzie Harry stał razem z Anną.
-Oh… rozumiem. Widzę, że czeka mnie jeszcze jedna rozmowa z chłopakiem mojej siostry- powiedział i mrugnął okiem do Louisa, który widocznie taką rozmowę już przeszedł. Katy spojrzała na niego z zaciekawieniem próbując wyczytać z jego twarzy jakieś emocje związane z tym doświadczeniem, jednak nic nie wyczytała. Po upłynięciu cała szóstka zobaczyła jak Liam wychodzi z wagonika trzymając Danielle za rękę. Niall westchnął i popatrzył na wszystkie zakochane pary wokoło. Prawie każdy stał teraz ze swoją drugą połówką. Słodziak rozejrzał się dookoła placu, na którym stali. Wokół niego było dużo stoisk z mini grami, mini barów i kilka knajpek.
-Może pogramy w coś chwilę?- zaproponował Irlandczyk całej grupie. Wszyscy chętnie pokiwali głowami. Podeszli do pierwszego stanowiska. Gra polegała na zrzuceniu trzech puszek za pomocą małych piłeczek. Gra z początku wydawała się nie trudna lecz po kilku minutach nieudanych prób większość się poddała. Na placu boju został tylko Zayn i Liam. Toczyli zawziętą walkę o nagrodę- pluszową małpkę. Mulat zestrzelił już dwie puszki. Została mu ostatnia piłeczka. To od niej zależało czy wygra czy nie. Przymrużył jedno oko, żeby mieć lepszą widoczność, wymierzył i rzucił. Piłeczka o milimetry minęła puszkę. Wzruszył ramionami i dołączył do reszty siedzącej na ławce i dalej obserwował jak radzi sobie Daddy Direction. Liam spojrzał na swoją małą widownie. Przejechał wzrokiem po twarzach swoich przyjaciół i zatrzymał się na tej, dla niego najważniejszej. Wskazał na nią palcem w geście, że to dla niej chce wygrać. Danielle się zaśmiała i zarumieniła. Chłopak wziął do ręki małą kulkę i po chwili wszyscy usłyszeli dźwięk upadającej na ziemię pierwszej puszki. Nie minęła minuty kiedy pracownik stoiska musiał zdejmować z wysokiej półki pluszaka. Facet z obsługi podał go Liamowi, a ten podszedł z nagrodą do Dan.
-Bardzo proszę- powiedział wręczając misia dziewczynie, na co ona cicho zachichotała.
-Dziękuję- odpowiedziała oblana cały czas rumieńcem.
         Dziewczyny zamknęły za sobą drzwi od mieszkania i rzuciły się w stronę sypialni. Były wykończone. Ten wypad do wesołego miasteczka je zmęczył. Obydwie opadły na swoje łóżka. Sen cisnął im się na powieki kiedy Katy nagle się coś przypomniało.
-Anna! Opowiadaj jak było! Dobrze całuje? Co ci powiedział? Wyznał ci miłość?- zadała serię pytań prostując się. Siostra oparła się plecami o ścianę i szeroko się uśmiechnęła na samo wspomnienie. Wydawało jej się, że zdarzenia z parku rozrywki były snem. Wszystko było idealnie. Miejsce, czas, osoba… Nie mogła sobie tego lepiej wyobrazić. W żadnej komedii romantycznej czegoś takiego nie widziała.
-Było… idealnie- odpowiedziała wreszcie- To było… coś pięknego. Nigdy się tak nie czułam jak wtedy. Cały czas nie mogę uwierzyć, że to się zdarzyło!- powiedziała do siostry- kontynuowała swoją opowieść jeszcze do późnych godzin nocnych opowiadając Katy wszystkie szczegóły tego niezapomnianego wieczoru.
         Nastał ranek, a z nim kolejny dzień szkoły. Bliźniaczki szły do szkoły kiedy telefon blondynki zawibrował w jej kieszeni. Dostała smsa. „Mam nadzieję, że dobrze spałaś, po wczorajszym wieczorze… Ucz się pilnie na lekcjach i do zobaczenia po szkole. Przyjdę po Ciebie. Harry” Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny uśmiech, który oczywiście zauważyła jej siostra.
-Napisał do ciebie tak wcześnie rano??- spytała zszokowana- Bożeee jaki on romantyczny! Louis może się przy nim schować!- zaśmiała się. Anna uśmiechnęła się pod nosem odpisała „Spało mi się wyjątkowo dobrze, śnił mi się pewien przystojniak z burzą loków na głowie… Nie będę mogła się skupić na lekcjach! Nie wytrzymam do piętnastej! Do zobaczenia! <3”. Gdy wiadomość została wysłana, schowała komórkę z powrotem do kieszeni i ruszyła dalej z siostrą. Gdy doszły pod budynek szkoły, pożegnały się i każda z nich poszła na swoją lekcję.
         Harry niespokojnie stukał palcami o kuchenny blat. Lada chwila miał pojawić się Zayn, który chciał z nim odbyć poważną rozmowę. Loczek spodziewał się na jaki temat. Usłyszał za sobą ciche kroki i pośpiesznie się odwrócił. To był Louis.
-Stary wyluzuj trochę- zaczął brunet- Ja już to przeszedłem. Nie było, aż tak tragicznie. On po prostu się o nie martwi i chce dla nich jak najlepiej- wytłumaczył mu już doświadczony Lou.
-Może i masz rację- zamyślił się Hazza. W sumie co mógłby Zayn zrobić? Chce z nim tylko pogadać, tak dla zasady. Louis wyjął z lodówki sok i poszedł do swojego pokoju. Harold znów został sam w kuchni i oczekiwał. Obrócił się na krześle i wtedy go zobaczył. Zayn szedł już w jego stronę trzymając w ręku kilka kartek i dużych zeszytów.
-Dobra Hazza, przyszedł twój czas- powiedział mulat i układać przyniesione rzeczy na blacie. Otworzył jeden z zeszytów, który jak się okazało był albumem ze zdjęciami.
-Czemu przyniosłeś album?- spytał zdziwiony loczek. Nie spodziewał się raczej żadnych rekwizytów.
-To ja tu zadaję pytania- odpowiedział oschle, co nie było do niego podobne- Zacznijmy od tego, że Anna jest od ciebie młodsza. O kilka miesięcy, prawie o rok. Nie waż się tego wykorzystywać. Moja siostra, z resztą obydwie dużo przeszły. Jak już wiesz są adoptowane ale ja zawsze uznawałem je za moje rodzone siostry. One są Polkami. Tam się urodziły i spędziły osiem lat swojego życia. Te lata były dla nich bardzo ciężkie dlatego pod żadnym pozorem nie poruszaj tego tematu. Chyba, że Anna sama zdecyduje się ci powiedzieć ale to już jej decyzja. Ma alergie na pieczarki, musisz o tym pamiętać- Harry uważnie słuchał swojego przyjaciela. Ciekawy był czego się jeszcze o niej dowie- Anna uwielbia adrenalinę. Kocha gdy się dużo dzieje. To widać na przykład na tym zdjęciu- Zayn przewertował kartki w albumie i pokazał Harremu zdjęcie, na którym jego siostra jeździ hulajnogą po dachu altanki w ich ogrodzie- Jak się przyjrzysz to pod brodą ma bliznę od uderzenia się o kominek- chłopak mówił i mówił. Harold rozluźnił się. Lou miał rację, nie było aż tak źle. Było w sumie fajnie. Zayn mówił o samych przydatnych rzeczach. Chłopak opowiedział mu jakie jedzenie lubi, czego się boi i tym podobne. Na końcu jednak dorzucił- Ale jeśli spadnie jej choć jeden włos z głowy albo po policzku spłynie jej choć jedna łza, nie ukryjesz się przede mną Harry- zakończył Zayn. Harry przełknął głośno ślinę i posłusznie pokiwał głową, na znak że zrozumiał. Usatysfakcjonowany mulat uśmiechnął się. Bawiło go to, że zarówno Harry jak i Louis mieli przy nim pietra jeżeli szło o jego siostry. I tak też miało być. W tym momencie coś mu się przypomniało.
-Idź, bo nie zdążysz po Anne do szkoły- powiedział już nieco łagodniejszym tonem.
-A tak, tak…- odparł zamurowany loczek. Oszczędził sobie pytań skąd Zayn wie o tym, że miał iść po dziewczynę do szkoły. Postanowił zachować milczenie. Ubrał się i po cichu wymknął się z mieszkania.
***
         Bliźniaczki szły przez dziedziniec. Rozmawiały i się śmiały, gdy Anna wypatrzyła w tłumie Harrego. Miał na sobie zwykły T-shirt i czarne spodnie, ale nawet w tak skromnym stroju wyglądał zniewalająco. Dziewczyna pomachała do niego. Gdy Katy również ujrzała zbliżającego się do nich chłopaka, również mu pomachała. Harry odwzajemnił gesty. Przywitał się z Anną delikatnie całując w usta i z Katy przytulając ją. Potem w jego objęcia wpadła Anna i nie miała zamiaru w najbliższym czasie z nich uciekać. Katy nie dała tego po sobie poznać, ale nieco spochmurniała. Siostra nie mówiła nic o tym, że Harry po nią przyjdzie. Myślała, że będą wracać razem, a teraz nie wiedziała jak się zachować. Nie chciała przeszkadzać parze. Jednak główną przyczyną jej niezadowolenia był Louis. Jemu do głowy nie przyszło, żeby odprowadzić ją do domu ze szkoły. Nie chciała tego przyznać samej sobie, ale w końcu musiała- miała wrażenie, że Lou w ogóle się nie stara. Nie tak jak Hazza. Co prawda Loczek był z Anną od jakiś 24 godzin, ale to nie zmieniało faktu, że był o wiele romantyczniejszy od jej chłopaka. Wiedziała doskonale, że Louis to typ łobuza, ale od czasu do czasu mógł się zmusić do… do takiego zachowania jak Harry. Z rozmyślań wyrwała ją Anna.
-Ziemia do Katy! Idziemy do domu?- powiedziała.
-Nie, nie… sama się przejdę- odparła brunetka, ale oczywiście wspaniałomyślny Hazza musiał się przeciwstawić.
-No nie żartuj. Chodź z nami- na jego słowa Katy nie pozostało nic innego jak przytaknąć. Droga do mieszkania ciągnęła się w nieskończoność. Harry i Anna żartowali i nie szczędzili sobie czułości. Oczywiście Katy była prawie tak szczęśliwa jak Anna, patrząc na to wszystko, jednak po jej głowie nadal chodził Lou. Może powinna z nim zerwać? Nie, bez przesady. Po prostu musiała z nim porozmawiać, i tyle. Brunetka nie wróżyła jednak wspaniałej przyszłości tej rozmowie. Znając życie zakończyłaby się kłótnią. W mieszkaniu Katy odstąpiła Annie i Hazzie jej i siostry pokój. Niech mają trochę prywatności… W tym czasie postanowiła się pouczyć- a to coś nowego. W końcu wyłączyła się z otaczającego ją świata. Nawet nie drgnęła gdy zadzwonił jej telefon. Po kilku nieudanych próbach dodzwonienia się do brunetki telefon ucichł, dzięki czemu ona mogła ponownie spokojnie oddać się światu fizyki. Po niecałych dwudziestu minutach rozległ się dzwonek do drzwi. Oczywiście Katy wytrwale go lekceważyła. Na Anne nie miała co liczyć. Zdumiało ją gdy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Wkrótce jednak dostrzegła kątem oka czuprynę Louisa. Nie była zachwycona jego obecnością, zwłaszcza nie w takim momencie. Chłopak uśmiechnął się do niej jednak nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Wszedł do salonu i usiadł koło Katy. Zerknął jej przez ramię aby zobaczyć co tak uparcie czyta. Gdy ujrzał, że to podręcznik od fizyki bez wahania zamknął książkę w jej rękach.
-Uczę się- powiedziała chłodno Katy i ponownie otworzyła podręcznik.
-Jasne, jasne…- mruknął i schował twarz we włosach Katy- Dzwoniłem. Czemu nie odbierałaś?- w odpowiedzi dziewczyna odsunęła się na drugi koniec kanapy. Lou stwierdził, że brunetka się jedynie droczy i przysunął się do niej z powrotem. Z twarzy dziewczyny wyczytał jednak, że coś jest nie tak. Ucałował ją w czoło i spytał:
-Co jest?
-Nic- burknęła Katy, jednak po chwili jakby zmieniła zdanie- A właściwie to jest- odparła i położyła książkę na stolik- Chodzi o… ciebie.
-No więc słucham.
-Myślisz może czasem? O mnie?
-Dniami i nocami- zaśmiał się Lou, ale dla Katy to wcale ni było zabawne.
-O tym, żeby przyjść po mnie do szkoły? Zaprosić mnie gdzieś? Kupić… no nie wiem, kwiatka? Nawet zerwać jakiegoś chwasta po drodze…- kontynuowała.
-Dobrze wiesz, że gdybyś tylko chciała wykupił bym dla ciebie całą kwiaciarnię.
-Och Louis! Tu nie chodzi o to! Nie chodzi o jakieś durne kwiaty!
-To o co chodzi?- spytał Louis spokojnym tonem. Miał nadzieje, że to nieco uspokoi rozgniewany głos Katy.
-O inicjatywę. O to, żebyś zrobił coś dla mnie bezinteresownie… Nawet jeżeli cię o to nie poproszę. Żebyś wykazał się jakimś romantyzmem czy czymś… Abyś na każdym kroku chciał mi pokazać jak bardzo ci na mnie zależy. A ty się nawet nie fatygujesz, żeby zrobić cokolwiek.
-Nie mam wcale tak dużo czasu. Pragnę spędzać z tobą cały mój czas! Ale mimo, że nie chodzę do szkoły to…
-To co? To nie masz czasu? Harry jakoś ma. Właśnie teraz siedzi z Anną w pokoju i pewnie mówi jej jaka to jest piękna i cudowna i jak ją kocha…
-Aaaa… więc o to chodzi. Porównujesz mnie do Harrego?- spytał Louis a Katy odpowiedziała mu wymownym milczeniem- Więc skoro on jest taki idealny, to co ja tu jeszcze robię? Wybacz Katy, że nie jestem idealny. Wybacz, że nie jestem chłopakiem z twoich marzeń. Wybacz że nie jestem Harrym! Zadowolona? O to ci chodziło?! Dlaczego nie widzisz jak się staram?- tym razem to Louis przybrał na tonie- Może dlatego, że widzisz tylko to co chcesz? Może dlatego, że patrzysz przez pryzmat idealności Harrego? Już sam nie wiem- mówił. Gdy się obrócił zobaczył w progu Anne i Harrego. Zrobiło mu się strasznie głupio. Musieli usłyszeć jak wytrząsa się nad Katy, która teraz siedziała skulona na kanapie. I znowu to on wyszedł na tego złego. Nie mógł dłużej siedzieć w tym mieszkaniu. Wstał gwałtownie, wziął kurtkę z wieszaka i ruszył schodami w dół. Usłyszał za sobą nawoływanie i kroki Harrego, ale w tej chwili wszystko było mu obojętne.

 UWAGA! 
ANNA ZAKWALIFIKOWAŁA SIĘ DO DRUGIEGO ETAPU KONKURSU ORGANIZOWANEGO PRZEZ ESKĘ GDZIE MOŻNA WYGRAĆ KSIĄŻKĘ 1D! WIEC BARDZO PROSIMY A SZCZEGÓLNIE ANNA O GŁOSOWANIE NA JEJ PRACĘ! BARDZOOOOOOOOO. DAJEMY LINKA: http://www.eska.pl/news/konkurs_zaglosuj_na_najladniejsze_wiersze_o_one_direction_glosowanie/84475
I TRZEBA TAM GŁOSOWAĆ NA WIERSZ 4!!  POMÓŻMY JEJ WYGRAĆ! Z GÓRY DZIĘKUJEMY A TERAZ WRACAJMY DO RZECZYWISTOŚCI :D JAK SIĘ PODOBA ROZDZIAŁ? BO ANNA JEST NIM ZACHWYCONA... KOMENTOWAĆ MISIE PYSIE

P.S SORRY ZA CAPS
KOCHAMY WAS<333
Anna&Katy