W sali stało tylko jedno
łóżko. To musiała być ona. Louis podszedł bliżej i spojrzał na kogoś kto był
podłączony do miliona kabli i kilku nieznanych mu urządzeń. W głębi duszy miał
jednak nadzieję, że to nie jest jednak Katy. Miał nadzieję, że zaraz zobaczy ją
wbiegająca na salę, uśmiechniętą, zawsze z tą charakterystyczną iskrą w oku,
którą tak kochał. Dziewczyna leżąca w tej sali prawie niczym nie przypominała
Katy. W ogóle się nie ruszała. Ledwo powstrzymywał się od donośnego szlochu. Jeszcze
kilka godzin widział ją w jej mieszkaniu. Co prawda kłócili się ale… ruszała
się. Usiadł niepewnie na brzegu łóżka i odgarnął włosy z jej czoła. Po jego
policzkach spłynęła słona ciecz. Bardzo się bał. Bał się, że ją straci… na
zawsze. Dziewczyna nie dawała żadnych znaków życia.
-Katy…- spróbował zacząć ale z jego ust wydobył się cichy szloch. Po
chwili zaczął znów- Nie zostawiaj mnie Katy. Nie możesz tak po prostu mnie
zostawić. Bez ciebie jestem nikim. Masz się obudzić, uśmiechnąć lub choćby na
mnie nawrzeszczeć. Cokolwiek- do jego oczu napływały coraz to większe ilości
łez
-Cokolwiek…
Zayn siedział na
szpitalnym korytarzu. Nerwowo zgniatał plastikowy kubek po wodzie. Nadal nie
mógł uwierzyć w to co się stało przed kilkoma godzinami. Dlaczego to spotyka
właśnie jego siostry? Gdyby mógł przeżył by te zdarzenia za nie. Tyle w życiu
już przeszły choć maja dopiero szesnaście lat. Niczym sobie nie zasłużył na
taki los. Zayn wyprostował się na krześle i dostrzegł idącego w jego stronę
Harrego. Loczek był uśmiechnięty. Mulat miał wrażenie, że w twarzy chłopaka
jest również… coś na kształt wzruszenia. Zayn popatrzył wyczekująco na Harrego.
-Znalazłem. Znalazłem Anne. Jest przytomna i raczej nie dzieje się z
nią nic poważnego!- mówił uradowany Hazza. Zaynowi rozbłysły oczy.
-Prowadź!- rzucił. Harry nie dał się prosić dwa razy. W ciągu paru
sekund doprowadził chłopaka do siostry. Był z siebie dumny- bardzo ciężko było
odnaleźć kogokolwiek w szpitalu, ponieważ był zapchany od góry do dołu ofiarami
pożaru. Nikt nie fatygował się póki co, aby powiadamiać bliskich i odnajdować
się nawzajem. Teraz trwała walka o życie dziesiątek osób. Odnalezienie Anny
było cudem. Zayn przyklęknął przy jej łóżku i schował dłoń dziewczyny w swoich
dwóch. Gdy Anna zobaczyła brata miała ochotę wyskoczyć z łóżka i wyciskać go.
Pewne okoliczności jej jednak na to nie pozwalały. Mogła tylko patrzeć i się
uśmiechać.
-Anna… dobrze cię znowu widzieć w miarę uczesaną i czystą…- zaśmiał się
Zayn powstrzymując łzy szczęścia. Objął Anne delikatnie, po czym odgarnął jej
włosy z czoła. Dziewczyna popatrzyła na brata czule, po czym przeniosła wzrok
na Harrego. Skinęła głową na znak podziękowania, że przyprowadził jej brata.
-Ciebie też dobrze widzieć Zayn- odparła po chwili dziewczyna. Mulat
szybko zebrał się w sobie.
-Masz jakieś zachcianki? Zrobię wszystko…
-Chcę do domu- mruknęła Anna.
-Już niedługo. Obiecuję- odpowiedział Zayn. Doskonale rozumiał siostrę,
a poza tym chciał ją jak najszybciej stąd wydostać i mieć pod własną opieką. W
tej chwili nie był w stanie zaufać nikomu.
-Znaleźliście Katy?- spytała po chwili ciszy Anna. W tej chwili
wszystkie dobre humory zniknęły tak szybko jak się pojawiły. Milczenie
wystarczyło Annie. Doskonale znała odpowiedź. Postanowiła jednak trzymać się
twardo, jak zawsze. Nabrała rozkazującego i stanowczego tonu:
-To na co czekacie? Szukajcie jej.
-To nie takie proste. Poza tym kiedy przy lekarzu wspomina się o Katy
to…- zaczął Harry, ale Zayn przecząco pokiwał głową. Chciał oszczędzić Annie
takich szczegółów, ale było to trudne przy Haroldzie, który przy dziewczynie
stawał się bardzo wylewny. Loczek zrozumiał przekaz Zayna i dokończył nieco
inaczej niż planował- Mówią, że w ogóle nie kojarzą takiej osoby. Ale
spokojnie, na pewno jest w tym szpitalu, bo jechaliśmy tuż za jej karetką.
-Uhm- tylko na taką odpowiedź zdobyła się Anna. Popatrzyła na brata. W
jego oczach odmalował się ból. Znowu przez nią i Katy.
Louis wiernie siedział
przy Katy, trzymając jej malutką dłoń. Wokół panowała grobowa cisza i ten
przeklęty półmrok. Sceneria jak z jakiegoś filmu. Chłopak nie mógł dłużej
znosić myśli o stracie dziewczyny. Ukrył twarz w dłoniach. Nie chciał płakać,
ale mimo to łzy same leciały mu z oczu. Miarowo wdychał powietrze, aby się
wyciszyć. Jak na razie nie szło mu to za dobrze. Popatrzył na Katy. Wyglądała
jakby spała. Na jej twarzy malował się spokój. Tak samo wyglądała gdy leżała
przy nim tej jednej nocy. Nie spuścił z niej wtedy oka nawet na moment. To
wspomnienie przywróciło na jego twarz delikatny uśmieszek. Obrócił się na
chwilę plecami do Katy. A jeżeli te wspólne chwile już nigdy się nie powtórzą?
Nie mógł nawet o tym myśleć. Wtedy poczuł jak ręka Katy, którą wciąż trzymał,
zaciska uścisk. Popatrzył w jej kierunku. Dziewczyna wzięła jeszcze dwa głębsze
wdechy i uchyliła powieki. Chłopak nie wierzył w to co widział. Jego mina nieco
rozbawiła Katy, ale nie miała kompletnie siły żeby chociaż zachichotać, więc
tylko wymamrotała:
-Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha… Aż tak źle wyglądam?
-Właściwie bywało gorzej…- rzucił Louis, po czym spoważniał-
Przepraszam- powiedział. Dziewczyna popatrzyła na niego chwilkę po czym
szepnęła zmęczonym głosem.
-Zapomnij. To już nie ma znaczenie. Cieszę się, że jesteś.
-Ma znaczenie- zaprzeczył Lou i zaczął szperać po kieszeniach. Z jednej
z nich wyjął już nieco podwiędłą stokrotkę- Wybacz ale tylko to udało mi się
znaleźć na szpitalnym podwórku- tym razem Katy nie wytrzymała i zaśmiała się.
Szybko jednak złapała się za bolący brzuch.
-Dziękuję, jesteś najukochańszym i najromantyczniejszym facetem jakiego
znałam. Ale mam prośbę…
-Tak?
-Nie rozśmieszaj mnie, bo wszystkie mięśnie mnie bolą.
-Chyba jakoś dam radę- odpowiedział Lou i ucałował Katy w czoło. Nie
mógł się jednak oprzeć pokusie i po krótkiej chwili odnalazł swoimi usta Katy.
Przycupnął jeszcze bliżej niej i nieco opatulił.
-Odpoczywaj- powiedział. Katy bez sprzeciwu przymknęła oczy i usnęła.
Louis chwilę jeszcze patrzył na dziewczynę, po czym ucałował ją w czoło i
wyszedł. Chciał odnaleźć Zayna. Musiał go poinformować, że ją znalazł. Całą.
Wrócił do głównego skrzydła szpitala. Nie było go już na korytarzu. Wszedł do
małej sali gdzie leżała Anna. Wszystkie oczy zwróciły się ku niemu. Oczy mulata
rozbłysły w oczekiwaniu.
-Czy ty?....
-Tak. Nic jej nie jest. Znalazłem ją. Leży na krytycznym- odpowiedział
Lou. Zayn nie czekał ani chwili dłużej. Zerwał się na równe nogi. Louis
zaprowadził go do drzwi na oddział. Kiwnął głową aby ten wszedł do
pomieszczenia. Chłopak się zawahał gdy zobaczył napis, że wstęp tylko dla personelu.
Po chwili jednak pewnym krokiem wszedł na oddział. Pewnym krokiem szedł za Lou,
rozglądając się przy okazji dookoła. Wszędzie było pełno łóżek z pacjentami.
Nikt nie dawał oznak życia. Leżeli jedynie przypięci do jakiś urządzeń, które
widocznie utrzymywały ich przy życiu. Zayn modlił się, żeby Katy była w lepszym
stanie niż oni. Chłopak przed nim nagle zatrzymał się przed dużymi szklanym
drzwiami. Figurował na nich napis Pacjenci
w stanie krytycznym.
-To tutaj- powiedział mu Louis- Mam z tobą wejść?
-Nie. Dzięki. Poczekaj tu na mnie- odpowiedział przygotowując się na to
co może zobaczyć w środku. Nacisnął na klamkę i wszedł do środka. Zobaczył ją
po kilku sekundach. Leżała na łóżku w rogu sali. Podszedł bliżej. Wyglądała
dobrze, jakby po prostu spała, a nie jakby właśnie cudem przeżyła pożar. Jednak
wszystkie urządzenia stojące koło jej łóżka podpowiadały, że nie jest aż tak
dobrze. Zayn usiadł na skrawku łóżka patrząc smutnym wzrokiem na siostrę. Odgarnął
jej brązowe włosy, które opadły jej na czoło. Dotknął palcem jej policzka. Było
ciepłe i lekko zaróżowione. To dobry znak. Złapał ją za rękę. Ona też była
ciepła.
-Katy…Tak bardzo mi przykro…- zaczął- Wiesz, jeszcze nie zadzwoniłem do
mamy. Nie wiem jak na to zareaguje.
-Będzie załamana- odpowiedziała cicho Katy na co oczy Zayna rozbłysły.
Uścisnął mocniej jej dłoń- Braciszku…zapewne jesteś szczęśliwy ale tak jakby
miażdżysz mi dłoń.
-Oj, przepraszam. Katy, tak się cieszę, że się obudziłaś! Jak się
czujesz?- spytał ale po chwili zmienił zdanie- Albo nie! Nic nie mów.
Odpoczywaj.
-Ile można odpoczywać? Ile ja tu już leżę?- spytała Katy.
-Nie wiem dokładnie. Przywieźli was tu dziś w nocy koło trzeciej nad
ranem. Teraz jest szesnasta- odpowiedział.
-O Boże! Aż tak długo? I ty cały czas tu siedzisz? Na pewno jesteś
głodny. Idź coś zjeść- powiedziała zatroskana.
-Nie, nie, zostanę z tobą.
-Zayn, idź coś zjeść. Ja i tak nigdzie się nie ruszę- powiedziała na co
Zayn chyba zaczął przystawać na jej propozycję. Wstał ucałował ją i ruszył w
stronę drzwi, którymi tu wszedł- Zayn? Co z Anną i Joshem?- spytała niepewnie
jakby obawiała się tego, co może usłyszeć. Chłopak się zatrzymał i odwrócił w
stronę Katy.
-Z Anną wszystko w porządku. Nawdychała się trochę dymu i trochę
oparzeń. Ale nic jej nie jest- Katy odetchnęła z ulgą- A jeśli chodzi o Josha…
to on jest raczej załamany. Też ma lekkie oparzenia ale rozumiesz jego psychika
bardziej ucierpiała. Przykro mi Katy ale to wszystko co wiem.
-Ok. Dzięki Zayn- odpowiedziała nie bardzo wiedząc co myśląc o tym,
czego przed chwilą się dowiedziała. Pomachała bratu jeszcze raz, a następnie
odwróciła głowę.
Anna otworzyła oczy po
krótkiej drzemce. W pomieszczeniu nie było nikogo. Jeszcze raz się rozejrzała
po sali. Kątem oka zauważyła, że na szafce nocnej coś leży. Sięgnęła po to i
przeczytała: Poszliśmy wszyscy na
stołówkę. Nie martw się, nim się zorientujesz znów będę przy Tobie. Harry. Dziewczyna
uśmiechnęła się pod nosem. Przekręciła się na drugi bok gdy coś ją zabolało na
dole pleców. Sięgnęła ręką do obolałego miejsca ale szybko ją z stamtąd
zabrała. Bolało ją to. Chciała zobaczyć co jest przyczyną jej bólu. Niestety,
niemożliwym było obrócenie głowy na tyle, aby ujrzeć dół pleców. Postanowiła
pójść do toalety. Wiedziała, że nie powinna wstawać ale w końcu leżała już prawie
że nieruchomo od jakiś 15 godzin. Delikatnie się podniosła. Siedziała teraz na
brzegu szpitalnego łóżka. Teraz wystarczyło powoli zsunąć się z łóżka. Tego
obawiała się najbardziej. Nie ruszała nogami od kilkunastu godzin. Możliwe, że
odmówią jej na początku posłuszeństwa. Anna nie myliła się. Gdy tylko jej stopy
dotknęły ziemi kolana się pod nią ugięły. Mocno złapała się ramy od łóżka, co
ochroniło ją przed upadkiem. Wzięła dwa głębokie wdechy. Czuła się jak małe
dziecko, które dopiero co uczyło się chodzić. Powoli oparła ciężar na swoich
stopach. Tym razem obyło się bez komplikacji. Nawet się nie zachwiała. Złapała
stojak z kroplówką, do którego była podłączona, po czym ruszyła w stronę
wyjścia. Ostrożnie uchyliła drzwi i rozejrzała się czy w pobliżu nie ma żadnego
lekarza, lub co gorsza żadnego z chłopaków. Chyba by ją zamordowali gdyby
zauważyli, że postanowiła ot tak sobie wstać. Na szczęście korytarz był
zupełnie pusty. Po cichu wyszła z pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Poszła w
prawo licząc na to, że po drodze znajdzie jakąś toaletę. Miała szczęście. Parę
metrów za rogiem znalazła ubikację. Weszła do niego w poszukiwaniu lustra.
Wisiało ono na ścianie zaraz nad umywalką w rogu pomieszczenia. Podeszła do
niego i omal nie zemdlała na swój widok. Jej włosy były tragiczne. Każdy włos jakby
żył własnym życiem. Oczy miała podpuchnięte, a do tego na skroni miała mały
opatrunek. Umyła ręce bananowym mydłem, które stało na umywalce, po czym
wytarła je ręcznikiem. Przyglądała się jeszcze przez chwilę swojemu odbiciu gdy
przypomniała sobie po co w ogóle tu przyszła. Podwinęła szpitalne ubranie do
góry i obróciła się plecami do lustra. Chciała zobaczyć co ją tak bolało. Nie
spodziewała się tego, co tam zobaczyła. Na skraju pleców miała czerwoną bliznę
wielkości kciuka. Może nie była ogromnych rozmiarów ale bolała ją jakby była
przynajmniej pięć razy większa. Dziewczyna zaklęła cicho pod nosem. Z taką
blizną na pewno nie zapomni o tym, co się wydarzyło. Szybko opuściła z powrotem
ubranie nie mogąc dłużej na nią patrzyć. Poprawiła sobie włosy i wyszła z
toalety. Wracała korytarzem do swojej sali gdy gdzieś koło niej rozniósł się
głośny trzask. Rozejrzała się dookoła. Dźwięk musiał dochodzić zza drzwi, które
właśnie minęła. Może ktoś potrzebował pomocy? Anna niepewnie otworzyła drzwi i
zajrzała do środka. To nie była taka zwykła sala z pacjentami. Wyglądała raczej
jak jakiś składzik. Tak, to musiał być jakiś w swoim rodzaju magazyn sprzętu
medycznego. Anna weszła do pomieszczenia. Po chwili znów usłyszała głośny huk. Poszła
w jego kierunku. Na końcu pokoju stał mężczyzna, który wyglądał jakby czegoś
szukał. Stał tyłem do niej, nawet chyba nie zauważył, że ktoś przebywa razem z
nim w jednym pokoju. Wokół niego leżały porozrzucane rozdarte kartony. Zapewne
on był sprawcą tego całego bałaganu. Mężczyzna nagle przestał przeszukiwać
kolejny karton i zaczął cicho szlochać. Złapał się za głowę i wyprostował nadal
się nie obracając w stronę Anny.
- Uciekaj Anna. Proszę, ja się nią zajmę!- dziewczyna wzdrygnęła się na
jego słowa. Słyszała już te słowa i dobrze znała ten głos . To był Josh.
PRZEPRASZAMY!
Bardzo Was przepraszamy, że tak długo nie dodawałyśmy rozdziału! Bardzo, bardzo przepraszamy! Mamy nadzieję, że rozdział za to się podoba. Ale mamy wakacje kochane! Jak Wam mijają pierwsze dni? Nam nawet ok. Piszcie opinie w komentarzach i piszcie o swoich planach na wakacje!
Kochamy Was i jeszcze raz przepraszamy!
Anna&Katy