Zapłakana Katy opowiadała
wszystko Annie. Blondynka z przejęciem wszystkiego wysłuchiwała. Nie wiedziała
co powiedzieć kiedy siostra skończyła mówić, więc jedynie ją przytuliła i
ucałowała w czoło. To nie powinno mieć miejsca. Żadna dziewczyna nie powinna
była płakać przez chłopaka. A już nie na pewno jej siostra- aczkolwiek faktem
było, że Katy miała skłonności do częstego płaczu. Gorąca czekolada nieco
uniosła bliźniaczki na duchu.
-Wiesz co? Najgorsze w tym wszystkim jest rozstawanie się w gniewie. I
co ja mu powiem jak znowu się spotkamy?- spytała przejęta, ale już nie płacząca
Katy.
-Nie wiem. To co ci leży na sercu.
-To już zrobiłam. Efekt jest raczej… marny.
-Ale to nie powód żeby płakać- podsumowała Anna- Połóżmy się już. To
był męczący dzień.
-Masz rację… Kładźmy się- przystała na propozycję siostry Katy i jako
pierwsza zajęła łazienkę.
***
Anna otworzyła oczy ciężko kaszląc. Zza
gęstej mgły ujrzała Katy, która śpiąc również kasłała. Dziewczyna ponownie
przymrużyła oczy. Zapewne to był jej sen, tak więc cierpliwie oddała się
czekaniu, na jej conocną zjawę- ojca. Nie byłoby to nic nowego, gdyby nie nowa
„sceneria” snu. Zazwyczaj wszystko odbywało się… nigdzie. W czarnej pustce,
gdzie nie było gdzie uciekać. A teraz? Anna jeszcze raz otworzyła oczy i
upewniła się- była w swoim i Katy pokoju. Czekała i czekała ale ojciec się nie
zjawiał. Czyżby tej nocy miała zwykły sen? Bez okropnych oczu, wrzasku i
bolesnych wspomnień? Po pokoju rozległ się ponownie kaszel Katy. Anna po chwili
jej zawtórowała. W tym momencie zdała sobie sprawę, że jest całkiem zlana
potem. Faktycznie w pokoju było bardzo gorąco. Jak na prawdziwych tropikach. Dziewczyna
usiadła na łóżku zdezorientowana. Kolejne serie kaszlu wydobywały się z jej i
Katy ust. Nagle oprzytomniała. Zerwała się z łóżka i otworzyła drzwi sypialni,
przez które w jednej chwili wkradły się jęzory ognia. Dziewczyna nie wierzyła w
to co widzi. Mieszkanie płonęło. Spanikowana rzuciła się do łóżka siostry.
-Katy! Katy! Wstawaj!
Błagam cię wstawaj!- krzyczała, czując jakby z każdym wdechem jej płuca
płonęły. Katy otworzyła oczy, przy czym wyrzuciła z siebie kolejną serie
kaszlu.
-Co się dzieje?- wykrztusiła
jeszcze nie do końca obudzona.
-Pali się!- krzyczała
Anna na co źrenice Katy raptownie zmalały. Usłyszały straszny hałas. Przerażone
popatrzyły na siebie. Przez moment myślały, że budynek się wali, jednak ich
wątpliwości rozwiał widok Josha.
-Nic wam nie jest?!-
wykrzyczał i przedarł się przez płomienie do pokoju dziewczyn- Wybaczcie mi ale
wyważyłem u was drzwi- a więc stąd pochodził hałas- Nie mogłem znaleźć klucza…
Ponieważ komoda, w której go trzymałem właśnie płonie- starał się zażartować Josh,
ale chyba nikomu nie było teraz do śmiechu. Chłopak głęboko zakaszlał.
-Musimy się stąd jak
najszybciej wydostać- powiedział już całkiem poważnie.
-Trzeba gdzieś
zadzwonić! Po pomoc!- mówiła przerażona Katy a łzy cisnęły jej się do oczu.
-Nie będziemy tracić
czasu na szukanie telefonu Katy! Na pewno przechodnie widzą, że budynek płonie.
Ich zadaniem jest dzwonić po pomoc, a naszym walczyć o życie- mówił głośno
Josh. Temperatura panująca w pomieszczeniu coraz bardziej dawała się we znaki.
Cała trójka przysłoniła sobie usta koszulkami. Starali się iść omijając kontakt
z ogniem, który był praktycznie wszędzie. Pierwszym sukcesem było wydostanie
się na klatkę schodową. I tam jednak nie było lepiej, o ile nie gorzej. Josh
puścił Anne przodem pokazując aby ostrożnie schodziła po schodach. Obrócił się
aby uczynić to samo do Katy, jednak nigdzie jej nie było. Anna też to
spostrzegła i wróciła się do chłopaka.
-Uciekaj Anna! Ja jej
poszukam…
-Bez mojej siostry
się nie ruszę!- krzyknęła Anna głosem tak stanowczym, że Josh nie miał zamiaru
się sprzeciwiać. Okazało się, że Katy siedziała skulona przy wyjściu z
mieszkania dziewczyn.
-Co ty robisz?!
Katy!- krzyczała Anna, ona jednak nie była w stanie jej odpowiedzieć. Josh
przykucnął przy brunetce. Łzy lały się jej strużkami i miała bardzo płytki
oddech. Chłopak chciał pomóc jej wstać, ale Katy nie była w stanie się ruszyć.
-Nawdychała się za
dużo dymu- mówił Josh i ciężko zakaszlał- Uciekaj Anna. Proszę, ja się nią
zajmę- mówił ale spotkał się jedynie z przeczącą głową Anny.
-Zrozum, że jeżeli
chcesz pomóc musisz iść!- wydarł się Josh. Dziewczyna ze łzami w oczach
popędziła na schody. W tym czasie Josh wziął Katy na ręce i poczuł jak jej
głowa bezwiednie opada mu na ramie. Straciła przytomność. Chłopak ostrożnie
szedł przed siebie. Cały czas dokuczał mu kaszel. Schodził właśnie po schodach,
gdy drogę zatorowała mu „lawina”. Zdał sobie sprawę, że budynek ledwo stoi, a
przed chwilą zablokowano mu ostatnią drogę ucieczki.
Anna wybiegła na zewnątrz. Udało się.
Czuła jak zimne powietrze łagodzi ból w jej płucach. Popatrzyła na płonący
blok, który otoczyła już grupka ludzi. Ze wszystkich okien leciał dym. Anna
zasłoniła usta dłonią i zaczęła szlochać. Nie obchodziło ją, że wszyscy na nią
patrzą i słyszą jak niemal krzyczy, momentami dławiąc się od własnych łez. Cały
czas patrzyła z nadzieją w drzwi wejściowe budynku, jednak Josha i Katy nie
było. Anna opanowała przez chwilę płacz i podeszła do jednego z przechodni.
-Muszę zadzwonić.
Zayn spał słodko do póki nie obudził go
dzwonek telefonu. Zastanowił się czy odebrać. To był jakiś nieznany numer.
Istniała możliwość, że to Simon czy ktoś taki, więc ostatecznie nacisnął
zieloną słuchawkę. Zdumiał się gdy usłyszał po drugiej stronie swoją siostrę.
-Anna? Młoda, jest
szósta nad ranem…- zaczął, jednak to co usłyszał przeszło jego oczekiwania.
Godzina nie miała znaczenia. Nic nie miało znaczenia. Patrzył pusto w ścianie,
gdy jego siostra się rozłączyła. Czuł jak wzbiera się nim gniew i zarazem
smutek nie do opisania. Wstał z łóżka. Już nie czuł się zaspany. Podszedł do
grzejnika i kopnął w niego z całej siły, tak że jedna jego boczna część
odpadła. Do pokoju wparował Liam.
-Co się stało?!-
spytał przerażony.
-Anna i Katy… Musimy
iść!- krzyknął mulat z trudem tłumiąc płacz.
W ułamku sekundy piątka chłopaków
zjawiła się przed dymiącym budynkiem. Straż pożarna była na miejscu. Zayn szedł
nie zwracając uwagi na tłum zebrany przed blokiem. Zanim podążali równie
zdenerwowani Harry, Louis, Liam i Niall. Zayn poczuł się jak w siódmym niebie
gdy kątem oka dostrzegł Annę opatuloną kocem i siedzącą przy wozie strażackim.
Pobiegł do niej najszybciej jak potrafił. Cała była brudna, a włosy stały jej
na wszystkie strony. Zayn usiadł i nie dusząc płaczu przytulił siostrę. Anna
była z początku zaskoczona, ale po pewnym czasie odwzajemniła uścisk. Czuła jak
łzy jej brata spadają na jej odsłonięte ramie.
-Tak się martwiłem-
powiedział przez łzy Zayn. Pozostała czwórka stała i czekała na swoją kolej by
wyściskać Anne.
-Gdzie Katy?- spytał
Louis zmartwionym tonem. Nie był jednak gotowy na taką odpowiedź. Anna wzięła
głęboki wdech. Pragnęła wszystko powiedzieć. Od początku do końca. Jednak
emocje wzięły górę. Wybuchła płaczem. Zayn odsunął się od blondynki. On także
nie oczekiwał takiej odpowiedzi.
-Gdzie jest Katy???-
zapytał tym razem Zayn. Anna dalej płakała. Harry usiadł przy niej i objął
ramieniem.
-Ciiii… spokojnie.
Anna, powiedz nam gdzie Katy- mówił cichym i nieco zachrypniętym głosem Harry.
Anna drżącą ręką pokazała na płonący budynek.
-Nie… to niemożliwe…-
powiedział Zayn i wstał jak oparzony. Louis wyglądał jakby krew mu odpłynęła z
twarzy. Wszyscy tak wyglądali. Mulat ruszył w kierunku drzwi do bloku, gdy
jakaś ręka go zatrzymała.
-Nie wolno ci tu
wchodzić.
-A wolno mi patrzeć
jak moja siostra się w środku pali?!?!?!?! Wpuść mnie!- krzyczał Zayn, gdy
dwójka innych strażaków chwyciła go pod ręce. Podbiegli do nich Louis i Niall i
pomogli odciągnąć Zayna od strażaka. Mieli wrażenie, że mulat zaraz wydrapie mu
oczy.
-Uspokój się- mówił z
trudem Louis.
-W ten sposób nic nie
zdziałasz- potwierdził Niall, chociaż sam miał ochotę wpaść do tego budynku i
wyciągnąć stamtąd Katy- Trzeba czekać- dodał. Oddech Zayna stopniowo się
uregulował.
-Myślicie, że
powinienem zadzwonić do mamy?
-Myślę, że powinieneś
zadzwonić jak będzie po wszystkim- odpowiedział Louis. Zayn przytaknął i z
bólem usiadł powrotem koło Anny.
Josh czuł jak z każdą
minutą jego ciało nabiera temperatury. Brakowało mu powietrza i sił, a musiał
jeszcze zadbać o nieprzytomną Katy. Dziewczyna nadal płytko oddychała. Chłopak
kilkakrotnie próbował ocucić dziewczynę, jednak bez skutku. Tak naprawdę miał
tylko jedną drogę, jaką mógł by się poruszyć, ale na pewno nie uciec. Były to
schody prowadzące w górę. Po chwili wahania wziął Katy na ręce i ciężko zadyszał.
Powlókł się schodami na górę. Po przejściu dwóch pięter zauważył okno przy
złączeniu schodów. Jak najszybciej umiał wdrapał się jeszcze wyżej i otworzył
okno, przy okazji oparzając sobie rękę od nagrzanej klamki. Ułożył Katy
delikatnie na podłodze i wychylił głowę. Łapczywie wdychał powietrze z
zewnątrz. Wtedy ujrzał powóz strażacki, a przy nim piątkę chłopaków i…Anne!
Przynajmniej jej się udało. Josh zaczął krzyczeć w ich kierunku jednak nie
uzyskał żadnej reakcji. Poczuł jak wzbiera się w nim bezradność. Poddał się.
Usiadł przy nieprzytomnej dziewczynie. Łzy popłynęły mu po policzkach. Tyle
było przed nim… tyle planował… I miał tak po prostu zginąć? Zerknął na Katy.
-Przepraszam… Wybacz mi, jeśli cię zawiodłem. Ciebie i Anne. Tak mi
przykro…- mówił i płakał zarazem. Zauważył, że wokół niego i Katy jest coraz
więcej dymu. Zakaszlał. Był przekonany, że to koniec. Zrezygnowany wyjrzał
jeszcze raz przez okno. Teraz już nikt nie mógł go przez nie zobaczyć, ponieważ
uciekający przez okno czarny dym tworzył ścianę, przez którą nie można było nic
dostrzec. Josh przymknął oczy. Zaczął wystukiwać dłońmi o palącą się podłogę
rytm jednej z piosenek. Zapragnął teraz usiąść przy perkusji, i zagrać ten
ostatni raz, aby każdy go usłyszał. Teraz to nie było możliwe. Czuł jak braknie
mu sił. Temperatura była nie do zniesienia. Popatrzył jeszcze raz w stronę
okna. Może powinien wyskoczyć? Zabić się po prostu… skrócić męki? Ale co z
Katy? Właściwie to nie wiedział nawet czy się jeszcze obudzi. Zastanowił się.
Jakby nie patrzeć, jego i dziewczynę czekała śmierć. Zdążył się pogodzić z tą
myślą, jednak nadal wywoływała ona u niego przypływ łez. Postanowił już. Wstał.
Czuł, że ma nogi jak z waty. Ostrożnie wszedł na parapet okna i postarał się
jeszcze raz wziąć wdech. Cały trząsł się na myśl, że zaraz skoczy. Przed oczami
stanął mu obraz jego całej rodziny. Puścił framugi okna. Zrobił maleńki kroczek
w przód. Popatrzył na Katy. Gdyby była przytomna nigdy by nie pozwoliła, aby
Josh popełnił samobójstwo. Tym lepiej, że usnęła, być może i na zawsze. Josh
zamknął oczy. Zaczął się delikatnie chwiać. Przód, tył, przód, tył…aby zaraz
polecieć wolny od dymu i ognia… i zakończyć to wszystko. Jeszcze raz w przód…
jeszcze raz w tył… i ostatni raz w przód…
-Stój!- rozległ się donośny męski głosy. Josh momentalnie stracił
równowagę i runąłby w dół gdyby nie silna ręka oplatająca jego ramie. Dalej
była już tylko ciemność.
Zayn ujrzał potężnego
strażaka niosącego… Josha. To był Josh. Nieprzytomny. Zayn wstał i pobiegł w
tamtą stronę. Louis tylko wstał, reszta wypatrywała. Wszyscy tracili nadzieję,
gdy z budynku dosłownie wybiegł strażak niosący na rękach drobinkę, którą
nieuchronnie była Katy. Uśmiechy na ich twarzach jednak szybko znikły, gdy ten
krzyknął.
-Szybko! Brać ją do szpitala! Długo nie pociągnie!- darł się strażak.
Na jego słowa podbiegło kilka lekarzy z wózkiem. Przełożyli na niego brunetkę.
-Ta dziewczyna… ona umiera! Nie traćmy na nią czasu, ratujmy tych,
których się nam uda uratować- skomentował naburmuszony lekarz przy kości, jednak
wtedy przybiegła bardzo młoda kobieta.
-Przejmuję ją pod swoje leczenie!- krzyknęła i poinstruowała kilkoro
ludzi aby zabrali wózek do karetki. Rzuciła ostre spojrzenie grubemu i
znudzonemu lekarzykowi i pobiegła do powozu. Do Anny również podeszło kilkoro
lekarzy i załadowali ją do karetki, a razem z nią piątkę chłopaków.
***
Anna leżała w szpitalowym
łóżku. Wdychała tlen wydobywający się spod maski. Nadal miała wrażenie, że to
wszystko to zwykły sen. Pragnęła uszczypnąć się w rękę i ujrzeć uśmiechniętą
Katy. Harrego siedzącego przy sobie… Zayna wymądrzającego się na jakiś temat.
Szczęśliwego Liama z Danielle, zajadającego się Nialla i psocącego Louisa. Za
każdym razem kiedy uchylała powieki widziała jednak białą szpitalną ścianę. To
był jakiś koszmar. Nagle do sali wszedł Harry. Tak bardzo chciała się do niego
uśmiechnąć, jednak maska jej to uniemożliwiała. Chłopak chyba to zrozumiał bo
po chwili ułożył dłoń na przedmiocie zasłaniającym jej usta i spytał:
-Mogę?- Anna potwierdzająco kiwnęła głową. Loczek delikatnie usunął
maskę i gdy upewnił się, że bez niej Anna może normalnie oddychać ułożył ją na
jej klatce piersiowej.
-Hej- powiedział i oplótł swoimi palcami dłoń Anny.
-Hej- odpowiedziała dziewczyna. Nie mogła powstrzymać łez napływających
jej do oczu. Harry również się nie powstrzymywał. Zaczął płakać.
-Nie wiem co bym zrobił gdyby coś ci się stało- mówił przez łzy. Anna
zaszlochała- Tak bardzo cię kocham- mówił. Dziewczyna się delikatnie odsunęła,
a Harry w miarę możliwości ułożył się obok niej.
-Ale już dobrze… Już nic ci nie grozi- mówił szeptem i co drugie słowo
całował dziewczynę w czoło. Anna w ramionach chłopaka odetchnęła z ulgą.
Zebrała się w sobie.
-Powiedz mi- powiedziała, a Harry popatrzył na nią pytająco- Powiedz mi
co z Katy, Joshem, Louisem, Zaynem… Błagam. Obiecuję, że nie będę płakać ani
robić żałosnych min- prosiła Anna. Harry nie był w stanie jej odmówić.
-Z Zaynem krucho. Jest załamany na tyle, że jeszcze nie zadzwonił do
matki. Ale Niall i Liam z nim siedzą. Wspierają go bardzo, więc nie musisz się
martwić. Liam i Niall też bardzo to przeżywają, ale trzymają się lepiej od
Zayna. Louis… sam nie wiem. Kręci się po szpitalu i od czasu… no wiesz, pożaru,
nie odezwał się ani razu. Jest jak nieobecny. Masakra… a ja się jakoś trzymam.
Ale nadal się martwię o… nie ważne. Nie powinnaś się teraz zamartwiać. Chcesz
coś do picia?
-Harry- odpowiedziała wyczekująco dziewczyna.
-Hm?
-Katy. Katy i Josh. Co z nimi? I nie waż się kłamać bo ja i tak dowiem
się prawdy…- mówiła stanowczo Anna. Harry wiedział, że nie ma co owijać w
bawełnę. Poza tym wolał aby Anna wiedziała wszystko od niego a nie jakiejś
przypadkowo napotkanej osoby.
-Josh… nienajlepiej. Gdy strażacy go wynosili był nieprzytomny, ale
ponoć długo się trzymał… Już odzyskał przytomność i jego życiu nie zagraża
niebezpieczeństwo. Chyba gorzej ucierpiał psychicznie niż fizycznie. Wiesz on…-
zaczął Hazza zanim ugryzł się w język. Teraz było jednak za późno- Anna, Josh
chciał popełnić samobójstwo. Ponoć strażacy chwycili go w ostatniej chwili… Chciał
skoczyć z okna.
-O mój Boże…-
skomentowała Anna i zakryła dłonią usta. Obiecała, że nie będzie płakać, ale
czuła, że lada moment łzy same polecą z jej oczu. To co usłyszała wstrząsnęło
nią. Josh chciał popełnić samobójstwo? Nie mogła w to uwierzyć. Czekała aż
Harry kontynuuje, jednak on wyglądał jakby skończył.
-Katy. Harry powiedz
mi co z Katy!
-Ona… nie wiem.
Naprawdę nie wiem co z nią, inaczej bym ci powiedział. Lekarze milczą na jej
temat… ponoć nie jest najlepiej. Straciła przytomność na bardzo długo i
szczerze… nawet nie wiem czy się obudziła- słowa z trudem wychodziły z ust
Loczka- Zayn dostaje białej gorączki. Chciał ją koniecznie zobaczyć, choćby
przez szybę, ale kategorycznie tego zabraniają…- skończył mówić bo widział już
pojedyncze krople na policzkach Anny.
-Przepraszam…
przecież obiecałam, że nie będę… ale dlaczego? Dlaczego ja i Katy?- zaczęła
cichutko chlipać w koszulkę Harrego- Muszę się z nią zobaczyć.
-Obiecuję, że jak
tylko to będzie możliwe, razem do niej pójdziemy. Okej?- Anna niechętnie
kiwnęła głową- A teraz odpoczywaj- dokończył Harold i najdelikatniej jak
potrafił objął Anne.
Louis błądził po przesadnie czystych
korytarzach. Nie miał pojęcia co ze sobą zrobić. Cały czas nosił na sobie
poczucie winy. Miał wrażenie, że gdyby nie pokłócił się z Katy… a z resztą czy
to by coś zmieniło? Raczej nie… ale rozstali się w gniewie i to tylko przez
niego. Wstał i jak tchórz uciekł od tematu ich kłótni zostawiając z tym Katy.
Nie chciał myśleć jak dziewczyna musiała się czuć, ile wieczoru przez niego
przepłakała. A poza tym w tym co mówiła do niego Katy było sporo prawdy.
Ostatnio w ogóle się nie przykładał. Nie dawał z siebie wszystkiego i coraz
mniej czasu spędzał z Katy. Miała prawo się zdenerwować. Louis tak bardzo
pragnął jej to powiedzieć, przeprosić ją… Ocknął się nagle. Miał wrażenie jakby
chodził we śnie. Prawie niczego nie rejestrował, po prostu szedł tam gdzie
prowadziły go nogi. Nadal nie mógł uwierzyć w tą tragedię… że to wszystko
działo się naprawdę. I nie tylko on tak myślał. Rozejrzał się dookoła.
Znajdował się ciemnym i pustym korytarzu. Zauważył, że w jednym z rozmieszonych
po bokach pokoi świeci się malutkie światełko. Poszedł w jego kierunku. Zajrzał
do niewielkiego pomieszczenia. Źródłem światła był malutki monitor pokazujący
jakieś dane. Rozejrzał się zaciekawiony. W rogu zauważył łóżko, a w nim
opatuloną postać. Podszedł bliżej. Sam nie wiedział czemu ale łudził się, że to
może być Katy. Że zaraz się obróci do niego, usiądzie na łóżku i poklepie
miejsce obok siebie na znak aby obok niej usiadł. Stanął przy rogu łóżka i
ujrzał kobietę. Być może miała mniej niż trzydzieści lat. Była pogrążona w
głębokim śnie. Chłopak poczuł zawód. Zrezygnowany wyszedł z pomieszczenia i
ruszył dalej w głąb korytarza. Nie miał pojęcia gdzie się znajdował. Zaglądał
do kolejnych pomieszczeń. Nie w każdym leżeli pacjenci, niektóre pokoje były
puste i smutne, nawet lekko przerażające. Mimo, że był środek dnia, w tej
części szpitala panował jakby mrok. A do tego ta przerażająca cisza. Pachniało…
śmiercią. Louis potrząsnął głową, jakby chciał odpędzić te myśli od siebie.
Kontynuował poszukiwania tej, którą kochał. Wchodził do każdego możliwego
pomieszczenia licząc na to, że w którymś w końcu znajdzie Katy. Nic z tego.
Zapadła się jakby pod ziemię. Lekarze też nic nie mówili. Nawet Zaynowi, który
był jej najbliższą rodziną. Bardzo mu współczuł. Doskonale wiedział jak bardzo
to przeżywa. Rodzina była dla niego najważniejsza. Louis wszedł do innego
skrzydła. Szedł wąskim korytarzem, na którego końcu znajdowały się wielkie
białe drzwi. Nad nimi widniał napis: Sala
intensywnej terapii. Wstęp tylko dla personelu. Chłopak bez wahania sięgnął
do klamki i ją nacisnął. Nie obchodziły go w tym momencie jakieś głupie zasady.
Chciał znaleźć Katy. Musiał ją zobaczyć. Wkroczył do wielkiej sali, gdzie
znajdowało się wiele łóżek z pacjentami. Większość spała i nawet nie była
świadoma tego, że ktoś tu wszedł. Lou rozejrzał się po sali szukając swojej
dziewczyny. Nigdzie jej nie widział. Westchnął cicho. Po chwili usłyszał cichy
głos jakiejś kobiety.
-Szukasz może tej
młodej dziewczyny z pożaru?- jej głos był tak cichy, że chłopak musiał podejść
bliżej do kobiety. Wyglądała na bardzo chorą. Na jej słowa jednak w jego oczach
pojawiła iskierka. Iskierka nadziei. Przytaknął na pytanie pacjentki.
-Czy wie pani gdzie
ona jest?- spytał powstrzymując łzy cisnące się mu na powieki. Kobieta kiwnęła
głową w kierunku końca sali. Chłopak podążył za jej wzrokiem. W rogu sali
znajdowały się jeszcze jedne przeszklone drzwi , których wcześniej nie
zauważył- Dziękuję- powiedział szybko i udał się do drzwi. Przeczytał napis na
drzwiach: Pacjenci w stanie krytycznym. Louis
zacisnął wargi aby nie wybuchnąć płaczem. Nie wiedział czego się spodziewać za
drzwiami. Wziął kilka głębokich wdechów po czym odważył się wejść.
Awwwwwwwwwww Katy uwielbi ten rozdział. Gdyby nie Anna, która ją cały czas powstrzymywała napisałaby go i wstawiła już kilka miesięcy temu hah <3 Wgl mnsghvjsdfhj uwielbiamy, naprawdę kochamy ten rozdział <3333333 Mamy nadzieję, że Wam się tak samo spodoba :** no i jak tam w szkole? Już chill czy dalej walczycie o oceny? U Katy już w piątek wystawiają i cały tydzień była taka jazda, że masakra :// ale niedługo wakacje i chyba tylko ta myśl daje nam przeżyć ten tydzień, no i jeszcze 1D nam pomagają ale to jak zawsze <33 Komentujcie ;*
Kochamy Was<33
Anna&Katy