czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 39


         Zapłakana Katy opowiadała wszystko Annie. Blondynka z przejęciem wszystkiego wysłuchiwała. Nie wiedziała co powiedzieć kiedy siostra skończyła mówić, więc jedynie ją przytuliła i ucałowała w czoło. To nie powinno mieć miejsca. Żadna dziewczyna nie powinna była płakać przez chłopaka. A już nie na pewno jej siostra- aczkolwiek faktem było, że Katy miała skłonności do częstego płaczu. Gorąca czekolada nieco uniosła bliźniaczki na duchu.
-Wiesz co? Najgorsze w tym wszystkim jest rozstawanie się w gniewie. I co ja mu powiem jak znowu się spotkamy?- spytała przejęta, ale już nie płacząca Katy.
-Nie wiem. To co ci leży na sercu.
-To już zrobiłam. Efekt jest raczej… marny.
-Ale to nie powód żeby płakać- podsumowała Anna- Połóżmy się już. To był męczący dzień.
-Masz rację… Kładźmy się- przystała na propozycję siostry Katy i jako pierwsza zajęła łazienkę.
***
         Anna otworzyła oczy ciężko kaszląc. Zza gęstej mgły ujrzała Katy, która śpiąc również kasłała. Dziewczyna ponownie przymrużyła oczy. Zapewne to był jej sen, tak więc cierpliwie oddała się czekaniu, na jej conocną zjawę- ojca. Nie byłoby to nic nowego, gdyby nie nowa „sceneria” snu. Zazwyczaj wszystko odbywało się… nigdzie. W czarnej pustce, gdzie nie było gdzie uciekać. A teraz? Anna jeszcze raz otworzyła oczy i upewniła się- była w swoim i Katy pokoju. Czekała i czekała ale ojciec się nie zjawiał. Czyżby tej nocy miała zwykły sen? Bez okropnych oczu, wrzasku i bolesnych wspomnień? Po pokoju rozległ się ponownie kaszel Katy. Anna po chwili jej zawtórowała. W tym momencie zdała sobie sprawę, że jest całkiem zlana potem. Faktycznie w pokoju było bardzo gorąco. Jak na prawdziwych tropikach. Dziewczyna usiadła na łóżku zdezorientowana. Kolejne serie kaszlu wydobywały się z jej i Katy ust. Nagle oprzytomniała. Zerwała się z łóżka i otworzyła drzwi sypialni, przez które w jednej chwili wkradły się jęzory ognia. Dziewczyna nie wierzyła w to co widzi. Mieszkanie płonęło. Spanikowana rzuciła się do łóżka siostry.
-Katy! Katy! Wstawaj! Błagam cię wstawaj!- krzyczała, czując jakby z każdym wdechem jej płuca płonęły. Katy otworzyła oczy, przy czym wyrzuciła z siebie kolejną serie kaszlu.
-Co się dzieje?- wykrztusiła jeszcze nie do końca obudzona.
-Pali się!- krzyczała Anna na co źrenice Katy raptownie zmalały. Usłyszały straszny hałas. Przerażone popatrzyły na siebie. Przez moment myślały, że budynek się wali, jednak ich wątpliwości rozwiał widok Josha.
-Nic wam nie jest?!- wykrzyczał i przedarł się przez płomienie do pokoju dziewczyn- Wybaczcie mi ale wyważyłem u was drzwi- a więc stąd pochodził hałas- Nie mogłem znaleźć klucza… Ponieważ komoda, w której go trzymałem właśnie płonie- starał się zażartować Josh, ale chyba nikomu nie było teraz do śmiechu. Chłopak głęboko zakaszlał.
-Musimy się stąd jak najszybciej wydostać- powiedział już całkiem poważnie.
-Trzeba gdzieś zadzwonić! Po pomoc!- mówiła przerażona Katy a łzy cisnęły jej się do oczu.
-Nie będziemy tracić czasu na szukanie telefonu Katy! Na pewno przechodnie widzą, że budynek płonie. Ich zadaniem jest dzwonić po pomoc, a naszym walczyć o życie- mówił głośno Josh. Temperatura panująca w pomieszczeniu coraz bardziej dawała się we znaki. Cała trójka przysłoniła sobie usta koszulkami. Starali się iść omijając kontakt z ogniem, który był praktycznie wszędzie. Pierwszym sukcesem było wydostanie się na klatkę schodową. I tam jednak nie było lepiej, o ile nie gorzej. Josh puścił Anne przodem pokazując aby ostrożnie schodziła po schodach. Obrócił się aby uczynić to samo do Katy, jednak nigdzie jej nie było. Anna też to spostrzegła i wróciła się do chłopaka.
-Uciekaj Anna! Ja jej poszukam…
-Bez mojej siostry się nie ruszę!- krzyknęła Anna głosem tak stanowczym, że Josh nie miał zamiaru się sprzeciwiać. Okazało się, że Katy siedziała skulona przy wyjściu z mieszkania dziewczyn.
-Co ty robisz?! Katy!- krzyczała Anna, ona jednak nie była w stanie jej odpowiedzieć. Josh przykucnął przy brunetce. Łzy lały się jej strużkami i miała bardzo płytki oddech. Chłopak chciał pomóc jej wstać, ale Katy nie była w stanie się ruszyć.
-Nawdychała się za dużo dymu- mówił Josh i ciężko zakaszlał- Uciekaj Anna. Proszę, ja się nią zajmę- mówił ale spotkał się jedynie z przeczącą głową Anny.
-Zrozum, że jeżeli chcesz pomóc musisz iść!- wydarł się Josh. Dziewczyna ze łzami w oczach popędziła na schody. W tym czasie Josh wziął Katy na ręce i poczuł jak jej głowa bezwiednie opada mu na ramie. Straciła przytomność. Chłopak ostrożnie szedł przed siebie. Cały czas dokuczał mu kaszel. Schodził właśnie po schodach, gdy drogę zatorowała mu „lawina”. Zdał sobie sprawę, że budynek ledwo stoi, a przed chwilą zablokowano mu ostatnią drogę ucieczki.
         Anna wybiegła na zewnątrz. Udało się. Czuła jak zimne powietrze łagodzi ból w jej płucach. Popatrzyła na płonący blok, który otoczyła już grupka ludzi. Ze wszystkich okien leciał dym. Anna zasłoniła usta dłonią i zaczęła szlochać. Nie obchodziło ją, że wszyscy na nią patrzą i słyszą jak niemal krzyczy, momentami dławiąc się od własnych łez. Cały czas patrzyła z nadzieją w drzwi wejściowe budynku, jednak Josha i Katy nie było. Anna opanowała przez chwilę płacz i podeszła do jednego z przechodni.
-Muszę zadzwonić.
         Zayn spał słodko do póki nie obudził go dzwonek telefonu. Zastanowił się czy odebrać. To był jakiś nieznany numer. Istniała możliwość, że to Simon czy ktoś taki, więc ostatecznie nacisnął zieloną słuchawkę. Zdumiał się gdy usłyszał po drugiej stronie swoją siostrę.
-Anna? Młoda, jest szósta nad ranem…- zaczął, jednak to co usłyszał przeszło jego oczekiwania. Godzina nie miała znaczenia. Nic nie miało znaczenia. Patrzył pusto w ścianie, gdy jego siostra się rozłączyła. Czuł jak wzbiera się nim gniew i zarazem smutek nie do opisania. Wstał z łóżka. Już nie czuł się zaspany. Podszedł do grzejnika i kopnął w niego z całej siły, tak że jedna jego boczna część odpadła. Do pokoju wparował Liam.
-Co się stało?!- spytał przerażony.
-Anna i Katy… Musimy iść!- krzyknął mulat z trudem tłumiąc płacz.
         W ułamku sekundy piątka chłopaków zjawiła się przed dymiącym budynkiem. Straż pożarna była na miejscu. Zayn szedł nie zwracając uwagi na tłum zebrany przed blokiem. Zanim podążali równie zdenerwowani Harry, Louis, Liam i Niall. Zayn poczuł się jak w siódmym niebie gdy kątem oka dostrzegł Annę opatuloną kocem i siedzącą przy wozie strażackim. Pobiegł do niej najszybciej jak potrafił. Cała była brudna, a włosy stały jej na wszystkie strony. Zayn usiadł i nie dusząc płaczu przytulił siostrę. Anna była z początku zaskoczona, ale po pewnym czasie odwzajemniła uścisk. Czuła jak łzy jej brata spadają na jej odsłonięte ramie.
-Tak się martwiłem- powiedział przez łzy Zayn. Pozostała czwórka stała i czekała na swoją kolej by wyściskać Anne.
-Gdzie Katy?- spytał Louis zmartwionym tonem. Nie był jednak gotowy na taką odpowiedź. Anna wzięła głęboki wdech. Pragnęła wszystko powiedzieć. Od początku do końca. Jednak emocje wzięły górę. Wybuchła płaczem. Zayn odsunął się od blondynki. On także nie oczekiwał takiej odpowiedzi.
-Gdzie jest Katy???- zapytał tym razem Zayn. Anna dalej płakała. Harry usiadł przy niej i objął ramieniem.
-Ciiii… spokojnie. Anna, powiedz nam gdzie Katy- mówił cichym i nieco zachrypniętym głosem Harry. Anna drżącą ręką pokazała na płonący budynek.
-Nie… to niemożliwe…- powiedział Zayn i wstał jak oparzony. Louis wyglądał jakby krew mu odpłynęła z twarzy. Wszyscy tak wyglądali. Mulat ruszył w kierunku drzwi do bloku, gdy jakaś ręka go zatrzymała.
-Nie wolno ci tu wchodzić.
-A wolno mi patrzeć jak moja siostra się w środku pali?!?!?!?! Wpuść mnie!- krzyczał Zayn, gdy dwójka innych strażaków chwyciła go pod ręce. Podbiegli do nich Louis i Niall i pomogli odciągnąć Zayna od strażaka. Mieli wrażenie, że mulat zaraz wydrapie mu oczy.
-Uspokój się- mówił z trudem Louis.
-W ten sposób nic nie zdziałasz- potwierdził Niall, chociaż sam miał ochotę wpaść do tego budynku i wyciągnąć stamtąd Katy- Trzeba czekać- dodał. Oddech Zayna stopniowo się uregulował.
-Myślicie, że powinienem zadzwonić do mamy?
-Myślę, że powinieneś zadzwonić jak będzie po wszystkim- odpowiedział Louis. Zayn przytaknął i z bólem usiadł powrotem koło Anny.
         Josh czuł jak z każdą minutą jego ciało nabiera temperatury. Brakowało mu powietrza i sił, a musiał jeszcze zadbać o nieprzytomną Katy. Dziewczyna nadal płytko oddychała. Chłopak kilkakrotnie próbował ocucić dziewczynę, jednak bez skutku. Tak naprawdę miał tylko jedną drogę, jaką mógł by się poruszyć, ale na pewno nie uciec. Były to schody prowadzące w górę. Po chwili wahania wziął Katy na ręce i ciężko zadyszał. Powlókł się schodami na górę. Po przejściu dwóch pięter zauważył okno przy złączeniu schodów. Jak najszybciej umiał wdrapał się jeszcze wyżej i otworzył okno, przy okazji oparzając sobie rękę od nagrzanej klamki. Ułożył Katy delikatnie na podłodze i wychylił głowę. Łapczywie wdychał powietrze z zewnątrz. Wtedy ujrzał powóz strażacki, a przy nim piątkę chłopaków i…Anne! Przynajmniej jej się udało. Josh zaczął krzyczeć w ich kierunku jednak nie uzyskał żadnej reakcji. Poczuł jak wzbiera się w nim bezradność. Poddał się. Usiadł przy nieprzytomnej dziewczynie. Łzy popłynęły mu po policzkach. Tyle było przed nim… tyle planował… I miał tak po prostu zginąć? Zerknął na Katy.
-Przepraszam… Wybacz mi, jeśli cię zawiodłem. Ciebie i Anne. Tak mi przykro…- mówił i płakał zarazem. Zauważył, że wokół niego i Katy jest coraz więcej dymu. Zakaszlał. Był przekonany, że to koniec. Zrezygnowany wyjrzał jeszcze raz przez okno. Teraz już nikt nie mógł go przez nie zobaczyć, ponieważ uciekający przez okno czarny dym tworzył ścianę, przez którą nie można było nic dostrzec. Josh przymknął oczy. Zaczął wystukiwać dłońmi o palącą się podłogę rytm jednej z piosenek. Zapragnął teraz usiąść przy perkusji, i zagrać ten ostatni raz, aby każdy go usłyszał. Teraz to nie było możliwe. Czuł jak braknie mu sił. Temperatura była nie do zniesienia. Popatrzył jeszcze raz w stronę okna. Może powinien wyskoczyć? Zabić się po prostu… skrócić męki? Ale co z Katy? Właściwie to nie wiedział nawet czy się jeszcze obudzi. Zastanowił się. Jakby nie patrzeć, jego i dziewczynę czekała śmierć. Zdążył się pogodzić z tą myślą, jednak nadal wywoływała ona u niego przypływ łez. Postanowił już. Wstał. Czuł, że ma nogi jak z waty. Ostrożnie wszedł na parapet okna i postarał się jeszcze raz wziąć wdech. Cały trząsł się na myśl, że zaraz skoczy. Przed oczami stanął mu obraz jego całej rodziny. Puścił framugi okna. Zrobił maleńki kroczek w przód. Popatrzył na Katy. Gdyby była przytomna nigdy by nie pozwoliła, aby Josh popełnił samobójstwo. Tym lepiej, że usnęła, być może i na zawsze. Josh zamknął oczy. Zaczął się delikatnie chwiać. Przód, tył, przód, tył…aby zaraz polecieć wolny od dymu i ognia… i zakończyć to wszystko. Jeszcze raz w przód… jeszcze raz w tył… i ostatni raz w przód…
-Stój!- rozległ się donośny męski głosy. Josh momentalnie stracił równowagę i runąłby w dół gdyby nie silna ręka oplatająca jego ramie. Dalej była już tylko ciemność.
         Zayn ujrzał potężnego strażaka niosącego… Josha. To był Josh. Nieprzytomny. Zayn wstał i pobiegł w tamtą stronę. Louis tylko wstał, reszta wypatrywała. Wszyscy tracili nadzieję, gdy z budynku dosłownie wybiegł strażak niosący na rękach drobinkę, którą nieuchronnie była Katy. Uśmiechy na ich twarzach jednak szybko znikły, gdy ten krzyknął.
-Szybko! Brać ją do szpitala! Długo nie pociągnie!- darł się strażak. Na jego słowa podbiegło kilka lekarzy z wózkiem. Przełożyli na niego brunetkę.
-Ta dziewczyna… ona umiera! Nie traćmy na nią czasu, ratujmy tych, których się nam uda uratować- skomentował naburmuszony lekarz przy kości, jednak wtedy przybiegła bardzo młoda kobieta.
-Przejmuję ją pod swoje leczenie!- krzyknęła i poinstruowała kilkoro ludzi aby zabrali wózek do karetki. Rzuciła ostre spojrzenie grubemu i znudzonemu lekarzykowi i pobiegła do powozu. Do Anny również podeszło kilkoro lekarzy i załadowali ją do karetki, a razem z nią piątkę chłopaków.
***
         Anna leżała w szpitalowym łóżku. Wdychała tlen wydobywający się spod maski. Nadal miała wrażenie, że to wszystko to zwykły sen. Pragnęła uszczypnąć się w rękę i ujrzeć uśmiechniętą Katy. Harrego siedzącego przy sobie… Zayna wymądrzającego się na jakiś temat. Szczęśliwego Liama z Danielle, zajadającego się Nialla i psocącego Louisa. Za każdym razem kiedy uchylała powieki widziała jednak białą szpitalną ścianę. To był jakiś koszmar. Nagle do sali wszedł Harry. Tak bardzo chciała się do niego uśmiechnąć, jednak maska jej to uniemożliwiała. Chłopak chyba to zrozumiał bo po chwili ułożył dłoń na przedmiocie zasłaniającym jej usta i spytał:
-Mogę?- Anna potwierdzająco kiwnęła głową. Loczek delikatnie usunął maskę i gdy upewnił się, że bez niej Anna może normalnie oddychać ułożył ją na jej klatce piersiowej.
-Hej- powiedział i oplótł swoimi palcami dłoń Anny.                         
-Hej- odpowiedziała dziewczyna. Nie mogła powstrzymać łez napływających jej do oczu. Harry również się nie powstrzymywał. Zaczął płakać.
-Nie wiem co bym zrobił gdyby coś ci się stało- mówił przez łzy. Anna zaszlochała- Tak bardzo cię kocham- mówił. Dziewczyna się delikatnie odsunęła, a Harry w miarę możliwości ułożył się obok niej.
-Ale już dobrze… Już nic ci nie grozi- mówił szeptem i co drugie słowo całował dziewczynę w czoło. Anna w ramionach chłopaka odetchnęła z ulgą. Zebrała się w sobie.
-Powiedz mi- powiedziała, a Harry popatrzył na nią pytająco- Powiedz mi co z Katy, Joshem, Louisem, Zaynem… Błagam. Obiecuję, że nie będę płakać ani robić żałosnych min- prosiła Anna. Harry nie był w stanie jej odmówić.
-Z Zaynem krucho. Jest załamany na tyle, że jeszcze nie zadzwonił do matki. Ale Niall i Liam z nim siedzą. Wspierają go bardzo, więc nie musisz się martwić. Liam i Niall też bardzo to przeżywają, ale trzymają się lepiej od Zayna. Louis… sam nie wiem. Kręci się po szpitalu i od czasu… no wiesz, pożaru, nie odezwał się ani razu. Jest jak nieobecny. Masakra… a ja się jakoś trzymam. Ale nadal się martwię o… nie ważne. Nie powinnaś się teraz zamartwiać. Chcesz coś do picia?
-Harry- odpowiedziała wyczekująco dziewczyna.
-Hm?
-Katy. Katy i Josh. Co z nimi? I nie waż się kłamać bo ja i tak dowiem się prawdy…- mówiła stanowczo Anna. Harry wiedział, że nie ma co owijać w bawełnę. Poza tym wolał aby Anna wiedziała wszystko od niego a nie jakiejś przypadkowo napotkanej osoby.
-Josh… nienajlepiej. Gdy strażacy go wynosili był nieprzytomny, ale ponoć długo się trzymał… Już odzyskał przytomność i jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Chyba gorzej ucierpiał psychicznie niż fizycznie. Wiesz on…- zaczął Hazza zanim ugryzł się w język. Teraz było jednak za późno- Anna, Josh chciał popełnić samobójstwo. Ponoć strażacy chwycili go w ostatniej chwili… Chciał skoczyć z okna.
-O mój Boże…- skomentowała Anna i zakryła dłonią usta. Obiecała, że nie będzie płakać, ale czuła, że lada moment łzy same polecą z jej oczu. To co usłyszała wstrząsnęło nią. Josh chciał popełnić samobójstwo? Nie mogła w to uwierzyć. Czekała aż Harry kontynuuje, jednak on wyglądał jakby skończył.
-Katy. Harry powiedz mi co z Katy!
-Ona… nie wiem. Naprawdę nie wiem co z nią, inaczej bym ci powiedział. Lekarze milczą na jej temat… ponoć nie jest najlepiej. Straciła przytomność na bardzo długo i szczerze… nawet nie wiem czy się obudziła- słowa z trudem wychodziły z ust Loczka- Zayn dostaje białej gorączki. Chciał ją koniecznie zobaczyć, choćby przez szybę, ale kategorycznie tego zabraniają…- skończył mówić bo widział już pojedyncze krople na policzkach Anny.
-Przepraszam… przecież obiecałam, że nie będę… ale dlaczego? Dlaczego ja i Katy?- zaczęła cichutko chlipać w koszulkę Harrego- Muszę się z nią zobaczyć.
-Obiecuję, że jak tylko to będzie możliwe, razem do niej pójdziemy. Okej?- Anna niechętnie kiwnęła głową- A teraz odpoczywaj- dokończył Harold i najdelikatniej jak potrafił objął Anne.
         Louis błądził po przesadnie czystych korytarzach. Nie miał pojęcia co ze sobą zrobić. Cały czas nosił na sobie poczucie winy. Miał wrażenie, że gdyby nie pokłócił się z Katy… a z resztą czy to by coś zmieniło? Raczej nie… ale rozstali się w gniewie i to tylko przez niego. Wstał i jak tchórz uciekł od tematu ich kłótni zostawiając z tym Katy. Nie chciał myśleć jak dziewczyna musiała się czuć, ile wieczoru przez niego przepłakała. A poza tym w tym co mówiła do niego Katy było sporo prawdy. Ostatnio w ogóle się nie przykładał. Nie dawał z siebie wszystkiego i coraz mniej czasu spędzał z Katy. Miała prawo się zdenerwować. Louis tak bardzo pragnął jej to powiedzieć, przeprosić ją… Ocknął się nagle. Miał wrażenie jakby chodził we śnie. Prawie niczego nie rejestrował, po prostu szedł tam gdzie prowadziły go nogi. Nadal nie mógł uwierzyć w tą tragedię… że to wszystko działo się naprawdę. I nie tylko on tak myślał. Rozejrzał się dookoła. Znajdował się ciemnym i pustym korytarzu. Zauważył, że w jednym z rozmieszonych po bokach pokoi świeci się malutkie światełko. Poszedł w jego kierunku. Zajrzał do niewielkiego pomieszczenia. Źródłem światła był malutki monitor pokazujący jakieś dane. Rozejrzał się zaciekawiony. W rogu zauważył łóżko, a w nim opatuloną postać. Podszedł bliżej. Sam nie wiedział czemu ale łudził się, że to może być Katy. Że zaraz się obróci do niego, usiądzie na łóżku i poklepie miejsce obok siebie na znak aby obok niej usiadł. Stanął przy rogu łóżka i ujrzał kobietę. Być może miała mniej niż trzydzieści lat. Była pogrążona w głębokim śnie. Chłopak poczuł zawód. Zrezygnowany wyszedł z pomieszczenia i ruszył dalej w głąb korytarza. Nie miał pojęcia gdzie się znajdował. Zaglądał do kolejnych pomieszczeń. Nie w każdym leżeli pacjenci, niektóre pokoje były puste i smutne, nawet lekko przerażające. Mimo, że był środek dnia, w tej części szpitala panował jakby mrok. A do tego ta przerażająca cisza. Pachniało… śmiercią. Louis potrząsnął głową, jakby chciał odpędzić te myśli od siebie. Kontynuował poszukiwania tej, którą kochał. Wchodził do każdego możliwego pomieszczenia licząc na to, że w którymś w końcu znajdzie Katy. Nic z tego. Zapadła się jakby pod ziemię. Lekarze też nic nie mówili. Nawet Zaynowi, który był jej najbliższą rodziną. Bardzo mu współczuł. Doskonale wiedział jak bardzo to przeżywa. Rodzina była dla niego najważniejsza. Louis wszedł do innego skrzydła. Szedł wąskim korytarzem, na którego końcu znajdowały się wielkie białe drzwi. Nad nimi widniał napis: Sala intensywnej terapii. Wstęp tylko dla personelu. Chłopak bez wahania sięgnął do klamki i ją nacisnął. Nie obchodziły go w tym momencie jakieś głupie zasady. Chciał znaleźć Katy. Musiał ją zobaczyć. Wkroczył do wielkiej sali, gdzie znajdowało się wiele łóżek z pacjentami. Większość spała i nawet nie była świadoma tego, że ktoś tu wszedł. Lou rozejrzał się po sali szukając swojej dziewczyny. Nigdzie jej nie widział. Westchnął cicho. Po chwili usłyszał cichy głos jakiejś kobiety.
-Szukasz może tej młodej dziewczyny z pożaru?- jej głos był tak cichy, że chłopak musiał podejść bliżej do kobiety. Wyglądała na bardzo chorą. Na jej słowa jednak w jego oczach pojawiła iskierka. Iskierka nadziei. Przytaknął na pytanie pacjentki.
-Czy wie pani gdzie ona jest?- spytał powstrzymując łzy cisnące się mu na powieki. Kobieta kiwnęła głową w kierunku końca sali. Chłopak podążył za jej wzrokiem. W rogu sali znajdowały się jeszcze jedne przeszklone drzwi , których wcześniej nie zauważył- Dziękuję- powiedział szybko i udał się do drzwi. Przeczytał napis na drzwiach: Pacjenci w stanie krytycznym. Louis zacisnął wargi aby nie wybuchnąć płaczem. Nie wiedział czego się spodziewać za drzwiami. Wziął kilka głębokich wdechów po czym odważył się wejść.


Awwwwwwwwwww Katy uwielbi ten rozdział. Gdyby nie Anna, która ją cały czas powstrzymywała napisałaby go i wstawiła już kilka miesięcy temu hah <3 Wgl mnsghvjsdfhj uwielbiamy, naprawdę kochamy ten rozdział <3333333 Mamy nadzieję, że Wam się tak samo spodoba :** no i jak tam w szkole? Już chill czy dalej walczycie o oceny? U Katy już w piątek wystawiają i cały tydzień była taka jazda, że masakra :// ale niedługo wakacje i chyba tylko ta myśl daje nam przeżyć ten tydzień, no i jeszcze 1D nam pomagają ale to jak zawsze <33 Komentujcie ;*
Kochamy Was<33
Anna&Katy


środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 38



         Powoli robiło się ciemno i chłodno. Wagoniki stały w miejscu już od ponad czterdziestu minut. Pasażerów, którzy byli stosunkowo nisko nad ziemią ściągnięto na drabinach. Jednak cała paczka nie miała na co liczyć. Zaczynając od Harrego i Anny, którzy byli na samym szczycie, kończąc na Niallu i Zaynie, których wagonik był w ponad połowie wysokości. Nikt nawet się nie łudził, że ktoś może ich ściągnąć. Po kolejnych dwudziestu minutach zrobiło się kompletnie ciemno. Pod koniec lutego nadal szybko robiło się ciemno. Dochodziła godzina dziewiętnasta.
-Jak jeszcze dłużej nas tu potrzymają to chyba zamarznę- powiedziała Anna pocierając rękoma swoje ramiona. Harry siedział na ławce. Mu też powoli robiło się zimno. Dał jej znak ręką aby usiadła koło niego. Anna pośpiesznie to uczyniła. Chłopak objął ją swoim silnym ramieniem i pocierał swoją ręką o jej ramię, żeby było jej cieplej. Anna swoje dłonie schowała do kieszeni kurtki ale Harold po chwili je z nich wyjął i włożył je między swoją smyrając je kciukiem. Dziewczyna czuła się jak w niebie. Już od jakiegoś czasu przestała postrzegać chłopaka tylko jako przyjaciela. Do głowy wpadły jej wszystkie wspomnienia związane z Hazzą. Przypomniało jej się jak go poznała, jak wyżaliła się mu w parku, jak dała mu kosza. Przypomniała sobie też co wyprawiał podczas słynnej imprezy, jak jej pomógł po całej sytuacji z Benem… W tym momencie zrozumiała, że nikt inny nie był dla niej tak ważną w postacią w jej życiu. Zawsze mogła na niego liczyć. Mogła się z nim pośmiać, popłakać i robić wszystko na co ma ochotę. Przy nim nie musiała nikogo udawać. On ją tolerował taką jaką jest. Uwielbiała jego oczy, loki, dołeczki i uśmiech. Był…idealny. Wcześniej była zaślepiona „idealnością” Bena i nie zauważyła prawdziwej miłości, która cały czas był pod jej nosem. Spojrzała na niego. Po chwili szybko odwróciła swój wzrok, gdy chłopak zauważył, że się na niego patrzy. Harold uśmiechnął się pod nosem i zacisnął pewniej swoją rękę na jej ramieniu. Ta chwila ciągnęła się w nieskończoność. Po kilku minutach ponownie rozległ się dźwięk głośników.
-Jeszcze raz przepraszamy za awarię. Naprawa nie powinna nam zająć dużo czasu. Jednak dla pasażerów wagoników znajdujących się na górze w ramach rekompensaty przygotowaliśmy pokaz fajerwerków. Przepraszamy i prosimy o wyrozumiałość i cierpliwość- na te słowa Anna wstała cała podekscytowana i oczekiwała na pokaz przygotowany między innymi dla niej, podobnie zareagowała Katy. Cała promieniała gdy usłyszała o sztucznych ogniach. Lou bawiły tego typu zachowania dziewczyny- tak jak teraz cieszyła się jak małe dziecko, tylko z powodu jakiś fajerwerk. Nie mógł powstrzymać uśmiechu i kiedy zniecierpliwiona nadęła się.
-No i gdzie te fajerwerki?- spytała z grymasem na twarzy- Zimno mi…
-No to chodź tu- powiedział. Katy nie mogła zrozumieć czemu go tak wszystko śmieszyło. Poza tym nie miała zamiaru przybiegać do niego na każde zawołanie. Zamiast tego zerknęła do wagoniku niżej, gdzie siedział Zayn i Niall. Pomachała im. Chłopcy odwzajemnili gest.
-Komu machasz?- spytał Lou.
-W wagoniku niżej są niezłe ciacha…- powiedziała ponętnym głosem. Louis zerwał się na nogi i w ułamku sekundy był przy barierce. Gdy ujrzał Zayna i Nialla odetchnął z ulgą.
-Oj nie bądź już taki zaborczy… Lou, obchodzisz mnie tylko ty.
-Jakoś rzadko dajesz mi to do zrozumienia- naburmuszył się Louis.
-Och, jaki ty biedny- powiedziała Katy. Przeczesała włosy chłopaka- W takim razie trzeba dać ci to jakoś do zrozumienia…- dodała i mocniej zacisnęła palce wpleciona w brązowe włosy Lou. Drugą podtrzymywała jego tors, chcąc zachować lekką odległość. Oczywiście Louis nie był za tym i przesunął jej rękę na swoją szyję, przy okazji zmniejszając dystans między nimi do zera. Wkrótce całkowicie przejął inicjatywę, nie dając Katy się wykazać. Coraz zachłanniej całował brunetkę. Co chwilę pomrukiwał z zadowolenia, a Katy cicho chichotała. Nieszczęsny Zayn nie mógł na to nic poradzić i przyglądał się temu wszystkiemu.
-Stary odpuść nic na to nie poradzisz…- powiedział Irlandczyk widząc zatroskanego Zayna.
-Może i masz rację… No bo w końcu się kochają… Katy jest duża i wie co robi, a mi nic do tego- przekonywał sam siebie mulat.
-Zuch chłopak- zaśmiał się blondyn. Zayn chciał się już oderwać od barierek gdy ujrzał dłonie Louisa na pupie Katy.
-Nie no… trzymaj mnie Niall, albo go zabiję.
-Kogo?
-Louisa!- krzyczał Zayn, oglądając rozwój sytuacji.
-Za co?
-Obmacuje moją siostrę!
-To chyba normalne, jak się kogoś kocha… Zayn, nie będziesz mógł wiecznie kontrolować życia bliźniaczek. Zgarniasz je z imprez, na wszystko muszą mieć twoją zgodę… Jeszcze tego brakuje, żebyś zakazał im spotykania się z chłopakami! Wyluzuj…
-Może i masz rację… Ale ja się o nie martwię…
-Umówmy się… Jak któryś z nas skrzywdzi twoje siostry to dorwiemy go razem, okej? A teraz siadaj i wyluzuj Zayn.
-Dobra… już siadam…-odpowiedział i posłusznie usiadł na swoje miejsce.
         Fajerwerki miały zacząć się za dwie minuty. Ludzie zebrali się na placu pod diabelskim młynem.
-No chodź tu Harry! Stąd będzie lepszy widok!- zawołała go robiąc dla niego miejsce przy barierce. Chłopak posłusznie do niej podszedł. Od rozpoczęcia dzieliły ich sekundy. Po chwili Anna usłyszała dźwięk wystrzeliwanych fajerwerków. Podskoczyła lekko. Było głośniej niż się spodziewała. Ale to całe czekanie opłaciło się. Widok był niesamowity.
-To jest piękne- powiedziała po chwili Anna.
-Ty jesteś piękna- usłyszała słowa loczka i poczuła jak obraca ją tak, że teraz stali naprzeciw siebie- Jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek widziałem. Spodobałaś mi się już tego dnia kiedy przyszłaś razem z Katy do pokoju Liama. Uwielbiam spędzać z tobą czas, rozmawiać z tobą, patrzyć jak się śmiejesz. Uwielbiam też twoje oczy, włosy…zapach- odgarnął jej włosy z czoła- Jesteś taka piękna. I wiem, że ty nie czujesz tego samego ale musisz wiedzieć, że ja będę czekać. Nie chcę nikogo innego. Chce ciebie- w oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Jeszcze nikt wcześniej nie mówił o niej takich rzeczy- Kocham cię. Pamiętaj, będę czekać. Nie…- nie zdążył dokończyć bo poczuł na swoich ustach smak jej ust. Nie mógł w to uwierzyć. Miał ochotę wykrzyczeć na cały głos, jak bardzo się cieszył. Nie mógł się jednak ruszyć. Był w głębokim szoku. Oczywiście był też szczęśliwy. Przyciągnął ją bliżej siebie nie przestając jej całować. Anna była usatysfakcjonowana. W tym momencie wiedziała, że to on jest tym jedynym. Całował ją tak delikatnie, a dodatkowo masował jej plecy swoimi dłońmi, co tylko dalej ją motywowało. Wpięła swoje dłonie w jego bujne loki. Uwielbiała się nimi bawić. Nie przestawali się całować. Fajerwerki nad ich głowami dodawały tylko romantyzmu całej sytuacji. Harold przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie o ile to było możliwe. Powoli zaczęło im brakować powietrza w płucach mimo tego nikt nie chciał przerywać tej chwili. Po kilku sekundach jednak Anna otworzyła oczy i powoli odsunęła się od chłopaka. Popatrzyła mu głęboko w oczy, a po jej policzku spłynęła łza. Łza szczęścia.
-Dlaczego płaczesz piękna?- spytał się zatroskany ocierając kciukiem łzę z jej policzka. Dziewczyna uśmiechnęła się.
-Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mi się w życiu przytrafiła- powiedziała jeszcze raz bawiąc się jego lokami, po czym znów go pocałowała. Po chwili usłyszała dziki krzyk z wagonika pod sobą. Oderwała swoje usta od jego i spojrzała w dół. To była jej siostra.
-Bożeeeeeeeee!!! Wreszcie! Dobry plan Hazza nie powiem!- krzyczała szczęśliwa Katy- Ale nie przeszkadzajcie sobie gołąbeczki moje!- Anna uśmiechnęła się i wtuliła się w Harolda. Chłopak chwilę jeszcze patrzył na wagonik pod nimi. Kiwnął głową na znak podziękowania Lou, za to że pomógł mu zrealizować jego niecny plan. Przeniósł wzrok z powrotem na dziewczynę, którą trzymał w objęciach. Podniósł jej podbródek tak aby mógł widzieć jej śliczne zielone oczy.
-Nawet nie wiesz jak długo na ciebie czekałem- powiedział powodując uśmiech na jej twarzy. Poczuł wewnętrzne ciepło i satysfakcję. Potrafi sprawić, że się uśmiecha.
-W końcu się doczekałeś. Warto było?- spytała ale nie otrzymała odpowiedzi bo chłopak przycisnął jej usta do swoich. Anna miała motylki w brzuchu. Nigdy w życiu chyba nie była jeszcze tak szczęśliwa-Uznam to jako potwierdzenie- powiedziała odrywając się od niego. Wtuliła się w niego zaciągając się jego zapachem.
-Harry?- spytała po chwili.
-Hm?- mruknął gładząc ręką po jej włosach.
-Kocham cię- odpowiedziała pewnie, bo teraz była stu procentowo pewna, że to co czuje do tego chłopaka to właśnie miłość. Hazza na jej słowa przytulił ją mocniej i pocałował w czubek głowy. Stali tak razem wtuleni i wpatrywali się w niebo pełne fajerwerków.
         Katy nie mogła usiedzieć w miejscu. Tak bardzo chciała znów spojrzeć na szczęśliwą siostrę i Harrego. Postanowiła jednak dać im trochę prywatności.
-Usiądź wreszcie Katy- powiedział do niej jej chłopak. Dziewczyna uczyniła to lecz po chwili znów wstała i zaczęła chodzić w tam i z powrotem.
-Czyż oni nie są uroczy? Widziałeś jej minę? W życiu nie widziałam jej takiej szczęśliwej! Boże jak ja się cieszę, że Harry w końcu jej to powiedział!- mówiła w kółko.
-Mam wrażenie, że zapomniałaś, że ja też tu jestem…- westchnął Lou.
-Ah Louis! Rzeczywiście! Nie zauważyłam cię wcześniej!- zaśmiała się Katy i podeszła do niego bliżej całując go w policzek. On obrócił ją tyłem do siebie i objął w pasie.
-Głupia ty. Patrz o tam!- wskazał na białe fajerwerki tuż nad ich głowami. Po chwili poczuli jak wagonik powoli rusza z miejsca. Widocznie pracownicy już, a raczej w końcu naprawili awarię. Po kilku minutach byli już na samym dole gdzie czekała Anna przyciśnięta plecami do klatki Harolda. Po chwili zauważyli też wysiadającego Nialla i Zayna. Ah jaką oni dopiero mieli romantyczną przejażdżkę.
-Co ty się tak darłaś tam na górze?- spytał Zayn Katy stając naprzeciwko niej. Dziewczyna kiwnęła tylko głową w stronę gdzie Harry stał razem z Anną.
-Oh… rozumiem. Widzę, że czeka mnie jeszcze jedna rozmowa z chłopakiem mojej siostry- powiedział i mrugnął okiem do Louisa, który widocznie taką rozmowę już przeszedł. Katy spojrzała na niego z zaciekawieniem próbując wyczytać z jego twarzy jakieś emocje związane z tym doświadczeniem, jednak nic nie wyczytała. Po upłynięciu cała szóstka zobaczyła jak Liam wychodzi z wagonika trzymając Danielle za rękę. Niall westchnął i popatrzył na wszystkie zakochane pary wokoło. Prawie każdy stał teraz ze swoją drugą połówką. Słodziak rozejrzał się dookoła placu, na którym stali. Wokół niego było dużo stoisk z mini grami, mini barów i kilka knajpek.
-Może pogramy w coś chwilę?- zaproponował Irlandczyk całej grupie. Wszyscy chętnie pokiwali głowami. Podeszli do pierwszego stanowiska. Gra polegała na zrzuceniu trzech puszek za pomocą małych piłeczek. Gra z początku wydawała się nie trudna lecz po kilku minutach nieudanych prób większość się poddała. Na placu boju został tylko Zayn i Liam. Toczyli zawziętą walkę o nagrodę- pluszową małpkę. Mulat zestrzelił już dwie puszki. Została mu ostatnia piłeczka. To od niej zależało czy wygra czy nie. Przymrużył jedno oko, żeby mieć lepszą widoczność, wymierzył i rzucił. Piłeczka o milimetry minęła puszkę. Wzruszył ramionami i dołączył do reszty siedzącej na ławce i dalej obserwował jak radzi sobie Daddy Direction. Liam spojrzał na swoją małą widownie. Przejechał wzrokiem po twarzach swoich przyjaciół i zatrzymał się na tej, dla niego najważniejszej. Wskazał na nią palcem w geście, że to dla niej chce wygrać. Danielle się zaśmiała i zarumieniła. Chłopak wziął do ręki małą kulkę i po chwili wszyscy usłyszeli dźwięk upadającej na ziemię pierwszej puszki. Nie minęła minuty kiedy pracownik stoiska musiał zdejmować z wysokiej półki pluszaka. Facet z obsługi podał go Liamowi, a ten podszedł z nagrodą do Dan.
-Bardzo proszę- powiedział wręczając misia dziewczynie, na co ona cicho zachichotała.
-Dziękuję- odpowiedziała oblana cały czas rumieńcem.
         Dziewczyny zamknęły za sobą drzwi od mieszkania i rzuciły się w stronę sypialni. Były wykończone. Ten wypad do wesołego miasteczka je zmęczył. Obydwie opadły na swoje łóżka. Sen cisnął im się na powieki kiedy Katy nagle się coś przypomniało.
-Anna! Opowiadaj jak było! Dobrze całuje? Co ci powiedział? Wyznał ci miłość?- zadała serię pytań prostując się. Siostra oparła się plecami o ścianę i szeroko się uśmiechnęła na samo wspomnienie. Wydawało jej się, że zdarzenia z parku rozrywki były snem. Wszystko było idealnie. Miejsce, czas, osoba… Nie mogła sobie tego lepiej wyobrazić. W żadnej komedii romantycznej czegoś takiego nie widziała.
-Było… idealnie- odpowiedziała wreszcie- To było… coś pięknego. Nigdy się tak nie czułam jak wtedy. Cały czas nie mogę uwierzyć, że to się zdarzyło!- powiedziała do siostry- kontynuowała swoją opowieść jeszcze do późnych godzin nocnych opowiadając Katy wszystkie szczegóły tego niezapomnianego wieczoru.
         Nastał ranek, a z nim kolejny dzień szkoły. Bliźniaczki szły do szkoły kiedy telefon blondynki zawibrował w jej kieszeni. Dostała smsa. „Mam nadzieję, że dobrze spałaś, po wczorajszym wieczorze… Ucz się pilnie na lekcjach i do zobaczenia po szkole. Przyjdę po Ciebie. Harry” Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny uśmiech, który oczywiście zauważyła jej siostra.
-Napisał do ciebie tak wcześnie rano??- spytała zszokowana- Bożeee jaki on romantyczny! Louis może się przy nim schować!- zaśmiała się. Anna uśmiechnęła się pod nosem odpisała „Spało mi się wyjątkowo dobrze, śnił mi się pewien przystojniak z burzą loków na głowie… Nie będę mogła się skupić na lekcjach! Nie wytrzymam do piętnastej! Do zobaczenia! <3”. Gdy wiadomość została wysłana, schowała komórkę z powrotem do kieszeni i ruszyła dalej z siostrą. Gdy doszły pod budynek szkoły, pożegnały się i każda z nich poszła na swoją lekcję.
         Harry niespokojnie stukał palcami o kuchenny blat. Lada chwila miał pojawić się Zayn, który chciał z nim odbyć poważną rozmowę. Loczek spodziewał się na jaki temat. Usłyszał za sobą ciche kroki i pośpiesznie się odwrócił. To był Louis.
-Stary wyluzuj trochę- zaczął brunet- Ja już to przeszedłem. Nie było, aż tak tragicznie. On po prostu się o nie martwi i chce dla nich jak najlepiej- wytłumaczył mu już doświadczony Lou.
-Może i masz rację- zamyślił się Hazza. W sumie co mógłby Zayn zrobić? Chce z nim tylko pogadać, tak dla zasady. Louis wyjął z lodówki sok i poszedł do swojego pokoju. Harold znów został sam w kuchni i oczekiwał. Obrócił się na krześle i wtedy go zobaczył. Zayn szedł już w jego stronę trzymając w ręku kilka kartek i dużych zeszytów.
-Dobra Hazza, przyszedł twój czas- powiedział mulat i układać przyniesione rzeczy na blacie. Otworzył jeden z zeszytów, który jak się okazało był albumem ze zdjęciami.
-Czemu przyniosłeś album?- spytał zdziwiony loczek. Nie spodziewał się raczej żadnych rekwizytów.
-To ja tu zadaję pytania- odpowiedział oschle, co nie było do niego podobne- Zacznijmy od tego, że Anna jest od ciebie młodsza. O kilka miesięcy, prawie o rok. Nie waż się tego wykorzystywać. Moja siostra, z resztą obydwie dużo przeszły. Jak już wiesz są adoptowane ale ja zawsze uznawałem je za moje rodzone siostry. One są Polkami. Tam się urodziły i spędziły osiem lat swojego życia. Te lata były dla nich bardzo ciężkie dlatego pod żadnym pozorem nie poruszaj tego tematu. Chyba, że Anna sama zdecyduje się ci powiedzieć ale to już jej decyzja. Ma alergie na pieczarki, musisz o tym pamiętać- Harry uważnie słuchał swojego przyjaciela. Ciekawy był czego się jeszcze o niej dowie- Anna uwielbia adrenalinę. Kocha gdy się dużo dzieje. To widać na przykład na tym zdjęciu- Zayn przewertował kartki w albumie i pokazał Harremu zdjęcie, na którym jego siostra jeździ hulajnogą po dachu altanki w ich ogrodzie- Jak się przyjrzysz to pod brodą ma bliznę od uderzenia się o kominek- chłopak mówił i mówił. Harold rozluźnił się. Lou miał rację, nie było aż tak źle. Było w sumie fajnie. Zayn mówił o samych przydatnych rzeczach. Chłopak opowiedział mu jakie jedzenie lubi, czego się boi i tym podobne. Na końcu jednak dorzucił- Ale jeśli spadnie jej choć jeden włos z głowy albo po policzku spłynie jej choć jedna łza, nie ukryjesz się przede mną Harry- zakończył Zayn. Harry przełknął głośno ślinę i posłusznie pokiwał głową, na znak że zrozumiał. Usatysfakcjonowany mulat uśmiechnął się. Bawiło go to, że zarówno Harry jak i Louis mieli przy nim pietra jeżeli szło o jego siostry. I tak też miało być. W tym momencie coś mu się przypomniało.
-Idź, bo nie zdążysz po Anne do szkoły- powiedział już nieco łagodniejszym tonem.
-A tak, tak…- odparł zamurowany loczek. Oszczędził sobie pytań skąd Zayn wie o tym, że miał iść po dziewczynę do szkoły. Postanowił zachować milczenie. Ubrał się i po cichu wymknął się z mieszkania.
***
         Bliźniaczki szły przez dziedziniec. Rozmawiały i się śmiały, gdy Anna wypatrzyła w tłumie Harrego. Miał na sobie zwykły T-shirt i czarne spodnie, ale nawet w tak skromnym stroju wyglądał zniewalająco. Dziewczyna pomachała do niego. Gdy Katy również ujrzała zbliżającego się do nich chłopaka, również mu pomachała. Harry odwzajemnił gesty. Przywitał się z Anną delikatnie całując w usta i z Katy przytulając ją. Potem w jego objęcia wpadła Anna i nie miała zamiaru w najbliższym czasie z nich uciekać. Katy nie dała tego po sobie poznać, ale nieco spochmurniała. Siostra nie mówiła nic o tym, że Harry po nią przyjdzie. Myślała, że będą wracać razem, a teraz nie wiedziała jak się zachować. Nie chciała przeszkadzać parze. Jednak główną przyczyną jej niezadowolenia był Louis. Jemu do głowy nie przyszło, żeby odprowadzić ją do domu ze szkoły. Nie chciała tego przyznać samej sobie, ale w końcu musiała- miała wrażenie, że Lou w ogóle się nie stara. Nie tak jak Hazza. Co prawda Loczek był z Anną od jakiś 24 godzin, ale to nie zmieniało faktu, że był o wiele romantyczniejszy od jej chłopaka. Wiedziała doskonale, że Louis to typ łobuza, ale od czasu do czasu mógł się zmusić do… do takiego zachowania jak Harry. Z rozmyślań wyrwała ją Anna.
-Ziemia do Katy! Idziemy do domu?- powiedziała.
-Nie, nie… sama się przejdę- odparła brunetka, ale oczywiście wspaniałomyślny Hazza musiał się przeciwstawić.
-No nie żartuj. Chodź z nami- na jego słowa Katy nie pozostało nic innego jak przytaknąć. Droga do mieszkania ciągnęła się w nieskończoność. Harry i Anna żartowali i nie szczędzili sobie czułości. Oczywiście Katy była prawie tak szczęśliwa jak Anna, patrząc na to wszystko, jednak po jej głowie nadal chodził Lou. Może powinna z nim zerwać? Nie, bez przesady. Po prostu musiała z nim porozmawiać, i tyle. Brunetka nie wróżyła jednak wspaniałej przyszłości tej rozmowie. Znając życie zakończyłaby się kłótnią. W mieszkaniu Katy odstąpiła Annie i Hazzie jej i siostry pokój. Niech mają trochę prywatności… W tym czasie postanowiła się pouczyć- a to coś nowego. W końcu wyłączyła się z otaczającego ją świata. Nawet nie drgnęła gdy zadzwonił jej telefon. Po kilku nieudanych próbach dodzwonienia się do brunetki telefon ucichł, dzięki czemu ona mogła ponownie spokojnie oddać się światu fizyki. Po niecałych dwudziestu minutach rozległ się dzwonek do drzwi. Oczywiście Katy wytrwale go lekceważyła. Na Anne nie miała co liczyć. Zdumiało ją gdy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Wkrótce jednak dostrzegła kątem oka czuprynę Louisa. Nie była zachwycona jego obecnością, zwłaszcza nie w takim momencie. Chłopak uśmiechnął się do niej jednak nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Wszedł do salonu i usiadł koło Katy. Zerknął jej przez ramię aby zobaczyć co tak uparcie czyta. Gdy ujrzał, że to podręcznik od fizyki bez wahania zamknął książkę w jej rękach.
-Uczę się- powiedziała chłodno Katy i ponownie otworzyła podręcznik.
-Jasne, jasne…- mruknął i schował twarz we włosach Katy- Dzwoniłem. Czemu nie odbierałaś?- w odpowiedzi dziewczyna odsunęła się na drugi koniec kanapy. Lou stwierdził, że brunetka się jedynie droczy i przysunął się do niej z powrotem. Z twarzy dziewczyny wyczytał jednak, że coś jest nie tak. Ucałował ją w czoło i spytał:
-Co jest?
-Nic- burknęła Katy, jednak po chwili jakby zmieniła zdanie- A właściwie to jest- odparła i położyła książkę na stolik- Chodzi o… ciebie.
-No więc słucham.
-Myślisz może czasem? O mnie?
-Dniami i nocami- zaśmiał się Lou, ale dla Katy to wcale ni było zabawne.
-O tym, żeby przyjść po mnie do szkoły? Zaprosić mnie gdzieś? Kupić… no nie wiem, kwiatka? Nawet zerwać jakiegoś chwasta po drodze…- kontynuowała.
-Dobrze wiesz, że gdybyś tylko chciała wykupił bym dla ciebie całą kwiaciarnię.
-Och Louis! Tu nie chodzi o to! Nie chodzi o jakieś durne kwiaty!
-To o co chodzi?- spytał Louis spokojnym tonem. Miał nadzieje, że to nieco uspokoi rozgniewany głos Katy.
-O inicjatywę. O to, żebyś zrobił coś dla mnie bezinteresownie… Nawet jeżeli cię o to nie poproszę. Żebyś wykazał się jakimś romantyzmem czy czymś… Abyś na każdym kroku chciał mi pokazać jak bardzo ci na mnie zależy. A ty się nawet nie fatygujesz, żeby zrobić cokolwiek.
-Nie mam wcale tak dużo czasu. Pragnę spędzać z tobą cały mój czas! Ale mimo, że nie chodzę do szkoły to…
-To co? To nie masz czasu? Harry jakoś ma. Właśnie teraz siedzi z Anną w pokoju i pewnie mówi jej jaka to jest piękna i cudowna i jak ją kocha…
-Aaaa… więc o to chodzi. Porównujesz mnie do Harrego?- spytał Louis a Katy odpowiedziała mu wymownym milczeniem- Więc skoro on jest taki idealny, to co ja tu jeszcze robię? Wybacz Katy, że nie jestem idealny. Wybacz, że nie jestem chłopakiem z twoich marzeń. Wybacz że nie jestem Harrym! Zadowolona? O to ci chodziło?! Dlaczego nie widzisz jak się staram?- tym razem to Louis przybrał na tonie- Może dlatego, że widzisz tylko to co chcesz? Może dlatego, że patrzysz przez pryzmat idealności Harrego? Już sam nie wiem- mówił. Gdy się obrócił zobaczył w progu Anne i Harrego. Zrobiło mu się strasznie głupio. Musieli usłyszeć jak wytrząsa się nad Katy, która teraz siedziała skulona na kanapie. I znowu to on wyszedł na tego złego. Nie mógł dłużej siedzieć w tym mieszkaniu. Wstał gwałtownie, wziął kurtkę z wieszaka i ruszył schodami w dół. Usłyszał za sobą nawoływanie i kroki Harrego, ale w tej chwili wszystko było mu obojętne.

 UWAGA! 
ANNA ZAKWALIFIKOWAŁA SIĘ DO DRUGIEGO ETAPU KONKURSU ORGANIZOWANEGO PRZEZ ESKĘ GDZIE MOŻNA WYGRAĆ KSIĄŻKĘ 1D! WIEC BARDZO PROSIMY A SZCZEGÓLNIE ANNA O GŁOSOWANIE NA JEJ PRACĘ! BARDZOOOOOOOOO. DAJEMY LINKA: http://www.eska.pl/news/konkurs_zaglosuj_na_najladniejsze_wiersze_o_one_direction_glosowanie/84475
I TRZEBA TAM GŁOSOWAĆ NA WIERSZ 4!!  POMÓŻMY JEJ WYGRAĆ! Z GÓRY DZIĘKUJEMY A TERAZ WRACAJMY DO RZECZYWISTOŚCI :D JAK SIĘ PODOBA ROZDZIAŁ? BO ANNA JEST NIM ZACHWYCONA... KOMENTOWAĆ MISIE PYSIE

P.S SORRY ZA CAPS
KOCHAMY WAS<333
Anna&Katy

         

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 37


         Katy gwałtownie otworzyła oczy. Co nocny koszmar nie dawał jej spokoju. Ujrzała przed sobą puste i pościelone łóżko. No tak, Anna była już w szkole. Brunetka poszła do łazienki i nieco się odświeżyła. Dziś czuła się już na siłach. Przebrała się z piżamy i usiadła na łóżku. Dla pewności zmierzyła temperaturę. Uśmiechnęła się pod nosem gdy termometr wskazał 36.6. W takiej sytuacji nie miała zamiaru bezczynnie siedzieć w mieszkaniu. Miała już powoli dość tego miejsca, po tym jak siedziała tu bezczynnie przez kilka dni. Musiała się gdzieś wyrwać. Ostatecznie postawiła na dobrą kawę w pobliskiej kafejce. Zabrała torbę i zameldowała Joshowi, że wychodzi. Po chwili była na miejscu. Dziś pogoda dopisywała. Bezchmurne niebo i świecące słońce idealnie ze sobą współgrały. Katy właśnie odchodziła ze swoją kawą od kasy, gdy nagle wpadła na nią zaczytana dziewczyna. Połowa kawy wylądowała na podłodze, druga zaś została w filiżance, którą Katy dzielnie trzymała. Jakimś cudem brunetka uniknęła pochlapania gorącym płynem. Dziewczyna z książką momentalnie się ocknęła.
-Och! Bardzo przepraszam!- mówiła zdenerwowana.
-Spokojnie, nic się nie stało…
-Naprawdę bardzo przepraszam. Zaczytałam się… Proszę usiądź. Zaraz odkupię pani tą kawę.
-To naprawdę nie jest konieczne- powiedziała Katy, jednak kobieta nie odpuszczała. W końcu zrezygnowana Katy usiadła, gdy dołączyła do niej dziewczyna trzymająca dwie kawy i książkę pod pachą. Katy pomogła jej ustawić filiżanki na stoliku.
-Bardzo panią przepraszam, naprawdę…
-Katy.
-Bardzo cię przepraszam Katy…
-Naprawdę nic się nie stało. Żyję- uśmiechnęła się.
-No tak… Eleonor- przedstawiła się- Ale wołają na mnie El- dodała. Chyba była starsza od Katy. Tak jak ona miała brązowe włosy, jednak już nie tak długie, a do tego ciemno-brązowe oczy. Była śliczna. Katy przyjrzała się książce leżącej na stoliku.
-Nicholas Sparks?
-Tak. Uwielbiam go…
-To tak jak ja. Mam w domu kilka jego książek, większość wypożyczałam.
-Hmmm… Ja podobnie. Wiem, że to nie na temat, ale ile zapuszczałaś włosy?
-Och, już nawet nie pamiętam…- odpowiedziała Katy. Dziewczyny zaczęły rozmawiać na najróżniejsze tematy. Dobrze się dogadywały i naprawdę miło spędzały czas. Pogawędki przerwał im telefon. Katy spojrzała przepraszająco na Eleonor.
-Pozwolisz…?
-Jasne, odbierz- powiedziała dziewczyna i upiła łyka już drugiej kawy. Katy odebrała telefon.
-Zayn?...Nie, już dobrze się czuję…Tak…Jestem teraz w kawiarence…Spoko, skoro macie czas…Tylko, że jestem z koleżanką…Mogę ją przyprowadzić?...No to super…Kocham cię…Do zobaczenia, pa.
-Nie chcę być wścibska…to twój chłopak?- zapytała El, gdy Katy odłożyła telefon.
-Nie, nie…brat. Chce, żebym do niego wpadła. Jakby co to jesteś również zaproszona, chyba że masz inne plany.
-Jeżeli nie masz ty ani twój brat nic przeciwko to chętnie wpadnę. Mam wolne po południe…
-No to świetnie- uśmiechnęła się Katy. Kiedy skończyły pić kawę zaczęły się powoli zbierać. Po drodze do Zayna jeszcze długo rozmawiały. Eleonor wydawała się być bardzo miłą i ciepłą osobą. Do tego nie brakowało jej poczucia humoru. Wkrótce były na miejscu. Zayn zaprosił dziewczyny do środka. Wszyscy chłopcy siedzieli w salonie. Prawie wszyscy- brakowało tylko Lou.
-Hej wszystkim- przywitała się- To jest Eleonor. Wpadłyśmy na siebie dzisiaj w kawiarence.
-Właściwie to ja na ciebie- zaśmiała się dziewczyna i popatrzyła na twarze chłopaków. Kogoś jej przypominali. Miała nadzieję, że się jednak myli. Po pewnym czasie rozległ się głos otwieranych drzwi.
-Wróciłem! Udało mi się nawet kupić dwie pepsi w cenie jednej!- krzyknął z korytarza Lou. Uśmiech zniknął z jego twarzy gdy ujrzał niespodziewanych gości w salonie. Eleonor spoważniała.
-Katy właśnie mi się coś przypomniało… coś mi wypadło, muszę iść- rzuciła szybko i już jej nie było. Lou jak stał tak stał w progu. Katy patrzyła zdziwiona, z resztą jak cała reszta.
-Nie jesteś już chora?- spytał chłopak.
-Nie…
-Skąd znasz tą dziewczynę?
-Louis powiesz mi, o co ci chodzi?
-O nic- powiedział oschle i poszedł do swojego pokoju. Brunetka siedziała oniemiała. Nie rozumiała zachowania ani swojego chłopaka, ani Eleonor.
-Idź z nim pogadaj- rzucił Zayn.
-Zaraz wracam- odpowiedziała Katy i również udała się do pokoju Lou. Ten siedział na łóżku. Dziewczyna usiadła koło niego i uważnie mu się przyjrzała.
-Znasz Eleonor, prawda?
-Mówiła ci coś?
-Nie Lou, ja to widzę. Powiedz mi- prosiła. Chłopak ciężko westchnął.
-To moja była- burknął pod nosem. Katy z początku była nieco oniemiała ale w końcu jej przeszło.
-I co z tego?
-Nie przepadamy za sobą. Że tak powiem, nie zdążyliśmy się jeszcze do końca pogodzić- powiedział. Zapanowała cisza, którą po chwili znowu przerwał Louis- Nie chcę abyś się z nią przyjaźniła- dodał i spojrzał w niebieskie oczy Katy.
-Tylko dlatego, że to twoja była? Jest bardzo miła i w ogóle… O co ty mnie prosisz? Czy ty siebie słyszysz? Przecież to jest śmieszne- oburzyła się Katy, tak więc Louis postanowił nieco rozładować atmosferę żartując.
-Po prostu nie chcę się tobą dzielić- mruknął i przysunął się do Katy. Chciał ją pocałować ale ona odsunęła się i postanowiła wrócić do reszty. Lou chwycił ją jednak za rękę i z powrotem posadził na łóżku.
-No przepraszam…
-Nie gniewam się- powiedziała dziewczyna i w dowodzie złożyła pocałunek na ustach Lou- Po prostu chcę wrócić do salonu. Najlepiej z tobą.
-To idziemy.
***
         Anna szła na ostatnią lekcję. Po drodze skoczyła do kiosku po coś do picia. Miała przerwę dwudziestominutową, więc miała czas. Usiadła pod drzewem na wielkim dziedzińcu. Mimo pięknej pogody było na nim pusto. Jednak po chwili cudowny spokój zakłócił jej znajomy głos.
-Zdążyłem się stęsknić- to był Ben. Anne oblała fala strachu, ale nie dała tego po sobie poznać. Powoli zebrała swoje rzeczy z powrotem do torby zachowując milczenie i spokój. Podniosła się i otrzepała z trawy. Miała zamiar odejść ale silne ręce ją zatrzymały.
-Chyba nie uciekasz- mówił przyciszonym głosem koszykarz.
-Puść mnie psychopato. Puść albo zacznę krzyczeć.
-Tak jak ostatnio?- spytał Ben przywołując bolesne wspomnienia. Mimo to Anna trzymała się twardo.
-Nie każ mi powtarzać. Puść mnie- mówiła stanowczo i ku jej zdziwieniu uścisk w jej ramionach znaczenie zmalał. Otrząsnęła się z rąk Bena i pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Gdy jednak upewniła się, że zniknęła z pola widzenia Bena nogi same się pod nią ugięły. Zsunęła się powoli przy ścianie. Cała się trzęsła. To nie mogło tak wyglądać. Nie mogła każdego dnia przychodzić pełna obaw do szkoły. To musiało się skończyć. Musiała porozmawiać z siostrą. Wyjęła telefon z kieszenie i wykręciła jej numer.
-Tak Anna?- odezwał się głos po drugiej stronie.
-Hej, słuchaj możemy porozmawiać?- spytała nadal próbując się uspokoić.
-To raczej nie jest rozmowa na telefon, prawda? Słuchaj ja jestem teraz u Zayna. Możesz tu przyjść? Wtedy pogadamy- zaproponowała siostra.
-Dobra będę za godzinę- odpowiedziała Anna i się rozłączyła. Wzięła głęboki oddech i w głębi duszy miała nadzieję, że dziś już nigdzie nie spotka Bena.
          Anna siedziała z Katy na łóżku w pokoju Nialla. Zgodnie z jej prośbą chłopcy zostawili siostry na osobności, choć Zaynowi przyszło to z trudnością. Czuł, że coś jest nie tak, mimo że Annie w miarę udawało się kłębić w sobie tą całą sytuację. Katy siedziała zniecierpliwiona. Starała się wyczytać z zielonych oczu Anny o co chodzi. Nie szło jej jednak najlepiej. Blondynka widząc wyczekującą brunetkę nie zwlekała dłużej.
- W szkole spotkałam Bena- na jej słowa oczy Katy otworzyły się szeroko.
-Co zrobił…?- zapytała Katy.
-Właściwie to nic… Moim zdaniem on nie chce mnie wykończyć… no wiesz fizycznie. Może to dziwnie zabrzmi dziwnie, ale moim zdaniem on się nade mną znęca. Psychicznie.
-Czego on do cholery od nas chce?!- wybuchła Katy.
-Jak to od „nas”?- spytała Anna. Katy nie miała szans już odwołać tego co powiedziała. Przed jej siostrą nic nie mogło się ukryć.
-Niedawno w szkole mnie zaczepił. Na szczęście Lou tam był, przyniósł mi kanapki od Liama, i kazał Benowi się ode mnie odwalić.
-Czemu mi o tym nie powiedziałaś?
-Nie chciałam ci zawracać tym głowy. Poza tym to w tej chwili nie ma żadnego znaczenia. Teraz trzeba skupić się, jak pozbyć się Bena.
-Nie mam pojęcia…- odparła Anna i zapanowała cisza. Dziewczyny były pochłonięte myśleniem. Wtedy do pokoju wparował Niall.
-Co tam Słodziaku?- spytała wyrwana z namysłu Katy.
-No więc przyszedłem udawać, że szukam czegoś w moim pokoju, ale tak naprawdę to Zayn mi kazał tu przyjść i sprawdzić czy wszystko u was okey.
-Hahaha…- nie mogła powstrzymać śmiechu Anna- Już do was idziemy, znając życie siedzicie w kuchni, czyż nie?
-Tak… no to chodźcie- powiedział blondyn i wrócił do chłopaków. Po kilku sekundach w kuchni znalazły się również Anna i Katy. Ich oczy w jednej chwili skierowały się na Liama, który rozmawiał przez telefon.
-No to jak? Czyli w wesołym miasteczku? Dobra… Do zobaczenia Danielle- mówił chłopak. Bliźniaczki jedynie dyskretnie puściły mu oko. Były z niego dumne. Nie przewidziały jednak dalszego przebiegu wydarzeń. Harry wstał z krzesła i uklęknął przed Anną. Katy aby im nie przeszkadzać postanowiła się nieco odsunąć.
-Anna, nie będę gorszy od Liama! Czy ty, Anna Margaret Malik, pójdziesz ze mną, Harrym Edwardem Stylesem, do wesołego miasteczka?
-Skąd znasz moje drugie imię?
-Anna…
-Tak Harry Edwardzie Styles, pójdę z tobą do wesołego miasteczka- uśmiechnęła się blondynka. Louis podszedł do Katy i złapał ją za ręce- nie chciało mu się zbytnio klękać.
-Pójdziesz ze mną do wesołego miasteczka młoda?- spytał. Katy przewróciła oczami. Harry był taki oficjalny i romantyczny… Prychnęła pod nosem.
-Ok- powiedziała niemrawo pod nosem. Oczywiście nie mógł przewidzieć co wpadnie Louisowi do łowy. Ten przewiesił ją sobie przez ramie i zaczął się drzeć.
-Katy idzie ze mną do wesołego miasteczka! Jestem bogiem! Mówcie mi mistrzu!
-Lou postaw mnie na ziemię!- próbowała go przekrzyczeć brunetka. Zayn i Niall siedzieli zrezygnowani. Trójka pozostałych chłopców była umówiona z fajnymi dziewczynami, oni byli zdani na siebie. Wkrótce Niall nie wytrzymał i klęknął przed Zaynem.
-Zayn, będę zaszczycony jeżeli pójdziesz ze mną do wesołego miasteczka- powiedział blondyn oficjalnym głosem. Zayn udał wzruszonego.
-Oczywiście kotku- odpowiedział na co Niall podszedł do Louisa.
-Mów mi mistrzu mistrzów.
-Co?- spytał Lou jakby się przesłyszał.
-Nie ważne co… postaw mnie wreszcie- błagała zapomniana już Katy.
-A tak, tak… - odpowiedział Louis i ze swoim uśmieszkiem odstawił brunetkę z powrotem na podłogę.
***
         Podczas gdy Niall zajadał się watą cukrową, Zayn sędziował w samochodowej bitwie. Bliźniaczki kontra Louis i Harry- Liam i Danielle byli w swoim świecie i nie warto było ich z niego wyciągać. Przegrani mieli nieść wygranych na barana i spełniać ich wszystkie zachcianki aż do końca pobytu w wesołym miasteczku. Tak więc zarówno chłopcy jak i dziewczyny byli mocno zdeterminowani. Drobne bliźniaczki nie miały zamiaru targać na plecach dwóch olbrzymów. Katy siedziała za kierownicą, natomiast Anna mówiła jej co ma robić. W samochodziku przeciwnika prowadził Harry, a planował Louis.
-Zajedź ich teraz! W bok! Wjedź im w bok!- krzyczała Anna. Katy posłusznie robiła co kazała siostra. Z impetem uderzyła w pojazd chłopaków.
-Cztery dwa dla dziewczyn!- krzyczał uradowany Zayn, który wyraźnie dopingował siostrom. Dziewczyny przybiły sobie piątkę.
-Louis jesteś marnym strategiem- prowokowała chłopaka Anna. Jak zwykle jednak najbardziej się denerwował Harry, który nienawidził przegrywać.
-I tak dajemy wam w fory!- powiedział Loczek starając się wycofać. Już wymierzał w dziewczyny gdy wszystkie pojazdy raptownie się zatrzymały.
-Co jest?- spytał zaskoczony.
-Koniec jazdy, wysiadamy- powiedział znużonym głosem pracownik. Bliźniaczki wyskoczyły z autka i uściskały się nawzajem.
-Wygrałyśmy! Bliźniaczki górą!- zaczęły śpiewać, żeby jeszcze bardziej zezłościć przegranych chłopców.
-No, proszę. Czekam na szofera- powiedziała wyniosłym głosem Anna. Harry podszedł do niej i nastawił plecy. Dziewczyna wskoczyła na niego i owinęła nogi wokół jego pasa, a ręce wokół szyi. Złość Harrego powoli minęła gdy z przyjemnością chwycił pod uda blondynkę. Kiedy Katy wdrapała się na grzbiet Louisa popatrzyła triumfalnie na siostrę.
-Wio!
-Właśnie, wio! Pić mi się chce. Podejdźcie pod ławki, posadźcie nas i pójdźcie po dwa shake’i czekoladowe- rozkazywała Anna.
-Może kocyk do tego?- spytał z sarkazmem Harry.
-Obejdzie się- rzuciła żartobliwie Katy- Wio!- na te słowa chłopcy ruszyli. Dziewczyny jednak nie były ciężkie i po kilku krokach zapomnieli, że mieli je na plecach. Posadzili dziewczyny na ławce i poszli zaspokoić ich zachcianki. Stanęli w kolejce.
-To jak? Nasz plan nadal aktualny?- zapytał Harry. Lou od razu rozszerzył usta w szerokim uśmiechu.
-No jasne. Tylko pamiętaj, musisz stać za Anną w kolejce, bo inaczej nie wypali.
-Dobra…
-Stary… To twój dzień. Wierzę w ciebie- skomentował Louis po czym zamówił dwa napoje. Po kilku chwilach chłopcy wrócili do dziewczyn, rozmawiających na przemian z Zaynem i Niallem. Na Liama nie miały co liczyć. Zapatrzony był w cudowną Danielle, z resztą z wzajemnością.
-To jak? Diabelski młyn?- spytał Harry i podał Annie shake’a.
-Spoko, jeżeli się nie boicie to możemy iść- odpowiedziała Katy. Gdy dziewczyny skończyły pić ponownie wgramoliły się na grzbiety chłopaków, przy czym Louis lekko podrzucił Katy. Dziewczyna pisnęła.
-Nie mogłem się powstrzymać- zaśmiał się, a w odpowiedzi dostał w łeb. Gdy wszyscy dotarli do celu, dziewczyny leniwie zsunęły się z pleców Louisa i Harrego. Musiały przyznać, że byli całkiem wygodni. Długo stali w kolejce i mieli nadzieję, że ich cierpliwość się opłaci. Wkrótce nadjechał wagonik, do którego mieli rzekomo się wszyscy zmieścić. Pierwsza weszła Anna, a za nią wcisnął się Harry. Katy już miała wejść gdy Lou dosłownie zatrzasnął przed jej nosem drzwiczki wagonika. Zaskoczona zachowaniem chłopaka patrzyła jak wagonik rusza. Tak bardzo chciała jechać z siostrą. Nim się obejrzała nadjechał kolejny wagonik. Lou pchnął ją do niego lekko i sam również wszedł szybko zamykając za nimi drzwiczki. Katy nie wierzyła w to co widzi. Było oczywiste, że Harry i Louis to zaplanowali. Ostatecznie wszyscy podzielili się na grupki: Anna jechała z Harrym, Katy z Louisem, Liam z Danielle, a Zayn z Niallem. Jakby nie patrzeć plan był dobry. Anna usiadła na małej ławeczce w wagoniku i zaczęła zastanawiać się co plan Hazzy ma na celu. Przyglądała się mu z zaciekawieniem. Ciekawe co kombinował.
-Długo nad tym myślałeś?- zapytała robiąc mu miejsce na ławeczce.
-Ale nad czym?- odpowiedział udawając, że nie wie o co chodzi. Usiadł koło niej- Nie wiem o czym mówisz.
-Proszę cię… chcesz mi powiedzieć, że Lou tak sam z siebie po prostu zamknął za nami te drzwiczki od wagonu?
-No tak. Wiesz przecież jaki on jest. Ale nie powiem, że nie jestem mu za to wdzięczny- powiedział dotykając ręką jej kolana. Anna oblała się rumieńcem. Powoli chyba zaczynała rozumieć do czego dąży chłopak. Tym razem nie cofnęła jego ręki tylko się uśmiechnęła. W głębi duszy wiedziała, że chce tego samego co on. Wstała jednak z miejsca podchodząc do barierki i przyglądając się panoramie Londynu. Widok zabierał dech w piersiach. Kurczowo złapała się barierki gdy wagonik niespodziewanie zahamował. Dziewczyna popatrzyła w dół i od razu się cofnęła, wpadając na Harrego, który objął ją w pasie.
-Chyba tu trochę sobie razem posiedzimy- powiedział gładząc kciukami jej talię.
         Danielle westchnęła i usiadła koło Liama. Chłopak posmutniał. Chciał, aby dziewczyna dobrze się bawiła w jego towarzystwie, a nie siedziała w wagoniku, który nie wiadomo na jak długo się zatrzymał.
-Przepraszam cię Dan. Gdybym wiedział, że wagoniki się zatrzymają nie zabrał bym cię na nie…- powiedział. Dziewczyna tylko się uśmiechnęła. Był uroczy. Widać, że się starał.
-Proszę cię… jest cudownie. Lepszej randki nie mogłam sobie wyobrazić- odpowiedziała przesuwając się bliżej do Liama- Jest fajnie, naprawdę- Liam się uśmiechnął i objął ją w tali. Zapowiadało się, że trochę czasu będą tu jeszcze siedzieć więc przynajmniej niech ten czas miło im minie. Po chwili z głośników wewnątrz wagonika rozległ się głos pracownika diabelskiego młynu.
-Uwaga, uwaga! Z przykrością musimy państwa poinformować, że nastąpiła awaria systemu. Staramy się ją jak najszybciej naprawić- na te słowa Liam nie wiedział czy się cieszyć czy martwić. Uśmiech na twarzy Danielle pozwolił mu jednak wybrać pierwszą opcję.
-Co my będziemy robić? Znając życie awaria będzie trwała kilka godzin…
-Spokojnie na pewno coś wymyślimy. Nie stresuj się tak Liam. Wystarczy, że będziemy tu razem- uśmiechnęła się i oparła głowę na jego ramieniu- Naprawdę cieszę się, że wtedy do mnie podszedłeś Liam- chłopak uśmiechnął się i pocałował ją w czubek głowy.
         Louis się śmiał z niewiadomego powodu jakby usłyszał najlepszy żart na świecie. Łzy nawet dopłynęły mu do oczu.
-Czego rżysz pajacu?- zapytała złośliwie Katy. Twarz Louisa spochmurniała, a donośny śmiech ustał.
-Nie mów tak do mnie. Jestem twoim chłopakiem. Możesz nazywać mnie Louis, Lou, Louiś, jak chcesz ale nie tak- dziewczyna zdziwiła się. Wydawał się… urażony. Pierwszy raz widziała go takiego. Bez wahania podeszła do niego i usiadła okrakiem na jego kolanach. Ujęła twarz w jego dłonie i ciepłym wzrokiem spojrzała mu w oczy.
-Louis, przepraszam cię kotku- powiedziała i pocałowała go w usta- Kocham cię pajacu ty mój- dorzuciła wtulając się w jego klatkę. Wiedziała, że teraz już nic nie powie. Zmiękczyła go.
-Też cię kocham wariatko- szepnął jej do ucha miziając nosem jej szyję-Moja wariatka- oznajmił jakby chciał powiedzieć całemu światu, że ona jest JEGO dziewczyną. Tylko jego.
-Louis?
-Hm?- zamruczał jak kotek.
-Kto wymyślił ten plan?- spytała nie odrywając się od jego piersi.
-Jaki plan?- spytał głaszcząc ją po długich brązowych włosach.
-No Anna… Harry… wagonik… no wiesz o co mi chodzi.
-Aaa. To był jego pomysł ja tylko mu pomogłem go zrealizować- odpowiedział przygryzając delikatnie jej ucho, na co dziewczyna jęknęła cicho.
-Louis?
-Hm?- odpowiedział znowu.
-On ją kocha prawda?- spytała odrywając się od niego i spoglądając na wagonik nad nimi, w którym siedziała jej siostra z Harrym.
-Tak Katy. Od dawna. Nigdy chyba nie widziałem żeby ktoś tak kochał jakąkolwiek dziewczynę…Chociaż nie. Ja kocham cię bardziej- powiedział odgarniając jej włosy za ucho- Możesz być spokojna. Dobrze się nią zajmie… Jeśli o to ci chodzi oczywiście.
-Jak myślisz, ile czasu zajmie naprawa tej awarii systemu?- spytała schodząc z jego kolan i wychylając się za barierkę patrząc na to co dzieje się w wagoniku pod nimi.
-Nie wiem. Mam nadzieję, że długo- odpowiedział.
-Długo? Przecież my się tu zanudzimy na śmierć!- powiedziała odwracając się w jego stronę. Louis uśmiechnął się i zaczął iść w jej stronę.

-Katy, ze mną nigdy się nie będziesz nudzić.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ. 
CHCE WIDZIEĆ SPAM! 
No to formalności mamy już za sobą;D Więc w tym tygodniu to ja, Anna przejmuje dowodzenie bo nasza kochana Katy wyjechała na zieloną szkołę. Przy okazji chciałabym powiedzieć, że mamy NAJLEPSZYCH czytelników na świecie. Z naszych badań wynika, że czytają to nie tylko ludzie, którzy mieszkają w Polsce ale min. w USA, Rosji czy Indonezji (Ahhh ten fejm<3) To nie byłoby możliwe dzięki wam. Czasami mamy ochotę przestać pisać ale wiemy, że WY czekacie na nowe rozdziały. Piszemy to dla was. Boże rozpisałam się. Katy mnie zabije. Ale ciiiii. Może się nie dowie.
A! I WIELKA PROŚBA! WEŹCIE NAS FOLLOWNIJCIE CO?....
Anna: @JustAnna4 (mam nowe ikonki i nowe wszystko wiec się nie zdziwcie;D)
Katy: @KatyRaven1 (a Katy jak zwykle ma wszystko po staremu czyli ślicznie)

Kochamy Was! <333
Anna&Katy

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 36


       One Direction siedzieli w swoim mieszkaniu. Byli bardzo szczęśliwi z tego co udało im się ustalić z Simonem. Wydają płytę! Wiedzieli, że oznacza to dużo pracy, ale przecież właśnie o tym marzyli. O tłumie fanów krzyczących ich imiona i nazwę zespołu… Trasach koncertowych po wszystkich zakątkach świata, a przede wszystkim śpiewaniu. Oczywiście w głowie Liama podążały za sobą dwie myśli. Kariera i piękna Danielle. Tak pięknie się uśmiechała… i zgodziła się pójść z nim na randkę! Problem był jedynie w tym, że nie wiedział ani gdzie ją zabierze, ani jak to wszystko będzie miało wyglądać… a miało być idealnie. Z jedną rzeczą nie miał jednak problemu: doskonale wiedział do kogo ma się zwrócić o pomoc. Wyjął telefon z kieszeni i wybrał numer Anny. Po kilku sygnałach odebrała.
-Uwijaj się szybko, mam chemię- odezwała się mówiąc niemal szeptem. Liam nie pochwalał jej zachowania ale postanowił dokończyć z nią rozmowę.
-Eee przyjdziecie dziś do nas?- spytał.
-No ja tak ale na Katy raczej nie ma co liczyć, bo leży przeziębiona w łóżku.
-No dobra. To wbij jak skończysz lekcje- odpowiedział.
-Ok. Do zobaczenia- powiedziała i już miała się rozłączać gdy usłyszała po drugiej stronie.
-Anna?- spytał pośpiesznie.
-Hm?
-Nie odbieraj więcej telefonów podczas lekcji- rzucił na koniec i się rozłączył.
         Anna zadzwoniła dzwonkiem do drzwi. Chwile to trwało zanim ktoś pofatygował się i poszedł jej otworzyć. W drzwiach ukazał się loczek.
-Jest Liam?- spytała od razu, zauważając schodzący uśmiech z twarzy Hazzy. Chyba myślał, że przyszła do niego…
-Cześć Anna, też miło cię widzieć- burknął- Przywitać się to nie łaska?
-Cześć Harold- powiedziała, pocałowała go w policzek i kontynuowała- Co u ciebie? Wszystko w porządku? Jak żyjesz?- mówiła złośliwie po czym poczochrała jego włosy i minęła go w drzwiach- Liam?!- krzyknęła z korytarza.
-Tu jestem!- odpowiedział jej wstając z fotela, po czym podszedł i dał jej buziaka w policzek witając się.
-Rozumiem, że chcesz pogadać o tym o czym myślę, prawda?- spytała puszczając do niego oczko, rozbawiając tym tylko Liama.
-No tak… Może pójdziemy do sklepu… Chyba nie mamy już mleka…- rzucił dając jej znak, że chce pogadać z nią na osobności. Bez obecności chłopaków. Oboje udali się w stronę wyjścia mijając po chwili wracającego do salonu Harrego.
-Gdzie ją znów porywasz?- spytał niezadowolony- Co wy macie ostatnio jakieś wspólne tajemnice?
-Nawet nie wiesz ile…- powiedziała już wychodząca Anna z chytrym uśmieszkiem. Po chwili wraz z Liamem zniknęli za progiem zostawiając naburmuszonego Harrego. Nie minęło pięć minut gdy Liam i Anna znaleźli się u Katy. Dziewczyna czuła się już nieco lepiej, ale nadal męczyła ją temperatura. Gdy ujrzała Liama z jej siostrą miała wrażenie jakby właśnie ją uzdrowili. Uśmiechnęła się blado.
-Hej Katy. Nie wiedziałem, że jest aż tak źle…- przywitał się Liam.
-Aż tak okropnie wyglądam?- zaśmiała się brunetka.
-Nie jesteś po prostu bardzo blada… pójdę zrobić ci okład na czoło…- mówił Liam zupełnie zapominając po co przyszedł do bliźniaczek. Anna postanowiła mu przypomnieć:
-Liam, może podzieliłbyś się najpierw swoimi troskami, hm?- zapytała z sarkazmem. Liam od razu spoważniał, ale się nie odezwał. Anna przejęła inicjatywę.
-Liam ma randkę z Danielle! I zgadnij kto mu pomoże to wszystko ogarnąć?
-Zgaduje, że my- rozpogodziła się Katy- Gdzie ją zabierasz?
-Jeszcze nie zdecydowałem ale myślałem nad zabraniem jej do restauracji… co wy na to?- spytał niepewnie.
-Oooo to takie romantyczne! To świetny pomysł! Danielle będzie zachwycona!- stwierdziła pełna entuzjazmu Katy.
-Do jakiej restauracji konkretnie chcesz ją zaprosić?- spytała Anna podając wszystkim herbatę.
-Nie wiem… miałem nadzieję, że wy będziecie miały jakiś pomysł- uśmiechnął się.
-Co myślisz o Barney’s? Podobno jest tam świetna atmosfera i dobre jedzenie- zaproponowała blondynka.
-Zdaje się na was- uśmiechnął się chłopak. Bliźniaczki wzięły jego słowa bardzo dosłownie. Wystarczyła godzina, a dziewczyny wiedziały już w co ubierze się Liam, jakie kwiaty weźmie ze sobą i jak będzie mniej więcej wyglądał jego dialog z Danielle. Liam bez namysłu przystawał na wszystkie propozycje sióstr.
-No to jak? Gotowy?- spytała Katy.
-Jak nigdy…
-No dobra. Teraz trzeba cię jakoś przygotować. Chodźmy do ciebie, może uda mi się coś wygrzebać z twojej szafy…- odparła Anna i pociągnęła za sobą Liama.
-Papa!- krzyknęła za nimi podekscytowana Katy. Przy okazji Anna z Liamem dosłownie minęli w progu Louisa. Przyszedł odwiedzić swoją dziewczynę. Miał wyrzuty sumienia- cały czas obwiniał się, że to przez niego Katy się rozchorowała. Gdyby nie zatrzymali się wtedy po imprezie w parku, może sprawy potoczyłyby się inaczej. Uchylił drzwi pokoju bliźniaczek. Na łóżku zauważył zwiniętą w kłębek Katy. Była odwrócona do niego plecami, nawet go nie usłyszała. Pomimo wyrzutów sumienia psotliwa natura Lou zwyciężyła. Zakradł się do łóżka brunetki. Stał przy jego krawędzi i gwałtownie usiadł koło leżącej dziewczyny obejmując ją ramionami. Wystraszona Katy podskoczyła i pisnęła. Gdy jednak dotarł do niej zapach perfum chłopaka raptownie się uspokoiła i ponownie opadła na łóżko.
-Jak możesz… mam temperaturę i źle się czuję, a ty zamiast się o mnie zatroszczyć, przytulić i pocałować w czoło jak przystało na chłopaka straszysz mnie…- powiedziała niezadowolona Katy i zabrał ręce chłopaka z swojej talii. Lou starał się powstrzymać od śmiechu. Gdy mu się to udało zastosował się do wskazówek dziewczyny. Ucałował ją w tył głowy i przytulił.
-Hej kochanie, jak się czujesz? Przynieść ci coś do picia? Masz na coś ochotę?
-Już lepiej- burknęła Katy i schowała twarz w poduszce.
-Przepraszam- powiedział Lou ale dziewczyna nadal się nie odzywała- Przepraszam- powtórzył chowając się w brązowych włosach Katy. Nie wytrzymała i już z uśmiechem na ustach powiedziała:
-Zrób mi herbaty.
-Się robi- powiedział i poszedł do kuchni. Nastawił wodę i wyjął szklankę z szafki. Tyle razy był już w mieszkaniu bliźniaczek, że dobrze wiedział gdzie co leży. Po chwili czajnik zagwizdał. Sprawnie zalał herbatę i zaniósł ją Katy.
-Dziękuję- odpowiedziała i wzięła szklankę do swoich małych dłoni, po czym wzięła małego łyka- Bardzo dobra ta herbata- pochwaliła Lou.
-Zrobiona specjalnie dla ciebie kochanie- powiedział po czym machnął ręką na znak aby z powrotem się położyła. Katy odłożyła kubek na szafkę nocną i zrobiła to co Louis jej zaproponował. Ułożyła się wygodnie na poduszce po czym poczuła dotyk jego nosa na swojej szyi.
-Chyba wiem jak możemy cię wyleczyć…- powiedział po czym zaczął składać słodkie pocałunki na jej rozpalonym od temperatury ciele. Katy zachichotała kiedy jego usta dotknęły jej brzucha- Ty się tu śmiejesz a ja staram się być romantyczny!- udawał obrażonego Lou, na co dziewczyna jeszcze bardziej zaczęła się śmiać- Kocham cię Katy- powiedział szczerze Lou patrząc jej w oczy. Katy przestała się śmiać.
-Ja też cię kocham Louis- powiedziała uśmiechnięta po czym pocałowała go w usta- A teraz możesz kontynuować to co zacząłeś.
         Liam przytrzymał Annie drzwi aby spokojnie mogła wejść do mieszkania. Od razu udała się do jego sypialni. Po drodze minęła Zayna.
-A ty gdzie idziesz? Sypialnie chyba ci się pomyliły. Pokój Harrego jest na lewo- dogryzł swojej siostrze. Ona rzuciła mu piorunujące spojrzenie, a Zayn zrozumiał swój błąd. Szybko postanowił zmienić temat.
-Muszę wyjść i zobaczyć się z Katy. Martwię się o nią, poza tym nie powinna być tak cały czas sama…
-Nie jest i lepiej do niej nie idź. Louis jest u niej…- odpowiedział Liam.
-Tym bardziej powinienem tam być. Cześć- rzucił i niemal wybiegł z mieszkania. Anna miała ochotę wybuchnąć śmiechem. Postanowiła się jednak skupić na Liamie. Już po chwili grzebała w jego szafie, a konkretnie wyrzucała z niej wszystko co tylko wpadło jej w ręce. Liam przechwycił elegancką koszulę.
-Może to?
-Nie… nie możesz iść ubrany jak na apel… Masz być elegancki i na luzie…- mówiła nie odrywając wzroku od szafy chłopaka. W końcu wyciągnęła z niej biały T-shirt, czarną marynarkę i spodnie. Liam posłusznie poszedł do łazienki i się przebrał. Gdy znowu pojawił się w progu drzwi Annie rozbłysły oczy.
-No, no, no jaki z ciebie przystojniak. Danielle ci się nie oprze- skomentowała i puściła do Liama oko. On zaśmiał się.
-A umówiłeś się już z nią tak w ogóle?
-Tak. Na 19.oo- odparł Liam, na co Anna wytrzeszczyła oczy.
-Liam jest 18.3o!
-Mamy jeszcze kupę czasu- powiedział Liam i wzruszył ramionami.
-A kwiaty? Trzeba iść po te głupie kwiaty! I masz być w restauracji przed Danielle, bo tak wypada!
-Skoro tak mówisz…
-Skoro tak mówię, to rusz cztery litery!- powiedziała Anna i kopnęła Liama w tyłek- To na szczęście. Będzie super- dodała. Zestresowany Liam kiwnął do niej i wyszedł z mieszkania. Anna zdążyła mu jeszcze pomachać z okna i poszła do kuchni gdzie pozostali już tylko Hazza i Niall.
-Zjesz coś?- spytał Irlandczyk i podszedł do lodówki.
-Nie dzięki… Nie jestem głodna- odpowiedziała Anna i zajęła miejsce koło Harrego. Wiedziała, że jest na nią obrażony, z resztą on dawał jej to wyraźnie do zrozumienia. Bawiło ją jego nastawienie do całej sytuacji z Liamem. Trąciła go łokciem.
-Może Harry jest głodny?- powiedziała.
-Nie, nie… nie przejmuj się mną. Spytaj Liama- powiedział unikając kontaktu wzrokowego z dziewczyną. Ułatwił to sobie siadając tyłem do niej.
-Och przestań… ponoć nie jadłeś śniadania. Co powiesz na jogurt?- nie odpuszczała blondynka, jednak chłopak jej nie odpowiedział. Poszła więc do lodówki, przed tym odrywając od niej Nialla. Po chwili wyjęła z niej jogurt owocowy. Wyjęła łyżkę, wyrzuciła wieczko i usiadła naprzeciw Harrego. Nabrała jogurtu na łyżkę i wymierzyła w buzię Harrego.
-No już, otwórz buźkę. Samolocik leci- mówiła, a Harry kręcił głową aby łyżka nie trafiła do jego ust. W końcu się poddał i niechętnie nie chętnie zgarnął z niej jogurt. Anna z satysfakcją nabrała kolejną łyżkę. Harold dalej jednak stawiał opór. Zniecierpliwiona Anna przez przypadek umazała cały podbródek chłopaka. Chcąc odsunąć łyżkę dodatkowo musnęła jego policzek. Siedział wysmarowany owocowym jogurtem, lecz mimo to Anna zauważyła przelotny uśmiech na jego twarzy. Wyrwał brudną łyżkę z rąk dziewczyny i zanim zdążyła zareagować usmarował jej twarz. Nabrał kolejną łyżkę, ale Anna zdążyła zerwać się na równe nogi i uciec do salonu. Harry zerwał się z miejsca, zupełnie zapominając o tym, że teoretycznie jest nadal na nią obrażony.
-Spoko, jakby co jestem w kuchni- powiedział do siebie Niall. Towarzystwa mogła mu jedynie dotrzymać kanapka, którą właśnie sobie zrobił. W tym czasie Anna uciekła do sypialni Zayna, która była najbliżej salonu. Chciała zamknąć za sobą drzwi i najlepiej czymś zabarykadować, ale opór stawiał Harry, który całym ciężarem ciała oparł się o drzwi. Oczywiście silniejszy chłopak bez trudu otworzył drzwi. Anna nie miała gdzie uciec. Stała pod ścianą, gdy Harry zbliżał się do niej przy okazji mieszając jogurt. Dziewczyna śmiała się bezradnie czekając na swój wyrok. Ku jej zdziwieniu chłopak nie pomazał jej fioletową substancją.
-No, otwórz buźkę samolocik leci- powiedział i tak jak wcześniej Anna wymierzał łyżką w jej usta.
-Nigdy- powiedziała Anna i pchnęła dłoń chłopaka, tak że jogurt ponownie wylądował na jego twarzy.
-To nie fair!- powiedział zaskoczony, podczas gdy Anna trzymała się za bolący ze śmiechu brzuch. Hazza z rezygnacją odłożył jogurt na podłogę.
-Wygrałaś- powiedział i również zaczął się śmiać. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, gdyby nie telefon Anny. Dziewczyna odebrała. Po chwili zaczęła się kierować ku drzwiom.
-Siostra mnie potrzebuje- uśmiechnęła się.
-Pójść z tobą?
-Pod warunkiem, że zabierzemy Słodziaka.
-Obowiązkowo.

-No to ubieraj się już.
***
         Liam nie pamiętał już, kiedy się tak ostatnio denerwował- oczywiście pomijając czasy X-Factora. Anna miała rację- klimat restauracji był w sam raz i co najważniejsze w jego stylu. Wszystko urządzone było ze smakiem, i oby jedzenie również. Cierpliwie czekał na Danielle, gdy nagle ta pokazała się w drzwiach. Burza loków spokojnie opadała na odsłonięte ramiona. Lekki makijaż idealnie podkreślał jej egzotyczne rysy twarzy, a biała sukienka podkreślała opaleniznę. Jej ciemne oczy rozbłysły na widok Liama. Od razu ruszyła w jego stronę. Chłopak poczuł suchość w gardle. Nie miał pojęcia co powiedzieć, na szczęście Danielle go wyręczyła.
-Wow, Liam. Świetnie wyglądasz. Serio, prawie cię nie poznałam- powiedziała. Jej ciepły uśmiech jak zwykle dodał mu odwagi.
-Przy tobie mogę się schować. Wyglądasz… pięknie- powiedział Liam i odsunął krzesło, aby Danielle mogła spokojnie usiąść. Gdy to zrobiła spokojnie przysunął je z powrotem do stolika i również zajął miejsce.
-To jak? Przejrzymy menu?- spytał Liam, aby zacząć jakoś rozmowę.
-Szczerze to nie jestem głodna… W każdym razie nie przyszłam tu żeby jeść- mówiła i uśmiechnęła się nieśmiało- Chciałabym cię poznać- dokończyła- Wydajesz się taki inny… nie chcę żeby to brzmiało żałośnie. Może faktycznie coś zamówmy…
-Nie… To wcale nie było żałosne. Nigdy czegoś takiego nie słyszałem.
-Wiesz jakie wrażenie na mnie wywarłeś kiedy pierwszy raz cię zobaczyłam? Pomyślałam, że jesteś na pewno uroczy i miły, ale bałam się do ciebie podejść. A ty jakbyś czytał w moich myślach podszedłeś i zagadałeś do mnie… i dałeś mi swój numer. Myślałam, że śnie…- Liam siedział i nie mógł uwierzyć w to co słyszał- Myślę, że się nie myliłam… że jesteś miły i uroczy ale i tak chciałabym cię jeszcze poznać…- powiedziała, po czym zapanowała niezręczna cisza.
-Przepraszam, może nie potrzebnie to wszystko mówiłam… ale tak właśnie jest. Przy tobie mam ochotę mówić i mówić… nie wiem czemu…
-A ja mam ochotę cię słuchać i słuchać. Też nie wiem czemu Danielle, ale wiem, że ty też jesteś inna. Wyjątkowa. Nie trzeba cię znać, żeby to wiedzieć…- odpowiedział jej Liam, i o dziwo ani razu się nie zająkał. Danielle patrzyła na niego jak zaczarowana. Jeszcze żaden chłopak jej tak nie traktował. Oczywiście, kilkoro z którymi miała się okazję spotykać byli mili, ale to było coś innego. Żaden z nich jej nie słuchał. Każdy potrafił się skupić tylko na to co trzyma pod ubraniami, a nie na to co właśnie mówi. Liam był inny. Słuchał jej, nie próbował nawet przerwać. Myślał nad odpowiedzią, dobierał ostrożnie słowa... Dlatego tak łatwo przychodziła jej rozmowa z nim. Nie mogła również zaprzeczyć, że Liam był uroczy i naprawdę przystojny. Cieszyła się każdą chwilą spędzoną z nim. Tak samo jak i on. Pytania leciały z obu stron. Zarówno Liam i Danielle chcieli poznać siebie nawzajem. W między czasie zamówili coś do picia, a potem wybrali się na spacer. Liam już kompletnie się nie denerwował. Przy Danielle wszystko było proste i przyjemne. Czuł się przy niej jak przy żadnej innej dziewczynie. Znali się krótko, to była ich pierwsza prawdziwa randka. Mimo to czuł, jak Danielle powoli skrada jego serce.

Tak z okazji Dnia Dziecka dodajemy ekstra rozdział! :D hehe co tam ze obie jesteśmy już nastolatkami i tak czujemy się dziećmi! A pamiętacie nasze kochane bobaski w X Factorze... (Momencik prosimy, chwila wzruszenia) ONI TAK SZYBKO DORASTAJĄ! NASZE DZIECI! <333 No więc mamy nadzieję, że się Wam dzieciaczki podoba:D Please leave comment below :D
Anna&Katy